IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Korytarz do stołówki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Korytarz do stołówki   Pon 18 Maj 2015 - 22:23


Jeden z największych korytarzy na Arce. Odbywają się tutaj pokazy z okazji Dnia Jedności, a także Kanclerz wygłasza w tym miejscu swoje przemówienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Wto 19 Maj 2015 - 11:25

Elia chciała odwiedzić swojego syna, który aktualnie znajdował się w więzieniu. Mimo wszystko wciąż kochała swoje dziecko i uważała, że chłopiec popełnił jeden, głupi, szczeniacki błąd, jednak nie powinno niszczyć całej jego przyszłości. Głęboko wierzyła, że w dniu ukończenia 18 lat zostanie wypuszczony i będzie mógł żyć, założy rodzinę i będzie miał swoje dziecko. Może i była naiwna, może i nie powinna pozwalać sobie na aż tak wielkie marzenie, ale była matką, a każdy dobrze wie, że matki chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. No przynajmniej Elia tak właśnie chciała dla swojego syna, marząc, że pewnego dnia będą się śmiać z całej sytuacji.
Jednak kobieta nie została wpuszczona na wizytę, a strażnicy oznajmili jej, że na terenie stacji więziennej panuje jakaś dziwna choroba i wszyscy są poddani kwarantannie. Elia starała się ich przekonać, mówiła, że nie przeszkadza jej, jeżeli czymś się zarazi, że chce jedynie zobaczyć syna, który był jej jedyną rodziną, lecz strażnicy byli nieugięci. Ciężko opisać złość, jaka narodziła się w tej drobnej, dobrodusznej kobiecie, kiedy została jej odmówiona wizyta swojego dziecka. Już od paru dni słyszała plotki o starcie Exodusa, nawet rozmawiała z paroma kobietami, które przysięgały na wszystko co dla nich najświętsze, że na własne oczy widziały statek w pobliżu stacji więziennej. Dodatkowo wszyscy plotkowali o zamachu na Kanclerza i od tamtej pory nikt Jahy nie widział. To nie mógł być przypadek, a przynajmniej w oczach Elii, był to idealny przekręt. Nie mogła jedynie pojąć, jak ktoś mógł być tak bardzo bez serca i wysłać niewinnych nastolatków na Ziemię, gdzie przecież mogli zginąć w momencie lądowania. Albo mogli w ogóle nie wylądować... To wszystko nie mieściło się jej w głowie. Wypełniona żalem i złością ruszyła prędko w stronę stołówki, a szczęście się do niej uśmiechnęło, bo na korytarzu napotkała parę znajomych osób. - Wysłali dzieci na Ziemię! - powiedziała, bez zbędnych tłumaczeń. Bez względu na wszystko, większość osób mieszkających na Arce była zgodna, że niektóre przestępstwa popełniane przez dzieci były tak bzdurne, że nie należało ich karać więzieniem, a tym bardziej śmiercią. W końcu jak można porównać kradzież kromki chleba z zamordowaniem kogoś? - Wysłali nasze dzieci na Ziemię, na pewno śmierć, a teraz milczą i chowają się jak tchórze, bojąc się przyznać do tego co zrobili! - wykrzyknęła, podnosząc głos na tyle, żeby można ją było usłyszeć. Nie obchodziło ją to, czy zamkną ją za zdradę - Elia wiedziała, że mówi prawdę i nie zamierzała milknąć. Nie dosyć, że pozbawili ją syna, to teraz wysłali go na Ziemię, być może chłopak już nie żył. Kobieta nie miała zamiaru tego tak pozostawić, nawet jakby to oznaczało, że sama przy tym straci życie. Mieszkańcy Arki zasłużyli na prawdę.
W okół kobiety zaczęło się zbierać coraz więcej osób, nie tylko zainteresowanych jej słowami, ale też i taki, które posiadały własne teorie na temat wydarzeń ostatnich dni. - Zawsze mówiłam, że Jaha nie jest godny zaufania! A teraz proszę - skazał wszystkie dzieci na śmierć! - krzyknęła jakaś starsza kobieta, która od lat była zwolenniczką Diany Sydney, uważając ją za lepszego przywódcę niż Jaha kiedykolwiek był. - Przecież tam były też zamknięte małe dzieci! - powiedziała młoda kobieta, łapiąc się za serce. Była jedną z opiekunek i, mimo że własnego dziecka nie posiadała, to jednak nie potrafiła sobie wyobrazić jak ktoś mógł skazać na tak okrutny los grupę nastolatków, a co dopiero małych dzieci...
Sytuacja zdawała się zaostrzać z każdą kolejną chwilę, ponieważ coraz więcej osób zaczęło się zbierać na korytarzu i wykrzykiwać, że chcą znać prawdę. Czyżby na Arce szykowała się rewolucja? Być może szybka interwencja Rady oraz Kanclerza powstrzymałaby te wojownicze nastroje mieszkańców, bo jednak zdecydowanie gorzej będzie, jeżeli pojawi się ktoś, kto stanie na czele rozżalonych ludzi, którzy zdawali się obecnie być zdolni do wszystkiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Wto 19 Maj 2015 - 21:21

Ostatnimi czasy jej jedynym zajęciem na Arce zdawała się naprawa tej maszyny, którą powierzyła jej Griffin. Robiła to w każdej wolnej chwili, kiedy tylko mogła chodziło do tego niedostępnego dla ogółu pomieszczenia, by w końcu naprawić ten złom i móc wyruszyć z Abby na Ziemię. Tylko to zajmowało jej myśli w ostatnim czasie. Nawet wtedy, gdy była w pracy, rozmyślała na temat tego, co mogłaby zobaczyć tam na dole, zastanawiała się, czy Finn jeszcze żyje, jak wszyscy sobie z tym radzą i czy misja ta aby na pewno nie będzie samobójcza. Nie potrafiła skupić myśli na czymś innym, swoje obowiązki wypełniając zaledwie zadowalające, nie tak jak kiedyś wręcz wybitnie. Nie chciała się jednak skupiać na tym, co aktualnie było nieistotne. Teraz tylko liczyło się, to by naprawić tę maszynę, a była już przecież tak bliska dokonania tego... Akurat szła w tamtym kierunku po zakończonej pracy, kiedy natknęła się na to całe zbiorowisko na korytarzu. To zdecydowanie nie zapowiadało się dobrze, a dla dobra całej tej misji chyba lepiej by było, gdyby panował jako taki sposób, czyż nie? Tak się przynajmniej Raven wydawało. Nie chciała, żeby ludzie od tego czasu zaglądali uważnie za ramię członkom Rady, a głównie jednej - Abby Griffin. Mogłoby się to skończyć niekoniecznie ciekawie, a cała misja mogłaby całkiem nie wypalić. Uznała więc, że powinna zabrać głos w tej dyskusji. To przecież zresztą było bardzo w stylu Raven, żeby koniecznie dodać swoje trzy grosze.
- Dajcie spokój, przecież to brzmi niedorzecznie - rzuciła w ich stronę, zakładając ręce na klatce piersiowej. W sumie to i tak prawda była, dla niej nadal to wszystko było całkiem niedorzeczne. - Na ziemię? Naprawdę łatwiej wam w to uwierzyć niż w kwarantannę? - dodała jeszcze, oczyma wywracając. Nadzieję też miała, że brzmiała przekonująco. W końcu w jej interesie też było, żeby żadnych buntów na Arce nie było i doszukiwania się czegoś wszędzie. Kwestią czasu by było najpewniej wtedy odkrycie tego, co planowały z Griffin.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Sro 20 Maj 2015 - 23:05

Grupka, która na początku stanowiła parę osób, zaczęła się z każdą minutą coraz bardziej rozrastać. Część osób tak jak i Elia, uważała, że Rada ich oszukuje, podczas gdy mieszkańcy powinni znać prawdę. Właściwie liczba tych, którzy uważali, że prawdopodobieństwo, że nastoletni więźniowie zostali wysłani na Ziemię za całkowitą bzdurę, była naprawdę niezbyt duża. Większość pomstowała głośno, chociaż pewnie było to jedynie takie czcze gadanie - nikt bowiem raczej zamiaru z pięściami na siedzibę Rady iść nie chciał, lecz te wszystkie emocje, rozżalenie i strach o najbliższych musiały w końcu wypłynąć z ludzi.
Akurat słowa, które wypowiedziała Raven usłyszała sama Elia. Odwróciła szybko głowę w stronę dziewczyny, kierując przy tym na nią nienawistne spojrzenie. - Jeżeli to kwarantanna, to czemu nie powiadomili o tym wszystkich? Dlaczego nie są tam wysyłani lekarze, a cała stacja wygląda na opuszczoną? - zapytała. W tle dało się usłyszeć Racja!, Od zawsze kłamali, ale parę głosów mówiło coś zupełnie innego. Nonsens mruknął jeden z pracowników stołówki, a jedna ze szwaczek pokręciła głową mówiąc gadanie wariatki. Jednak Elia zupełnie nie przejmowała się tymi słowami. - Wysłali nasze dzieci na śmierć i teraz próbują nam zamydlić oczy! Mogę się założyć, że Kanclerz wcale nie został postrzelony! A jak został, to mam nadzieję, że umrze, za to co nam wszystkim zrobił - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Zazwyczaj Elia była miłą kobietą, uczynną i pomocną, ale w tym momencie życzyła całej Radzie z Kanclerzem na czele, śmierci w płomieniach. Wysłali jej jedynego syna na pewno śmierć, a takiego czegoś jako matka zapomnieć nigdy nie będzie mogła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Wto 26 Maj 2015 - 22:04

Rozumiała ich, oczywiście, że rozumiała. Finn był jej przecież bliski niczym rodzina i niesamowite rozgoryczenie czułe, wiedząc, że z winy Rady może umierać tam, będąc całkowicie niewinnym. Ale całe to zbiorowisko i wszystko, co z niego mogłoby wyniknąć, nie mogło im pomóc. Wręcz przeciwnie, mogło jedynie zaszkodzić. Nie zamierzała więc tak po prostu tego zostawić, choć może rozsądniej byłoby po prostu odpuścić i odejść jak najdalej od tych ludzi, nie afiszując się zanadto. Ale nie potrafiła, zbyt bardzo była zaangażowana w tę sprawę, by przejść obok tego obojętnie. Niesamowicie podirytowana był tym, jak to wszystko się rozwinęło. Chciała, żeby ta kobieta przestała w końcu to wszystko wykrzykiwać, ale niestety nie mogła najwyraźniej nic z tym zrobić. To wszystko zdawało się być walką z wiatrakami, żadne słowa zdawały się nie być odpowiednio skuteczne. Nic dziwnego, gdyby nie była w takiej sytuacji, najpewniej sama by się do nich dołączyła, sama wszelkie swoje wątpliwości by wypowiedziała, ale teraz wszystko było inne. Wiedziała nazbyt wiele i po prostu dla dobra tych ludzi, musiała chociaż spróbować zmienić ich zdanie. Mogliby wszystko popsuć, a Raven przecież chciała tego, co oni. Dowiedzieć się, co z tymi wszystkimi dzieciakami, które zostały wysłane na Ziemię.
- Nie sądzicie, że gdyby ktoś chciał wysłać ich na śmierć, po prostu skorzystałby z jakichś tańszych środków? To wszystko na pewno się zaraz wyjaśni i wszyscy będą mogli znowu spotkać się ze swoimi dziećmi. Z tego, cokolwiek robicie, nic dobrego i tak nie wyniknie – wyrzuciła z siebie, całkiem od niechcenia. Jakby to były tylko jakieś luźne myśli, które dopiero co przyszły jej do głowy, a do których nawet szczególnej uwagi nie przywiązywała. Zdawało jej się, że całkiem naturalnie jej to wychodziło.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Czw 28 Maj 2015 - 18:08

Na Arce rzadko kiedy dochodziło do zmasowanych wybuchów niezadowolenia i prób wszczynania rewolucji, czy też buntów. Być może było tak dlatego, że populacja stacji zbyt liczna nie była, a może.. cóż, może dochodziło do takich sytuacji, ale nie wszyscy o nich wiedzieli? Sunny nigdy wcześniej nie słyszała, żeby takie coś kiedyś się wydarzyło. Jak dla niej życie na Arce było spokojne, a czasami wręcz nudne. Jej rodzina nigdy nie należała do zbytnio 'ważnych', ani w żaden sposób wyróżnianych, nigdy też się w nic nie angażowała, a sama Harrigan nie miała zamiaru tego zmieniać. Musieli żyć na stacji, bo innego miejsca nie mieli, więc trzeba było jakoś to przetrwać i mieć nadzieję, że pewnego dnia uda im się wrócić na Ziemię, a tam wszystko będzie inaczej. Może i były to naiwne marzenie, może i nigdy taki dzień nie nadejdzie, ale nadzieję zawsze warto było mieć. Dlatego też zdziwienie Sunny na widok grupy, która gromadziła się przed stołówką było wielkie. Zadziwiające było to, jak wiele się zmieniło w tym krótkim czasie, w którym kobieta jadła obiad. Spokojny do tej pory korytarz powoli zaczynał przeradzać się w wybieg z jakimiś lampartami, które były gotowe skończyć sobie do szyi, kiedy tylko miałyby okazję. Tak właśnie wyglądały dla niej osoby, które teraz tak zażarcie dyskutowały o rzeczach, o których nie mieli pojęcia. Chociaż nie, pojęcie może i mieli, ale kto tak naprawdę do końca wiedział, co się wydarzyło? Co prawda Sunny sama na własne oczy widziała monitory w Stacji Monitoringu Ziemi na których widniały zdjęcia nastolatków. Jednak czy komuś o tym powiedziała? Nie. Jasne, zastanawiała się co to wszystko oznacza, nawet miała własne przypuszczenia i powoli coraz bardziej zaczynała wierzyć w to, że naprawdę wysłano nastoletnich więźniów na Ziemię, jednak mówienie o tym na głos nie przyniosłoby niczego dobrego. Wierzyła, że prędzej czy później Rada ujawni swoje działania i motywy. Dodatkowo nie dziwiło jej, iż jeszcze tego nie zrobili, skoro Kanclerz został postrzelony i pewnie właśnie w tym momencie dochodzi do siebie. Dlatego też teraz trochę nieprzytomnie przyglądała się temu całemu zajściu, na które trafiła wychodząc ze stołówki. Nie chciała się w to mieszać, ani też nie miała zamiaru się odzywać, ale odejść też nie potrafiła. Stanęła na uboczu, przyglądając się to tej, to tamtej osoby, słuchając wymiany zdań między jedną z kobiet i Raven, która starała się być głosem rozsądku. Nie pozostawało nic innego niż czekać na dalszy rozwój wypadków i modlić się, żeby przez głupią sprzeczkę nikt nie skończył w przestrzeni kosmicznej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Czw 28 Maj 2015 - 18:30

Słysząc słowa Raven, Elia pokręciła głową. Och, jakże ta dziewczyna nic nie rozumiała! Może i dla niej to wszystko było takie mało ważne, logiczne, że Rada by zrobiła to, czy tamto, ale kobieta wiedziała swoje. - Otwórz wreszcie oczy! Ludzie są skazywani na śmierć za to, że wezmą dodatkową porcję żywności, a Ty twierdzisz, że nie są w stanie zabić więźniów, którzy stanowią tylko zbędny balas?! - wykrzyknęła, prawdopodobnie zbyt histerycznie, jednak te słowa, te myśli, kotłowały się w niej tak długo, że teraz kiedy w końcu o tym zaczęła mówić, nie mogła się powstrzymać. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że takie słowa mogą zostać uznane za zdradę, jednak czy mogą ją skazać za mówienie prawdy? Cóż, właściwe to mogli to zrobić i prawdopodobnie zrobią, jednak Elia teraz o to nie dbała. Gorycz i poczucie niesprawiedliwości, które tak długo w sobie dusiła w końcu osiągnęły punkt kulminacyjny, a kiedy to się stało, nie było już powrotu...
- A może.. może możemy wrócić już na Ziemię? - dało się nagle usłyszeć, trochę nieśmiały i cichy głos, należący do niedużej dziewczynki. Mogła mieć jakieś dwanaście lat, góra czternaście. Po tych jednak słowach, całą gromada ludzi ucichła, zastanawiając się, czy dziecko faktycznie ma rację. Wszyscy marzyli, żeby wydostać się z Arki, która może i była ich domem, ale oni tutaj nie należeli. Ich miejsce było na Ziemi i tam każdy chciał wrócić. Ziemia była ich prawdziwym domem. - To nie ma sensu, przecież jakbyśmy mogli wrócić, to Rada byłaby w pierwszym.... - zaczął jeden z mężczyzn, jednak urwał w połowie zdania, patrząc z przerażeniem w oczach na dwie zbliżające się postacie. Obaj byli strażnikami, jednak tylko jedne z nich był lubiany. Młodszy mężczyzna był powszechnie uznawany za szczura i nawet z wyglądu go przypominał. Plotkowano też o tym, jak to wydał strażnikom własnego ojca, żeby tylko odciąć się od niego i jak najszybciej awansować w hierarchii.
- W pierwszym czym? - zapytał szczurowaty z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy. Przyglądał się po kolei zebranym osobom, w tym bardziej dokładnie Raven, która była jedną z najmłodszych kobiet na korytarzu. Tak, lubił wykorzystywać młode, ładne dziewczyny i chyba nie było nikogo, kto by o tym nie wiedział. Oczywiście nikt nic z tym nie robił, ale nie oznaczało, że nikt nie wie. - Co to za zbiegowisko? Nie powinniście się zajmować jakimiś ważniejszymi sprawami? - z jego twarzy nie schodził wredny, wręcz obleśny uśmieszek. Nie było co się oszukiwać - jeżeli tylko miałby okazję, to na pewno by kogoś z zebranych aresztował, żeby potem obserwować jak zostaje wyrzucony w przestrzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Sob 30 Maj 2015 - 10:22

chwilę po rozmowie z Elijah'em //


Następny dzień który nie różnił się od poprzednich lecz z małym wyjątkiem. Ruby mogła spokojnie odpocząć od swojej pracy nie martwiąc się co może się wydarzyć. Powiedziała przełożonym, że źle się czuje ale będzie chciała tą zaległość nadrobić i przyjdzie za kila godzin. Wiedziała, że nie powinna ignorować swoich obowiązków ale dzisiaj nie mogła myśleć o niczym innym niż o odpoczynku który chciała wykorzystać jak najlepiej tylko mogła nawet jeśli były to tylko marne kilka godzin. Na samym początku nie wiedziała co mogłaby robić lecz postanowiła się przejść by rozglądnąć się i popatrzeć co mogła się zmienić od czasu w którym cały jej czas pochłaniała praca. Nic nie było niezwykłego po za faktem, że setka dzieciaków była na Ziemi. Czasami myślała sobie, że jest tam za którąś z osób mogło to być myślenie dzieciaka ale tak czasami miała. Zostawiała to tylko dla siebie starając się nie mówić nikomu o tym bo ktoś mógłby to odebrać za niekompetencję. Gdyby zabijali za marzenia innych na Arce to zostałaby tylko mniejsza część ludzi oczywiście tak tylko sądziła. Zebrała się odetchnęła i wyszła kierując się w stronę jednego z korytarzy a był to korytarz który prowadził na stołówkę przecież musiała coś zjeść  jak każdy normalny człowiek. Szła dość spokojnie rozglądając się czy nie ma kogoś kogo zna lecz niestety nikogo nie widziała na obecny czas. Niedługo potem usłyszała jak gdzieś niedaleko dochodzą głosy kilku osób a gdy tylko zbliżała się w to miejsce głosy stawały się głośniejsze. Od czasu do czasu jakieś krzyki kobiety które lekko przerażały Ruby. Co mogło się wydarzyć złego, że ktoś zakłócał spokój który tutaj panował? Gdy była jeszcze bliżej stanęła za rogiem by się przysłuchać co mówią lecz po chwili pomyślała, że nie pasowało jej tak robić więc ruszyła dalej w ich stronę. Zobaczyła ich stanęła kilka kroków koło nich i trochę się przyglądała. Jakaś młoda kobieta która krzyczała coś o swoim dziecku a na jej twarzy strach albo bardziej rozpacz. Ruby mogła się tylko domyślać dlaczego ten jej stan to spowodował ale nie chciała się jak na razie w to udzielać. Było coraz to więcej osób które zaczęły krzyczeć może dziewczyna nie powinna tutaj przychodzić ale już było za późno. Jedna osoba przykuła jej uwagę była to Sunny pamiętała jej imię bo uratowała ją z opresji z zepsutym monitorem. Może gdyby kanclerz powiedział wszystkim prawdę nie doszłoby do chaosu który panował ale nie była to jej sprawa a ona tylko wykonywała swoja prace jak tylko mogła.
- Hej Sunny - wypowiedziała słowa do dziewczyny przy czym stanęła koło niej. Reszty osób za bardzo nie kojarzyła a może dlatego, że nie była duszą towarzystwa i praktycznie cały swój czas poświęcała pracy której miała sporo. Nadal słuchała nic się nie odzywając nie chciała się wtrącać bo wiedziała, że może skończyć się to źle. Słyszała jak mówią, że rada wysłała setkę dzieciaków na pewną śmierć ale zdaniem Ruby była to nieprawda może nie wszystko szła po ich myśli ale nie mogli wiedzieć co się wydarzyło. Skąd mogli wiedzieć co będzie na Ziemi i czy będą jeszcze tak żyli nikt tego nie wiedziała nawet sam kanclerz.

_________________

Ruby Jones

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Sob 30 Maj 2015 - 19:44

Teraz już nie mogła powstrzymać się przed tym, żeby nie wywrócić oczyma na kolejne słowa kobiety, nawet jeśli z pewnością grzeczne to nie było. Już miała jej odwarknąć, że przecież wcale nie powiedziała, że władza Arki nie jest w stanie tego zrobić, a jedynie to, że po prostu w takim przypadku wykorzystałaby tańsze środki do tego, bo przecież wysyłanie na Ziemię z pewnością do takich nie należało. Uznała jednak, że sensu nie było się spierać z nią, bo do kobiety i tak zdawało się nic nie docierać, a Raven nie zamierzała do żadnej większej sprzeczki doprowadzić, skoro chodziło jej tylko o uspokojenie tych wszystkich ludzi. Najwidoczniej jednak to nie było możliwe. Na całe szczęście zaraz usłyszała słowa tej dziewczynki na temat powrotu na Ziemię i rozmowa zeszła na inne tory. Reyes też już z pewnością chciała postawić na niej nogi, to całkiem oczywiste. Od kiedy tylko dowiedziała się, że razem z Abby poleci na Ziemię, mogła myśleć tylko o tym. Liczyła więc, że nic jej tych planów nie pokrzyżuje, nie pozwoliłaby na to. Za bardzo się męczyła nad tym głupim złomem, żeby okazało się, że wszystko to było całkiem na marne. Choć jakby nie patrzeć, gdyby nie wypaliło, nie miałaby najpewniej nazbyt dużo czasu na żale, mogłoby się to przecież zakończyć egzekucją. Z pewnością niczym małym. Dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że to, co robi nie było nazbyt legalne, a i pani Griffin dość sporo ryzykowała.
- Nic się nie dzieje, proszę pana - odparła z tą grzecznościową formułką, choć dość słyszalny był całkowity brak szacunku dla strażnika. Nadzieję miała jednak, że da jej spokój, jego spojrzenie wprowadzało ją w niemały dyskomfort i bardzo chciała powiedzieć mu coś dość nieprzyjemnego, ale mogło się to źle dla niej skończyć. A przecież nie chciała robić żadnej afery, o to jej przecież cały czas chodziło. Liczyła zresztą, że strażnik zrobi to, co było jego obowiązkiem i tę głupią zbieraninę rozproszy, bo przychodziły im coraz gorsze pomysły do głowy. Nie sądziła jednak, by był to koniec, nie była naiwna, ale przynajmniej na jakiś czas, może nawet wystarczający.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Wto 2 Cze 2015 - 16:43

Kobieta, która 'rozpętała' aferę na korytarzu zaczynała rzucać coraz większymi oskarżeniami, a to nie mogło się dobrze skończyć. Oczywiście, że niby na Arce istniała wolność słowa, jednak tak ciężkie zarzuty pod względem władzy mogły zostać odebrane jako podżeganie do buntów i rewolucji, a takie rzeczy zazwyczaj szczęśliwych zakończeń nie miały. Zwłaszcza, że rewolucja zawsze pożera własne dzieci. Sunny nie chciała być pożarta, jednak nie potrafiła tak po prostu stąd odejść. Tak jakby jej nogi wrosły w posadzkę i, nawet pomimo tego, że zdrowy rozsądek podpowiadał, że powinna jak najszybciej zniknąć. Jej uwagę przykuł komentarz małej dziewczynki. Może miała rację? Co prawda była tylko dzieckiem i pewnie jej marzenia często obejmowały powrót na Ziemię, ale o tym marzył chyba każdy mieszkaniec Arki. Nie mniej rozmawianie na ten temat, czy też atakowanie władzy nawet o krok ich nie przybliżało do powrotu. Być może i Rada coś ukrywała, ale mężczyzna, którego wypowiedź została przerwana miał rację - jakby mieli pewność, że Ziemia nadaje się do przeżycia, to sami by się tam udali, a nie wysłaliby bandę nastolatków. Nagle na korytarzu pojawili się strażnicy, a także przy boku Sunny znalazła się Ruby. Brunetka zmierzyła dziewczynę i, zanim zdążyła się ugryźć w język, zapytała - Te monitory.. to właśnie po to były, prawda? Żeby monitorować więźniów na Ziemi? - być może pytanie o takie rzeczy w momencie, kiedy w pobliżu był wzburzony tłum i dwóch strażników nie było rozsądne, jednak nie ma co płakać nad rozlanym wywarem. Nie, żeby Sunny miała zamiar dołączyć się do jakiś bojowników, czy też rzucić się w wir rozbojów. Po prostu chciała wiedzieć. Pewnie nie była jedyną osobą w tym towarzystwie, która po prostu chciała wiedzieć co się dzieje i co to oznacza. To chyba nie było zbyt wiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Czw 4 Cze 2015 - 0:24

Czasami w swojej pracy Ruby miała dziwne odczucia czy dobrze robi pomagając w tym wszystkim. Gdy słyszała kobietę która wydawała się być w rozpaczy i złości jej myśli krążyły przy grupie nastolatków która została wysłana na Ziemię. Może nie był to dobry pomysł wysyłając ich ale nic nie miała w tym temacie do powiedzenia. Robiła tylko to na czym się znała więc obserwowała ich funkcje życiowe które od czasu do czasu znikały. Sądziła, że nie da się tam żyć i umierają z jakiegoś powodu albo wręcz przeciwnie coś chcą zaplanować by myśleli, że nie żyją ale to były tylko przypuszczenia dziewczyny. Jones wiedziała, że mogą mieć do niej pretensje co do tej sytuacji a raczej, że ich dzieci bliscy zostali tam wysłani bez żadnego przygotowania. Co chwilę się przysłuchiwała całej tej rozmowie a raczej kłótni i nie miała dobrego przeczucia. Wszystkie te słowa wypowiedziane przez tych ludzi dawały sporo do myślenia dziewczynie już nie wiedziała komu mogłaby ufać i kto mówi prawdę a chciała się tego dowiedzieć nawet jeśli miało to by ja kosztować posadę. Przez jakiś czas obserwowała cale to zachowanie ponownie się wsłuchując w rozmowę. Na dodatek wszystkie te oskarżenia kobiety mogły być sensowne ale dlaczego oskarżała ich bez żadnego dowodu a Ruby wiedziała albo raczej miała nadzieję, że oni także zostaną wysłani na Ziemie by tam jakoś żyć bo tutaj nie mieli pewności co do ich przeżycia. Rada miała swoje sekrety których nie ujawniała i których nawet dziewczyna nie znała a starała się jakoś wszystkiego dowiadywać. Niedługo potem usłyszała głos Sunny która najwyraźniej miała jakieś podejrzenia co do niej.
- Wybacz ale za bardzo nie mogę o tym rozmawiać - powiedziała lekko spoglądając w stronę strażników. Wiedziała, że mogłoby dotrzeć do rady na Arce, że dziewczyna coś rozpowiada jakie mają plany i których nie powinna mówić. Ruby była osobą która nie zawsze się z nimi zgadzała i jednak zmieniła zdanie które mogło zmienić w jej życiu dość sporo.
- Jeśli chcesz znać prawdę to masz rację do tego były mi potrzebne żeby wiedzieć kto żyje i nie wszystko jest prawda co mówi ta kobieta - dodała po chwili. Ruby miała nadzieję, że postępuje dobrze wypowiadając odpowiedź do Sunny ale aktualnie się tym nie przejmowała. Na Arce nie było za dobrze a zachowanie kanclerza nieraz dawało pannie Jones wiele do myślenia. Ponownie zjawiło się kilka osób które na pewno słyszały słowa dziewczyny. Nie zastanawiała się nad tym. Mogła tylko myśleć nad swoja pracą i nad kobietę która była zła. Dziewczyna zastanawiała się jakby zareagowała jakby była na miejscy tej dziewczyny ale nie mogła sobie tego wyobrazić. Jeśli wysłaliby bliską osobę Ruby prawdopodobnie także miałaby zdanie jak tamta kobieta. To były jej tylko przypuszczenia. Zdaniem dziewczyny jeśliby była aż tak źle na Ziemi i było tam spore promieniowanie to już dawno wszyscy byliby martwi. Starała się śledzić wszystko na bieżąco zwracać uwagę na najmniejszy szczegół który mógł się z jej sugestiami nie zgadzać. Robiła wiele notatek które mogły się przydać nie jednej osobie a możliwe, że mogło to by pomów w jakiś tam sposób.
- Nie można myśleć od samego początku o minusach wysłania ich na Ziemię a jeśli nie dałoby się tam żyć a warunki tam panujące nie sprzyjałyby ludziom to moim zdaniem już byliby martwi - powiedziała dziewczynie. Miała nadzieje, że wiele osób tego nie słyszało a mogło to być tylko odebrane przez nich jako jakiś wykręt z całej tej sytuacji.

_________________

Ruby Jones

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Pią 5 Cze 2015 - 22:18

Coraz więcej osób zaczęło się przekrzykiwać, bo teraz każdy miał ochotę wygłosić swoje poglądy. Niektórzy krzyczeli, że Kanclerz i Rada wiedzą co robią i powinno się w nich wierzyć i ich słuchać, a niektórzy nawoływali wręcz do rewolucji. Znaleźli się też tacy, którzy ani nie popierali Rady, ani do żadnych powstań nie chcieli doprowadzić. Jedyne czego obecnie pragnęli to parę odpowiedzi, co chyba nie było zbyt wielkim wymaganiem. Jednak w momencie, kiedy na horyzoncie pojawili się strażnicy, wszyscy zamilkli, przez co na korytarzu zapanowała wręcz nienaturalna cisza. Chyba każdy myślał o tym samym - co by było, gdyby nagle postanowiono wszystkich zebranych oskarżyć o spiskowanie przeciwko władzy i postawiono by ich przed sądem, co właściwie było jednoznaczne z karą śmierci. Szczurowaty strażnik przyglądał się wszystkim z takim skupieniem, jakby miał zamiar zapamiętać wszystkich, a potem ich wydać Radzie. Na słowa Raven prychnął pogardliwie. - Mam uwierzyć, że niby wszyscy tutaj zebrali się, żeby porozmawiać na temat pięknego wschodu Księżyca, który miał miejsce wczoraj? - zapytał, parskając przy tym śmiechem, jednak nikt inny się nie zaśmiał. Nie ucieszyło to strażnika, który uważał się za bardzo zabawną osobę. Poprawił więc broń przy pasku i wyprostował się dumnie - Jeżeli zaraz się wszyscy nie rozejdą, będę zmuszony użyć siły - powiedział, tym razem bez cienia żartu. Był gotowy użyć siły, a właściwie nawet wystrzelać całe towarzystwo. To by mu sprawiło prawdziwą przyjemność.
Parę osób, mrucząc coś pod nosem ruszyło w swoją stronę, nawet nie odwracając się, żeby sprawdzić, czy wszyscy tak uczynili. Elia jednak została. Wyszła na sam środek, stając przed strażnikiem. Nie miała zamiaru się poddać. Nie teraz. - Nie odejdziemy stąd, dopóki nie dowiemy się, co się stało z dziećmi - odezwała się głosem pełnym determinacji. Nie zamierzała odpuścić, nawet jakby to oznaczało, że będzie musiała pożegnać się z życiem. To było coś, o co warto było walczyć. Kobieta chciała wiedzieć, co Rada zrobiła jej dziecku i była pewna, że nie jest w tym odosobniona. Przemawiała w tym momencie w imieniu wszystkich, których dzieci znajdowały się w więzieniu, a którzy sami nie mieli wystarczająco dużo odwagi, żeby przemówić w tej sprawie samemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

The Ark
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Sob 13 Cze 2015 - 22:32

Odpowiedź Ruby skomentowała wywróceniem oczu. Może i faktycznie nie mogła o tym rozmawiać, ale czy nie przypadkiem wszyscy tutaj obecni dyskutowali na temat tego, że wysłano więźniów na Ziemię? Czas na udawanie, że nic się nie wydarzyło minął, tak samo jak wypowiadanie takich tekstów. Być może i Sunny nigdy nie należała do jakiś geniuszów, ale jak ktoś mówi, że nie może o czymś mówić, to było całkiem jasne, że chce coś ukryć, albo zatuszować. Nie odezwała się więc ani słowem do dziewczyny, tylko utkwiła wzrok w tłumie, pogrążając się we własnych myślach. Własnego dziecka nie posiadała, więc mogła się jedynie tylko domyślać, jak muszą teraz czuć się rodzice nastolatków, które przebywały w bloku więziennym. Może i wcale nie zostali wysłani na Ziemię, ale czy jakby faktycznie się okazało, że w sky boxie szaleje jakaś choroba i muszą być na kwarantannie, to byłoby o wiele lepiej? Jednego Sunny była pewna - nie chciałaby być teraz na miejscu żadnego z rodziców.
Z rozmyślań wyrwał ją głos Ruby. Na początku Harringto nie wierzyła w to, co usłyszała, bo to po prostu było irracjonalne. "Wysłaliśmy ich na Ziemię, ale wszystko okej" tak właśnie dla niej to brzmiało, dlatego tylko uniosła wysoko brwi, wpatrując się w swoją rozmówczynię, jakby ta się z choinki urwała. Jeszcze bardziej irracjonalnie brzmiały kolejne słowa blondynki - Ty tak na serio? - zapytała Sunny, bo nie miała pojęcia, czy Ruby sobie żartuje, czy naprawdę tak myśli o całej sprawie. - Kto normalny wysyła na Ziemię Setkę nastolatków, bez żadnej opieki ani ochrony? Co z tego, że nie zabiło ich promieniowanie, skoro może ich powybijać coś innego? - powiedziała, odsuwając się od Ruby, ze zniesmaczoną miną. Nie winiła rodziców, że chcieli odpowiedzi, ale jeżeli mieli uzyskać takie informacje, jak właśnie uzyskała Sunny, to lepiej, żeby nic nie wiedzieli. Traktowali ich wszystkich jak eksperymenty, nie przejmując się nawet, że część z nastolatków już pewnie nie żyła. Może Sunny była przewrażliwiona, ale takie podejście było dla niej po prostu odrażające. Całkowicie przez to zignorowała strażnika. Ba! Nawet nie zauważyła, że ludzie powoli zaczynają się rozchodzić, coby nie narobić sobie kłopotów. Być może nadszedł ten czas, żeby i Sunny się ulotniła, a swój gniew zachowała całkowicie dla siebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Sro 8 Lip 2015 - 15:40

Strażnik miał rację, to nie było nazbyt naturalne. Ludzie tak po prostu nie gromadzili się w jednym miejscu bez żadnego większego powodu. Oczywistym było, że coś się działo, nawet jeśli Raven tak bardzo starała się, żeby jakoś sytuację załagodzić. Najwidoczniej jednak było to całkiem niemożliwe, a w ten sposób mogłaby chyba jednak narobić więcej szkody niż pożytku. Z początku myślała, że w ten sposób może sobie pomoże, ale póki co wyglądało to tak, że mogłaby sobie jedynie narobić kłopotów. A aktualnie nie powinna się przecież nazbyt wychylać. Musiała raczej niezauważoną całkiem pozostać, jeśli chciała, by jej tajna misja się powiodła. Nie zamierzała narażać jej, bo naprawdę chciała naprawić w spokoju tę maszynę i razem z Abby wyruszyć na Ziemię. Była tym faktem coraz bardziej podekscytowana (i nieco poddenerwowana) i nie mogłaby tak po prostu z tego zrezygnować, musiała do końca doprowadzić to, co zaczęła. Na słowa strażnika więc odpowiedziała tylko wywróceniem oczyma i odeszła w końcu od niego i od tłumu ludzi. Nie zamierzała brać dalej w tym wszystkim udziału. Były teraz znacznie bardziej istotne sprawy, którymi powinna się zająć. Musiała w końcu postarać się o powrót na Ziemię!
zt.

_________________

I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn’t quite loud enough.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   Sro 22 Lip 2015 - 11:26

Sytuacja na korytarzu zrobiła się tak napięta, że w końcu pojawili się kolejni strażnicy, nakazujący wszystkim rozejście się do swoich kwater. Nie obyło się oczywiście bez pomruków i głośnego narzekania, jednak nikt nie został zatrzymany. Być może byłoby o wiele ostrzej, gdyby nie odgórny rozkaz, który nakazywał strażnikom pokojowe rozegnanie zbiorowiska. Nawet Elia, która otwarcie krytykowała Kanclerza i Radę uniknęła kary, a wiadomo jaka kara obowiązywała na Arce... Ludzie się rozeszli, jednak to nie zamykało sprawy. Nastroje na stacji wciąż były niezbyt dobre, a coraz więcej osób opowiadało się przeciwko Radzie. Wszystko wskazywało na to, że kłopoty na Arce miały się dopiero rozpocząć, a to nie zwiastowało niczego dobrego!

KONIEC
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Korytarz do stołówki   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz do stołówki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Stołówka
» Mały salon
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Arka :: Podstawowy pierścień :: stacja alpha-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.