IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ścieżka południowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Ścieżka południowa   Pon 23 Lut 2015 - 19:22

Ścieżka umożliwiająca wejście do wioski od południa. Zawsze dobrze strzeżona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Nie 17 Maj 2015 - 20:28

Wojownicy, którzy mieli patrolować okolicę w których spadła metalowa puszka przez większość czasu się nudzili. Wydawało im się, że ci, którzy spadli z Nieba, są bandą niegroźny osób, które szybciej zginą, niż zaatakują TonDC, czy też w jakikolwiek sposób zagrożą trigedakru. Patrole były więc naprawdę nudne i nic ciekawego się nie działo. Niektórzy zaczynali nawet uważać, że przebywanie na wschodzie nic im nie daje, tylko bardziej osłabia ich lud. Parę osób nawet głośno pomstowało, że należy wrócić do osady, bo tam są potrzebni, a nie tutaj - gdzie nie było nic ciekawego i gdzie nie działo się całkowicie nic. Część wojowników wciąż nie mogła wymazać z pamięci ostatnich wydarzeń na granicy TonDC, gdzie zginęło tylu świetnych wojowników, a w tym jeden z generałów. Czy w takim wypadku nie powinni się zajmować problemem Żniwiarzy, który należało raz na zawsze rozstrzygnąć, a nie uganiać się za skaikru? Być może nie wszyscy tutaj przebywający mówili o tym głośno, ale duża większość o tym myślała. Urodzili się po to, żeby walczyć, a tutaj nie mieli z kim walczyć, nie mieli nawet co robić.
Nie ma się więc co dziwić, że kiedy w końcu dotarli do rzeki, nie bardzo wiedzieli jak mają odebrać to, co ukazało się ich oczom. Afrah. Dziewczyna, która postanowiła żyć w odosobieniu leżała martwa na brzegu rzeki. Kiedy tylko jeden z wojowników, Amulius, uklęknął koło ciała, wiedział, że nie jest to ani robota Żniwiarzy, ani żadnego dzikiego zwierzęta: ci pierwsi prawdopodobnie by po prostu skonsumowali dziewczynę, a zwierzęta.. cóż, zwierzęta chyba jeszcze nie posługują się nożem prawda? Afrah miała poderżnięte gardło i nawet Amulius, który nie znał się na medycynie mógł to śmiało stwierdzić. Kiwnął na dwóch niższych rangą wojowników, żeby przygotowali się do transportowania zwłok i wstał, żeby przemówić do reszty. - Teik's go back kom the stegeda* - powiedział głosem, nie znoszącym sprzeciwu. Wszyscy chcieli wrócić do TonDC, a teraz mieli na to szansę i, co ważniejsze, dobry powód.

***

Poruszanie się cicho po lesie, zwłaszcza kiedy trzeba było ze sobą nieść zwłoki nie było łatwe. Jednak na zwiady w pobliże puszki z Nieba wybrali się jedni z najlepszych wojowników, więc droga nie była dla nich tak ciężka, jak dla kogoś, kto nie miał tak dużej wprawy jak oni. Po paru godzinach marszu znaleźli się na skraju TonDC, żeby podążyć ścieżką południową w stronę samego centrum. Nie dane jednak było im przejście dalej, gdyż zatrzymali ich strażnicy. - Amulius, chit laik yu doing hir?** - zapytał jeden ze strażników, lecz wtedy jego wzrok padł na martwe ciało niesione przez dwójkę wojowników z oddziału Amuliusa - Afrah.... - wyszeptał mężczyzna, patrząc w puste oczy dziewczyny, która parę lat temu obiecywała mu, że zostanie jego żoną. Zamieszanie na skraju wioski spowodowało, że coraz więcej osób zaczęło się pojawiać, żeby przyjrzeć się temu, co się dzieje i dowiedzieć się, dlaczego wojownicy, wysłani przez hedę, wrócili ze swojej misji. - Stedaunon gada***... - wyszeptała starsza kobieta, po chwili dodając jeszcze cichszym szeptem - Yu gonplei ste odon - co zostało powtórzone przez innych, stojących koło kobiety. Przez sekundę, która zdawała się trwać godzinami panował cisza, przerywana jedynie szumem wiatru. W końcu jednak ktoś musiał coś powiedzieć. Zadać to pytanie, które zadawali sobie wszyscy, ale bali się je wypowiedzieć na głos - Chon did em***?! - wykrzyknął, potężnie zbudowany mężczyzna - Skaikru! Em souda be emo*****! - zaczął ktoś inny krzyczeć, a reszta zgromadzonych podjęła hasło skaikru, które zaczęło być powtarzane jak echo roznoszone po całym TonDC. Czyżby teraz nadszedł czas, kiedy trigedakru ruszą na wojnę?

ZAPRASZAM WSZYSTKICH CZŁONKÓW GRUPY GROUNDERS DO UDZIAŁU W "DYSKUSJI" I POWSTRZYMANIA LUDZI LUB TEŻ PRZYŁĄCZENIA SIĘ DO OGARNIAJĄCEGO WIOSKĘ CHAOSU!



*wracajmy do wioski
**co tutaj robicie?
***martwa dziewczyna
****kto to zrobił
*****to muszą być oni
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Wto 19 Maj 2015 - 21:53

Dziwne zrządzenie losu sprawiło, że Lincoln był akurat w TonDC, kiedy rozpoczęło się to całe zamieszanie. Właściwie miał już nawet je opuszczać, jednak zbiegowisko przy południowym wyjściu z wioski zagrodziło mu drogę. Przede wszystkim jednak - wzbudziło jego zainteresowanie. Nieco bardziej wyczulony po ostatnich wydarzeniach na granicy, zbliżył się czym prędzej do powiększającego się tłumu, a że same niosące się po nim głosy powtarzanych, niewiele mu tłumaczących haseł mu nie wystarczały, utorował sobie również drogę praktycznie do centrum całego zamieszania.
I wtedy zrozumiał.
Zamarł, na krótki moment ignorując to, co działo się wokół niego. W tym czasie wpatrywał się tylko w - jak miał wrażenie - niespokojną twarz Afrah, którą trzymał w ramionach jeden z wojowników. Niespokojną... mimo że też niezaprzeczalnie martwą. Nie potrafił się powstrzymać przed myślą, że właściwie już dawno jej nie widział. I że jakkolwiek go to wcześniej nie zaniepokoiło. Oczywiście nigdy nie umawiali się, że będą się widywać o ustalonych porach, co ustaloną ilość dni. Wręcz przeciwnie, ich spotkania były przypadkowe. Niekiedy spontaniczne. Od kiedy dziewczyna była zmuszona opuścić wioskę, Lincoln starał się jej pomagać. Tyle chociaż, na ile pozwalały właśnie takie nieregularne spotkania. Z jednej strony była tylko kolejnym przykładem na to, że nie zawsze zgadzał się z decyzjami swoich przywódców. Chociaż sam jeden nie mógł jej przyzwolić powrotu do TonDC, to przynajmniej mógł pomóc jej przetrwać poza nim. Z drugiej jednak... w końcu nie pomagał jej tylko dlatego, że była kolejną ofiarą systemu, z którym nie zawsze do końca się zgadzał. Zależało mu na niej... na tym, by przetrwała. Mimo że nigdy jej tego nie powiedział... mimo że nigdy dotąd nie przyznał nawet tego przed samym sobą... była mu bliższa, niż mogłoby się wydawać. Praktycznie, jak młodsza siostra, której nigdy nie miał.
Dlatego, kiedy po tłumie zaczęło się rozchodzić cicho powtarzane hasło yu gonplei ste odon, a zaraz potem znów ucichło, Lincoln miał ochotę krzyczeć.
Jus drein jus daun - powtarzał w kółko coraz głośniejszy głos w jego głowie. - Jus drein jus daun. Jus drein jus daun! Jus drein jus daun! JUS DREIN JUS...
Skup się!, rozkazał sam sobie. Głos przycichł, ale nie ucichł zupełnie. Nawet wtedy, gdy wokół zaczęło się roznosić powtarzane przez prawie wszystkich słowo skaikru. Chociaż Lincoln chciał uciszyć te prawie że nawołujące do ataku okrzyki, przez krótki moment nie zabierał głosu. Szybkie spojrzenie po ciele Afrah potwierdzało, że nie mógł jej zabić żaden Żniwiarz. W końcu nie zostawiłby ciała. Najprawdopodobniej nie mogło być to też żadne zwierzę. Żadne z nich w końcu nie używa pazurów do tego podżynać gardła - przynajmniej nie celowo. Górale za to nie posłuchali się bronią białą. Co prawda nie zdążył też zauważyć, by Ludzie Nieba takową w ogóle posiadali, ale... czyżby? Istniała też możliwość, że to ktoś z Ziemian, ale po co ktokolwiek z nich miał to robić? Skoro już i tak ją wygnali...
- Chil au!* - odezwał się w końcu, jednak zbyt cicho, by jego głos obiegł wszystkich zebranych. Zrobił więc dwa kroki do przodu, wstępując jednocześnie w samo centrum całego zbiegowiska. Raz jeszcze spojrzał na Arah, by w końcu obrócić się przodem w stronę ludzi. - Chil au! - powtórzył już głośniej, a gdy zauważył, że chociaż część zwróciła na niego większą uwagę, dodał: - Oso nou get in chon bilaik don dula dison op!**
Nie pierwszy raz stawał przeciwko jakiemuś popularnemu głosowi wśród swoich współtowarzyszy życia. Po raz pierwszy jednak czuł związany z tym ogromny ciężar. Wiedział, że jest jednym z niewielu, którzy w ogóle biorą pod uwagę to, że skaikru jednak nie są żadnym zagrożeniem. Wiedział, że jeśli do jakiegokolwiek pokoju między Ludźmi Nieba i Ziemianami ma nastąpić (a miał na to nadzieję), musiał się bardzo postarać. Przede wszystkim właśnie on. Jednocześnie jednak chciał zemsty za zabójstwo Afrah. Kto wie, być może bardziej, niż ktokolwiek z tych tutaj zebranych. Musiał jednak myśleć trzeźwo. Nie pozwolić, by ten wciąż słyszalny w jego umyśle głos - jus drein jus daun - całkowicie przejął nad nim kontrolę. Nie chciał zemsty na niewinnych. To nie wchodziło w ogóle w grę.


* Calm down!
** We don't know who did this!

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Czw 21 Maj 2015 - 20:30

/jakiś czas po spotkaniu Ripy

Mimo że Deimos należał do osób, które ciągle były w ruchu i mógłby spędzać prawie cały swój czas poza TonDC, to jednak czasami nawet on potrzebował odpoczynku i kilku chwil odpoczynku w swoim 'domu'. Nie samymi zwiadami człowiek żyje, a chwile wytchnienia potrzebne są każdemu, coby można było złapać oddech i mieć siłę na dalsze działanie. Dlatego też w momencie, kiedy wszyscy zaczęli się zbierać, Deimos był w trakcie drzemki. Nie, żeby był jakimś śpiochem, jednak cała noc na zwiadach robiła swoje, a z racji tego, że z nie był z niego żaden superbohater, który nie musiał spać i jeść, potrzebował chociaż godzinki snu. Nie dane mu jednak było wypocząć, bo w miasteczku wybuchło zamieszanie. Ciężko było nie usłyszeć podniesionych głosów, które roznosiły się po całym TonDC. Chcąc nie chcąc, przeklinając przy tym pod nosem, mężczyzna podniósł się ze swojego posłania. Zazwyczaj mieszkańcy tego miejsca byli spokojni i każdy zajmował się swoimi własnymi sprawami. Jedni pilnowali dzieci, inni zajmowali się zwierzętami, a jeszcze inni uprawiali rolę. Rzadko kiedy dochodziło do sytuacji, w której z chwili na chwilę wybucha taki raban. Właśnie to było powodem, dla którego Deimos nie mógł tego zignorować. Skoro po drugiej stronie TonDC można było usłyszeć głosy ludzi znajdujących się na ścieżce od strony południa, to na pewno nie było to coś błahego.
Przyczepiając sobie miecz do pasa, Deimos ruszył w stronę tego całego 'zgromadzenia'. Miał taką cichą nadzieję, że to wszystko było tylko jaką bezsensowną kłótnią, która trochę wymknęła się spod kontroli. Niestety jak tylko znalazł się bliżej zrozumiał, że właśnie w tym momencie mogą się zacząć ich kłopoty. Jego wzrok od razu padł na martwą dziewczynę i, jak na wojownika przystało odruchowo mruknął Yu gonplei ste odon, mimo że nawet nie znał imienia martwej. W tym samym momencie przemówił Lincoln. Trudno było nie przyznać mu racji - nie wiedzieli kto za tym stał, chociaż już od razu można było wykluczyć Żniwiarzy i Górali. Dzikie zwierzęta również nie mogły za tym stać, bo te raczej nie posługują się ostrymi narzędziami, które byłyby w stanie zadać taką ranę. No i jakby to były zwierzęta, to raczej zwłok by nikt nie znalazł. Tak czy inaczej, lepiej było uspokoić tłum. Nie było dobrym pomysłem, żeby teraz wszyscy ruszyli w miejsce obozowiska skaikru. Najpierw powinni spotkać się z hedą i wszystkimi generałami, a potem dopiero podejmować działania.
- Em don ge ban au. En could frag em op* - stwierdził, przyglądając się ranie. Nie był do końca pewny, czy faktycznie każdy by mógł ją zabić, ale w końcu nie byli jedyny klanem. Istniało prawdopodobieństwo, że członkowie innych klanów przybyły aż na ich terytorium, żeby sprawdzić czym był obiekt, który spadł z Nieba. Właściwie to nawet, jeżeli tak nie było, to nie do tłumu należała decyzja co z tym zrobić. - Osir gaf chich heda op.** - dodał, prostując się i rozglądając po zgromadzonych. Bez względu na to, czy chcieli pomścić dziewczynę, czy też nie, to nie do nich należała decyzja. Zresztą - sami ją najpierw wygnali, a teraz chcą szukać sprawiedliwości? Trochę za późno już chyba na to było.


*była wygnana. każdy mógł ją zabić
**powinniśmy porozmawiać z hedą

_________________

better the butcher than the meat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Nie 24 Maj 2015 - 0:43

//po rozmowie z Deimosem

Kiedy do okolic ścieżki południowej zaczęły zbiegać się tłumy przypadkowych gapiów, Ripa nie mogła powstrzymać nieposkromionej ciekawości i podążyła za zaniepokojonymi głosami mieszkańców TonDC. Jej serce trzepotało jak zraniony w skrzydło ptak, ale nie umiała określić, czy działo się to z obawy, czy narastającej ekscytacji. Przemknęła gdzieś w okolicach pasa zmartwionego nieco mężczyzny i wysunęła niemal na sam przód – zachowała jednak bezpieczny dystans. Chciała zostać niezauważona i niczym leśny (oraz może nieco krwiożerczy) duszek poznać wszelakie sekrety, dowiedzieć się, jakie tragiczne wydarzenie musiało mieć miejsce, aby przykuć uwagę tak wielu osób.
No i dowiedziała się. Zginęła kobieta? Wywołało to panikę? Wszyscy szaleli? Jej umysł nie był w stanie pojąć, dlaczego tak trywialny wypadek wywołał wszechobecny popłoch. Co chwilę któryś z ich wojowników ginął w męczarniach i poświęcał życie dla dobra ogółu – śmierć od zawsze zdawała się jej być nieodłącznym elementem życia klanu. Dlaczego więc tym razem miało to większe znaczenie niż zwykle?
Padło hasło skaikru i serce jeszcze raz zabiło jej szybciej, tym razem zdecydowanie z powodu podekscytowania. Ten cudowny, metalowy motyl – przez innych nazywany puszką, jednak według Ripy nie oddawało to brutalnego piękna tego czegoś – fascynował ją do granic możliwości, pobudzał adrenalinę dudniącą miarowo w żyłach i stanowił przedmiot jej niekończących się przemyśleń. Kim byli skaikru? Jakie mieli zamiary? Skąd się tu wzięli? Czy byli istotami boskimi? Czym różnili się od ludzi, których znała?
Uparcie milczała i z uwagą wsłuchiwała się w słowa padające chaotycznie ze wszystkich stron – może i miała swoje zdanie oraz chciała je wyrazić, jednak pomimo dziecięcej naiwności zdawała sobie sprawę, że nikt nie posłucha trzynastoletniej niedoszłej wojowniczki. Z racji jej młodego wieku niewiele osób traktowało ją jak równą sobie, lecz woleli podchodzić do niej z pewną rezerwą. No cóż.
Ripa wielkimi oczami spoglądała to na Deimosa, to na Lincolna, to na ludzi niosących ciało martwej dziewczyny. Po krótkiej chwili lekko zmarszczyła blade czoło; niemal można było dostrzec, że jakieś natarczywe myśli obijały się o wnętrze czaszki dziewczynki.
- Nou foto* - mruknęła pod nosem sama do siebie.

*Nieźle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Nie 24 Maj 2015 - 22:04

Z każdą kolejną sekundą na ścieżce pojawiało się coraz więcej osób. Niektórzy odchodzili, uznając, że to co się tutaj dzieje nie jest warte ich czasu, ale zdecydowanie więcej było takich, którzy albo chcieli wtrącić swoje trzy grosze, albo po prostu chcieli obserwować rozwój wypadków. Ci, którzy zostali na pewno byli wstrząśnięci. Być może ich zachowanie było takie, a nie inne, gdyż większość z nich wciąż miała w pamięci spadający na Ziemię przedmiot z Nieba. Było to coś, czego wcześniej nie widzieli, a wiadomo, że to co nowe zawsze wywołuje w ludziach strach. To nie było tak, że jakoś specjalnie przejmowali się zabójstwem Afrah. To oni ją wypędzili i skazali na życie w samotności, narażając ją na śmierć, ale teraz to się nie liczyło. Nikt nawet nie pomyślał, że osobą, która zabiła dziewczynę był ktoś z nich. Co chwilę było słychać czyjeś głosy i pomimo tego, że to co mówił Lincoln, czy też Deimos miało sens, to jednak większość raczej nie miała zamiaru tego słuchać. Strach był silniejszy niż cokolwiek innego, a perspektywa tego, że skaikru mogli się okazać kolejnym zagrożeniem dla Klanu powodowała, że połowa mieszkańców TonDC nie była w stanie zmrużyć oka w nocy. W tym zamieszaniu dało się usłyszeć głos jednego ze staruszków, który w pewnym momencie wykrzyknął - Jus drein jus daun! - a już po chwili podchwycił to kolejny głos. Kobieta z dzieckiem na rękach zaczęła wtórować Jus drein jus daun, jus drein jus daun!, tak samo jak paru młodszych wojowników. Każda kolejna sekunda powodowała, że słowa te rosły w siłę. Najpierw dwie osoby, potem trzy, następnie pięć, aż w końcu. Nagle nie dało się usłyszeć już nic innego, tylko gniewne JUS DREIN JUS DAUN, które to wciąż i wciąż rosło w siłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Pon 25 Maj 2015 - 3:26

Lincoln bez słowa skierował na chwilę twarz w stronę Deimosa i skłonił lekko głowę. Chociaż wiedział oczywiście, że mężczyzna nie zrobił tego dla niego, to jednak wdzięczny był, że postanowił również wziąć udział w uspokajaniu tłumu. Zamiast - jak co poniektórzy - zignorować wszystko i wrócić do swojego zajęcia.
Niestety, jak się szybko okazało, ich dotychczasowe słowa nie były wystarczające. Ludzie wciąż byli chętni ruszać do ataku na skaikru. Wciąż chcieli pomścić śmierć dziewczyny, którą właściwie sami na tę śmierć skazali, wyrzucając ją z wioski. Lincoln jednak czuł, że chodzi o coś więcej. Gdy po tłumie zaczęło się rozchodzić hasło, które jeszcze wciąż pobrzmiewało w jego głowie, wiedział już, że nie chodzi tylko o Afrah. Że być może w ogóle właściwie poza nim nikomu już o nią nie chodziło.
- Nou! Chil au! Chil au! Posłuchajcie mnie przez chwilę! - krzyczał, próbując dotrzeć swoim głosem do jak największej liczby osób, ale wokół nadal rozchodził się praktycznie zagłuszający jego głos hałas. Mimo wszystko próbował dalej... być może dotrze chociaż do tych stojących najbliżej?
- Oso gada noseim veida in to gon raun! Fousen veida! Veida chon frag oso op! Frag gonakru op!* Nie bezbronną dziewczynę w środku lasu... - wybacz, Afrah - a naszych najlepszych wojowników! Nie tym powinniśmy się martwić przede wszystkim?!
Nie robił sobie zbytnich nadziei. Wiedział, że prędzej czy później, nawet jeśli teraz uspokoją swój lud i skupią go na czymś innym, w końcu temat skaikru znów wypłynie. Lincoln jednak potrzebował tego czasu... By do tego najgorszego jednak nie dopuścić. Albo przynajmniej przygotować na jego ewentualność obie strony.

* Mamy innego wroga, o którego powinniśmy się martwić! Prawdziwego wroga! Wroga, który nas zabija! Zabija wojowników!

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Wto 26 Maj 2015 - 23:40

Żądny krwi tłum nigdy nie był niczym dobrym, więc po prostu trzeba było zacisnąć zęby i ich uspokoić. Czy Deimos przejmował się losem Afrah? Albo losem skaikru? Prawdę mówiąc to nie za bardzo, ale nie miał za bardzo ochoty, żeby ta zgraja w większości niezbyt wyszkolonych ludzi ruszyła na "wojnę". Zresztą czy rozpoczynanie wojny z powodu śmierci dziewczyny, której nikt tutaj nie chciał było rozsądne? Sami skazali ją na śmierć, a teraz wielce chcieli sprawiedliwości. Hipokryzja level max, jakby ktoś pytał o zdanie Deimosa.
Jak można było się spodziewać, większość zgromadzonych nie słuchała głosów rozsądku, które to były reprezentowane przez Lincolna i Deimosa. Nie, lepiej krzyczeć i się buntować, żądać krwi, mimo że wcześniej nikt by palcem nie ruszył, gdyby spotkał konającą Afrah na swojej drodze. Coraz głośniejsze, a zarazem gniewniejsze okrzyki tłumy skomentował wywróceniem oczami. Ich pompatyczność była po prostu porażająca i prawdopodobnie, jakby chodziło o coś innego, to Deimos machnąłby ręką i odszedł. Sytuacja jedna stawała się coraz bardziej poważna, a z racji tego, że jednak porządny był z niego facet, nie chciał zostawiać Lincolna samego z tą bandą. Dlatego też, kiedy pomimo słów i próśb o spokój, młodzi wojownicy wciąż skandowali swoje hasło, Deimos podszedł do najbliższego z nich i zdzielił go w głowę, co spowodowało, że mężczyzna wylądował na ziemi. - Em pleni!* - wykrzyknął z nadzieją, że chociaż na chwilę się przymkną. Jednocześnie położył prawą rękę na mieczu, który znajdował się przy jego pasie - Shof op. Posłuchajcie go, zanim ruszycie na bezsensowną walkę z nawet nie wiadomo kim - wskazał na Lincolna, który chyba jako jedyny w tym całym towarzystwie mówił z sensem. Żniwiarze byli poważniejszym problemem i, nawet jeżeli nie oni zabili tą dziewczynę, to jednak zabili Victora i paru świetnych wojowników zaledwie parę dni temu pod samą granicą wioski. Jeżeli już mieli na kogoś ruszy, to lepiej było zaatakować tych, którzy zadawali im realne straty. - Heda zadecyduje co zrobić - stwierdził, jakby to całkowicie przesądzało sprawę. Nikt z zebranych tutaj osób nie miał mocy, żeby zadecydować o czymkolwiek, więc chyba dalsze żądanie krwi było całkowicie bezsensowne.


*wystarczy

_________________

better the butcher than the meat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Nie 31 Maj 2015 - 22:20

Jak to bywa w takich sytuacjach konfliktowych, w zbiorowisku pojawiły się zarówno osoby, które zgadzały się z Lincolnem, twierdząc, że mają gorszych wrogów niż jacyś ludzie, którzy przylecieli z Nieba, a także popierali stanowisko Deimosa, uważając, że to heda powinna postanowić co powinni zrobić. Znaleźli się jednak też tacy, którzy mieli to wszystko głęboko gdzieś i domagali się krwi. Czy naprawdę chcieli pomścić Afrah? Raczej nie. Może po prostu mieli za mało obowiązków, a w związku z tym chcieli się jakoś rozerwać. Jednak i tak w takiej sytuacji powinni się zająć problemem Żniwiarzy, a nie uganianiem się za skaikru. Niestety żadne racjonalne argumenty do nich nie przemawiały i, zamiast posłuchać dwóch przemawiających z rozsądkiem wojowników, to woleli upierać się przy swoim. Jedne ze starszych wojowników, który to nie za bardzo aprobował styl życia Lincolna popatrzył na mężczyznę z niesmakiem w oczach - Natrona* - mruknął, spluwając na ziemię. Mimo, że teoretycznie zgadzał się z tym, co mówił Lincoln to i tak nie miał zamiaru go poprzeć. Był pewien, że mężczyzna coś ukrywa, chociaż nie miał na to żadnych dowodów. Po prostu uważał, że ktoś, kto z własnej woli odchodzi z ich wioski i mieszka samotnie nie jest godzien zaufania. Dlatego też w 'odpowiedzi' na pytanie Lincolna krzyknął tylko - Jus drein jus daun!! - ignorując całkowicie jego rozsądne słowa.
Sprawy przybierały coraz bardziej nieciekawy obrót, zwłaszcza po zaatakowaniu przez Deimosa jednego z młodszych wojowników. Jego przyjaciele od razu zaczęli patrzeć na niego spode łba. Największy z nich i prawdopodobnie też najgłupszy postanowił przemówić - Tchórze! - krzyknął, coby się pochwalić, że również zna język angielski. Co prawda wśród wojowników nie było to niczym nadzwyczajnym, ale mężczyzna ów uważał się przez to za wyjątkowego - Sir don kom frag em**! - kontynuował, nawet nie precyzując kim 'oni' są. Dla niego najważniejsze było to, że przeleją czyjąś krew, bez względu, czy będzie to ktoś winny, czy też zupełnie niepowiązany ze sprawą śmierci Afrah.
- Ai don em!*** Uprowadźmy kogoś ze skaikru, żebyśmy wiedzieli jaką mamy broń, a potem ich wszystkich zabijmy! - wykrzyknął kolejny wojownik, a jego słowa zostały przywitane okrzykami aprobaty. Tego typu pomysły nie mogły przynieść nic dobrego, zwłaszcza, że były proponowane przez największych półgłówków wśród wojowników.

* zdrajca
** musimy ich zabić
*** już wiem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Nie 7 Cze 2015 - 16:00

Siedziała, słuchała i nie miała najmniejszego zamiaru wtrącić się w buchające ogniem nienawiści dyskusje, lecz w pewnym momencie poddała się, nie mogąc już więcej słuchać uporczywych dyskusji otaczających ją ludzi. Otworzyła już nawet usta, żeby dorzucić swoje trzy grosze (mniejsza z tym, że zostałyby one kompletnie zignorowane), ale wtedy wśród tłumu dostrzegła nieprzyjemny wzrok swojego opiekuna, który najpewniej próbował jej w ten sposób przekazać, żeby się, cholera jasna, nie mieszała w sprawy wojenne i zamknęła swoją jadaczkę na cztery spusty. W pierwszej chwili posłuchała, mimowolnie domykając usta, jednak po chwili w jej krwi zaszalał jakiś buntowniczy puls – dlaczego miałaby go słuchać? Co on może wiedzieć? Dlaczego to on ma mówić, co ona, Ripa, wyjątkowa wojowniczka, ma czynić? Nigdy nie próbował jej ojcować, dlaczego teraz nagle zaczął o nią dbać?
- Mogę pójść na zwiady – powiedziała w końcu, nie będąc pewna, jak to możliwe, że te słowa wyszły z jej ust po długim duszeniu ich w gardle. - Ai laik strik goufa.* Nikt nie będzie mnie podejrzewał. Nikt mnie nie zauważy. - Te słowa powiedziała z goryczą ledwie słyszalną w jej głosie, po czym zerknęła na Deimosa, którego wyłowiła w tłumie wojowników. Była wyjątkowo ciekawa jego reakcji (to zabawne, że zdanie wszechobecnych krzykaczy w ogóle jej nie obchodziło); potem przeniosła wzrok na swojego opiekuna, w którego oczach coś płonęło. Ona za to uśmiechnęła się tylko, chcąc jeszcze bardziej go zirytować. Już postanowione. Nawet jeśli spotka się z dezaprobatą swoich pobratymców, wymknie się z obozu, kiedy tylko zrobi się ciemniej, zmyje z twarzy wojenne barwy i spróbuje się do wiedzieć, kim naprawdę są skai kru. Może nawet uda jej się to przeżyć.

*Jestem małą dziewczynką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Pon 22 Cze 2015 - 0:47

Lincoln rozejrzał się po zgromadzonych z cichą nadzieją, że słowa jego i Deimosa przynajmniej póki co ostudzą w ludziach chęć mordu skaikru. Zignorował też to splunięcie i słowa jednego ze starszych wojowników, już nauczony przyjmować takie rzeczy z obojętnością. Przynajmniej pozorną. Bo mimo wszystko niełatwo było słyszeć takie słowa od swoich ludzi. A mężczyzna nie był w końcu pierwszym, który mniej lub bardziej otwarcie oznajmiał mu, że tak do końca, w pełni do TonDC nie należał. Lincoln jednak o tym wiedział, już od dawno. Przecież nie bez przyczyny wyprowadził się poza wioskę.
Kolejna metoda na uspokojenie tłumu, zaprezentowana po chwili przez Deimosa na jednym z młodych wojowników, do niego nie przemawiała. Nie powstrzymał go jednak, licząc na to, że może to chwilowo przemówi wszystkim do rozsądku. Sam jednak nie zamierzał się w to włączać. Niestety... wszystko z każdą chwilą zmierzało w coraz gorszym kierunku. Nieważne, czego nie próbowaliby robić.
- Jeśli kogoś uprowadzimy, wtedy sami stworzymy sobie nowego wroga! Wysyłajmy dalej zwiadowców, w ten sposób dowiemy się, czy są zagrożeniem. W tej chwili skaikru mogą nawet nie wiedzieć o naszym istnieniu! - co do tego ostatniego, oczywiście wiedział, że nie jest to prawda. Przynajmniej w stosunku jednej z dziewczyn nieba. Pozostawił to jednak dla siebie. - Taka jest moja propozycja. Decyzję i tak podejmuje heda - dodał, powtarzając przy okazji to, co już parokrotnie zdążył powiedzieć Deimos. Do ludzi jednak póki co to chyba nie dotarło i gotowi byli sami ruszyć na podbój skaikru.
Kiedy odezwała się jedna z młodszych dziewczyn - dziewczynka właściwie - Lincoln pokręcił szybko głową. Gdyby był w innej sytuacji, napewno tak łatwo by nie zignorował jej i jej słów. Tak łatwo by jej nie zlekceważył, ani nie odrzucił na starcie jej chęci pomocy. W końcu wśród nich sporo wybitnych wojowników było kobietami. Bardzo wiele z nich zaczynało też w bardzo młodym wieku. A jednak... Mimo że starał się tego nie okazywać, był poddenerwowany. Zirytowany. Zmęczony. I powoli ulatywała też z niego nadzieja, że to wszystko nie skończy się jednak jedną wielką jatką na (być może) niewinnych. Dlatego też od razu propozycję dziewczynki odrzucił. I dlatego właśnie odezwał się do niej, trochę na odczepnego, tymi oto słowami:
- Mamy wystarczającą ilość doświadczonych zwiadowców.
A zaraz potem odwrócił wzrok z powrotem w stronę tych, którzy w całym tym zbiegowisku udzielali się najwięcej i najgłośniej.

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Ziemianin
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Pon 22 Cze 2015 - 19:15

Sytuacja z każdą kolejną minutą stawała się coraz bardziej nieprzyjemna. Nikt z nich nie powinien podejmować samodzielnych decyzji, zwłaszcza w tak ważnej sprawie. Wbrew wszystkiemu nie byli dzikusami, mieli określoną społeczność, może i niezbyt idealną, ale mieli przywódcę, który ich prowadził. I właśnie na decyzję hedy powinni poczekać, a nie bawić się w samosądy. Ciężko jednak było wytłumaczyć coś tak oczywistego tłumowi, który nie chciał słuchać. Zwłaszcza młodym wojownikom, którzy tak bardzo chcieli udowodnić, że są odważni i pomysłowi. Być może dlatego Deimos przywalił jednemu z nich, ale cóż... Ile można słuchać tego samego w kółko? Tak, skaikru byli ich problemem, jednak nie było to jednoznaczne z tym, że byli dla nich zagrożeniem.
Słuchając tych wszystkich banialuków, Deimos nie mógł się powstrzymać przed wywracaniem oczami. Uczepili się jednego i w kółko bez sensu drążyli. Jednak na słowa Lincolna pokiwał głową. Całkowicie się z nim zgadzał. - Jeżeli kogoś porwiemy, to na pewno skaikru będą chcieli się zrewanżować - stwierdził. To był tak absurdalny pomysł, że aż dziw brał, że ktoś to popiera. W tym momencie zaczął się zastanawiać gdzie się podziały się mózgi większości mieszkańców wioski. Czy naprawdę tylko jego i Lincolna było stać na zdrowy rozsądek?
- Hada postanowi, bez niej nikt nie ma prawa nic zrobić - powtórzył za Lincolnem. To Lexa była przywódczynią i takie decyzje należały do niej. Co innego, gdyby skaikru faktycznie ich zaatakowali, albo w jakiś sposób zagrozili ich Klanowi. Jak na razie nie zrobili jednak nic, poza samym faktem bycia tutaj. Jeżeli dobrze pójdzie, sami się wybiją, albo umrą z głodu i nie będzie już problemu, bo sam się rozwiąże. Słowa wypowiedziane przez Ripę spowodowały, że Deimos po raz kolejny wywrócił oczami. Z pozoru był to dobry pomysł, ale.. cóż, wciąż nie najlepszy.
- Pojawienie się małej dziewczynki, która samotnie siedzi w lesie na pewno nie będzie w żaden sposób podejrzane - skomentował tylko. Nie po to mieli wyszkolonych zwiadowców, którzy potrafili ukryć swoją obecność, żeby wysyłać na zwiady małe dzieci. To nie było nic osobistego, dobrze, że Ripa chciała pomóc, ale teraz potrzebowali spokoju, a nie pomocy, czy też kolejnych ludzi zaangażowanych w ten wyimaginowany konflikt.

_________________

better the butcher than the meat
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   Pon 22 Cze 2015 - 19:26

Po słowach Lincolna spora grupa, chociaż bardzo niechętnie, w końcu przyznała mu rację. Nie mogli się z tym spierać. Skoro skaikru o nich nie wiedzieli, to najlepiej było, żeby tak pozostało. Przynajmniej do czasu, kiedy pojawi się Lexa i zostanie zdecydowane co mają zrobić. Oczywiście nie oznaczało to, że wszyscy popierali taką postawę. Młodzi wojownicy wciąż napinali muskuły, szukając w głowach jakiś mądrych odpowiedzi, jednak jak do tej pory ich nie znaleźli. Za to posyłali nienawistne spojrzenia w stronę Lincolna i Deimosa, którzy to mieli czelność ich skrytykować.
Nikt za to nie przejmował się obecnością Ripy, a przynajmniej nikt nie zwracał na nią uwagi, dopóki się nie odezwała. Jej słowa wywołały kolejną falę szeptów. Niektórzy kręcili głowami, inni jednak zobaczyli w jej propozycji nową nadzieję. Może jak skaikru zabije małą, niechcianą dziewczynkę to w końcu wszyscy przejrzą na oczy i zaczną przygotowywać się na wojnę. - Sha*! - wykrzyknął jeden z wojowników, całkowicie ignorując wypowiedzi w swoich poprzedników. - Dzięki temu dowiemy się co knują skaikru - powiedział starszy mężczyzna. Wyglądało na to, że głosy są podzielone i tak jak niektórzy kategorycznie sprzeciwiali się wysłaniu dziewczynki w pobliże upadku puszki, tak niektórzy uważali, że to jedyne słuszne wyjście. Trigedakru zdecydowanie potrzebowali powrotu swoich przywódców, którzy zrobiliby spokój z tymi kłótniami i podziałami, które zaczęły rodzić się w TonDC.
Kłótnie nie miałyby końca, gdyby nie fakt, że każdy z tu obecnych miał swoje obowiązki. Mimo, że tak naprawdę nie postanowiono nic konkretnego, ziarno niezgody zostało już zasiane i zapewne już niedługo będzie zbierać swój plon...

*tak

KONIEC SESJI
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ścieżka południowa   

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka południowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ścieżka górska
» Południowa część lasu
» Julius Nott
» Ścieżka z polanki do statku
» Kraniec Świata - Granica Południowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: west :: TonDC-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.