IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Most na rzece

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Most na rzece   Pon 23 Lut 2015 - 17:06

Most łączący wschodni brzeg rzeki z zachodnim brzegiem. Jest on pozostałością sprzed wojny jądrowej, przez co jest nadgryziony zębem czasu. Porośniętym mchem, jednak środek mostu jest w całkiem porządnym stanie i nie grozi zawaleniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Most na rzece   Sro 11 Mar 2015 - 23:23

Na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że coś go nurtuje, kiedy powolnym krokiem wszedł na most. Po spotkaniu z rudowłosą przedstawicielką Ludzi Nieba zdawał się kompletnie zatracić we własnych myślach, co zaowocowało tym, że zupełnie stracił czujność i przestał zwracać uwagę na to, co dzieje się wokół niego. Cała ta sytuacja była niecodzienna, powodowała u niego natłok myśli, których najchętniej by się pozbył, ale nie mógł. Nie chodziło o samą dziewczynę, która dla niego niestety pozostała bezimienna, choć fakt faktem przedstawiła mu się chwilę po tym, jak zniknął z polany. Jasne, ona również wydała mu się niebywale interesująca, ale za jej przybyciem kryło się przecież coś większego. Cały statek, którego lądowanie mogło rozpocząć wyjątkowo emocjonujący okres i dla Ziemian i dla przybyszów z kosmosu, jakkolwiek zabawnie by to określenie nie brzmiało. Z ciężkim westchnieniem godnym męczennika przysiadł na ziemi, opierając się o pokrytą mchem barierkę i odchyliwszy głowę do tyłu spojrzał w niebo. Dotarcie tutaj zajęło mu trochę czasu, bo całą drogę z trudem kolejne kroki stawiał, non stop się o coś potykając, bo nawet na tak prostej czynności skupić się nie mógł. Zastał go wieczór, a przez płynące po nieboskłonie chmury zaczynało przebijać się jasne światło księżyca. Pewnie posiedziałby tak i pojęczał nad swoim żywotem oraz tym, że się tak szybko z miejsca zdarzenia ulotnił, bo przecież ciekawiej się mogło zrobić, ale w tym momencie usłyszał szelest gdzieś w zaroślach na zachodnim brzegu. Podniósł się do kucek i wytężył wzrok, wypatrując w ciemności potencjalnego... Zagrożenia? Ciężko powiedzieć, czego się spodziewał.

_________________
Laertes
I will be here when you think you’re all alone, seeping through the cracks, I’m the poison in your bones, my love is your disease, I won't let it set you free 'till I break you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Most na rzece   Sro 11 Mar 2015 - 23:39

Krótko po tym, jak Lexa nie pozwoliła Enyi na zwiady, ta postanowiła zrobić na przekór. Właściwie, taka właśnie była Enya. Mimo bliskiego kontaktu z Lexą, prędzej czy później robiła po swojemu i nie słuchała dowódcy. W końcu, nie czekały ją jakieś szczególne cierpienia za sprzeciwienie się.
Chwyciła łuk i jeszcze przed zapadnięciem zmierzchu wyruszyła samotnie przez las w stronę, gdzie wydawało jej się, że ów statek spadł. Doskonale znała opowieści o Ludziach Nieba aczkolwiek nigdy nie sądziła, że to może być prawda. Bo to była legenda, a legendy nigdy nie okazywały się rzeczywistością.
Jedynym oczywistym towarzyszem Enyi był wnoszący się wysoko na niebie księżyc w pełni. Trzymając w dłoniach płonącą pochodnię, przemierzała powoli kolejne kilometry. Aż dotarła do mostu. Wtedy właśnie jej uszom przyzwyczajonym do głuchej ciszy lasu doszedł pewien szelest. Ktoś wyraźnie znajdował się blisko niej. Szybkim ruchem uderzyła pochodnią w piasek, tym samym błyskawicznie ją gasząc. Oparła się o pień drzewa i nasłuchiwała. Z każdym kolejnym ruchem obcego, analizowała kim, cokolwiek tam jest, jest.
Nie było to zwierzę. Nie był też to dorosły człowiek. Ktoś poruszał się niemal bezszelestnie od kilku sekund...
Enya wyłoniła się zza drzewa i wsunęła strzałkę w łuk. Wytężyła wzrok z całej siły, ale jedyne co dostrzegła to niską ciemną postać.
Chciała krzyknąć, zapytać się, kim jest, ale zamarła na moment.

_________________

Enya

„Taim yu drag raun, taim yu ge ban au.”

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Most na rzece   Czw 12 Mar 2015 - 19:47

Z każdą kolejną chwilą rosła w nim pewność, że coś kryjące się wśród drzew w rzeczywistości było kimś. Patrząc na kierunek, z którego zmierzała, wielce prawdopodobne, że wyruszyła z TonDC lub jego okolic, co dawało mu namiastek pewności, że zagrożenia z jej strony nie powinien się spodziewać. To, że był czarną owcą dla swojego klanu nie oznaczało przecież, że go zaraz będą witać strzałą między oczy! Powoli stawiał kolejne kroki, nie unosząc się z kucek i przemieścił się mniej więcej do połowy mostu, gdzie wyprostował się nieznacznie. Wbił czujne spojrzenie w miejsce, z którego dochodził szelest. Ujrzawszy ciemną sylwetkę, prawdopodobnie kobiety zmarszczył nieznacznie brwi, pokonując kolejne parę metrów. Na Żniwiarza nie wpadł, co do tego miał pewność. Z pewnym ociąganiem więc wstał z kucek, otrzepując przy okazji spodnie i przywołał na twarz krzywy, charakterystyczny dla niego uśmiech.
- Wieczorny spacerek? - rzucił w przestrzeń, zupełnie nie zastanowiwszy się nad tym, czy jego anonimowa jeszcze towarzyszka w ogóle zna angielski. Od rozmowy z Dziewczyną Nieba zdawał się skupić na tym właśnie języku, co wbrew pozorom wcale takie dziwne nie było, biorąc pod uwagę fakt, że i na co dzień częściej z niego korzystał. Ot, tak się kończy samotne błąkanie się po każdym dostępnym terenie i rozmawianie z nieznajomymi, którzy z jego ojczystego języka niewiele wykrzesać potrafią. - Dobrze strzelam, że zainteresował cię statek Ludzi Nieba? - spytał, opierając się plecami o barierkę i wyjął zza paska sztylet, by zacząć obracać go w głoniach.

_________________
Laertes
I will be here when you think you’re all alone, seeping through the cracks, I’m the poison in your bones, my love is your disease, I won't let it set you free 'till I break you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Most na rzece   Czw 12 Mar 2015 - 22:57

Słysząc głos nieznajomego, Enya spróbowała go w głowie dopasować do jakiejś osoby. Nie potrafiła tego zrobić. Wiedziała natomiast, że na pewno jest to chłopak z jej wioski. Nie mogła to być obca osoba ani żniwiarz. Po pierwsze: angielski. Po drugie: Ludzie Nieba nie byliby na tyle odważni, gdyby zauważyli coś niepokojącego w lesie.
Przygryzła wargę, zastanawiając się co odpowiedzieć. Nim uchyliła wargi, zeskoczyła z pagórka i zrobiła kilka dużych kroków. Stanęła na krańcu mostu i spojrzała na postać. Jej oczy już przywykły do ciemności, więc wbrew pozorom coś dostrzegała.
Schowała strzałę z łukiem za siebie i podeszła jeszcze bliżej nieznajomego.
Chłopak był kilka centymetrów niższy od niej i niewiarygodnie drobny.
- Można tak powiedzieć - odpowiedziała, zachowując dystans. Jej głos był zimny, pozbawiony emocji. Zawsze przybierała taki ton, kiedy nie ufała komuś. - A ty? - zapytała, widząc w jego dłoniach sztylet. Zatrzymała się dwa metry od chłopaka i rozejrzała. Siedział samotnie. To było podejrzane. Z jednym sztyletem wybrał się na spacer? Na dodatek nocą? Prawdziwy Ziemianin wiedział, że po zapadnięciu zmroku czyha tu jeszcze więcej niebezpieczeństw.

_________________

Enya

„Taim yu drag raun, taim yu ge ban au.”

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Most na rzece   Nie 22 Mar 2015 - 19:08

O matko, dziesięć dni z tym postem zwlekałam, jestem okropna, przepraszam, to się już nie powtórzy Sad
Nic dziwnego, że Enya nie była go w stanie rozpoznać - choć niewątpliwie byli z tego samego klanu i oboje przyszli na świat tego samego roku w TonDC, Laertes trzymał się od tego miejsca z daleka. Zazwyczaj. Zdarzało mu się zapuszczać na te tereny, bo jednak były mu dobrze znane i był tu teoretycznie bezpieczny, ale nie uśmiechało mu się utrzymywanie kontaktu z kimkolwiek z miejscowych. Zdecydowanie wolał szwendać się po lasach setki kilometrów stąd, gdzie jedynym towarzystwem byli mu podróżnicy i inne plemiona, którym mógł trochę życie ubarwić swoją obecnością. Nikt, kto znał jego czy też jego matkę. Na bycie kompletnym wyrzutkiem co prawda nie zdarzyło mu się jeszcze narzekać, ale tytuł ten o wiele milej było słyszeć z ust innych, kiedy mówili tak w odniesieniu do jego zachowań i charakteru, a nie błędów popełnionych przez matkę. On chciał być znany z własnych pomyłek i potknięć, nie tylko dlatego, że urodziła go zdrajczyni klanu. Podejście dziwne, nie da się ukryć.
Kiedy tylko zdecydowała się podejść bliżej posłał jej cień uśmiechu, by zaraz pójść w jej ślady i również przybrać dość poważny jak na niego wyraz twarzy. Może i zazwyczaj lubił bawić się rozmową, jednak tego dnia chęci do tego zupełnie go opuściły. - Wracam stamtąd - mruknął, powoli przenosząc wzrok na trzymany przez nieznajomą łuk. - Nie wydają się groźni, jeśli interesuje cię ta kwestia - dodał po krótkiej chwili, przerywając wiszące między nimi milczenie i wykrzywił usta; teoretycznie miał to być uśmiech, w praktyce wyszedł dziwny, rozbawiony grymas.

_________________
Laertes
I will be here when you think you’re all alone, seeping through the cracks, I’m the poison in your bones, my love is your disease, I won't let it set you free 'till I break you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Most na rzece   

Powrót do góry Go down
 

Most na rzece

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: west-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.