IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala obrad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 7 Sie 2015 - 21:34

Nie wszyscy zebrani mieli tak pokojowe nastawienie wobec skaikru jak Deimos. Właściwie większość wydawała się mieć zupełnie inny pogląd na tą sprawę. Jeden ze starszych wojowników, podniósł się ze swojego miejsca, chcąc w ten sposób zasygnalizować, że ma coś do powiedzenia w tej sprawie. - Nou gonakru* - przytaknął, czym pewnie zaskoczył większość osób znajdujących się w sali obrad. Ripa! - wykrzyknął jednak po chwili, rozwiewając tym jednym słowem wszystkie złudzenia. Dla niego skaikru nie byli dziećmi, byli mordercami, którzy dokonali straszliwych zbrodni, za które powinni odpowiedzieć. - Emo frag Afrah en Vix op!** En jus drein jus daun! - krzyknął, uderzając przy tym pięścią w stół. Tylko śmierć mogła zapłacić za śmierć, dlatego też wojownik żądał tej sprawiedliwości. Nie obchodziło go to, ile lat mieli przedstawiciele skaikru - skoro zaatakowali trigedakru, to teraz powinni się liczyć z tym, że będą musieli odpowiedzieć za swoje winy.


*nie wojownicy
**oni zabili Afrah i Vix
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 7 Sie 2015 - 23:44

/ nienawidzę swojego laptopa i tej pogody :/ jest tak gorąco, że mój laptop non stop się przegrzewa i ledwo cokolwiek da się na nim zrobić (nie mówię, ile razy straciłam pisane posty :/)... ale nie dam się!

Lincoln pojawił się na zebraniu jako jeden z ostatnich, co z pewnością nie było dla nikogo żadnym zaskoczeniem. W końcu mieszkał poza wioską i - jakby na to nie spojrzeć - miał nieco dalej od reszty zgromadzenia. Mimo że wiedział, że samo zebranie właściwie obowiązkowe nie jest, chciał tu być. Co prawda zakładał, że głosu nie zabierze, bo wierzył, że Lexa nie ugnie się pod naporem tłumu i podejmie mądrą decyzję... to jednak zorientować się w ogólnej sytuacji chciał. Ostatnie zbiorowisko, w którym niejako też wziął udział, właściwie nie przyniosło niczego konkretnego. No, poza tym, że wszyscy z jeszcze większym zniecierpliwieniem wyczekiwali powrotu ich dowódcy. Lincoln miał nadzieję, że teraz - kiedy już Lexa w TonDC jest - głosy za wymordowaniem skaikru ucichną. A jeśli nie... cóż, chyba będzie to najlepszy moment, by samych zainteresowanych (skaikru właśnie) o możliwym zagrożeniu powiadomić.
W sali obrad zajął miejsce gdzieś z boku, pod jedną ze ścian. Jak już pisałam - nie planował głosu zabierać, chociaż też nigdy nie wiadomo. Póki co tylko w milczącym potwierdzeniu kiwał głową do słów Deimosa. Chociaż wojownika dobrze nie znał, ten od ostatniego ich spotkania mocno zyskał w oczach Lincolna. Co prawda jego metod "przemawiania komuś do rozumu" nadal nie pochwalał, jednak widać (i słychać) było, że facet jest mądry. Na dodatek jego głos z pewnością miał większą siłę przebicia wśród ludzi, niż głos Lincolna. I nie chodzi wcale o to, że był bardziej donośny. Linc po prostu zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszyscy tutaj tolerują jego styl życia... że nie wszyscy tutaj za nim tak do końca przepadają. Krótko i treściwie mówiąc - głos Deimosa ludzie cenili na pewno bardziej, niż jego. Kiedy jednak wśród zebranych znów odezwał się głos nawołujący do wymordowania skaikru, nie potrafił dalej tylko się przysłuchiwać.
- Nie wiemy, kto ich zabił! - odezwał się więc, wychodząc nieco z cienia pod ścianą. Najpierw spojrzał na wygłaszającego hasła mężczyznę, by zaraz potem przenieść wrok na Lexę. - Nawet jeśli... - wyraźnie podkreślił te dwa, a szczególnie to drugie słowo. - JEŚLI zabił je ktoś ze skaikru, nie możemy za to wymordować całej ich grupy. Nawet wśród nas zdarzają się czarne owce.
Wbrew pozorom wiedział, jak wszyscy zebrani mogą odczytać jego słowa. Ostatnimi dniami jednak przemyślał wiele scenariuszy i takie rozwiązanie wydawało mu się najlepsze. Jeśli skaikru wydadzą im mordercę Afrah i Vix, ludzie dostaną swoje jus drein jus daun i - być może - odpuszczą Ludziom Nieba. Mimo wszystko wciąż w tym planie było wiele "jeśli"... Jeśli to rzeczywiście ktoś ze skaikru ich zabił, jeśli im wydadzą mordercę, jeśli wszystkim to wystarczy... W duchu więc miał nadzieję, że może Lexa znajdzie rozwiązanie lepsze. Lub po prostu uspokoi lud.

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Nie 9 Sie 2015 - 22:08

Surowy wyraz twarzy nieco zelżał, gdy pojawił się Deimos, szczególnie, że zajął miejsce tuż obok niej. Na jego cichą uwagę odpowiedziała jedynie lekkim uniesieniem kącika ust. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to zebranie nie będzie proste... ale czy kiedykolwiek obrady takie były? Jeśli do rozstrzygnięcia był mało znaczący problem nie trzeba było zwoływać wioski. Gdzieś mignęła jej też Kaia, nawet w końcu odnalazła ją wzrokiem i skinęła lekko głową.
Prawdę mówiąc Deimos był chyba tutaj jedyną osobą (rzecz jasna pomijając Lexę), która miała naprawdę posłuchanie. Nawet jeśli ktoś był przeciwny jego słowom w jakiś sposób szanował sposób myślenia wojownika. Nie, żeby ktokolwiek ważył się czepiać Razy. Choć faktycznie była jedną z bardziej kontrowersyjnych osób w wiosce i miała równie wielu zwolenników jak i przeciwników, na których czele stała prawdopodobnie jej nieszczęsna szwagierka. Cóż można było zrobić? Nie miała wpływu na los, nie mogła cofnąć czasu. Nie miała zamiaru zmieniać swojej nieustępliwości w kompromisowość, bo wówczas na niewiele przydałaby się jako generał. Może i byli ludzie, którym była nie na rękę, ale prawdę mówiąc - miała to gdzieś.
Przez większość czasu słuchała z uwagą, milcząc i wpatrując się beznamiętnie (a jakże!) w stół. Nie zamierzała zabierać głosu, ale najwyraźniej większość miała takie plany i kiepsko to wychodziło. Cóż za pech.
Poczekała aż wypowie się Deimos i Lincoln, z którymi właściwie się zgadzała, a potem uniosła powoli spojrzenie, prostując się. Samym tym gestem skupiła na sobie uwagę części zgromadzonych, więc bez przesadnego pośpiechu zastanawiała się nad słowami, które miała zamiar wypowiedzieć.
- En jus drein jus daun. - przypomniała słowa wypowiedziane chwilę wcześniej przez jednego z wojowników. - Gotów jesteś na kolejną wojnę? Nie ma bitew bez strat. Jeśli istnieje inny sposób niż przelewanie krwi w imię domysłów, wykorzystajmy go. - powiedziała ze spokojem. Zapominając o fakcie, że skaikru byli ledwie dziećmi, nie przejmując się tym, że nie było pewności co do ich winy - Klan Lasu miał już dostatecznie dużo problemów. Żniwiarze, napięte stosunki z innymi klanami. Pakowanie się w kolejne starcia było lekkomyślnością. Nie sądziła, by skaikru mogli sami pokonać cały Klan, ale gdyby z ich atakami (bo bez wątpienia na atak odpowiedzieliby atakiem) zbiegły się ataki Żniwiarzy... najcięższym błędem wojownika jest niedocenianie przeciwnika i zbytnia ufność we własne siły. Brak roztropności i przewidywania możliwych komplikacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Wto 11 Sie 2015 - 15:02

Jeden z wojowników popatrzył najpierw na Lincolna, potem na Razę. Nie mógł uwierzyć, że wygadują takie głupoty! Nie widzieli jakim zagrożeniem dla ich ludzi byli skaikru? Ich sposób myślenia był naprawdę oburzający. - I mamy czekać potulnie aż w końcu postanowią nas zaatakować bezpośrednio? - zapytał, gdyż dla niego pozostawianie tego problemu tak bez rozwiązania było bezsensowne. To tak jakby próbowali się dogadać ze Żniwiarzami, albo z Góralami. Czasami trzeba było od razu działać, niż czekać na rozwój wypadków, bo może nic się nie wydarzy! - Zabili Vixenne, która była niewinna i jedyne czym się zajmowała to zbieranie ziół i leczenie chorych i rannych. Była dobrym człowiekiem, który został zabity, wręcz zarżnięty jak jakieś zwierzę, a wy chcecie to tak pozostawić? Czy Vix umarła na darmo? - zapytał. Znał Vix za życia i naprawdę przeżył jej śmierć. Zwłaszcza, że dziewczyna nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy, wręcz przeciwnie! Zawsze służyła pomocą, opiekowała się tymi, którzy pomocy potrzebowali, a jedyne co za to dostała to poderżnięte gardło. Nie zgadzał się na takie postępowanie. - Powinniśmy wyeliminować zagrożenie, zanim stanie się jeszcze większe. Możemy próbować się z nimi dogadać i domagać się wydania zabójców, ale czy naprawdę myślicie, że oddadzą nam swoich ludzi? - zapytał. Wszystkich skaikru powinni zniszczyć, zanim ci urosną w siłę, albo połączą swoje siły z Góralami. Najlepszymi przeciwnikami, byli martwi przeciwnicy, więc po co mieliby czekać, aż skaikru się lepiej przystosują i będą stwarzać jeszcze większe zagrożenie? - Frag em hogeda op* - tymi słowami zakończył swoją wypowiedź. Jego słowa spotkały się z cichym pomrukiem zrozumienia niektórych wojowników. Czyżby wszyscy trigedakru chcieli walczyć ze skaikru?

*zabić ich wszystkich
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Sro 12 Sie 2015 - 11:43

Dobrze, że zarówno Lincoln, jak i Raza zgadzali się z jego zdaniem. Takie walki byłyby tylko stratą czasu i spowodowałyby, że staliby się bardziej narażeni na ataki Żniwiarzy i Górali. I po co im to było? Nawet nie mieli pewności, że skaikru faktycznie stali za tymi morderstwami, mógł to być naprawdę każdy! Oczywiście Żniwiarzy można było już na początku wykluczyć, ale kto powiedział, że nie zrobił tego ktoś z innego klanu? Albo nawet ktoś z trigadekru? Nie mogli zachowywać się jak dzikusy, które atakują wszystkich dookoła. Deimos miał nadzieję, że Lexa podejmie słuszną decyzję, że nie będzie chciała walczyć bez żadnych dowodów winy. Jus drein jus daun, jednak nie mogli zmywać krwi swoich ludzi, krwią niewinnych. Niestety nie wszyscy byli tego samego zdania i wciąż pojawiały się głosy, że należy rozprawić się ze skaikru. Kolejny wojownik zaczął przedstawiać swoje argumenty przeciwko pokojowemu rozwiązaniu sprawy. Nie można było go jednak winić, śmierć Vix wstrząsnęła wszystkimi, zwłaszcza, że dziewczyna była młoda i pokojowo nastawiona. Jej śmierć była ciosem dla całego TonDC, więc nie można było się dziwić, że ludzie chcą ją pomścić. Jednak Deimos wciąż nie był za opcją walki. Już zaczął się podnosić, chcąc coś powiedzieć, lecz wtedy wojownik powiedział coś, co nakazało zwiadowcy usiąść na miejscu. Czy skaikru oddaliby swoich ludzi w ręce trigedakru, żeby wymierzyć im sprawiedliwość? Sam Deimos pewnie próbowałby chronić swoich, o ile by wiedział, że ich zbrodnie nie były celowe. W końcu przywódcy skaikru też mogliby stwierdzić, że po prostu działali w obronie własnej i nie można ich za to sądzić. Co wtedy mieliby zrobić? Czy powinni atakować kogoś, kto po prostu się bronił? W każdym przypadku były dwie strony medalu, jak jednak można było uczciwie stwierdzić, która była prawdziwa? Właśnie przez takie sprawy Deimos nigdy nie chciał być tym, który podejmuje decyzje. Był dobry w walce, w wykonywaniu poleceń, jednak nigdy nie chciał rządzić. Teraz już nie był taki pewny tego, co powinni zrobić, trochę się przez to poddając. Z jednej strony mogli próbować dogadać się ze skaikru, ale co jeżeli tamci nie będą chcieli rozmawiać? Jak na razie trigadekru ponieśli tylko straty w ludziach. Być może faktycznie najlepszym rozwiązaniem był atak? Jus drein jus daun.

_________________

better the butcher than the meat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Sro 19 Sie 2015 - 11:18

Lexa była zadowolona, że zebranie odbywa się bez wszelkich zbędnych kłótni, czy sprzeczek. Każdy chętnym mógł się wypowiedzieć i każdy zostanie wysłuchany, lecz jakiś porządek musi zostać zachowany. I przede wszystkim spokój. W końcu nie mogli walczyć między sobą, skoro byli jednym klanem, jedną rodziną. Oczywiście decyzje, które miały zapaść nie mogły być jednomyślne, lecz Lexa miała nadzieję, że bez względu na to, co zostanie postanowione, to wszyscy przyjmą to ze spokojem. Teraz heda z uwagą słuchała każdego przemawiającego mieszkańca, przenikając go spojrzeniem. Milczała, nie mając zamiaru się wtrącać, czy też sugerować jakiegoś rozwiązania. Najpierw wolała wysłuchać, żeby potem móc podjąć decyzję. Być może niektórzy uważali to za jej słabość, jednak Lexa wychodziła z założenia, że powinni działać jak wspólnota, słuchając się wzajemnie i wspólnie rozwiązując problemy. Ostatnie słowo zawsze należało do niej, jednak heda nigdy nie działa wbrew swoim ludziom. Rzecz jasna, nigdy nie można było dogodzić nikomu, ale w ogólnym podsumowaniu nikt nie mógł Lexie zarzucić, że w ogóle nie słucha swoich ludzi.
Obserwowała po kolei każdego przemawiającego wojownika, wysłuchała słów Lincolna, Razy i Deimosa. Przyjrzała się również 'obcej', która przybyła z dalekiej północy. Nic nie mogło umknąć uwadze hedy. Zaskoczyło ją trochę, że Deimos zrezygnował z odpowiedzenia młodemu wojownikowi, jednak w żaden sposób nie dała tego po sobie poznać. Jej twarz była jak maska, pełna spokoju i być może obojętności. Lexa potrafiła wyglądać, jakby nie odczuwała żadnych uczuć, jednak jej myśli wędrowały od jednej do drugiej podczas gdy starała się znaleźć jakieś dobre wyjście z tej sytuacji.
- Ste bilaik hogeda?* - zapytała, rozglądając się po zebranych w sali mieszkańcach TonDC. Miała nadzieję, że więcej osób będzie chciało się wypowiedzieć, ale co poradzić. Nie będzie przecież nikogo zmuszać do dyskusji, skoro ich tego nie chcieli.


*czy to wszystko?

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pon 7 Wrz 2015 - 16:45

Podczas rozmowy Raza powtórzyła raz jeszcze, że należy podjąć inne próby, zanim trigedakru zdecydują się na atak - nie była jednak typem, który krzykiem wymusza swoją rację, więc jej głos wreszcie zniknął gdzieś w tłumie rozhisteryzowanych uwag. Z pewnością jednak Lexa go usłyszała, i to było wystarczające. To ona podejmowała decyzje na bazie tego, co mówiła wspólnota. Raza zamierzała całkowicie podporządkować się przywódczyni, nawet jeśli ostatecznie jej głos nie byłby wzięty znacząco pod uwagę. Nie wszyscy mogli być zadowoleni gdy chodziło o podjęcie tak złożonej decyzji w kontekście całego Klanu.
Przez resztę zebrania milczała więc, przysłuchując się tylko słowom innych mieszkańców, a gdy każdy już się wypowiedział, spojrzała ze skupieniem na Lexę, oczekując na jakieś decydujące słowa z jej strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Czw 10 Wrz 2015 - 11:32

Kaia przysłuchiwała się wszystkim zdaniom, wyrzutom i racjonalnym opiniom i chwilami już miała ochotę wypalić co nieco do niektórych, ale w porę gryzła się w język. Przecież jakby zaczęła tak otwarcie mówić o tym, że jeśli nie mają pewności, że to skaikru zabili, to zaczęto b podejrzewać ją i jej rodzinę, bo to byłoby najłatwiejsze - jest tu obca, nowa, przybyła w bardzo niedogodnym dla siebie czasie, w dodatku z wilkami. Dlatego milczała, obserwując ten podział zdań i wyraźną granice pomiędzy stronami. Zdecydowanie opowiadała się po stronie dyplomatycznego i nieinwazyjnego zbadania sprawy, ale nie zamierzała działać na niekorzyść swojej rodziny. To oni byli dla niej najważniejsi i to ich stawiała na pierwszym miejscu, zamierzała ich chronić za wszelką cenę. W tej chwili tą ceną było zachowanie pozornego spokoju i trzymanie buzi na kłódkę. Z pewnością jeszcze będzie miała okazję wyrazić swoje zdanie.

_________________
Kaia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Sala obrad   Pią 11 Wrz 2015 - 18:45

Lexa była trochę rozczarowana tym, że głosy wojowników, którzy opowiadali się za bardziej dyplomatycznym rozwiązaniem problemu z skaikru zaginęły w zgiełku, którzy robili przeciwnicy Ludzi z Nieba. Powodowało to, że decyzja, którą miała podjąć heda była jeszcze trudniejsza i Lexa przez chwilę obawiała się, że nie będzie potrafiła podjąć odpowiednich kroków, ani odpowiednio zadecydować. Jednak nie bez powodu została przywódczynią, gdyż te obawy trwały tylko chwilę. Jeszcze za nim trigedakru zamilkli, to już wiedziała co uczynić. Jej plan był prosty i, jeżeli uda im się go dobrze wykonać, skaikru nawet nie będą wiedzieli, co w nich uderzyło. Heda za jednym zamachem chciała osłabić potencjalnych wrogów, nie rozbudzając jednak przy tym ich podejrzliwości.
Kiedy głosy zamilkły, wstała z miejsca, a w sali zapanowała głucha cisza. Każdy chciał usłyszeć to, co miała do powiedzenia heda, a Lexa miała nadzieję, że nikt nie będzie na tyle głupi, żeby się jej sprzeciwić. - Kru kom Tondisi! Wysłuchałam waszych słów i obaw, dowiedziałam się co was niepokoi i jak chcecie się przed tym bronić - zaczęła, rozglądając się po zgromadzonych. Wiedziała, że dobry przywódca zawsze powinien wysłuchać swoich ludzi, zanim podejmie decyzję. Nie miała jednak zamiaru pozostawiać nikomu złudzeń - koniec końców i tak by zrobiła to, co sama by uznała za słuszne, bez względu na słowa innych ludzi. - Nie możemy się oszukiwać, być może obecnie skaikru nie stanowią dla nas zagrożenia, lecz nie możemy być krótkowzroczni. To zawsze może się zmienić, TonDC, czy też inne wioski, mogą zostać zaatakowane, a oni sami mogą się sprzymierzyć z naszymi innymi wrogami. Lecz to nie sprawia, że powinniśmy ich od raz zniszczyć, czy też otwarcie działać przeciwko nim... - przerwała na chwilę, lekko marszcząc brwi - Uprowadzimy jednego z ich ludzi i zarazimy krwawą gorączką. Żeby nie wzbudzić jego podejrzeń, potraktujemy go miło i pokojowo, po czym wypuścimy. Nie będzie podejrzewał, że jest nosicielem choroby, przez co podejrzenia na nas nie padną. Jeżeli dobrze pójdzie gorączka zlikwiduje większą część skaikru, a ci, którzy zostaną nie będą na tyle silni, żeby nam zagrażać. - przedstawiła wszystkim zgromadzonym swój plan - Wykonanie tego powierzam naszym generałom, którzy sami ze swoich wojowników wybiorą ludzi odpowiednich do tego zadania. - dodała. Generałowie najlepiej znali swoich ludzi i Lexa wierzyła, że podejmą najlepsze decyzje. - Zebranie uznaję za zakończone - stwierdziła, po raz ostatni obmiatając wzrokiem salę, po czym wyszła z pomieszczenia.

_________________
Lexa
Winnes set raun bakon kom givnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala obrad   

Powrót do góry Go down
 

Sala obrad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: west :: TonDC-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.