IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Polana na wschód od obozu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 20 Mar 2015 - 22:36

Murphy uśmiechnął się delikatnie prawym kącikiem ust i wyciągnął pięść w stronę Bellamiego (oczywiście nie do twarzy ;_; ). Obserwował jak Bell chwyta go za nadgarstek i podważa metal łomem. Pokręcił trochę aż w końcu Murphy poczuł zadraśnięcie metalem, a następnie niewyobrażalnie przyjemną ulgę w nadgarstku. Potarł rękę drugą dłonią, przejechał wzrokiem po twarzy aż do łomu w ręce Bellamiego, wyciągnął kawałek metalu z Exodusa i obrócił się rozglądając się po reszcie. Ktoś jeszcze ma ochotę odzyskać pełne czucie w dłoni?- zapytał ironicznie i zwrócił wzrok ku dwóm dziewczynom i Aidenowi, zrobił kilka kroków w ich stronę. Ogarnął wzrokiem Tris mającą na sobie kurtkę chłopaka i spojrzał na oboje dosyć kpiącym wzrokiem. Urocze...- mruknął pod nosem przewracając oczami. Spojrzał na ciemnowłosą dziewczynę której jeszcze nie znał lecz sposób w jaki mierzyła Tris wzrokiem mu się spodobał więc postanowił, że mimo dość aspołecznej osobowości odezwie się do nieznajomej. Przerzucił wzrok na jej nadgarstek na którym wciąż była zaciśnięta opaska. Kucnął i machnął delikatnie dłonią z metalem w stronę jej ręki- Przywiązałaś się już do niej?- rzucił sarkastycznie jednak z delikatnym uśmiechem i wyciągnął do niej druga dłoń- Pozwolisz? - dokończył i doprecyzował swoją wypowiedź gestem zachęcającym do podania mu nadgarstka.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 20 Mar 2015 - 22:39

Claire nadal spokojnie siedziała przy ognisku, starając się nie usnąć. Nie miała pojęcia czy ktoś w nocy nie wbije jej noża w plecy, a już na pewno nie czuła się bezpiecznie siedząc koło Aidana. Nie to, żeby się go bała, ale obawiała się, że może przyjść tu Bellamy, który będzie chciał się odegrać za tamtą akcję pod drzewem i zabijając Ai'a przy okazji zabije ją. A poza tym, na Ziemii chyba nikt nie czuł się do końca bezpieczny. Może i mogłoby wydawać się, że to tylko trochę drzew i pagórków, ale w rzeczywistości nigdy nie było wiadomo co spotkasz za rogiem. Mimo że od przylotu tutaj minęła tylko około jedna doba, Claire już zdążyła się przekonać, że życie na tej planecie to nie żarty. Trzeba się naprawdę starać, by przetrwać.
Dziewczyna szukała kolejnych słów, które mogłaby wypowiedzieć, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Obok ogniska widziała tylko drzewa. A, no i bandę nastoletnich przestępców rozłożonych w małych grupkach w kilku miejscach. Aż w końcu wpadła na pewien pomysł.
-Znasz tę piosenkę z jednej z książek, które uchowały się na Ziemii? Jej tekst był kiedyś w podręczniku.
Aidan najwyraźniej nie znał tego tekstu, bo tylko wzruszył ramionami.
Po chwili nastrojowej ciszy Claire zaczęła śpiewać cicho, ale z wystarczającą mocą, by nie usłyszał jej nikt oprócz chłopaka siedzącego obok. Tego, który wlazł na drzewo i igrał z Bellamym. Tego, który większość życia tak jak ona spędził na Arce. I wteszcie tego, który został ukarany, może za bzdurę lub za niewinność:
Are you, are you
Coming to the tree?
They strung up a man
They say who murdered three
Strange things did happen here
No stranger would it be
If we met at midnight
In the hanging tree

Po chwili zamilkła, przypominając sobie dawne chwile, kiedy śpiewała beztrosko tę piosenkę nawet nie znając znaczenia jej tekstu. Po chwili przypomniała sobie o Aidanie i zauważyła, że wciąż się nie odzywa.
- Co? Było aż tak źle? - zapytała, śmiejąc się.
Właściwie dziewczyna nie do końca wiedziała, czemu zależy jej na jego zdaniu. Ale tak po prostu było i nie mogła nic na to poradzić.

_________________
Claire Meminger
And breathe, and breathe, and learn, and live.

▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 20 Mar 2015 - 23:04

Naprawdę bardzo miłe ze strony Penelopi było to, że tak własnym ciałem ogrzała łom. Gdyby Bellamy nie miał tak podniesionego ciśnienia i nie marzyłoby mu się przywalenie komuś, to na pewno by jej za to podziękował. Dodatkowo trzeba było wrócić do pracy, a dnia dzisiejszego Bellamy miał w planach doprowadzić do wyzwolenia jak największej liczby osób. Taki dobry był i chciał, żeby wszyscy poczuli się wolni. Dlatego też z największą radością chciał pozbawić chłopaka 'błyskotki', która tak bardzo mu zawadzała. Chociaż w jego przypadku, to nie próbował być zbyt delikatny. Taką taryfę ulgową mogły mieć tylko tak ładne dziewczyny, jak Penny. Więc tak, jeżeli Murphy'ego trochę zabolało, to trudno się mówi. Był dużym chłopcem, więc na pewno sobie poradzi. Zresztą, co ma chwila małego bólu, jeżeli po niej człowieka spotyka prawdziwa wolność! Najlepsze uczucie na świecie. Bellamy'ego niezmiernie ucieszyło, kiedy chłopak tak ruszył dalej szerzyć wolność i wyzwolenie. Trochę jak taki dumny tatuś się poczuł, dlatego też uśmiechnął się niezmiernie zadowolony, prawie całkowicie zapominając o całej sytuacji, która miała miejsce przed chwilą. Oczywiście, wciąż najchętniej przywaliłby w mordkę Aidanowi, żeby zobaczyć jak cieknie mu z nosa krew, ale na to jeszcze będzie miał czas!
- Moja praca tutaj została wykonana - powiedział, tak do siebie, rozglądając się po towarzystwie. Wierzył, że Murphy wykona swoje zadanie i wyzwoli ludzi z bransoletek. No dobra, może nie wierzył, ale miał chociaż taką małą nadzieję, że to zrobi. Teraz jednak odwrócił się w stronę Penny (która chyba była dalej gdzieś tam, bo jak sobie poszła to smuteg i przypał) - Dzięki, za przechowanie go dla mnie - zwrócił się do dziewczyny, machając łomem - Jeżeli chcesz się pobawić, jest Twój - dodał. Oczywiście chodziło o zabawę z łomem i bransoletkami, ale jakby Penka miała ochotę coś innego porobić, to Bellamy może jej inne rozrywki zaproponować.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sob 21 Mar 2015 - 14:18

Tuż przed wszystkim co się wydarzyło przez ostatnich kilka stron Conley znużony staniem pod drzewem odszedł gdzieś w las. Dłuższą chwilę poszwędał się po ścieżkach, którymi wcześniej tu przyszedł. Nie było za jasno więc wolał się specjalnie nie oddalać kiedy zrobiło się ciemno. Było niesamowicie, ale tak naprawdę nie wiedział co czai się pośród drzew kiedy zapada zmrok. Skoro roślinność była tak bujna zwierzęta mogły przeżyć, zmutować, zrobić się bardziej niebezpieczne niż wtedy kiedy ziemia była zdominowana przez ludzi.
Skoro więc nie był daleko wciąż słyszał krzyki, chyba jakąś kłótnię, szum głośnych rozmów. Stwierdził też w końcu, że samotne łażenie w kółko nie jest jakieś super ciekawe i spokojnie zaczął wracać do grupy.
Kiedy był już bardzo blisko zaczepił go jakiś młodszy od niego dzieciak, który z fascynacją zakomunikował mu, że właśnie komuś ściągnięto bransoletę. To sprawiło, że Conley spojrzał na swoja opaskę, która jako jedyna łączyła go jeszcze z kosmicznym więzieniem i aż się uśmiechnął. Skoro ściągali ten złom – cóż. On był pierwszy w kolejce.
Kiedy stał na obrzeżach setki gdzieś bliżej ogniska (nie wiem jak blisko, bliżej niż on) zauważył znajome twarze. Trochę się rozepchał łokciami i przepchnął się przez jakąś grupkę zanim dotarł do Bellamyego (kojarzył imię z wcześniejszego… „zgromadzenia”) i Pene. Zanim się przywitał zdążył się uchylić przed łomem, którym ten pierwszy pomachał w powietrzu.
- Dotarła do mnie dobra nowina. Pozbywamy się kajdanek? – Uniósł w powietrzu prawą rękę na której wciąż prezentowała się bransoleta.

_________________

Is freedom anything else than the right to live as we wish?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sob 21 Mar 2015 - 20:04

Przyglądała się przez chwilę jak Bellamy zdejmuje chłopakowi rzekome kajdanki, pod nosem wesoło się uśmiechając. Był to dobry dzień dla nich, mogli wreszcie się uwolnić od niewygodnych kajdanek, które symbolizował ich przynależność do Arki. Gdy tylko skończył uwalnianie chłopaka i chciał oddawać łom, chętnie go wzięła, jednak nie na długo. Zjawił się Conley, na którego widok się delikatnie zarumieniła i zrobiła minę człowieka, który akurat myśli nad sensem życie. Zaraz jednak się uśmiechnęła przyjaźnie do chłopaków i zarzuciła Belce ręce na szyjkę, przytulając go od tyłu i machając łomem kawałem od jego twarzy, oczywiście w bezpiecznej odległości.
- A więc zaprzyjaźnijcie się przy tym honorowym zajęciu jakim jest zdejmowanie bransoletek. - uśmiechnęła się niewinne, puszczając Belke by ten wykonał tą egzekujcę na sprzęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sob 21 Mar 2015 - 20:12

Cała ta sytuacja robiła się jeszcze bardziej zacięta. Tris do pewnego stopnia była spokojną osobą lecz nie zawsze się jej to udawało. Nie chciała pierwszego dnia po wylądowaniu kłócić się z kimś lecz niektóre osoby tego nie mogły zrozumieć wypowiadają słowa które może powinny zachować dla siebie a także dla własnego dobra. Dziewczyna nie chciała się denerwować ale nieznajoma jakoś nie mogła tego pojąc i to zrobiła. Zepsuła jej spokojny wieczorek. Starała trzymać nerwy na wodzy.
- Może i nie ale jeśli będę chciała to się mogą znaleźć na twojej liście odpowiedziała brunetce z dość ironicznym uśmiechem na twarzy. Nie chciała jak na razie nic robić nie chciała wdawać się w jakieś konflikty ale się nie dało. Brakowało jej słów co do niej nie chciała jej nic robić a szczerze to dla Tris ta dziewczyna mogłaby być młodszą siostra której nie miała ale wtedy jej zachowanie byłoby całkiem inne. Założyła ręce na klatkę piersiową spoglądając na dziewczynę a co jakiś czas tak jakby unikała ją żeby nie powiedzieć czegoś co mogłoby spowodować jeszcze gorszą sytuację niż panujące aktualnie. Maddon od czasu do czasu po prostu ja ignorowała ale raczej się starał to zrobić. Po niedługim czasie przypomniała sobie o bransoletce którą miała na nadgarstku jak każdy inny z całej setki ocalałych. Możliwe, że niektórzy już ich nie mieli ale dziewczynie całkiem to wyleciało z głowy. Miała inne rzeczy do zrobienia a nie martwienie się o coś czego nie mogła zdjąć z nadgarstka. Miała nadzieję, że jakoś i tak się tego pozbędzie albo po prostu poprosi kogoś o pomoc w zdjęciu tego draństwa. Ponownie zwróciła się do nieznajomej brunetki która starała się ją wyprowadzić z równowagi ale nie było to teraz takie proste. Tris nie chciała ponownego konfliktu jeszcze nie teraz. Nie pasowało jej to. Gdy niespodziewanie młoda podeszła jeden krok do Maddon zdziwiła się nie sądziła, że się odważyć jeszcze jak było aż tyle osób. Nie chciała nic robić bo wyszłaby na tą złą. Jak ich wzrok się spotkał Tris patrzyła na nią nie odpuszczając.
- Musiałabyś się jeszcze bardziej wysilić żeby mnie urazić ale jak chcesz to mów odpowiedziała z lekkim śmiechem. Wyglądało to tak jakby Tris ją wyśmiała lecz po chwili dodała.
- A tak po za tym ile Ty dziecko masz lat? Nie no może z tym dzieckiem przesadziła ale nic innego nie przyszło jej do głowy lecz z drugiej strony zbytnio się tym nie przejęła. Co za małolata! pomyślała. Jeśli tak naprawdę była młodsza od niej to nie miała zamiaru się nią przejmować i jakoś mogłaby przymknąć oko na jej wybryki. Nie chciałaby być posądzona o skrzywdzenie nieletniej. Jakby to wszystko wyglądało. Nawet nie sądziła, że zbierało się coraz to więcej osób wokół ogniska a przede wszystkim o zdjęcie bransoletki z którą Tris także miała problem.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sob 21 Mar 2015 - 21:05

Może faktycznie wyglądało to tak, jakby szukała zaczepki. W gruncie rzeczy sama odezwała się do nieznajomej; mogła nie zwracać na nią uwagi i w normalnych okolicznościach zapewne tak właśnie by zrobiła. Problem polegał na tym, że sytuacja, w której się znaleźli, odbiegała od szeroko pojętej normalności tak bardzo, jak tylko było to możliwe, a dla samej Laurel była podwójnie dziwna. Pomijając fakt, że znalazła się na Ziemi - mistycznej, dryfującej w oddali planecie, o której krążyły legendy, i o której uczyła się w szkole odkąd skończyła siedem lat - to znalazła się również wśród tłumu rówieśników, a niewidzialna acz wciąż obecna ręka kanclerza w ostatnim akcie władzy zrównała ich wszystkich do tego samego poziomu, czyniąc ją częścią większej całości. Elementem. Składową. Krzywiła się wewnętrznie na brzmienie tych słów, niedopuszczalne i niemożliwe do przyjęcia nawet w jej głowie. Nie było mowy, żeby nagle stała się trybikiem w jakiejś większej maszynie; nie potrafiła współpracować, nienawidziła polegać na kimś za wyjątkiem samej siebie i na pewno nie miała zamiaru dostosowywać się do kogoś tylko dlatego, że najprawdopodobniej był kilka lat starszy.
Dlatego tez nie odpuszczała, twardo wpatrując się w dopiero co poznaną dziewczynę, w stosunku do której nie odczuwała nawet żadnych silniejszych uczuć, za wyjątkiem może palącej potrzeby udowodnienia własnej wartości. Nie wiedziała dlaczego ani po co, bo bitwy o dominację nigdy nie były jej chlebem powszednim, ale podskórnie wyczuwała, że oto kształtowały się właśnie pierwsze szczeble nowej hierarchii, i to od kilkudziesięciu najbliższych godzin zależało, czy ludzie zostawią ją w świętym spokoju, czy stanie się ofiarą losu. Jeśli zaś chodziło o jej rozmówczynię, to nie odczuwała strachu; nieskrywana ironia w głosie czy słowne przepychanki nie robiły na niej wrażenia, przyzwyczaiła się zarówno do jednego, jak i do drugiego.
Jako pierwsza przerwała kontakt wzrokowy, ale tylko dlatego, że inny głos odciągnął jej uwagę od blondynki. Spojrzała w dół, na kucającego obok niej chłopaka, którego nadejścia nie zauważyła, na chwilę całkowicie ignorując obecność dziewczyny.
- Jeśli mówisz o pożegnalnym prezencie od Arki, a nie o mojej dłoni, to bardzo chętnie się go pozbędę - odpowiedziała, również uśmiechając się nieznacznie i wyciągając rękę z bransoletą do przodu. Widok migającego światła ogniska, odbijającego się lekko w ostrym kawałku metalu, obudził jakieś mgliste ukłucie niepokoju, ale zadbała o to, żeby jej twarz pozostała niewzruszona. Przynajmniej dopóki nie dotarły do niej kolejne słowa blondynki, która najwidoczniej postanowiła dorzucić jeszcze ostatnie trzy grosze. - Zaczekaj - rzuciła do chłopaka, odwracając się na pięcie i po raz kolejny przenosząc wzrok na dziewczynę. - Powtórz, co powiedziałaś - wysyczała, mrużąc oczy. Jej dłonie odruchowo zacisnęły się w pięści, drżąc lekko. Choć wyraz dziecko sam w sobie nie wydawał się obraźliwy, to protekcjonalny i wyraźnie już lekceważący ton był czymś, czego nie była w stanie zignorować. - Bo chyba nie dosłyszałam.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Laurel Mason dnia Czw 26 Mar 2015 - 17:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sob 21 Mar 2015 - 21:26

To było prawdziwe party z łomem w roli głównej. Ale żeby nie było - Bellamy nie narzekał. W końcu jeżeli pozbędą się bransolet, to nikt z Arki tutaj do nich nie zleci, więc on nie zostanie skazany! Normalnie jeden z najlepszych dni w jego życiu. Tak czy inaczej, Bellamy już oddawał łom Penny, żeby sama na własnej skórze przekonała, jakie to miłe uczucie kogoś tak 'wyzwolić', właściwe to już jej go wręczył, kiedy pojawiła się kolejna osóbka, chcąca zerwać ostatnie połączenie z Arką. Słysząc głos Connka, Bellamy odwrócił się w jego stronę i całe szczęście, że to zrobił, bo nie widział rumieńców na twarzy Penny. To by było dla niego już za dużo, bo na żadne teen drama się nie pisał. Dlatego by opuścił to miejsce i poszukał takiego, gdzie nie ma żadnych nastoletnich rozterek. Dobrze więc, że nic nie widział, bo to oznaczało, że mógł jeszcze chwilę zostać i poratować więcej nastoletnich, zniewolonych kryminalistów. Zanim jednak zdążył otworzyć usta i poinformować Conley'a, to na jego szyi znalazły się ręce brunetki, a przed nosem łom. Całe szczęście, że nie trafiła tym łomem w twarzy, bo mimo, że Bellamy wyglądałby pewnie wciąż doble z obitą mordką (w końcu ładnemu we wszystkim gorąco), to jednak poturbowany własnym łomem być nie chciał. - Urocze - skomentował. Dziewczyny. Najpierw się czerwieni, jak jakaś poziomka, kiedy jej po prostu podaje rękę, a teraz się na szyję rzuca. Ech, kobiety.
Bellamy wziął z ręki Penny łom i zwrócił się w stronę Connka. - W rzeczy samej. Nadszedł nareszcie dzień, kiedy ostatnia nić łącząca nas z Arką - odpowiedział, wskazując łomem w stronę nieba. - Do dzieła - dodał, wskazując na jakiś pieniek, który pewnie był gdzieś niedaleko nich, żeby Conek położył na nim swą rękę, bo tak w powietrzu to będzie raczej ciężko ją rozwalić.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Nie 22 Mar 2015 - 16:09

Clarke po opuszczeniu Exodusa oddała się najmniej produktywnemu zajęciu, jakie tylko istniało - leżeniu na trawie i obserwowaniu płynących po niebie chmur. Niby nic, ale dla niej widok ten zapierał dech w piersiach. Całe życie spędzone na Arce zawieszonej w kosmosie, z czego dwa lata była zamknięta w małej, odciętej od wszystkiego celi... Tak, takie poczucie wolności dawało jej wiarę w to, że teraz będzie lepiej. Teraz nie oglądała Ziemi przez niewielkie okienko, ona na niej była, oddychała świeżym powietrzem, czuła źdźbła trawy między palcami. Otaczał ją las, tak na dobrą sprawę mogła do niego wejść i się zgubić - nie planowała tego dokonać, ale sama świadomość, że taka opcja istniała napełniała dziewczynę swego rodzaju ekscytacją i... Grozą? Mimo wszystko nie znali tego miejsca, a brak jakichkolwiek ograniczeń jak nic innego potęgował u Clarke wrażenie, że może wydarzyć się coś złego. Zaczynało być już ciemno, kiedy zdecydowała się ruszyć cztery litery i dołączyć do reszty, żeby w towarzystwie Setki zacząć świętować pierwszy dzień spędzony tutaj, na wolności. Nie spodziewała się jednak, że rozpalanie ogniska przybierze taki a nie inny obrót. Kiedy dotarła na polanę połowa osób zdążyła się już pozbyć swoich bransoletek, przez co krew momentalnie odpłynęła jej z twarzy.
- Oszalałeś, Bellamy? - syknęła, podchodząc do niego i spojrzała z niedowierzaniem na trzymany przez niego łom. Gdyby wiedziała, że właśnie do tego go potrzebuje prawdopodobnie nie pozwoliłaby opuścić z nim statku.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Nie 22 Mar 2015 - 21:55

Dużo się zaczynało dziać, coraz więcej ludzi wychylało się przed szereg. Już pomijając bandę przy ognisku, wokół Bellamy'ego robiło się zbiorowisko. Jakiś chłopak zaczął szerzyć jego ideę ściągania bransoletek dobrowolnie, tu dwie panny zaczęły kłótnie, oby tylko nie wydrapały sobie oczu. Aidan co robił? Siedział sobie, słuchał tego co podśpiewywała sobie Claire. Tak między nami, nie wie chłop jak ona ma na imię, ale ćśś.
Nie znał tej piosenki, tego tekstu. Choć wydawał się być przyjemny dla ucha i całkiem prawdziwy. Szczególnie tutaj, na ziemi, gdzie słowo "drzewo" ma jakieś znaczenie. To nie tak, że pierwszy raz to słyszał, pewnie i obiło mu się o uszy. Jednak wiecie jak to jest... Nic szczególnego nie pozostaje na długo w pamięci, wlatuje jednym uchem i wylatuje drugim. Tak było z wszelką literaturą i muzyką u Aidan'a, a przynajmniej z reguły. Raczej interesowały go maszyny, urządzenia, przywalenie komuś w pyszczek. Tak, mniej więcej to właśnie. No cóż, zdarza się, co nie?
- Nie, nie... Jest okej.
Posłał nieznajomej szeroki uśmiech, rozglądając się przy okazji na boki. Obserwował sytuację pod drzewem, tym na którym jeszcze całkiem niedawno sobie siedział w spokoju. To, że podszedł kolejny zapaleniec chętny ściągnięcia kajdan oraz blondyna, która najwyraźniej miała z tym problem. Oby to się nie skończyło jeszcze tak, że Bellamy i w nią wyceluje bronią! To będzie dopiero komedia! Haha!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 23 Mar 2015 - 18:05

Powoli wokół ogniska robił się tłum a Tris lubiła jak było więcej osób z którymi mogła porozmawiać. Nigdy nie chciała być odizolowana od społeczeństwa wiedziała, że nie powinno się unikać rozmów. Co chwile podchodziła jakaś osoba której dziewczyna nie znała ale miała nadzieję poznać. Ponowną jej uwagę przykuła nieznajoma która była coraz to bardziej denerwująca. Mogła zachować niektóre uwagi i słowa wyłącznie dla siebie. Może nie chciała i postanowiła się tym podzielić. Przez niedługi czas starała się nie myśleć o niej i ją ignorować. Mogła przyznać, że czasem była już tak obojętna, że miała ochotę jej powiedzieć jeszcze kilka słów i może po takim czymś uspokoiła się i zajęła się czymś innym a nie drażnieniem się z  panną Maddon. Co chwilę były rozmowy między innymi ktoś jeszcze inny niszczył bransoletkę by się jej pozbyć którą Tris także by chciała nie mieć jej już na swoim nadgarstku. Szczerze powiedziawszy nie miała jakoś głowy do poproszenia kogoś o przysługę o jej zdjęcie ponieważ jej uwagę odwróciło mamrotanie nieznajomej którą ponownie chciała zignorować. Niestety się nie dało. Złość która ogarniała Tris było widać na jej twarzy. Nie dało się tego nie zauważyć. Chłopak który pożyczył jej kurtkę żeby nie marzła nadał był koło niej ale dziewczynie było już coraz to cieplej i miała zamiar mu ją za chwilę oddać żeby on nie zmarzł a na dodatek na pewno słyszał te szczenięce kłótnie. Tris mogła się założyć, że nie tylko on to słyszała ale z drugiem strony nie miała czym się przejmować. Prawda? Nie minęło sporo czasu gdy po wypowiedzianych słowach do nieznajomej jej wzrok wyglądał jakby miała jej zaraz coś powiedzieć. Nie sądziła, że jakoś aż tak bardzo ją to mogłaby urazić może nie były to słowa miłe ale zasłużyła sobie na takie coś.
- Jeśli nie dosłyszałaś co mówiłam to już nie mój problem a powtarzać nie mam zamiaru odpowiedziała po czym uśmiechnęła się kącikiem ust. Tris nie lubiła się powtarzać jeśli nie usłyszała słów które wypowiedziała nie miała zamiaru się tym przejmować. Widać było, że czarnowłosa wyglądała jakby miała ją zaraz zaatakować lub może jeszcze nie ale mogło to być tylko kwestią czasu. Czasami Maddon potrafiła wyprowadzić kogoś z równowagi aż do tego stopnia, że ma przez to spore kłopoty. Było już taką osoba ale nic nie mogła z tym poradzić. Oczywiście ma też swoje dobre strony i potrafi być miłą osobą która wiele potrafi robić, pomóc komuś kto tego potrzebuje.
- Oj przepraszam jeśli Cię bardzo uraziłam? dopowiedziała nieznajomej po krótkiej chwili dość znieważającym głosem. Sama sobie Tris kopała grób można było to tak ująć ale nie zaczęła ale zawszę mogła to zakończyć.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 23 Mar 2015 - 20:07

To właśnie coraz gęstszy tłum ludzi był powodem, dla którego Laurel zmuszała się do zachowywania resztek samokontroli i trzymania nerwów na wodzy. Jakkolwiek wielkiej nie miałaby ochoty na starcie tego lekceważącego uśmieszku z twarzy dziewczyny, nie miała zamiaru robić z siebie widowiska i przyciągać uwagi całego obozu. To nie było w jej stylu; gdy ktoś nadeptywał jej na odcisk, rzadko kiedy rzucała się na niego z pięściami, tłukąc na oślep, bez względu na nierówne szanse. Wolała planować w milczeniu i samotności, na chłodno analizując fakty i czekając na odpowiedni moment, nawet pomimo tego, że cierpliwość nie należała do zbioru jej zalet.
I tym razem ograniczyła się więc do zaciskania pięści i rzucania lodowatych spojrzeń. Gdyby ktoś ją zapytał, zapewne nie potrafiłaby podać żadnego konkretnego powodu, dla którego już sama obecność nieznajomej budziła w niej negatywne uczucia, ale czasami powód nie był potrzebny; wystarczył zbieg okoliczności i kilka nieopatrznie wypowiedzianych słów.
- Twoje szczęście - mruknęła w odpowiedzi, wysuwając podbródek lekko do przodu, jakby dla podkreślenia własnych słów. Rzecz jasna usłyszała każdy fragment wcześniejszej wypowiedzi dziewczyny; próbowała ją po prostu sprowokować do powtórzenia pytania prosto w twarz. Nie doczekawszy się tego, uśmiechnęła się z zadowoleniem, uznając słowną potyczkę za wygraną - nawet jeśli jej przeciwniczka myślała właśnie dokładnie o tym samym.
Słysząc kolejne zdanie, wypływające z jej ust, prychnęła cicho, kręcąc nieznacznie głową; jak dorosły, zniecierpliwiony zachowaniem niedojrzałego dziecka. I nie przeszkadzało jej, że najprawdopodobniej to ona była najmłodsza z całego najbliższego towarzystwa. - Uwierz, gdyby udało ci się mnie urazić, zorientowałabyś się do tej pory. - Cofnęła się o krok. - Miłego wieczoru. I uważaj na siebie - nigdy nie wiadomo, co kryje się w lesie - dodała, wlewając w pierwszych sześć sylab tyle złośliwości i jadu, ile tylko była w stanie wycisnąć ze swojego drobnego ciała.
Odwróciła się ostentacyjnie, odnajdując wzrokiem chłopaka, który wcześniej proponował jej pomoc w zdjęciu bransoletki. Właściwie to nie wiedziała, dlaczego postanowiła go posłuchać; w dziewięciu przypadkach na dziesięć zrobiłaby dokładnie na odwrót, dla samego tylko działania na przekór wszystkim. Chęć pozbycia się ostatniego ogniwa, łączącego ją z jej dryfującym w przestrzeni więzieniem, musiała więc być naprawdę silna. A może po prostu uznała, że już i tak narobiła sobie wystarczająco wrogów, jak na jeden wieczór.
Podeszła do chłopaka, przysiadając na piętach zaraz obok niego i wyciągając rękę z metalową obręczą przed siebie. - Czyń honory - powiedziała pewnie, starając się nie zastanawiać nad moralnymi i zdroworozsądkowymi aspektami pozbycia się bransolety. Koniec końców, Arka zaopatrzyła w nie setkę z jakiegoś konkretnego powodu i być może powinni zastanowić się, z jakiego. Tamtego wieczoru nie miała jednak na to ochoty; liczyło się tylko to, że łańcuch, przez całe życie trzymający ją na uwięzi Kanclerza i jego Rady, mógł w końcu raz na zawsze zostać zerwany.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Laurel Mason dnia Czw 26 Mar 2015 - 17:58, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 23 Mar 2015 - 20:59

Claire z lekką irytacją przyglądała się ściąganiu bransolet. Czy ci idioci naprawdę nie chcą dostać ratunku, jedzenia, wiadomości z Arki, czegokolwiek?  Już nie wspominając o tym, że przez takie zachowanie ich rodziny i przyjaciele nigdy nie trafią na Ziemię. Ale właściwie to byli więźniowie, nawet niewiadomo czy mieli rodziny. Claire miała, ale nie wiedziała, czy wolałaby nie mieć.
Kątem oka Meminger spoglądała na chłopaka siedzącego obok niej, który najwyraźniej był lekko rozbawiony całą tą sytuacją. Nagle coś sobie przypomniała.
- Masz na imię Aidan, prawda? - zapytała, a on kiwnął głową.
- Jestem Claire. - powiedziała cicho, niepewnie, jakby bojąc się, że Aidan zniechęci się do niej przez poznanie jej imienia.
To było szalenie głupie, ale dziewczyna nie do końca wiedziała jak reagują ludzie w tym wieku na różne zachowania, zapewne coś się zmieniło odkąd miała trzynaście lat, a szczytem rozmowy z drugą osobą było zapytanie o godzinę.
Nie tyczyło się to oczywiście Marcusa, ale on to inna historia. Z nim mogła rozmawiać godzinami, ale i tak zazwyczaj to on mówił, a ona słuchała, więc nie miała pojęcia jak teraz potrafiła rozmawiać z Aidanem, nie mieściło jej się to w głowie.
Myślała o tym długo, aż w końcu poczuła zmęczenie całym tym dniem. Poznała dwie osoby jednego dnia, to chyba jej nowy rekord.
Claire powoli oparła się o drzewo i zapadła w sen. Tej nocy spała bardzo spokojnie i nic nie potrafiło tego zakłócić.

_________________
Claire Meminger
And breathe, and breathe, and learn, and live.

▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼


Ostatnio zmieniony przez Claire Meminger dnia Sob 4 Kwi 2015 - 14:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 23 Mar 2015 - 21:30

Pénélope jedynie obserwowała otoczenie, jako że w większości czynności wyręczał ją Bellamy. Z jednej strony było to dobre, bo nie musiała nic kompletnie robić, jednak z drugiej zaczynało się jej nudzić. Następstwem tego było to, że namiętnie szukała jakiegoś zajęcia, błądząc oczyma po okolicy, jednak nic nie znalazła, co raczej było normalne. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze umrą tu z nudów! Nie odzywała się jednak, dając chłopakom chwilę prywatności, jako że uważała, iż mogą zostać całkiem dobrymi przyjaciółmi. Chociaż z jej obserwacji nie wynikało nic, co aktualnie stawiałoby ich w takiej że pozycji. A wręcz przeciwnie, była niezręczna cisza, która aż ją onieśmielała, więc usiadła niedaleko nich obserwując gwiazdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 23 Mar 2015 - 21:51

Bellamy bardzo chciał uwolnić Conley'a z arkowych kajdan. To było jego marzenie. Jedno z wielu, ale na chwilę obecną, najbardziej prawdopodobne do spełnienia. Niestety, mimo że wszystko było już na dobrej drodze, jego działania zostały przerwane. Dobrze wiedział, już od samego początku, kiedy to całe ściąganie bransolet się zaczęło, że w pewnym momencie pojawi się Clarke i zabawa się skończy. Nie żeby uznawał dziewczynę za rozwalacza imprez, ale w tym konkretnym przypadku dobrze wiedział, że tak będzie. Dlatego słysząc jej głos, najpierw uniósł głowę ku niebu, modląc się w ten sposób o cierpliwość, oraz, tak zupełnie przy okazji, wywracając oczami, i dopiero wtedy skierował swój wzrok na dziewczynę.
- To naprawdę miłe z Twojej strony, że tak bardzo interesuje Cię moje zdrowie psychiczne - odpowiedział - Jednak jestem całkowicie pewien, że nie oszalałem. To się nazywa cieszenie się wolnością, a nie szaleństwo - dodał, wskazując wolną grupę, która już pozbyła się bransoletek. Jak na oko Bellamy'ego wyglądali na całkiem szczęśliwych, więc kim on był, albo kim była Clarke, żeby im odmawiać tej radości i szczęścia? - Powinnaś sama tego spróbować - uśmiechnął się. Biedna Clarke cały czas taka spięta chodziła, więc zdecydowanie przydałaby się jej chwila luzu i dobrej zabawy bez żadnego stresowania się. Bellamy zrobił krok w stronę Clarke - Z przyjemnością Ci w tym pomogę, księżniczką - powiedział, uśmiechając się. Oczywiście chodziło mu o pomoc przy ściągnięciu bransolety. W końcu skoro ludzie z Arki je założyli Setce, to pewnie wysyłały jakieś sygnały czy coś w tym stylu, a jak bransoleta Clarke przestanie nadawać, to pomyślą, że umarła czy coś i prawdopodobieństwo, że postanowią również przylecieć na Ziemię będzie mniejsze. Tak właśnie sobie wykombinował, chociaż wątpił, żeby Clarke na takie coś poszła. Niestety nie posiadał nic oprócz swojej (w tym wypadku pewnie wątpliwej) siły perswazji, więc nawet nie miał jej jak przekonać, a przecież straszyć jej nie będzie! Mama go nauczyła, że do kobiet się podchodzi z szacunkiem, a nie z pistoletem, huh.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 23 Mar 2015 - 22:16

Ziemia nie była spełnieniem marzeń Alyssy, a ta zdążyła mieć w swoim krótkim życiu wiele jej wyobrażeń. Nie chodziło może o to że dziewczyna czuła się rozczarowana, ponieważ to co udało jej się zobaczyć tutaj było niesamowite. Wszystkie te widoki i zapachy były niewyobrażalne, ale taka wielka marzycielka jak Ally miała własne wyobrażenie wielu rzeczy i musiała teraz przystosować się do rzeczywistości. Tak więc większość jej czasu zajęło penetrowanie najbliższej okolicy. Ciekawość ciągnęła ją w głąb lasu, jednak wychowana w zamkniętej przestrzeni jaką była arka dziewczyna, nawet aż tak żądna świata Ally, nie czuła się na siłach na zwiedzanie Ziemi na większą skalę. Prawdopodobnie szybko zmieni decyzję, jednak tego wieczoru wolała zostać w towarzystwie pozostałych.
Gdy dowiedziała się od stosunkowo młodego jak na skazańca chłopca o ognisku, postanowiła i tam zawitać. Oczywiście zanim tam dotarła jeszcze kilka razy zboczyła z kursu. Gdy dotarła na miejsce, ognisko już trwało. Jednak to nie ogień a ściągnięte bransolety przykuły jej uwagę. Najwyraźniej większość postanowiła pozbyć się ostatniej rzeczy łączącej ich z Arką.
Ally spojrzała na własny nadgarstek. Nigdy nie miała na ręce bransolet, no chyba że takich zrobionych samodzielnie ze sznurka lub kawałka materiału, jednak tą którą miała na sobie raczej nie została dana w prezencie. Arka musiała mieć z tego jakieś korzyści. Ale dlaczego ich tu wysłali? I po co męczyli się z tymi bransoletami? Na te pytania Ally nie znała odpowiedzi, jednak czuła że istnieje jakiś powód. Albo po prostu była na tyle naiwna, żeby wierzyć że Arka nie wysłała ich tu na pewną śmierć.
To nie tak że panna Fox tęskniła za Arką. Za jej zasadami, karami, władzą. Tak naprawdę nie miała za czym tęsknić. Ojca nigdy nie miała, matka zmarła, a statek jakoś nigdy nie był jakimś ciepłym miejscem. Ale jednak byli tam dorośli i dzieci i to o nich pomyślała Alyssa. Bo przecież takie empatyczne stworzonko zwane Ally nie potrafi się nie zamartwiać.
Dylemat bransolety był o tyle skuteczny że uciszył na chwilę dziewczynę. Ally siadła w pobliżu ogniska obserwując ludzi dookoła i pogrążając się w własnych myślach.

_________________

Ally

Be an encourager. The world has plenty of critics already.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Wto 24 Mar 2015 - 22:28

Murphy przyglądał się zimnym spojrzeniom dziewczyn i tylko siedział cicho czekając aż rozmowa przemieni się w walkę. Niestety, tego wieczoru nie był mu widać dane zobaczyć, lub co lepsza, wziąć udział w bójce. Kiedy dziewczyna przykucnęła przy nim chwycił jej nadgarstek i położył na swoim kolanie. Chwycił pewnie kawałek metalu i włożył pod bransoletę. Starał się być delikatny, żeby dziewczyna nie została niepotrzebnie skaleczona. Czym sobie zasłużyłaś na tę błyskotkę? - zapytał mając nadzieje, że jest tu chociaż jeden przestępca wsadzony za co innego niż kradzież czy też jak to lubili mawiać, niewinność. W momencie gdy pytanie opaska dała za wygraną i z lekkim trzaskiem spadła z ręki dziewczyny. John pozwolił aby potoczyła się po ziemi i nie zadał sobie trudu żeby ją podnieść i wrzucić na stos. Patrzył tylko w niebieskie oczy dziewczyny szukając w nich odpowiedzi.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Wto 24 Mar 2015 - 23:21

Może to całe zamieszanie z nieznajomą dziewczyną było niepotrzebne. Można było to jakoś inaczej rozegrać a nie kłócić się o jakąś błahostkę ale Tris nie pomyślała o tym. Miała spędzić spokojny wieczór ale wyszła jak zawsze inaczej. Mogła się domyśleć, że pójdzie coś źle. Niekiedy po wypowiedzianych słowach przez dziewczynę robiła się wielka awantura którą nie dało się załagodzić. Oczywiście nie zawsze tak się działo i można było się w jakiś tam sposób dogadać. Po odpowiedzi nieznajomej spojrzała na nią i nie powiedziała nawet najkrótszego słowa. Przemilczała to żeby nie dolewać oliwy do ognia. Mogła się tak po prostu z tego zamieszania wycofać ale jakoś nie mogła. Tris miała ochotę na powiedzenie nieznajomej kila słów by zamilkła lecz nie miała nastroju się z nią ponownie sprzeczać. Mogło to być dziecinne z jej strony ale mówi się trudno czasem tak bywało i na pewno jeszcze nie jeden raz tak będzie.
- Wiesz co kochana guzik mnie obchodzi czy Cię uraziłam czy jednak nie odpowiedziała dość spokojnie aż było to dziwne, że nie podniosła głosu. Niech nieznajoma sobie myśli, że wygrała i także ma tą satysfakcję o odpuszczeniu przez Tris dalszej konwersacji. Było to zbędne miała wiele innych zmartwień i nie tylko ona na Ziemi. Musiała jakoś się w nowym miejscu odnaleźć. Nie było jej łatwo z daleka od miejsc które znała.
- Tobie także życzę miłego wieczoru i będę pamiętała ale Ty także zapamiętaj, że wiele rzeczy może się stać i mniej oczy dookoła głowy odpowiedziała i posłała dziewczynie pożegnalny uśmiech. Może powinna teraz być milsza ale wie, że na obecną chwilę nie zostaną przyjaciółkami. Jedną osobą a raczej kłótnię miała z głowy więc zajęła się wpatrywaniem w palące się ognisko i lecące iskierki tuż koło niej. Było cieplej więc postanowiła oddać chłopakowi kurtkę którą jej pożyczył i podziękowała mu posyłając niewinny uśmiech.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sro 25 Mar 2015 - 0:13

Pomimo olbrzymiej ilości promieniowania Ziemia wciąż pozostawała Ziemią. Może i występowały na niej zmutowane zwierzęta, które niejednego były w stanie wystraszyć, może i latały dookoła świecące motyle, ale duża większość występujących tutaj zjawisk nie różniła się zbytnio od tych, które były znane ludziom zamieszkujących Ziemię przed wojną jądrową. Żadna z obecnych w tym miejscu osób nie miała do czynienia z czymś tak błahym, jak czucie na swej twarzy promieni słonecznych, czy wiatru, ale na pewno większość wyobrażała sobie jak to jest. Teraz mieli okazję na własnej skórze odczuć to wszystko, co było codziennością dla ich przodków. Dzisiaj poznali jak to jest oddychać świeżym powietrzem, czuć wiatr muskający twarz, a nawet mogli cieszyć oczy mieszaniną barw otaczającego ich świata. Być może natura chciała im pokazać jak najwięcej w ciągu tego jednego dnia. Podczas gdy całe zebrane towarzystwo w najlepsze rozmawiało / kłóciło się / robiło różne dziwne rzeczy, które mają tutaj miejsce, niepostrzeżenie na niebie zaczęły pojawiać się ciemniejsze chmury. Nie zbierało się na burzę, więc można rzec, że Setka była bezpieczna, jednak po kilku minutach wielkie, zimne krople zaczęły spadać na ziemię, mocząc wszystkich dookoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sro 25 Mar 2015 - 15:19

Zacisnęła usta w wąską kreskę. Zdrowie psychiczne Bellamy'ego było w tym momencie prawdopodobnie ostatnią rzeczą, która ją interesowała. Bardziej martwiły ją walające się po całej polanie, rozwalone łomem bransolety i fakt, że dużo więcej osób chciało się ich pozbyć. Nadal wątpiła, żeby ktokolwiek wiedział, do czego konkretnie one służyły. Wiadomym było tylko, że były one swego rodzaju formą łączności między nimi a Arką - jedyną, jaka im pozostała. Zdejmowanie ich z nadgarstków było wyjątkowo lekkomyślne i samolubne, przynajmniej zdaniem Clarke. Rozumiała niechęć względem Rady i Kanclerza. Sama miała im naprawdę wiele do zarzucenia, ale... Nie tylko oni zostali w kosmosie, prawda? Byli tam też pogrążeni w błogiej nieświadomości ludzie, którzy niczym im nie zawinili, o dzieciach słowem nie wspominając. Wbiła w Bellamy'ego nieco zawiedzione spojrzenie i pokręciła nieznacznie głową. Nie. Nie mogła tego zrobić... Chociaż? Po raz pierwszy mogła postąpić kompletnie bezsensownie i dziecinnie, a żadne konsekwencje nie miały na nią za to spać. Bez obaw mogła pobawić się w egoistkę i zrobić Arce na złość. Jasne, że będzie tego później żałować. Pewnie wyrzuty sumienia będą ją dręczyć przez długi czas, ale zdawała się ten fakt zignorować, przynajmniej na ten moment. Niepewnie wyciągnęła rękę z metalową obręczą tkwiącą na nadgarstku w stronę Bellamy'ego. Takie bawienie się łomem nieszczególnie jej się uśmiechało, bo jednak mógł jej trochę tą rączkę uszkodzić przy okazji, ale raz się żyje. Trochę zaufania w nim pokładała mimo wszystko.
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz - rzuciła, posyłając mu blady uśmiech. Chodziło jej rzecz jasna o ogół sytuacji, nie część techniczną pozbywania się niechcianej biżuterii. Na zmiany zachodzące na niebie zupełnie nie zwróciła uwagi, do momentu, w którym jedna z kropli deszczu nie wylądowała na jej nosie. Potem pojawiła się druga, trzecia... Uniosła brodę, z zafascynowaniem obserwując ciemne chmury i po krótkiej chwili moknięcia na przybierającym z każdą sekundą na sile deszczu zaczęła się z lekka trząść, bo jednak wyjątkowo ciepło to tam nie było.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sro 25 Mar 2015 - 17:47

Przypatrywał się dziewczynie z lekkim rozbawieniem. Wątpił, żeby się zgodziła pozbyć bransoletki, ale z drugiej strony, to zawsze mogła go zaskoczyć. Sam Bellamy robił to wszystko z czysto egoistycznych pobudek, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć. Właściwie to gdyby był w innej sytuacji i żadne widmo stracenia by nad nim nie wisiało, pewnie nawet głowy sobie by nie zaprzątał tymi nieszczęsnymi 'błyskotkami' z Arki. Teraz jednak, przy najmniej dla niego, lepiej by było, jakby nie mieli żadnej komunikacji ze stacją. Zresztą przecież sami mogli sobie tutaj poradzić! Wystarczy tylko jakoś się zorganizować i będą mogli prowadzić całkowicie samodzielny żywot. Kolorowo pewnie nie będzie, ale chyba lepsze było takie życie, niż jakby wszyscy znowu mieli zostać zamknięci i traktowani jak małe dzieci, a Bellamy był pewien, że tak właśnie się stanie, kiedy tylko reszta Arki wyląduje na ziemi. Dlatego też w interesie wszystkich było pozbycie się bransoletek, które na pewno były potrzebne. Do czego - nikt pewny nie był, ale na pewno nie zostali w nie zaopatrzone dla zabawy. Clarke jednak miała chyba więcej powodów, żeby zatrzymać całą zabawę. W końcu jej rodzina należała do Rady, jej rodzice przyjaźnili się z Kanclerzem... była arkową księżniczką. Z każdą mijającą sekundą Bellamy był coraz bardziej przekonany, że dziewczyna odmówi i dojdzie do pewnie niezbyt miłej wymiany zdań. Już nawet zaczął układać w głowie argumenty, które miałyby przekonać blondynkę. Jakże więc wielkie było jego zdziwienie, kiedy wyciągnęła w jego stronę rękę! Uśmiechnął się szerzej, bo było to naprawdę bardzo miłe zaskoczenie.
- Zbuntowana księżniczka. To mi się podoba - stwierdził. Nie ma co, Clarke sobie zapunktowała w tym momencie, zwłaszcza, że Bellamy był pewien, że jest większym mięczakiem i, że zaraz walnie mu jakąś gadkę mówiącą o tym, że ich zachowanie jest egoistyczne i w ogóle. - Oczywiście, że wiem -odpowiedział z uśmieszkiem. Pewnie, że wiedział co robi, nawet jeżeli jego pobudki były trochę inne niż całej reszty. Nie było jednak czasu tego roztrząsać, bo w sumie Clarke mogło się w każdym momencie odwidzieć i byłoby po zabawie. Dlatego też pociągnął, oczywiście bardzo delikatnie, blondynkę z rękę, żeby przykucnęła, bo chyba nie myślała, że w powietrzu będzie operował łomem. Nie chciał jej zrobić krzywdy, wybić oka, czy połamać, więc opcja z położeniem ręki na jakimś stałym podłożu była bezpieczna. Dla obojga, bo Bellamy sam sobie też nie miał zamiaru nic robić. - Będę delikatny - zapewnił, chwilę przed tym, jak pozbył się bransoletki Clarke. Mogło trochę zaboleć, ale powinna pamiętać, że Bellamy starał się jak tylko mógł, żeby nic jej nie zrobić. Tak czy inaczej było już po wszystkim, a prawdopodobieństwo pojawienia się w najbliższym czasie Arki na Ziemi było coraz mniejsze. Kamień z serca normalnie. Niestety Bellamy był tak bardzo zajęty tym co robił, że całkowicie zignorował zbliżające się chmury, przez co zorientował się, że pada deszcz, kiedy ten zaczął padać. Było zimno, ale uczucie kiedy krople rozpryskiwały się na skórze, było naprawdę przyjemne, wręcz oczyszczające. Kątem oka dostrzegł dygoczącą Clarke. Powinni za to również podziękować Arce, bo kto normalny wysyła ludzi gdziekolwiek bez jakiś cieplejszych ubrań? Skandal normalnie. Całe szczęście, że Bellamy miał w sobie resztki dżentelmeństwa, więc ściągnął swoją kurtkę i podał ją dziewczynie. Jemu zimno jakoś specjalnie nie było, a nie chciał, żeby ona się rozchorowała. Wystarczy sobie tylko wyobrazić, jakie to by było straszne, jakby tak większość się rozchorowała i trzeba by było słuchać ich narzekania, smarkania i kaszlenia. Nie, nie, nie, lepiej zapobiegać, niż potem leczyć.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sro 25 Mar 2015 - 20:25

Przepraszam, że dopiero teraz!
Nie miała wyrzutów sumienia przez naskoczenie na dziewczynę. Zresztą - w ogóle rzadko miewała takowe. Mocny i prosty kręgosłup moralny nie był czymś, czym mogłaby się pochwalić; nikt nigdy nie wpoił jej nawet podstawowych zasad koegzystowania z innymi jednostkami ludzkimi, tak więc kodeks postępowania chcąc nie chcąc ułożyła sobie sama, twardo trzymając się go nawet w punktach, które nie do końca zgadzały się z prawem na Arce. Czy może teraz - prawem na Ziemi, bo wbrew temu, co można było podchwycić wśród przekrzykujących się głosów, nie wierzyła w całkowitą anarchię. Już teraz wyłaniali się ważni i ważniejsi, a nie miało minąć dużo czasu, zanim wyłonią się i potentaci na liderów. Jeśli chodziło o nią - planowała być już wtedy daleko stąd.
Resztę słów dziewczyny puściła mimo uszu, z trudem powstrzymując nagłą chęć wepchnięcia jej do ogniska (wystarczyłoby tak niewiele...) i skupiając się na chłodnym dotyku metalu na cienkiej skórze po wewnętrznej stronie nadgarstka oraz na pytaniu chłopaka. W pierwszej chwili planowała nie odpowiadać - odzywała się w niej wrodzona niechęć do zdradzania jakichkolwiek informacji o sobie - ale z drugiej strony, co miała do stracenia? Nic z tego, co zrobiła na Arce, nie mogło zaszkodzić jej tutaj; pełne znaczenie tego faktu dopiero zaczynało do niej docierać.
- Zostawiłam Kanclerzowi laurkę na ścianie naprzeciwko jego kwatery - rzuciła lekko, uśmiechając się do siebie na wspomnienie starannie dobranych słów, na zawsze wyrytych na metalowej powierzchni. Czterolinijkowy wierszyk, którego ułożenie zajęło jej kilka bezsennych nocy, nawiedzanych morderczymi zapędami, i z którego była osobiście niesamowicie dumna. - Nie spodobała mu się - dodała po chwili, z udawanym smutkiem.
Odruchowo wstrzymała oddech na ułamek sekundy, kiedy metalowe zamocowanie bransoletki odskoczyło, a sama opaska spadła miękko na trawę. Przyciągnęła rękę do siebie, automatycznie rozmasowując odsłoniętą wreszcie skórę i czując na plecach pierwsze krople czegoś zimnego. Deszczu? Słowo zabrzmiało w jej myślach dziwnie obco i jakby odlegle; kojarzyła je głównie z długimi i nudnymi opisami zjawisk atmosferycznych, czytanych na zajęciach z przystosowania do Ziemi. W porównaniu z nimi, mokre plamy, pojawiające się na jej ubraniu i odsłoniętych przedramionach, wydawały się cudownie prawdziwe. Nie zaczęła jednak podskakiwać radośnie wokół ogniska, wszelkie emocje ograniczając do nieznacznego podciągnięcia kącika ust w górę.
- A co ty zrobiłeś? - zapytała prosto z mostu, zastępując tym krótkim pytaniem zwyczajowe dziękuję. Nigdy nie była najlepszą dyplomatką.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Laurel Mason dnia Czw 26 Mar 2015 - 17:58, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sro 25 Mar 2015 - 22:43

// Pierwszy post

Pyxis polubiła Ziemię. Począwszy od tego, czego zawsze brakowało jej na Arce - przestrzeń, a skończywszy na świeżym powietrzu, którego nigdy wcześniej nie doceniała. Nie zdawała sobie sprawy, że oddychanie może być aż tak przyjemne i niezwykłe. Tutaj, na dole wszystko było inne. Mogła przechadzać się miedzy drzewami przez cały dzień i straszyć inne dzieciaki podkradając się do nich od tyłu. Jak na prawie najstarszą osobę, nie sprawiała wrażenie kogoś odpowiedzialnego. Na razie zależało jej na tym, by jak najlepiej poznać Ziemię. Tyle o niej słyszała, tyle o niej czytała, że aż niewiarygodne wydawało jej się bycie tutaj.
Gdy dowiedziała się o ognisku od razu wiedziała, że musi tam być. Zanim jednak to zrobiła, po drodze natrafiła na ciekawą ścieżkę, którą oczywiście musiała się oddalić i poobserwować krajobraz. Nawet raz udało jej się dostrzec zająca. Według niej to był zając, ale sądząc po trzech łapach i stosunkowo długim ogonie niezbyt pasował do opisów zajęci, zachowanych sprzed wybuchu wojny.
W momencie, gdy doszła do polany, na której znajdowało się ognisko coś dużego spadło jej na twarz. Zmarszczyła noc i spojrzała do góry. Szybko na jej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
Deszcze, kolejne zjawisko, które nigdy nie miało szans mieć miejsca na Arce.
Wolnym krokiem podeszła do ogniska i stanęła w kręgu światła. Miała ochotę porozmawiać z Savannah, ale nigdy nie mogła jej znaleźć.
Dostrzegła Alysse, a przynajmniej tak jej się wydawało, bo nie miała kontaktu z nikim ze swoich znajomych, albo chociaż z innymi z Arki od prawie roku. Miała pamieć do mechanizmów, a nie do twarzy.
Usiadła obok dziewczyny i posłała lekki uśmiech. Nie była pewna czy zawierania przyjaźni pośród samych kryminalistów to dobry pomysł, jednak ona sama nim była. Do tego Pyxis była dość dobrą kryminalistką.
- Cześć - powiedziała i wyciągnęła rękę w jej stronę. - Jak się bawisz?
Rozejrzała się po polance i nie uciekło jej uszom, że ludzie naokoło głośno dyskutowali o bransoletkach na ich nadgarstkach. Przejechała dłonią po swojej i wciągnęła powietrze. Rozumiała, że pewnie Arka chce mieć nad nimi jakaś kontrolę poprzez takie bajery. Inaczej by im tego na pewno nie dali. W końcu jakoś muszą wiedzieć czy ktokolwiek przeżył. Z tego co pamiętała, co mówił jej ojciec ziemia nie powinna nadawać się do kolonizacji jeszcze przez długi okres. A tymczasem oni tutaj byli i bawili się świetnie.
Jak na razie.

_________________
Pyxis Constantine
Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sro 25 Mar 2015 - 22:56

Uśmiechnął się kiedy usłyszał opowieść za co dziewczyna trafiła do skyboxa i kiedy zobaczył jej teatralnie udawany smutek. Kręcąc w dłoni nożem zastanawiał się od czego zacząć lecz szczerze mówiąc wolał żeby dziewczyna spostrzegała go jako psychopatę niżeli miałby się zbierać w sobie i opowiadać całą historię. Nie lubił o tym rozmawiać, nie potrafił i to go w nim wkurzało niewyobrażalnie. Kiedy tylko ktoś wspominał o jego rodzicach nie potrafił nic powiedzieć. Naglę powietrze przybrało na gęstości i stało się wilgotne. Murphy spojrzał w górę jeszcze nic nie zauważył. Dopiero gdy spojrzał na dziewczynę i jej nadgarstek na którym pojawiła się mała kropelka wody. Uniósł brwi i jeszcze raz spojrzał w górę i tym razem na jego twarz spadło kilka kropel. Deszcz, był o wiele piękniejszy niż mogłoby się wydawać z opisów. Nigdy nie byłem dobry w pisaniu poezji - zaczął nawiązując do historii Laurel - dlatego wolałem się pobawić kawałkiem metalu i kanclerzem... przy okazji - dodał z lekkim uśmiechem, przypominając sobie czerwień krwi wypełniającą materiał spodni Kanclerza tamtej nocy, było to tak dawno, a John pamiętał te chwile bardzo przejrzyście i dokładnie - chyba trudno mu dogodzić bo mój prezent też mu się nie spodobał - dokończył swoją wypowiedź z uniesionym jednym kącikiem ust. Rozejrzał się jak reszta setki biega po polanie zachwycając się deszczem. Znów tacy beztroscy, kto by pomyślał, że każdy z nich jest swego rodzaju przestępcą. Znów odwrócił głowę w stronę dziewczyny, jej włosy były zdecydowanie bardziej suche niż jego, liście drzew okrywały ją w większym stopniu. Poprawił mokre już włosy które przykleiły mu się do policzka. Było ciemno, a Murphy myślał tylko o tym, że będzie musiał spać przy tych którym zachciało się zbędnie moczyć ubrania, przeszedł po nim dreszcz obrzydzenia. Dopóki tak radośnie skaczą jak banda idiotów może warto znaleźć sobie swoje pół metra w Exodusie? - zaproponował zarzucając wzrokiem w stronę statku. Miał na myśli przestrzeń do spania i nadzieje że dziewczyna dobrze go zrozumiała

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Czw 26 Mar 2015 - 0:02

Po tej całej kłótni z nieznajomą Tris nie była w miłym humorze ale z czasem jej przechodziło przecież nie mogła przez cały ten czas mieć o coś pretensje lub swoje złośliwości. Niektóre słowa nawet jej nie tknęły a resztę słów udawała, że nie słyszy. Po chwili usiadł przed okniskiem opierając łokcie o kolana. Nic nie miała do zrobienia więc postanowiła trochę odpocząć i się zrelaksować. Delikatnie uniosła głowę w stronę nieba przyglądając się niemu. Może nie było to nic dziwnego ale dla niej tak. Zobaczyła chmury które były coraz to ciemniejsze nie wiedziała dlaczego. Nie przejęła się tym ponownie spojrzała w stronę ognisko co jakiś czas rozglądając się wokół siebie. Osoby które znajdowały się koło niej rozmawiały co chwile ze sobą od czasu do czasu uśmiechając się do siebie. Jej uwagę przykuła dziewczyna która podeszła do ogniska rozglądając się po osobach wokół paleniska i jakieś słowa wypowiedziane prze nią. Nie wiedziała czy to do niej czy raczej ale ale spojrzała na nią uśmiechając się. Nie chciała się ponownie z kimś wymieniać jakimiś głupimi słowami więc nie będzie nikogo prowokowała. Zerwała się z ziemi i poczuła na swojej ręce wodę a dokładniej jej kroplę. Zastanowiła się i spojrzała ponownie w niebo. Było ciemniejsze niż wcześniej a po chwili z nieba zaczęły kapać następne kropelki. Była zdziwiona nigdy wcześniej tego nie doświadczyła nie miała jak. Po kilku sekundach było ich coraz to więcej szybko wstała z ziemi przetarła twarz i spoglądała nadal w niebo. Na jej twarzy pojawił się uśmiech a dawno tego nie robiła. Bransoletkę nadal miała na nadgarstku i mogła się do niej przyzwyczaić jeśli miałaby nadal ją nosić ale nie miała takiego zamiaru.
- Ściągnie mi ktoś ten wynalazek  z nadgarstka? zapytała lecz trochę głośniej nie kierując słów do jakiejś wybranej osoby. Może ktoś się skusi i pomoże jej zdjąć tą cudowną rzecz. Krople nadal spadały z niebo i najwyraźniej nie miały zamiaru przestać.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   

Powrót do góry Go down
 

Polana na wschód od obozu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Jasna Polana
» Polana za rzeczką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.