IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   Wto 28 Kwi 2015 - 21:31

poszalałam trochę z długością, przepraszam *_*

Od kiedy Savannah wraz z matką przeprowadziły się i zamieszkały z Jacobem i Davidem, dziewczyna nie miała zbyt wiele okazji na to, by pobyć w ich kwaterze sama trochę dłużej. Chociaż ich nowe mieszkanie było nieco większe, niż to poprzednie, wciąż nie zapewniało za wiele prywatności. Prywatności, której - jak wiadomo - każda nastolatka po prostu potrzebuje. Sav nie była wyjątkiem. Mimo że czasem mogłoby się wydawać, że wraz ze swoimi ambicjami, pracowitością, ogólnym spokojem i trzymaniem się z dala od większych kłopotów, wykroczyła mentalnie już poza wiek nastoletni, wciąż miała te swoje piętnaście lat. I dobrze było chociaż od czasu do czasu jak taka pełnoprawna piętnastolatka się poczuć.
Tak więc, gdy okazało się, że jednego z wolnych od szkoły dni zostanie w kwaterze sama co najmniej przez kilka godzin, postanowiła to odpowiednio wykorzystać. Co było do niej zupełnie niepodobne, z łóżka nie wstała przed dziesiątą. Nie mając ochoty się przebierać, śniadanie zjadła w koszulce i luźnych spodniach, w których zwykle spała, rozłożona wygodnie na niedużej kanapie, przeglądając na tablecie dostępną muzykę.
Posiadanie dostępu do czegoś takiego jak tablet było kolejnym przywilejem, który ją spotkał, kiedy jej mama związała się z Jacobem. Savannah nie była materialistką i z pewnością radziłaby sobie dalej świetnie bez tego urządzenia, ale... prawdę mówiąc genialnie było mieć do niego dostęp. Już nie musiała biegać do biblioteki i korzystać z tamtejszych komputerów za każdym razem, gdy jakakolwiek praca domowa obejmowała zerknięcie do jakichś elektronicznych materiałów źródłowych. Multum zabawy sprawiało jej robienie sobie zwariowanych zdjęć z Pyxis, czy nagrywanie przyjaciółki, a później kasowanie tego wszystkiego, nim ktokolwiek inny je zobaczy. W końcu miała też dostęp do muzyki, którą dotąd mogła słuchać raczej sporadycznie. Teraz mogła przeglądać całe jej katalogi, poznawać (i w końcu również śpiewać!) zupełnie nowe piosenki, które kiedyś, ponad sto lat wcześniej, były mniej lub bardziej lubiane i słuchane.
Nic więc w sumie dziwnego, że tak bardzo była rozdarta jeśli chodzi o jej odczucia dotyczące jej nowej rodziny. Z jednej strony nie potrafiła do końca przeboleć tego, że jej matka otrząsnęła się z letargu po śmierci byłego męża dopiero wtedy, gdy znalazła nowego partnera... ale z drugiej wydawała się o wiele szczęśliwsza. Z jednej strony Savannah nie przepadała za Jacobem i jego raczej sztywnym, typowo strażniczym podejściem do wychowania... ale z drugiej to właśnie dzięki niemu zaczęła ten swój przedwczesny mini-staż przy boku prawdziwych lekarzy. Z jednej strony tęskniła za ich starą kwaterą, która wiązała się z tyloma dobrymi wspomnieniami... ale ta nowa niosła ze sobą parę przydatnych udogodnień, no i przy okazji znajdowała się o wiele bliżej tej, w której mieszkała z rodzicami Pyxis. I w końcu mieszkał tutaj też David... który również, czy tego chciała czy nie, należał do tej grupy czynników, przez które wolałaby wrócić do tego, co było i pozostać przy tym, co jest... jednocześnie.
Ale dzisiaj nie zamierzała o nim myśleć! To miał być czas tylko dla niej, a David (którego bez powodzenia próbowała nazywać bratem) zajmował ostatnio już wystarczająco miejsca w jej życiu.
Kończąc śniadanie, wybrała w końcu jakąś playlistę, która bardzo szybko poderwała jej zadziwiająco dziś leniwy tyłek do góry. Nie minęły może dwie czy trzy piosenki, a Savannah już nie tylko podśpiewywała kolejne z nich, ale dosłownie śpiewała i tańczyła po całej kwaterze, wciąż w piżamie, dając z siebie wszystko. Co prawda taniec nigdy nie był jej aż tak mocną stroną, jak śpiew, ale nie można jej było odmówić poczucia rytmu.
W którymś momencie zupełnie zapomniała o całym świecie, nie zwracając uwagi na nic, co działo się wokół niej. Wyśpiewując początek refrenu następnej piosenki *klik*:
- Shot, shot, shot, shot, shot like a bullet... - zaczęła krążyć wokół własnej osi z rękoma wyciągniętymi do przodu i dłońmi ułożonymi w kształt pistoletu, udając że rzeczywiście strzela przy każdym shot. I pewnie kontynuowałaby ten dziwny taniec, gdyby nie fakt, że swój ostatni "strzał" nieświadomie wycelowała w stronę Davida, który kto wie, ile czasu już znajdował się w mieszkaniu...
Savannah zamarła i umilkła w jednej sekundzie, wcześniej tylko opuszczając szybko ręce. Przez moment zupełnie nie wiedziała, co powinna ze sobą zrobić i tylko wpatrywała się w chłopaka z mieszaniną zaskoczenia i paniki na twarzy.

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   Pon 4 Maj 2015 - 0:46

Rdzawy zapach krwi zdawał się przepełniać starannie filtrowane powietrze, kiedy podążając dobrze znanym korytarzem, wracał do kwatery. Nieznaczne utykanie odbijało się od metalowych ścian nierównym echem; lewa kostka, opuchnięta i pulsująca, przy każdym kroku uciekała nieco na bok, sprawiając, że szorstka podeszwa buta ocierała się o posadzkę o sekundę za długo. Jej właściciel zdawał się jednak nie zwracać na to uwagi, pewnym siebie wzrokiem gromiąc każdego, kto zdecydował się rzucić mu krzywe spojrzenie. Nie dziwił się im wcale - z ledwie zasklepionym rozcięciem na policzku i zasychającymi, burymi plamkami na szarej koszulce, musiał wyglądać co najmniej niepokojąco - ale nie miał najmniejszej ochoty na znoszenie ich oceniających wyrazów twarzy. Może przepełniała go paranoja, na pewno przepełniała go złość, ale... nie dzisiaj, nie teraz.
Nie wracał z treningu; na to było jeszcze za wcześnie, zaplanowane przez ojca ćwiczenia miały rozpocząć się za ponad dwie godziny i wiedział, że musiał do tego czasu zamaskować ślady porannej bójki oraz doprowadzić się do stanu używalności. Tylko tym się przejmował - konsekwencje starcia z chłopakiem, którego imienia nawet nie był w stanie sobie przypomnieć, pozostawały całkowicie poza jego polem niepokojów. Nie był głupi, wiedział, co za to groziło, ale wiedział też, że jego przeciwnikowi również nie było spieszno do więzienia. A nawet gdyby okazał się takim kretynem, to prawo na Arce nigdy nie było jednakowe dla wszystkich i zapewne wystarczyłoby jedno słowo jego ojca, żeby przypadkowo zapomniano o jego wykroczeniach.
O aresztowanie absolutnie więc się nie martwił, ale o skręconą kostkę - już tak. Oczami wyobraźni widział samego siebie, upadającego podczas rozgrzewkowego biegu, i ta wizja nie poprawiała mu wcale nastroju. Ktoś o mniej spaczonym kręgosłupie moralnym i niewywróconym do góry do nogami systemie wartości z pewnością po prostu zrezygnowałby z nadprogramowej aktywności, kierując się prosto do stacji medycznej, ale David nie dopuszczał nawet do siebie takiej myśli. Gdyby ktoś zaproponował mu poproszenie ojca o dzień wolnego, wybuchnąłby śmiechem prosto w jego twarz, uznając go za wariata albo szaleńca. I to nie tylko dlatego, że się bał; nie uważał siebie za niezdrowo podporządkowanego, nie dostrzegał niczego niewłaściwego w swojej relacji z rodzicielem. Przecież chodziło o jego przyszłość; Jacob chciał dobrze, Jacob wiedział, co robi. Gdyby było inaczej, czy całe oddziały strażników szłyby za nim bez słowa, podporządkowując się bez cienia sprzeciwu?
Tylko gdyby ta pieprzona kostka przestała już puchnąć...
Zatrzymał się przed drzwiami, bez zastanowienia popychając je do przodu i przestępując próg, nie spodziewając się zobaczyć w środku nikogo. Przyzwyczajenie z czasów, kiedy żył tylko z ojcem, jak się okazało - tym razem złudne, bo kwatera z całą pewnością nie była pusta. Przystanął zaskoczony, na kilka sekund zapominając nawet o pulsującej bólem nodze, która wydawała się ważyć co najmniej tonę, nie pozwalając mu na drgnięcie w którąkolwiek stronę. W pierwszym momencie miał ochotę się wycofać; wrócić na korytarz, zanim Savannah zdałaby sobie sprawę z jego obecności i uniknąć tym samym konfrontacji, na którą nie miał w tamtej chwili ochoty. Ale nie mógł. Nie mógł, bo musiał doprowadzić się do porządku, i nie mógł, bo musiałby w tym celu oderwać wzrok od jej podskakującej sylwetki, od fruwających dookoła drobnej, promieniejącej twarzy włosów, musiałby odciąć się od jej głosu, podążającego za refrenem piosenki, której nie znał.
Nie ruszył się więc, przez dłuższą chwilę po prostu podążając za nią wzrokiem i nie zastanawiając się nawet nad sensem swoich działań. Gdzieś w międzyczasie odruchowo zamknął drzwi, ale szczęknięcie zamka najwidoczniej jej nie zaalarmowało, bo kontynuowała swój spontaniczny taniec, nie zwracając na niego uwagi. A on? Niezręczność sytuacji dopiero do niego docierała, z epickim opóźnieniem przedzierając się przez tymczasowo przepalone neurony w mózgu i sprawiając, że poczuł się nagle jak intruz, oglądający przedstawienie, które nie było przeznaczone dla jego oczu. Ocknął się wreszcie, zrobił krok do tyłu i miał właśnie postawić drugi, kiedy Savannah wreszcie zdała sobie sprawę z jego obecności.
Znów zamarł w miejscu, zatrzymany przez jej spojrzenie, niezdolny do jakiejkolwiek reakcji. To dlatego tak bardzo się buntował przeciw przeprowadzce; te przychodzące znienacka sytuacje skutecznie wytrącały go z równowagi, zmuszały go do zachowywania ostrożności nawet we własnym mieszkaniu i pokazywały mu po raz kolejny i kolejny, że nie był tak chłodny i obojętny, jak mu się wydawało.
- Nie wiedziałem, że tu będziesz - powiedział w końcu, decydując się przerwać coraz cięższą ciszę, ale jego głos zabrzmiał jakoś niepewnie, słabo i miękko. Odchrząknął nerwowo, reflektując się niemal natychmiast i przybierając na twarz jeden ze swoich sztucznych, złośliwych uśmiechów. - Ale nie przeszkadzaj sobie - dodał po chwili, unosząc wyżej jedną brew i nie bez zadowolenia przenosząc wzrok na jej piżamę.
Boże, powinna mieć nakaz chodzenia po kwaterze w pełnym kombinezonie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   Pon 4 Maj 2015 - 21:24

Savannah potrzebowała odrobinę więcej czasu niż David, by odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Najpierw na to, by jej zakompleksiona ona mogła wyrzucić sobie wszystkie niedoskonałości - jej głosu, jej ruchów, a w końcu nawet jej ciała - które według niej posiadała i które nieświadomie podała właśnie Davidowi jak na tacy. Zaraz potem musiała przekląć w duchu samą siebie za to, że wbrew sobie i wszystkiemu przejmuje się tym, co chłopak (brat! pamiętasz, Savannah? brat!) o niej myśli i jak ją widzi. Również wciąż odtwarzana piosenka zirytowała ją swoją skocznością i niedopasowaniem do sytuacji. Dopiero na samym końcu pojawiła się złość na samego Davida. Za to, że ją widział w takiej a nie innej sytuacji. Za to, że patrzył na nią w taki sposób, którego nie potrafiła zignorować i który nie pozwalał jej pierwszej odwrócić wzroku. Za to, że przy nim czuła się tak idiotycznie (szczególnie, gdy byli sami), kiedy odpychając go od siebie tym bardziej miała ochotę się do niego zbliżyć. W końcu również za to, że przez cały czas miała wrażenie, że David dokładnie wiedział, w jaki sposób gdzieś w środku na niego reagowała, mimo że tak usilnie starała się to ukryć. I że to go bawiło. Co najmniej tak mocno, jak nie bawiło jej.
Na Ziemię (a raczej na Arkę) wróciła dopiero wtedy, gdy David przerwał przedłużającą się ciszę. Savannah nie odezwała się jednak w pierwszej chwili, szybko wyłapując tą delikatną, choć wciąż wyczuwalną zmianę w głosie, którym zwykle się do niej zwracał (jeśli już się zwracał). W tym samym momencie dostrzegła też świeżo zasklepione rozcięcie na jego policzku, równie niepokojące plamy na jego koszulce, a w końcu nawet to, że stał jakoś inaczej - mniej pewnie i prosto, niż zazwyczaj. Przez moment chciała zapytać go wprost, co mu się stało... Gdy usłyszała jednak jego kolejne słowa i zauważyła ten typowy dla niego, złośliwy uśmieszek, odrzuciła swoje poprzednie obserwacje. Musiało jej się coś przywidzieć i przesłyszeć, skoro sądziła, że nagle zmienił do niej swoje podejście. Nie wytrzymała też długo pod tym jego spojrzeniem, szybko odwracając się do niego bokiem, by wyłączyć nadal odtwarzaną playlistę, a zaraz potem skrzyżować ramiona na klatce piersiowej.
- Nie wiedziałam, że wrócisz tak szybko - stwierdziła przy okazji, nie patrząc nawet na chłopaka i wcześniej jeszcze lekko odchrząkując, by się upewnić, że jej głos nie zabrzmi tak, jakby miała w gardle wielką gulę. Mimo że rzeczywiście miała. - Przyszedłeś po coś w drodze do stacji medycznej? - zapytała też zaraz, niby obojętnie, chociaż w duchu miała nadzieję, że dzięki temu pytaniu dowie się, co mu się stało. Albo przynajmniej, czy nie stało mu się nic poważnego. Nie potrafiła tego tak po prostu zupełnie zignorować... mimo wszystko. Jednocześnie jednak wolała, by nie pomyślał sobie, że jakkolwiek się o niego martwi. Nawet, jeśli była to prawda.
Po swoich ostatnich słowach odwróciła się też z powrotem w jego stronę, nadal w ten znikomy sposób (chociaż zawsze jakiś) chowając się przed jego spojrzeniem za skrzyżowanymi na piersiach ramionami. I w duchu zastanawiając się, czy może nie zacząć ubierać się i sypiać w pełnym uniformie...

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   Pon 4 Maj 2015 - 23:29

Marzenie o posiadaniu rodzeństwa było na Arce dosyć powszechne. I w pewnym sensie zrozumiałe; potrzeba dzielenia procesu dorastania z drugim człowiekiem w podobnym wieku zdawała się zakodowana w ludzkiej naturze do tego stopnia, że nie potrafiły wykorzenić jej ani z góry narzucone normy społeczne, ani groźba wyrzucenia w przestrzeń kosmiczną, która co prawda blokowała działania, ale myśli - już nie. W społeczeństwie od podstaw zbudowanym z trójosobowych komórek nie było co prawda miejsca na odstępstwa od reguł, ale ludzie od zawsze charakteryzowali się skłonnościami do działania na przekór. Niektórzy nawet próbowali, kończąc zazwyczaj tragicznie; reszta ograniczała się do tęsknych co by było, gdyby, rzucanych bezsensownie i najczęściej na skutek zbyt obfitego celebrowania udanego zakupu nielegalnego bimbru.
David nigdy ich nie rozumiał. Swój indywidualizm, odrębność i niezależność traktował jak największy skarb i siłę. Ironią losu był więc fakt, że to jednej z nielicznych osób zadowolonych ze swojego osamotnienia, ową samotność odebrano, podarowując w niechcianym prezencie to, czego nie mógł mieć nikt inny - siostrę. Co prawda przyszywaną i taką, z którą nie łączyły go więzy krwi, ale rodzinne już jak najbardziej, zwłaszcza odkąd jego ojciec postanowił poślubić jej matkę. Decyzja jego zdaniem głupia i nieprzemyślana, ale też nigdy przez syna głośno nieskrytykowana, bo David już dawno nauczył się zapobiegawczo zachowywać własne myśli dla siebie.
Tak robił też teraz, zaciskając zęby i hamując większość cisnących mu się na usta komentarzy, chociaż wewnętrznie miotał się we wszystkie strony, nie bardzo wiedząc, co zrobić z nadmiarem kotłujących się w jego głowie emocji, wśród których przeważała głównie złość. Nie jednak czysta i jednolita, a wielowymiarowa, powodowana przez setki odmiennych czynników - i to nie wszystkich w pełni zrozumiałych dla samego zainteresowanego, który tak naprawdę nie wiedział, na kogo tak naprawdę był zły. Najlogiczniejszą odpowiedzią byłoby - na nią, na Savannah; na tę w gruncie rzeczy obcą dziewczynę, która pojawiła się w jego idealnie poukładanym świecie nagle i bez zaproszenia, niszcząc starannie zaplanowaną wizję najbliższych lat. Irytowało go w niej wszystko - to, że w ogóle istniała, że nie był w stanie ignorować jej obecności, że odciągała uwagę jego ojca od niego, że nie ufał samemu sobie, kiedy był przy niej. Wydawało mu się, że w jakiś niewytłumaczalny sposób robiła z niego kogoś słabego, a na to pozwolić sobie nie mógł, od dziecka uznając okazywanie słabości za największe zło. Takie czynniki należało usuwać, neutralizować; powinien był więc odgrodzić się od niej grubą ścianą, nie dopuszczając jej do siebie nawet na milimetr. A tego również nie potrafił. Zabawne - nienawidził w niej tylu rzeczy, dlaczego więc nie był w stanie tak po prostu nienawidzić jej?
- Stacji medycznej? - zapytał, odrywając w końcu od niej spojrzenie i odwracając się w stronę wysepki kuchennej. Oczywiście udawał; doskonale wiedział, że zauważyła, w jakim był stanie, i że jej pytanie nie było przypadkowe ani omyłkowe. Nie miał zamiaru wdawać się jednak w szczegóły. Sam fakt, że oglądała go takiego sprawiał, że znów miał problemy z zachowaniem jasności myślenia, bo do umysłu wkradało mu się zażenowanie i kolejne porcje złości, której w żaden sposób nie potrafił nieszkodliwie uwolnić. - Przyszedłem się przebrać i trochę ogarnąć przed treningiem - wyjaśnił wymijająco, nieco chwiejnie podchodząc do lodówki i z zamrażarki wyciągając woreczek z lodem, który dosyć niezdarnie przyłożył do opuchniętej kostki, teraz będącej rozmiarów dwóch normalnych. Zabiłby za coś przeciwbólowego, co pozwoliłoby przetrwać mu kilka następnych godzin, ale szanse, że ktokolwiek pozwoliłby mu zmarnować środki przeciwbólowe na drobną kontuzję były... cóż, żadne.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   Wto 5 Maj 2015 - 3:59

Savannah rozluźniła się nieco, gdy David oderwał w końcu od niej swoje spojrzenie. Chociaż zwykle w takich momentach wyrzucałaby w myślach i sobie i jemu, że w ten sposób na nią działa, że jego jedno przydługie spojrzenie potrafi napiąć każdy jej mięsień bez jakiegokolwiek jej przyzwolenia... teraz nie to siedziało w jej głowie. Milcząc przez chwilę przyglądała się, jak chłopak podszedł chwiejnie do lodówki. Jego odpowiedź jej nie usytasfakcjonowała. Głównie dlatego, że nie była to właściwie żadna odpowiedź. A nawet więcej - chociaż starała się pozostać obojętną, zaniepoił ją. Naprawdę zamierzał pójść w takim stanie na trening?
Chociaż w duchu wyklinała samą siebie gorzej, niż kiedykolwiek, ruszyła za Davidem i przystanęła w przejściu między aneksem kuchennym, a resztą ich kwatery. Powinna posłuchać zdrowego rozsądku i zostawić go... w końcu chyba wiedział, jak sam siebie naraża? Jej charakter jednak nie pozwolił jej zawrócić. Chociaż... chyba nie tylko on.
- To nic nie da, jeśli nie zdejmiesz buta i nie usiądziesz - odezwała się, widząc jak raczej niezdarnie starał się pozbyć opuchlizny z - jak się w tej chwili już domyślała - skręconej kostki. Starała się brzmieć tak, jakby właściwie w ogóle nie obchodziło ją to, co się z nim stanie. Jakby po prostu nie mogła patrzeć, gdy ktoś tak nieudolnie wykonywał coś, co jej przychodziło z taką łatwością. Nie chciała, by wiedział, że jest zupełnie odwrotnie. Właściwie to sama również wolałaby, gdyby naprawdę miała go gdzieś... o ile łatwiejsze byłoby wszystko! - Pozwól mi pomóc, to szybciej trafisz na trening, a ja znów będę mogła zostać sama - dodała jeszcze, częściowo wbrew sobie. Bo mimo że rzeczywiście jego obecność tutaj była daleka od tego, jak zaplanowała sobie jeszcze te najbliższe parę godzin, to wciąż ostatnią rzeczą, jaką teraz chciała zrobić, było puszczenie go ze skręconą kostką i kto wie, czym jeszcze (w końcu skąd mogła wiedzieć, czy skręcenie i szrama na policzku to jedyne, co mu się przydarzyło?) na trening z Jacobem. Na jakikolwiek trening!

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   Czw 7 Maj 2015 - 10:00

Nie chciał jej tutaj. Jej obecność, śledzący go wzrok, propozycja pomocy, wypowiedziana tylko pozornie od niechcenia - wszystko to sprawiało, że miał ochotę poderwać się z kuchennego stołka, na który opadł, i opuścić kwaterę. Nie potrzebował litości, a już na pewno nie potrzebował jej od niej, chociaż nie chodziło tylko o to. Dawno już zauważył, że samo jej przebywanie w tym samym pomieszczeniu wywoływało w nim plątaninę myśli i emocji, których nie potrafił ani przyporządkować do żadnych znanych sobie nazw, ani poukładać w całość. Wydawały się sobie sprzeczne, bezsensowne, nieuzasadnione; wytrącały go z równowagi i burzyły perfekcję idealnie poukładanego wszechświata. Jeżeli jego dawne życie charakteryzowało się jakim takim porządkiem, to ona była chaosem, niewidzialną siłą, z przerażającą lekkością podważającą wszystkie jego wewnętrznie ustalone zasady i siejącą zniszczenie wśród starannie dopracowywanych planów. A największy problem polegał na tym, że sam David zdawał się nie mieć wystarczająco dużo silnej woli, żeby tak po prostu wyrzucić ją ze swojego życia. Wymawiając się posłusznością ojcu i koniecznością otoczenia opieką swojej nowej rodziny, tak naprawdę z pewnym zachwytem i fascynacją (do których nigdy by się nie przyznał) obserwował tę falę destrukcji, nie mogąc uwierzyć, że można było niszczyć z taką gracją. Rozumiał już bohaterów oglądanych od czasu do czasu filmów, którzy stając oko w oko z tornadem nie uciekali, a jedynie stali jak wmurowani w ziemię, szeroko otwartymi oczami przyglądając się, jak wszystko, co znali, obracało się w chaos.
- Nie masz ciekawszych rzeczy do zrobienia? - zapytał chłodno, nie podnosząc na nią wzroku, ale posłusznie zdejmując but. I skarpetkę. Oparł jedną nogę o drugą, podwijając nogawkę i przyglądając się kostce, ale tak naprawdę nie miał pojęcia, na co patrzył. Widział opuchliznę, widział zaczerwienienie; w jednym miejscu na skórze rozlewał się też fioletowy siniec. Czy tak to powinno wyglądać? Wzruszył ramionami, przykładając woreczek z lodem do miejsca, które przedstawiało się (w jego mniemaniu) najgorzej.
Nie mogąc już dłużej jej ignorować, podniósł wzrok na Savannah, ale niemal natychmiast znowu uciekł gdzieś na bok, zażenowany zarówno pozycją, w której się znalazł, jak i odkryciem, że znajdowała się bliżej, niż pierwotnie się spodziewał. Miał ochotę przyjąć jej pomoc - potrzebował ją przyjąć - ale osobista duma skutecznie blokowała wszelkie słowa, które mogłyby ją nadszarpnąć. Nie odzywał się więc przez dłuższą chwilę, bez większego efektu starając się ignorować stojącą w drzwiach dziewczynę, której wzrok parzył go w twarz jak laser. W końcu odchrząknął cicho.
- Mamy coś na to? - zapytał wymijająco, ani jednoznacznie nie przyjmując jej propozycji, ani nie każąc jej się wypchać, bo na żadną z tych rzeczy tak naprawdę nie był w stanie się zdobyć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   Nie 10 Maj 2015 - 15:52

- Miałam... dopóki mi nie przeszkodziłeś - mruknęła w odpowiedzi wymijająco, starając się nie wziąć zbytnio do siebie jego chłodnego tonu. Nie było to jednak takie łatwe, jakby chciała. Ostatnimi czasy stawało się nawet trudniejsze, niż na początku. Gdyby nie to, że jej matka wyszła za jego ojca (czyli gdyby on nie był twoim bratem, Sav, tak ciężko to powiedzieć nawet samej sobie?), być może od razu rozpoznałaby, co się z nią działo. Co prawda doświadczenia w tej materii żadnego nie miała, ale za to była dobrym słuchaczem i nie raz jako słuchaczka uczestniczyła w rozmowach koleżanek na te tematy. Nie była żadnym ekspertem, ale przez tyle czasu sądziła, że jeśli już to w nią w końcu zdecyduje się uderzyć - będzie wiedziała. Ale zamiast tego była tylko kompletnie zagubiona. Niepewna. A nawet trochę przerażona. I miała wrażenie, że to w dużej mierze jej wina, że w ogóle nie idzie im nawiązywanie bratersko-siostrzanych więzi. Zamiast z nim rozmawiać, dyskutować na różne tematy, wolała ich unikać, bojąc się tego, jak bardzo chciałaby go tak właściwie poznać. Zamiast wspólnie z nim uczestniczyć w odrabianiu lekcji, czy różnych domowych obowiązków, wolała je czasem wykonać zupełnie sama, byle uniknąć sytuacji, gdy będą zbyt blisko siebie, a ona nie będzie już w stanie na niczym się skupić. Zamiast spokojnie zjadać wspólne posiłki, cały czas uważała, by przypadkiem oboje z Davidem nie sięgnęli po to samo i równie przypadkiem się przy tym nie dotknęli, czy nawet musnęli rękami, bo obawiała się, że któreś z ich rodziców jakimś cudem zauważy ten dziwny prąd, który zawsze przebiegał po jej ciele od miejsca, w którym ją dotknął.
W tej chwili jej obawy, niepewność i zagubienie wcale nie były mniejsze. Jednak podczas gdy zwykle przeradzały się w irytację (na samą siebie i na niego), a w końcu także na unikanie go za wszelką cenę, tak teraz nie potrafiła odejść. Zwyciężyła ta druga część niej samej, której zwykle przy Davidzie starała się nie dawać dojść do głosu.
- Nie na gołą nogę, bo sobie coś odmrozisz - rzuciła więc robiąc nawet jeden krok w głąb kuchni. - Owiń chociaż w coś ten lód - dodała już zdecydowanie mniej obojętnym tonem. Wciąż wolałaby, by nie widział, że rzeczywiście jakkolwiek jej zależy, ale nie potrafiła tak zupełnie zwalczyć swojej natury. Szczególnie w takich sytuacjach, jak ta. Gdyby wiedziała wcześniej, że tak polegnie, pewnie wiałaby jeszcze zanim dowiedziałaby się, że Davidowi stało się coś poważniejszego, niż niezbyt głęboka szrama na policzku. Ale wtedy zostałaby z wyrzutami sumienia, że nijak mu nie pomogła... I tak źle i tak niedobrze. W każdym razie - teraz już i tak było za późno na zastanawianie się "co by było, gdyby".
Słysząc nagle jego przerywające ciszę pytanie, wzdrygnęła się lekko w miejscu, zdając sobie sprawę, że od dłuższej chwili uważnie mu się przyglądała. Nie tylko kostce, która naprawdę nie wyglądała najlepiej i nie wróżyła Davidowi zbyt szybkiego powrotu do treningów, ale również jego twarzy. Bardziej jasnego przekazu już nie mogłaś mu wysyłać, prawda?
- Na skręconą kostkę? Właściwie mamy... można tak powiedzieć. Ale pewnie ci się to nie spodoba - ostrzegła go już z góry. Nie mogła przy okazji chociaż w duchu nie uśmiechnąć się na fakt, że - nawet jeśli tego nie mówił wprost - przyjmował jej pomoc. Albo - że przynajmniej jej jawnie nie odrzucał. Zaraz potem jednak znów się przeklęła.
Głupia!
- Zimne okłady, dużo odpoczynku, nie nadwyrężanie nogi... i zero treningów przez najbliższe tygodnie - ostatnie szczególnie podkreśliła, domyślając się, że właśnie to mogło mu się najbardziej nie spodobać. Jeśli jednak chciał jeszcze wrócić do treningów z ojcem i nie mieć większych problemów z tą kostką, powinien jej posłuchać. A jeśli nie jej, to każdy lekarz, do którego pójdzie, powie mu to samo...
- Powiesz mi, co się stało? - pytanie wymknęło się z jej ust, zanim zdążyła się ugryźć w język. Było jednak za późno, by je cofać, a nie wiedziała, jak mogłaby je przekręcić bardziej na swoją korzyść, niż niekorzyść. Posłała mu więc już tylko pytające spojrzenie, opierając się tyłem o kuchenną szafkę stojącą najbliżej wyjścia. Wciąż bała się bardziej zmniejszyć odległość między nimi.

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz   

Powrót do góry Go down
 

Savannah & David / Arka / jakieś półtora roku wstecz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Postacie :: Retrospekcje-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.