IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Teren przy Exodusie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 22:44

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że zwlekali i zwlekali, czego Pénélope bardzo, ale to bardzo nie lubiła. Westchnęła cicho, przypatrując się wszystkim z niewielkiej odległości, sama zastanawiając się, czy właściwie nie zrobić sobie jednak wolnego. Niby potrzebowali jedzenia, picia i światła/ciepła, jednak nie widziało jej się maszerowanie po to, gdy już było grubo po południu, a dwóch facetów nie mogło się zdecydować czy iść czy nie. Z kim przystało jej żyć, Boże.
- Wiecie co, może jak już dowiecie się czy idziecie, to dajcie znak, bo nie zamierzam tu czekać i czekać. - stwierdziła, siadając na trawie, a właściwie już leżąc. Była całkiem miękka, a przynajmniej bardziej, niż sądziła. Westchnęła z ulgą, pozwalając ciału odpocząć. Obserwowała za to bacznie niebo, jakby szukała na nim czegoś ważnego, jakiejś wiadomości. Jednak nic tam nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 23:11

Murphy ogarnął chłopaka wzrokiem od głowy aż po same stopy z kamienną twarzą i myślami kłębiącymi się w jego głowie. "Komuś chyba wydaje się, że jest lepszy od innych" pomyślał, podążył za dziewczyną, która już leżała na trawie wpatrując się w niebo. Dzień miał się ku końcowi, a oni nie zdołali jeszcze nic zrobić. Pénélope leżała wypatrując czegoś w błękicie nieba, Murphy zastanawiał się czego szuka i o czym myśli. Postanowił przerwać ciszę wiszącą w powietrzu "Czy nie poradzimy sobie w lesie bez naszego kolegi?"

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sro 4 Mar 2015 - 23:27

Towarzystwo się trochę rozproszyło, co było naprawdę olbrzymią ulgą. Bellamy nie do końca przemyślał to wszystko, pakując się do statku z setką nastolatków. Chciał tu być ze względu na Octavię, a teraz skończyło się na tym, że O. gdzieś przepadła, a on musiał uczestniczyć we wszystkim tym, co się teraz działo. To naprawdę było dla niego zbyt wiele, ale co poradzić. Sam sobie zgotował ten los. Zresztą lepszą perspektywą było bycie na Ziemi, gdzie wszyscy najwyraźniej uważali go za jakiś autorytet, z sobie tylko znanych powodów, niż być dalej woźnym na Arce. Obecna sytuacja była zdecydowanie lepsza, dlatego Bellamy postanowił się zaangażować. Ale tylko troszeczkę, żeby nikt sobie nie pomyślał, że zawsze będzie chętny do pomocy i będzie za kogoś jego robotę odwalać. Ten jeden raz mógł się jednak poświęcić. Dlatego też podszedł do dziewczyny, która obecnie najwyraźniej była urażona zachowaniem osobników płci męskiej - Wstawaj, idziemy - powiedział, wyciągając do niej rękę, bo był na tyle miły, że chciał jej pomóc podnieść się z ziemi - Tylko zróbmy to szybko, bo nie będę ganiać po lesie, szukając Bóg wie czego - dodał. Mógł zaakceptować przejście się po najbliższej okolicy, żeby tak mniej więcej się rozejrzeć, ewentualnie czegoś poszukać, ale jak to będzie się ciągnęło przez całą resztę popołudnia, to Blake is out. Rozejrzał się jeszcze dookoła, czy gdzieś tam w pobliżu nie kręci się Octavia, ale najwidoczniej poleciała ganiać jakieś motyle, albo coś w tym stylu. Dlatego Bellamy nie miał czasu ganiać po lesie. Musiał mieć czas, żeby ganiać za siostrą.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Czw 5 Mar 2015 - 12:05

Przyglądała się jeszcze przez chwilę niebu bawiąc się źdźbłem trawy. Widać, że była ona soczyście zielona, pięknie wyrośnięta i co najważniejsze, aktualnie w jej dłoniach! Chociaż jedno marzenie się spełniło, wróciła na ziemię. Może nie w wymarzonych warunkach, jednak da się to jakoś ścierpieć. Towarzystwo nie było aż tak znowu złe, chociaż kilku osobników by chętnie wymieniła na lepsze modele. Gdy usłyszała głos Murphy'ego, uśmiechnęła się delikatnie odwracając głowę w jego stronę.
- Zapewne byśmy sobie dali, ale zawsze lepiej mieć dwóch facetów niż jednego. (Laughing) Natura nie była tak szczodra dla wszystkich z nas, urodziłam się niestety słabsza. - wytchnęła mu zaczepnie język, wracając do obserwacji nieba. I długo by jeszcze to robiła, gdyby nie to, że mężczyzna o kruczoczarnych włosach stwierdził, że się z nimi wybierze i, ola boga, wyciągnął dłoń. Nie wypadało jej odrzucić, ale wiedziała, że dotknięcie kogokolwiek sprawia jej niemały problem. Wciągnęła gwałtownie powietrze przez nos i podała mu tą rękę. Mimowolnie jej policzki się zarumieniły a jej zrobiło się niebywale gorąco. Czemu musiała być aż tak aspołeczna? Wstydziła się po prostu innych, zawsze uważała, że jej zachowanie jest skrupulatnie oceniane, przez co zazwyczaj się wycofywała. Nie jest to fajnym uczuciem, gdy podajesz chociażby rękę i już się zastanawiasz, czy nie zrobiłaś czegoś głupiego, z czego mogliby śmiać się inni. Starała się jednak opanować, więc podciągnęła ku górze, stając na równe nogi. Odgarnęła włosy z czoła, przerzucając je hurtem do tyłu i otrzepała się też z ziemi. Rumieniec jednak
- Nie ma problemu. Mi też nie widzi się spędzenie kilku godzin w lesie. - stwierdziła, zgrabnie ruszając w stronę lasu. Skoro idą, to lepiej nie zwlekać! Co do Octavii, ganianie za motylami jest fajne i raczej nie powinien się o nią martwić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Czw 5 Mar 2015 - 12:35

Z każdą chwilą przybywało coraz więcej osób zainteresowanych dyskusją, która się tu toczyła. Nie to, żeby miał coś przeciwko, ale nigdy nie lubił stać wciśnięty między tłumek, dlatego uśmiechnął się kącikiem ust kiedy dziewczyna zareagowała nad wyraz entuzjastycznie na jego propozycje. I gdyby rozmowa nie potoczyłaby się dalej pewnie od razu odszedłby z nią i szukał czegoś do zjedzenia. Ale. Już wcześnie łatwo było zauważyć, że propozycje Maxa wywoływały w nim ironiczny słowotok. Nie uśmiechajcie się głupkowato – Con z reguły mówi niedużo, więc te kilka zdań było naprawdę gadulstwem.
I nie chcąc tego wszystkiego przeciągać, napiszę, że wsparł Bellamyego i wtórując Pene powiedział coś w stylu „Gdybyś strzelił, byłoby to bezsensowne zmarnowanie naboju.” Później zwrócił uwagę na Murphyego i po dłuższej chwili kiedy wszyscy zaczęli się niecierpliwić i rozchodzić podszedł zaraz za Bellamym do grupi podróżników udających się do lasu i wsadził dłonie w kieszenie kurtki. Nie mógł być dżentelmenem, bo go uprzedził Strażnik… Ale kiedyś to nadrobi.
- Ten.. Pan ma na imię Conley. – Wyjaśnił krótko. Wolał żeby był jasność, bo nie uśmiechało się, żeby ktokolwiek odzywał się do niego Per Pan tylko dlatego, że nie był gadułą. - Idziemy?

_________________

Is freedom anything else than the right to live as we wish?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Czw 5 Mar 2015 - 14:54

Przez cały ten czas Olivia przysłuchiwała się w ciszy gromadce, wciąż opierając się o drzewo. Spojrzała na każdego z niesmakiem, bo uważała, że te ich rozmowy do niczego nie prowadzą. Zdawała sobie sprawę, że kolejne dni będą dla wszystkich ciężkie... Trzeba będzie ogarnąć jakieś miejsce, jedzenie, zobaczyć gdzie w ogóle wylądowali i tak dalej. Na pewno będą spory, które trzeba będzie jakoś rozwiązać i na tą samą myśl, Liv zrobiło się nie dobrze. Miała nadzieję, że to nie ona będzie musiała się w to wtrącać, bo wolała stać na uboczu jak teraz.
Kiedy usłyszała, że planują iść do lasu, nagle wyprostowała się. Nie miała zamiaru siedzieć tak bezczynnie, a była skora do pomocy.
- Idę z Wami. - powiedziała, nie zadając sobie większego trudu, żeby się przedstawić.
Było to bezcelowe. Spojrzała na Bellamy'ego, którego kojarzyła z Arki. Po chwili odgarnęła włosy za ucho i założyła ramiona na piersi, patrząc wyczekująco na każdego z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Czw 5 Mar 2015 - 15:31

Z trzyosobowej grupki stworzył się tłum idący po drewno "Wystarczy go chyba do następnej nuklearnej wojny" pomyślał. Teraz, kiedy stał bliżej chłopaka, który wzbudził wcześniej jego zaciekawienie po stanowił się przedstawić "Chyba jeszcze się nie poznaliśmy... jestem John", delikatnym skinieniem głowy dał znak reszcie, że stanie w miejscu za bardzo im nie pomoże i lepiej iść w stronę najbliższego brzegu lasu.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Czw 5 Mar 2015 - 18:48

Nie wiadomo dokładnie w którym momencie Octavia odłączyła się od grupy, ale najpewniej była tak pochłonięta rozglądaniem się po nowym miejscu i chłonięciu widoków, że przestała słuchać już w chwili, kiedy Bellamy został wciągnięty w rozmowę. Jej wzrok co chwila uciekał gdzieś w bok albo w górę; podziwiała niebo, które było jasnoniebieskie, nie tak jak w kosmosie, gdzie było przykryte kocem i upstrzone świecącymi gwiazdami jak brokatem. Wszystko było tak jasne i przyjemne dla oka, gałęzie chrzęściły pod nogami, drzewa były wysokie na kilka metrów, a ich korony z liści i gałęzi rzucały na nich cienie. Nie tak sobie to wyobrażała, chociaż o Ziemi śniła niezliczoną ilość razy i pomyślała w tamtej chwili, że żadna książka nie mogłaby oddać tego ogromu wrażenia jakie to na niej wywierało, pięknych widoków i zapachów, skarbów Matki Ziemi, która odrodziła się po kilkunastu latach. Zupełnie jak małe dziecko zamiast coś zaplanować i coś ustalić ze swoimi kompanami, oddaliła się kiedy jej uwagę przyciągnęło coś - coś, co widziała tylko w książkach, jakie pokazywał jej Bellamy - więc bez słowa odeszła od nich, zapominając zupełnie o tym, że powinna teraz myśleć rozważnie, zachować zdrowy rozsądek i coś zdziałać, zrobić cokolwiek, zaplanować co dalej. O wiele bardziej wolała latać za niebieskimi motylami, które świeciły się jak jarzeniówka i latały beztrosko po łące, więc z głowy Octavii wszystkie najważniejsze kwestie wyparowały. Jak się spędziło pod podłogą tyle czasu, cały czas w ukryciu, to nie dziwne, że chciała zobaczyć i dotknąć wszystkiego, co było wokół. Nie miała nawet tego przywileju by się poruszać po Arce, a tu była na otwartej przestrzeni. Słońce, świeże powietrze, a wokół mnóstwo zieleni. Ziemia Niczyja. Musiała naprawdę się zmusić, żeby wrócić do innych, chociaż przez swoje głupstwo przegapiła prawie całą ich rozmowę. Kiedy wróciła, zauważyła, że blondynki już nie było, ale było za to parę innych osób, których ona nie znała.
Wyszła zza pleców Bellamy'ego, ogarniając wzrokiem resztę, ale tylko na Bella spojrzała przepraszająco. - To co robimy? - spytała z uniesionymi brwiami. Wiadomo, mogło się wydawać, że jej postępowanie było bezczelne, że przyszła na gotowe i nic nie zrobiła, ale taka już Octavia była. Robiła to co chciała.

_________________

Octavia Blake
there is something of the warrior in me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Czw 5 Mar 2015 - 19:19

To całe podanie ręki dziewczynie miało być po prostu miłym gestem. Wbrew wszystkiemu i zdecydowanie wbrew temu, co można było sobie pomyśleć patrząc na Bellamy'ego z niego był naprawdę porządny facet. No i tak było zdecydowanie szybciej, bo lepiej się podnosi z ziemi, jak ktoś ci poda rękę, niż tak samemu się podnosić. Dlatego też zdziwiło go, kiedy brunetka się zarumieniła. Było to urocze, ale również trochę... zadziwiające. Jednak nic nie powiedział na to, tylko uniósł brew, bo w sumie kto wie, może dziewczyna była na coś chora, albo się tak szybko opaliła? A może to był efekt promieniowania? Tyle opcji, ale komu by się chciało teraz nad tym zastanawiać. - Cieszę się, że się zgadzamy - odpowiedział jeszcze, bo tak nieładnie nie odpowiadać ludziom. Ogólnie to trochę się ich więcej zrobiło, a takie łażenie całą grupą w jednym miejscu chyba za bardzo sensu nie miało. Więcej zrobią, jak się rozdzielą. Właściwie to z każdą minutą robiło się ich więcej i Bellamy trochę się poczuł jak opiekunka w przedszkolu. To nie było zbyt przyjemne uczucie, bo żadną opiekunką nie miał być zamiaru. Popatrzył na dziewczynę, która to 'zgodziła się' iść z nami - Cóż za łaskawość z Twojej strony - powiedział, wywracając oczami. Cóż, byłoby bardziej sympatycznie, jakby chociaż to w jakiś inny sposób powiedziała, ale co poradzić. - Wy dwoje... - wskazał na Johna i nowo przybyłą dziewczynę - Idziecie razem. Nie ma sensu łazić taką dużą grupą - normalnie to by mu było wszystko jedno, ale Conley Connamy is real! i brunetka wydawali mu się bardziej... przystępni? Można też powiedzieć, że Bellamy uznał, że nie będą go zadręczać zbędnymi pytaniami, czy jakimś jęczeniem. Już miał jeszcze coś powiedzieć, kiedy pojawiła się Octavia - Gdzieś Ty była? - zapytał siostrę, bo tak trochę nieładnie znikać bez słowa. Bellamy się tu martwi! - Idziemy się rozejrzeć. Możesz iść, ale tylko ze mną, albo możesz zostać, ale w takim przypadku sugeruję, żebyś poszła do Exodusa, pomóc Clarke i.. jakkolwiek tamta druga dziewczyna się nazywała - powiedział do siostry. Taki był miły, że dawał jej wybór. Trzeciej opcji, która dawała jej możliwość latania, gdzie jej się podoba już nie było.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Czw 5 Mar 2015 - 19:58

Kiwnął głową w stronę Johna kiedy mu się przedstawił. Mimo wszystko, podczas gdy są jedynymi ludźmi na ziemi dobrze jest poznać ludzi, a nie ich do siebie zrażać o ile nie zachowują się na starcie jak wybitni idioci. Sam również się przedstawił i skrzyżował ręce. No cóż… z dwójki osób zamierzającej iść po jedzenie zrobiła się spora gromadka i w głowie Conleya pojawiła się myśl, że to nie do końca najlepszy pomysł jeżeli mają już coś robić, a nie obijać się i leżeć do góry brzuchami wystawiając twarze na światło słońca. Co innego gdyby wyruszali na jakąś poważną misję, ale serio to były tylko patyki i jakieś żarcie. Całe szczęście Bellamy wyraził na głos swoje myśli, z którymi znów się zgadzał więc stojąc właściwie obok, pokiwał głową i rozejrzał się dookoła. Odprowadził wzrokiem „nową” i Johna, po czym wsparł boki rękoma i spojrzał na koleją istotkę, która dołączyła do ich grona zanim stanął parę kroków dalej i w końcu się odezwał.
- No dobra, koniec tego dobrego. – Przerwał wypowiedź Bellamyego choć wcale nie złośliwie, po prostu już nie chciało mu się stać w miejscu. – Zostań i zajmij się… – Zwrócił spojrzenie w stronę szatyni dla pokazania o kogo mu chodzi. Zupełnie nie wnikał między ich relację choć już przypomniał sobie zeszłoroczną aferę, kiedy to wydało się, że jedna z rodzin ukrywała drugie dziecko w kabinie. - A ja i Penelope po prostu pójdziemy poszukać czegoś do zjedzenia. Będziemy wracali kiedy zauważymy znak „20 kilometrów”… W razie czego wyślijcie po nas jakąś grupę ratowniczą, czy cokolwiek. – Spojrzał na Bellamyego i po krótkiej chwili odwrócił się w stronę Pene i kiwnął do niej głową na znak żeby ruszali.

z/t x2

_________________

Is freedom anything else than the right to live as we wish?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 13:07

Nowy dzień przywitał Setkę pięknym słoneczkiem i delikatnym wietrzykiem, który muskał liście na drzewach. Wyglądało to tak bardzo niewinni i sielsko, że pewnie nawet nikt nie spodziewał się, jak dużo zła wydarzyło się dnia poprzedniego! Pochłonięci wolnością i pobytem na Ziemi nastolatkowie, nawet nie zauważyli zaginięcia paru osób, które do tej pory nie pojawiły się w obozie. Jak tak będą systematycznie przepadać, to za jakieś dwa tygodnie nikt już nie pozostanie! Nie mniej teraz obóz dopiero budził się do życia, wszyscy, którzy zdecydowali się na nocleg w Exodusie z niego wychodzili, a ich serca przepełniała radość na widok rozciągającego się krajobrazu. Niestety dzisiejszy dzień wcale nie miał być tak miły, sympatyczny i sielski jak widok otaczającej ich zieleni. Musieli się w końcu zebrać i spróbować zorganizować nie tylko obóz, ale też zająć się poszukiwaniem jedzenia i wody. Na razie jednak chyba nikt jeszcze o tym nie myślał, bo towarzystwo mogło być jeszcze nie do końca rozbudzone, ale już za chwilę ich misja się zacznie!
Wszystkich, którzy zapisali się na naszą misję zapraszam do pisania postów w tym temacie, coby nie było tak, że ludzie z przestworzy, nie wiedząc co się dzieje, ruszą gdzieś w inne miejsca (wystarczy jeden post, że po prostu postać się tutaj znajduje i ogląda sobie drzewka, czy coś w tym stylu - rozpisywać się nie trzeba!). Wszystkich tych, którzy chcą dołączyć do poszukiwań lub też chcą się zaangażować do jakiś innych rzeczy w obrębie obozu zapraszam albo do zapisania się tutaj, albo żeby dali znać, że chcą coś innego porobić (np posprzątać teren dookoła, czy też rozmontować siedzenia w Exodusie - praca jakaś się znajdzie!). W następnym poście zostaniecie poinformowani jak wyglądają grupki na misję i jaki temat został wam przydzielony. Będziecie dzieleni w drodze losowania, także powinno być uczciwie i w ogóle! A wielkość grup będzie zależała od tego ile osób będzie chętnych, żeby wyruszyć (sądzę, że będą to albo po 2 osoby, albo po 3). Do zobaczenia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 14:28

/po powrocie z polany na zachód od obozu

Claire usiłowała uspokoić się po makabrycznej scenie, którą ujrzała chwilę wcześniej. Pomyślała, że wybranie się na poszukiwania zaginionych osób to dobry pomysł na odreagowanie stresu.
Ale na razie tylko siedziała, zastanawiając się co kryje wrogi las. Bardzo współczuła osobom oddalonym od obozu, Meminger z pewnością dostałaby palpitacji serca, gdyby miała samotnie spędzić jeden dzień z dala od Setki. To prawda, byli mordercami, złodziejami lub po prostu złymi ludźmi. Ale to wciąż jedyne jakiekolwiek znajome twarze czy głosy. Claire wolała towarzystwo ich, niż ciemnych drzew. Kto wie, może nawet mogłaby polubić tę dziwną mieszankę ludzi, którzy popełnili czasem gorsze przestępstwa, niż dziewczyna mogłaby sobie wyobrazić? Kto wie, kto wie.

_________________
Claire Meminger
And breathe, and breathe, and learn, and live.

▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 16:18

/ bilokacja, po spotkaniu z Pyxis o świcie!

Jak trudno można było znaleźć kogoś wśród setki innych osób? Savannah mogła w tej chwili stwierdzić, że niezwykle trudne. Szczególnie, gdy pojęcia się nie miało, jak ktoś, kogo się szuka, tak właściwie wygląda. Widziała go właściwie tylko dwa razy. Pierwszy, gdy czym prędzej wyślizgiwała się na zewnątrz przez chwilę wcześniej otwarte przez niego drzwi Exodusa - zbyt zajęta tym, by wyjść na świeże powietrze i dotrzeć w jakieś ubocze, aby chociaż obdarzyć go dłuższym spojrzeniem. No i drugi, gdy przy rozpalonym ognisku pozbywał się bransolet chętnych do przeprowadzenia takiej operacji osób. Wtedy była zbyt zaaferowana własną sytuacją, by chociaż przemyśleć sprawę jej usunięcia... teraz chciała to naprawić. Nadrobić.
Jak na złość jednak nie mogła chłopaka nigdzie znaleźć... Przynajmniej w samym Exodusie. Wyszła więc ze statku i od razu rozejrzała się wokoło. Może tutaj będzie miała więcej szczęścia?

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 19:09

Wyszedł leniwo z Exodusa zaczesując pogmatwane włosy ręką. Prowizoryczne łóżko które udało mu się stworzyć poprzedniego dnia sprawdziło się bardzo dobrze. Murphy był wypoczęty i gotowy na kolejny dzień który miał zamiar przeżyć. Zmrużył oczy i rozejrzał się po terenie otaczającym statek. Kręciło się po nim już wiele dzieciaków nie robiących nic specjalnie interesującego. Uczucie ogarniającej go już od rana nudy, a także delikatnego głodu dawało się we znaki. Najchętniej poszedł by w głąb lasu, znaleźć jakieś źródło wody żeby przemyć oczy czy też uzupełnić manierkę. Z innej strony nie miał zamiaru być tak głupi jak niektórzy z setki i wybiegać samemu w las udając Tarzana. Słońce wznosiło się coraz wyżej i zaczynało robić się przyjemnie ciepło, nie mając nic do roboty usiadł niedaleko dziewczyny zapatrzonej w głąb lasu, wyglądającą na młodszą od niego. Nie odezwał się lecz tylko oparł się o pobliskie drzewo, wyjął nóż i zaczął się nim bawić obracając w dłoni.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 20:44

// po spotkaniu z Troy'em


Jakoś Tris nie mogła się dogadać z nowo poznanymi osobami z setki ale mogła jej się tylko wydawać. Noc spędziła na Exodus'ie nie było to jej wymarzone miejsce na spanie ale nie miała wyjścia a gdy tylko wstała zobaczyła, że nadszedł następny dzień spędzony na Ziemi. Była niewyspana i obolała czuła każdą kość swojego ciała ale starała się to jakoś wytrzymać. Ten następny dzień mógł wiele zmienić na coś pozytywnego po prostu musiała sobie dawać radę za wszelką cenę. Miała różne myśli lecz o wcześniejszych przeżyciach przypominała jej bransoletka którą miała nadal na swoim nadgarstku. Powoli mogła ją uznać za dodatek do jej ubioru ale sądziła, że jakoś pozbędzie się tego lecz nadal nie wiedziała jak. Przez cały ten czas nie czekała na bohatera który jej w tym pomoże ale wręcz przeciwnie starała się ją ściągnąć ale po wielu próbach i tak jej się nie udało. Powróciła myślami do rzeczywistości, przeciągnęła się poprawiła włosy wiążąc je w kok i po chwili wyszła ze statku. Rozglądała się a dookoła zobaczyła piękny las i wiatr który nim kołysał. Jej teraźniejszym pragnieniem było się odświeżyć i znaleźć jakiś potok z wodą lub coś w tym stylu.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 21:34

/bilokacja: po spotkaniu z Astrid

Ricky kręciła się jeszcze jakiś czas w swoim prowizorycznym łóżku, nim zdecydowała się rozprostować nogi. Nie była przyzwyczajona do spania z podkurczonymi nogami. Nic nie mogła jednak na to poradzić. Do czasu, aż setka nie rozbuduje swojej siedziby, będzie musiała znosić trudy życia na Ziemi. Chociaż przez jej głowę często przewijały się myśli o ojcu, nie zamierzała robić sobie żadnej nadziei, że jeszcze kiedyś się spotkają. Arka była jedną wielką zlepką metalowych części, na dodatek niezbyt stabilnych. W każdym momencie mogli przechodzić na stacji jakieś awarie. Przynajmniej tutaj nie musiała martwić się o limit tlenu.
Zmrużyła oczy, wychodząc z Exodusa. Przeszła kilka metrów, zatrzymując się przy stojącym niedaleko drzewie. Wyglądało na to, że towarzystwo zaczynało się budzić. Ricky zatrzymywała wzrok na poszczególnych osobach. Nie trwało to dłużej niż dwie sekundy. Część nastolatków kojarzyła, chociaż nie zamieniała z nimi zbyt wielu słów. Będzie miała jeszcze bardzo dużo czasu, żeby zapoznać się lepiej z setką. O ile wcześniej nie zginie. Czekało ich całkiem sporo niespodzianek. Dżungla nadal nie była przez nich dokładnie zbadana. W każdej chwili mogli zostać zaatakowani, jak na razie mieli szczęście. Wyjęła z kieszeni spodni mały nożyk. Obróciła go kilka razy w palcach, zatrzymując ostatecznie wzrok na ostrzu.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 22:39

| bilokacja!

Spała niespokojnie, budząc się co najmniej kilkakrotnie, za każdym razem otwierając szeroko oczy i ledwie powstrzymując się od poderwania się do pozycji siedzącej. Nie chciała wyjść na tchórza ani wariatkę, ale obecność kilkudziesięciu innych osób w pomieszczeniu nie działała na nią specjalnie komfortowo. Czuła się osaczona; od dziecka nienawidziła tłumów, bo wydawały się jej żywiołem nie do poskromienia, co prawda jedynym, jaki tak naprawdę znała, ale wciąż nieprzewidywalnym i niemożliwym do kontrolowania. A to, czemu nie mogła narzucić swojej woli, budziło w niej niepokój. Słyszała nawoływania do ucieczki; słyszała je w równych oddechach niemal setki nastolatków, korzystających z chwili błogiego odpoczynku przed rozpoczęciem nowego dnia. Chciałaby być taka jak oni - podekscytowana i szczęśliwa, ale nie pozwalało jej na to klaustrofobiczne uczucie zamknięcia. Gdyby nie panujące na zewnątrz ciemności i natarczywe bębnienie deszczu, zapewne już w środku nocy poszukałaby noclegu gdzieś poza statkiem.
Opuściła exodus równo ze świtem, ubierając się, kiedy wszyscy jeszcze spali, zarzucając na ramię plecak z całym swoim dobytkiem (strzeżonego los strzeże, i tak dalej) i z wyraźną ulgą oddychając wciąż pachnącym deszczem powietrzem. Nie oddalała się specjalnie daleko, zbyt zmęczona i niewyspana jak na samotne wędrówki, zamiast tego znajdując sobie miejsce na jednej z niższych gałęzi krępego drzewa i po prostu obserwując budzącą się do życia okolicę. Choć zazwyczaj nie była zwolenniczką bezczynności, wciąż walające się tu i ówdzie śmieci wydawały się kopalnią użytecznych części, a teren wokół statku aż prosił się o zagospodarowanie, postanowiła pozostać w miejscu. Koniec końców, nie planowała przecież zapuszczać tu korzeni, a altruistyczne akty bezinteresownej pomocy były jej dalekie. Oparła się więc wygodnie o wilgotną korę, czekając cierpliwie na rozwój wydarzeń. Wkrótce również setka zaczęła ożywać, z exodusa co chwilę wyłaniały się kolejne osoby, rozmawiając cicho między sobą albo po prostu rozglądając się dookoła. Wydawali się nie wiedzieć, czego właściwie szukali, ale Laurel podejrzewała, że zaczyna brakować im przewodnictwa; gdy przez całe życie ma się kogoś, kto mówi ci, co powinieneś robić, to nagłe jego zniknięcie może być dezorientujące.
Uśmiechnęła się lekko, gdy zauważyła Johna, ale zrezygnowała z zawołania go po imieniu, nie mając specjalnej ochoty na powtórkę rozmowy z poprzedniego wieczoru. Teraz, w świetle dnia, wszystko zdawało się jakieś zbyt jasne i zbyt... odkryte.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Sob 4 Kwi 2015 - 23:03

Prawda była taka, że Leslie nijak odnaleźć się wśród wszystkich tych ludzi nie mogła, a i nawet się specjalnie nie starała. Była za to niezwykle szczęśliwa za sprawą tego, że uwolnieni zostali całkowicie od wszystkiego, co ściśle związane było z Arką i panującym zasadami. Zdaje się, że fakt, że zmuszona została do zamieszkania nagle z obcą jej setką, których de facto nazwać można kryminalistami, nijak jej nie przerażał. Co prawda zdawała sobie sprawę, że nie zawsze powody były tak całkowicie błahe, to jednak po zajęciu własnego kąta w Exodusie zasnęła jak dziecko. Nie miała najmniejszego problemu z tym, że kompletnie tych osób nie znała, nie obawiała się ich i nijak się nimi nie przejmowała. Kiedy jednak obudziła się następnego dnia był wczesny ranek, a ona wydawała się być już w pełni wypoczęta. Do tego stopnia, by opuścić miejsce, w którym spała tej nocy i względnie doprowadzić się do porządku. Przeczesała więc palcami włosy i wyszła na powietrze rozglądając się dookoła ciekawa, czy ktoś jeszcze zdecydował się wstać nieco wcześniej. Niedaleko owszem krążyło kilka osób, to jednak chwilowo ich wszystkich zignorowała, wzrokiem przesuwając po otoczeniu. Prawda była taka, że nie znała chyba nikogo z setki, nie kojarzyła nawet specjalnie twarzy, to i chętna do żadnej rozmowy za bardzo nie była. Ciekawa była za to, co czaić się może za drzewami, dlatego postanowiła jeszcze tego samego dnia wybrać się na krótki spacer. Nie zamierzała tym samym być jedną z tych, którzy bezpiecznie zostają przy Exodusie, a raczej nadzieję miała, że uda jej się wplątać w jakiekolwiek ciekawsze zajęcie. Przystanęła więc gdzieś z boku zaplatając ręce na piersi, wzrok przeniosła jeszcze na wyjście, z którego stopniowo wysypywały się kolejne osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Nie 5 Kwi 2015 - 16:59

Mimo niesprzyjających warunków do odpoczynku, nie można było powiedzieć że Alyssa się nie wyspała. Co prawda po obudzeniu musiała się porozciągać aby rozprostować kości i czuła lekki ból w plecach, jednak pod względem witalnym czuła się wypoczęta. Możliwe że, przyczynił się do tego długi czas snu, ponieważ gdy się przebudziła, wielu osób nie było już w Exodusie. No ale dzięki temu Ally podładowała swoje „baterie” i czuła się pełna energii. W sam raz na kolejny dzień poznawania Ziemi. Ciekawa była również co robi reszta z zesłanych z nią ludzi. Dlatego szybko praktycznie zjeżdżając po drabince opuściła Exodusa.
Może i Ally nie załapała się na sam wschód słońca, jednak zapach lasu wzmocniony wczorajszym deszczem i słońce sprawiły, że nie czuła się zawiedziona. Rozejrzała się uważnie wokół. Większość osób zajęta była własnymi rzeczami, więc Alyssa postanowiła iść ich przykładem. Siadła nieopodal, wystawiając twarz do słońca. Oświetlenie na Arce nijak miała się do święcącej kuli tu na Ziemi.
Korciło ją żeby wybrać się w głębie lasu i sprawdzić co kryje się w gęstwinie drzew, jednak postanowiła zaczekać. Równie bardzo ciekawiło ją czy po wczorajszym entuzjazmie i beztrosce, setka zorganizuje się jakoś. Dlatego też, siedząc na słońcu obserwowała co się dzieje do około.

_________________

Ally

Be an encourager. The world has plenty of critics already.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Nie 5 Kwi 2015 - 22:47

/po grze z Pho

Podczas gdy cała reszta towarzystwa smacznie sobie spała, Bellamy nie zmrużył nawet oka i to nie dlatego, że cierpiał na bezsenność. Nie mógł zasnąć wiedząc, że jego młodsza siostra jest gdzieś w lesie, samotna, być może w jakimś niebezpieczeństwie. Myśli, że Octavia mogłaby być już martwa nawet do siebie nie dopuszczał. Być może i był przewrażliwiony, ale co poradzić. Był starszym bratem, więc dla niego nie było niczym dziwnym, że martwił się o swoją małą siostrzyczkę, która przez tyle lat była całym jego światem. Oczywiście miał jakieś życie poza spędzaniem czasu z O., ale to ona zawsze była najważniejsza i Bellamy zawsze stawiał ją na pierwszym miejscu. O samego siebie nie dbał tak, jak dbał o siostrę, więc szukanie jej (chociaż bez skutku) przez całą noc, nie było chyba niczym zadziwiającym. Teraz jednak był zmęczony, żeby nie mówić, że padnięty. Nie miał jednak zamiaru się poddawać, bo naprawdę nie spocznie, dopóki nie odnajdzie Octavii. Działa w trybie zaniepokojonego starszego brata, więc nic nie było mu straszne i nawet, jak już nie będzie miał sił, to i tak nie spocznie. Podczas poszukiwań Octavii zauważył również, że brakuje paru osób. Co prawda nie miał pojęcia których, ale ciężko było przeoczyć brak Maxa, który najwyraźniej nie wrócił jeszcze ze swojej krótkiej wędrówki. Co prawda akurat to ani trochę nie niepokoiło Bellamy'ego, bo nie mógłby go chłopak mniej obchodzić, ale jego nieobecność mogła zadziałać na jego korzyść. Tak, Blake był w tym momencie egoistą i miał zamiar wykorzystać brak Maxa, ale był egoistą dla Octavii. Dlatego też skierował swoje kroki w stronę Exodusa, w koło którego zbierała się część trzódki. - Wiem, że wszyscy się super bawicie... - zaczął trochę podniesionym głosem, żeby zwrócić na siebie uwagę tych małych leniwców -... licząc chmurki na niebie, czy też liście na drzewach, ale chyba nadszedł czas, żebyście się ruszyli, bo miło by było coś zrobić, chyba, że wolicie zginąć z głodu - powiedział, już normalnym tonem. Tak, trzeba było wspomnieć o jedzeniu, żeby ich wszystkich poruszyć i zmotywować do działania. W końcu jak nie znajdą niczego do skonsumowania to długo nie pożyją, a siedzenie na tyłkach pod Exodusem raczej ich nie nakarmi - Dodatkową motywacją do zrobienia czegoś, może być też fakt, że brakuje co najmniej trzech osób. Być może nawet ich nie znacie, ale tak czy inaczej byli naszymi ludźmi, więc wypadałoby się chociaż rozejrzeć i poszukać ich śladów - dobra, Bellamy wiedział tylko o dwóch brakujących osobach, ale trzy brzmią zdecydowanie lepiej. Miał nadzieję, że reszta złapie haczyk i chociaż garstka zgłosi się dobrowolnie na te mini poszukiwania. Chociaż nie ma co ukrywać, że im więcej chętnych by się znalazło, tym szansa na znalezienie zaginionych, a także czegoś zdatnego do spożycia, byłaby o wiele większa.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Nie 5 Kwi 2015 - 23:25

Murphiego nie obchodziły za bardzo zaginione osoby. Skoro były na tyle głupie żeby opuścić obóz to w tym momencie zadziałała tak zwana selekcja naturalna. Głupota nie może przetrwać za długo, tym bardziej w kontakcie z dżunglą, która wydawałą się być sprytniejsza niż przynajmniej poowa z setki. Za to tekst dotyczący jedzenia, zgodnie z przeczuciem Bellamiego, podziałał na psychikę Johna. Zatrzymał obracany w dłoni nożyk i uniósł wzrok. (Belamy wyglądał w blasku słońca tak majestatycznie, że w oczach Johna można było dostrzec tajemniczy błysk #Murphamy) Miał nadzieje, że ktoś w końcu zabierze się za ogarnięcie ludu i wiedział, że najprędzej będzie to Bell. Kiedy podnosił się z jeszcze wilgotnej od porannej rosy trawy przez jego twarz przemknął wręcz niezauważalny uśmiech a następnie stanął na przeciw Bellamiego. Jedzenie wydaje się być świetnym pomysłem- powiedział z nutą delikatnej ironii. Nie zrobił tego specjalnie, taki ton leżał w jego naturze. A co do zaginionych... czemu mamy tracić czas szukając kogoś kto z własnej woli beztrosko powędrował w las?- zakończył zdaniem, które miało być retoryczne chociaż po chwili namysłu chciałby usłyuszeć czyjąs odpowiedz

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 6 Kwi 2015 - 2:23

Rozpoznała go od razu, mimo że w trakcie ogniska widziała go tylko przez kilka minut. Nie można było powiedzieć, że się nie wyróżniał; wyraźnie starszy od całej reszty, najwidoczniej postawił sobie za punkt honoru objęcie dowództwa nad grupą. Jeżeli chodziło o Laurel, to jedynym, co mogła powiedzieć na pewno, to to, że ją intrygował. Wśród pozostałych członków setki zdawał się budzić coś w rodzaju odruchowego szacunku, chociaż fakt, że znajdował się w posiadaniu jedynej sztuki broni w całym obozie, również mógł mieć coś z owym respektem wspólnego. Kimkolwiek był, nie potrafiła jeszcze go rozgryźć, a wrodzona natura kwestionowania wszystkiego i wszystkich, nie pozwoliła jej po prostu przejść obok tej niewiedzy obojętnie. Czy nikogo oprócz niej nie zastanawiała kwestia jego obecności na statku?
Niewiele myśląc, zsunęła się zgrabnie z gałęzi, lądując miękko na ziemi. Jeśli miałaby być szczera, to misja poszukiwawcza niewiele ją obchodziła; nigdy nie odczuwała wewnętrznej potrzeby ratowania świata, a ponieważ tłumy ją męczyły, to zniknięcie dwóch czy trzech nastolatków działało tylko na plus. Znalezienie pożywienia było za to zupełnie inną kwestią i w jej skromnej opinii - dużo bardziej naglącą. O ile exodus nie posiadał tajemnych spiżarni, których do tej pory nie odkryli, to nie mieli nie tylko pożywienia, ale również wody. Wczorajsza deszczówka nie mogła wystarczyć na długo, w manierce Laurel już było jej niewiele, a jej żołądek boleśnie przypominał jej o tym, że jej ostatni posiłek miał miejsce prawie dwadzieścia cztery godziny wcześniej.
Chcąc nie chcąc (chociaż bardziej nie chcąc) podeszła więc do przemawiającego chłopaka (mężczyzny?), uśmiechając się pod nosem i przywdziewając na twarz swoją standardową maskę pewności siebie. - Ponieważ król tak powiedział - powiedziała głośno, odpowiadając na ostatnie pytanie Johna, poprawiając paski plecaka i wykonując coś w rodzaju przerysowanego ukłonu. Prostując się, mrugnęła krótko w stronę Murphy'ego, ale po chwili spoważniała, a lekko sarkastyczny uśmiech zniknął z jej warg. Choć mogłoby się tak wydawać, jej zamiarem nie było obrażenie kogokolwiek; wrodzona złośliwość odcisnęła się jednak w jej naturze tak głęboko, że w tamtej chwili stanowiła już standardowy zestaw obronny, chroniący ją skutecznie przed ludzką sympatią. - Tak czy inaczej, jedno chyba nie przeszkadza drugiemu. Możemy poszukać jedzenia i przy okazji sprawdzić, czy ktoś nie uznał nas za smaczny posiłek - rzuciła, zatrzymując się w pewnym oddaleniu i wciskając dłonie do kieszeni. Co prawda wspólne wycieczki niespecjalnie leżały w jej zbiorze ulubionych zajęć, ale mając w perspektywie pozostanie w tym królestwie bezczynności, wolała wykorzystać okazję do rozejrzenia się po otaczającym ich terenie.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Laurel Mason dnia Wto 7 Kwi 2015 - 18:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 6 Kwi 2015 - 11:02

Przed exodusem pojawił się jako jeden z ostatnich, choć bynajmniej nie dlatego, że tak dobrze mu się spało. W jego przypadku, noce przestały przynosić wytchnienie już dawno; to właśnie wtedy z głębokich cieni wychodziły wszystkie najgorsze koszmary, które w ciągu dnia chowały się przed światłem, na Arce - syntetycznym, na Ziemi - słonecznym. Obecne, ale pozornie niegroźne, stanowiły dla Davida coś w rodzaju stałych towarzyszy, nieodłącznego balastu, do którego obecności się przyzwyczaił, choć nigdy nie zaakceptował. Czasami przyjmowały formę wspomnień: pełnych furii oczu ojca, rozmazanej na metalowej posadzce krwi, fantomowego, rdzawego jej posmaku w ustach. Innym razem - i tych momentów obawiał się najbardziej - przychodziły w formie niechcianych myśli, naginających jego wolną wolę i namawiających go do zrobienia komuś krzywdy. Przepełniała go wtedy trudna do uwolnienia agresja, która brała się znikąd i do nikąd też ulatywała, gdy w końcu z bezsilności zaczynał biec przed siebie, jak najdalej od ludzi.
Zdawał sobie sprawę z tego, że wariował. Już samo sprowokowanie aresztowania stanowiło oznakę nie do końca zdrowych zmysłów i zaczął tego żałować w momencie, w którym jego stopy dotknęły Ziemi. Z drugiej strony - na Arce nic już go nie trzymało. Ostatnia nić łącząca go ze stacją kosmiczną została zerwana rok wcześniej, sprawiając, że całkowicie się pogubił. Był jak marionetka, przez całe życie sterowana przez lalkarza, którą nagle odcięto od podtrzymujących sznurków i kazano poruszać się samodzielnie. A nauka chodzenia, gdy miało się siedemnaście lat, nie była już taka prosta.
Przystanął w cieniu drzew, wzrokiem celowo unikając Savannah. Chociaż znalazł się wśród Setki - przynajmniej częściowo - właśnie z jej powodu, to zobaczenie jej drobnej sylwetki i przekształcenie planów w czyny okazało się znacznie trudniejsze niż w jego wyobrażeniach. Od chwili wylądowania nie odezwał się ani słowem, przez cały czas zachowując paranoiczny wręcz dystans. Nowa sytuacja i tak go przytłaczała; zmaganie się z osobistymi dramatami wydawało się w obliczu konieczności przetrwania nie na miejscu, a w przeciwieństwie do panujących dookoła, sielankowych nastrojów, David nie tryskał optymizmem. Już pierwsze godziny na Ziemi mówiły mu wyraźnie, że stały ląd nie był już taki, o jakim uczono ich w szkole. Tutaj wszystko było bardziej; bardziej intensywne, bardziej zachwycające, bardziej niebezpieczne. A oni? Stanowili setkę (bądź, jeśli wierzyć słowom Blake'a: dziewięćdziesiątkę siódemkę) dzieciaków, wyrwanych ze sterylnych warunków i rzuconych w sam środek świata, o którym nie mieli pojęcia. Nie wiedział, czym kierowała się Rada, wysyłając ich tutaj, ale dla niego mogliby ich równie dobrze wyrzucić w przestrzeń, licząc na to, że nauczą się oddychać bez powietrza.
To właśnie instynkt przetrwania, wypracowany przez miesiące szkolenia na strażnika, pchnął go do przodu, gdy przecinał fragment pustej przestrzeni przed exodusem i dołączał do coraz liczniejszej grupy osób, która zadeklarowała się wziąć udział w poszukiwaniach. Nie odezwał się, ale odnalazł wzrokiem spojrzenie najstarszego chłopaka (ich przywódcy? na chwilę obecną - na to wyglądało) i po prostu krótko skinął głową, przekazując tym milczącym gestem swoją chęć uczestnictwa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 6 Kwi 2015 - 15:29

Prawda była taka, że Leslie szczególną zwolenniczką samozwańczego panowania Bellamy'ego nie była. Należała do osób, które czują potrzebę posiadania znaczącego zdania w społeczeństwie, to jednak nijak tego teraz nie zaprezentowała. Zdecydowała się chwilowo odpuścić, a gdy ten zaczął przemawiać, jedynie unieść na niego nieco znudzone spojrzenie. Zaraz potem podniosła się nawet z ziemi i otrzepała swoje spodnie. O ile zaginione osoby nie robiły na niej najmniejszego wrażenia, o tyle sama idea wędrówki jej się podobała. W końcu Leslie małym zwolennikiem tego typu rozrywek była. Zamierzała się przecież prędzej, czy później w stronę dżungli pokierować, dlatego nic przeciwko nie miała temu, by koniec końców i z poszukiwaniem jedzenia i zaginionych ludzi połączyć. Przez dłuższą chwilę zdecydowała się jedynie przyglądać się rozgrywającej się scenie. Niemalże z trudem powstrzymała się od jakiegokolwiek komentarza, by żadnych spięć na starcie nie rozpoczynać, to jednak zwyczajnie przeszkadzało jej to, że wszyscy poniekąd narzucone mają słuchanie Bellamy'ego. Zdawać by się mogło, że właśnie od tego dopiero uciekła. Tak, czy inaczej w tej kwestii zgadzała się z nim na tyle, by wszelką niechęć przełknąć i przejść te kilka kroków, by bliżej zbierającej się wokoło Blake'a grupki się znaleźć.
- Ja pójdę - zaoferowała się nieco obojętnym tonem głosu, wysuwając się jeszcze nieco do przodu. Nie obawiała się szczególnie tego, że w lasach rzeczywiście coś kryć się mogło, a nawet jeśli takie informacje by padły to i tak najpewniej nijak by jej nie poruszyły. Miała zamiar poszukać jakiegoś jedzenia, szczególnie, że stopniowo będą robili się coraz bardziej głodni, a co za tym idzie poddenerwowani. Zaginionych osób nie znała, bo i zwyczajnie ich braku nie zauważyła, ale skoro rzeczywiście tacy byli, to przecież poszukać ich mogła. Samolubna tak do końca nie była, a do ogarnięcia jakiegokolwiek tego, co tu się właściwie dzieje potrzeba im jak najwięcej ludzi. Zerknęła na Laurel jeszcze, która najwidoczniej poniekąd jej zdanie podzielała. Skrzyżowała ręce na piersi i wzrok w samozwańczym przywódcy utkwiła, oczekując jakichkolwiek instrukcji, skoro już podjął się przeprowadzenia podobnej akcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   Pon 6 Kwi 2015 - 16:51

Prawdę mówiąc jakiekolwiek zamartwianie się o osoby, które zdecydowały się odłączyć od reszty i do tej pory nie wróciły, zdecydowanie nie było na samym szczycie listy rzeczy, które zaprzątały głowę Savannah. Musiała jednak czymś się zająć. Nie mogła usiąść w miejscu i czekać bezczynnie na to, co przyjdzie. Już wystarczająco w ten sposób się nasiedziała przez ostatni rok. W celi. Wystarczająco już pozwalała losowi i innym ludziom decydować o tym, co się z nią stanie. Być może podróż w las w jej stanie nie była najlepszym pomysłem, ale była jakimś. Była sposobem na ruszenie z miejsca - mniej i bardziej dosłownym. Poza tym potrzebowała pożywienia i wody (być może najbardziej z całej Setki, zważając na jej nudności z dnia poprzedniego), a jeśli nie postara się zdobyć je sama - kto wie, może w ogóle ich nie dostanie? No i pozostawała też sprawa innych... tych, którzy zaginęli. Nieważne, jak dużo miałaby na głowie własnych problemów, nie mogła tak zupełnie zobojętnieć na to, co może ich w tym nieznanym miejscu spotkać.
Tak więc - dość szybko doszła do porozumienia sama ze sobą i zdecydowała się dołączyć do grupki tworzącej się wokół chłopaka, którego swoją drogą wcześniej tak usilnie próbowała znaleźć. Kwestię bransolety jednak pozostawiła póki co nierozwiązaną i po prostu skupiła się na sprawach o wiele bardziej naglących.
- A co z Mount Weather? - rzuciła nawet głośno propozycją, kiedy już stanęła gdzieś na tyłach tworzącej się grupki. Nie próbowała na siłę dopchać się na przód, więc zważając na jej raczej niższy od większości wzrost mogła być nie do końca widoczna przez osobę, do której swoje słowa głównie kierowała. Należała chyba do tej mniejszej części, której chwilowe przejęcie przywództwa nad grupą, którego podejmował się chłopak, wcale nie przeszkadzało. Co prawda też nie zamierzała ślepo podążać za jego decyzjami... w końcu miała nadzieję, że już na zawsze oddzieliła się od tej dawnej siebie - tej, która wszystkiemu i wszystkim się podporządkowywała (z małymi wyjątkami, ale zwykle nic nie znaczącymi). Teraz jednak mówił z sensem. Dlaczego więc mu nie pomóc? - Jeśli rzeczywiście jest tam tyle niepsującego się jedzenia, to może warto je znaleźć? - dodała, lekko wzruszając ramionami. Według niej był to lepszy sposób na zdobycie pożywienia, niż szukanie na oślep po lesie, który obecnie mógł (jak dla niej na pewno) wyglądać zupełnie inaczej, niż ten, o którym wszyscy uczyli się w szkole. Poza tym mogło to być miejsce, do którego skierowały się zaginione osoby... Nigdy nic nie wiadomo! Tak czy siak - Mount Weather mogło być dobrym punktem do rozpoczęcia poszukiwań.

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Teren przy Exodusie   

Powrót do góry Go down
 

Teren przy Exodusie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Teren przy Exodusie
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Recepcja
» Pole biwakowe
» Płacząca wierzba przy stawie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east :: Obóz setki-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.