IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Poziom 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Poziom 3   Sob 21 Lut 2015 - 13:20

Ostatni poziom statku. Tutaj również na środku znajduje się drabina, która prowadzi z niższych poziomów, a także właz, który umożliwia zamknięcie poziomu. Z tego poziomu można również dostać się na dach, na którym znajdują się panele umożliwiające komunikację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Pią 6 Mar 2015 - 15:49

Trzeci poziom statku wyglądał tak, jak dwa niższe: wypełniały go fotele z których zwisały pasy, a na ziemi walało się pełno jakiś kawałków metalu i innych śmieci. Jednak można też tutaj było znaleźć najprawdziwsze skarby! Obok włazu stała niewielka skrzynka, która nie była niczym innym, jak skrzynką z narzędziami! Nie był w niej nie wiadomo jak świetnych sprzętów, żadnych palników, ani niczego w tym stylu, można w niej jednak było znaleźć śrubokręt, kombinerki, garstka śrubek, obcęgi, trzy bolce, nieduży młotek i garstka gwoździ, a także parę pudełek z zapałkami. Życia to obecnie setce nie ratowało, ale przydać się na pewno do czegoś przyda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Pon 9 Mar 2015 - 20:41

Heh, dobrze, że chociaż Clarke dostrzega tą uroczą buźką!
Na słowa Clarke Bellamy tylko wzruszył ramionami. Jeżeli będzie musiał, to się przecież rozejrzy, bo przecież nie miał zamiaru leżeć do góry brzuchem i się przyglądać, jak dziewczyna sama przeszukuje całe piętro. Dlatego też chwilę po tym, jak Clarke zniknęła na drabince, również Bellamy ruszył do góry. Właściwie ostatni poziom Exodusa jakoś specjalnie się nie wyróżniał od pozostałych dwóch (tak btw dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia, gdzie tutaj jest to wejście na dach, ale musi gdzieś być, prawda? dlatego sobie wymyślę gdzie jest i będzie super. ustalmy, że można się dostać na dach tam przez ten wielki środek, bo innej opcji nie widzę, heh. lof ju), ale chyba tego typu statki nie były budowane z myślą o specjalnych przedziałach dla VIPów. Kiedy już Bellamy stanął na podłodze, zdał sobie sprawę, że wejście na ten przeklęty dach wcale nie będzie takie łatwe i prościutkie jak mu się wydawało. No ale on sobie nie da rady? Hell to the no. Nawet jakby to miało być ostatnie co zrobi, to wejdzie na ten dach, skoro tak powiedział. Wolał jednak przeżyć, dlatego też postanowił zamknąć właz, odcinający drogę z niższych poziomów. Jak już to zrobił, to przypomniał sobie, że przecież jest z nim dama! Jakże mógł o tym zapomnieć! Popatrzył na Clarke, żeby się upewnić, czy czasem dziewczyna sobie nie myśli, że z niego jakiś psychopatyczny morderca (którym oczywiście nie był) - Będzie mniej bolało jak spadnę tylko jedno piętro w dół, a nie trzy - wytłumaczył, chociaż teoretycznie nie musiał. Proszę docenić fakt, że to zrobił. - Chociaż najlepiej byłoby w ogóle nie spaść - dodał jeszcze, bardziej do siebie. Nie ma co ukrywać - Bellamy chciał jeszcze trochę pożyć. Jednak nie było sensu się pogrążać w myślach na temat przedwczesnych śmierci, teraz trzeba było działać. Dlatego też Bellamy postanowił pozbyć się balastu, ściągnął kurtkę i rzucił ją na jeden z foteli, a po krótkim namyśle wyciągnął pistolet zza paska i położył go na kurtce. Miał cichą nadzieję, że Clarke nie okaże się kleptomanem i jak już Bell wróci z tego głupiego dachu, to pistolet będzie leżał tam, gdzie go zostawił. Nie, żeby nagle zaczął darzyć dziewczynę jakimś wielkim zaufaniem, czy coś w tym stylu. Po prostu uważał, że nie jest na tyle głupia, żeby kraść pistolet, którym się pewnie by nawet posługiwać nie umiała. To był decydujący argument, który skłonił Bellamy'ego do takiej, a nie innej decyzji. Teraz mógł przejść do czynów, więc ponownie wszedł na drabinkę, która wystawała z podłogi, żeby znaleźć się bliżej tego głupiego wejścia. Właściwie to teraz Bellamy trochę żałował tego, że sam się zaoferował do takiej głupiej misji. A pomyśleć, że mógłby teraz hasać po lesie i zbierać gałązki! Heh. Na to już niestety za późno było. Kiedy znalazł się już pod miejscem w którym było wejście, pchnął ręką siatkę. Jak można było przewidzieć, ta nie chciała od razu się przesunąć, czy tam oderwać. Trzeba było się więc przytrzymać i chwilę powalczyć z tym ustrojstwem. Bellamy właśnie teraz sobie przypomniał, dlaczego tak bardzo nie lubi mechaniki, ani babrania się z tego typu rzeczami. Dziadostwo i tyle. W końcu jednak siatka ustąpiła i można było spokojnie podciągnąć się wyżej. Całe szczęście, że ktoś tutaj miał w swej przeszłości incydent ze strażnikowaniem, więc mógł sobie dać radę z tym wszystkim. Bellamy znalazł się teraz na niezbyt stabilnym gruncie, ale wystarczyło otworzyć właz, który miał nad głową i... no wtedy będzie na dachu, więc zbyt miło i stabilnie i tak mieć nie będzie - Nie jestem mechanikiem, ale te panele tutaj wyglądają na uszkodzone - powiedział, na tyle głośno, żeby go Clarke usłyszała. I nie, niczego w tym momencie nie popsuł, taka była prawda. Sama się zniszczyły, więc nikt o to go nie powinien posądzać. Starając się nie zlecieć i nie połamać karku, sięgnął do włazu, który prowadził na powierzchnię, czy tam na górę, jak zwał tak zwał. Wszedł na dach i tylko jedno spojrzenie wystarczyło, żeby mógł stwierdzić, że bez jakiegoś ostrego przedmiotu jego wycieczka po spadochrony jest bezsensowna. Wrócił więc do środka, bo teraz przydałaby się mała interwencja ze strony Clarke i jakaś szczęśliwa wiadomość, że na przykład znalazła.. nożyczki. Albo jeszcze lepiej - siekierę! - Spadochrony można odciąć, ale potrzebujemy czegoś, czym da się to zrobić. Fajnie by było to zrobić gołymi rękoma, ale to mogłoby być trochę problematyczne - powiedział do dziewczyny, złażąc na podłogę. Przebywanie za długo tam na górze byłoby zdecydowanie zbyt klaustrofobiczne.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Pon 9 Mar 2015 - 22:04

No kurcze, ciężko jej było nie dostrzec!
Równie dobrze mógł się ulotnić, kto go tam wiedział? Znali się parę godzin, więc ciężko tu było o zachowanie pokrywającego się z rzeczywistością osądu na temat drugiej strony. Mieli jeszcze spore pole do popisu, jeśli chodziło o zaskakiwanie siebie nawzajem i jestem pewna, że w pełni z niego skorzystają. Jak nie teraz, to później. Po dotarciu na ostatni poziom oparła łokcie o podłogę i podciągnęła się do góry, by zaraz stanąć na nogach i mrużąc oczy rozejrzeć się po pomieszczeniu. Panował tu półmrok, do którego jej oczy musiały się jeszcze przyzwyczaić. Tutaj nie było wielkiego włazu, który stał otworem i oświetlał ponure cztery ściany, niestety. Mimowolnie uniosła głowę ku wyjściu na dach, które faktycznie tam być musiało, a nawet jeśli go tam nie było, to dzięki nam już jest, o. Lof ju tu. Clarke szczerze mówiąc nieszczególnie skupiała na trudnościach związanych z wydostaniem się na dach statku, bo to nie jej rola tutaj była i inne czynności jej aktualnie głowę zaprzątały. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że to ona miałaby się tam wspinać i połamaniem kończyn ryzykować, jako dama mogła swojego odważnego rycerza asekurować co najwyżej i mu haftowaną chusteczką pomachać, jeśli w dół poleci. O bycie mordercą to go może jeszcze posądzać nie zaczęła, ale fakt, że kiedy zamknął właz wzięła to za niepokojący znak i może nawet cofnęła się o krok. Ot, na wszelki wypadek. Przezorny zawsze ubezpieczony! Słysząc wyjaśnienie momentalnie się rozluźniła i skinęła głową, by zaraz na powrót skupić się na priorytetowym dla niej zadaniu, czyli rozejrzeniu się za czymkolwiek przydatnym. Przez dłuższą chwilę śledziła jeszcze poczynania Bellamy'ego, z nieskrywanym zaciekawieniem przyglądając się broni, którą położył na kurtce. Całkiem zapomniała poruszyć kwestię tego, skąd ją miał i teraz zanotowała sobie w głowie, żeby o tym napomknąć, kiedy zagrożenie uszkodzenia sobie kręgosłupa przez Blake'a minie. Nie obraziłaby się też za światków tej wymiany zdań, coby jej przypadkiem nie zdecydował się uszkodzić. Jeśli o utratę pistoletu chodziło, Griffin prawdopodobnie była ostatnią osobą wśród tej setki dzieciaków, która paliła się do tego, by mu go odebrać. Bo i po co miałaby to robić? Do nikogo jeszcze nie strzelał, więc powodów do konfiskowania niczego nie miała, poza tym w jego rękach prawdopodobnie większy pożytek z tego będzie, skoro ona pojęcia bladego o obsłudze broni nie miała. Koniec końców odwróciła, wracając myślami na poprzedni tor. Z każdej strony otaczał ją zimny, pogrążony w mroku metal oraz fotele z porozpinanymi pasami bezpieczeństwa. Jednym słowem nic, co mogłoby ją zainteresować. Ruszyła wzdłuż ścian, sunąc po nich opuszkami palców i mrużąc powieki starała się wytężyć wzrok, jakby liczyła, że dzięki temu w jakiś magiczny sposób coś się na tej zawalonej podłodze pojawi. O dziwo, w końcu faktycznie coś znalazła. Mała, niepozornie wyglądająca skrzyneczka, która przez swój kolor stapiała się z tłem; Clarke uznała to za wystarczające usprawiedliwienie na to, że nie dojrzała jej zaraz po wejściu. Stała przy samym włazie, który teraz akurat był zamknięty, więc przykucnęła na nim, powoli unosząc wieko skrzynki. Jej zawartość może nie zaczęła lśnić, błyszczeć i tańczyć po całym poziomie, ale sprawiła, że blondynka miała ochotę to zrobić. Narzędzia były aktualnie tym, co mogło się im wszystkim niezwykle przydać. Dopiero głos Bellamy'ego wyrwał go z tego małego światka szczęścia i tęczy, w którym na moment się pogrążyła.
- To niedobrze - mruknęła, nie przejmując się tym, czy ją usłyszy czy też nie. Uszkodzone panele oznaczały brak szansy na porozumienie się z Arką. Zagryzła delikatne wargę, unosząc nadgarstek z bransoletą do góry, żeby móc lepiej się jej przyjrzeć. Może była szansa, żeby to ich użyć do komunikacji? Nadal nie wiedziała, jak one działają i była to zupełnie pozbawiona logicznego poparcia myśl, która nagle pojawiła się w jej głowie. - Jeśli kombinerki albo obcęgi się nie nadadzą to obawiam się, że ci nie pomogę - stwierdziła, przerzucając zawartość skrzynki z narzędziami, żeby lepiej się zorientować, jakie cuda w sobie skrywała.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Pon 9 Mar 2015 - 23:44

Podejście do posta 2.0, bo jak już skończyłam, to mi przepadł, fml. Już nie pamiętam co wcześniej pisałam także... żal.
Oczywiście, że mógł się ulotnić i wtedy znalazłby sobie pewnie milion przyjemniejszych rzeczy do robienia. Jednak Bellamy zawsze dotrzymywał słowa, nawet jak było to tylko głupie zapewnienie, że coś tam zrobi. Dlatego został i zrobi już to co obiecał, chociaż nie będzie miał z tego żadnej większej przyjemności. Aww, to takie kochane ze strony Clarke, że aż tak się przejmowała jego upadkiem. Na pewno cieplej by mu się na sercu zrobiło, gdyby zobaczył, że tak mu ładnie macha tą chusteczką i pewnie wtedy połamany kręgosłup aż tak by nie bolał. Jeszcze... Właściwie to go nie zdziwiła reakcja dziewczyny, bo to była zdrowa reakcja! W końcu była w pewien sposób zamknięta z zupełnie obcym człowiekiem, który posiadał broń i mógł być właściwie każdym. Nie tylko psychopatycznym mordercą, ale również gwałcicielem, albo jakimś zboczeńcem. Na całe szczęście dla Clarke, Bellamy nikim takim nie był. Robił to tylko i wyłącznie dla własnego bezpieczeństwa, chociaż pewnie jakby blondynka powiedziała, że chce, żeby otworzył ten właz, to istniało duże prawdopodobieństwo, że by to zrobił. Tak dla świętego spokoju. Jednak skoro Clarke się nie odezwała, to Bellamy uznał to jako zgodę, więc nic już więcej nie powiedział i zabrał się do swojej 'roboty'. Mało stabilnej i niezbyt fajnej, ale jednak. Ktoś to musiał zrobić, a że reszta wolała udawać, że szuka drewna w lesie, w którym wszędzie dookoła były drzewa, to, to zadanie spadło na Blake'a. Dobrze, że Clarke postanowiła w tym momencie nie zaczynać swojego małego wywiadu, bo kto wie, jakby się to skończyło. Pewnie źle dla Bellamy'ego, dlatego miło, że postanowiła zająć się tym wtedy, kiedy będzie stał już na ziemi. Na pewno zostanie to docenione. Jego wizyta na dachu nie była jednak zbyt długa, bo bez potrzebnych narzędzi właściwie to nie miał tam co robić. W dodatku zaczynało się ściemniać, więc nawet jakby jakimś cudem odnaleźli super ostre nożyczki, to dzisiaj na nic by im się one zdały. Nie tracąc więc czasu, Bellamy wrócił na cudownie stabilną podłogę Exodusa, a trzeba zaznaczyć, że zrobił to z ulgą. Tutaj chociaż nie groziło mu ryzyku upadku i połamania kończyn. - Wiem, że nie powinienem wybrzydzać, ale wolałbym chyba siekierę, albo przynajmniej duży, ostry nóż - odpowiedział dziewczynie. Niby jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, ale w tym przypadku to się za bardzo nie sprawdzało. - Chociaż teraz i tak by nie było co z tym zrobić, bo robi się za ciemno na zabawy z siekierami i nożami  - dodał, podchodząc do Clarke i kucając przy niej. Stracenie palców podczas odcinania spadochronów też nie należało do jego marzeń. Omiótł wzrokiem podłogę i wtedy zobaczył to coś. Coś czego tak szukał i czego naprawdę potrzebował: łom. To był jak dar od niebios, prawdziwy, cenny dar. Nie zastanawiając się zbyt długo Bellamy ruszył w jego stronę i już po chwili podnosił łom z ziemi. Tak, to było coś czego naprawdę pragnął, dlatego też nic dziwnego, że pewnie miał teraz minę dziecka, które dostało wymarzoną zabawkę. Z czcią odłożył to cenne znalezisko obok siebie i zwrócił swoją uwagę w stronę Clarke i skrzynki z narzędziami, którą znalazła - Teraz przynajmniej mamy czym poodkręcać fotele - stwierdził, zaglądając jej przez ramię - I naprawić radio - dodał, już trochę mniej entuzjastycznie. Właściwie to wątpił, żeby dało się je naprawić, a jak był na to jakieś szanse.. cóż, trzeba będzie wtedy zmniejszyć szansę tego radia na przetrwanie.

tamten stracony post podobał mi się bardziej...

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Wto 10 Mar 2015 - 18:21

Podejście setne z kolei do posta, bo nie mogę się skupić. Życie z ośmiolatką pod jednym dachem jest ciężkie czasem.
To bardzo dobrze, że się od niczego wymigiwać nie zamierzał, jego podejście z całą pewnością zostanie docenione w niedalekiej przyszłości. Skoro spadać jeszcze nie zamierzał, to może tą wspomnianą już chusteczkę od Clarke w ramach podziękowania za swoje wysiłki dostanie, o! Taki drobiazg za uratowanie damy z opresji, o ile przeszukiwanie statku można było w ogóle w ten sposób określić. No, o tym, że mógłby być gwałcicielem też raczej nie pomyślała, widocznie podświadomie już czując, że tak głęboko w serduszku z Bellamy'ego dobry człowiek jest, który by muchy nie skrzywdził. Kanclerz muchą nie był, więc się nie liczy, prawda? Zbieranie drewna z jednej strony mogło się okazać przydatne, kiedy się zimno zrobi i z czegoś będą musieli ognisko zrobić, ale jak się tak wszyscy rozpierzchną po lesie w tym celu to kiepsko się to może skończyć. Ta dwójka jeszcze co prawda o tym nie wiedziała, ale sami na Ziemi nie byli i oddalanie się od Exodusa nie było dobrym pomysłem, jeśli nie szło się w grupie. Na zasypywanie go milionem pytań miała jeszcze mnóstwo czasu; w końcu nikomu się nigdzie nie spieszyło, także cierpliwie zamierzała poczekać na dogodny moment, zamiast wyrzucać z siebie wszystko w pierwszej lepszej chwili. Cierpliwość jest cnotą, jak to mówią.
- Nie jestem pewna, czy Rada była tak miła i zaopatrzyła nas w siekierę - mruknęła, odgarniając włosy za ucho i spojrzała na Bellamy'ego ze smutnym uśmiechem. Nawet jeśli ufała, że matka zadbała o nią nawet w tej sytuacji, starała się realistycznie oceniać szanse na kolejną miłą niespodziankę pozostawioną dla nich przez ludzi z Arki. Trzeba być prawdziwym optymistą, żeby po znalezieniu mapy i narzędzi liczyć na coś jeszcze. A Clarke była przecież realistką, z dość pesymistycznym nastawieniem do niektórych kwestii. - Może Tris znajdzie coś na poziomie drugim - rzuciła po chwili milczenia. - Jeśli nie, to przykro mi, ale będziesz musiał zadowolić się tym, co tu mamy - zanim skończyła mówić Blake'a ewidentnie zainteresowało coś innego, więc zamiast się rozwijać w swoim monologu umilkła i powiodła za nim spojrzeniem. Jego wyraz twarzy przywiódł jej na myśl kilkuletnie dziecko, które otrzymało cukierka, przez co i jej kąciki ust momentalnie powędrowały do góry. Osobiście nie miała szczególnego powodu, żeby się z łomu cieszyć, bo foteli wymontowywać nie planowała i co najwyżej po głowie nim dostać mogła, utratą przytomności to przypłacając.
- Coś nie tak? - spytała, kiedy tylko mina wyraźnie mu zrzedła i zmarszczyła brwi. Wcześniej nie zauważyła jego reakcji na widok zdatnego do naprawy radia, teraz jednak nagła niechęć w jego głosie przykuła jej uwagę.

mi się moje nigdy nie podobają, hasztag smutny żywot mój

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Wto 10 Mar 2015 - 19:49

Jakby się zaczął wymigiwać, albo za bardzo wysługiwać innymi, to robiłby trochę słabe wrażenie i wtedy to na pewno nikt nie chciałby go słuchać. Trzeba było sobie wyrobić dobrą opinię, co nie? Zwłaszcza, że takie zaangażowanie powinno zostać docenione. Teraz to Clarke nie będzie mogła powiedzieć ani jednego słowa na jego temat! Bellamy to się potrafi życiowo ustawić. Gdyby tak podarowała mu tą chusteczkę, to by było totalnie urocze. I wzruszające. Mam nadzieję, że Clarke ma tą swoją chusteczkę haftowaną i w dodatku czystą. Ofiarowanie brudnej byłoby trochę mało fajne i by sobie jeszcze Bellamy pomyślał, że blondynka chce, żeby jej ją wyprał czy coś. On nie był dobry w praniu, zwłaszcza w praniu w rzece, bo na pralkę tutaj to nie mają co liczyć. Muchy i szczeniaczków zdecydowanie by nie skrzywdził. Z niego był dobry człowiek, chociaż może trochę czasami zbyt agresywny, ale w życiu się powinno być twardym, a nie miękkim, więc nie ma co się dziwić. Byli w lesie, więc akurat drewna to im raczej nigdy zabraknąć nie powinno. Zresztą jakby Bellamy wiedział jak tym na zewnątrz idzie zbieranie drewna, to by tam poszedł i sam to zrobił. Ale nie wiedział, a dzięki temu, że nie wie, to może sobie spokojnie funkcjonować. Bellamy na pewno nie będzie wyczekiwał tego momentu z wytęsknieniem. Ale niech lepiej Clarke naprawdę poczeka z zadawaniem pytań, bo z nim to było jak ze zwierzątkiem: najpierw sobie musisz oswoić, żeby potem czegoś wymagać.
- Ja byłem pewien, że nie zostawili nawet czystej kartki papieru, a teraz popatrz, jak bardzo nas rozpieścili. Mapa, narzędzia, zaraz się okaże, że w jakiś ukrytych skrytkach jest jedzenie i prawdziwe łóżka - odpowiedział, wzruszając ramionami. Skoro jego Rada potrafiła zaskoczyć, to może i Clarke też zaskoczy! - Chociaż pewnie przez przypadek zostawili tą skrzynkę - dodał, z lekkim rozbawieniem. Na Arce tak strasznie dbali o wszystkie zasoby, żeby ich w żadnym wypadku nie marnować, więc Bellamy wcale by się nie zdziwił, że po prostu ich uwadze umknęło te parę rzeczy, które udało im się znaleźć. Ale hej, on w tym towarzystwie był pesymistą jeżeli chodziło o Radę i Kanclerza, więc może nie należało na niego w tej kwestii zwracać uwagi. Słysząc, coś tam o drugim piętrze tylko pokiwał głową, bo miał ważniejsze sprawy na głowie. Może przesadzał z tą swoją miłością do łomu, ale nie ma co ukrywać, że była to naprawdę użyteczna rzecz! I to nie tylko w kwestii wymontowywania foteli, ponieważ akurat o tym w tym momencie nawet nie myślał. Bellamy miał inną wizję, ale Clarke dopiero się o niej dowie. Teraz mieli inne zadanie, więc na nim się powinni skupić. Tak bardzo mu ten łom w głowie utkwił, że nawet nie zdał sobie sprawy z tą całą niechęcią do radia. To nawet w sumie nie była niechęć, tylko po prostu... lepiej by było, jakby nie zostało naprawione, o. Jednak w tym momencie w ogóle nie zaskoczył, o co chodzi Clarke, dlatego uniósł brwi w zdziwieniu - Nie tak z czym? - zapytał - Powinniśmy sprawdzić jak radzi sobie ta.. Twoja koleżanka - powiedział, podnosząc się. Może trochę wrednie, że nie pamiętał imienia Tris, ale był tylko mężczyzną, a pamiętanie zbyt wielu kobiecych imion mogło być czasami problematyczne - Może znalazła siekierę - dodał, podchodząc do fotela, na którym zostawił swoje rzeczy. Plus dla Clarke, że pistolet wciąż tam był!

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Sro 11 Mar 2015 - 21:54

Jeśli tą chusteczkę faktycznie posiada, to z całą pewnością czysta jest, brudnej by mu nie dała przecież! W kwestii zbierania drewna, to fakt, zapewne sprawniej by to poszło, gdyby Bellamy sam się tym zajął, bo reszta to jak na razie się z tutejszą ludnością zapoznaje, orzechy zbiera i sobie dłonie metalem kaleczy. A po gałązkach na ognisko ni widu, ni słychu, niestety. Mieli szczęście, że podczas lądowania Exodus już im parę drzew najbliżej rosnących poprzewracał i połamał, to i bez zapuszczania się wgłąb lasu będą mieli z czego to nieszczęsne ognisko rozpalić. Większym problemem była woda i jedzenie, ale na to jeszcze mieli czas - to był ich pierwszy dzień na Ziemi, to z głodu i pragnienia przecież nie zaczną padać. Z tym oswajaniem mi się momentalnie Mały Książę skojarzył. Spokojnie, Clarke będzie traktowała go jak swojego osobistego liska, którego przekonać do siebie trzeba najpierw, a dopiero potem na wywiad się zdecyduje. Chyba. To pozytywne prognozy, nie ukrywajmy, że zawsze może pod wpływem emocji go zacząć przepytywać w najmniej odpowiednim do tego momencie.
- Ile ja bym dała za wielkie, wygodne łóżko... - jęknęła rozmarzona i pokręciła głową. Tak jak w magiczne odszukanie siekiery jeszcze poniekąd uwierzyć mogła, tak tego typu luksusy już odległym marzeniem były. Wyjątkowo poza zasięgiem Setki, a szkoda. Na jego uwagę odnośnie skrzynki narzędziami wywróciła oczami, w myślach naklejając mu łatkę jeszcze większego pesymisty niż ona sama. - Ważne, że zostawili - mruknęła jedynie, obracając między palcami jedną ze śrubek, która zaraz wylądowała z powrotem na swoim miejscu. Z cichym trzaskiem zatrzasnęła wieko skrzynki i podniosła się z kucek. Przez dłuższy moment stała w miejscu, nie odzywając się nawet słowem i wwiercała się spojrzeniem w bransoletę tkwiącą uparcie na jej nadgarstku. Z jednej strony nie należała do najwygodniejszych, z drugiej jednak nie dawała się zdjąć po dobroci, a Clarke szarpać się z tym żelastwem nie zamierzała. Tym bardziej, że wciąż nie miała pewności, czy jej mechanizm nie miał być pomocny dla Arki po ich lądowaniu. Głos Bellamy'ego wyrwał ją ze stanu zamyślenia, sprawiając, że uniosła brodę do góry, by na niego spojrzeć. Otworzyła już nawet usta, żeby uświadomić mu fakt, że jego reakcja na wzmiankę o radiu dosyć dziwna była, w tym samym momencie jednak usłyszała głos Tris z poziomu niżej. Kucnęła więc przy włazie, chcąc go otworzyć i zejść na dół, ale smutek i żal, bo nie miała siły, żeby go unieść. Spojrzała więc błagalnie na chłopaka, coby jej trochę z tym pomógł. Trochę siara w sumie, dobrze, że tylko jednego świadka tu miała.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Sro 11 Mar 2015 - 22:34

W takim razie kamień z serca! Jak czysta to spoko, Bellamy wtedy by zrozumiał, że to dar z głębi serca i na pewno by docenił go. Kto wie, może w ramach odwdzięczenia się nazbierałby dla Clarke jakiś nie trujących kwiatków. Teraz to już nie ma wyjścia - musi my dać haftowaną chusteczkę (co ma cztery rogi), albo jeszcze lepiej - rzucić musi mu ją pod nogi! Bellamy tam zaraz wyjdzie i zrobi z nimi porządek, bo robienie tego, na co ma się ochotę jest spoko i on ogólnie to bardzo popiera takie zachowanie, ale żeby przebywać w lesie i gałęzi nie nazbierać? Trochę skandal. Serio Bellamy będzie chyba musiał się wcielić w rolę ojca i ich tam wszystkich ustawić, bo jak tak dalej będzie, to raczej długo nie pożyją. Na brak wody chyba nie będzie można narzekać, bo i rzeka się znajdzie i pewnie jakieś strumyki. Gorzej z jedzeniem, ale tutaj to wszyscy tacy pomysłowi, więc coś wymyślą. Szkoda tylko, że im Maxa wcięło zanim porobił te łuki... Właściwie to z niego taki trochę lisek był, trochę cwany, trochę przebiegły, czasami może arogancki i egoistyczny, ale o wielkim sercu i totalnie do tulenia. Jak Clarke będzie grzeczna i sobie nie nagrabi, to pewnie się pewnego dnia o tym przekona, że z Bella to jest najlepszy przytulacz na świecie. Chociaż ta opcja, że pod wpływem emocji zacznie się przepytywanko to jest chyba bardziej prawdopodobna. Obstawiam, że Bellamy powie, albo zrobić coś, co Clarke wkurzy i wtedy ona mu wygarnie i się pokłócą, hehe. Ale to tylko takie moje gdybania, które mogą się przecież nie spełnić.
- Ja byłbym w sumie bardziej wdzięczny za jakąś wannę albo prysznic - stwierdził, bo nie oszukujmy się - bieganie umorusanym po lesie jest super i w ogóle fajnie, że można się pobrudzić i nikt na to nie zwróci uwagi, ale to i tak nie zmienia faktu, że miło by było, raz na jakiś czas wziąć orzeźwiający prysznic. Niestety zarówno jak i wymarzone przez Clarke łóżko, tak i na prysznic liczyć nie było co. No chyba, że uznamy, że prysznicem będzie padający deszcz. - Strasznie łaskawe z ich strony to było - mruknął wywracając oczami. Niech się pali i wali, Bellamy i tak będzie okazywał swoją niechęć wszystkiemu co ma związek z Arką i każdy przejaw, który mógłby się wydawać przejawem dobroci i pomocy od Rady, będzie uznawał za podstęp. Jednak to nie oznaczało, że ma zamiar zlekceważyć to co znaleźli, wręcz przeciwnie! Zanim Clarke zdążyła zatrzasnąć pudełko, to sięgnął do niego, żeby wyciągnąć paczkę zapałek. Nie, żeby był piromanem, czy coś, ale zapałki dobra rzeczy, zwłaszcza, że robiło się coraz ciemniej. Wsadził pudełko do kieszeni spodni i już się przygotowywał na miłą wymianę zdań z Clarke, kiedy nagle ta postanowiła się nie odzywać. Bellamy dopisał sobie do listy, którą musi zrobić, nauczenie się imienia dziewczyny, która przebywała na drugim piętrze, bo teraz wybawiła go od serii niepotrzebnych i irytujących pytań. W czasie kiedy Clarke bawiła się z włazem, Bellamy schował pistolet, założył kurtkę i nawet o swoim łomie nie zapomniał, a blondynka dalej mocowała się z włazem. Miała jednak szczęście, że Bell miał jakieś tam resztki dżentelmeńtwa w sobie, więc żadnym szowinistycznym tekstem nie skomentował tej sytuacji, tylko podszedł i otworzył właz, bo dla niego to było łatwe, jak pewnie dla Clarke plecenie warkocza. - Za Tobą, księżniczko- powiedział, takim zapraszającym gestem wskazując na drabinkę. Niech idzie pierwsza, żeby nie było, że on chce przed nią schodzić, żeby patrzyć się na jej tyłek, o. A jak już Clarke zniknęła na drabince, to i Bellamy zszedł na drugi poziom.

/zt x2

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 12 Kwi 2015 - 19:27

Nadal pewien nie był, jaki był jego stosunek do tego wszystkiego, co się teraz działo. Przyzwyczaił się już do myśli, że niebawem, w dniu jego osiemnastych urodzin dojdzie do jego egzekucji, nie było mowy o żadnym ułaskawieniem tak krótko po dokonanej przez niego okrutnej i obciążającej Arkę zbrodni. Nie było już żadnej nadziei, a Brandon całkiem się już z tym wszystkim pogodził, czekał jedynie cierpliwie, aż nadejdzie jego czas, nie wadząc nikomu zanadto. Dni spędzone w więzieniu były dla niego okrutną męczarnią, gdy nie mógł oddawać się swoim ulubionym zajęciom, więc po prostu czekał na śmierć. Nie miał przecież żadnego innego wyboru. Nawet, gdyby udało mu się jakimś cudem uciec z więzienia, ukrycie się na Arce byłoby zadaniem całkiem niemożliwym, mogłoby przynieść jakieś rezultaty na raczej krótki czas, a i tak wszystko zakończyłoby się tak, jak było to pierwotnie zaplanowane. Okazało się jednak, że wcale nie miało to tak wyglądać, że jednak dostał szansę na dalsze życie. Informację tę przyjął z nadzwyczajną obojętnością, która zdawała się całkiem do tego wszystkiego nie pasować. Przywykł już jednak całkiem do myśli, że to już naprawdę definitywny koniec, że nie ma już od tego odwrotu, że jego ciało będzie przemierzało odmęty kosmosu. Nie bardzo więc wiedział, co o tym wszystkim myśleć, zwłaszcza że z początku i tak zakładał, że nie uda im się przeżyć na Ziemi dłużej niż godzinę. Tymczasem jednak minęło znacznie więcej, a Brandon nie zauważył u siebie niczego niepokojącego. Czyżby to oznaczało, że jednak przeżycie na Ziemi było możliwe? Nadal podchodził do tego dość sceptycznie, ale zaczął rozglądać się nieco po terenie wokół Exodusa. To wszystko było takie… zabawne. Nigdy wcześniej jakoś nie zastanawiał się specjalnie nad tym, jak wyglądało życie na Ziemi. Coś tam kojarzył ze szkoły, ale nigdy sam za bardzo myślami w tym kierunku nie wędrował. Teraz czuł się przez to tak niesamowicie dziwnie i sam nie wiedział, czy było to pozytywne czy raczej negatywne. Chyba potrzebował jeszcze trochę czasu, by się do tej nowej rzeczywistości przyzwyczaić. Póki co jednak trzymał się na poboczu, nie integrując się za bardzo z resztą Setki. Na ognisku jednak się pojawił (ba, najpewniej sam pomógł przy jego rozpaleniu, co jak co, ale na tym akurat się przecież znał), nie rozmawiał z nikim za bardzo, pozbył się jedynie ciążącej mu bransolety i więcej już tego dnia z nikim nie rozmawiał. W nocy znalazł sobie spokojne miejsce na ostatnim poziomie Exodusa i teraz po prostu tu siedział, korzystając z faktu, że wszyscy już z niego wyszli, by z rana rozejrzeć się trochę po otoczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 26 Kwi 2015 - 17:34

Sama Leslie póki co starała się jakoż z tym wszystkim oswoić, szczególnie, że dość ogromną szansę im to wszystkim dawało. Szczególnie zainteresowana co prawda losami pozostałej setki nie była, stąd jej bezpieczeństwo wydawało się dla niej samej najważniejsze, to jednak jakoś pogodzić się z tym wszystkim zamiar miała. Nie była głupia, wiedziała doskonale, że bez współpracy nie poradzą sobie zbyt dobrze i najpewniej umrą dość szybko. Prawda była taka, że Leslie była do tego stopnia sceptycznie nastawiona, że wątpiła i tak, by mieli jakąkolwiek wielką szansę na przetrwanie. Nie miała pojęcia, czy są tutaj sami, czy może ktoś jednak im na Ziemi towarzyszy, czy znalezienie czegoś jadalnego jest tak proste, jak chcieliby, żeby w rzeczywistości było i czy przypadkiem banda małolatów (prawda niestety) któregoś dnia nie pozabija się po prostu. Tak, czy inaczej nie zaprzątała sobie tym głowy, oczekując jedynie na samoistne rozwinięcie sytuacji. Musiała jednak przyznać, że od dawna tak dobrze się jej nie spało, dlatego po tym, jak obudziła się w pełni wypoczęta zrobiła sobie mały spacer po okolicy, chcąc rozeznać się jako tako w terenie. Nie zapuszczała się jednak szczególnie daleko, bo korzystając z faktu, że większa część osób wybrała się na poszukiwania czegokolwiek co zapewniłoby im przetrwanie, zamierzała zaszyć się gdzieś w Exodusie. Miała bowiem wrażenie, że od tych ciągłych wrzasków zaraz pęknie jej głowa, dodatkowo towarzystwo setki zdecydowanie jej nie leżało. Pewna, że najwyższy poziom będzie pusty, za sprawą porannych łowów pokierowała się tam. Dopiero, gdy znalazła się pośrodku pomieszczenia rozejrzała się i wzrokiem natrafiła na chłopaka. Będącego przy okazji jedną z osób, której raczej oglądać tutaj nie chciała. W końcu odpowiedzialny był całkowicie za to, że ostatnie miesiące spędziła zamknięta w więzieniu.
- Ciebie też tutaj wysłali? -zapytała jedynie brwi marszczą, a dość niechętny ton głosy wskazywał, że szczególnie jej to nie cieszyło. Usiadła na podłodze i oparła się wygodniej o przeciwległą ścianę, bo mimo wszystko nigdzie się nie wybierała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 26 Kwi 2015 - 21:15

Brandon także dość czarne myśli miał, jeśli chodziło o możliwości przetrwania na Ziemi. Wszyscy zdawali się zupełnie nie myśleć o tym, co najistotniejsze, czerpiąc przyjemność z odzyskanej wolności i zupełnie nie przejmując się tym, co miało nastąpić potem. Fairley bacznie to wszystko obserwował, analizując dokładnie, z kim sojusz mógłby się opłacić. Na Arce był samotnikiem, wiecznie chodzącym własnymi ścieżkami, ale tutaj przydałoby się z kimś porozumieć, by jakoś w nowej rzeczywistości przeżyć. Nie zamierzał z nikim zanadto się spoufalać i zaufaniem natychmiastowo obdarzać, ale z pewnością ktoś obok do wykorzystania by się przydał. Wszyscy jednak wydawali się tak niesamowicie głupi i całkiem nieprzydatni. Nic dziwnego, że pozbyli się ich z Arki, do niczego się nie nadawali. Zamierzał jednak jeszcze trochę ludzi poobserwować. Może ekscytacja już im minęła i w końcu zaczną mówić cokolwiek mądrego? Nim jednak zdążył się ruszyć, na poziomie trzecim pojawiła się znajoma mu twarz. Właściwie to nie znał jej za bardzo, ich znajomość ograniczała się tylko do interesów do czasu, kiedy trafiła przez niego do więzienia. Szczerze mówiąc, nie czuł z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, zawsze interesował go tylko własny tyłek.
- Jeśli wybierali nas ze względu na jakieś szczególne umiejętności, u ciebie była to pewnie spostrzegawczość, co? - powstrzymać się nie mógł przed takim komentarzem, ale sama się prosiła, zadając tak głupie pytanie. A taki właśnie był Brandon, sarkazm zawsze i wszędzie mu towarzyszył. Taka była jego metoda, by od siebie ludzi całkiem odsunąć. W końcu nie szukał tutaj przyjaźni, lecz sojuszników, a filigranowa Leslie, niewykazująca póki co żadnych przydatnych umiejętności zdawała się być mu całkiem zbędna. Sprytna może dość była, zauważył to już na Arce, ale  to było zdecydowanie za mało i nie sądził, by miała cokolwiek więcej do zaoferowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Czw 30 Kwi 2015 - 20:24

Leslie podobnie do niego myślała tak naprawdę, bo sama już na starcie doszukiwała się pośród tłumu osób kogoś z kim mogłaby się trzymać, a co później okazałoby się opłacalne. I chociaż najchętniej działaby sama, a już na pewno nie uznawała zwierzchnictwa żadnego samozwańczego dowódcy, to jednak teraz wyjścia nie miała i dlatego też zamierzała sobie zaskarbić sympatię Bellamy'ego, bo któregoś dnia na pewno się przyda. W sumie to odkąd się tutaj pojawili ona zastanawiała się jedynie nad tym, jak przetrwać. Nie wierzyła naiwnie w to, że jedzenie zacznie im spadać z nieba, a oni nie pozabijają się wzajemnie na dniach. Nie chciała jednak zdaje się przez chwilę o tym myśleć i zastanawiała się nawet, czy przypadkiem nie powinna pójść spać, by sobie odpocząć. To jednak zdaje się, że nic z tego, a wszelkie plany odsunąć na bok musiała. Był to jedyny poziom, który mógł okazać się pusty, ale jednak szczęścia aż takiego nie posiadała, by nie natknąć się przypadkiem na kogoś. Brew jedną do góry uniosła i obrzuciła go lekko podirytowanym spojrzeniem, w którym widoczne było jednak lekkie politowanie.
- Nie udało ci się kogoś wkopać następnym razem? - zapytała nawiązując do faktu, że koniec końców podzielił jej los. Należało mu się w pełni i Leslie lekką satysfakcję odczuwała z tego powodu. Żałowała jedynie, że jakiegoś czynnego udziału w tym nie brała (gdyby tylko wiedziała) wówczas mogłaby być dumna. Teraz jednak w planach miała odbicie sobie na nim za to wszystko. W końcu nie mogła mu tego tak łatwo odpuścić, musiała się jakoś zemścić za zniszczenie jej kilku miesięcy. Zdaje się, że problem polegał jedynie na tym, że jeszcze nie bardzo wiedziała jak ma to zrobić. Pewnie jak się dowie o tym, że ktoś tu poza nimi rzeczywiście żyje to rozważy oddanie go w ich ręce, skoro jeszcze niedawno on ją bez najmniejszego problemu oddał w ręce władz Arki właśnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Pią 1 Maj 2015 - 14:42

W żadnym wypadku nie czuł wyrzutów sumienia z powodu tego, jaki los zgotował Leslie. Nie był żadnym honorowym typem, dbającym o innych i będącym w stanie się dla nich poświęcić. Niekoniecznie też więc przejął się faktem, że przez niego w więzieniu wylądowała. Może i miałby chociaż chwilę refleksji na ten temat, gdyby niewinna całkiem była, ale przecież nie trafiła do więzienia za coś, czego nie zrobiła. Skoro taki sposób na życie sobie wybrała, powinna być bardziej ostrożniejsza. Uważał więc, że sama zgotowała sobie taki los, a Brandon najwyżej trochę w tym pomógł. I miałby ją jeszcze za to przeprosić? Jakoś jej to wynagrodzić?  Niech lepiej sobie takiej nadziei nie robi, bo jego w żadnym stopniu to nie przejęło. Liczył zresztą na to, że jako jedna z pierwszych odpadnie. Nie sądził, by była zdolna do przetrwania tutaj i z pewnością nie zamierzał wchodzić z nią w jakiekolwiek układy. Najchętniej już dawno by stąd odszedł, nie czując potrzeby, by się w jakiekolwiek dyskusje z nią wplątywać, ale cóż innego mógłby zrobić? A to z pewnością jakąś rozrywką było.
- Inni byli po prostu bardziej sprytni od ciebie - odparł, ramionami wzruszając. Wprawdzie nie miał kogo wkopać przecież, ale i tak nie miał zamiaru dać jej za wygraną. Musiało wyjść na jego i tyle. Spojrzał jeszcze na nią z głupawym uśmieszkiem na ustach i pewnością siebie od niego bijącą. Po co miałby szukać sobie innego zajęcia, skoro tutaj, na poziomie trzecim było tak zabawnie! Na Arce przecież nie mieli nazbyt wielu sposobów, żeby się rozerwać i tu na Ziemi też dość poważnie było, całkiem więc mu pasowało, żeby tę bezsensowną dyskusję pociągnąć, dopóki by mu się nie znudziła. Niekoniecznie chciał też przebywać aktualnie z resztą setkowiczów, którym wydawało się, że doskonale wiedzą, co robią, choć wszystkie ich akcje raczej wzbudzały u niego politowanie niż jakiś podziw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Sob 2 Maj 2015 - 13:03

Nie wymagała od niego tego tak naprawdę, w końcu niewiele by to zmieniło. Dziewczyna była niesamowicie na niego wkurzona i w rzeczywistości nawet po kiepskich przeprosinach planowałaby jakiś odwet. Nie mógł więc zrobić nic, by ta w zapomnienie to puściła. Bo nawet jeśli zagwarantował jej wyrwanie się spod arkowego reżimu, to nie zmieniało to faktu, że pozbawiona została kilku miesięcy życia, podczas których zmuszona była jedynie zerkać w pustą ścianę. Tego właśnie w zamiarze odpuszczać mu nie zamierzała. Była winna i najpewniej w podobnej sytuacji również ratowałaby siebie, nie dbając o to, kto wyląduje w zamknięciu, to jednak sobą by nie była, gdyby to w niepamięć puściła. Szczególnie, że nie czuła potrzeby by akurat z Fairleyem więzy zacieśniać. Był jej obojętny i tak naprawdę do niczego nie przydatny, a świadoma jedynej możliwości na przeżycie potrzebowała osób nieco innego pokroju. Nie zaufała by mu najpewniej kompletnie, pewna, że w którejś chwili odwróci się plecami.
- I wrobili ciebie? - zapytała brew do góry unosząc lekko z tego powodu rozbawiona. Jeśli rzeczywiście tak było, to chce osobiście tej osobie pogratulować. Żałowała jedynie, że zesłali go na Ziemię, a nie zostawili aż do samej osiemnastki, żeby odpokutował bycie frajerem. I to chyba pierwszy raz kiedy Leslie komuś życzyła ot tak śmierci, to jednak nawet odrobinę winna się nie czuła. W końcu był zdecydowanie ostatnią osobą, którą tutaj oglądać chciała. Nie zamierzała się jednak nigdzie stąd ruszać. Zamiast tego nogi wyprostowała krzyżując je w kostkach i oparła się wygodniej o ścianę. Zakładała tym samym, że z ich dwójki to on sam prędzej się wyłamie i pójdzie denerwować kogoś innego. Szczególnie, że Leslie uparcie starała się pokazać, że nie rusza jej nic,nawet fakt, że siedzi tutaj taki zadowolony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Sob 2 Maj 2015 - 14:36

Nie zamierzał przejmować się dziewczyną i jej chęcią zemsty na nim. Zdecydowanie nie traktował jej poważnie i w żadnym wypadku się jej dalszych kroków nie obawiał. Liczył raczej na to, że zaraz sobie odpuści. Najchętniej postraszyłby ją nieco, by szybciej sobie poszła, ale trochę nie chciało mu się z miejsca wstawać. Zresztą czemuż miałby się tak dla niej poświęcać? I tak zdawało mu się, że zaraz się stąd usunie, że nazbyt długo go swoją nieco irytującą obecnością nie będzie zaszczycać. Nie znał jej przecież za bardzo, toteż nie wiedział, że i ona dość bojowniczy charakterek miała i uparte z niej również stworzenie było, więc wygrana w tej małej bitwie wcale nie była tak oczywista, jak się Brandonowi wydawało. Brnął w to więc dalej, nie zastanawiając się za bardzo, czy to aby na pewno korzystne dla niego było. I chyba niekoniecznie było. Z początku sytuacja ta go dość bawiła, ale na jej kolejne słowa odpowiedział ponurym uśmiechem.
- Nikt mnie nie wrobił, za to ja pod ręką nie miałem znowu żadnego idioty, którego mógłbym do więzienia wysłać - odparł obojętnie, wzruszając ramionami. Wprawdzie nawet gdyby chciał kogoś wtedy wkopać, było to chyba niemożliwe ze względu na sytuację, w jakiej się wtedy znalazł. Wszystko przecież na jego winę wskazywało, został złapany na gorącym uczynku. Bardzo gorącym nawet! Ciężko by było wkopać tę kobietę, którą podpalił i która powolnie w okrutnych męczarniach umierała przybita przez niego do ściany. Dość nierozsądnie wszystko to wykonał i nic dziwnego, że do więzienia trafił. Powinien był bardziej nad tym wszystkim pomyśleć. Mógł sobie być tylko winnym, za bardzo go poniosło, zdecydowanie. Ale jakby nie patrzeć, chyba całkiem mu się to opłaciło, zważywszy na fakt, że wcale nie umierał od napromieniowania, lecz czekać go miała dość interesująca przyszłość. W ogóle fakt, że jakaś przyszłość go czekała był przyjemny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 10 Maj 2015 - 18:45

Tym lepiej nawet, że nie traktował jej poważnie, bo nie spodziewał się, że rzeczywiście może jakąś zemstę szykować. Nawet jeśli pojęcia nie miała co dokładnie ma zamiar zrobić,gdzie uderzyć, żeby mu się odwdzięczyć za te miesiące w celi, to jednak pewna była, że nie odpuści. Nie, kiedy okazało się, że ma ku temu tak sprzyjające okoliczności. Zdawało się jednak,że to problem na potem, bo aktualnie nie orientowała się na tyle, by wpaść na cokolwiek, co wynagrodziłoby jej to, co jej zrobił. Była jednak zbyt uparta. Nawet na to, by podarować sobie i zniknąć gdzieś na dole, szukając innego spokojnego miejsca. Zakładała, że przeżyje fakt, że jej towarzyszy, by nie wyszło na to, ze się wyłamała. Nie zamierzała przed nim uciekać, nawet jeśli niewyobrażalnie działał jej na nerwy. Nawet wzroku zdecydowała się nie spuszczać. Brwi zmarszczyła, gdy uzyskała jego odpowiedź, to jednak nie poruszyło jej to niemal w żadnym stopniu. Dlatego też jedynie usta leniwie w odpowiedzi wykrzywiła, nie przejmując się nijak faktem, że ten starał się jej ubliżyć. Zdawała się być całkowicie odporna na to, co mówił.
- Wysadziłeś coś? - zapytała jedną brew do góry unosząc. Rozbawiona była tym wszystkim. Dodatkowo doskonale pamiętała jakiego typu przedmioty wydawały mu się najpilniejsze stąd raczej ne trudno było wysnuć odpowiednie wnioski. Szczególnie, gdy coś tam się w głowie ma i fakty potrafi się kojarzyć. Nawet ją to zastanawiało. W końcu nie wiedziała, że z niego taki mały psychol co to kobiety podczas seksu podpala. Wówczas pewnie trochę niepewne by się w jego obecności jednak poczuła, bo pewności by nie miała, że jej lada chwila czegoś nie zrobi, a jednak lubiła swój wygląd nawet. I fakt, że jest tka uparta na pewno ją kiedyś zgubi, oby jedynie nie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 10 Maj 2015 - 21:05

Nie sądził, by była na tyle sprytna, by go jakoś bardziej zranić. W końcu ostatnim razem on wykazał się większym sprytem, umieszczając ją w więzieniu zamiast siebie. Poza tym chyba jednak trudno by było go jakoś niesamowicie zranić, tak mu się przynajmniej wydawało. Zdawał się być przecież człowiekiem całkiem wypranym z emocji i w dużej mierze faktycznie tak było. Z pewnością jednak z chęcią, by się jej próbom przypatrzył, najpewniej w niesamowicie dobry nastrój by go to wprowadziło. Szkoda tylko, że Leslie nie wypowiedziała swoich myśli na głos, najpewniej roześmiałby się natychmiastowo i od razu wróciłby mu humor. Aktualnie bowiem trochę nadszarpany był przez Cartwright. Nie wyprowadziła go jeszcze z równowagi i nadal daleko jej do tego było, ale i tak miał już trochę dość tego ich spotkanka. Liczył raczej, że szybciej się ono skończy, zaczynało go już bowiem nieco nudzić. Nie miał ochoty spędzać z nią tutaj godzin, ale odejście pierwszemu nie wchodziło w grę. Zmuszony był więc przez swoją dumę do tego, by jeszcze się z dziewczyną pomęczyć, choć chyba wolałby się nieco przejść po otoczeniu Exodusa, by poobserwować ludzi, z którymi przyszło mu tutaj żyć. Nie wszystkim się jeszcze przyjrzał, a chciał wiedzieć, czy ta zbieranina ludzi, która Arce wydawała się zbędna, okaże się być choć trochę na Ziemi przydatna. Okazało się, że promieniowanie ich nie zabijało, ale ludzka głupota mogła być jeszcze bardziej niebezpieczna i trzeba ją było niwelować. A Brandon zamierzał się tym zająć.
- Mogę postarać się tutaj. Chętnie zacząłbym od ciebie - rzucił nieco znudzony w jej stronę, nawet nie zerkając na Leslie. Męczyła już nieco go ta rozmowa i chyba zaczynał rozważać opuszczenie Exodusa. Jeszcze nie teraz jednak, jeszcze chciał zobaczyć, na co ją było stać. Musiał przecież przypatrzeć się wszystkim z Setki, teraz miał okazję, by przyjrzeć się Leslie. Póki co jednak z pewnością go swoją osobą nie zainteresowała i nie sądził, by mogła okazać się jakkolwiek użyteczna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Sob 16 Maj 2015 - 13:47

Nawet wrażenia na niej nie zrobiły jego słowa. Nie obawiała się go ani trochę, bo nawet nie miała ku temu najmniejszych powodów. Ostatnim razem udowodnił jedynie, że tchórzem jest, może jedynie sprytnym trochę, ale nic poza tym. Wszelkie jego pogróżki nie robiły na niej najmniejszego wrażenia, bo i czemu miałyby? Wątpiła, by Brandon w ogóle zaliczał się do osób, mających większe szanse na przeżycie tutaj, więc co dopiero o takich rzeczach mowa. Może i wyglądał dość groźnie, ale na tym się chyba kończyło. Leslie co prawda całkowicie niepozornie wyglądała, to jednak nie zmienia to faktu, że kobietą była, upartą niesamowicie, to już w jej naturze mściwość leżała. Dlatego też w odpowiedzi ramionami wzruszyła, a na jej twarzy nadal się uśmiech w pełni uroczy malował. Oparła się głową o ścianę tuż za nią, jakąś wygodniejszą pozę obierając, bo w rzeczywistości niekoniecznie wygonie jej było teraz. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że trochę ciekawiło ją co też takiego zrobił, że koniec końców wylądował właśnie w więzieniu. Niestety podobne informacje uzyskać mogła jedynie od niego, bo najpewniej nikt z setki nie orientowałby się w takich szczegółach.
- Śmiało, nie boję się ciebie - przyznała, lekko prześmiewczym tonem, bo wątpiła, że byłby skłonny zrobić coś podobnego. Trochę ją już nudziła to wymiana zdań, ale nie zamierzała się poddawać, bo w rzeczywistości chciała sobie uciąć krótką drzemkę może, ale nie ma zamiaru miejsca szukać na niższych poziomach, które są całe pozajmowane. Chciała więc w miarę cierpliwie poczekać, aż ten stąd zniknie i spokój jej da, bo przecież kiedyś taki moment nadejdzie, prawda? Miała taka nadzieję w każdym razie, bo ileż można?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Wto 26 Maj 2015 - 22:39

Na jej słowa wywrócił jedynie oczyma, nie mając ochoty się w tę bezsensowną dyskusję bardziej angażować. Nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć i chyba liczyć też już nie mógł na jakąś rozrywkę większą. Dosyć go to wszystko bowiem nudziło i dość już tej wymiany miał. Bliski był nawet uznania, że większego sensu nie ma w tym, by siedzieć tu tak długo i czekać aż ustąpi. Nie raz przekonał się, że głupota bardzo często idzie w parze z oślim uporem, więc całkiem bezsensowne zdawało się siedzenie tutaj z nią, kiedy mógł zrobić coś nieco bardziej pożytecznego. Nie do końca wiedział jeszcze co, ale ochotę wielką miał pozostać gdzieś sam. Nazbyt wiele kontaktu z ludźmi wprowadzało go w wręcz morderczy nastrój, zwłaszcza kontaktu z tak irytującymi jak panienka Cartwright.
- I dobrze. Gdybyś bała się już od początku, nie byłoby zabawy w tym żadnej – stwierdził, wzruszając ramionami. Właściwie to nawet nie miał względem niej żadnych konkretniejszych planów i wcale nie czuł jakiejś większej potrzeby, by się go obawiała. Po prostu potrzebował jakoś uciąć tę rozmowę, a wydawało mu się, że najlepiej będzie odejść, wypowiedziawszy coś, co mogłoby ją na kilka chwil zająć, zastanowić. Niewzruszony wstał ze swojego miejsca i po prostu zszedł z poziomu trzeciego, nie odezwawszy się już wcale.
zt!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Sob 11 Lip 2015 - 23:46

Szaleństwo.
Sytuacja, w której znalazła się teraz Ade przekraczała wszelkie granice jej najgorszych koszmarów. Ba, przez tydzień, który minął od kiedy została wbrew swojej woli wysłana na Ziemię, zdołała się tylko przekonać, że instynkty tkwiące w ludziach nie były czymś, czym byłaby specjalnie zainteresowania by odkryć w sobie.
Ogólnie rzecz biorąc nie szło jej. Przez pierwsze kilkanaście godzin była prerażona, teraz chodziła tylko przestraszona. Podczas gdy inni zajęci byli eksplorowaniem, poznawaniem tego, co wokół nich czy po prostu robieniem tego, co im się podobało, Adaline przeżywała porażkę swojego życia. Nie potrzebowała zbyt dużo czasu by się zorientować, że jest raczej stworzona do cywilizacji, niż buszu. Nie wspominając o wzniecaniu jakiegoś ognia, czy ba, znalezieniu sobie jakiegoś śniadania czy obiadu, nie wspominając o przekąskach pomiędzy, no chyba, że miałaby ambicję zajadania się radioaktywną korą.
Jako że hierarchia stworzyła się bardzo szybko, Ade ustępowała wszystkim tym silnym i ogarniętym dziewczynom, które chciały nosić drewno i zabijać sarny, żeby je potem wypatroszyć bez zmrużenia oka i zjeść na wpół surowo (no dobra, może trochę przesadzała, ale barbarzyństwo szerzyło się wokół jej wydelikaconej postaci i chyba nie do końca sobie z tym radziła). W przeciwieństwie do całej reszy, Louise wciąż miała nadzieję, że zostaną namierzeni przez Arkę, która sprowadzi coś w rodzaju pomocy i ułaskawi tych, co będą tego chcieli, by mogli wrócić do domu i żyć tak, jak do tej pory żyli. To znaczy przed tym, zanim zostali skazani za to i owo. Bo naturalnie o żadnych politycznych problemach dziewczyna nie miała pojęcia.
Moda na zdejmowanie bransoletek nie bardzo przypadła jej do gustu, ba, wręcz strzegła swojej jakby to była najważniejsza rzecz w jej życiu. Jak nigdy wcześniej była zdeterminowana, by coś z tym wszystkim zrobić, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, że pewnie nie ma ku temu żadnych umiejętności. Chciała porozumieć się z Arką, dać im znać, że wcale nie roztapiają się tu od promieniowania, a żyją pewnie nie gorzej, niż ich praprzodkowie gdzieś we wczesnych etapach Ziemi. Adaline chciała cywilizacji tu i teraz, ładu i zasad, które obejmowałyby coś więcej, niż brak zasad.
Z takim nastawieniem wspinała się po drabinie na ostatni poziom Exodusa, przekonana, że ten jest całkowicie pusty, a jej uda się chociażby rzucić okiem na panele komunikacyjne, o których oczywiście nie wiedziała nic, ale liczyła na jakieś dzikie szczęście, które w końcu musiało jej się przytrafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 12 Lip 2015 - 0:20

Pomimo dosyć kiepskiego początku, Setka radziła sobie na Ziemi coraz lepiej. Już aż tak nie głodowali, a dodatkowo w koło ich obozu powoli powstawał całkiem porządny mur. Może nie był jakoś wybitnie piękny, ani też ognioodporny, czy super umocniony, ale zapewniał im schronienie. Ludzie też coraz rzadziej się gubili, co też działało na korzyść wszystkich, bo przynajmniej nie trzeba było wysyłać jakiś misji ratunkowych i skupić się na tym, co faktycznie było ważne. Jednak śmiało można było powiedzieć, że Bellamy był naprawdę dumny. Głównie z siebie, bo w końcu to on trochę pogonił nastolatków, żeby się ogarnęli i zaczęli robić coś więcej, a nie tylko siedzieć i patrzeć na chmury i zbierać kwiatki. Czuł się tak trochę jak dumny tato, chociaż oczywiście nigdy by do czegoś takiego się nie przyznał. Musiał dla wszystkich, nawet dla Octavii, pozostawać twardym i nieugiętym, żeby nie pozwolić na wchodzenie sobie na głowę. Jeżeli miał wszystkich utrzymać w ryzach, to nie mógł okazywać słabości. Oczywiście nie oznaczało to, że tylko stał i wydawał rozkazy. Bellamy nigdy nie należał do ludzi, którzy lubią siedzieć bezczynnie i patrzeć jak inni odwalają całą robotę. Można było mu bardzo wiele zarzucić, może i był podły, może i był dupkiem, który wydawał się interesować tylko sobą, ale na pewno nie można było powiedzieć, że nic nie robi. Co prawda czasami wolałby po prostu odpocząć, ale zamiast tego pomagał przy budowie muru, albo prowadził grupę na polowanie. Zajęty z niego człowiek był, który nie miał nawet czasu na drobne przyjemności. Nikt jednak nie mówił, że takie przewodzenie grupą będzie przyjemne i proste. Ważne jednak było, że go słuchają nie robiąc żadnych większych problemów. A jak ktoś miał problem... były sposoby, żeby ustawić kogoś takiego do porządku. Teraz jednak nie tym się Bellamy zajmował. Potrzebowali broni, a że dysponowali jedynie żelastwem, które można było odnaleźć w Exodsie, toteż trzeba było wyzbierać wszystkie nadające się kawałki metalu i przerobić je na coś w rodzaju noży, czy też grotów włóczni. Niby proste zajęcie, ale za to jakie irytujące i czasochłonne!
Właśnie zbieranie żelastwa było powodem, dla którego Bellamy znajdował się w Exodusie. Wciąż pozostawało tutaj sporo rzeczy, które mogłyby im się do czegoś przydać, więc ktoś musiał się tym zająć. Dlatego też Bellamy szukał. Czy może raczej rozglądał się za potrzebnymi materiałami, przy okazji przenosząc wszystkie skrzynki na narzędzia na najwyższy poziom. Nie, żeby nie ufał Setce (właściwie to im nie ufał), ale lepiej było, żeby wszystko znajdowało się w jednym miejscu i żeby nie koniecznie wszyscy mieli do tego dostęp. Musiał przez to zrobić dwie rundki z niższych poziomów na ostatni, ale było warto. Dodatkowo upewnił się, że radio, które znajdowało się na Exodusie nie zadziała. Nie musiał tego robić, ale chciał. Tak na wszelki wypadek, żeby mógł spokojnie sypiać w nocy. Kiedy już tym wszystkim się zajął, zaczął zbierać materiały na broń. Taki właśnie z niego pracowity chłopak był. I niech tylko teraz mu ktoś powie, że nic nie robi... Tak czy inaczej, był trochę zajęty tym wszystkim, nie mniej usłyszał, że jakiś człek znajduje się w Exodusie i wspina się po drabince...

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 12 Lip 2015 - 20:58

Adaline zbytnio nie doceniała wpływu przywództwa na ich obecną sytuację. Ba, dla niej nadal znajdowali się w skrajnie niebezpiecznej strefie, bez bieżącej wody – co bardzo przeżywała, - bez elektryczności i właściwie jakichkolwiek środków do życia, do których była bardzo przyzwyczajona i do któregoś momentu swojego życia przekonana, że się bez nich nie obędzie. Przyzwyczajona do przestrzennej ciszy i pustki Ade długo nie mogła się przyzwyczaić do odgłosów zwierząt i szumu liści w nocy, co ją przerażało i zapewniało raczej długie bezsenne, pełne napięcia godziny, podczas których to wpatrywała się w sufit i liczyła cokolwiek, by w końcu paść ze zmęczenia gdzieś nad ranem. Wiedziała, że odrobinę przesadza, a przynajmniej zdała sobie sprawę jakiś czas temu, dzięki czemu pewnie udało jej się zaliczyć ostatnie dwie porządnie przespane noce, ale pilnowała, żeby iść spać bardzo wcześniej. Szum rozmów usypiał ją o wiele lepiej, niż wspomniane dźwięki, którymi przepełniona była Ziemia.
Wciąż przekonana, że Exodus jest pusty, nie starała się specjalnie skradać czy w jakikolwiek sposób ukryć swoją obecność. Na trzecim poziomie rzadko kiedy ktoś przesiadywał, toteż uznała to miejsce za pewniaka i odrobinę czasu jej zajęło, by w dość zaciemnionym pomieszczeniu dostrzec Bellamy’ego. A kiedy już to zrobiła, zastygła z wyrazem twarzy osoby, która właśnie została przyłapana na gorącym uczynku, chociaż świadoma była, że właściwie mogłaby się z tego wybronić.
Problemem Ade było to, że zupełnie nie potrafiła kłamać ani ukrywać niczego. Zwykle uchodziło jej to płazem, bo zaliczała się do gromady osób, które po prostu nie rzucały się w oczy, więc nikogo specjalnie nie obchodziło, czy dziewczyna właśnie próbowała łgać w żywe oczy, czy mówiła prawdę. Gdyby jednak się uprzeć, zaciśnięte usta i rumieniec zdradzały tyle, ile na przykład sztywne ruchy i nienaturalna rozmowa. Mianowicie wszystko.
- Cześć Bellamy – powiedziała starając się, by zabrzmiało to naturalnie. W końcu mogła przecież przyjść tu po… Na przykład co. Stała tak z konsternacją, rozglądając się po pomieszczeniu i nie bardzo wiedząc, do czego powinna się podczepić. Nie była nawet na sto procent pewna, czy chłopak zna jej imię, chociaż na pewno miał szczególne miejsce w sercu dla swoich najgorszych członków grupy, tych co nie potrafili… Właściwie niczego.
Sama nie potrafiła sprecyzować, czy Blake’a lubi. Pewnie gdyby tak było nie starałaby się usilnie, czy też marzyła, bo do tej pory w czyny za bardzo nie opływała, by znaleźć drogę powrotną do domu. Żywiła jednak coś w rodzaju respektu, jakiegoś cichego szacunku pomieszanego z lekką obawą przed krzyczącym i wrednym Bellamym, którym potrafił być nawet zbyt często.
Mimo wszystko nawet nie drgnęła, nie mogąc się zdecydować na cel swojej wizyty w tym miejscu na tyle długo, żeby wyglądało to po prostu dziwnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Nie 12 Lip 2015 - 22:20

W momencie wylądowania na Ziemi Bellamy pozbył się jakichkolwiek złudzeń, więc myśli, że kiedykolwiek mogliby wrócić na Arkę go nie nachodziły. Właściwie w jego przypadku, to gdyby taka możliwość nawet istniała, to raczej by z niej nie skorzystał. Zdecydowanie bardziej wolał przestrzeń w której obecnie się znajdowali, ze wszystkimi jej niebezpieczeństwami, niż siedzenie w zamkniętej puszcze w kosmosie, gdzie panowały bezlitosne prawa i ludzie zostawali zamordowani za najmniejsze przewinienia. Teraz ich domem była Ziemie i, czy tego chcieli, czy też nie, powinni się po prostu pogodzić z sytuacją i jak najlepiej do niej dopasować. Osobiście nie miał żadnych problemów przystosowywaniem się do ich nowego położenia, wręcz przeciwnie. Szukanie pożywienia, budowanie muru, czy ogólnie życie na Ziemi nie stanowiło dla niego większego wyzwania. Nie, żeby sztuka przetrwania była czymś łatwym, ale w przypadku Bellamy'ego przychodziła naturalnie. Ze snem też problemów nie miał, pewnie dlatego, że po całym dniu robienia czegoś, albo pilnowania obozu, był po prostu zmęczony. Może jakby Ade spróbowała się trochę przemęczyć to jej życie byłoby też trochę przyjemniejsze i łatwiejsze.
Przede wszystkim dlatego, że na ostatnim poziomie Exodusa kręciło się zawsze najmniej osób, Bellamy postanowił przenieść tutaj tymczasowo większość ich dobytku. Co prawda nie było tego zbyt wiele, jednak latarki, czy jakieś młotki na pewno im się przydadzą. Lepiej było wszystko zostawić w jednym miejscu, niż potem przeszukiwać wszystko. Radio było bezużyteczne już na początku, ale dodatkowe popsucie i lekkie uszkodzenie nikomu nie zaszkodzi. Całe szczęście, że udało mu się je 'przypadkowo' upuścić, zanim rozległy się głosy i nim czyjaś głowa pojawiła się w wejściu na poziom. Oczywiście pojawienie się, jak po chwili się okazało dziewczyny, nie spowodowało, że poczuł się w jakikolwiek sposób przyłapany na gorącym uczynku. Bellamy był święcie przekonany, iż działa w imię wyższego dobra, dlatego też kontynuował swoją, mniej podejrzaną, pracę. Jednak kiedy już dziewczyna w całości pojawiła się na piętrze, poniósł głowę.
Zmarszczył brwi, nie za bardzo wiedząc jak odpowiedzieć na jej pytanie. I nie, nie znał jej imienia. Zapamiętanie imion prawie setki osób w parę dni nie należało do zadań łatwych. Zresztą nawet nie wiedział, czy chce ich wszystkich poznawać. Jeszcze by się zaczęli z nim spoufalać za bardzo i dopiero by była tragedia. - Cześć - powiedział w końcu, dochodząc do wniosku, że zignorowanie dziewczyny byłoby już za bardzo wredne. Owszem, zdarzało mu się nie zachowywać w zbyt przyjazny sposób, ale przecież żadnym chamem, ani prostakiem nie był. Podniósł się z miejsca, rzucając na jeden z foteli parę kawałków metalu. - Szukasz czegoś? - zapytał brunetkę, bo pewnie jakiś cel miała przychodząc tutaj. Skoro on go miał, to i ona mieć musiała. Właściwie to dziewczyna powinna teraz wraz z resztą budować mur, a nie łazić po statku, ale już nie chciał jej tak tego do razu wypominać. Może faktycznie miała jakiś poważny powód, żeby się tutaj szwędać. Dlatego najpierw ją wysłucha, a potem, jeżeli będzie taka potrzeba, okrzyczy.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Poziom 3   Pią 17 Lip 2015 - 0:51

Ryan potrafiła bardzo łatwo przystosować się do sytuacji. Gdy ktoś kazał jej grzecznie siedzieć przy stole, to to właśnie robiła. Nie narzekała również, gdy wymagano od niej pracy fizycznej, szczególnie, że była ona niezbędna do przetrwania. Sam pomysł wysłania jej tutaj, również przyjęła na spokojnie, chociaż w duchu przeklinała go przy użyciu tylu brzydkich słów, ile tylko wpadło jej do głowy. Bo prawda jest taka, że ani siedzenie grzecznie przy stole, budowanie muru, czy mieszkanie tutaj nie sprawiały jej przyjemności. Ale to robiła, bo jeżeli Ryan potrafi robić coś dobrze, to na pewno wyciągać z czegoś korzyści. Doskonale wiedziała, że obrażanie się i odmawianie grupie pomocy, na której towarzystwo została tutaj skazana, ostatecznie obróci się przeciwko niej. Dlatego uśmiechała się, biegała z krzykiem po lesie i budowała mury. Bo gdy jesteś wśród wron, musisz krakać jak one.
Gdy wreszcie miała już serdecznie dość przystosowywania się, zachwiała się lekko, tłumacząc zawrotami głowy. Doskonale wiedziała jak je udawać, więc szybko została odesłana na krótką przerwę. Postanowiła wykorzystać ją na zwiedzanie. Lekko się zdziwiła, że zastała kogoś w środku. Jednym z tych ktosiów, był Ben... nie, Bellamy, chłopak, który przybył tu dla siostry. Ckliwe, głupie i niepotrzebne. Ale wydawać by się mogło, że on tu teraz dowodzi, więc odrobina uprzejmości w jego stronę nie zaszkodzi. Była z nim też jakaś dziewczyna, kojarzyła jej twarz, ale imienia już nie.
- Cześć - przywitała się podchodząc w ich stronę. Usiadła pod ścianą, oddychając lekko z trudem. Cieszyła się, że policzki miała zaczerwienione od pracy, nadawało to jej historyjce wiarygodności.
- Całkiem nieźle nam tam idzie, zaczyna to już przypominać prawdziwy obóz. A wy czemu się tutaj chowacie? - spytała. Starała się, żeby nie brzmiało to jak oskarżenie, tylko zwykła, ludzka ciekawość.
Usiadła nieco wygodniej, bo po turecku. Ubranie, które miała na sobie już dawno się zniszczyło w wielu miejscach, co doprowadzało ją do szaleństwa. Wewnętrznego, oczywiście. Nie dawała po sobie poznać jak bardzo brak schludnego ubioru czy środków czystości jej przeszkadza.
- Jestem Parker, tak właściwie.
Ryan nie lubiła jak ludzie zwracali się do niej jej imieniem. Podczas stażu wszyscy wołali do niej po nazwisku, więc kojarzy jej się dużo lepiej, niż jej matka, która co noc wyła jej imię z powodu takiej czy innej potrzeby. Nazwisko wiązało się z sukcesem, uznaniem i przyszłością. Imię z chorobą, nędzą i nieszczęściem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Poziom 3   

Powrót do góry Go down
 

Poziom 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Sala Tortur (Poziom - II; podziemia)
» Poziom a nie ranga i GHHOP (Give Him His Own Playground)
» Zgłoszenia na poziom S

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east :: Obóz setki :: Exodus-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.