IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Warsztat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Warsztat   Pon 23 Lut 2015 - 15:45

Główne miejsce pracy mechaników z Arki. Znajdują się tutaj wszystkie potrzebne narzędzia i sprzęty. W tym miejscu przeprowadzane są również testy kompetencji osób, które chcą pracować jako mechanicy na Arce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pią 6 Mar 2015 - 21:00

Podczas gdy więźniowie stawiali swoje pierwsze kroki na Ziemi, życie Raven zdawało się biec swoim torem, oszczędzając pannie Reyes jakichkolwiek mniej lub bardziej przykrych niespodzianek. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że było ono aktualnie całkiem nudne, ale Raven już dawno przekonała się, że kiedy się tak mówi, los na złość zsyła nazbyt wiele niekoniecznie pożądanych zdarzeń, które na długo sprawią, że nie użyje się epitetu „nudny”. Mimo wszystko więc dobrze jej się żyło. Na tyle dobrze, na ile się dało na Arce. Oczywistym bowiem było przecież, że nie było to najprzyjemniejsze miejsce do życia, nawet jeśli przez wszystkie te lata mogłaby do takich, a nie innych warunków przywyknąć. Nie wychylała się jednak nigdy za bardzo poza tamtą nielegalną kosmiczną wycieczką, która była z pewnością opłakana w skutkach. Poza tym jednak incydentem, była zwykłym, szarym obywatelem, który mimo wyszczekania, potrafił nie wpaść w żadne większe kłopoty. Starała się przy tym naprawdę usilnie, bo bycie potulną względem władzy zdawało się niemożliwe, kiedy właśnie przez nią została pozbawiona najlepszego przyjaciela. Okej, może głównie stało się to z ich powodu, nie powinni byli tego robić, ale to było chyba całkiem oczywiste, że wolała mieć pretensje do wszystkich poza sobą. Próbując więc uniknąć jakiejkolwiek konfrontacji, czas swój głównie spędzała w pracy, nawet jeśli wcale nie musiała. Siedziała po godzinach, bo cóż innego mogłaby robić? Z kim spędzać swój wolny czas? Z matką-alkoholiczką? W takim zestawieniu Raven jednak wolała milczące maszyny, którymi się w ciszy i skupieniu zajmowała, by nie myśleć o niczym. I chyba całkiem jej się to udawało. Zajmowanie się robotą zamiast wszelkimi problemami zdawało się mieć jedynie plusy.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pią 6 Mar 2015 - 22:08

Życie Sunny było tak nudne, jak tylko może być nudne życie mieszkańca Arki. Właściwie Arka sama w sobie była strasznie nudna i strasznie ograniczająca. Kiedyś, kiedy Sunny była mała, kochała patrzeć na gwiazdy, spoglądać na odległą Ziemię. Wtedy to wszystko wydawało jej się takie magiczne, takie wyjątkowe. Jednak po tych dwudziestu paru latach kosmos zdecydowanie stracił swój urok. Teraz całe dnie Sunny przepełniała rutyna. Wstać, zjeść, iść do pracy, wrócić do kwatery, iść spać. Totalna nuda. Oczywiście zdarzały się dni, kiedy mogła z czystym sercem powiedzieć, że jest zadowolona, czy też nawet szczęśliwa, ale to nie zmieniało faktu, że jej życie i tak było pełne nudy. Dzisiejszy dzień również jakoś specjalnie nie wyróżniał się od innych dni. Smutne, ale prawdziwe. Sunny snuła się tak bardzo, że z tego wszystkiego zapomniała w warsztacie swoich rzeczy. Przypomniała sobie o tym jak już była przy drzwiach kwatery, więc z przekleństwami na ustach ruszyła do miejsca, które niedawno opuściła. Może nie miała do warsztatu jakoś super daleko, ale to nie zmieniało faktu, że i tak musiała się nad sobą poużalać. Chociaż nie, bardziej przeklinała swoją głupotę i zapominalstwo. Kiedy weszła do środka zadziwiło ją niezmiernie, że Raven wciąż tutaj była! - Co tam dzieciaku, czemu siedzisz po godzinach? - zapytała, całkowicie zapominając, że jeszcze przed chwilą była na siebie taka wściekła. Lepiej było sobie z kimś poplotkować, niż siedzieć samemu w pustej kwaterze, dlatego też Sunny liczyła, że Raven będzie miała ochotę na jakąś miłą, przyjacielską rozmowę. W końcu razem pracowały i na pewno się lubiły, także ten...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pią 6 Mar 2015 - 23:04

Arka zdecydowanie była niesamowicie nudnym miejscem. Okej, były takie momenty, kiedy naprawdę czuła się wspaniale. Głównie ze względu na swoją pracę. Nie chodziło wcale o łączenie poszczególnych kabli w warsztacie, nie była na tyle dziwną osobą, by czerpać niesamowitą przyjemność z tak błahej czynności. Praca jednak umożliwiała jej wychodzenie od czasu do czasu poza Arkę. Może i nadal była do niej jakoś przywiązana, ale jednak w jakiś sposób była wolna, to uczucie było wręcz niemożliwe do opisania i naprawdę nienawidziła, kiedy ktoś pytał ją, jak się wtedy czuła. Tego po prostu trzeba było doświadczyć, a na to jednak mieli okazję nieliczni i to też niesamowicie rzadko. Może to i dobrze. Dzięki temu czuła się taka wyjątkowa, a to było dość trudne na szarej Arce, gdzie wszyscy zdawali się być tacy sami, niezbyt się wyróżniający. Podobało jej się więc to, że było coś nietypowego w jej życiu, czego nieliczni mieli okazję spróbować. Tak bardzo pochłonięta była swoim zajęciem, że z początku nie usłyszała, że ktoś znalazł się w warsztacie. Dopiero słowa Sunny sprawiły, że ta uniosła głowę i oderwała się. - Uhm, nie lubię tak zostawiać czegoś na następny dzień - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Wydawało jej się, że taka odpowiedź byłaby odpowiedniejsza od prawdy, że po prostu nie ma co innego robić, skoro jej życie towarzyskie jakby umarło, a Arka raczej nie zapewniała niezliczonej ilości rozrywek, którym mogłoby się oddawać po dniu spędzonym w pracy. A skoro niekoniecznie jeszcze ochotę miała, by wracać do swojego lokum, to nie zaszkodziłoby pozostać jeszcze jakiś czas w warsztacie, skoro nikt jej stąd nie wyganiał.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pią 6 Mar 2015 - 23:41

Arka zdecydowanie imprezowym autobusem nie było. Właściwie to smutne, że jedyną okazją do zabawy był Dzień Jedności, który odbywał się raz w roku. Jejku nie dosyć, że byli zamknięci w metalowej puszce, która unosiła się w kosmosie, to jeszcze nie mogli nawet tam miło spędzać czasu. Raven była prawdziwą szczęściarą, że mogła chociaż na chwilę wyrwać się z Arki i Sunny jej tego naprawdę zazdrościła. Bóg jej nie dał takich zdolności jakie posiadała panna Reyes, dlatego nie dane jej było trafić do drużyny, która mogła wybierać się na legalne spacery kosmiczne. Ale mówi się trudno i płynie się dalej. Sunny już dawno pogodziła się z tym, że spędzi na Arce całe swoje życie i nigdy nie będzie jej dane zobaczyć nic innego, poza korytarzami i kwaterami stacji. Po prostu się do tego przyzwyczaiła i starała się nie pogrążać w jakiś smutnych i przygnębiających myślach. Zawsze mogło być gorzej. Dlatego teraz z uśmiechem patrzyła na Raven, bo w końcu życie było takie piękne. Nudne, ale piękne. Czasami. Słysząc odpowiedź dziewczyny uniosła brew do góry - Jestem pewna, że kabelki by na Ciebie poczekały do jutra - odpowiedziała i szturchnęła lekko Raven w ramię - No dawaj Reyes, nie samymi kablami człowiek żyje - dodała, starając się brzmieć żartobliwie. Właściwie to było smutne, że ani jedna, ani druga, nie miała życia poza pracą. Szkoda, że na Arce kotów nie było, to dziewczyny przynajmniej miałyby jakieś towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Nie 8 Mar 2015 - 12:18

Jejkujejku, przepraszam, że dziś dopiero, ale wczoraj miałam taki strasznie antypostowy dzień!
Arka zdecydowanie nie była parkiem rozrywki, jedyną formą rozrywki, z której można było skorzystać na co dzień, było chyba obserwowanie kosmosu z tarasów widokowych, ale przecież i to mogło się w końcu znudzić, aż w końcu przemierzało się korytarze bez nawet kilkusekundowego zerknięcia w kierunku okien. Można niby było skorzystać z zasobów biblioteki, z tej naprawdę nikłej części dziedzictwa kulturowego, którą udało się uratować, ale jednak Raven nigdy nie była książkowym typem i tego typu forma rozrywki z pewnością nie była dla niej. Cóż więc jej pozostało? Chyba jednak musiała oddawać się pracy, skoro to zapewniało jej jakieś konkretne zajęcie na dłuższy czas. Reyes była bowiem osobą nienawidzącą bezczynności, więc wolała pracować, zamiast siedzieć w swojej kwaterze i robić nic a nic.
- Jeśli zaproponujesz ciekawszą alternatywę, to będę skłonna zostawić kabelki - odpowiedziała, uśmiechając się z lekkim rozbawieniem. Bo jednak alternatywy za bardzo nie było. Tak się przynajmniej Raven zdawało, bo nie kojarzyła, by cokolwiek miało zostać zorganizowane na Arce w najbliższym czasie. A nawet jeśli i tak nie lubiła wszelkich tych "imprez" arkowych, choć jednak chodziła na nie mimo wszystko, bo to przynajmniej było coś innego.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Nie 8 Mar 2015 - 17:36

Spoczko! Nic się przecież nie stało, mi się tam nigdzie nie śpieszy ^^
Arka była po prostu Arką. W końcu powstała z dwunastu stacji kosmicznych, a pewnie nikt te 97 lat temu, kiedy stacje opuszczały Ziemię, nie planował spędzić w kosmosie najbliższe sto lat, to i jakiś większych rozrywek ze sobą nie przemycił. Dlatego też żadnych większych luksusów tutaj doświadczyć też nie można było, a wszystko, co posiadali, sami musieli sobie stworzyć. Dobrze chociaż, że wśród mieszkańców Arki znajdowali się jacyś specjaliści, ludzie, którzy znali się na mechanice, czy chociażby szyciu, bo dzięki temu nie musieli latać przez prawie sto lat w jednych i tych samych ciuszkach. Jakoś trzeba było sobie tutaj poradzić, bez tego wszystkiego, co kiedyś dla ludzi było na porządku dziennym. Pocieszyć mógł jedynie fakt, że zostały jeszcze trzy lata i będą mogli wrócić na Ziemię! Przynajmniej w założeni, bo ciężko powiedzieć, jak to będzie naprawdę. Do tego czasu Sunny miała zamiar pracować i włóczyć się po korytarzach. Może w końcu znajdzie sobie jakieś hobby, ale jak na razie to na to akurat się nie zapowiadało. Dlatego tak właściwie to rozumiała Raven, bo sama też nie miała totalnie nic do roboty poza pracą.
- I tu mnie masz... nie ma żadnej alternatywy - westchnęła ciężko. Do Dnia Jedności jeszcze pozostało trochę czasu, więc nawet na imprezkę pełną soku i herbaty nie było co liczyć. Sunny zmarszczyła trochę nos, bo jednak smutek, że życie takich dwóch uroczych istot jak Raven i sama Sunny, jest takie nudne - W ogóle nie uwierzysz jakie plotki słyszałam na korytarzy, jak szłam do kwatery. Ponoć ktoś widział start Exodusa. Po co niby mieliby wysyłać taki duży statek? - zmarszczyła brwi. Normalnie bezsens totalny. - Niektórzy chyba zaczynają mieć jakieś omamy - dodała. Jakoś Sunny nie wierzyła, żeby coś takiego miało miejsce, no bo po co? Racja, chodziły plotki, że raz na jakiś czas ktoś jest wysyłany na Ziemię, żeby sprawdzić warunki na niej, ale Exodus? Nah, to na pewno była tylko jakaś głupia plotka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pon 9 Mar 2015 - 17:29

Zdecydowanie te sto lat temu nikt przecież nie myślał o tym, by wziąć ze sobą coś, co mogłoby w przyszłości stanowić dla nich rozrywkę, brano ze sobą raczej to, co niezbędne było do przeżycia, a teraz, będąc w kosmosie, niewiele mogli z tym fantem zrobić. Z drugiej jednak strony tak ograniczona ilość sposobów, by się na Arce rozerwać, z pewnością sprzyjała rozwojowi stacji. Nic nie rozpraszało tutaj ludzi, więc mogli się zajmować jedynie tym, co najistotniejsze. I najpewniej właśnie dlatego wszystko tu tak sprawnie działało. Każdy działał tylko w takim zakresie, jaki był wymagany, aby życie na Arce było znośne. Nikt nawet nie myślał o ty, by w przyszłości zajmować się czymś, co mogłoby zapewnić innym mieszkańcom rozrywkę. Nikt by nawet nie zaaprobował takiej decyzji, wszyscy musieli być użyteczni, i tyle. Raven jakoś nigdy nie miała z tym problemu. Chyba nigdy nie rozważała nieco innej ścieżki kariery, zwłaszcza jakiejś rozrywkowej. Już dawno zauważyła, że jest dobra z tych ścisłych przedmiotów, w dodatku miała trochę bardziej męskie zainteresowania, pewnie dlatego, że jej najlepszym przyjacielem od wielu lat był mężczyzna, to zdecydowanie miało duży wpływ na jej aktualne preferencje. Westchnęła więc też w odpowiedzi, podchodząc do stołu, by ścierką wytrzeć swoje ubrudzone od pracy rączki. Przysłuchiwała się przy tym wypowiedzi Sunny, by w końcu obdarzyć ją skonsternowanym spojrzeniem spod ściągniętych brwi. Ostatecznie jednak po prostu machnęła ręką.
- Ktoś pewnie ma zbyt wybujałą wyobraźnię. Nie sądzę, żeby to była prawda - odpowiedziała, kręcąc głową. Wydawało jej się, że jednak kto jak to, ale mechanicy powinni chyba być w to zaangażowani i że taka Raven także miałaby jakiś w tym udział. Poza tym ludzie lubili się karmić takimi wyssanymi z palca historyjkami. Może tylko w ten sposób karmiona nadzieja utrzymywała ich przy życiu mimo jego całkowitej bezsensowności tu na Arce?

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Wto 10 Mar 2015 - 17:21

Życie na Arce miało być życiem przejściowym i po prostu ci, którzy musieli żyć w tym, a nie innym społeczeństwie, musieli zacisnąć zęby i nie narzekać. Tam w tle im mogło umilać żywot to, że być może chociaż ich dzieci, albo wnukowie, dzięki temu ich 'poświęceniu', będą mogli żyć na Ziemi. Zresztą tak naprawdę to nie było co narzekać. Każdy tutaj miał jakąś funkcję, każdy miał coś do roboty, jedzenie też było, ubrania mieli na pleckach, więc teoretycznie niczego im nie brakowało. A rozrywki każdy mógł sobie we własnym zakresie zorganizować. No i zawsze pozostawały im przecież kontakty towarzyskie! Nikt nikomu tutaj nie zabraniał utrzymywać jakiś przyjaźniejszych relacji z innymi, więc można było się spotykać i spędzać razem miło czas. Jasne, nikt tutaj nie organizował imprez, ani żadnych większych przyjęć, ale spotkanie w gronie znajomych na pewno było czymś normalnym. Można też było mieć jakieś hobby, które byłoby użyteczne i które zabijało czas. W sumie jakby się tak zastanowić, to wiele opcji mieli na Arce, ale chyba lepiej było narzekać. Tak dla zasady. Zwłaszcza, że na przykład w głowie Sunny wciąż krążyła perspektywa szybkiego powrotu na Ziemię. Dobra, może nie jakoś super szybkiego, bo wciąż mieli co najmniej 3 lata do tego momentu, ale lepsze to niż, czekać kolejne sto lat, prawda? Do tego czasu trzeba było być użytecznym, pomocnym i pracowitym. Ten czas pewnie szybko zleci, więc nie było sensu się martwić, tylko już odliczać dni do wielkiego powrotu.
- Wiem, bez sensu to totalnie - pokiwała głową, bo zgadzała się z Raven - Przecież nie daliby rady wysłać Exodusa po cichu. No i jeszcze kogo niby nim wysłali? Nie zauważyłam jakiś większych ubytków w ludności Arki - stwierdziła marszcząc brwi. Mieszkańców Arki nie było przecież aż tak dużo, żeby nikt nie zauważył zniknięcia większej grupy ludzi. - Pewnie ci, którzy takie banialuki gadają zaczęli pędzić własny bimber i teraz mają jakieś omamy - dodała jeszcze. Ludzie naprawdę powinni przestać gadać takie rzeczy, bo to przecież była oczywista nieprawda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Wto 10 Mar 2015 - 19:18

Pierwszemu pokoleniu najpewniej przez moment do głowy nie przyszło, by narzekać na nudę, będąc przecież niesamowicie wdzięcznymi losowi, że udało im się uniknąć pewnej śmierci na Ziemi i dostali szansę, by żyć w miarę normalnych warunkach. Jak można było wtedy być tak niewdzięcznym? Nie można było. To pokolenie jednak musiało być nieco inne. Dorastali w tych warunkach wśród innych ludzi, którzy nie postawili nogi na Ziemi, więc żyli w ciągłym niedosycie, mając nadzieję na coś więcej niż szarą egzystencję na Arce. Nie chodziło już tylko o to by przetrwać, ale żeby żyć przede wszystkim. I to tak prawdziwie, a nie wegetować bezcelowo. Ale mimo wszystko chyba się nie dało, można się było oczywiście cieszyć z tych małych rzeczy, ale życie tu i tak było dość monotoniczne, nieszczególnie interesujące, bez rozwiniętej tyle co rozrywki, ale kultury. Czy był na Arce ktoś, kto zajmował się pisaniem (dla ludu, nie raportów czy innych dokumentów)? I chociaż źle nie było, bo wszelkie prawa nie ograniczały ich jakoś szczególnie, by się spotykać między sobą i spędzać przyjemnie czas, to niewiele było możliwości na to, by robić cokolwiek co dawałoby względną radość i nie sprawiało, że każdy dzień tak łudząco przypominał poprzedni.
- No właśnie, nie wysłaliby nim przecież kilku osób – byłaby to pewna strata. Szczególnie, że nadal ludzie wierzyli (w tym sama Raven), że któregoś dnia trafią na Ziemię i będą mogli rozpocząć tam życie. Nieograniczone dłużej tak skutecznie wszelkimi rygorystycznymi zasadami. Zakładała jednak, że wszystko to wymysł jednej osoby, która rozpuszczając taką plotkę naprawdę sama w nią wierzyła. I chociaż nie istniało nic, co poprzeć mogło jej tezę, to jednak trzymała się tego. Raven wydawała się zbyt racjonalna na tego typu posunięcia i nie sposób zapchać było jej umysł tego typu wizjami. – Pewnie tak – przyznała więc dziewczynie, nawet głową przy tym kiwając. Całkowicie nie wierzyła w to co mówią za sprawą jednego prostego powodu – wciąż pozostawały chociaż te trzy lata. Nikt nie ryzykowałby tak nagle, bez sensu, gdy w założeniu pozostawało już naprawdę nie aż tak wiele czasu do tego, by wszyscy się tam wspólnie udali.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Wto 10 Mar 2015 - 21:41

Pierwsze pokolenie Arki na pewno było po prostu wdzięczne za to, że nie umarło na Ziemi. Pewnie to oni wprowadzili te wszystkie głupie prawa, które wtedy wydawały im się super pomysłowe, a które obecni mieszkańcy niezbyt lubili. W sumie to nie ma co się dziwić, ale ponarzekać zawsze sobie można. Istniała naprawdę duża szansa, że ktoś na Arce był uzdolnionym pisarzem, albo malarzem, ale pewnie nie mógł się spełniać w takich kulturalnych zajęciach, bo nie było to zbyt użyteczne i w żaden sposób nie przyczyniało się do polepszenia życia innych. Chociaż z drugiej strony, to chyba każdy potrzebował czasami takiego 'odchamienia', poczytania czegoś ambitnego, czy też podziwiania jakiś pięknych rzeczy. Tutaj niestety czegoś takiego nie można było doświadczyć, więc jedyne co pozostawało, to marzenie o ładnych rzeczach. Nie było to w żaden sposób pocieszające, ale co poradzić. Sunny przyzwyczaiła się już do tego, że jej życie wygląda, tak jak wygląda i prawdopodobnie nigdy się nie zmieni. Jedyną szansą był powrót na Ziemię, lecz w tym wypadku to takiej pewności, że te wszystkie zmiany będą na lepsze, nie było. Serio, to by było dopiero straszne tak trafić z deszczu pod rynnę! Ziemia była marzeniem, ale nikt nie powiedział, że życie tam będzie dla arkowiczów sielanką.
- Zbyt dużo Exodusów to raczej nie mamy, więc takie ryzykowanie dla garstki, to by było dopiero marnotrawstwo. Gdyby Rada coś takiego zrobiła, to sama siebie musiałaby wywalić w przestrzeń - stwierdziła. Skoro nikt nie miał prawda dostać dodatkowych np. leków, to niby dlaczego Radzie miałoby ujść na sucho marnowanie takiego cudeńka, jak Exodus? Zwyczajna strata. Dlatego też dopóki Sunny nie dostanie jakiś dowodów na to, że nagle z Arki zniknęła duża grupa osób, nie uwierzy, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Już pomijając to, że wysłanie dużej grupy na Ziemię było bez sensu, skoro jeszcze nie nadawała się do zamieszkania! - W sumie wiesz, teraz chociaż jest jakiś temat do dyskusji i ludzie mają co robić - zaśmiała się lekko. Nie ma co ukrywać, takie opowieści zawsze jakoś pobudzały ludzi do dyskusji i wszyscy chodzili, wymieniali się opiniami i plotkowali. Może specjalnie ktoś rozpuścił taką historyjkę, żeby ludzie mieli co robić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Sob 14 Mar 2015 - 19:52

Najpewniej tak, oni byli odpowiedzialni za wprowadzenie praw, jednak trudno było im się dziwić, że się do tego ostatecznie posunęli. Gdyby zdecydowali się tego nie zrobić, możliwe, że Arka nie wytrzymałaby na tyle długo, by dane było im się urodzić. I chociaż naturalnie wszystkie te prawa skutecznie utrudniały ludziom życie (pozbawiały czasem?) to jednak odpowiedzialność, jaką wzięli za całą rasę ludzką zwyczajnie ich do tego zmusiła. Raven miała tym samym nadzieję, że jeśli kiedyś rzeczywiście dojdzie do tego, że powrócą na Ziemię, to wszystkie te zbyt surowe zakazy i nakazy znikną bezpowrotnie, a przynajmniej znaczna ich część. Reyes fascynowała się co prawda czymś, co uznać można za dość użyteczne, jeśli zaś jej zainteresowania sięgały nieco innej strefy, to najpewniej pozbawiona byłaby możliwości rozwijania się w tej dziedzinie. To właśnie wydawał się być największy zarzut młodych, chcących się spełniać w tym co kochają, ludzi. Sunny zdawała się więc mieć całkowitą rację – każdy liczył na powrót, nie mając żadnego zapewnienia, że ten okaże się dla nich jakkolwiek zbawienny. Skinęła głową, w pełni zgadzając się z tym, co właśnie powiedziała Sunny. Był to więc jeden z mnóstwa argumentów, które przeważały za stwierdzeniem, że wysłanie Exodusa było zwykłą, wyssaną z palca plotką.
- Dlatego nie ma co wierzyć w tego typu historię – podsumowała, kiwając przy tym lekko głową. Wysłanie Exodusa byłoby, tak jak nazwała to Sunny, zwykłym marnotrawstwem. Samą sceptycznie nastawioną do tego wszystkiego Raven przekonać jedynie mogły prawdziwe dowody, inaczej wątpiła, by cokolwiek takiego rzeczywiście miało miejsce. Uśmiechnęła się do dziewczyny, kiwając lekko głową. – Tak, zdaje się, że tylko tego ludzie potrzebują. Chyba nie da rady znaleźć innego sposobu na ujście nazbyt wybujałej wyobraźni – była to poniekąd prawda, w końcu jakieś urozmaicenie swojego życia wydawało się być niezbędne dla wielu, a że plotki wydawały się jedyną okazja ku temu, to cóż poradzić? Nie mogli przecież tych wyobrażeń przerzucić na papier czy płótno, więc jakoś trzeba było sobie radzić.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Sob 14 Mar 2015 - 22:34

Wiadomo, że te wszystkie zasady, nakazy i zakazy miały sens, ale to nie zmieniało faktu, że dla większości ludzi były po prostu uciążliwe. Zresztą jak to często bywa, istnieli też bardziej uprzywilejowani obywatele, który spożywali posiłki częściej niż dwa razy dzienne, a ich kwatery nie były klaustrofobicznymi klitkami. Jednak od zarania dziejów lud pracujący ponoć zawsze miał gorzej, więc chyba nie było sensu aż tak na to narzekać. Na Ziemi pewnie tak restrykcyjnie by nie było i nikt raczej nie stosowałby kary śmierci na ludziach, którzy na przykład zużyją więcej tlenu, albo mają więcej niż jedno dziecko. Przynajmniej tak sobie to Sunny wyobrażała, ale pewności to raczej nikt nie miał. Możliwe w końcu było, że Ziemia okaże się tak samo beznadziejna jak Arka i jeszcze kiedyś zatęsknią za tym czasem, który spędzili w kosmosie. Po prostu trzeba było zacisnąć zęby i tyle. Buntowanie się i tak nic nikomu nie da. Co najwyżej można dzięki temu skończyć w więzieniu, albo w przestrzeni kosmicznej. Ludzie po prostu byli w stanie uwierzyć we wszystko i wszystko sobie wyobrazić. Życie na Arce tak bardzo im się nudziło, że wymyślili, że widzieli startującego Exodusa.
- Dzisiaj mówią o Exodusie, a jutro pewnie zapewniać, że widzieli latający spodek i zielonych kosmitów w nich siedzących - zażartowała w sobie. Była pewna, że ludzie wymyślą wszystko, żeby tylko mieć o czym mówić, a jak już opowiastka pójdzie w świat, to zaczyna żyć własnym życiem. - Dobrym rozwiązaniem dla takich bajkopisarzy byłoby nagrywanie tych opowieści, coby kolejne pokolenia miały jakąś rozrywkę. Byłoby smutno, jakby myśleli, że na Arce nic nie robiliśmy i nawet im żadnych zapisków z naszego majestatycznego życia w kosmosie - rozłożyła ramiona. Tak, na pewno potomni będą ciekawi jak wyglądało życie na Arce. Pewnie trzeba im będzie ten przekaz urozmaicić, żeby myśleli, że życie w kosmosie naprawdę było fajne, a nie tak.. monotematyczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Sob 14 Mar 2015 - 22:41

Trevor już dawno skończył swoją pracę i właściwie od dobrych dwudziestu minut w wypoczywał w swojej kwaterze. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie to, że jego szef zapukał do drzwi i kazał odszukać jakąś durną część, Bóg jeden wie do czego mu potrzebną. Nie mając więc żadnego wyboru Trevor ruszył korytarzami stacji do warsztatu. Trochę go zdziwiło, że tyle osób przemieszczało się po korytarzach. Dzisiaj jednak był chyba jakiś szczęśliwy dzień Trevora, ponieważ napotkał na znajomego strażnika. Nie, żeby był z niego jakiś plotkarz, ale czuł się pokrzywdzony, nie wiedząc o czym to takim ważnym dyskutują wszyscy dookoła. Nie był gotowy na taki natłok informacji, dlatego nie ma co się dziwić, że pozostałą drogę, która dzieliła go od warsztatu pokonał jak w letargu. Nawet nie zauważył, że pomieszczenie jest puste, dopóki nie usłyszał głosów dwóch dziewczyn. - Co wy tutaj jeszcze robicie? - zapytał, potrząsając głową, żeby się trochę rozbudzić i pewnie otrząsnąć - Słyszałyście, że Kanclerza postrzelono? Ponoć jakiś woźny to zrobił - powiedział, w międzyczasie szukając części dla szefa. Właściwie nic więcej na ten temat nie wiedział, bo sami strażnicy zbyt wielu informacji nie mieli, ale ploteczką zawsze można się pochwalić, prawda? - Jak tak dalej pójdzie to na Arce wybuchnie jakaś rewolucja - mruknął bardziej do siebie i wyszedł z warsztatu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pon 16 Mar 2015 - 22:58

Z pewnością było to dość sporną kwestią, czy te prawa miały jakiś sens czy nie. Oczywistym było, że ci, którzy w ten sposób stracili swoich bliskich czy też całkiem permanentnie czy zostali od nich po prostu odseparowanymi, nie mieli najlepszego zdania na ich temat, uznając je za nazbyt radykalne. Ale z drugiej strony trzeba było trzymać Arkę w ryzach. Władza nie mogła sobie pozwolić na zbyteczne zużywanie tlenu, zapasów, leków, aby społeczeństwo mogło normalnie funkcjonować. Większość osób dość niepochlebnie wypowiadała się i na temat prawa, jak i władzy, ale jednak trzeba było im oddać nieco racji. Zarządzanie Arką było niesamowicie odpowiedzialnym i trudnym zajęciem, ale mało kto starał się postawić w sytuacja rządzących. Raven też niekoniecznie próbowała ich zrozumieć. Jakoś tak z zasady się buntowała przeciwko wszystkiemu. Raczej po cichu jednak, nie była na tyle głupia, by prosić się o natychmiastowe zakończenie żywota. Bezpieczniej było to robić w towarzystwie Finna, irytować się niesamowicie na wszelką niesprawiedliwość, o której wciąż słyszeli. Teraz jednak trzeba było trzymać język za zębami. Nie wiedziała przecież, komu mogłaby tak całkiem ufać jak niegdyś Collinsowi. Parsknęła śmiechem na słowa Sunny i już miała coś odpowiedzieć, gdy w warsztacie pojawił się strażnik. Ściągnęła brwi skonsternowana na wieści, które przyniósł ze sobą.
- Postrzelono go, serio? - na nic więcej się nie wysiliła, sama trochę nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Nie znała go, kojarzyła jedynie z okrucieństwem praw, więc niekoniecznie dobrze, ale przecież egzekwowanie ich nie było jego wymysłem. Rewolucja nie mogła być dobrym pomysłem, nigdy nie była, czy ludzie w ogóle nie byli z historią zaznajomieni?

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Wto 17 Mar 2015 - 14:50

Po prostu zawsze musiał być ktoś, kto odwala ciężką robotą. Na Arce był to Kanclerz i Rada. Teoretycznie wszyscy dobrze wiedzieli, że te wszystkie nakazy i zakazy mają ich utrzymywać przy życiu aż do momentu powrotu na Ziemię. Nie zmieniało to jednak faktu, że większość uważała ten arkowy rygor za irytujący. Wszystkim się nie dogodzi, a gdyby tak słuchać głosów tych narzekających to pewnie wszyscy na Arce umarliby już wiele lat temu. Pozostawało mieć nadzieję, że kiedy już nadejdzie ten piękny dzień i Arka wyląduje na Ziemi, to aż tak rygorystycznych praw nie będzie. Bo chyba powietrza tam już się nie będzie mogło marnować, prawda? Przynajmniej Sunny żyła taką nadzieją i pewnie też dlatego nie narzekała. Może tam sobie w głowie czasami poprzeklinała na Radę, ale jakoś nigdy wcześniej nie odczuwała większej potrzeby buntowania się, czy też okazywania jakiegoś jawnego sprzeciwu. Było tak pewnie też i dlatego, nigdy przez prawo Arki nikogo nie straciła, to i nie wiedziała jak to jest, na przykład stracić rodzica przez to, że chciał zdobyć więcej lekarstw, czy też jedzenia. Dlatego podchodziła do tego wszystkiego z takim trochę machnięciem ręki. I tak nic nie poradzi, więc po co się tylko dodatkowo dołować? Pojawienie się mężczyzny w warsztacie wywołało zaskoczenie na twarzy Sunny, bo... skąd on w ogóle się wziął? Jednak to co powiedział, wywołało w niej jeszcze większy szok. Chyba śmiało można powiedzieć, że jej szczęka opadła do ziemi. Oczywiście tylko w przenośni, ale zawsze to coś. Nie była w kreskówce, to też takie opadnięcie szczęki to raczej możliwe nie było.
- Tego to bym się nie spodziewała - wydukała, kiedy mężczyzna wyszedł, a do jej uszu dotarły słowa Raven. - Może... może to jakaś ściema? Czy Kanclerz nie jest czasem jakoś.. strzeżony? - na pewno było jakieś logiczne wytłumaczenie, bo to przecież niemożliwe, żeby ktoś postrzelił Kanclerza! No bo jak? Powody by na pewno ludzie znaleźli, ale jak ten ktoś to zrobił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pią 20 Mar 2015 - 20:24

Powodów więc, by dopuścić się podobnej zbrodni było mnóstwo. Podobnie i ludzi, którzy rzeczywiście mogliby się na podobne rozwiązanie któregoś dnia zdobyć, to jednak jakoś Raven trudno było to do końca pojąć. Nikt dotychczas nie posunął się do czegoś podobnego z całkiem naturalnych przyczyn - wszystko to choć w chory sposób to jednak zagwarantować im miało bezpieczeństwo. Dodatkowo równoznaczne to było z samobójstwem. Nie sposób było później uciec, schować się, w końcu to Arka. Sunny miała dlatego rację Kanclerz nie wydawał się być osobą, którą spotkać można samego w pustym korytarzu, całkowicie pozbawionego jakiejkolwiek broni. Dlatego też brwi zmarszczyła przesuwając wzrok gdzieś w bok, by zawiesić go na bliżej nieokreślonym przedmiocie i jakoś w logiczną całość chciała to poskładać, bo ten wysyp plotek był czymś naprawdę dziwnym, nielogicznym i niedającym się poskładać w jedną całość też. Jeśli rewolucja naprawdę miała mieć miejsce to szczerze wątpiła w to, czy przyniesie ona ze sobą cokolwiek dobrego. Następnie zerknęła na Sunny nadal mając ten skupiony wyraz twarzy i wzruszyła ramionami, by jej tym sposobem poniekąd odpowiedzieć. Zaplotła dłonie na piersi wzdychając cicho pod nosem.
- No właśnie. Nic już nie wiem, chyba za dużo tych plotek - stwierdziła krzywiąc się nawet na to lekko. Naprawdę nie była zwolenniczką podobnego rozprzestrzeniania informacji. Miała ochotę pójść i zweryfikować to, bo trochę uprzedzona była i zdawała się rzadko kiedy wierzyć komuś na słowo, jednak jak mogła to uczynić? Raczej nie było to zadanie do wykonania. Dlatego pozostało jej jedynie zastanawiać się nad tym, czy na poważnie się coś szykuje poważniejszego na Arce, czy po prostu ludzie i to ci starsi również (o strażniku mowa) rozum postradali. - Ale po co mieliby ściemniać? - zapytała jeszcze marszcząc lekko brwi. Jeśli wpadłby do nich jeden z dzieciaków wtedy i owszem, mogłaby się nad tym na dłużej zastanowić, ale jednak po strażnikach nie spodziewała się wypuszczania podobnych informacji, jeśli się z prawdą mijają.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pią 20 Mar 2015 - 22:42

Podejście do posta 2.0, bo za pierwszym razem mi przeglądarka umarła ^^
To wszystko po prostu nie miało żadnego sensu, a nawet jak miało, to Sunny nie chciała go znać. Naprawdę, te wszystkie informacje z chwili na chwilę szalone. Jak ktoś mógł strzelić (i trafić!) do Kanclerza? I czemu tego kogoś nie złapali? Przecież na Arce było niemożliwe, żeby się gdzieś schować. Strażnicy kogoś takiego powinni w parę minut złapać. Chyba, że oni sami byli w to wszystko jakoś zamieszani. Nie, wróć! Sunny pokręciła energicznie głową, żeby te wszystkie myśli odsunąć od siebie jak najdalej. Nie chciała o tym myśleć, ani tego roztrząsać, bo po prostu nie rozumiała, jak takie rzeczy w ogóle mogłyby dziać się naprawdę. Startujący Exodus? Woźny, który strzela do Kanclerza? Naprawdę, Sunny czuła się, jakby rano wstała na Arce, a teraz znalazła się w jakimś totalnie innym miejscu, które z Arką nie miało totalnie nic wspólnego.
- Ja chyba wyłączę na dzisiaj swój mózg, bo obecnie dostał zbyt wiele dziwacznych informacji - powiedziała, unosząc ręce w geście poddania się. Co za dużo plotek, to niezdrowo i Sunny teraz zaczęła odczuwać to przeciążenie na własnej skórze. Nic tutaj nie miało sensu, a każda kolejna informacja powodowała, że jej brwi szły jeszcze bardziej do góry. Jak tak będzie się ciągle dziwić, to jeszcze, nie daj Boże!, tak jej do końca życia zostanie. - Nie mam pojęcia, ale to po prostu nie ma sensu. Po prostu... to Arka, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. I dlaczego nie złapali tego kto strzelał? Bez sensu - zmarszczyła nos. Dzisiaj nic sensu nie miało! - Ugh, po co on tutaj przyszedł i zrzucił na nas taką bombę! - westchnęła ciężko. Spokojniej by spała, jakby nie wiedziała o tym wszystkim, co usłyszała dnia dzisiejszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Sob 21 Mar 2015 - 0:28

Miała poniekąd rację, bo jeśli okazałoby się jakimś cudem, że te rozpowszechnione informacje mają w sobie więcej prawdy niż Raven zakłada, to już trochę Arka przestaje być Arką. Wszystko wówczas okazałoby się jakieś akie zagmatwane i poniekąd w jedną, całą intrygę składające się. Dlatego wolała nawet podobnych kwestii nie roztrząsać, bo zdaje się, że wówczas w jednej chwili wszystko zostałoby wywrócone do góry nogami tak, że wątpliwe byłoby znaleźć w tym jakikolwiek sens. I byłoby to tym samym co najmniej niepokojące. W końcu z tego typu rewolucji nigdy nic dobrego nie wynikało. Odsunęła jednak od siebie myśli związane z tym tematem, by nie dojść do bardziej niepokojących i nieprzyjemnych wniosków. Kiwnęła głową w pełni się z dziewczyną zgadzając. Powinna sobie odpuścić, bo zdaje się, że wszystko co przychodzi jej teraz do głowy, a co ewentualnie mogłoby wiązać ze sobą te dwie plotki, wydawało się jedynie z każdą chwilą coraz dziwniejsze i bardziej nielogiczne. Dlatego też westchnęła cicho i nawet uśmiechnęła się do niej lekko, trochę z pobłażaniem.
- Coraz bardziej to wszystko wydaje się absurdalne - podsumowała ostatecznie. Nadzieję miała, że to koniec rewelacji, bo raczej kolejne wieści przenoszone za pomocą plotek i pogłosek raczej by jej nie uspokoiły. Te zasłyszane już i tak nieco niepokój w niej obudziły, a to zdaje się w pełni jej już wystarczało. Zerknęła na dziewczynę marszcząc brwi i ostatecznie wzruszyła ramionami. - Dajmy temu spokój, to będzie najrozsądniejsze posunięcie - powiedziała w końcu, przekonana, ze to najlepsze, co mogą teraz zrobić. Ona sama na pewno miała zamiar teraz wcielić to w życie i zrezygnować, bo jaki sens miało ciągłe poruszanie tych kwestii. Nawet zdaje się, ze pewności nie mają ile w tym prawdy, bo z każdą chwilą Raven zaczynała coraz bardziej wątpić w wiarygodność strażnika. I zdaje się, że nic nie mogła na to poradzić. Po prostu wszystko to było takie nierealne i całkowicie nieprzypominające Arki, na której dotychczas żyli.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pon 23 Mar 2015 - 17:22

Jestem super i nie ogarnęłam, że odpisałaś ^^ hasztag kartofel tak bardzo
Przez te wszystkie lata, życie na Arce kręciło się w okół jednej rzeczy - przetrwać sto lat i wrócić na Ziemię. Nic się więcej nie liczyło, a wszystkie działania miały służyć tylko temu jednemu, jedynemu celowi. Sunny przyzwyczaiła się do tego i można nawet powiedzieć, że lubiła życie z myślą o 'powrocie'. Wszystko sprowadzało wiązało się właśnie z przetrwaniem i Ziemią, a tutaj nagle takie rzeczy spadają na ludzi. Myślenie o tym, jak bardzo wszystko by się zmieniło, gdyby plotki okazały się prawdą, powodowały nieprzyjemny uścisk w żołądku Sunny. Nie było to nic przyjemnego, anie miłego, wręcz przeciwnie. Dlaczego nie mogli przez te jeszcze trzy lata pożyć w spokoju na Arce, a potem udać się całą społecznością na Ziemię. Tak powinno być. Tak musi po prostu być, nie ma innej opcji. Teraz jednak ten cały uporządkowany świat zaczynał się sypać. Nawet jeżeli plotki o Exodusie, czy też informacja o zamachu na Kanclerza okaże się nieprawdą, to czy życie na Arce wróci na swój normalny kurs? To były rzeczy o których Sunny starała się nie myśleć, jednak one i tak wwiercały się do jej głowy i bez względu na to, jak bardzo się teraz starała, to nie mogła się ich pozbyć. Skierowała wzrok na Raven, starając się pozbyć tych wszystkich myśli, które tak bardzo napastowały jej mózg.
- Nie ma sensu się tym przejmować, pewnie i tak większość z tych rzeczy to stek bzdur - podsumowała, chociaż nie była tego pewna. Jednak wypowiedzenie takich słów na głos, miało ją samą podnieść na duchu. Może jak się czegoś bardzo chce i wypowie te 'życzenie' na głos, to wtedy się spełni? Sunny nie wierzyła w takie rzeczy, ale miała obecnie wielką nadzieję, że jej słowa staną się prawdą. - Zdecydowanie. Powinnyśmy wrócić do naszego majestatycznego życia i nawet nie myśleć o takiej wielkie 'polityce' - mówiąc 'polityka' zrobiła cudzysłowie w powietrzu. Właściwie to nie była polityka, no ale z Radą miało to wszystko coś tam wspólnego - Od zajmowania się takimi rzeczami możemy jedynie osiwieć, a nie wiem jak Ty, ale ja wciąż muszę sobie znaleźć męża - zaśmiała się. Szukanie męża nie było jej priorytetem, ale pożartować sobie zawsze można. Zwłaszcza kiedy ma się głowę pełną dziwnych myśli, wywołanych przez różnorakich plotkarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Sob 28 Mar 2015 - 22:18

Pisałam w nieobecnościach, ale się jeszcze usprawiedliwię tutaj, że ciężki tydzień miałam, a potem musiałam trochę po nim odpocząć, więc przepraszam, że teraz dopiero < / 3

Raven też automatycznie, choć się przed tym wzbraniała, zaczęła myśleć, co by było, gdyby te plotki były prawdziwe. Naturalnym było, że wszystko to wydawało się wyssanym z palca i nie powinna robić sobie złudnej nadziei, ale i tak powstrzymać nie mogła się przed tym, by tę plotkę rozważyć jako prawdziwą. W końcu całkiem też prawdopodobną była opcja, że kanclerz został postrzelony, aby jakaś grupka mogła dostać się do Exodusa, chcąc w ten sposób odciągnąć uwagę odpowiednich ludzi. Wydawało się być to misją samobójczą, ale może faktycznie mała grupka ludzi, której nieobecność została przeoczona, uznała, że warto zaryzykować, skoro i tak czekałaby ich śmierć na Arce? Kto wie, kto wie. Powstrzymać się jednak nie mogła przed tworzeniem podobnych scenariuszy, które wszystko by ze sobą powiązały w logiczną całość. W końcu niemałym zbiegiem okoliczności był fakt, że dwie takie plotki pojawiły się w tym samym niemal czasie. To było naprawdę zastanawiające. Zresztą postrzelenie Kanclerza zdecydowanie nie mogło do niczego dobrego prowadzić. Obawiała się tego, co mogłoby się wydarzyć w związku z tym. Z pewnością bowiem wywoła to niemałe poruszenie pośród społeczności Arki i może nieść za sobą naprawdę mało przyjemne konsekwencje. Z pewnością bowiem taka wiadomość nie mogłaby przejść bez echa, a skutki mogłyby być opłakane. To pierwsza tak poważna sytuacja na Arce, jakiej doświadczała i nie bardzo miała jak z czymkolwiek porównać. Nic więc dziwnego, że dość czarno to wszystko widziała.
- Masz rację, nie przejmujmy się tym – odparła, machając ręką na to. Ale jednak mimo wszystko, nadal o tym trochę myślała. W końcu wiadomość ta była taka… wow. Sama zupełnie nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, więc z ulgą przyjęła fakt, że i Sunny nie chce o tym rozmawiać.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Nie 29 Mar 2015 - 16:02

Doktor Abby Griffin miała dzisiaj naprawdę pełne ręce roboty. Nie tylko musiała się pogodzić z faktem, że  wysłała własną córkę na Ziemię, gdzie dziewczyna mogła zginąć, ale dodatkowo stanęło przed nią wyzwanie zoperowanie postrzelonego Kanclerza Jahy. Ten dzień po prostu toczył się po niewłaściwych torach pod każdym możliwym względem. Pomimo całego swojego stresu i chęci pozostania w Centrum Monitoringu Ziemi, musiała odnaleźć w sobie siłę i spokój, żeby uratować Theloniousa. Wiedziała dobrze, że gdyby jego zabrakło, władzę przejmie Kane, a on nie będzie starał się odnaleźć wyjścia, które uratowałoby wszystkich, tylko od razu przejdzie do likwidowania 'zbędnych' jednostek. Tak jak przed paroma godzinami zrobili to dziećmi.. Ta myśl cały czas zaprzątała jej myśli i Abby czuła do samej siebie obrzydzenie. 'Jak mogła na to pozwolić?' zdawała się pytać jedna część jej umysłu, podczas gdy druga odpowiadała 'Oni są naszą jedyną nadzieją'. Chciała wierzyć, że ich decyzja była słuszna i dzieci sobie poradzą. Zresztą, nawet jeśliby pozostawili ich na Arce to jaki los by ich spotkał? To nie była sprawa, którą można było łatwo rozwiązać. Nie było tutaj łatwych odpowiedzi, nie było łatwego wyjścia. W dodatku sytuacja Kanclerza... Abby była dobrej myśli. Szybkie odnalezienie Theloniousa prawdopodobnie uratowało mu życie. Doktor Griffin go tylko poskładała i pozostawało jej mieć nadzieję, że jej przyjaciel dojdzie szybko do zdrowia i w Arce nie zapanuje anarchia, ani nie wybuchną zamieszki. Myśli o buncie zaczęły budzić w niej coraz więcej niepokoju, zwłaszcza kiedy przemierzała korytarz kierując się z sali operacyjnej do Centrum Monitoringu. Coraz więcej ludzi głośno pomstowało, chciało wiedzieć co się dzieje, gdzie jest Kanclerz, czy to prawda, że Exodus wystartował, kto w nim był. Abby nie dziwiło, że chcą to wiedzieć, jednocześnie cieszyła się, że to nie ona musi być tą, która będzie nawoływać do spokoju. Wpadła do pomieszczenia od razu kierując wzrok na monitory, pokazujące parametry nadawane z bransoletek setki. Kiedy jej wzrok padł na monitor, który przedstawiał jej córkę, Abby poczuła, jakby jej serce zostało wyrwane. - Abby... - usłyszała głos, ale nie miała pojęcia do kogo należał. Zupełnie jej to nie interesowało. - Nie.. nie.. to nie możliwe. Musi istnieć jakieś inne wytłumaczenie - powiedziała, bardziej do siebie, niż do obecnych w pomieszczeniu osób. - Przeanalizujcie wszystkie dane z nieaktywnych bransoletek. Nie mogą być martwi - oświadczyła stanowczo i szybkim krokiem opuściła Centrum Monitoringu. W jej głowie układał się powoli plan. Nie wierzyła, że dzieciom coś się stało. To było niemożliwe. Zwłaszcza, że jeszcze godzinę temu wszystko wydawało się w porządku. Tutaj na pewno chodziło o coś innego, oni nie mogli być martwi. Wiedziała, co teraz powinna zrobić. Pewnie zostanie za to stracona, ale to była jedyna szansa, żeby przekonać się czy dzieci żyją i czy wszystko z nimi w porządku. Innego wyjścia nie było, a Abby nie zamierzała tracić nadziei. Złapała się kurczowo tej myśli, to nie mogło się tak skończyć.
***
Zajęcie wszystkim nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Pozostała jedna ostatnia rzecz, którą musiała załatwić, zanim będzie mogła zacząć realizację swojego planu. Jednak do tego potrzebowała kogoś. Kogoś, komu będzie mogła zaufać. Kogoś, kto potrafi dokonać niemożliwego. Żeby kogoś takiego znaleźć musiała spotkać się z Sinclair'em. Zadawał jej trochę niewygodnych pytań, ale Abby zawsze potrafiła wybrnąć z takich sytuacji, opowiadając, że potrzebuje kogoś do naprawy czegoś w szpitalu. Każdy w coś takiego uwierzy, prawda? Teraz pewnym krokiem doktor Abby Griffin zmierzała przez stację mechaniczną. Z sercem na ramieniu otworzyła drzwi warsztatu i od razu zauważyła dwie dziewczyny. Jak wielkie byłoby to szczęście, gdyby jedna z nich okazała się tą, której szukała! - Szukam Raven Reyes, czy może wiecie gdzie ją znaleźć? - zapytała, starając się zachować spokój, chociaż jej obecny stan spokojnym nie można było nazwać. Och, jakże się modliła, żeby poszukiwana przez nią dziewczyna była teraz w warsztacie i żeby od razu mogła ruszyć z dalszą częścią swojego planu! To byłoby dla niej jak prawdziwy znak, że to co ma zamiar zrobić jest słuszne  i właściwe, nawet jeżeli było to sprzeczne z prawem i ona sama mogła to przypłacić życiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Nie 29 Mar 2015 - 16:53

Tak to już chyba bywa, że w takich sytuacjach od razu zaczynają się zastanowić, we wszystko wątpić i snuć scenariusze 'co by było gdyby...'. Taki zwyczajny ludzki odruch, który zazwyczaj przynosi więcej szkody niż pożytku. Niezbyt to przyjemne, ale też nie da się w żaden sposób zatrzymać takiego myślenia i zastanawiania się. Mimo że Sunny sama mówiła, że powinny się nie przejmować plotkami, to jednak wciąż te myśli jej krążyły po głowie i teraz zaczęła się poważnie zastanawiać, czy kiedyś przestaną. No może wtedy, kiedy już cała prawda wyjdzie na jaw i wszystko będzie jasne. Miała nadzieję, że jak najszybciej dowiedzą się o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Życie w takim stresie i niewiedzy na pewno nie było zbyt zdrowe! Ani Sunny, ani Raven nie mogły nic poradzić na to co się aktualnie działo, nawet jakby chciały. Nie były szychami, ani też kontaktów nie miały, więc jedyne co mogły teraz zrobić to czekać na jakiś cud, albo wydanie przez Radę oświadczenia. Właściwie takie oświadczenie to byłoby cudem, także trochę na jedno wychodziło...
Sunny już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy nagle drzwi do warsztatu ponownie się otworzyły. I po raz kolejny stanęła w nich osoba, której tutaj nigdy by się nie spodziewała. Bo niby co miałaby tutaj robić najlepsza pani doktor na Arce, a zarazem członkini Rady? Brwi Sunny uniosły się jeszcze wyżej, kiedy kobieta zapytała o Raven. To było też podejrzane, zwłaszcza, że jakby pannie Reyes groziło jakieś niebezpieczeństwo, albo miałaby zostać o coś oskarżona, to osobą, którą by po nią przysłali nie byłaby doktor Griffin. Właściwie to było najbardziej podejrzane w tej całej sytuacji. Sunny rzuciła przelotne spojrzenie w stronę Raven, po czym zdecydowała, że nadszedł czas, żeby się ulotnić. Czegokolwiek by Griffin nie chciała od dziewczyny, to na pewno nie uwzględniała w tym też i Harrigan. - Ja już chyba sobie pójdę - mruknęła i wymijając panią doktor, opuściła warsztat. Miała tylko nadzieję, że Raven nie wpadła w żadne tarapaty, bo jakby tak ją teraz zostawiła, a potem by usłyszała, że Rayes została stracona, to chyba sobie nigdy by nie wybaczyła! Wierzyła jednak, że niezapowiedziana wizyta doktor Griffin ma inny cel.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pon 30 Mar 2015 - 0:28

Ściągnęła nieznacznie brwi, gdy do pomieszczenia weszła doktor Griffin. Wieczór z początku zdawał się wydawać całkiem zwyczajny, nad wyraz spokojny, a bardzo szybko został zmącony przez tę plotkę na temat Exodusa, a potem także przez pojawienie się strażnika. Wszystko to wywołało niemały mętlik w jej główce. Nim jednak zdążyła cokolwiek w niej uporządkować, kolejna osoba weszła do warsztatu. To było naprawdę dziwne. W końcu zazwyczaj panował tu całkowity spokój, który zdecydowanie sprzyjał pracy, a teraz? Coś naprawdę musiało się dziać, to wszystko było bardzo podejrzane. Kiedy Griffin zapytała o nią konkretnie, jej brwi automatycznie poszybowały do góry w geście zaskoczenia. Tego się nie spodziewała. Czego ona mogła od niej chcieć?
- To ja - odpowiedziała pewnie, ręce na klatce piersiowej krzyżując i uważnie panią Griffin obserwując. Może jednak niepotrzebnie rozważała, że to wszystko było jakoś powiązane? Może chodziło o jakieś badania, cokolwiek? Może to wszystko było zdecydowanie mniej skomplikowane niż się robiło w głowie Reyes. Chyba od zawsze miała tendencje do przesadzania, więc i w tej kwestii wszystko mogło okazać się zupełnie inne. Niepotrzebnie w ogóle zajmowała tym myśli, to przecież było całkiem bezsensowne. Uśmiechnęła się do Sunny, kiedy odchodziła i odprowadziła ją wzrokiem. Jej pewność siebie jednak nie uleciała w chwili, gdy została sama z panią doktor. Patrzyła na nią wyczekująco, nieco zniecierpliwiona, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, o co chodzi.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Warsztat   Pon 30 Mar 2015 - 21:38

Gdy doktor Griffin usłyszała te z pozoru zwyczajne słowa 'to ja' odetchnęła z ulgą. Przynajmniej jedna rzecz dzisiejszego dnia idzie po jej myśli, a przynajmniej tak się zapowiada. Nie za bardzo wiedziała od czego ma zacząć, jak przekonać dziewczynę, żeby pomogła jej przy realizacji tego szalonego planu, który powstał w jej umyśle, głównie ze strachu i z niemocy. Chciała zrobić coś, cokolwiek, żeby nie stać i bezczynnie nie przyglądać się zagładzie, która wydawała się krążyć nad wszystkimi jak sęp. Abby musiała sprawdzić co się dzieje z setką, zanim Rada podejmie drastyczne kroki i postanowi pozbyć się części mieszkańców. Musiała wiedzieć, co się dzieje z jej córką... Bardzo możliwe, że to właśnie strach o córkę był motorem napędowym, który spowodował, że umysł Abby działał na takich przyśpieszonych obrotach. Jeden pomysł rodził się z innego, tworząc jeden wielki, trochę mglisty i zdecydowanie nieprawdopodobny plan. Jednak, żeby go zrealizować potrzebowała tej niewinnie wyglądającej dziewczyny, która była podobno najmłodszym i najlepszym mechanikiem na Arce. Ona była ostatnią nadzieją Abby. Starając się oddychać spokojnie, doktor Griffin popatrzyła na tą młodą, buntowniczą twarz. - Ja... chciałabym Cię prosić, żebyś się czymś zajęła - powiedziała, rozglądając się czujnie po pomieszczeniu. Nie chciała, żeby ktoś je podsłuchał, czy też się domyślił o co chodzi. Im mniej osób wiedziało o tym planie, tym lepiej. Abby jednak musiała zaufać Raven i miała nadzieję, że dziewczyna przynajmniej na razie zadowoli się jej znikomymi wyjaśnieniami. Jak znajdą się w 'bezpiecznym' miejscu przyjdzie czas na pytania i odpowiedzi - Czy mogłabyś pójść ze mną teraz, żebym od razu mogła Ci wyjaśnić wszystko - dodała, na wypadek, gdyby dziewczyna nie była zbyt chętna, żeby z nią pójść. Naprawdę nie chciała tutaj rozmawiać o tym, o co miała zamiar poprosić Reyes. Gdyby inni członkowie Rady się o tym dowiedzieli nie tylko Abby straciłaby życie, ale również i dziewczyna. Lepiej więc było dmuchać na zimne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Warsztat   

Powrót do góry Go down
 

Warsztat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Warsztat samochodowy i myjnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Arka :: Pozostałe stacje :: stacja mechaniczna-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.