IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Niewielka polanka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Niewielka polanka   Sob 21 Lut 2015 - 13:56

Niewielka polana, której nie zarastają paprocie, znajdująca się sto metrów od miejsca lądowanie Exodusa. Otaczają ją nieliczne drzewa. Jest położona niżej niż część lasu, na której wylądował statek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Pią 24 Kwi 2015 - 0:14

/po misji

Ricky udało się zostawić jedna z ryb, które razem z Johnem i Tris przynieśli do obozu. Szczerze mówiąc nie wiedziała, co dalej się z nimi stanie. Część osób się pożywi. Po za tym, nie było sensu rozdzielania ryb na samą trójkę. I tak ktoś mógłby je im zabrać, grożąc przy tym nożem. Mieli w końcu do czynienia z przestępcami a nie ugodowymi przedszkolakami. Po za tym, jeśli zgłodnieją mogą ponownie zarzucić sieć nad wodą. Nikt z setki wcześniej tego nie robił, ale przecież trening czyni mistrza. Mają jeszcze duże pokłady czasu, aby nauczyć się tej sztuki. Mimo, że ręka piekła jak diabli, Ricky zajęła przygotowywaniem niewielkiego ogniska, z dala od innych ludzi. Musiała odrobinę odpocząć po wyprawie nad rzekę. Na tę chwilę miała już dosyć Ziemian. Nie chwaliła się nikomu, że widziała w pobliżu innych ludzi. Nie było takiego sensu. Do wieczora i tak większość dowie się o nowym zagrożeniu. Teraz najważniejsze było jedzenie. Cały wczorajszy dzień spędziła głodna, czas to zmienić. Ułożyła kilka kamieni we wzór kręgu. Wcześniej zaopatrzyła się w spory zapas suchych gałęzi. Rozpalenie ogniska nie było trudne. Czekało ją jeszcze patroszenie zdobyczy, a jedna ręka jak na złość była niesprawna. Cóż, będzie musiała jakoś sobie poradzić. Może później dołączy do jakichś znajomych. Poprawiła opatrunek na zranionej dłoni. Wyglądał bardziej jak brudny kawałek szmaty do podłogi, ale w tych warunkach nie mogli liczyć na coś lepszego. Na pewno nie na bandaże i jałowe opatrunki z prawdziwego zdarzenia. Oparła się o pień drzewa, zatrzymując wzrok na martwej rybie, leżącej tuż obok, w trawie. Wzięła do ręki nożyk, wykonany z części Exodusa. Trzeba wziąć się do pracy.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Wto 28 Kwi 2015 - 13:31

Kręcąc się bez celu wokół obozie setki, w oddali Astrid nagle zauważyła znajomą sylwetkę. Czy to była Ricky? Zdecydowanie tak. Blondynka już zdążyła przyjrzeć się brunetce na tyle dobrze, by rozpoznać ją po samych ruchach. Postanawiając przyjść się przywitać ruszyła w stronę niewielkiej polany.
- Cześć Ricky - powiedziała z uśmiechem, gdy znajdowała się dostatecznie blisko. Szła stosunkowo głośno, by ta mogła usłyszeć zbliżając się osobę. Nie chciała się skradać, jak to ma w zwyczaju robić nieświadomie, aby nie wystraszyć dziewczyny i nie oberwać przez przypadek nożem, który zostałby rzucony w jej strone w akcie obrony. Ricky w końcu należała do tych bardziej konkretnych dziewczyn, mogące sobie poradzić w trudnych warunkach lepiej niż nie jeden chłopa, dlatego wolała nie robić podchodów do takiej osoby. Póki co te gówniane życie było jej jeszcze miło.
- co ci się stało w dłoń? – zapytała od razu podchodząc bliżej, marszcząc przy tym brwi, kompletnie tracąc zainteresowanie rybą, chcąc pogratulować udanych połowów. Opatrunek wyglądał gorzej jak beznadziejnie. Bo nie dość, że prowizoryczny bandaż był cały brudny, mogąc przenosić przeróżne zakażenia, to jeszcze był luźno zawiązany, przez co pewnie nieprzyjemnie ocierał się o ranę mogąc ją na nowo otworzyć powodując krwawienie. Kto jej to w ogóle w taki sposób założył?! Zaczęła się zastanawiać. Jak idzie się domyśleć Astrid przywiązywała ogromną wagę do tego typu szczegółów, bo już wolała stanąć na uszach, by w ekstremalnie trudnych warunkach opatrzyć coś idealnie, niż skazać kogoś na miesiące regeneracji, bólu i problemów zdrowotnych.

_________________
Won't you just take the night, wrap it all around me?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Wto 28 Kwi 2015 - 21:06

Wiedziała, że ktoś idzie w jej stronę, ale nie zwróciła na to większej uwagi. Wbiła w rybę nóż akurat w momencie, kiedy usłyszała znajomy głos. Podniosła wzrok do góry, zatrzymując go tym samym na postaci Astrid. Nie widziała jej rano, musiała wyjść gdzieś wcześniej, przed tym jak Ricky wyruszyła razem z Murphym i Tris na poszukiwania jedzenia i zaginionych osób.
- Hej... to.. nic takiego - spojrzała odruchowo na opatrunek, który do najlepszych nie należał. - Natknęliśmy się plaży, w głębi lasu na Ziemiankę.
Nie musiała ukrywać tego faktu, ba nawet lepiej, jeśli reszta osób z setki wiedziałaby o potencjalnym zagrożeniu. W końcu dowiedzieli się, że nie są sami na Ziemi. Niedaleko Exodusa mogło czaić się kilku zwiadowców, donoszącym reszcie tubylców o dzieciakach, które spadły z nieba.
- Dobrze, że włócznia nie przebiła ręki na wylot - zaśmiała się nieznacznie. - Dziwnie wyglądają... zupełnie, jakby cofnęli się do ery kamienia łupanego.
Tak naprawdę nie powinna spodziewać się zbyt wiele po Ziemianach. Przeżyli wojnę jądrową, a to odbiło swoje piętno na cywilizacji. Przynajmniej nie strzelali z karabinów i nie rzucali granatami. Wtedy setkę mogłoby czekać jeszcze większe zagrożenie. Lepiej, żeby na razie trzymali się jak najbliżej Exodusa. Wybierając się na samotne spacery do lasu szybciej padną ofiarą Ziemian.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sro 20 Maj 2015 - 22:35

/ z polany na zachód od obozu
/ ja właściwie tylko na jeden post! zignorujcie go zupełnie, bo Wells pojawił się tu pewnie już po Waszym spotkaniu ^^"


Po powrocie wraz z dziewczynami do obozu, Wells zostawił orzechy, a do opróżnionego plecaka spakował oderwany dzięku nożykowi kawał jednego ze spadochronów Exodusa oraz łopatę, którą znaleźli wcześniej na statku. A potem czym prędzej wrócił do zmarłej.
Wciąż leżała w tym samym miejscu. A on wciąż nie mógł sobie przypomnieć, jak miała na imię.
Starając się nie naruszyć jeszcze bardziej jej ciała, pozbył się paproci i gałązek, którymi wcześniej została okryta. Tuż obok niej rozłożył przyniesiony materiał, by zaraz potem (uważając przy tym też na to, by uniknąć dotykania widocznych na jej ciele bąbli - w końcu wciąż nie wiedział, co ją zabiło i czy nie było to w jakikolwiek sposów zaraźliwe) ułożyć dziewczynę na jednej połowie fragmentu spadochronu, a jego drugą połową ją okryć. Przed ruszeniem w drogę powrotną wmusił jeszcze w siebie (bo jakoś stracił apetyt) kilka orzechów i jeszcze parę ich garści spakował do plecaka (skoro już tu był i miał możliwość przyniesienia ich do obozu więcej...). Przerzucił go na plecy, a okrytą materiałem dziewczynę podniósł z ziemi.
Chociaż starał się do tych wszystkich operacji podejść jak najmniej emocjonalnie, jak do czegoś, co po prostu trzeba było zrobić, nie potrafił tak po prostu zobojętnieć. Nie mógł o niej nie myśleć. Nie mógł nie myśleć o jej bliskich, którzy być może wciąż żyli dalej swoim życiem, zupełnie nieświadomi nawet tego, że ich córka, czy przyjaciółka została wysłana na Ziemię. I że nie przeżyła na niej nawet połowy tygodnia. Jednocześnie też nie potrafił nie analizować ich (pozostałych przy życiu) obecnej sytuacji. Podróż do Mount Weather nie wydawała mu się już tak dobrym pomysłem, jak tuż po lądowaniu. Skoro nawet tutaj nie byli bezpieczni, nie miał pewności, czy bezpieczni będą w drodze. Musieli przede wszystkim skupić się na zabezpieczeniu tego miejsca... może w między czasie wysłać w stronę Mount Weather jakąś niedużą grupę. Poza tym koniecznie musieli naprawić zainstalowany w Exodusie system do kontaktu z Arką. Bransolety już nie wystarczą, tym bardziej, kiedy coraz więcej osób decyduje się je ściągać.
Właśnie z tymi myślami kierował się najpierw prosto w stronę obozu, a potem nieco bokiem przechodząc wokół niego, by znaleźć odpowiednie miejsce na pochówek. Mimo że sytuacja naprawdę była poważna, panika nie była wskazana. A obawiał się, że właśnie ona nastąpiłaby, gdyby wraz z martwą dziewczynę wkroczył w sam środek Setki.
Znalezione w końcu przez niego miejsce nie wyróżniało się właściwie niczym specjalnym. Miało jednak wystarczająco dużo płaskiej powierzchni. Oczywiście nie potrzebował jej tyle na wykopanie jednego grobu, ale... Jego racjonalny umysł już wybiegał w przód. Do tego, że dobrze byłoby chować zmarłych w jednym miejscu. I do tego, że dziewczyna może być pierwszą, ale nie jedyną...

/ zt, do terenu przy Exodusie!

_________________

Wells Jaha
I made a choice. If she hates me for the rest of my life, I made the right choice, and that's all you need to know.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sro 24 Cze 2015 - 22:33

/po ognisku

Mimo całego zmęczenia i niechęci do całego towarzystwa, jednak była jeszcze jedna rzecz do załatwienia. Skoro Arka już myślała, że córka doktor Griffin nie żyje, to nadszedł czas, żeby w ten sam sposób pomyśleli także o synu Kanclerza. Dla Bellamy'ego to była bardzo prosta kalkulacja - ludzie z Rady będą myśleć, że książę i księżniczka nie żyją, więc nie będą chcieli przysłać tu reszty. To było wręcz jednoznaczne z tym, że Bellamy nie będzie musiał się zamartwiać o to, czy zostanie skazany za to co zrobił, czy też nie. Łatwo było chyba się domyślić, że wolałby życie zachować, bo trochę głupio było w tak młodym wieku je stracić. Jednak, żeby cały jego plan zadziałał tak jak trzeba, musiał znaleźć Wellsa. Teoretycznie ciężko wyhaczyć jednego nastolatka spośród setki, ale z młodym Jahą było to naprawdę ułatwione zadanie. Wszyscy go unikali, albo po prostu źle traktowali, więc wystarczyło jedynie rozejrzeć się za jakimś odludkiem, a potem tylko sprawdzić, czy to na pewno chłopak. Łatwo zaplanować i łatwo zrealizować plan. Poszukiwania mogły być troszkę utrudnione przez zapadający dosyć szybko zmrok, jednak tego, co planował Bellamy, lepiej było zrobić nocą, niż czekać na poranek. I nie, nie miał zamiaru zakończyć żywot Wellsa. Po prostu jak jest ciemno, to większość osób śpi, zamiast interesować się nie swoimi sprawami. Bellamy zaraz po opuszczeniu towarzystwa na ognisku ruszył na poszukiwania Wellsa. Zajęło mu to trochę więcej czasu, niż początkowo zakładał, ale w końcu odnalazł Wellsa, który znajdował się na niewielkiej polance niedaleko Exodusa. - Oto człowiek, którego szukałem - powiedział, na tyle głośno, żeby chłopak go usłyszał. Nie chciał się zakradać i zostać uznanym, za jakiegoś seryjnego mordercę. Nah. Najpierw chciał pokojowo porozmawiać z Jahą, a jeżeli nie dojdą do porozumienia... cóż, wtedy będzie trzeba się dostosować do sytuacji i wymyślić jakieś inne rozwiązanie, inne środki perswazji.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sob 27 Cze 2015 - 0:46

/ z terenów przy exodusie

Wells opuścił ognisko jeszcze zanim ktokolwiek z Setki zaczął się rozchodzić do spania. Po rozmowie z Clarke przegryzł tylko parę orzechów (jakoś nie czując się bardziej głodny) i wrócił do tego miejsca. Raz, że inni jakoś nie specjalnie chętni byli do przeprowadzania z nim jakkolwiek normalnych dyskusji, a dwa - sam też nie czuł się zbyt... towarzysko. W ogóle nie był za bardzo w humorze. Jego rozmowa z dawną najlepszą przyjaciółką nie poszła tak dobrze, jak mogła, jednak nie spodziewał się po niej cudów. System łączności z Arką był zepsuty i nie do naprawienia, przynajmniej przez niego, ale miał nadzieję, że wśród zesłanych znalazłby się chociaż jeden młodociany inżynier... oraz, że teraz, gdy już wszyscy zdają sobie sprawę z zagrożenia, łatwiej mu będzie tego kogoś namówić do jego naprawy. Najgorsze miał jednak tuż przed sobą. Dwa wykopane przez niego groby i zakopane w nich ciała zmarłych dziś dziewczyn. Z tym nie dało się już nic zrobić. Jasne, mogli zapobiec kolejnym śmiercią... na te dwie jednak już nic nie mogli poradzić.
Wells przystanął na chwilę, robiąc sobie krótką przerwę. Oparł się o łopatę i z ciężkim westchnieniem skierował wzrok na powoli ciemniejące niebo, gdy...
Odwrócił się nagle, słysząc za sobą kroki, a zaraz potem czyiś głos. Odruchowo też zacisnął mocniej dłonie na drążku łopaty. W tej chwili spodziewał się nawet tubylców, więc wolał zachować wszelką ostrożność. Był to jednak tylko Bellamy...
- Niezła mowa. Tam wcześniej - odezwał się, rozluźniając się odrobinę i jednocześnie powracając do przerwanej pracy. Grób Margot nie był jeszcze do końca zakopany. Mimo wszystko jego głos wcale nie brzmiał jakkolwiek... nieprzyjemnie. Wręcz przeciwnie - mówił całkiem szczerze. - Nie powiem, żebym zgadzał się ze wszystkim, ale... chyba podziałało - dodał jeszcze, nie podnosząc spojrzenia z kolejnych łopat ziemi. Nie dlatego, że chciał być niegrzeczny. Po prostu naprawdę zaczynało już się mocno ściemniać.
- Dlaczego mnie szukałeś? - zapytał dopiero po dobrej chwili, jakby nagle przypominając sobie o słowach Bellamy'ego, którymi został powitany.

_________________

Wells Jaha
I made a choice. If she hates me for the rest of my life, I made the right choice, and that's all you need to know.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sob 27 Cze 2015 - 16:54

Dwie nieżywe osoby w dwa pierwsze dni nie były zbyt dobrym wynikiem, ale zawsze mogło być gorzej, prawda? Teraz mniej więcej wiedzieli jakie zagrożenia na nich i mogli, przynajmniej spróbować się przed nimi grozić. Szkoda tylko, że ktoś musiał zginąć, żeby do niektórych dotarło, że nie są tutaj na biwaku, ani na wycieczce krajoznawczej, tylko muszą się wziąć za siebie i zadbać o swoje życie. Byli tutaj zdani tylko na siebie i jakoś musieli to wszystko rozpracować, znaleźć jedzenie, zorganizować broń, zapewnić sobie bezpieczeństwo. Nie było to łatwe zajęcie, ale Bellamy wierzył, że dadzą radę. Już teraz można było zaobserwować zmianę w zachowaniu większości osób, więc mogło być już tylko lepiej. Zdecydowanie nie potrzebowali Arki i jej zasad, żeby przetrwać. Właściwie to bardzo możliwe było, że gdyby nie nielegalne wtargnięcie Bellamy'ego na Exodusa, to Setka byłaby niedługo na skraju wymarcia. Być może właśnie przez to Blake w pewien, jeszcze nie do końca zdefiniowany sposób, czy też może w niektórych momentach trochę nietrafiony sposób, próbował jakoś się nimi zająć i zapewnić im niebezpieczeństwo. Czy to co obecnie chciał zrobić było dobre? Teraz się takie wydawało. Bardzo możliwe było, że za pewien czas będzie tego żałował, ale teraz jakoś się tym nie przyjmował.
Nie spodziewał się takiego "komplementu" z ust Wellsa. - Ktoś musiał coś powiedzieć - wzruszył ramionami. Teoretycznie osobą, która powinna przejąć dowodzenie powinien być Wells. Jednak ciężko byłoby mu to zrobić, bo większość osób nie była nawet w stanie na niego patrzeć, a co dopiero słuchać. Bellamy popatrzył na dwa groby, które powstał dzisiejszego dnia. Dwie bezimienne dziewczyny, których nikt nie pamiętał, które przybyły, żeby odzyskać swoją wolność, a zamiast tego spotkały śmierć. Usłyszał kolejne słowa syna Kanclerza i przeniósł na niego wzrok - A co byś Ty powiedział? - zapytał unosząc brwi. Naprawdę go interesowało, co też Jaha by powiedział, żeby przekonać resztę grupy i zmotywować ich do działania. Nie spodziewał się, że będą się zgadzać, ale koniec końców mieli chyba ten sam cel: utrzymać swoich ludzi przy życiu jak najdłużej się da.
Westchnął ciężko, słysząc pytanie Wellsa - Jesteś mądry Wells, jestem pewien, że się domyślasz odpowiedzi na to pytanie - odpowiedział, patrząc się w las. Były rzeczy, które musiały zostać zrobione i Wells powinien wiedzieć o co chodzi. Być może nawet nie zdawał sobie sprawy, że wie, ale gdzieś w głębi duszy, powinien znać odpowiedzieć na swoje pytanie i nie potrzebował Bellamy'ego do uświadamiania.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sob 8 Sie 2015 - 0:25

Ostatnim, czego Wells chciał, było przejmowanie dowodzenia nad grupą. Raz, że nigdy nie było to jego ambicją, a dwa... no właśnie - nikt nie chciałby go słuchać. Nie dlatego, że jego zdolności przywódcze były zerowe, bo nie były. Wręcz przeciwnie nawet - nie były znów takie najgorsze. Po prostu ludzie za nim nie przepadali. Więcej... dla większości z nich był pewnie pierwszą osobą do ostrzału (gdyby kogokolwiek odstrzeliwali). Tak więc fakt, że wśród grupy na Ziemi znalazł się ktoś, kto postanowił nad wszystkim nieco zapanować, młodego Jahę cieszył. To, że tą osobą był Bellamy, którego jedna z pierwszych zasad głosiła "robimy, co chcemy", było już trochę mniej pocieszające, ale dzisiejszego wieczora Blake z pewnością w oczach Wellsa się nieco zreflektował. W końcu z jednym się zgadzali... Bezpieczeństwo w tej chwili było najważniejsze.
- Wątpię, żeby innych obchodziło, co mam do powiedzenia - odpowiedział w pierwszej chwili. Kiedy jednak spojrzał kątem oka na Bellamy'ego i zauważył w jego spojrzeniu, że chłopak wcale się nie zgrywa, tylko rzeczywiście interesuje go, co Wells ma do powiedzenia... westchnął cicho i dodał: - Właściwie nie ma to związku z twoją dzisiejszą przemową, a wcześniejszymi. Naszymi priorytetami powinno być bezpieczeństwo, jedzenie ORAZ przywrócenie kontaktu z Arką - domyślał się, że Bellamy'emu się to nie spodoba, ale skoro chciał usłyszeć jego zdanie... proszę bardzo.
Jaha nie przerwał pracy nawet słysząc wymijającą odpowiedź Blake'a na jego pytanie. Sam odpowiedział po krótkiej chwili, również wymijająco.
- Też nie jesteś głupi, Bellamy.
Wiedział, co chłopak miał na myśli. Bransoleta. Wells jednak nie zamierzał jej zdjąć, nie ważne co by się działo. Nie miał pojęcia, czym Bell zdołał przekonać Clarke do jej zdjęcia, ale sam nie zamierzał się żadnym jego słowom złamać. Jak sam powiedział wcześniej, kontakt z Arką uważał za jeden z najważniejszych ich priorytetów, a póki nie odzyskają bezpośredniej łączności, bransolety powinny pozostać na nadgarstkach. Nawet jeśli jego miała pozostać jako ostatnia, nie zamierzał jej zdejmować.
- Jeśli tylko o to chodzi, tracisz tu tylko czas - dodał jeszcze, mając nadzieję, że na tym temat się urwie. Chociaż domyślał się, że były to raczej nadzieje złudne...

_________________

Wells Jaha
I made a choice. If she hates me for the rest of my life, I made the right choice, and that's all you need to know.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sob 8 Sie 2015 - 22:20

Właściwie Bellamy też wcale nie chciał przejmować dowodzenia nad grupą, ale... cóż, tak po prostu wyszło. Być może dlatego, że był najstarszy, ale możliwe, że też dlatego, bo miał ten głupi mundur strażnika. Wątpił jednak, żeby obecnie ktokolwiek naprawdę myślał, że tym strażnikiem był, ale nikt nie chciał o to pytać. Teoretycznie lepszym kandydatem na lidera był właśnie Wells - spokojny, rozważny, chcący pomóc wszystkim i próbujący przywrócić kontakt z Arką. Zdecydowanie bardziej nadawał się na przywódcę bandy nastolatków, niż Bellamy, który w znaczącym stopniu był jego przeciwnością. Stało się jednak jak stało, i większego sensu, żeby się temu przeciwstawiać nie było. Nie oznaczało to jednak, że nie mogą zacząć współpracować. Jasne, mało kto z Setki ufał Wellsowi, większość go nienawidziła. Chociaż chłopak nic im nie zrobił, to jednak był synem swojego ojca i to było chyba największym problemem. Nie był to jednak problem, którego nie można było naprawić, a Bellamy dobrze wiedział, co może sprawić, że reszta uzna młodego Jahę za 'swojego'.
Dobrze, że nie miał większych złudzeń. Śmiało można było powiedzieć, że duża większość, o ile nie wszyscy, mieli gdzieś to, co Wells miał do powiedzenia. Wręcz by zrobili na odwrót, jakby tylko coś zaproponował. Bellamy doskonale sobie zdawał z tego sprawę, ale jednocześnie nie był większością. Teoretycznie do Setki nie należał i zdecydowanie nie winił Wellsa za żadne zbrodnie, które miały miejsce na Arce. Winił jego ojca, a z tego co wiedział (czy może raczej wydawało mu się, że wie), Kanclerz był martwy, więc dostał już to co zasłużył. - Jedno nie wyklucza drugiego. Po latach zamknięcia i bycia zmuszanym do robienia tego, co chcieli inni, miło jest myśleć, że ma się jakiś wybór - wzruszył ramionami. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że najważniejsze jest pożywienie i bezpieczeństwo, jednak trochę wolności im nie zaszkodzi. - Chociaż osobiście na kontakcie z Arką mi nie zależy... tak jak i każdemu, który nie ma na stacji nikogo, o kogo by się troszczył - stwierdził. Duża część znajdujących się na Ziemi nastolatków nie miała rodziców, a nawet jak miała, to nie żyła z nimi w zbyt przyjacielskich relacjach. Czy można było ich winić za to, że los Arki ich nie interesował? - Powinieneś się postawić na ich miejscu Wells. Nie wszyscy mieli szansę na spokojne i dostatnie życie. Część z nich nigdy nie zaznała szczęścia, więc dlaczego miałbym ich zmuszać, żeby porzucili robienie tego, czego chcą i szukali sposobu, żeby skontaktować się z ludźmi, którzy przysporzyli im jedynie cierpień - wątpił, żeby Wells zmienił zdanie, właściwie to nawet nie miał zamiaru przekonywać go do swoich racji. Byłby rozczarowany, gdyby chłopak nagle przyznał mu rację.
Uśmiechnął się słysząc jego odpowiedź. - Nie wątpiłem w to - odpowiedział. Gdyby uważał Wellsa za półgłówka to na pewno by z nim nie rozmawiał. W końcu tracił teraz tutaj czas, chociaż mogło się okazać, że nic z tego nie wyjdzie, prawda? Zdawał sobie sprawę, że Wells nie jest półgłówkiem, który łyknie każde łgarstwo, które mu się zaserwuje. - Obaj tracimy czas, na sprzeczanie się o takie rzeczy, podczas gdy powinniśmy współpracować. Sam powiedziałeś, że najważniejsze jest pożywienie i bezpieczeństwo. Wiem, że jesteś mądry Wells. Jesteś też zaradny. Tylko sobie pomyśl, jak dobrze moglibyśmy zorganizować grupę, gdybyśmy połączyli siły. Nie ufają Ci, i chyba nie ma się co dziwić, ale można to zmienić. Nie mówię, że masz przestać próbować nawiązać kontakt z Arką, bo wiem, że nigdy nie przestaniesz próbować. To tak jakbyś Ty chciał, żebym przestał martwić się o siostrę. Taki już jesteś i nie mam do Ciebie o to pretensji. Jednak ściągając bransoletę pokażesz ludziom, że jesteś jednym z nich, że zależy Ci na nich. Chcesz naprawiać po tym radio, naprawiał, naprawdę życzę w tym powodzenia. Ściągając bransoletkę nic nie stracisz, możesz jedynie zyskać. Pokaż, że zależy Ci na nas tutaj, a nie na tych, którzy wysłali Exodusa na Ziemię, żeby więźniowie nie marnowali tlenu. Pokaż, że jesteś jednym z nas. Zdecydowanie bardziej przydasz się grupie jako jeden z tych, którzy przewodzą, niż jako wróg publiczny - powiedział. Trochę korciło go, żeby dodać, że obecnie jego życie może być trochę zagrożone, w końcu ulubieńcem tłumów nie był. Nie miał zamiaru go jednak straszyć, to miała być ostateczność. Jeżeli nie będzie w stanie nakłonić Wellsa do współpracy pokojową drogą, to będzie trzeba użyć ostrzejszej 'amunicji'.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Wto 11 Sie 2015 - 22:08

- Właśnie na ich miejscu się stawiam. Na miejscu nas wszystkich - podkreślił wyraźnie. Oczywiście wiedział, co Bellamy miał na myśli. Chociaż Wells sam może i wychował się w tym "spokojnym" i "dostatnim" środowisku, ale wiele też widział, wiele słyszał. Wiedział, że w różnych (jeśli nie w większości) częściach Arki żyje się o wiele, wiele gorzej, niż w jego. Jednocześnie jednak też zdawał sobie sprawę, jak niewiele można było w tym ich ograniczonym świecie zdziałać, by cokolwiek polepszyć. Tutaj, na Ziemi, mieli o wiele większe perspektywy. Większe możliwości. Całe bogactwo i różnorodność tej planety - znów ICH planety - mogły wreszcie coś zmienić. Z tym, że potrzebowali Arki... potrzebowali ludzi. - Na górze nie zostały tylko nasze rodziny, przyjaciele, czy znienawidzona Rada. Inżynierowie, mechanicy, naukowcy, lekarze... Nawet wyszkoleni strażnicy. Potrzebujemy ich. Wszyscy. Nie tylko ja - dokończył myśl, znów powracając do pracy.
Nie na długo jednak. Gdy Bellamy zaczął swoje przemówienie, tym razem skierowane tylko do Jahy, Wells wbił łopatę w ziemię i zwrócił się przodem do starszego chłopaka. Chociaż nadal się z nim nie zgadzał, musiał mu przyznać, że w paru kwestiach miał trochę racji. Rzeczywiście powinni współpracować. Zjednoczona, ufająca sobie grupa - cała grupa - wiele by uprościła. Łatwiej byłoby zmotywować ludzi do pracy, łatwiej byłoby się zorganizować, w końcu też łatwiej byłoby chronić się przed niebezpieczeństwem z zewnątrz, bo nikt nie martwiłby się o to, co się dzieje wewnątrz ich grupy. Blake być może miał też sporo racji w tym, że młody Jaha mógłby trochę zyskać w oczach wszystkich wokoło, gdyby (tak jak reszta) zdjął bransoletę. Prawdą też było, że przydałby im się bardziej, gdyby wszyscy wokół go przynajmniej tolerowali, a nie nienawidzili. A jednak... to wciąż nic nie zmieniało w jego poglądach.
Bransolety były ważniejsze, niż to, jak postrzegała go grupa. Mogli go nienawidzić, był w stanie to przetrwać. Dopóki Arka na górze, nawet jeśli dzięki tylko jego jedynej bransolecie, będzie w stanie wyraźnie stwierdzić, że na Ziemi da się przeżyć i wyślą resztę ich populacji - będzie warto. Dopóki nie będą w stanie odzyskać bezpośredniego kontaktu, bransoleta musiała pozostać na swoim miejscu. Nic tego nie zmieniało.
- Jestem jednym z was, nawet jeśli nie wszyscy tak uważają. Też tu jestem, też chcę przetrwać. Może tego nie rozumiesz, ale wysłanie nas na Ziemię miało większy cel, niż obniżenie poziomu wykorzystania tlenu na Arce. Dzięki temu w końcu będziemy mogli się tu przenieść... wszyscy... i to na stałe. Być może dla niektórych ta bransoleta to tylko jakaś niezbyt ładna ozdoba... albo przypomnienie o tym, co wszystkich spotykało na Arce... ale - jak mówię - to coś więcej! Póki nie naprawimy radia, to właściwie nasza największa nadzieja na przyszłość. Dobrą, bezpieczną przyszłość - urwał na moment, próbując w zapadającej coraz szybciej ciemności dostrzec reakcje Bellamy'ego. Raczej nie wierzył w to, że chłopak go w pełni zrozumie, ani tym bardziej że pożałuje usunięcia tych wszystkich bransolet. Miał po prostu tylko nadzieję, że odpuści chociaż jemu jednemu. - Poza tym... Naprawdę myślisz, że jeśli zdejmę bransoletę, wszyscy zmienią o mnie zdanie? Szczególnie, jeśli dalej będę próbował odzyskać komunikację z Arką? Bo ja w to nie wierzę - dodał jeszcze po krótkiej chwili. Podążanie za tłumem tylko po to, by mu się przypodobać było jedną z tych cech, które potępiał, nie pochwalał. Dlatego też tak zawiódł się na Clarke... Nawet jeśli Bellamy zaserwował bardzo podobną mowę, dziewczyna powinna wiedzieć lepiej. Podobnie jak Wells, doskonale zdawała sobie sprawę, jaki cel przyświecał ich tu wysłaniu... i jak ważne były przy tym bransolety na ich nadgarstkach.
- W ten sam sposób przekonałeś Clarke? - zapytał jeszcze, nim zdążył się powstrzymać. Mimo wszystko wciąż nie do końca chciał wierzyć w to, że jego dawna przyjaciółka pozbyła się bransolety z własnej woli. Może trochę ślepo... ale co poradzić.

_________________

Wells Jaha
I made a choice. If she hates me for the rest of my life, I made the right choice, and that's all you need to know.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Wto 11 Sie 2015 - 23:12

- Nie, nie stawiasz się. Nie masz nawet pojęcia co większość z tutaj obecnych przeszła. Jakbyś wiedział, to byś zrozumiał dlaczego zdjęli bransolety. Dlaczego nie chcą mieć nic wspólnego z Arką - odpowiedział, kręcąc głową. Wells mógł sobie wmawiać, że rozumiał sytuację innych, tych którzy nigdy nie wiedli zbyt dobrego życia na Arce, prawda jednak była taka, że nie miał pojęcia o tym co przeszli i co musieli przeżyć. Wszystko oglądał z daleka, wiódł dostanie i spokojne życie. Mógł sobie wmawiać, że nic nie można zrobić, ale już się nigdy nie dowiedzą, czy to prawda. Teraz też wydawał osądy, nawet nie znając pobudek reszty. Jasne, nienawidzili go trochę głupio, bo Wells nie był niczemu winny, jednak gdyby sam próbował ich chociaż trochę zrozumieć, być może nienawiść szybko by zniknęła. Wystarczyło jedynie trochę się postarać, a nie rzucać pompatycznymi słowami na prawo i lewo. - Wyszkoleni strażnicy, mówisz? Wiesz co robią ci wyszkoleni strażnicy? Wykorzystują kobiety. Prowadzą czarny handel, a czasami nawet podrzucają innym sfabrykowane dowody, nie mrugając nawet okiem, kiedy ktoś zostaje zamordowany za ich zbrodnie. Był taki czas, kiedy byłem strażnikiem... - wyciągnął pistolet zza paska i przyglądał mu się przez chwilę. - Dzięki mojej matce, która... cóż, zawsze ignorowała moje słowa, kiedy nie pochwalałem tego, że sypiała ze strażnikami. Rodzice są jednak zdeterminowani chronić swoje dzieci, więc co mogłem zrobić? Zostałem strażnikiem, tak jak tego chciała, żeby jej poświęcenie nie poszło na marne. Byłem naprawdę w tym dobry, a przynajmniej do czasu, kiedy złapali Octavię. Nikt nie mrugnął okiem, ludzie z którymi pracowałem z radością wydali moją rodzinę, mimo iż wiedzieli co spotka moją matkę. Strażnicy z którymi sypiała nie pisnęli słówka, skazując ją na śmierć, a moją siostrę na zamknięcie. Czemu niby miałbym chcieć, żeby którykolwiek z nich się tutaj pojawił? Żeby wszystkich znowu zamknęli i kazali sobie dziękować, że chociaż żyjemy? Nie jestem jedynym, któremu zniszczyli życie, większość tych, którzy się tutaj znaleźli, może ci opowiedzieć o wiele gorsze historie. Mówisz, że nasze rodziny tam są? Popytaj ludzi i dowiesz się ilu z nich ma rodziny - właściwie to Wells też już tak teoretycznie nie miał rodziny, ale o tym Bellamy nie miał zamiaru wspominać. Nie było co się dziwić, że Jaha nie był zbyt popularny, skoro wszystkim w kółko powtarzał jak to bardzo potrzebują Arki. Co do lekarzy Blake mógł zgodzić, ale nie mógł tego samego powiedzieć o strażnikach. Właściwie to był przekonany, że nawet jakby ludzie z Arki wylądowali na Ziemi, to wcale lepiej by sobie nie radzili niż Setka. Po co więc im oni byli?
Nie musieli się zgadzać pod każdym względem, najważniejsze było to, żeby się zgadzali pod tym jednym jedynym. Obaj chcieli utrzymać swoich ludzi przy życiu, chociaż ich definicje kim są ci ludzie, trochę się różniły. Tutaj był pies pogrzebany i Bellamy doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że nie przekona chłopaka do swoich racji. Był pewien, że młody Jaha będzie uparcie obstawiał przy swoim, nawet jeżeli to by oznaczało, że wszyscy na Ziemi by go znienawidzili. Co jednak mu będzie po ich nienawiści? Może i utrzyma 'kontakt' z Arką, ale co z tego?
Zmarszczył brwi, słuchając przemowy Wellsa. Naprawdę nie mógłby się bardziej z kimś nie zgadzać, niż w tym momencie z Jahą. - To brzmi naprawdę pięknie i motywująco, ale odpowiedz mi na jedno pytanie. Jeżeli ta cała... z powodu braku lepszego słowa, nazwijmy to misją, miała większy cel, to czemu wysłano setkę nieprzygotowanych do niej nastolatków? Gdzie Twoi odważni i prawi strażnicy? Gdzie naukowcy, mechanicy i inżynierowie? - zapytał, rozkładając ręce. - Przysłali tutaj wszystkich żeby umarli. Twój ojciec przysłał Cię tutaj, żebyś zginął i im szybciej to pojmiesz, tym łatwiej będzie Ci się żyło - stwierdził. Dla niego to było proste, jak dwa plus dwa. Nikt nie wysyła bandy nastolatków bez żadnej opieki na radioaktywną Ziemię. No chyba, że ten ktoś ma gdzieś, co się z nimi stanie. - Nie myślę tak, ja to wiem - odpowiedział na jego pytanie. To też było całkiem logiczne, przynajmniej dla Bellamy'ego. Tutaj sami ustalali zasady i Blake był pewien, że gdyby Wells ściągnął bransoletę, to nienawiść względem niego by zmalała. Teraz ludzie widzieli go jako pupilka Arki, chłopaka, który chce tutaj ściągnąć wszystkich tych, których cała reszta nienawidziła. Potem mógłby robić, co tylko by chciał. Liczył się tylko ten jeden, mały gest. Jednak do przewidzenia było, że Wells będzie się tak upierać przy swoim, z powodu jakiś wyższych wartości, które jako jedyny wyznawał i w które tak uparcie wierzył, nawet jeżeli wszystkie znaki na ziemi i niebie krzyczały coś zupełnie innego.
Clarke. Mógł się spodziewać, że mały Kanclerz w końcu wyciągnie sprawę swojej małej księżniczki, która okazała się nawet w najmniejszym stopniu nie tak uparta, jak on sam. - Nie musiałem jej przekonywać w niczym. Uwiodła ją moja urocza osobowość - odpowiedział z uśmieszkiem, którego pewnie Wells nie mógł już i tak zauważyć, gdyż robiło się coraz ciemniej. Nie mniej Bellamy w tej kwestii nie kłamał. Naprawdę nie przekonywał Clarke, sama wyciągnęła rękę. Jakoś niespecjalnie zastanawiał się nad pobudkami, które nią kierowały, ale skoro Arka myślała, że księżniczka nie żyje, to nie było już potrzeby sobie nią zaprzątać głowy.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sob 15 Sie 2015 - 2:51

- Stawianie się na czyimś miejscu nie oznacza tylko zrozumienie jego pobudek - odpowiedział krótko. Być może rzeczywiście nie wiedział, co każdy z obecnych na Ziemi musiał przejść na Arce. Być może nie do końca rozumiał, dlaczego tak zależało im na zdejmowaniu bransolet, mimo że wiedzieli, do czego tak naprawdę służą. Ale tak jak on nie potrafił tak do końca zrozumieć ich, tak oni nawet nie próbowali zrozumieć jego. Nawet nie starali się myśleć w szerszej perspektywie... A w niej potrzebowali reszty Arkowiczów. Jeśli chcieli przetrwać - a Wellsowi zależało na bezpieczeństwie i życiu wszystkich - to ktoś musiał myśleć o tym, o czym nie byli w stanie myśleć wszyscy. Najwyraźniej padło tylko na niego...
Kiedy Bellamy zaczął mówić o strażnikach, Jaha chciał się wtrącić. W końcu sam rozważał bardzo poważnie zostanie jednym z nich. Przez ostatnie parę lat z kilkoma miał dobry kontakt i nawet jeśli słowa Blake'a były prawdziwe, to nie tyczyły się wszystkich strażników. Mimo to pozwolił chłopakowi mówić, kątem oka tylko obserwując nieco uważniej jego dłonie i trzymany w jednej z nich pistolet. Nie był pewien, po co Bellamy w ogóle go wyciągnąć i wolał pozostać ostrożny. W końcu wciąż nie wiedział, jak ten dostał się w ogóle do Exodusa.
- To przykre, co was spotkało... - odezwał się w końcu zupełnie szczerze, gdy Bellamy zakończył. - Gdyby mój ojciec wiedział o takich działaniach co poniektórych strażników, z pewnością wyciągnąłby z nich konsekwencje - dodał, naprawdę wierząc we własne słowa. Wiedział oczywiście bardzo dobrze, że takie sprawy nigdy nie są łatwe i nawet Theleonius niewiele mógłby zdziałać, gdyby jeden strażnik zacząć kryć plecy drugiego i nawzajem, ale gdyby ludzie zaczęli mówić jednym głosem o tym, co ich spotykało? Wells naprawdę ufał w sprawiedliwe osądy swojego ojca. Wierzył w to, że jego decyzje były kierowane tylko i wyłącznie dobrem jego ludzi.
Wysłanie setki więźniów na Ziemię również.
- Gdybyśmy zostali na górze, również byśmy zginęli -  Jaha odpowiedział na kolejne argumenty Bellamy'ego najszczerzej tylko się dało. Niestety, taka była prawda. I chociaż wiedział, że ojciec specjalnie trzymał to w tajemnicy przed większością, Wells uznał jednak teraz, że najwyższy czas powiedzieć prawdę. Przynajmniej ci, którzy zostali tu wysłani powinni ją poznać... - Na Arce kończy się tlen i nie jest to problem, który można jakkolwiek rozwiązać. Wysłanie kogoś, by sprawdził, czy na Ziemi da się żyć było jedynym wyjściem. Gdyby nie wysłali nas, w końcu byliby zmuszeni do egzekucji kolejnych więźniów bez prawa do jakiegokolwiek procesu. Nie twierdzę, że jest to rozwiązanie idealne, ale najlepsze, jakie Rada mogła podjąć. Naprawdę myślisz, że te bransolety to tylko taki pic? Po co mieliby dokładać sobie pracy, by je stworzyć, skoro tak naprawdę wysyłaliby nas tutaj na śmierć? Oczywiście, że ta misja była ryzykowna, ale czasem trzeba podjąć ryzyko! - zakończył. Nie powiedział jednak wszystkiego, co myślał o tym wszystkim. Nie rozumiał chociażby, dlaczego Theleonius nie ostrzegł wcześniej całej setki o locie, tylko bez ostrzeżenia wpakował do statku. Oczywiście, że mogli zacząć się po tym buntować, ale czy nie powinni dostać chociaż szansy wyboru? Rada musiała chyba przewidzieć, że w końcu się zbuntują... Dlaczego więc jakoś się przed tym nie ochronili chociażby tym, że wysłaliby tylko ochotników? To była chyba jedyna rzecz, która męczyła Wellsa w tej całej sprawie. I pierwsza, o jaką zamierzał zapytać ojca, gdy tylko odzyskają kontakt z Arką.
- Skąd ta pewność, że nie odczytaliby tego tylko jako próbę wkupienia się w ich "łaski"? - zapytał, trochę zaskoczony w sumie tą pewnością Bellamy'ego. Wellsa jednak wciąż nie przekonywał. A ryzykowanie wszystkiego tylko dla tak mało według niej prawdopodobnej sytuacji, kiedy wszyscy wokól przestaliby go nienawidzić, w ogóle nie wchodziło w grę.
Kiedy Bell odpowiedział mu na pytanie o Clarke, młody Jaha mimowolnie zacisnął mocniej dłoń na drążku wciąż wbitej w ziemię łopaty. Z jednej strony nie chciał wierzyć, że dziewczyna tak po prostu zdjęła bransoletę nawet bez specjalnego jej do tego namawiania, ale z drugiej... Czy wciąż mógł mówić, że ją zna tak dobrze, jak kiedyś? Czy mógł mieć pewność, że jakkolwiek się nie zmieniła od chwili, kiedy jej ojciec został skazany na śmierć, a ona trafiła do więzienia? Wiedział, skąd bierze się w nim ta niepewność i jednocześnie cholernie się za nią nienawidził...
Przez to też, kiedy się odezwał, brzmiał trochę jakby przez zaciśnięte zęby.
- Cóż, na szczęście na mnie ona nie zadziała.

_________________

Wells Jaha
I made a choice. If she hates me for the rest of my life, I made the right choice, and that's all you need to know.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   Sob 15 Sie 2015 - 22:15

- Może, ale właśnie o to tutaj chodzi. Znalazłeś się w grupie osób, które w świetle prawa Twojej wspaniałej Arki są przestępcami. Nie można ich winić, że w momencie odzyskania wolności, nie chcą próbować ściągnąć tutaj reszty, bo wciąż będą bandą nastoletnich kryminalistów - wzruszył ramionami. Wcale nie chciał Wellsa przekonywać do tego, ani też roztrząsać z nim tutaj tematów związanych z psychologią i tajnikami nastoletnich mózgów. Taka po prostu była prawda. Ludzie nie chcieli tracić raz odzyskanej wolności. Wylądowanie na Ziemi Arki oznaczać mogło dla nich ponowne zamknięcie, złe traktowanie, czy też kolejne rygorystyczne zasady, których łamanie będzie surowo karane. Teraz mogli robić co chcieli, bo sami sobie tworzyli reguły. Bez względu na to, jak bardzo Wells uważał takie myślenie za złe, to i tak nie był w stanie tego zmienić. Głównie dlatego, że ludzie go nie lubili i pewnie, gdyby zaczął przemawiać i namawiać ich do nawiązania kontaktu z Arką, to zrobiliby na odwrót, tylko po to, żeby zrobić mu na złość.
- Tak, naprawdę przykre. Ale to nie spotkało tylko mojej rodziny. Gdybyś poświęcił chociaż chwilę czasu na to, żeby posłuchać historii reszty, zamiast ciągle opowiadać o wspaniałości Arki, to byś o tym wiedział - odpowiedział, uśmiechając się kpiąco. Nie miał zamiaru robić chłopakowi jakiś wyrzutów, ale taka była po prostu prawda. - Takie same konsekwencje jakie spotykały rodziców, którzy kradli leki dla swoich ciężko chorych dzieci? Albo takich, którzy wzięli ze stołówki dodatkową kromkę chleba? - zapytał, robiąc krok w kierunku chłopaka. Być może dla Wellsa jego ojciec był wspaniałym i sprawiedliwym obywatelem, który dbał o dobro wszystkich. Nie wszyscy jednak tak uważali, żeby już nie mówić, że mało kto był fanem Kanclerza Jahy. - I nie sprzedawaj mi tej bajeczki, że musiał to robić, bo takie były przepisy i bez tego byśmy nie przetrwali. - dodał. Gdyby Jaha chciał, mógłby zmienić prawo. Co innego karać ludzi za poważne zbrodnie, a co innego za takie głupstwa. Zwłaszcza, że na Arce takie pojęcie jak sprawiedliwość nie istniało. Wells był jednym z nielicznych, którzy żyli w swojej idealnej bańce, gdzie wszystko co się działo na stacji miało jakiś większy sens, którego to nie rozumieli zwyczajni śmiertelnicy.
Wywrócił oczami słysząc przemówienie Wellsa. Nie, żeby wątpił w to, że faktycznie Arka ma problem z tlenem, po prostu uważał, że sposób rozwiązania tego problemu był po prostu głupi. Rada zabrała się do tego, tak za przeproszeniem, od dupy strony. - Nie ma co, wpadli na naprawdę genialny pomysł i, zamiast wysłać na Ziemię naukowców i inżynierów, którzy mogliby zbadać warunki tutaj panujące, wysłali setkę więźniów, wierząc w to, że bana nastolatków będzie posłusznie na nich czekać. Pomysł naprawdę na szóstkę - pokręcił głową, wciąż nie rozumiejąc jak mogli wymyślić coś tak głupiego. Mogli chociaż z nimi wysłać parę osób, które dałyby radę zorganizować jakieś prace, czy rekonesans Ziemi. Jednak szczerze powiedziawszy, to Bellamy nie spodziewał się po Radzie niczego mądrzejszego. - Mogę Cię zapewnić, że gdybyś to wszystko powiedział reszcie, to tylko by Cię wyśmiali. Nie mówię, że to dobre, albo mądre. Osobiście uważam, że ich niechęć do Ciebie jest przejawem głupoty i braku zdrowego rozsądku, ale mogę zrozumieć ich pobudki... Jeżeli Arka naprawdę umiera, to wysłanie ludzi na Ziemię to jedyne wyjście. Nie przeczę też, że bransolety mają jakiś cel, ale nikogo on nie obchodzi. Ludzie chcą się po prostu poczuć wolni, a ściąganie z ręki ostatniej rzeczy która łączy ich z Arką jest formą wyzwolenia się i zaczęcia od nowa - pewnie znalazłyby się osoby, którym by zależało na tym, żeby na Arce ludzie wiedzieli, że żyją, ale należały one do mniejszości. Nawet jakby ludzie poznali prawdę, to pewni i tak by to nie zmieniło ich nastawienia, bo Kanclerz ich po prostu oszukał. Już i tak czuli się pokrzywdzeni przez los, a do tego doszło wysłanie bez żadnego przygotowania na Ziemię, gdzie mogli zginąć zaraz po wylądowaniu. Wells naprawdę chciał, żeby w ciągu paru godzin o tym zapomnieli i stali się fanami Arki?
Słysząc kolejne słowa Jahy, wzniósł oczy ku niebu. Dlaczego chłopak zadawał takie bzdurne pytania? Skoro Bellamy mówił, że tak będzie, to tak będzie i nie było sensu się z tym spierać. - Bo ja tak powiedziałem - odpowiedział, bez chwili zastanowienia. - Na pewno nie staniesz się ulubieńcem tłumów nosząc bransoletę i opowiadając o nieomylności ojca. Czasami trzeba zrobić coś, w co się nie wierzy, żeby osiągnąć cel. Ty chcesz im zapewnić bezpieczeństwo i przywrócić łączność z Arką, a nie zdołasz tego zrobić, jeżeli wszyscy będą Cię nienawidzić. Masz moje wsparcie, ale nie mogę tego przyznać, dopóki będziesz mieć na ręce bransoletę - wzruszył ramionami. Było mu wszystko jedno, co Wells zrobi po ściągnięciu bransolety. Jeżeli miał zamiar naprawiać radio - krzyżyk na drogę, Bellamy i tak uważał, że nie da się tego naprawić. Naprawdę go to nie interesowało. Jaha mógł robić sobie co tylko chciał, byleby ściągnął bransoletę.
Zazwyczaj w to co jest prawdą najciężej uwierzyć, a przynajmniej w tym przypadku tak było. Clarke ściągnęła bransoletę bez zastanawiania się nad tym i chyba Wells nie był jedyną osobą, która nie do końca mogła w to uwierzyć. Bellamy wciąż nie do końca w to wierzył, ale już było trochę za późno, żeby księżniczka zmieniła zdanie - jej bransoleta była martwa, tak jak martwa była i Clarke dla Arki. Tak czy inaczej, Blake nie miał zamiaru wtrącać się w żadne nastoletnie dramaty, więc od spraw Wellsa i panny Griffin nie chciał się mieszać. Właściwie to chyba powinien zacząć omijać tą dwójkę szerokim łukiem... - Trochę szkoda. Miałem nadzieję, że uda nam się dojść do jakiegoś porozumienia... Ale jeżeli nie pozostawisz mi innego wyboru, to będziemy musieli zrobić to trochę mniej przyjemną drogą - wzruszył ramionami. Tak czy inaczej, Wells zostanie pozbawiony bransolety. Tylko od niego zależało to, w jaki sposób do tego dojdzie.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Niewielka polanka   

Powrót do góry Go down
 

Niewielka polanka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Dróżka w lesie
» Polanka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east :: Obóz setki-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.