IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Teren przy Exodusie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Teren przy Exodusie   Sob 21 Lut 2015 - 13:45

Teren na którym wylądował statek Exodus nie wyróżnia się niczym wyjątkowym, jeżeli przyrównamy go do pozostałej części lasu. Ziemię zarastają sięgające pasa paprocie, a najbliższe drzewa są pokryte mchem. Lądowanie statku spowodowało zniszczenie większości drzew, które miały nieszczęście znaleźć się z tyłu statku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 2 Mar 2015 - 13:58

Na dźwięk słów wykrzyczanych przez Octavię roześmiała się wesoło, mrużąc przy tym oczy i opuściła ręce luźno wzdłuż tułowia. Momentalnie poczuła się lżejsza, jakby w jednej chwili cały ciężar zmartwień, które doskwierały jej przez cały ten czas rozpłynął się w powietrzu. Prawdziwym, świeżym, takim, o jakim od lat marzyli mieszkańcy Arki. Czas na zawracanie sobie głowy problemami, jakie czekają Setkę na Ziemi jeszcze przyjdzie; teraz jednak nawet Clarke potrzebowała chwili na oddanie się szczęściu, które wypełniło ją od stóp do głów. Czuła przyjemne mrowienie na całym ciele, dreszcze rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa. Posłała Bellamy'emu wesoły uśmiech i odprowadziła go wzrokiem na polane, osobiście nadal napawając się widokiem z odległości. Dopiero głos nieznanego jej chłopaka skłonił ją do tego, żeby opuścić pokład Exodusa i postawić pierwsze kroki na ziemi.
- Mam na imię Clarke - mruknęła w stronę nieznajomego, który nazwał ją księżniczką, nieznacznie marszcząc przy tym brwi. Zaraz jednak jej twarz ponownie rozjaśnił uśmiech i niespiesznie zbliżyła się do linii drzew, przy których zmuszona była unieść głowę do góry, żeby móc przyjrzeć się ich koronom w pełnej okazałości. Wyglądały dokładnie tak, jak sobie je wyobrażała. Wysokie i majestatyczne, ale jednoczenie delikatne. Położyła dłoń na pniu jednego z nich, chcąc przekonać się, jaka w dotyku jest kora. Miała ochotę wszystkiego dotknąć, powąchać, nawet polizać, żeby tylko przekonać się, że nie śni, że naprawdę obcuje z matką naturą, a nie tylko własnymi marzeniami. Szybko jednak ochłonęła, przekierowując myśli na właściwy jej zdaniem tor. Mieli tutaj równą setkę dzieciaków, nad którymi ktoś będzie musiał zapanować, poprowadzić, zająć się nimi. Jasne, hulaj dusza, piekła nie ma, ale oczywistym było, że jeśli wszyscy będę robili to na co im w danej chwili ochota będzie stworzą tu jedynie jeden wielki chaos. A wtedy ich przyszłość wcale tak kolorowo nie będzie się już malowała. Jej wzrok automatycznie powędrował do starszego z Blake'ów, do którego zaraz podeszła szybkim krokiem.
- Musimy rozejrzeć się po statku - stwierdziła, oglądając się przez ramię na wejście do Exodusa. - Jestem pewna, że zostawili tam mapy czy cokolwiek innego, co pozwoli dotrzeć nam do Mount Weather - dodała, wracając spojrzeniem do chłopaka i przestąpiła z nogi na nogę, czekając na jego reakcję. Podświadomie czuła, że to on przejmie rolę przewodnika tej trzódki i bez jego aprobaty nie powinna nic w kierunku odnalezienia zapasów robić, jednocześnie jednak wiedziała, że tak czy inaczej postąpi zgodnie z własnymi przekonaniami.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 2 Mar 2015 - 15:03

Clarke Griffin – każdy ją już tu chyba znał, a nawet jeśli nie to przynajmniej o niej słyszał. Było głośno o tym, że ona i jej ojciec chcieli dopuścić się zdrady nad prawa, które rządziły się swoim losem na Arce. To jednak mało obchodziło Australijczyka, bo w sumie każdy z tej setki więźniów miał coś za swoimi uszami większego bądź mniejszego przeskrobane. Maximilian wiedział, że tak naprawdę będzie mógł polegać tutaj tylko na sobie, a przynajmniej dopóki nie wypada pozostałych uczestników tej jakże ekscytującej wyprawy.
- Bez spiny.. księżniczko. – dodał po chwili rozkładając ręce. - Znam Twoje imię. – puścił do niej oczko. Panna Griffin ewidentnie była w jego typie, ba, nawet mu się spodobał ten jej sposób bycia. Sprawiała wrażenie takiej spokojnej, a jednocześnie niedostępnej kobiety. Może kiedyś przetestuje tą jej niewinność?
- Jestem Maximilian, ale mów mi Max. – zwrócił się do blondyneczki, a następnie rozejrzał się po otaczającym go terenie. Wielokrotnie śnił o tej planecie, ale nie spodziewał się, że ten sen kiedyś może się rzeczywiście ziścić. Zdawało się, że promieniowanie ustąpiło już dawno, bo drzewa rosły naprawdę pokaźne, wszędzie było tyle zieleni, że aż się chciało z tą zielenią połączyć w jakiejś symbiozie. Wspaniale tutaj jest się pojawić i być jedną z pierwszych stu osób, które na nowo zasiedlą planetę.
Podszedł w kierunku Blake’ów i Griffin, ale nie zbliżył się do nich na jakąś specjalnie dużą odległość.
- Trzeba będzie poszukać jedzenia, ubrań, lekarstw… Nie sądzę by ta planeta mogła być zamieszkała przez jakieś zwierzęta. Polowanie chyba nie wchodzi więc w grę. Zresztą, nawet nie mamy narzędzi. No chyba że sami je stworzymy. – powiedział spoglądając na całą trójkę, która chyba też obmyślała dalszy swój pobyt na Ziemi.
- Ja bym na razie nie szukał Mount Weather. Musimy się tutaj rozbić, a dopiero potem byśmy mogli się wybrać tam, gdzie mówi księżniczka. – powiedział, lecz nie mrugnął tym razem do Clarke okiem, czy nawet się nie uśmiechnął. Powiedział to zupełnie nie wykazując żadnych emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 2 Mar 2015 - 18:02

Na Ziemi było ładnie, nawet bardzo ładnie, jednak Bellamy miał trochę ważniejsze sprawy na głowie, niż zachwycanie się roślinkami i podziwianiem chmurek. Takimi rzeczami będzie mógł się zająć później, bo obecnie jego priorytetem było porozmawianie z Octavią o czymś, z czego dumny nie był, ale jakby miał cofnąć czas, to i tak by tego zrobił. No i musiał powiadomić swoją młodszą siostrę, że jak tylko reszta mieszkańców Arki pojawi się na ziemi, to istniało naprawdę duże prawdopodobieństwo (właściwie Bellamy miał tutaj sto procent pewności, ale zawsze można patrzeć w przyszłość bardziej optymistycznie), że zostanie stracony. Może i reszcie zostało obiecane, że ich zbrodnie zostaną wybaczone, ale Bellamy wątpił, żeby dotyczyło to i jego. Także trzeba było coś wymyślić i to szybko. Pożegnanie się z życiem w momencie, kiedy się je odzyskało, nie było zbyt wesołą wizją - O., musimy o czymś porozmawiać... - zaczął, ale wszystko wskazywało na to, że nie dane będzie Octavii dowiedzieć się właśnie w tym momencie, co też jej brat ma na myśli, bo pojawiła się blond panienka Griffin. Odwrócił głowę w stronę dziewczyny z lekką irytacją. Miło, że się do niego zwracała, ale.. chyba pomyliła go z kimś, kogo to wszystko irytowało. Bellamy miał tylko jeden priorytet i była nim Octavia. O całą resztę totalnie nie dbał - Nie byłbym taki pewny na Twoim miejscu - odpowiedział tylko. Trochę to było smutne, że wysłali ich niby na misję 'ratunkową', a nie zostawili im totalnie nic. Ani jedzenia, ani broni, nic. Najlepsza misja ratunkowa w dziejach wszechświata. Ta cała sytuacja mogłaby się jeszcze przerodzić w jakąś miłą pogawędkę, w czasie której Bellamy wymieniłby się z Clarke jakimiś miłymi zdaniami i rozeszliby się w pokoju, jednak kolejna osoba postanowiła pobawić się w specjalistę od... właściwie ciężko było powiedzieć czego. - Jasne, trzeba. Jestem pewien, że jak tylko przejdziesz jakieś sto metrów, to znajdziesz centrum handlowe z jedzeniem, lekarstwami i ubraniami - stwierdził, krzyżując ręce na piersi. - A jeżeli żadne zwierzęta tutaj nie żyją, to nie musimy sobie zaprzątać głowy szukaniem czegokolwiek, bo pewnie sami w najbliższym czasie nie będziemy żyć - dodał. Jejku, jakby miał wybierać z kim prowadzić rozmowę o ich przyszłości, na pewno nie wybrałby tej dwójki. Chociaż nie, mała księżniczka, chociaż nie gadała takich durnot - I jeżeli chcesz zaimponować dziewczynie swoją zaradnością i pomysłowością... - wskazał głową na blondynkę - To lepiej nie mów o ubraniach jako jednym z priorytetów. Zresztą wydaje mi się, że... księżniczka nie miałaby nic przeciwko, żeby się trochę pobrudzić - uśmiechnął się trochę kpiąco. Och te nastolatki! Ledwo wylądowali i już się teenage drama zaczyna!

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 2 Mar 2015 - 19:52

Wszystko byłoby idealne, gdyby nie to, że po raz kolejny Pénélope zamyśliła się do tego stopnia, że nawet nie zauważyła jak większość załogi wyszła. Rozejrzała się wokół, szukając jakiejś znajomej twarzy, jednak nikogo nie poznała. Przygryzła wargę, wzrokiem podążając ku światłu wpadającemu przez otwarte wrota. Podeszła więc to wyjścia, złapała dłonią za ścianę i wyjrzała na zewnątrz. Świat mienił się milionem kolorów, liście pięknie szeleściły, a dźwięk koił jej rozdartą duszę. Zaciągnęła się powietrzem przesyconym pięknymi zapachami natury, takimi jak świeża, zielona trawa. Odsunęła włosy, które zasłaniały jej niewielki skrawek widoku i wyszła z Exodusa, powoli kierując się w stronę zebranej grupki. Nie była pewna czy chce się w to mieszać, nie lubiła ludzi, jednak by przetrwać tu musieli się wszyscy zgrać. Właściwie przeprowadzana była ciekawa rozmowa i jej oczy ciągle podążały między czarnowłosym chłopakiem, blondynką a chłopakiem, który najwyraźniej chciał się bawić w casanovę. Na centrum handlowe zareagowała parsknięciem. Trzeba przyznać, że było to zabawne, chociaż smutne z drugiej strony. Będą musieli sobie tutaj poradzić bez zapasów, bez... właściwie bez wszystkiego co mieli na Arce. I nigdzie tego nie dostaną. Znalezienie, zdobycie bądź zrobienie jest jedyną opcją w tym momencie.
- Polowanie i zbieranie jest aktualnie jedynym sposobem na przetrwanie, więc choćby zwierząt teoretycznie miało nie być lepiej przekonać się jak jest w praktyce. No chyba, że wolicie powolną śmierć z głodu. Ja jednak wolałabym poszukać jakiejś żyjącej istoty. - powiedziała cicho, spoglądając na chłopaka, który ewidentnie zarywał do blondynki. Nie mają co robić innego? Prokreacja aktualnie nie jest najważniejszą i najbardziej potrzebną rzeczą. - Zresztą wątpię, żeby ktoś ci zostawił ołtarzyk do znalezienia z ubraniami i lekarstwami. Jesteśmy zdani na matkę naturę. - powiedziała cicho, odchodząc kawałek od nich. Przyłożyła rękę do drzewa, z lubością sunąc po jego korze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 2 Mar 2015 - 23:41

Słuchając Bellamy'ego miał mu ochotę coś powiedzieć, ale ostatecznie ugryzł się w język. Czuł, że z tym kolesiem lepiej nie zadzierać, na razie, a przynajmniej nie póki nie ma się dość poważnego asa w rękawie. Uśmiechnął się tylko na jego dość cięty dowcip udając, że go to rozbawiło. Nie miał zamiaru dyskutować z Blake'iem, bo nie był on tego wart. Chociaż skłamałby gdyby powiedział, że nieciekawi go to dlaczego chłopak się tutaj znalazł. Chociaż nie, powód był prosty – przyleciał tu za siostrą. Ale jakim cudem udało mu się dostać na statek? Tego chyba nawet najstarsi górale norwescy nie wiedzą... Trzeba będzie zgłębić tę tajemnicę i jakoś go podejść zwłaszcza, że nie podobało mu się to jak ów koleś się puszył.
Za chwilę potem dołączyła do nich kolejna dziewczyna, której wcześniej nie widział. A może widział tak krótko, że specjalnie mu się nie rzuciła na oczy?
- W takim razie może bez jałowego gadania zaczniemy się brać za wyrabianie narzędzi? – odpowiedział kangur. - Przyda się łuk i strzały, kilka noży i innych narzędzi. Proponuję podzielić się na grupy i pójść w kilka stron od statku. Powiedzmy... 15-20 km. To nie duża odległość, a powinniśmy coś znaleźć. A nawet jeśli nie to przynajmniej zorientujemy się w przestrzeni. Co Wy na to? – zaproponował Australijczyk oczekując na reakcję pozostałych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 21:10

Powstrzymała się przed wywróceniem oczami na jego kolejne słowa i skinęła jedynie głową, kiedy się przedstawił. Wydał jej się całkiem miły, ale z drugiej strony drażnił ją sposób, w jaki ją nazywał. Ale cóż, może z czasem mu przejdzie, kto wie!
Z miejsca zauważyła wyraz irytacji na twarzy Bellamy'ego. W ciągu krótkiej chwili zdała sobie sprawę, że z kwestią dalszego działania zwróciła się do nieodpowiedniej osoby - on nie miał zamiaru bawić się w ich niańkę, przyleciał tu tylko i wyłącznie ze względu na Octavię. Mimo wszystko nie miała zamiaru obrócić się teraz na pięcie i odejść. Wsiadając na Exodusa Blake powinien liczyć się z tym, że tu na dole te dzieciaki mogą zacząć na nim w dużym stopniu polegać.
- Nie wysłaliby nas tutaj bez niczego - stwierdziła pewnym głosem i utkwiła w Bellamym spojrzenie. Rozumiała, że nie darzył Rady ani Kanclerza sympatią ani tym bardziej zaufaniem, ale nie mógł z góry zakładać, że wysłali ich tu na pewną śmierć. To była szansa dla całej Arki, którą z całą pewnością osoby u władzy wzięły pod uwagę i musiały zaopatrzyć ich przynajmniej w mapy. Przynajmniej na to liczyła Clarke. Trzymała się nadziei, że matka nie zesłała jej tu bez cienia szansy na przeżycie niczym tonący brzytwy. Parsknęła niekoniecznie rozbawiona na wzmiankę o centrum handlowym. Cóż, taka wersja wydarzeń niewątpliwie ocaliłaby im wszystkim tyłki, ale była też wyjątkowo nierealna. A szkoda. - Fakt, jeśli nic tu nie żyje marne są szanse, żebyśmy i my mieli tu zabawić więcej czasu - mruknęła, bardziej do siebie niż do rozmówców i potarła ramiona, rozglądając się wokół. Bez zwierząt, na które mogliby polować i wiedzy na temat tutejszej roślinności nadzieja na to, że się tu zadomowią była nikła. Po upływie pierwszych dwóch tygodni zaczęliby padać jak muchy, dając z siebie tyle pożytku co zwyczajny nawóz.
- Ma rację - stwierdziła nieco głośniej niż wcześniej, skinieniem głowy wskazując ciemnowłosą dziewczynę i kompletnie zignorowała ostatnie zdanie wypowiedziane przez Bellamy'ego, uznając, że komentarz do tego jest zbędny. - Będziesz umiał zrobić łuk? - spytała Maxa, unosząc sceptycznie brew. Nie, żeby wątpiła w jego możliwości, najzwyczajniej w świecie zastanowiła ją kwestia znalezienia w dziczy czegoś nadającego się na cięciwę. - Co do podziału na grupy... To nie jest taki zły pomysł. Ale nadal jestem zdania, że na początek powinniśmy przeszukać statek, dopiero potem zabrać się za tereny wokół niego - skończywszy skrzyżowała ręce na piersi, unosząc nieznacznie podbródek.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 21:21

Conley nie znał większości spośród tych dzieciaków. No dobra, nie dzieciaków, bo przecież byli w jego wieku. Jednak po pierwszym wrażeniu jakie zrobiła na nim ziemia wciąż nie pałał potrzebą zbytniego zacieśniania więzów. Domyślał się do czego to doprowadzi – ktoś zacznie uważać się za tego, który wie więcej niż inni, takiego, który będzie chciał rządzić i nagłe uwolnienie stanie się kolejnym miejscem, gdzie ktoś będzie narzucał swoją wolę innym. I nie chodzi tu o robienie czegos w grupie. Na razie w ich ilości tkwiła ich siła. W pojedynkę, na nowym terenie, raczej by nie przetrwali. Albo raczej, mało kto by tego dokonał. Kiedy jednak jednym uchem dosłyszał rozmowę tocząca się tuz obok niego mimowolnie parsknął słysząc ostatnią wypowiedź.
- Piętnaście, albo dwadzieścia kilometrów na sam początek? Powodzenia. – Nawet nie krył ironii w swoim głosie. Nawet nie o to chodziło, że wierzył czy nie wierzył w czyjekolwiek umiejętności. Ale umówmy się – całe swoje dotychczasowe życie spędzili w blaszanym pudełku poruszając się po prostych korytarzach. Nawet z genialnym poczuciem orientacji w terenie (co było wątpliwe z wyżej wymienionego powodu) przy dwudziestu kilometrach znalezienie drogi powrotnej na nowym, zalesionym i nieznajomym terenie graniczyło z cudem. – Kilka kilometrów, owszem. Rozmieścić grupy w takich odstępach aby słyszały się kiedy krzykną, ale i tak trzeba zostawić kogoś na miejscu… - Dodał za chwilę i pomyślał, że na razie na tym zakończy swój udział w tej dyskusji, bo zupełnie nie miał ochoty, by ktoś go zaraz wyznaczył do koordynowania czymkolwiek. Już miał zamiar odejść i rozejrzeć się po terenie, ale odwracając się spojrzał na dziewczynę, która przed chwilą mówiła coś o ołtarzyku i przewrócił oczami.
Con uważał, że priorytetem w tym momencie jest znalezienie czegoś do zjedzenia i, faktycznie, zorientowanie się w terenie. Ale nie w takim zakresie z jakim wyskoczył jeden z chłopaków w grupie. Bo piętnaście kilometrów było jak porywanie się z motyką na słońce. Przynajmniej na ten moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 22:00

To nie było tak, że Bellamy totalnie miał wszystko gdzieś, chociaż racja, w niańkę się bawić nie miał zamiaru. Był tutaj tylko i wyłącznie ze względu na Octavię, ale nie był jakimś super złym człowiekiem, który by sobie usiadł i patrzył jak setka ludzi ginie marnie. Po prostu w tym momencie, nie koniecznie mógł mieć ochotę na tą całą dyskusję, bo miał trochę innych rzeczy na głowie.
Westchnął ciężko. Naprawdę nie chciał być tym, który niszczy Clarke wyobrażenie o Kanclerzu i wszystkich członkach Rady, w tym również jej matce, ale trzeba było szybko oderwać ten plaster - Może zostawili jakąś mapę, ale nic poza tym. Słyszałaś Jahę, wysłali nas tutaj, bo tylko tlen zużywaliśmy, więc nie ma co oczekiwać, że to będzie więcej niż jedna mapa - odpowiedział. Starał się być miły i to powinno naprawdę zostać docenione, bo mógł też machnąć ręką i odejść. Ale nie, Bellamy stał tutaj, starając się uzmysłowić Clarke, jak bardzo wszyscy na Arce mają ich gdzieś. To było smutne, że Max nie miał zamiaru podjąć rozmowy z Bellamy'm. Naprawdę, raniło to serce Blake'a, a jednocześnie powodowało, że Bellamy z każdą sekundą tracił stwierdzał, że chłopak jest naprawdę niegodzien jakiegokolwiek szacunku. Miło jednak, że chociaż jego żarcik o centrum handlowy został zauważony nie tylko przez blondynkę, ale też przez nowo przybyłą dziewczynę. Chociaż im jakieś resztki humoru pozostały. - Polowanie brzmi cudownie, ale o ile mi wiadomo, na chwilę obecną jestem jedyną osobą, która posiada broń z niestety dosyć ograniczoną liczbą nabojów. I szczerze wątpię, żeby ktokolwiek w tym właśnie momencie miał ochotę spędzić cały dzień na wyrabianiu broni, z Bóg wie czego. Nie mniej muszę przyznać, że to jeden z lepszych pomysłów - wypowiadając ostatnie słowa, kiwnął w stronę brunetki. - Łuk? Strzały? Jak masz zamiar zrobić łuk? A nawet jakbyś go zrobił, to umiesz strzelać z łuku? - zapytał chłopaka, unosząc brwi. Już nawet nie miał siły być złośliwym, bo takie głupoty go bardziej w osłupienie wprawiały, niż chęć dogryzania komukolwiek. - Och, daj spokój, dwadzieścia kilometrów? Co to jest dla nas, dzieci lasu. Na pewno byśmy dali radę zrobić dwudziestkę w jedną i drugą stronę, bez wody i jedzenia, i wrócić, żeby opowiedzieć jak było - zwrócił się do chłopaka, który się właśnie pojawił. Oczywiście Bellamy nie miał zamiaru nawet pięć kilometrów w las iść i naprawdę wątpił, ile osób by się na takie coś zgodziło. Nie mieli zapasów, nie mieli broni, a większość pewnie miała zerową orientację w terenie. Więcej osób by zginęło w czasie takiego zwiadu, niż by z niego wróciło. - A może, chociaż na jedną sekundę, przestalibyście się zamartwiać i wymyślać coraz to dziwniejsze rzeczy.. poza Tobą księżniczko i Tobą, ładna brunetko.. właściwie tylko Ty gadasz głupoty - wskazał na Maxa - Więc zanim coś powiesz następnym razem, to przemyśl to dwukrotnie... ale wracając, do sedna sprawy... Zamiast się tak przez cały czas zamartwiać, pozwólcie ludziom cieszyć się z wolności. Chociaż przez ten jeden dzień. Przynajmniej ja mam zamiar cieszyć się z wolności i radować tym, że nikt mnie nie postanowi zabić, bo marnuję powietrze. Dlatego zgadzam się jedynie z propozycją Clarke i sprawdzeniem statku. Resztą jak chcecie się dzisiaj zajmować, to droga wolna, ale ja nie mam zamiaru brać w tym udziału - powiedział, wzruszając ramionami. Jejku, mogliby trochę wyluzować, pooddychać trochę głębiej, może nawet sobie z kimś urządzić miłą pogawędkę na temat piękna natury, a nie od razu marzyć o wielokilometrowych wycieczkach w las.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 22:34

- Łuk zrobię bez problemu, to samo ze strzałami. – powiedział Maximilian. - Będę jednak potrzebował dzień, bądź dwa czasu żeby stworzyć odpowiedni łuk i odpowiednią ilość strzał. – kontynuował. - No i tak naprawdę dobrze by było zrobić kilka łuków i przeszkolić też dodatkowych strzelców. Wiem, że dopiero co tu przybyliśmy i nic nie wskazuje na to by oprócz naszej setki były tu jeszcze inne żywota, ale przezorny zawsze ubezpieczony. – powiedział z taką pewnością siebie jakby obstawił pewne numery w jakimś losowaniu toto-lotka i już przeliczał pieniądze z przyszłej wygranej.
- 15-20 km to nie jest dużo. Mniej więcej 4-5 godzin marszu w jedną stronę. Grupy ruszyłyby z rana, i po 4-5 godzinach zaczęły wracać. Oczywiście cały czas każdy musiałby przeczesywać teren. – powiedział Maximilian i było widać, że chce coś dodać. - Myślę, że jakbyśmy zrobili 4 grupy około 5-cio osobowe to byłoby to optymalne. W każdej grupie jeden strzelec przynajmniej, a reszta, co umie walczyć wręcz. Pozostali, którzy by zostali na terenie przy statku musieliby pilnować tego, co tu zostało. – dodał po chwili. - Odległość „krzykowa” nie ma sensu. Głos i tak będzie się niósł dosyć mocno po lesie. – wzruszył ramionami Australijczyk spoglądając po twarzy każdego z rozmówców.
Nie chciał nic odszczekiwać, kiedy Bellamy zaczął mu przygadywać, bo mogłoby to doprowadzić do jakiegoś konfliktu. Uśmiechnął się tylko ironicznie.
- Widzę, że próbujesz zgrywać przywódcę, co? – odezwał się do Bellamy'ego. - Kim jesteś i co takiego zrobiłeś, że się tu znalazłeś? – zapytał z ciekawości spodziewając się kolejnej uszczypliwej uwagi ze strony Blake'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 22:54

Wychodząc ze statku nie spodziewała się, że z takimi ludźmi będzie musiała spędzać więcej czasu. Może nie każdy był aż tak głupi, ale najwyraźniej większa część będzie jedynie utrapieniem, szczególnie gdy będzie trzeba im pomagać. Oparła się swobodnie o drzewo, słchając ich rozmów. Właściwie Bellamy miał rację, na nic więcej prócz mapy liczyć nie mogli, chociaż może coś tam się znajdzie. Lepiej jednak nadziei nie mieć, potem może spotkać ich tylko rozczarowanie.
- Sądzę jednak, że mapę powinni zostawić, skoro mówili o Mount Weather. Jednakżę, trzeba pamiętać, iż aktualnie mamy dzień i jest wszystko fajnie, nowe krajobrazy i tak dalej, jednak noc nie zniknęła poprzez promieniowanie, więc i temperatura się obniży. Dobrym pomysłem byłoby nazbieranie drewna na opał, ktoś mógłby się rozejrzeć za wodą, oczywiście czystą, pitną. Jedzenie może by się udało zdobyć niedaleko obozu, w końcu jakieś owoce bądź warzywa na pewno przetrwały. Poza tym trzeba rozbić właściwie jakiś obóz, na razie mamy tyko Exodusa, a to raczej niewiele. - stwierdziła, spoglądając między drzewa. Właściwie nikt nie mógł wiedzieć, co znajduje się pośród nich. Całkiem możliwe, że jakieś zmutowane zwierzęta mogą ich zaatakować, w końcu przy takim rozwoju wydarzeń na pewno stały się dzikie i agresywne. Trudne będzie rozplanowanie tego wszystkiego, szczególnie, że nie znają terenu... Właściwie nic aktualnie nie wiedzą, prócz tego, że powietrze ich nie zabija. - Ci, którzy by zostali, mogliby spróbować zrobić cokolwiek z tego, co jest w Exodusie. - taki nożyk, bądź strzały mogłyby być dobre, chociaż nie znała się na obróbce metalu, więc nie wtrymiała się w to. Zrobią co będą chcieli. Na stwierdzenie Maxa prawie się zakrztusiła, robiąc przy okazji wielkie oczy, które naszły jej łzami przy spazmach kaszlu.
-Sądzisz, że ktokolwiek z nas pójdzie 15-20 km w nieznany las, nie wiedząc o nim nic i będzie szukał bez sens czegokolwiek? Nie lepiej rozejrzeć się po najbliższej okolicy? Nie mamy broni ani nic, żeby w razie czegoś się obronić, jak dla mnie zapuszczanie się tak głęboko jest bez sensu. Zresztą, mówiąc na poważnie, nie przeszłabym 15km w jedną i 15km w drugą bez jedzenie i picia. - prychnęła z lekką pogardą. Nie przesadzajmy, nie jest jakimś super bohaterem z nieskończoną energią i rentgenem w oczach. Spojrzała na Bellamy'ego, który właściwie wyglądał na totalnego luzaka, który ma na wszystko wywalone, ważne, żeby się dobrze bawił. Nie miałaby nic przeciwko właściwie, całe życie czuła się jak w więzieniu, ale bez podstawowego zaopatrzenia nie dadzą rady. Przynajmniej tak jej się wydawało, nie była w tej dziedzinie ekspertem.
- Skoro każdy może robić co chce, to ja pójdę pozbierać coś na opał. Może też znajdzie się coś do jedzenie, chociaż najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie chociażby małego stawu. Złudne marzenia, no ale. Lepiej próbować. - stwierdziła, trochę jakby pocieszała samą siebie. Spojrzała znów na Maxa. Jezus, czemu on tyle gada? Zamiast gadać poszedłby już zrobić coś użyteczniejszego niż snucie bezsensownych teorii. - Serio, zamiast gadać mógłbyś się już wziąć za to wyrabianie łuków i strzał, bo jak mam słuchać o twoich zwiadach to mnie mdli. 15 czy 20 kilometrów to naprawdę duuuża odległość, może nie zdajesz sobie z tego sprawy, nie wiem. Nie wiem też ile by to nam zajęło, nie robiłam takich spacerów po Arce, ale na pewno nie byłoby to takie łatwe, szczególnie jeśli trafilibyśmy na jakieś przeszkody. - skończyła swoją litanię, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 23:17

Tris zaniemówiła gdy statek wylądował. Nadal nic nie mówiła a starała się trzymać nadal na uboczu. Starała się nic nie mówić nawet nikogo nie znała. Gdy tylko wyszli z Exodus'a dziewczyna poszła na sam koniec przez chwilę nie wychodząc ze statku lecz po chwili zdecydowanym krokiem poszła przed siebie. Poczuła świeże powietrze a słońce lekko ją oślepiło. Właśnie tak sobie to wyobrażała. Właśnie tak chciała żeby Ziemia wyglądała lecz nie wiedziała jak było wcześniej. Pełno drzew las koło lasu lecz nie słyszała nawet niewielkiego szmer. Poszła dalej za resztą osób. Rozglądała się i z każdą minutą spoglądania na osoby które były tuż obok niej uświadomiła sobie, że z widzenia zna tylko Clarke. Nie raz widziała ją. Dziewczyna nie wiedziała co będzie na nią czekało w dalszej drodze. Nie wiała wielu umiejętności ale będzie miała okazję się ich nauczyć. Dziewczyna trzymała się na uboczy przez dłuższy czas. Nie chciała się wcinać w rozmowy innych lecz nie mogła tak cały czas stać i nic nie robić ani nie działać.
- Weź się w garść! pomyślała.
Wiedziała, że takie trzymanie się na uboczu nie będzie dla niej dobre. Zastanawiała się czy dotrą do jakiegoś miejsca gdzie będą mogli się osadzić i odpocząć. Usłyszała przedostatnią rozmowę o grupach nawet nie wiedziała czy będzie do jakiejś chciała iść ale prawdopodobnie nie miałaby wyjścia. Po zastanowieniu podeszła do Penelope. Usłyszała jej imię w którejś z rozmów. Nie wiedziała czy będzie to dobry pomysł ale nic nie miała do stracenia. Jeśli chcieli jakąś pomoc ze strony Tris to powinni nie mieć nic do gadania.
- Cześć przywitała się dodając po chwili bo tak wypadało - Jestem Tris.
Wiedziała, że kultura wypadała podać swoje imię więc tak zrobiła. Przysłuchiwała się dalszej rozmowie.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 23:20

Już prawie odszedł w swoim kierunku, dosłownie brakowało mu kilka sekund, żeby się oddalić i skończyć tę bezsensowną rozmowę. Naprawdę, bo wszystko co teraz było obmawiane ocierało się o niemożliwość. Nie każdy spośród setki był niemalże dorosły, część z nich była niedużo myślącymi dzieciakami cieszącymi się ziemią. I nagle wyskakuje ktoś kto z pełnym przekonaniem, jakby robił to całe życie, próbuje im wcisnąć, że taka kilkudziesięciokilometrowa wyprawa na pierwszy raz jest znakomitym pomysłem. To znaczy, serio? Con nie chciał zgrywać ważniaka, ani kogoś to wie więcej (sam nie lubił takich osób – nie chciał się nagle kimś takim stać w oczach tej całej gromady), ale po prostu nie znosił idiotycznych stwierdzeń, które prędzej niż do przeżycia i rozwiązania pokręconej sytuacji doprowadzą do gwałtownego zmniejszenia ich ilości. Poza tym gadać sobie można, ale czy ktoś pytał tę gromadę o to czy mają zamiar w ogóle kogoś słuchać?
W każdym razie zamiast odejść stanął tuż obok zwartej grupki i z ironicznym uśmiechem wsłuchiwał się w tę rozmowę na razie nic nie mówiąc. Trochę lepiej się poczuł kiedy usłyszał, że zarówno Strażnik jak i ciemnowłosa uważają to samo co on – ruszanie w las było najgłupszym z możliwych pomysłów, choć może wcześniej nie do końca jasno się wyraził mówiąc o kilku kilometrach. Chodziło raczej o hipotetyczne ruszanie o ile jakiekolwiek byłoby w planie. On sam w żadnym wypadu nie zamierzał zapuszczać się w las.
- Szlag, nie wiedziałem, że na Arce były zajęcia z survivalu, zapisałbym się na nie. – Powiedział kiedy usłyszał kolejną deklarację na temat stworzenia łuku. To znaczy nikt mu nie bronił spróbować, ale szczerze wątpił by to odniosło jakiś większy skutek. Poza tym Strażnik poruszył bardzo ważną kwestię, która i Conleyowi chodziła po głowie. Dopiero co spełniło się jego największe marzenie, które w teorii nigdy nie miało się ziścić. No chyba, że z chwilą śmierci. Miał pod stopami ziemię, nad głową niebo i niesamowitą zieleń dookoła, nic tylko się nakrzyczeć i nałykać nieograniczonego powietrza zanim wszyscy postanowią jednak się czymś zająć. - W tej ostatniej kwestii popieram… Strażnika. Odsapnijmy zanim wszystko zacznie się na poważnie.. – Przyszedł za późno żeby usłyszeć jakiekolwiek imiona. Z wypowiedzi tego ostatniego zorientował się tylko, że blondynka to Clarke. Przeleciał wzrokiem po twarzach towarzyszy i w końcu zatrzymał się na ciemnowłosej. – Mogę ci pomóc. Pracowałem w kuchni, wiem to i owo w kwestiach rozpoznawania żywności zdatnej, albo niezdatnej do jedzenia… - Zaproponował.

_________________

Is freedom anything else than the right to live as we wish?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 23:21

Moment wyjścia z Exodusa na ziemie pozostanie w pamięci Murphy'ego na długo. Powiew powietrza na jego twarzy...powietrza innego niż ten którym oddychał na Arce, powietrza czystego i świeżego. Tylko przez chwilę popatrzył na Ziemię. Słońce, które z kosmosu wydawało się o wiele większe, wisiało centralnie nad jego głową. Było ciepło, a liczne drzewa rzucały przyjemny cień. Murphy obrócił się jednak na pięcie i wrócił na statek. "Musieli nam zostawić jakieś zapasy..." pomyślał i zaczął przeszukiwać Exodus. Nie był on w najlepszym stanie. Kawałki metalu, siedzeń i pasów bezpieczeństwa leżały na ziemi. Ukląkł aby je pozbierać i wtedy uświadomił sobie, że na zewnątrz, beztrosko biega dziewięćdziesiąt dziewięć dopiero co wypuszczonych na wolność przestępców. Wiedział, że prawdopodobnie nie jest od nich lepszy, wiedział że większość z nich została zamknięta bez większych powodów, lecz odruchowo sięgnął po jeden z ostrych kawałków metalu i schował do kieszeni kurtki. Nie chciało mu się dalej szukać jedzenia, na statku było gorąco, zdążył się on już nagrzać od słońca. Wstał, obrócił się i wyszedł na zewnątrz. Promienie słońca oślepiły go z początku lecz szybko się do nich przyzwyczaił. Spojrzał przed siebie i dostrzegł grupę ludzi, rozmawiających o czymś i śmiejących się do siebie. Jego uwagę przykuł wysoki, dobrze zbudowany chłopak w mundurze strażnika. Coś tu nie pasowało, mundur był za duży, a włosy chłopaka dłuższe niż zezwalał na to regulamin. Zaintrygowało to Murphy'ego, choć zazwyczaj nieufny i nieśmiały, zapragnął poznać tego chłopaka. Wiedział jednak, że na to przyjdzie odpowiednia pora. Słońce przesunęło się o kilka stopni, a niebo, tak piękne jak można to sobie tylko wyobrazić nabrało ciemniejszej barwy. Ziemia rzeczywiście była imponująca. Polana na której wylądowali wyglądała jak wielkie "L", a ich statek stał na mniejszej kresce tworzącej te literę. Po za tym, wszystko w okół zajmował las. Murphy zagarnął włosy, odetchnął głęboko i ruszył aby obejść lądowisko. Kiedy dotarł na tyły Exodusa, oniemiał, las z tej strony wyglądał o wiele inaczej. Drzewa rzucały mocniejszy cień, wszystko wyglądało bardziej przerażająco. Jakby właśnie odkrył prawdziwą stronę Ziemi. Tu nie dochodziły głosy setki. Jego oczy błyszczały, a wszystko zawisło w czasie. Wydawało mu się jakby był jedyną osobą na tej obcej planecie. Po jakimś czasie, ocknął się i wrócił na polane. Niebo powoli zmieniało kolor... Murphy podszedł bliżej grupy aby podsłuchać o czym rozmawiają, usłyszał o podziale obowiązków, a ciemnowłosa dziewczyna oznajmiła, że nazbiera trochę drewna, skończyła rozmowę z nowo poznanymi znajomymi i udała się w stronę lasu, John przyśpieszył kroku "Hej, John Murphy, mogę się dołączyć?"

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.


Ostatnio zmieniony przez John Murphy dnia Sro 4 Mar 2015 - 7:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Wto 3 Mar 2015 - 23:54

Zacisnęła usta w wąską kreskę i powoli skinęła głową.
- Szczerze mówiąc nawet nie liczę na nic więcej - rzuciła, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Kąciki ust zaraz jednak powędrowały jej w dół, bo zdała sobie sprawę, że Bellamy miał rację. Nie zesłali ich tutaj, żeby sprawdzić warunki na Ziemi. Pewnie nawet nie zaprzątali sobie głowy sprawdzeniem, czy Setka będzie miała tu chociażby najmniejsze szanse na przeżycie, a bransolety nałożyli im ot tak, przy okazji. Bo może się uda, prawda? Myśląc o tym uniosła nadgarstek i przejechała palcami po chłodnym metalu. Nie była pewna, do czego służyły ani jakie konkretne mechanizmy w sobie kryły, jednak była to prawdopodobnie ostatnia rzecz, jaka ją interesowała w tym momencie. Aktualnie była zajęta zajmowaniem myśli tym, co powinni dalej zrobić, byle tylko nie skupić się na fakcie, że potraktowali ich jak zbędny ładunek, którego trzeba się pozbyć. Wiedziała, że Rada i Kanclerz swoje za uszami mieli, ale nie chciała przyjąć do wiadomości, że zupełnie świadomie skazała grupę dzieciaków na śmierć, bo marnowali potrzebny tlen. Słysząc głos Maxa ponownie uniosła wzrok, żeby na niego spojrzeć. Nie chciała niszczyć jego marzeń o wielkiej przygodzie i zabawie w survival, ale... Ich czekała tu prawdziwa walka o śmierć i życie, gdzie przemierzanie takich odległości bez prowiantu, wody pitnej i broni było niewykonalne. Co do łuków nie miała wątpliwości, że zrobienie ich prostym zadaniem nie będzie. Ale skoro mówił, że sobie poradzi, nie miała zamiaru się z nim kłócić i zdecydowała się zbyć temat wzruszeniem ramion.
- Jak już powiedziałam, podzielenie się na grupy nie jest złym pomysłem, ale co do przeczesywania terenu jak na razie skupiłabym się na nieco mniejszym obszarze, to po pierwsze - zaczęła, opuszczając ręce luźno wzdłuż tułowia. - Po drugie, Bellamy ma rację. Zostawmy to na jutro. To nasz pierwszy dzień na Ziemi, mimo wszystko wypadałoby zaczerpnąć z tego wszystkiego trochę przyjemności - uśmiechnęła się, rozglądając się po twarzach wszystkich zaplątanych w tą konwersację. Oczywiście, że musieli wszystko zaplanować, przydzielić konkretne zadania. Clarke z całą pewnością miała też zamiar przeczesać cały statek w poszukiwaniu map. Nie chciała jednak psuć reszcie frajdy. To był pierwszy raz od 97 lat, kiedy człowiek mógł postawić nogę na Ziemi i pozachwycać się wszystkim, co miała do zaoferowania. Jedna doba nieograniczonej wolności była im wszystkim potrzebna.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 0:27

- Przynajmniej nie będziesz rozczarowana - stwierdził. To była smutna prawda, ale jednak prawda. Wszyscy na Arce (no może poza żyjącymi członkami rodzin reszty setki) mieli ich wszystkich głęboko gdzieś i uznawali za przestępców. Nie mniej trochę (naprawdę tylko trochę) mu się zrobiło szkoda Clarke, bo pewnie gdzieś w jej głębi tliła się taka malutka iskierka nadziei, że jednak nie zostali wysłani tutaj na śmierć. Im jednak szybciej pozbędzie się tych złudzeń, tym chyba będzie lepiej dla niej. Teraz jednak zainteresowało Bellamy'ego coś innego, a tym czymś była bransoletka na ręce Clarke. Bransoletka, którą na pewno bardzo miło byłoby ściągnąć. Zajęcie się tym dodał do listy rzeczy, które musi zrobić, bo teraz musiał się użerać z bandą nastolatków, gdzie to jeden był mądrzejszy od drugiego. Zgoda, niektórzy mówili z sensem, ale reszta... brak słów. - Nie, żebym wątpił w Twoje zdolności, ale jak masz zamiar zrobić łuk? - zapytał Maxa, bo naprawdę... jak? Zresztą chłopak nie odpowiedział na pytanie, czy potrafi strzelać z łuku. Bellamy sobie jakoś nie przypominał, żeby na Arce nastolatków szkolono ze strzelania z łuków, skoro nawet pistolety były dostępne jedynie strażnikom. - Jak chcesz iść na wycieczkę krajoznawczą, to proszę bardzo. Nie mam zamiaru Cię powstrzymywać, a tym bardziej nie mam zamiaru towarzyszyć - powiedział. Kamień mu spadł z serca, że reszta tutaj zgromadzonych nie miała takich samobójczych planów i nie chciała wyruszać na wycieczki w głąb lasu. O ile z poszukaniem gdzieś w pobliżu jakiegoś źródła wody, albo jadalnych roślin mógł się zgodzić, to żadne zapuszczanie się w las nie wchodziło nawet w grę. Powinni najpierw zająć się tym co mają i zapewnieniem ochrony obozowi, a potem łazić po lesie i bawić się w Tarzanów. Bellamy uśmiechnął się lekko, kiedy został tak poparty przez prawie wszystkich. Właściwie to nie było powodów, żeby mieli się z nim nie zgodzić, bo w końcu mądrze mówił, ale i tak. To naprawdę miłe uczucie, kiedy ludzie mówią, że masz rację. - Cieszy mnie niezmiernie, że się zgadzacie - powiedział tylko, bo raczej wszelki większy komentarz był zbędny. Niestety nie mogli się rozejść w spokoju, każdy do miejsca w które chciał się udać, bo irytujący chłopak postanowił teraz zgrywać twardziela. To było naprawdę głupie, zwłaszcza, że Bellamy był większy, starszy, silniejszy i miał broń. Szanse były tak bardzo nie wyrównane - Po czym to zauważyłeś? - zapytał, chociaż naprawdę się powstrzymywał, żeby po prostu nie przywalić chłopakowi. Naprawdę, to go wiele kosztowało i musiał wykorzystać do tego całą swoją samokontrolę - Na ten moment jestem naprawdę zirytowanym facetem z pistoletem, a jak się nie przestaniesz gadać, to zostanę mordercą. Sugeruję więc, żebyś poszedł robić łuki - odpowiedział ze spokojem. W sumie już chyba mordercą był, ale teraz by miał kolejną osobę na sumieniu. Oczywiście nie miał zamiaru do niego strzelać, ale bardzo chętnie by mu przywalił. Najlepiej więc będzie, jak albo Max sobie pójdzie, albo ktoś odciągnie Bellamy'ego, zanim chęci zmienią się w prawdziwe czyny.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 9:31

Maximilian widział, że niestety nie uda mu się nic wskórać, bo upartość co niektórych tutaj sięga takiego poziomu, że nawet szkoda o tym wspominać. Bellamy Blake, jak i pozostali rozmówcy, najwyraźniej nie podzielali zdania Australijczyka o przeczesaniu terenu. Oczywiście zgadzał się z nimi, że bez jedzenia i wody będzie ciężko coś tutaj zdziałać. Nie chciał jednak na głos przyznawać im racji, bo jeszcze zaraz zostałby dodatkowo zjechany za to, że się odzywa. Czuł i tak, że nie ma poparcie wśród tych jegomości. I żeby było jasne… Nie pchał się na przywódcę, choć to dawałoby mu na pewno wiele korzyści. On jednak wolał być tutaj podwładnym i czekać na ewentualne potknięcie lidera. Wszystko wskazywało, że takowym zostanie właśnie Bellamy Blake, chłopak budzący respekt wyglądem, jak i swoim zachowaniem. Na razie Max nie miał zamiaru mu wchodzić w drogę, bo i po co?
- Nie wątp we mnie, a i ja w Ciebie nie będę powątpiewał i w Twoje zdolności przywódcze. – to rzekłszy ukłonił się ironicznie zachowując przez sekundę jeszcze uśmiech na twarzy, który później zniknął niczym kamfora.
- Nieładnie odpowiadać pytaniem na pytanie. Zresztą, nie ważne… I tak wiem, że coś ukrywasz. – powiedział Maximilian. - Nie ryzykowaliby wypuszczenie z „Setką” strażnika, nie mając pewności, że Ziemia jest zdatna do zamieszkania. Wysłali stu przestępców, a nie oddział żołnierzy. Nie obchodzimy ich. – mówił, a złość wzbierała się w nim coraz mocniej. - I nagle pojawia się Strażnik, w dodatku z marnym uzbrojeniem? – dziwił się kangur. - To dziwne… – podrapał się brodzie. - Idzie ktoś ze mną przeszukać okoliczny teren? – rozejrzał się po twarzach ludzi. - Spokojnie, tylko w niedalekiej odległości od statku. – dodał po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 12:39

Wsłuchiwała się w rozmowę  gromadki, tym razem zbytnio nie interweniując. Właściwie, wycofała się z lekka, powiedziała już co chciała, więcej nie musiała i właściwie, nie potrzebowała. Dopiero po chwili zauważyła nową dziewczynę, która mimo swej kobiecej delikatności, nie wyglądała na wycofaną i niepewną siebie. Uśmiechnęła się do niej. Tris, nie słyszała jeszcze takiego imienia, chociaż było ładne, krótkie i łatwe do zapamiętania.
- Cześć, Tris. Pénélope. - przedstawiła się, z iście francuskim akcentem. Wzrokiem jednak wróciła do dyskutującej gromadki, aby nie pogubić się w tych wszystkich zeznaniach, oskarżeniach, poradach i innych tego typu sprawach. Na zaoferowaną pomoc od chłopaka zareagowała pięknym uśmiechem i lekkim rumieńcem, który rozkwitł na jej twarzy.
- Pomoc na pewno się przyda, a jeśli jeszcze z wiedzą na temat żywności to tym bardziej! - zawołała radośnie, jakby właśnie umierający pies wyzdrowiał w magiczny sposób. Właściwie, towarzystwo w tym nowym świecie by się jej przydało, mimo swej aspołeczności jedną osobę zdzierży. A nawet musi, sama i tak sobie by nie dała rady. Oddaliła się kawałek, czekając jednak na chłopaka, który miał iść z nią. Nie chciała jednak go wołać, może chciał dokończyć rozmowę, kto wie. Poczeka, nie pali się. Znów jej oczy wyłapały nową postać, którą okazał się niejaki Jon Murphy, który o dziwo podszedł do niej. Czemu gdy ktoś nie lubi ludzi działa na nich jak magnes? Nie miała nic przeciwko temu chłopakowi, może by nawet go polubiła, ba, mogliby zostać przyjaciółmi, ale trzy osoby to już niejaki tłok, którego ona nie lubi.
- Pénélope. Jeżeli temu panu... - wskazała tu na Conleya. - ... to nie przeszkadza, to owszem. - odpowiedziała mu, nie chciała być niemiła czy nieuprzejma, więc zdecydowała się jednak na lekką akceptację.
Gdy ona tak wesoło sobie rozmawiała, wśród chłopaków wystąpił lekki konflikt, który dopiero teraz zauważyła dziewczyna. Podeszła do Bellamy'ego i położyła m delikatnie rękę na ramieniu, mając nadzieję na rozluźnienie się mięśni. Jeśli nie, ktoś będzie musiał interweniować, bo facet z pistoletem to zło, ot co!
- Nie przejmuj się nim, nie warto marnować na niego cennych kul. - powiedziała cicho, kojącym głosem, który miał uspokoić niejako chłopaka. - Sama bym go uciszyła chętnie, ale pomyśl, ta kula może ci się przydać w innych okolicznościach. - wzięła rękę i stanęła zanim, mając nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. Na słowa Maxa już nic nie powiedziała, uniosła jedynie jedną brew i wwiercała się w niego spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 16:06

Atmosfera nie była najprzyjemniejsza, mimo że powinni raczej żyć w zgodzie, bo nie wiadomo, co ich może tutaj czekać. Zamiast jednak stać tu tak bezczynnie to rzeczywiście powinni zacząć coś robić żeby przetrwać najbliższe godziny, może dni. Nie sądził żeby bez jedzenia i picia przetrwali chociażby miesiąc. Zwłaszcza, że każdy z nich był swego rodzaju przestępcą i można powiedzieć, że większość, jak nie wszyscy, byli nieobliczalni. Maximilian nie miał jednak zamiaru się nad tym zastanawiać ani chwili dłużej, przynajmniej na ten moment.
- Wrócę przed zmrokiem. – powiedział i oddalił się w sobie obranym kierunku.

z/t Maximilian
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 16:15

Murphy spojrzał badawczo na chłopaka, którego wskazała przed chwilą Pénélope, choć nie zawierał zbyt łatwo przyjaźni i nie ufał ludziom, których nie znał, to chłopak wzbudził u niego pozytywne uczucia. "John..."- przedstawił się i wyciągnął dłoń w jego kierunku- "...mam nadzieje że nie sprawię problemu..."- powiedział bez emocji chociaż miał wrażenie, że jeszcze jedna minuta nie robienia niczego produktywnego, a wykituje.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.


Ostatnio zmieniony przez John Murphy dnia Sro 4 Mar 2015 - 19:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 17:31

Dziewczyna stała rozglądając się dookoła siebie słuchając jak rozmowa napiera pikantności. Nie mieli tych samych zdań a Tris jak na razie nie chciała się nic udzielać w takie ciekawe konwersacje. Wiedziała, że będzie musiała jakoś komuś pomóc nawet przy zbieraniu drewna na opał czy w czymś innym ale jak na razie siedziała jak mysz pod miotłą. Z tego co wywnioskowała rozmowa między nią a innymi osobami nie zaczęła rozkwitać. Jako jedyna odezwała się do niej Penelope. Nic się tym nie przejmowała. Czekała dalej jak sytuacja się rozwinie. Po chwili podszedł do nich chłopak, oczywiście przedstawił się Tris lecz spojrzała na niego i się lekko uśmiechnęła. Nadal się zastanawiała czy podział na grupy będzie sensownym rozwiązanie i go kogo ją przydzielą. Nie chciała być z osobami które nie miały zamiaru jakoś ją zauważyć lecz nie robiła z tego jakiejś wielkiego problemu.
Robi się dość ciekawie pomyślała.
Ich rozmowa była co raz to bardziej interesująca Tris wsłuchiwała się w nią i czekała aż coś palnie i wszyscy będą się na nią gapić. Atmosfera robiła dość dziwna i nieprzyjemna ale Maddon lubiała takie właśnie coś. Przysłuchiwała się bardziej a na jej twarzy pojawiał się tylko mały uśmieszek. Po chwili usłyszała, że jedna osoba wróci przez zmrokiem jak dobrze słyszała jego imię to był Max ale nie była tego pewna musiała się chwilę zastanowić. Jednak stwierdziła, że był to właśnie on.
- Nie chcę się wtrącać ale może ktoś potrzebuje jakiejś pomocy bo nie wiem co ze sobą zrobić stwierdziła do osób które były tuż obok niej.
Oczywiście nie przemyślała swoich słów ale jakoś nie przejęła się tym aż tak bardzo. Jej zdanie wszyscy powinni się trzymać razem żeby nikomu nic nie strzeliło idiotycznego do głowy ale wiadomo jak jest i nic nie mogła z tym poradzić. Dziewczyna nadał nie wiedziała co ma robić nie miała zdolności kulinarnych więc nie chciała niczego gotować bo nie chciała być oskarżona o otrucie jakiejś osoby. Umiała rozpalić ogień przynajmniej tak jej się zdawało.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 18:00

Słusznie chyba uznała już całą dyskusję za skończoną, przynajmniej dla niej. Ustalili już wszystko na dzień dzisiejszy i teraz zamierzała skupić się na przeszukaniu statku; nadal liczyła, że nie wysłali ich tutaj bez niczego. Jaha wspominał o Mount Weather i sam stwierdził, że to ich jedyna szansa, więc trochę przykro by było, gdyby im choć odrobinę w dotarciu do zapasów nie pomógł. Tym bardziej, że podarowanie Setce map nie było dla Arki szczególnym wyrzeczeniem. Tam u góry były im one najzwyczajniej w świecie zbędne, tak samo jak wiele innych rzeczy, które tutaj mogły okazać się kluczem do przetrwania. Clarke stała przez chwilę w miejscu i w milczeniu pogrążyła się we własnych myślach, bezwiednie odprowadzając Maxa wzrokiem, aż do momentu, kiedy zniknął między drzewami. Ocknęła się dopiero słysząc głos kolejnej dziewczyny, która dołączyła do ich wesołej gromadki.
- Możesz rozejrzeć się ze mną po Exodusie - stwierdziła, uśmiechając się lekko. Może akurat we dwójkę uda im się znaleźć coś przydatnego w tej wielkiej, metalowej puszce? Odgarnęła z twarzy włosy, które naniósł tam powiew wiatru, po czym skierowała się z powrotem do statku.

/zt

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 18:41

Gdy tylko Tris usłyszała imię kanclerza to jej mina mówiła sama za siebie. W środku poczuła wielką złość aż nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Starała się nic nie okazywać ale nie było jej łatwo. Chciała tylko się opanować żeby sobie nie pomyśleli, że jest coś z nią nie tak.
Wyglądało na to, że gromada osób obok dziewczyny zaczęły się ze sobą zgadzać. Wiedziała, że musieli kiedyś dojść do porozumienia i tak się właśnie stało. Jedna z dziewczyn tak stwierdziła była to Clarke. Na pierwszy rzut oka ze strony Tris wydawała się być całkiem w porządku ale nie chciała nikogo oceniać jak jeszcze tej osoby nie znała więc była dobrej myśli. Gdy Clarke jej odpowiedziała to dziewczyna wiedziała, że nie będzie się nudziła i chociaż na coś się przyda i miała taką nadzieje a nie miała zamiaru nic tak po prosu nie robić.
- Dzięki chętnie pójdę bo już myślałam, że się tutaj zanudzę odpowiedziała dość spontanicznie i spojrzała na blondynkę.
Gdy tylko spostrzegła, że dziewczyna skierowała się w stronę Exodu'sa poszła za nią by się rozejrzeć bo może znalazłyby coś ciekawego i pożytecznego w tym wielkim żelastwie. Tris jeszcze przez moment obejrzała się za siebie, lecz minęło kilka sekund i ruszyła ponownie za Clarke. Weszły do środka.
- Za czym mam patrzeć tak dokładnie? zapytała kierując wzrok na blondynkę.

/zt

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me


Ostatnio zmieniony przez Tris Maddon dnia Sro 4 Mar 2015 - 19:37, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 18:49

(uznajmy, że była tam cały czas od początku tylko milczała)
Olivia nie była przygotowana na to wszystko psychicznie, ale i tak chciała sobie wszystko dokładnie poukładać w głowie zanim zacznie cokolwiek ogarniać. Cieszyła się, że w ogóle może stać na własnych nogach. Dziewczyna wyszła ze statku, krocząc dumnie i dołączając do reszty dzieciaków tak bardzo podjaranych zaistniałą sytuacją. Rozumiała, że wszyscy są szczęśliwi, bo się udało, bo żyją i tak dalej, no ale bez przesady.
Liv skoczyła na ziemię. Szatynka nigdy nie wierzyła w to, że stanie na Ziemi, na planecie o której opowiadali jej dziadkowie. Dla niej nadal było to nierealne, ale mimo to starała się nie wyglądać na zadowoloną faktem, że udało im się.
Olivia stanęła gdzieś z boku, opierając się o drzewo i przysłuchując się całej tej bezsensownej dyskusji. O dziwo nie udzielała się, tylko słuchała. Zazwyczaj wtrącała swoje trzy grosze, ale teraz nie miała na to ochoty. Wzięła głęboki wdech, nie mogąc nadziwić się czystością powietrza na Ziemi. Czy to jest sen? Miała nadzieję, że nie.
Wędrowała wzrokiem od jednej osoby do drugiej. Nie chciała oceniać, nie od razu, ale każdego poddała własnej obserwacji. Przygryzła dolną wargę, czekając na dalszy rozwój wydarzeń, ale zauważyła, że większość osób najzwyczajniej w świecie odeszło. Założyła ramiona na piersi, poprawiając przy okazji swoją kurtkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 18:56

To było wręcz nieprawdopodobne, jak bardzo słowa Maxa wywoływały chęć mordu w Bellamy'm. Tak jakby przed bykiem pomachać czerwoną płachtą. Być może chłopak nie chciał się narażać, ale niestety się naraził. A Bellamy łatwo takich rzeczy nie zapominał. Najgorsze było, że z każdym kolejny słowem ta cała chęć mordu tylko wzbierała na sile. No dobra, nie doszłoby pewnie do mordu, ale perspektywa złamanego nosa była naprawdę bardzo bliska i oczami wyobraźni Bellamy już widział zakrwawionego Maxa leżącego na ziemi. Niestety zanim do czegokolwiek doszło, ktoś postanowił wystąpić w roli osoby, która złagodzi sytuację. Trochę to podziało, bo na chwilę Bellamy przestał sobie wyobrażać Maxa w plamie krwi i połamanymi kończynami. Odwrócił głowę w stronę najpierw patrząc na rękę na swoim ramieniu, a potem na brunetkę, która postanowiła załagodzić sytuację - Spokojnie, nie strzelę, ale nie obiecuję, że mu nie przywalę - odpowiedział z ciężkim westchnieniem. Tracenie naboju było prawdziwym marnotrawstwem, zresztą takie morderstwo w pierwszy dzień ich pobytu na Ziemi to by nie wyglądało jednak zbyt dobrze. Nawet nie zadał sobie trudu, żeby odpowiedzieć. Normalnie odkrył Amerykę swoimi przypuszczeniami. Wszyscy tu za coś trafili, ale nikt nie zadawał pytań, więc czemu niby Bellamy miał odpowiadać na te, które w jego stronę wysuwał Max. - Pewnego dnia... - tak, pewnego dnia Bellamy stłucze Maxa na kwaśne jabłko, ale niestety to nie był ten dzień, bo chłopak się zmył. Być może jednak był mądrzejszy, niż się mogło wydawać, albo po prostu miał szczęście, ciężko byłoby to w tym momencie rozstrzygnąć, jak było naprawdę. W sumie szkoda, ale Bellamy nie miał zamiaru go gonić. Jeszcze kiedyś się na pewno spotkają... Teraz tylko pokręcił głową i zdjął kurtkę, bo mu trochę ciśnienie krwi skoczyło i aż się gorąco zrobiło. Jego życie zapowiadało się naprawdę ciężko. A miało być tak pięknie!

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   

Powrót do góry Go down
 

Teren przy Exodusie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Teren przy Exodusie
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Recepcja
» Pole biwakowe
» Płacząca wierzba przy stawie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east :: Obóz setki-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.