IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala obrad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Sala obrad   Nie 22 Lut 2015 - 19:37


Za mosiężnymi drzwiami znajduje się sala obrad w której są podejmowanie wszystkie najważniejsze decyzje. Jest to również miejsce w którym ci najważniejsi w hierarchii całej wioski spożywają posiłki. Ściany są zbudowane z kamienia, a na samym środku znajduje się długi, drewniany stół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Nie 1 Mar 2015 - 16:13

Weszła do sali pewnym krokiem, choć nie do końca spokojnym. Póki co miała u swego boku jedynie strażnika, lecz za chwilę to pomieszczenie miało wypełnić się jej ludem, który to będzie musiała uspokoić i oznajmić plan. Właśnie, jaki on był? Póki co jedynie co jej do głowy przyszło, to oczywiście zwiad. Zamierzała wysłać Victora oraz najlepszych wojowników, bowiem oni wiedzieli doskonale jak sobie radzić z najgorszym zagrożeniem. Co prawda nie wiedzieli, co to było oraz jakie ma nastawienie, lecz Lexa zawsze wolała myśleć o najgorszym i tak się też przygotowywała. Najchętniej poszłaby sama sprawdzić na czym stoją, lecz w takiej sytuacji musiała uważać, mogła być celem. Lexa usiadła na wielkim krześle, po czym spojrzała na drzwi, czekając aż się otworzą i zebranie się rozpocznie.

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Nie 1 Mar 2015 - 16:47

W ciągu piętnastu minut Enya zebrała ludność TonDC wokół sali obrad. Poprosiła każdego człowieka, aby został przed salą, by później poinformować ich o dokładnych planach. Do sali zabrała ze sobą najważniejszych wojowników i innych generałów. Między innymi Gustusa oraz Indrę. Prowadząc wojowników na czele z tą dwójką, przekroczyli próg sali obrad. Mosiężne drzwi zamknęły się z hukiem i wszyscy ujrzeli siedzącą na krześle Lexę. Enya bezbłędnie odczytywała jej mimikę twarzy i wiedziała, co się dzieje w jej umyśle. Na pewno musiała się martwić.
- Lexa, zebranie możemy zacząć. Proszę, podejdźcie bliżej. - poprosiła Enya, jednocześnie podchodząc bliżej tronu Lexy. Stanęła po jej prawej stronie i zadarła podbródek, tym gestem zachęcając Lexę do wygłoszenia mowy. Wpatrywała się po kolei w każdą znajomą twarz jej klanu i widziała przerażenie w oczach. Miała nadzieję, że za niedługo będzie mogła poruszyć z Lexą kwestię legendy, o której wspomniała wcześniej. Aczkolwiek musiała to zrobić w cztery oczy.

_________________

Enya

„Taim yu drag raun, taim yu ge ban au.”

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pon 2 Mar 2015 - 20:44

Wszedł do sali razem z innymi i stanął gdzieś w tłumie, w dodatku pod ścianą. Nie lubił się wyróżniać. Victor był typem, który lubi dużo obserwować, a potem działać, dlatego też jest generałem. Nie tylko dowodził armią, ale miał ten mały, ośmioosobowy oddział do zadań specjalnych. Specjalizowali się w "byciu niewidzialnym". Byli najlepszymi obserwatorami i zabójcami z ukrycia. Mogli wytrzymać dwa dni, bez snu, w bezruchu, obserwując tylko swoją część.
Nie wiedział dokładnie co Lexa będzie chciała uczynić. Stał i czekał na rozkazy. Nie miał zamiaru działać na własną rękę, a być może ktoś wiedział coś więcej na temat tej spadającej "płonącej kuli". Victora ludzi tutaj nie było. Nie musieli być, po co wszyscy mieli się pchać na naradę. Wiedzieli już co się szykuje, więc zawczasu zaczęli się przygotowywać do wymarszu. Wiedzieli dobrze gdzie to coś spadło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Wto 3 Mar 2015 - 19:46

Grupa wojowników znalazła się w sali obrad. Wszyscy chcieli się dowiedzieć, co też postanowiła ich heda, co będą robić. Czy od razu ruszą, żeby sprawdzić co spadło na ich ziemię, czy też może zignoruje problem? Jeden z większych wojowników, który słynął ze swojej gwałtowności i niewyparzonego języka, nie miał zamiaru siedzieć cicho. Jak tylko znalazł się w sali postanowił, bez pozwolenia oczywiście, wypowiedzieć swoje zdanie.
-Powinniśmy od razu ruszyć i zniszczyć, cokolwiek to było! Wszystko to co spadnie z nieba jest złe i dobrze o tym wiem! - wykrzyknął, wymachując nad głową swoim mieczem. Mimo, że nigdy nie miał styczności z takim obiektem, to i tak uważał, że wie wszystko najlepiej. Nie było mu jednak dane, powiedzieć nic więcej, ponieważ został odepchnięty na bok, przez jedną ze starszych i lepszych wojowniczek.
- Głupcze, a co jak to zasadzka?! Co jak to kolejny sposób Górali, żeby nas zwabić, a potem porwać, albo zabić? Nie możemy tam iść, bez wcześniejszego rekonesansu. Wiedziałbyś o tym, jakby Twój mózg był większy, niż kozi bobek - mówiąc to, splunęła na ziemię. Atmosfera zaczęła się zagęszczać i ludzie zaczęli się jeszcze bardziej przekrzykiwać, uważając, że ich opinia jest lepsza, ważniejsza, bardziej odpowiednia i to właśnie, ten, a nie tamten, powinien zostać wybrany, żeby zrobić co należy. Jak tak dalej pójdzie, to na pewno dojdzie do rękoczynów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Sro 4 Mar 2015 - 18:10

O zebraniu dowiedziała się, gdy tylko przekroczyła granicę wioski. Nikt nie musiałby jej nawet o tym mówić - wystarczyło, że pod drzwiami sali obrad zobaczyła zbierający się tłum, a wszyscy zgromadzeni zdawali się być bardzo niespokojni. Vixenne zmarszczyła leciutko brwi i potarła palcem wskazującym nos, z którego łuszczyła się żółta glinka. Smarowała się nią dla ochrony przed insektami, które w ogromnych gromadach unosiły się nad mokradłami.
Któraś z przechodzących kobiet poinformowała ją, że zaraz trzeba stawić się w sali obrad. Kiwnęła lekko głową na znak, że rozumie i zniknęła w swojej chacie, gdzie zostawiła zebrane w czasie wyjścia z wioski zioła. Pobieżnie ochlapała twarz wodą i starła z siebie większość zaschniętej gliny, która z każdą chwilą robiła się bardziej uciążliwa. Otrzepała ubrania, by nadać im pozór uporządkowania, a potem ruszyła za tłumem. Była jedną z ostatnich osób, które weszły do środka. Zanurkowała pod czyimś łokciem, a potem uniknęła zdeptania przez ogromnego wojownika. W ten sposób, korzystając z drobnej postury, zdołała przedostać się niemal pod sam tron przywódczyni. Zajęła miejsce pod ścianą, z którego miała dobry widok na wszystkich i usiadła na belce wspierającej ścianę. Musiała dać odpocząć nogom po długim marszu, zwłaszcza, że wkrótce może być potrzebna gdzie indziej. Jej mimika nie zdradzała praktycznie żadnych emocji, poza uprzejmym zainteresowaniem. Oczywiście widziała spadający z nieba obiekt, rozumiała strach swoich współplemieńców i częściowo go podzielała. Była jednak zdania, że nikt nie musi o jej emocjach wiedzieć. Zwłaszcza, że strach był kiepskim doradcą i należało go trzymać w ryzach. Jeszcze przez chwilę obserwowała nerwowy tłum, a potem tak jak i reszta wbiła wzrok w postać przywódczyni. Była ciekawa tego co powie Lexa. Mimo całego szacunku jaki miała dla starszej rangą dziewczyny, nie umiała wyzbyć się zwyczaju oceniania jej decyzji i porównywania ich do tych, które sama podjęłaby na jej miejscu. Taka drobna gra umysłowa, która ogromnie ją bawiła.
Wciąż milcząc, zaczęła pocierać skroń, na której ostały się jeszcze resztki glinki.

_________________
Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 5 Mar 2015 - 21:42

Siedziała spokojnie, wpatrując się w lud, który przybył do sali z Enyą na czele. Ufała dziewczynie już od dziecka, wiedziała że może jej powierzyć każdą sprawę, a ta sumiennie wykona swój obowiązek. Wiedziała również, że nie zdradzi jej, choćby nie wiadomo co Lexa zrobiła, oraz wesprze ją w każdej, nawet dziwnej decyzji, a to było rzadkością. Gdy weszła, kiwnęła jej jedynie głową, po czym wysłuchała swego ludu z początku bez słowa. Widziała w ich oczach chęć krwi, gotowość do walki czy nawet strach. Oczywiście zaczęło się przekrzykiwanie, wyzywanie, co napędzało jedynie adrenalinę, która już wypełniała całą salę. Mimo to Lexa siedziała póki co sztywno, obserwując i analizując całą sytuację, oraz obmyślała plan. W końcu wstała, tak nagle że nie każdy zamilkł na czas.
-Daun ste pleni! Ai don sen in chit bilaik ai gaf sen in. Wasza heda zdecydowała.- odparła, rozglądając się po całej sali, wyszukując w niej swego generała, któremu to chciała powierzyć dość ważne oraz ryzykowne zadanie, jednakże tylko on mógł je wykonać, przynajmniej ona w to wierzyła.
-Victor, zbierz pięciu wojowników oraz trzech łuczników, po czym udajcie się tam, by sprawdzić, z czym mamy do czynienia. Dobierz również szóstego wojownika, który w razie czego przybędzie wezwać posiłki, jeśli to, co się tam czai postanowi nas zaatakować. Udajcie się natychmiast, mebi oso na hit choda op nodotaim.- odparła, patrząc prosto w oczy generała, oczywiście wiedziała, że się jeszcze spotkają. Był najlepszy z wojowników, nie podda się łatwo. Sama miała ogromną ochotę udać się z nimi, lecz musieli zabezpieczyć wioskę, dla bezpieczeństwa jej ludu.
-Reszta zostaje, należy przygotować TonDC do obrony, jeśli okaże się, że to co spadło z nieba będzie niebezpieczne. Przygotujcie bronie, sprawdźcie pułapki wokół TonDC.- dodała, a następnie znów przeszukała wzrokiem tłum, aż natrafiła na osobę, którą chciała znaleźć.
-Vixenne, liczę na sporą ilość trucizn oraz odtrutek, niech każdy ma taki zestaw przy sobie.- dodała, patrząc na nią wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu, ale i łagodnym, proszącym zarazem. Gdy podsumowała sobie w głowie wszystko i stwierdziła, iż przekazała wszystko co chciała, spojrzała na wszystkich raz jeszcze.
-To koniec spotkania, gonot.- odparła, po czym skierowała wzrok na Enyę, dając jej wzrokiem do zrozumienia, iż teraz jest czas na rozmowę w cztery oczy, o którą tak prosiła. Gdy wszyscy wychodzili, usiadła na krześle i przyglądała się dziewczynie w oczekiwaniu na to, co miała do powiedzenia.

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 5 Mar 2015 - 23:40

Enya wysłuchała w totalnym skupieniu przemowy Lexy. Oczywiście, w stu procentach się z nią zgadzała. Rzadko kiedy, według Enyi, dowódczymi podejmowała złe decyzje. W milczeniu obserwowała jak każdy po kolei się rozchodzi w swoją stronę ze swoim zadaniem. Sama Enya miała ogromną nadzieję, że kiedy zostaną z Lexą w cztery oczy, to komandor powierzy jej jakieś ważne zadanie.
Po kilkunastominutowym spotkaniu, Enya obróciła się tyłem do opuszczających i stanęła twarzą w twarz z Lexą.
- Lexa, pamiętasz legendę o Ludziach Nieba? - zaczęła cicho Enya, patrząc odważnie w oczy Lexy. Tak, Enya była aż nazbyt odważna i pewna siebie. Myślała, że skoro straciła rodziców i wychowała samotnie siostrę, była niezniszczalna. Ale się myliła.
- Mój ojciec opowiadał mi ją w dzieciństwie. Mówił, że ta historia przechodzi z pokolenia na pokolenie. - dodała, zduszając w sobie ciężkie westchnięcie na wspomnienie głupoty ojca. Enya często zastanawiała się, czy tysiąc kilometrów stąd ojciec jeszcze żyje. Nigdy nie wrócił, a to przecież nie równało się z ostatnim pożegnaniem. - Lexa, proszę cię, nie milcz. Wiem, że znasz tą opowieść. Czy jest możliwe, że po stu latach Ludzie przeżyli w kosmosie? - zapytała szeptem bardziej samą siebie niż swoją przyjaciółkę.

_________________

Enya

„Taim yu drag raun, taim yu ge ban au.”

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 6 Mar 2015 - 0:55

Słowa przywódczyni były mądre. Jej decyzje słuszne. Na ustach uzdrowicielki zamajaczył się półuśmiech pełen uznania. Dziś gdyby była na miejscu Lexy zrobiłaby dokładnie to samo. Choć może z mniejszym opanowaniem patrzyłaby na szalejący tłum. To była jedna z tych rzeczy, które zawsze działały jej na nerwy: przesadna impulsywność jej braci i sióstr. Ona sama była  nienaturalnie wręcz opanowana i zawsze najpierw myślała, a potem mówiła. Ale przecież nikt nie mówił, że to właśnie jej postawa była słuszna!
Kiedy oczy Lexy odnalazły ją wśród mieszkańców TonDc, odpowiedziała spojrzeniem uważnym i pełnym spokoju. Wiedziała, że kilka innych osób również zwraca ku niej swe oczy, ale nie zwracała na to szczególnej uwagi.
- Sha. Ai na fis em op, heda. - odparła wystarczająco głośno, by dało się ją usłyszeć mimo odległości dzielącej ją od podwyższenia, na którym znajdowała się Lexa i jej najbliżsi towarzysze. - Będzie jak rozkażesz. - dodała kiwając lekko głową. Spotkanie skończyło się niemal równie szybko i niespodziewanie co się zaczęło. Teraz jednak wśród ludzi nie było już widać strachu, ale determinację i pewność siebie. Wiedzieli co mają robić i dokąd zmierzać. Heda dała im cel. A kiedy masz cel, nic nie jest Ci straszne.
Vixenne, czekała cierpliwie aż sala nieco opustoszeje. Od wyjścia dzieliła ją dłuższa droga niż pozostałych, a nie spieszyła się aż tak, by przepychać się między swoimi. Siedziała jeszcze przez chwilę, z zamyśloną miną i zastanawiała się co powinna teraz zrobić. Miała ogromną ochotę, by wyruszyć na zwiad, ale żeby to zrobić... Jej czujne złote oczy zaczęły łowić w tłumie potężną postać Victora. Oto i był! Niedaleko Lexy, wymieniał z nią ostatnie słowa przed opuszczeniem wioski. Zaraz jednak ruszył do wyjścia. Lisica zeskoczyła zwinnie z belki, na której dotąd siedziała i dogoniła go w kilku długich i szybkich krokach.
- Mam dość zapasów, by obdzielić miksturami całą wioskę. - zaczęła bez zbędnych wstępów, gdy tylko zrównała się z nim krokiem. - Zbierasz drużynę, zabierz mnie ze sobą. - kontynuowała tonem, który choć z zamierzenia był prośbą, brzmiał raczej jak sugestia. - Przydam wam się. - dodała, nawet nie siląc się na skromność. Była jedną z lepszych łuczniczek w wiosce, a do tego pozycja uzdrowicielki dawała jej szacunek i poważanie. Trudno będzie jej odmówić. Zatrzymała się zaraz po przekroczeniu progu sali obrad, splotła ręce na piersi i wbiła w potężnego wojownika nieustępliwe spojrzenie. Jakby nie było - Lexa nie zabroniła jej opuszczania wioski! Vixenne po prostu wypełniła swoje rozkazy... zanim je wydano.
Póki co dość sprawnie maskowała swoją ciekawość i determinacje. Wolała nie przyznawać się do tego jak bardzo chce zobaczyć co spadło z nieba. Jak już zostało wspominane - Vi nie lubiła odkrywać zbyt wielu swoich uczuć.

_________________
Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 6 Mar 2015 - 15:45

Victor nie musiał długo czekać na wytyczne od Hedy. Chciał szybko zareagować na idiotę z wymachującym mieczem, lecz słowa dowódcy uspokoiło tłum. Władza, trzymana twardą ręką to dobra władza. Tylko ktoś naprawdę silnie psychicznie mógł rządzić, by lud czuł się bezpiecznie. Victor by się do tego nie nadawał. Nigdy nie interesowała go władza. Chyba że chodzi o władzę na polu walki, to jest co innego. Dobranie odpowiedniej taktyki jest podstawą każdej bitwy. Najlepiej jeszcze jak wróg wpadnie w zasadzkę, lub straci morale i zacznie popełniać błędy, ale dość o sztuce wojennej, czas iść wykonywać swoje obowiązki.
- Tak jest. - odpowiedział tylko dowódcy i lekko uchylił głowę, a następnie skierował się w stronę wyjścia. W środku byli wojownicy, a także łucznicy więc postanowił ich wziąć na tą wyprawę. Znał ich dobrze i wiedział, że każdy umie się skryć na tyle, by być niewidocznym. - Jason, John, Mikey...  Idziecie ze mną. Spotykamy się przy bramie głównej, weźcie tylko najpotrzebniejszy sprzęt, czeka nas długa wędrówka. - powiedział do trójki wojowników. Reszty miał zamiar poszukać już jak wyjdzie z Sali obrad. Miał już to zrobić, lecz został przez kogoś zatrzymany. Była to Vixenne, uzdrowicielka. Chciała iść z nimi na zwiad. Victor był człowiekiem, który nie patrzył na to kto ma jaki autorytet.
- Nie ma mowy, jesteś uzdrowicielką, nie wojownikiem. Będziesz potrzebna w razie czego tutaj. - Powiedział bez większego zastanowienia. Wiedział dobrze co mówił. Nie znał jej umiejętności do kamuflażu, więc nie mógł ryzykować wykryciem całej grupy. W najlepszym wypadku oznaczałoby to niewielkimi stratami, a w najgorszym... można samemu się domyślić.
Nie wiedział czy do końca spławi tym Vix, więc od razu udał się w stronę bramy. Musiał spotkać się z resztą. Miał już plan zwiadu i podziału na drużyny. Powinni zdążyć wrócić przed zmrokiem.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Sob 7 Mar 2015 - 18:48

W jej oczach błysnął gniew, a usta zacisnęły się w wąską linię. Nim zdołała cokolwiek dodać, Victor najzwyczajniej w świecie odszedł, za nic mając sobie jej osobę. Niewiele rzeczy bolało ją tak bardzo jak to lekceważenie! Jakby to, że przejęła stanowisko uzdrowiciela sprawiało, że lata spędzone w roli zastępcy przywódcy znikały z jej życia. Czemu wszyscy zdawali się zapominać, że Vixenne zajmowała się nie tylko zbieraniem roślinek i rozgniataniem w moździerzu żuków? Czy nie nosiła na ramionach licznych blizn za każde odebrane życie i wielu innych świadczących o jej własnych ofiarach poniesionych na polu walki?
Stłumiła cisnące się na usta przekleństwo i wzięła głęboki wdech, by uspokoić rozbiegane myśli. Musiała się skupić i postanowić co dalej. Mogła oczywiście wrócić do swojej chaty i posegregować zioła, które dziś zebrała. Potem zająć się ostrzeniem noża albo wykańczaniem strzał, których przecież nigdy nie można mieć za dużo. Ale Victor nie był jej hedą. Nie miał nad nią żadnej konkretniej władzy. Skoro nie chciał zabrać jej po dobroci... będzie musiała postawić go przed faktem dokonanym! Jakby nie było - była uzdrowicielką wojowników. I teraz będzie nad nimi czuwać. Uśmiechnęła się pod nosem do swoich myśli i biegiem ruszyła do swojej chaty. Musiała się spieszyć.

[zt]

_________________
Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Sob 7 Mar 2015 - 19:01

Przyglądała się uważnie swej przyjaciółce, bowiem tak kiedyś nazywano ludzi, którym ufało się w stu procentach. Oczywiście, że znała historię ludzi, którzy żyli na tych ziemiach niecałe sto lat temu. Słyszała również o tajnym projekcie ucieczki w kosmos, lecz jak każdy dotąd myślała że to tylko bajki. Mimo wszystko oni poradzili sobie tu, na Ziemi, czemu więc ktoś nie miałby dać sobie rady tam w niebie? Spojrzała na Enyę spokojnym wzrokiem, po czym wstała i przeszła parę kroków, by rozprostować nogi.
-Pamiętam doskonale. My żyjemy, powinnaś więc wierzyć w to, co niemożliwe.- odparła, przyglądając się drzwiom prowadzącym do sali. Spodziewała się, że to co spadło, było statkiem, na którym są ludzie nieba. Nie bez powodu wysłała najlepszych wojowników, do tego nie dużą ilość, oraz rozkazała przygotowania do obrony. Nie chciała jednak wzbudzać paniki, choć z czasem i tak się dowiedzą prawdy... a może po prostu miała nadzieję, iż statek był pusty, lub wszyscy zmarli?

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Nie 8 Mar 2015 - 12:07

Gustus, tak jak i wielu pozostałych Ziemian, widział lecący z nieba wielki statek, który spadł gdzieś daleko od Tondc. I mimo że był potężnym mężczyzną i nieustraszonym wojownikiem to zaiście wystraszył się tego jakże nieprzychylnego znaku. Nigdy bowiem nie było pewności czy to jakaś swego rodzaju gwiazda ongiś pływająca po niebie, czy też jakaś obca armia najeźdźców, z zamiarami skolonizowania Ziemi? Nie dość, że mieli dość częste problemy ze Żniwiarzami to wygląda na to, że pojawiło się jakieś nowe zagrożenie. I o tyle o ile Żniwiarzy można było łatwo przewidzieć, o tyle tego czegoś nowego nie dało się na razie ogarnąć.
Zmierzał właśnie do Sali Obrad, gdzie Lexa zwołała zebranie, więc i jego tam nie mogło zabraknąć. W końcu był jednym z najbardziej szanowanych i najwyższych rangą wojowników Ziemian u boku Lexy. Wszedł do środka i zajął miejsce po lewicy Lexy.
- Lexa, to nie może być jakaś sztuczka Górali czy Żniwiarzy. – odezwał się Gustus. - To coś nowego, ale widać, że jest słabe. Spadło zbyt gwałtownie, więc jest słabe. – kontynuował. - Zaatakujmy TO, zanim ONO zaatakuje nas. Pokażmy siłę. To my jesteśmy tutaj Panami! – dodał po chwili na końcu unosząc lekko głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Nie 8 Mar 2015 - 19:18

Enya skinęła głową ku Gustusowi. W stu procentach się z nim zgadzała.
- Gustus ma rację. - odezwała się po chwili Enya. - My wiemy, co to jest. - dodała z naciskiem na my. Wystarczyło, że Enya była zaufaną osobą Lexy i obydwie dogadały się względem tego, że niewątpliwie z nieba spadł kosmiczny prom. Teraz należało wybrać się w domniemane miejsce upadku i dokładnie wybadać, czy ludzie przeżyli.
Powolnym krokiem odeszła od dwójki i rozejrzała się po opuszczonej sali. Wiedziała, że Lexa nie zgodzi się na wyprawę, dopóki nie wrócą pozostali wojownicy. Aczkolwiek coś jej podpowiadało, jakieś przeczucie, że Ludzie Nieba wpędzą ich w kłopoty i trzeba jak najprędzej wybrać się do rzekomego miejsca i zniszczyć ich. Tak będzie najlepiej.
- Lexa, powinnyśmy tam iść. - oznajmiła po chwili ciszy.

_________________

Enya

„Taim yu drag raun, taim yu ge ban au.”

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Nie 8 Mar 2015 - 22:39

Gustus spojrzał na Enyę, która o dziwo nieoczekiwania go poparła. Nie wiedzieć czemu, ale z jej strony wsparcia jakoś się nie spodziewał. I powiedzmy sobie szczerze – nawet tego specjalnie nie oczekiwał. Przez większość ostatnich lat życia radził sobie sam, aż dotarł do takiego poziomu jaki reprezentuje teraz. Był z tego naprawdę dumny.
- My? – powtórzył Gustus. - Zresztą... Musimy uderzyć tam już teraz! – zagrzmiał Gustus. - Póki tamta puszka i jej zawartość jest zdezorientowana, a na pewno jest, mamy większe szanse na jej ubicie teraz. Ruszajmy póki czas. Zatrzymamy się w bezpiecznej odległości, wyślemy zwiadowców, a następnie uderzymy. – dodał po chwili Gustus. Miał ochotę na walkę. Tak dawno nie miał ku temu okazji, że uparcie dążył do swojego celu.
- Dowódco... Jakie są Twoje rozkazy? – zwrócił się bezpośrednio do Lexy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Nie 8 Mar 2015 - 23:27

Enya przygryzła nerwowo wargę, obawiając się furii przywódczyni. Gustus za bardzo naciskał i choć Enya go popierała, wolała nie wybuchać od razu, a przekazywać informacje spokojnie i w miarę opanowanym głosem.
- Lexa, posłuchaj, wiesz, że Gustus ma rację. Jeśli faktycznie wylądowali i żyją, są oszołomieni. Od wieku nie byli na Ziemi i trochę zajmie im znalezienie żywności, czy czegokolwiek. Powinniśmy uderzyć od razu i nie czekać aż wszystko potoczy się w niewłaściwym kierunku. - wytłumaczyła Enya, gestykulując przed twarzą Lexy. Miała głęboką nadzieję, że Lexa posłucha jej i Gustusa i jeszcze przed świtem wyruszą w poszukiwaniu kosmicznego statku.
Popatrzyła na swoją przywódczynię.
- Gustus i ja możemy wyruszyć natychmiast z mniejszą grupą, aby nie zrobić popłochu. - dodała Enya, skinąwszy głową ku Gustusowi. Modliła się w duchu o to, żeby ją poparł w jej planie.

_________________

Enya

„Taim yu drag raun, taim yu ge ban au.”

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 12 Mar 2015 - 8:21

Lexa przysłuchiwała się zarówno temu co mówi Gustus, jak i temu co prawiła Enya. Wiedziała, że puszka, która zleciała z nieba nie jest dobrym znakiem i trzeba będzie jak najszybciej sprawdzić co to takiego jest i czy należy się bać czy nie. Podzielała zdanie Gustusa, że to nie mogli być Górale czy Żniwiarze, do których taka metoda nie była podobna. To musiało być zupełnie co innego, a brak wiedzy na ten temat nieco ją niepokoił. Nie mogła jednak pokazać słabości, gdyż dowódca musi być silny, pozbawiony zbędnych uczuć, które przeszkodziłyby mu w przewodnictwu klanem.
Stanęła i zrobiła kilka kroków naprzód nie patrząc jednocześnie na nikogo, a wzrok utkwiła tępo w martwym punkcie. Odwróciła się nagle w ich stronę.
- Gustus, Enya… Weźcie zwiadowców i udajcie się w kierunku puszki z nieba. Musimy wiedzieć co to jest i czego się można po tym spodziewać. W razie czego musimy być gotowi do walki. Czekam na Wasz raport. – to powiedziała, a następnie udała się w sobie tylko znanym kierunku.

z/t Lexa


// później może do Was dołączę, a Wy tam razem ładnie sobie sesyjkę rozegrajcie ^^ //

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 20 Mar 2015 - 10:02

Gustus przyjął rozkazy od swojego Komandora. Nie miał co czekać na Eny'ę. Postanowił, że jeśli ona mu nie pomoże to sam się zorientuje w sytuacji co to też spadło z nieba.
Opuścił Salę Obrad i udał się przed siebie.

z/t Gustus
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 23 Lip 2015 - 21:18

Lexa była hedą wszystkich Klanów, dlatego też nie ma co się dziwić, że ostatnimi czasy przebywała poza TonDC. Jednak informacje o problemach jej ludzi w końcu do niej dotarły, więc niezwłocznie udała się do miejsca swojego urodzenia. Z ludźmi pochodzącymi z trigedakru była szczególnie związana, gdyż właśnie od nich pochodziła. Był to również jeden z powodów, przez który tak szybko postanowiła tutaj wrócić.
Tak jak się spodziewała, nastrój w TonDC nie był taki jak zwykle, ludzie byli bardziej spięci i zdenerwowani. Nie podobało się to jej ani trochę. Od momentu, kiedy została wybrana na hedę, ciężko pracowała, żeby wszyscy jej ludzie żyli w spokoju, a teraz ten spokój, tak ciężko przez nią wypracowywany, był powoli niszczony. Lexa nie miała więc wyboru, musiała zwołać zebranie, na którym będzie mógł się pojawić, każdy kto aktualnie przebywał w wiosce. Heda szanowała każdą opinię i miała zamiar wysłuchać wszystkich pomysłów, chociaż decyzję i tak pewnie podejmie samodzielnie. Zawsze tak robiła. Wiedziała jednak, że ludzie lubią myśleć, że ich zdanie się liczy i powinna wysłuchać każdego. Oczywiście Lexa liczyła się ze zdaniem każdego, jednak nie oznaczało to, że musi się ze wszystkim zgadzać. Koniec końców to ona została wybrana na hedę i to właśnie do niej należało ostatnie słowo. Tak też miała zamiar zrobić i dzisiaj. Udała się do sali obrad, gdzie zajęła honorowe miejsce u szczytu stołu. Wszyscy ważniejsi wojownicy mieli zapewnione miejsca po jej bokach, lecz większość ludzi będzie musiała stać. Mimo, że była zdenerwowana, starała się tego nie okazywać. W napięciu oczekiwała pojawienia się mieszkańców i rozpoczęcia zebrania...

ZAPRASZAMY WSZYSTKICH CZŁONKÓW GRUPY GROUNDERS NA ZEBRANIE!

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 23 Lip 2015 - 22:10

Raza była jedną z pierwszych osób, które pojawiły się na zebraniu, prawdopodobnie jeszcze przed jego oficjalnym rozpoczęciem. Prawdę mówiąc nie była przekonana, czy to najlepszy pomysł, bo biorąc pod uwagę silny podział w wiosce mogła wybuchnąć z tego mała wojna domowa. Popierała jednak Lexę całym sercem i jeśli heda nie chciała podejmować decyzji bez wysłuchania swojego ludu, nie miała zamiaru w żaden sposób na to narzekać. Jej zadaniem było wypełniać rozkazy przywódczyni i utrzymywać porządek. Swoją obecność na zebraniu uważała za obowiązek nie tylko ze względu na politykę prowadzoną w wiosce, ale i umiejętność poskramiania nawet tych bardziej opornych rozmówców. Miała swoją reputację i chętnie z niej korzystała. Co rzecz jasna nie znaczyło, że postrzegała Lexę jako niezdolną do utrzymania porządku podczas zebrania. Ale heda miała inne sprawy na głowie niż pilnowanie krzykaczy. Od tego była Raza, która doskonale odnajdywała się w obowiązkach generała po śmierci Anyi.
Powitała kobietę skinieniem głowy, gdy tylko pojawiła się na miejscu i nie okazując emocji - jak zwykle zresztą - zajęła jedno z ważniejszych miejsc przy stole. Było jeszcze pusto, co jednak jej nie przeszkadzało. Wbiła zamyślone spojrzenie w stół, opierając się wygodnie o krzesło i oparła palce o drewnianą krawędź, powoli uderzając każdym palcem z osobna w materiał. Ciche bębnienie trwało zaledwie dwie sekundy, nim cofnęła dłonie, by ułożyć je na kolanach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 23 Lip 2015 - 23:03

To był dzień na który czekał. I nie, nie było to wcale żadne ironizowanie, bo Deimos naprawdę wyczekiwał powrotu hedy. W końcu skończy się kozakowanie i udawanie wielkich wojowników, którzy chcą rozpętać wojnę z tylko sobie znanego powodu. Oczywiście tajemnicza śmierć Afrah i Vix była jego zdaniem powodem do niepokoju, ale był bardziej żądny krwi nie wywiązujących się ze swoich obowiązków wojowników i zwiadowców, niż ich wyimaginowanego wroga. Bo tak, nie uważał skaikru za wrogów, zwłaszcza gdy zostali opisani przez jego ludzi. Nieuzbrojeni, a dodatkowo bardzo młodzi. Przypominali bardziej wystraszone wiewiórki, niż morderców. Deimos miał zamiar podzielić się tymi przemyśleniami z Lexą i resztą swojej wioski, dlatego też pojawił się w sali jako jeden z pierwszych. Nie udało mu się przyjść wcześniej od Razy, ale ważne, że pojawił się szybko. Zarówno heda, jak i generał, wydawały się pogrążone we własnych myślach, być może zastanawiały się, co powiedzą, czy też co mogą dzisiaj usłyszeć. Osobiście Deimos miał nadzieję, że uda się uniknąć niepotrzebnych spięć i kłótni. Gromadzili się tutaj, żeby rozwiązać problem, a nie stwarzać sobie nowe.
Po wejściu do sali i krótkim rozejrzeniu się po jej wnętrzu, zajął miejsce koło Razy. Teoretycznie mógł usiąść w każdym innym miejscu, bo większość krzeseł wciąż pozostawała pusta, jednak miło było mieć do kogo otworzyć buzię, albo przynajmniej popatrzeć na znajomą twarz. - Zapowiada się zabawa - mruknął do wojowniczki, na tyle głośno, żeby go usłyszała, lecz tak cicho, żeby nie usłyszała go Lexa.

_________________

better the butcher than the meat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 24 Lip 2015 - 17:56

Prośba Kai została rozpatrzona pozytywnie, pozwolono jej i jej rodzinie zostać na terenie Ludzi Lasu. Z pewnością na tej decyzji zaważyła też oferta pomocy, jeśli będą jej potrzebować. Po długich wywiadach, setce pytań i naradzie, w końcu oznajmiono jej, że mogą bezpiecznie zostać tam, gdzie się rozbili.
Deimos oprowadził ją też trochę po TonDC, zanim w ogóle mogła zostać przedstawiona starszyźnie, więc mniej więcej też wiedziała jak poruszać się po osadzie. Została również nieco wprowadzona w obecna sytuację i chyba uznano, że zaoferowana przez nią pomoc się przyda, bo też poinformowano ją przybyciu Hedy i spotkaniu wszystkich, którzy chcą wysłuchać innych i przede wszystkim wysłuchać decyzji Lexy. Zjawiła się sama, bo przyprowadzenie całej rodziny akurat teraz chyba nie byłoby zbyt odpowiednie. Ją już poznali, ale jej rodziny nie, a w napięciu, jakie towarzyszyło temu ważnemu zebraniu, mogłoby to zostać źle odebrane. Oczywiście przyprowadzi resztę, kiedy tylko zostanie o to poproszona, czy też kiedy sam uprzedzi, że to zrobi.
Najwyraźniej pojawiła się jako jedna z pierwszych, znalazła sobie wygodne miejsce stojące gdzieś na uboczu, ale jednak widoczna. Skinieniem głowy przywitała się z Deimosem i Razą, kiedy ją zauważyli i cierpliwie czekała.

_________________
Kaia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 24 Lip 2015 - 23:15

Z każdą koljną minutą sala coraz bardziej się zapełniała. Pojawiali się zarówno starzy, jak i młodzi. Tacy, którzy faktycznie mieli coś wspólnego z wojaczką, a także tacy, którzy całe swoje życie spędzili na zajmowaniu się zwierzętami, czy też uprawą roślin. Każdy był mile widziany, więc nic dziwnego, że pojawiali się dosłownie wszyscy. W pewnym momencie do sali wbiegła dwójka dzieci, która jeszcze nie zdążyła wyrosnąć znad ziemi, a już trzymała w rękach patyki, udając, że to ich miecze. Przybyła również grupka starszych mężczyzn, a także kobiety z dziećmi u piersi. Jednak oni pojawiali się tutaj, żeby wysłuchać tego, co ma do powiedzenia ich Heda, licząc również na jakieś ekscytujące wieści. Tak naprawdę zabrać głos miało zamiar niewielu. W sali obrad pojawiła się grupka wojowników. Wchodząc żartowali i śmiali się. Należeli do tych, którzy wierzyli w słuszność decyzji Lexy i to, co postanowi, to wypełnią. Nie wszyscy jednak tak bardzo polegali na swojej przywódczyni. Na zebraniu nie mogło zabraknąć również tych, którzy mieli zamiar powiedzieć parę słów i przekonać resztę TonDC do swoich racji. Byli to głównie młodzi, rządni przygód i wrażeń wojownicy, którzy najchętniej rozpętaliby krwawą wojnę. Wśród nich można było znaleźć jednak też i starszych, bardziej doświadczonych, którzy spoglądali teraz podejrzliwie na Hedę oraz generał, nie bardzo ufając im samym, a także decyzją, które podejmowały...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pon 27 Lip 2015 - 13:30

Lexa przypatrywała się każdemu z wchodzących, mimo że jej twarz pozostawała maską. Bawiła się swoim sztyletem, oczekując aż wszyscy chętni zbiorą się w sali obrad i w końcu zapanuje cisza. Nie miała dzisiaj ochoty na żadne sprzeczki i kłótnie, dlatego też każdy, kto miał zamiar pojawić się na zebraniu jedynie w celu wywołania chaosu, mógł się spodziewać, że zostanie ukarany. Mieli poważny problem do przedyskutowania i, o ile heda zdawała sobie sprawę z tego, że nie obejdzie się bez ostrej wymiany zdań, to nie miała zamiaru akceptować żadnych przejawów nie subordynacji. Nie po to były organizowane takie spotkania, żeby wywoływać zamieszki. To miało zjednoczyć mieszkańców TonDC, mieli dzięki temu poczuć się wspólnotą, w której każdy głos się liczy.
Kiedy w sali pojawiła się Raza, Lexa również skinęła jej głową. W ten sposób witała właściwie każdego ważniejszego wojownika. Było tutaj zbyt wiele osób, żeby mogła każdego powitać osobiście, jednak chyba nikt nie mógł mieć jej tego za złe. W końcu była tutaj, przybyła do swoich ludzi, którzy jej potrzebowali, żeby pomóc im rozwiązać problem z którym się borykali. Od tego właśnie była. Nie od tego, żeby głaskać ich po głowach, żeby uściskać przyjaźnie. Musiała być silna, nie tylko dla siebie, ale również i dla nich. Wszyscy oczekiwali od niej, że będzie podejmować najlepsze decyzje, a żeby to zrobić, musiała być zdystansowana. Musiała chłodno wszystko kalkulować, żeby dbać o swoich ludzi.
Nadszedł w końcu czas, żeby przemówiła. Wstała ze swojego siedzenia, rozglądając się po sali - Kru kom Tondisi* - zwróciła się do swoich ludzi. - Nasze terytorium jest zagrożone. Skaikru spadli z Nieba. Chit osir do kom em**? - zapytała, patrząc przede wszystkim na zebranych wojowników. Nie chciała w żaden sposób sugerować, co powinni zrobić. Najpierw chciała wysłuchać każdego, kto będzie miał zamiar przemówić, a dopiero potem będzie można podjąć słuszną decyzję. - Ron ai ridiyo op***! - dodała jeszcze, z poważną miną Lexa prawie nigdy się nie uśmiechała. Jej szczęście umarło dawno temu, teraz wszystkie uczucia były jej wrogiem.




*ludzie TonDC
**co z nimi zrobimy?
***mówcie prawdę!


UWAGA UWAGA, JEŻELI KTOŚ SIĘ JESZCZE NIE POJAWIŁ, A CHCE UCZESTNICZYĆ W ZEBRANIU, TO NIECH SIĘ NIE KRĘPUJE I WPADA!

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 30 Lip 2015 - 19:13

Słysząc słowa Lexy zmarszczył czoło. Co mieli zrobić ze skaikru? Jak dla niego ważniejsze było pytanie, czy stanowią oni prawdziwe zagrożenie, takie jak chociażby Żniwiarze, czy też nie. Mimo że bardziej przypominali ludzi z Góry, niż członków trigedakru, to jednak nic to tak naprawdę nie oznaczało. Różnili się jedynie ubiorem, być może byli bardziej zagubieni i oszołomieni, ale czy aby na pewno byli groźni? Dla niego byli tylko bandą niezdyscyplinowanych nastolatków, a czasami wręcz dzieci. Nie chciał rozlewać ich krwi, bo jaka to przyjemność? Deimos nie był strachliwym wojownikiem, lubił walczyć, bo tylko wtedy tak naprawdę czuł, że żyje. Jednak zawsze robił to honorowo, zawsze traktował swoich wrogów i rywali honorowo. Jaki honor był w przyczynieniu się do śmierci prawie setki dzieciaków, które pewnie nawet nie wiedzą jak się bronić? Trzeba pamiętać, że Deimos nie wierzył, że skaikru przyczynili się do śmierci Afrah, ani do zabójstwa Vix. Wątpił, żeby udało im się zawędrować tak blisko TonDC, nie będąc zauważonym. Jak dla niego rozwiązanie było bardzo proste.
- Emo laik children, not gonakru* - powiedział głośno, parę chwil po tym, jak Lexa skończyła przemawiać. Być może niektórzy obrzucili go niezbyt przychylnymi spojrzeniami, ale musiał wyrazić swoje zdanie. Jeżeli heda postanowi, że ich zaatakują, to spełni jej rozkazy. Jednak chciał, żeby ludzie wiedzieli, że nie popiera mordowania dzieci. Zwłaszcza takich, które nie potrafią się bronić. - Osir nou frag goufas** - dodał jeszcze. Nie byli barbarzyńcami, robili to, co trzeba żeby przetrwać. - Zresztą... czyha na nich tyle zagrożeń, że pewnie sami doprowadzą się w końcu do unicestwienia - wzruszył ramionami. Nie chciał, żeby wyszło, że jest jakimś wielkim fanem skaikru, bo nim nie był, tak samo jak nie widział sensu w mordowaniu kogoś, kto im nawet nie zagraża. - To ze Żniwiarzami powinniśmy walczyć, a nie ze skaikru - stwierdził, patrząc na oblicze Lexy, które cały czas było opanowane i nie wyrażało zupełnie nic.


*to są dzieci, nie wojownicy
**nie zabijamy dzieci

_________________

better the butcher than the meat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala obrad   

Powrót do góry Go down
 

Sala obrad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Sala obrad
» Sala obrad
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: west :: TonDC-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.