IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Polana na wschód od obozu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Czw 26 Mar 2015 - 9:11

Nie była pewna, czy słowa chłopaka ją zaskoczyły. Wiedziała, że nie powinny; zdawała sobie przecież sprawę, że nie znajdowała się wśród prymusów i zdobywców medali za wzorowe zachowanie. Ludzie mogli teraz skakać wokół ogniska i cieszyć się z padającego deszczu, ale żadne z nich - a przynajmniej większość, jeśli wziąć poprawkę na mocno wadliwy system prawny na Arce - nie znalazło się tu przypadkiem. Złamali prawo, być może jak ona - wielokrotnie; i chociaż była ostatnią osobą, która byłaby gotowa oceniać kogokolwiek za błędy (bądź nie) przeszłości, to patrząc w nieznajome twarze, nie mogła przestać się zastanawiać, ile z nich patrzyło na ulatujące z innych życie.
Powinna odczuwać niepokój? Najprawdopodobniej; nie była jednak królową odpowiedzialności, a instynkt samozachowawczy najwyraźniej został gdzieś w przestrzeni, bo wspomniany przez chłopaka atak na kanclerza wywołał w niej jedynie lekkie ukłucie zazdrości. W porównaniu z nim, wydawała się tylko głupią nastolatką, bazgrolącą po ścianach, nawet biorąc pod uwagę całą resztę mniejszych i większych przestępstw, które do tej pory pozostawały niewykryte, i co zapewne już nie miało nigdy się zmienić.
Gwizdnęła cicho z aprobatą. Jeżeli żałowała czegokolwiek, to tego, że jej rozmówca nie był skuteczniejszy w swoich działaniach.
- Niewdzięcznik - skwitowała z udawaną powagą, odgarniając włosy z twarzy. Na kolejne słowa skrzywiła się odruchowo, bo do tej pory jakoś nie przyszło jej do głowy, że setka dzieciaków zesłanych na Ziemię, oznaczała setkę dzieciaków śpiącą jeden obok drugiego. I niespecjalnie była zachwycona tym faktem; ze swoją niechęcią do asymilacji, odrazą do tłumów i świadomością bezbronności, którą otrzymywało się w prezencie razem z nadchodzącym snem, przez moment miała ochotę zostać na polance. I gdyby nie coraz bardziej mokre ubrania i dreszcze przechodzące po jej ochłodzonej skórze, pewnie nawet całkiem poważnie rozważyłaby tę opcję.
- Cóż, podejrzewam, że na apartamenty w Mount Weather nie mamy co liczyć - przytaknęła, nadal z lekkim niezadowoleniem, wymalowanym na twarzy, przypominając sobie komunikat kanclerza. Podniosła się z ziemi, otrzepując spodnie z trawy, ale ta przykleiła się do mokrego materiału. Chyba naprawdę nadeszła pora na znalezienie schronienia. - Idziemy? - upewniła się, w jakimś ostatnim odruchu podnosząc z ziemi bezużyteczną już bransoletkę i chowając ją do plecaka. Zerknęła na chłopaka; nie szukała przyjaciół, ale z dwojga złego wolała mieć przy sobie kogoś, o kim wiedziała już nieco więcej, niż nic.

| zt. -> exodus, poziom 1.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Czw 26 Mar 2015 - 19:00

Ze świata własnych myśli Alyssa została wyrwana przez małą delikatną kroplę wody, która spadła na jej ramię. Po chwili z jednej kropli zrobiły się tysiące małych lśniących kropli spadających z nieba. Ally z podekscytowaniem uniosła twarz w górę, pozwalając by kilka kropel rozbiło się na niej. Kolejne zjawisko, którego na próżno szukać w kosmosie. Jak to nazywali dawniej ludzie? Ach, deszcze. Alyssa w duchu uznała że nawet najlepszy opis, nie może równać się z odczuciem tego na własnej skórze. Jak na razie Ziemia sprawiała im same przyjemne niespodzianki, co sprawiło że Ally szybko pogodziła się z niezgodnością z jej wyobrażeniami. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, gdy obserwowała resztę osób z którymi została tutaj wysłana. Co zabawne ani razu nie pomyślała o nich jako kryminalistach. Bardziej określała ich jako zwykłych nastolatków, współwięźniów. Może i tu winę miała ta niewytłumaczalna wiara w ludzi.
Zwróciła głowę w stronę Pyxis, gdy ta się odezwała. Ona pewna była jej imienia, ciężko nie zapamiętać go i jej czerwonych włosów. Ally zawsze zazdrościła wszystkim czerwono i rudowłosym dziewczyną. Ona ze swoimi nie do końca to blond włosami, które falowały się do tego stopnia że potrafiły stworzyć jedną wielką szopę, raczej nie wyróżniała się z tłumu.
-Hej!- Uśmiechnęła się szerzej.- Całkiem nieźle. A jak tam z tobą? Zrobiłaś zapoznanie z „Nowym Światem”?- Zaśmiała się i nie czekać na odpowiedź ciągnęła dalej. - Bo ja tak. No a przynajmniej takie pobieżne. Pozwiedzałam sobie trochę okolicę, jednak jestem jeszcze bardziej ciekawa tego co jest dalej.- Powiedziała wskazując na rozciągający się wokół las. Wstała na chwilę z pieńka i przeciągnęła się.- Może jestem zbyt ciekawska ale mam nadzieje że przy najbliższej okazji będzie można zobaczyć coś więcej. Tu się tyle dzieje.- Powiedziała teatralnie zakręcając się wokół własnej osi. Przy okazji prawie zahaczyła o wystający korzeń, jednak szybko odzyskała równowagę i siadła z powrotem obok Pyxis.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Czw 26 Mar 2015 - 19:31

/początek

Deszcz, spadający z nieba sprawił, że Ricky uniosła głowę do góry. Te zjawisko było jej zupełnie obce. Jedynie tutaj na Ziemi, mogła podziwiać krople wody, spadające z nieba. Nie tak dawno oni sami z niego spadli. To, co wydarzyło się na Arce tuż przed wystartowaniem wydawało się zupełnie odległe. Tak, jakby miała teraz przed sobą inne życie. W pewnym sensie tak właśnie było. A zamierzała zacząć od zdjęcia tej przeklętej bransoletki. Niby czemu miałaby cały czas w niej chodzić. A jakoś ładnie nie wyglądała, nie była przydatnym narzędziem, nie miała w zakresie swoich funkcji paraliżowania kończyn, czy czegoś w ten deseń. Podsumowując, była zupełnie zbędna. Miała gdzieś tych wszystkich ludzi, siedzących za pulpitami na Arce. Może tym razem dadzą im spokój. Przybycie większej ilości osób na Ziemię mogłoby skutkować znacznym pogorszeniem sytuacji więźniów. Więźniów? Nie, teraz nimi nie byli. Wraz z pozbyciem się bransoletek, nikomu nie podlegali. Mogli robić co tylko chcieli.
Potarła nadgarstek, gdy kawał metalowego ustrojstwa spadło na ziemię. Nie chciała patrzeć na ten kawał blachy. Niemal od razu wrzuciła go w płomienie. Odetchnęła głęboko świeżym powietrzem. Podobało jej się te uczucie. Nawet nie wzięła pod uwagę tego, że z chwilą zdjęcia bransoletki mogła stać się dla ojca martwa. Tutaj, na Ziemi miała okazję zacząć coś nowego. Bez ograniczeń, surowych przepisów i strażników na każdym kroku. Rozejrzała się po twarzach. Większość zebranych wydawała się być zaabsorbowana obserwowaniem deszczu. Dobrze, byłoby zapoznać się z kilkoma osobami. Kto wie, czy w sytuacjach kryzysowych nie przyda się pomoc. W lesie pełno było nastolatków o różnych charakterach, przede wszystkim przestępców. Od zwykłego przeciwstawiania się władzy na morderstwach kończąc. Nie ma to jak w domu. Najwidoczniej przyjdzie jej spędzić resztę życia właśnie tutaj, z podobnym towarzystwem.
Przeszła kilka metrów, o mało co nie wpadając na dziewczynę, która zahaczyła o korzeń. W porę usunęła się na bok. Oparła się plecami o pień drzewa, krzyżując ręce. Kojarzyła te dziewczyny widzenia. Nie miała za to pojęcia, jak mają na imię. Rzadko kiedy wdawała się w rozmowy. Tym razem dobrze byłoby skołować sobie jakichś sojuszników. Jeśli nie chce się obudzić z nożem wbitym w plecy. Spojrzała na bransoletki, znajdujące się na nadgarstkach dziewczyn.
- Mamy dylemacik? - odezwała się, unosząc kącik ust ku górze. Miała wrażenie, że po kilku dniach bransoletki znikną z rąk wszystkich nastolatków. Jeśli mieli być zgodni i nie łączyć się w kilka odrębnych grupek, chcących pozabijać się nawzajem, złamanie więzi łączących ze stacją będzie najlepszym wyjściem. Tutaj byli zdani jedynie na siebie. Kto wie, co jeszcze może się ukrywać w tych lasach.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Czw 26 Mar 2015 - 21:14

Czy Pyxis zapoznała się z nowym światem? Odkąd wylądowali praktycznie latała jak głupia dookoła próbując dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co ją otacza. Zawsze musiała wiedzieć wszystko, nawet w takiej sytuacji. Chciała być gotowa na każdą możliwości, także nie mogła się obijać. Jej reputacja jednak czegoś od niej wymagała.
Znała teraz już każdy krzak w okolicy Exodusa. Nie chciała o tym myśleć, ale w razie co, gdyby nagle zaczęło dziać się coś złego. Pyxis lubiła mieć wszystko pod kontrolą i nie chciała być zdana tylko na to, co sobie postanowią inni z setki. Nie chciała być pod nadzorem innych dzieciaków, którzy zostali wysłani na Ziemię. Na Arce również miała problemy z podporządkowaniem się władzy i z wieloma rzeczami się nie zgadzała. Dla niej wyrzucanie ludzi w przestrzeń było czymś niedopuszczalnym. Wiedziała, że to była konieczność, ale ona nie lubiła zdawać się na los i odpuścić. Ludzie ginęli na Arce z głupich przyczyn. Sama zdawała sobie sprawę, że gdyby nie to, że jest teraz tu, była by właśnie wyrzucana w przestrzeń.
- Oczywiście - powiedziała z szerokim uśmiechem - Obeszłam chyba z dziesięć razy teren wokoło Exodusu i znam już chyba każdy krzak.
Śledziła ruchy Alyssa z lekkim uśmiechem, już wyciągnęła rękę by ją złapać, jednak dziewczyna szybko odzyskała równowagę. Nie potrzebowali tutaj żadnych połamanych kości.
- Chętnie bym się wykąpała - powiedziała i przejechała dłonią po włosach - Nie jakiś prysznic, ale jezioro, albo morze.
Na Arce wszystko było zupełnie inaczej, lecz tutaj wreszcie mogli zacząć żyć. Nie byli ograniczeni metalowymi ścianami statku kosmicznego.
- Po za tym góry w oddali wyglądają naprawdę cudownie i chciałabym tam w końcu pójść - zauważyła Pyxis i westchnęła. Miała świadomość, że ich priorytetem powinno być jedzenie i picie, ale coś obiło jej się w uszy o Mount Weather.
- Dylemacik? - zapytała i spojrzała na dziewczynę z uniesionymi brawami, a potem przeniosła spojrzenie na swoją bransoletkę - Po prostu bardzo dobrze prezentuje się z tą skórzaną kurtką.
Wzruszyła lekko ramionami i posłała dziewczynie zawadiacki uśmiech. Na razie nie zamierzała pozbywać się bransoletki. Może dlatego, że gdzieś głęboko czuła, że nie zdążyła zakończyć wszystkiego na Arce. Nie chciała, żeby nikt tu przyjechał, nie chciała kanclerza czy straży. Nie chciała znowu stać się więźniem.Jednak gdzieś tam na górze był jej ojciec, za którym tęskniła i już na pewno nie chciała, by myślał, że nie żyje.


_________________
Pyxis Constantine
Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 27 Mar 2015 - 14:37

Nic na Ziemi nie było łatwe ale Tris nie mogła nic poradzić. Swoją bransoletkę miała nadal na nadgarstku i mogła przyznać, że może znajdzie sposób na jej ściągnięcie. Odeszła kilka kroków od ogniska spoglądając w jego stronę. Podczas tego opadu zauważyła jak płomień nadal się pali ale nie tak jak wcześniej. Spoglądała od czasu do czasu na niego uśmiechając się w głębi duszy. Może powinna się do niego przyzwyczaić albo raczej i nie. Wiedziała, że za jakiś czas pozbędzie się tego nawet jeśli musiałaby zrobić to sama. Możliwe było, że w innym miejscy przy jakiejś poznanej i odpowiedniej osobie która pozbędzie się z jej nadgarstka tej rzeczy pomoże jej lub podpowie jak to zrobić. Kto wie? Po chwili podeszła do drzewa opierając się o niego. Ręce zaplotła na klatce piersiowej a głowę miała opartą o kanar drzewa. Co jakiś czas ktoś podchodzi a za jakiś odchodził. Było to normalne albo mogło się to dziewczynie zdawać. Nie zastanawiając się Tris stwierdziła, że nie ma już nic w tym miejscu do zrobienia. Zastanawiała się gdzie mogłaby się udać ale nie wiedziała gdzie. Jedynym miejscem które jej przychodziło to miejsce w którym wylądowali przy Exodus'ie. Rozejrzała się po osobach które jeszcze tutaj były zastanowiła się i poszła. Tak po prostu nawet mogli nie zauważyć, że jej nie ma ale czasami tak bywało ale na pewno się nie zgubi jedynie co to może zdarzyć się coś ciekawego.


//zt.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 27 Mar 2015 - 22:04

Deszcz wciąż padał, lecz z każdą chwilą słabł na sile. Nie zmieniało to jednak fakty, że wszyscy byli przemoczeni od stóp do głów. Może i nie było to zbyt przyjemne, ale chyba większość była chyba zbyt podekscytowana, żeby w tym momencie się tym przejmować. Oczywiście do czasu, bo nawet tacy, którzy to radowali się z deszczu, już po paru minutach mogli odczuwać niezbyt przyjemne uczucie chłodu. Zamarznąć to na pewno nie zamarzną, ale nabawić się kataru zdecydowanie mogą. Zwłaszcza, że ich jedyne źródło ciepła, jakim było ognisko, zaczynało powoli przygasać. Chyba już najwyższy czas pójść spać, po tym jakże emocjonujący dniu!
Trzeba powoli skończyć ognisko, żeby pójść dalej z fabułą, dlatego pokończcie sobie spokojnie wątki tutaj i ruszamy dalej z koksem :')
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 27 Mar 2015 - 22:18

Ally wyznawała w swoim życiu proste zasady. Po pierwsze, rób co chcesz byle by na granicy prawa. A po drugie, jeżeli już chcesz podciągnąć swoje czyny pod nielegalne to przynajmniej zaplanować je tak, by nie dać się złapać. I trzeba powiedzieć że całkiem dobrze na tym wyszła, no może z pominięciem tego akcydentu z radnym i strażnikiem. Ale przecież każdy popełnia błędy.
Tutaj na Ziemi sytuacje była inna. Na ten moment nie mieli żadnych praw czy zakazów, byli naprawdę wolni. Znając życie zapewne i tak wkrótce wystąpią jakieś większe spory czy kłótnie. Jednak na dzień dzisiejszy wszystko wydawało się prawie idealne.
-O kurde, prawdziwa kąpiel...- Rozmarzyła się Alyssa, poruszając włosami ruchem głowy. Co prawda na Arce oczywiście też dbali o higienę, jednak kąpiel nawet dla rozrywki w prawdziwym zbiorniku wodnym bardzo kusiła.
Spojrzała w dal na góry o których mówiła Pyxis. W połączeniu z deszczem i wieczorną porą wyglądały one trochę mrocznie i przerażająco ze swoimi nierównymi kształtami i ostrymi szczytami. Jednak były też owiane tajemnicą i przyciągały uwagę. Ally zdecydowanie i tam chciała zajrzeć.
-Tak dużo miejsc do zwiedzania.-Westchnęła z lekkim zachwytem w głosie. Spojrzała z uśmiechem na Pyxis.- Jeżeli będziesz miała zamiar wybrać się na jakaś wycieczkę, to chętnie też się zabiorę.- Panna Fox i tak zamierzała gdzieś się wybrać, więc jeżeli będzie mieć towarzystwo to jeszcze lepiej, prawda?
Spojrzała na dziewczynę, na którą o mało nie wpadła wykonując swój obrót. Kojarzyła ją z Arki jednak nie znała jej imienia. Spojrzała na nadgarstek dziewczyny, jednak nie było już na niej bransolety. Alyssa stwierdziła że zapewne już wiele osób to zrobiło.
-Ja może nie mam pasującej kurtki, ale nigdy nie wiadomo może do czegoś przyda się to ustrojstwo.- Powiedziała wskazując na własną bransoletę. Tak właśnie zdecydowała podczas wcześniejszego rozmyślenia.- Jak ściągną wszyscy, to wtedy i ja. Chyba że sama zmienię zdania. - Powiedziała nadal się uśmiechając. Jak dla niej było to wyjście akurat na tą chwilę dobre.
Właśnie miała zapytać ciemnowłosą jak podoba jej się Ziemia, gdy zatrzęsła się krótko a po chwili kichnęła. No cóż siedzenie na deszczu ma swoje wady, a ognisko też już słabło.- Chyba powinnyśmy pójść w jakieś suche miejsce, a przynajmniej chyba ja tak zrobię.- Stwierdziła podnosząc się z pieńka i patrząc na dziewczyny.

_________________

Ally

Be an encourager. The world has plenty of critics already.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 27 Mar 2015 - 22:36

Kiedy Conley dostał możliwość pozbycia się ostatniej pamiątki po życiu na Arce – szybko z niej skorzystał, ale zaraz po tym jak Bellamy mu z tym pomógł z drugiej strony pojawiła się Clarke. Poznał ją już wcześniej razem z całą resztą. Nie chciał przeszkadzać w rozbrajaniu całego zgromadzonego tłumu, więc tylko klepnął lekko Bellamyego po ramieniu (jakże subtelny gest podziękowania, czyż nie?) i odszedł od tego tłumu. Nie zamierzał się oddalać, raczej chciał przejść w jakieś spokojniejsze miejsce. Zdecydowanie nie pociągały go takie ilości ludzi. Był zmęczony i najchętniej ułożył by się gdzieś i przespał.

z/t

_________________

Is freedom anything else than the right to live as we wish?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 27 Mar 2015 - 22:50

Zacisnęła usta, próbując ukryć tym samym uśmiech, który chciał mimowolnie się pojawić. Wszyscy byli tacy zachwyceni Ziemią. Fakt, nikt z nich nie widział jej z bliska, przez większość czasu mogli oglądać jedynie gwiazdy przez szyby w Arce. Mimo tego, że wszystko było tu takie prawdziwe i wyraziste, Ricky nie mogła wyprzeć się dziwnego przeczucia. Jakby nie należeli do tego miejsca. Być może wkroczyli na teren, który był już przez kogoś zajęty. Nie wysłali wcześniej żadnej wielkiej tabliczki z napisem "zajęte". Ktoś inny mógł to zrobić. Nawet jeśli napisu nie było widać.
Następnego dnia mogli wszyscy leżeć martwi. Oby jednak takie przypuszczenia się nie sprawdziły. Musieli jakoś przeżyć. Nawet jeśli miałoby to być cholernie trudne. Nadal musieli jakoś skołować zapasy, żeby nie umrzeć z głodu. To jednak nie należało do jej obowiązków. Wolała działać na własną rękę, samemu zdobywać różne rzeczy, chociaż niewykluczone, że będzie musiała przystosować się do obecności tak wielu osób.
- Jasne... - mruknęła, nieprzekonana do końca słowami dziewczyn. Nie zamierzała nalegać, w końcu same dojdą do własnych wniosków. Nie miała pojęcia, jakie mają przestępstwa na sumieniu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że większość młodocianych przestępców nie czułaby się dobrze, gdyby reszta towarzystwa z Arki do nich dołączyła. Przynajmniej do momentu kiedy nie skończą 18 lat. Wiadomo, co się później działo z przestępcami.
Pociągnęła nosem, czując jak krople wody spływają po jej policzkach i wsiąkają w lekko falowane, ciemne włosy.
- Na zdrowie - zaśmiała się, obserwując jedną z dziewczyn. Ten deszcz z pewnością był bardzo fascynującym zjawiskiem, ale z drugiej strony mógł być uciążliwy. Zwłaszcza, że nie bardzo mieli co na przebranie, czy ogrzanie. Ognisko zacznie stopniowo przygasać.
- Jestem za - odpowiedziała, odchodząc od drzewa. Kurtka, którą na sobie miała nie przepuszczała kropel wody. Przynajmniej tyle dobrego. Może nawet uda jej się zająć jakąś przyzwoitą miejscówkę w Exodusie. O ile reszta ferajny nie wpadła na jakiś inny sposób. Może z czasem podzielą się obowiązkami i zajmą się tworzeniem jakiejś prowizorycznej osady, kto wie. Nigdzie się przecież nie wybierali.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sob 28 Mar 2015 - 12:20

Kiedy była na Arce zawsze chciała wyjść na zewnątrz. Marzył jej się spacer kosmiczny, potem uznała, że dobrze by było zostać mechanikiem i reperować Arkę od drugiej strony. Nigdy jednak nie udało jej się ukończyć szkolenia. Teraz, jedyne czego żałowała, to że opuściła kosmos, bez prawdziwego bycia w kosmosie.
Teraz więc czuła, że czym prędzej muszą znaleźć jakiś duży zbiornik wodny, zanim coś ją tutaj spróbuje zabić. Mimo, że ziemia naprawdę jej się podobała, to wyczuwała tutaj zagrożenie. Nikt nie wiedział, co czai się w głębi lasu.
Uśmiechnęła się na słowa Alyssy; mieli cały świat do odkrywania. Nie byli już ograniczenia murami i kosmosem. Nawet jeśli nie zrobią tego teraz, to może kiedyś.
- Jasne - powiedziała z narastającym uśmiechem. Alyssa wydawała jej się kimś naprawdę okey, kto nie wygląda jakby chciał ją zabić przy pierwszej okazji. Wiedziała, że powinna teraz odnaleźć większość ilość przyjaciół, co znaczeni zwiększy jej szansę na przeżycie.
Powinna też pamiętać, o nie narobieniu sobie wrogów.
Pyxis niepokoił fakt, że jak na razie nie mieli żadnego źródła zapasów. Nie zamierza przebyć takiej drogi na ziemię i umrzeć z głodu.
Constantine uważała, że sprawa tej bransoletki jest tylko i wyłącznie jej sprawą. Będzie ją nosić, dopóki się jej to nie znudzi. Nie wiedziała co one oznaczają, nie chciała dawać satysfakcji Arce, ale jej ojciec był ważniejszy od całej tej pieprzonej Arki. Jeżeli Arka tu przybędzie nikt nie będzie ich mógł zmusić do zostania, będę mogli odejść.
Jakoś mało ją obchodziło, że ktoś miał coś, do tego, że nosi sobie bransoletkę. Nawet jeśli to przysporzy jej wrogów, bo pomyślą, że jest jakimś szpiegiem Arki.
- Na zdrowie - uśmiechnęła się lekko. Zaczynało bardziej padać, a Pyxis odkrywała jakie to niewygodne gdy mokre ubrania przylegają do ciała. Kurtka pozostała sucha, ale spodnie to był jakiś koszmar.
- Zgadzam się - powiedziała szybko wstając. Nie chciała się rozchorować, a stanie całą przemokniętą mogłoby być początkiem jakiejś choroby.
Po za tym, chciała mieć jakieś dobre miejsce do spania w Exodusie, póki cała setka zajmowała podłogę statku. Mogliby zacząć przynajmniej coś budować, ale na razie nikt się tym nie przejmował. Ruszyła w stronę Exodusa, odkrywał przy tym, że ma całkiem dobry zmysł orientacji. Tak jak było na Arce, gdy umiała odnaleźć każdy korytarz i wiedzieć, gdzie on leży na statku, dokąd ma blisko, a dokąd daleko.

/Zt. x3

_________________
Pyxis Constantine
Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 30 Mar 2015 - 0:56

Po tym wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatniej doby nikt nie powinien się dziwić, że Clarke podjęła taką, a nie inną decyzję w kwestii bransolety. Nadal pewnie była w lekkim szoku po trafieniu na Ziemię, poza tym mogła tutaj zacząć zupełnie nowy rozdział w swoim życiu - a to oznaczało, że nie musi już pozostawać przykładną córeczką członkini Rady, która zawsze postępuje zgodnie z tym, co nakazuje jej logika. Nic się przecież nie stanie, jeśli raz pójdzie za głosem serca, nagłym impulsem... Prawda? Nawet, jeśli uważała to za kompletną głupotę. Chyba chciała spróbować czegoś innego, sprawdzić, czy luźniejsze podejście do całej sytuacji nie okaże się dobrym krokiem. Teraz jeszcze nie miała pojęcia, że tak z pozoru nieistotna czynność, jaką było pozbycie się kawałka metalu z nadgarstka znacznie wpłynie na dalsze wydarzenia; nie tylko tutaj, ale i na Arce. Może to i lepiej, że nie miała o tym pojęcia? Gdyby jej wizja przyszłości mignęła teraz przed oczami prawdopodobnie stres by ją w ciągu pięciu minut wykończył i na tym by się jej wycieczki do Mount Weather zakończyły. A tak mogła spokojnie przykucnąć na trawie zaraz obok Bellamy'ego i pozwolić mu z pomocą łomu podważyć zafundowaną jej przez władze Arki biżuterię, która chwilę później wylądowała pod jej nogami, połyskując wśród wszędobylskiej tutaj zieleni. Clarke przez dłuższy moment pocierała nadgarstek, z niesmakiem spoglądając na zdobiącego, czerwonawe ślady. Miała szczerą nadzieję, że szybko znikną, bo nie uśmiechało jej się paradowanie z taką ozdobą na dłuższą metę.
Niestety, na Arce chyba nie przewidziano, że tu na dole mogą panować warunki pogodowe inne niż przyjemnie grzejące słoneczko i lekki wietrzyk, także o wspomnianych cieplejszych ubraniach czy chociażby kocach Setka mogła jedynie pomarzyć. I choć tak na dobrą sprawę Griffin nieszczególnie martwiła się wizją złapania przeziębienia, kurtkę przyjęła z wdzięcznością.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do Bellamy'ego nieznacznie. Koniec końców nie był wcale taki zły, na jakiego z początku wyglądał i dziewczyna z ręką na sercu mogła powiedzieć, że zaczyna go darzyć sympatią. Zarzuciła kurtkę na ramiona i otuliła się nią szczelnie, odcinając się od chłodnego powietrza, co skwitowała zadowolonym pomrukiem. Deszcz zaczynał powoli słabnąć, tak samo zresztą jak płomienie tworzące ognisko. Omiotła spojrzeniem polanę i odprowadziła  przy okazji wzrokiem niektóre osoby kierujące się do obozu, by zaraz odgarnąwszy mokre włosy z czoła spróbować wypatrzeć wśród całego pozostałego towarzystwa siostrę Bellamy'ego. Nigdzie jej jednak nie było.
- Swoją drogą, gdzie jest Octavia? Nie widziałam jej już od paru godzin - mówiąc to obróciła się w stronę Blake'a. Na razie nie była przesadnie zmartwiona, chociaż jasne, ziarenko niepokoju już się pojawiło. Gorzej będzie, kiedy wyjdzie na jae, że Octavia nie była jedyną, która już pierwszego dnia zapadła się pod ziemię.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pon 30 Mar 2015 - 19:46

Być może i było do przewidzenia, że Clarke postanowi pozbyć się ostatniej rzeczy wiążącej ją z Arką. Nie mniej Bellamy i tak był całkowicie zaskoczony. Nawet patrzył na nią na początku trochę podejrzliwie, bo przecież mogła go wkręcić i w ostatniej ręce się rozmyślić! Prędzej by pomyślał, że zafunduje mu jakąś gadkę o rozsądku, odpowiedzialności, czy nawet ich zobowiązaniu względem ludzi pozostałych na stacji. Nie powinno więc dziwić, że był trochę zaskoczony. Jednak tym zachowaniem Clarke sobie zdecydowanie zapunktowała, bo Bellamy wcześniej był przekonany, że więcej z nią będzie kłopotów i więcej pouczających gadek. A tutaj proszę! Taka zbuntowana księżniczka podobała mu się o wiele bardziej, niż zwyczajna, grzeczna księżniczka. Jego osobiście nie interesowało to, co może się wydarzyć przez tą całą niesubordynację i ściąganie bransoletek, ale aktualnie to trochę bardziej martwił się swoją własną sytuacją, niż tych tam na górze. Egoistycznie, jednak chyba nikogo dziwić nie może, że chciał jeszcze pożyć. Tak czy inaczej, aż mu kamień spadł z serca, kiedy bransoletka Clarke wylądowała rozwalona na ziemi.
Nie pomyśleli, bo pewnie nie liczyli, że ktoś przeżyje. Przynajmniej tak właśnie to wszystko sobie tłumaczył Bellamy. Jakby uważali, że setce się uda, to na pewno daliby im chociaż jakieś jedzenie, albo po kocyku, swetrze, cokolwiek. Tymczasem zostawili ich z niczym. Tak właśnie się o nich troszczyli. Gdyby Clarke nie przyjęła kurtki, to bardzo możliwe, że Bellamy już nigdy by nie próbował być dla niej miły. Ma więc szczęście!
- Liczę na to, że odziedziczyłaś jakieś medyczne coś i w razie jakbym się rozchorował będziesz wiedziała co robić - odpowiedział takim żarcikiem. Oczywiście, że nie był taki zły, chociaż bardzo możliwe, że jeszcze nadejdzie dzień, kiedy Clarke będzie go przeklinać. Najwyraźniej nie jest to jednak dzień dzisiejszy, co jest w sumie dobre, bo to by było za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Podczas gdy Clarke otulała się kurtką, Bellamy rozejrzał się po polanie. Trochę ludzi już sobie poszło, pewnie chowając się w Exodusie przed deszczem, ale jak na złość Octavii nigdzie nie było. Nie, żeby z Bella była mała histeryczka, czy panikara, ale zaczynał się niepokoić o siostrę.
Spojrzał ponownie w stronę blondynki, dopiero kiedy usłyszał jej głos - Nie mam pojęcia, ale jak ją znajdę, to zostanie przywiązana do drzewa - odpowiedział. Tak naprawdę nie miał zamiaru nigdzie przywiązywać Octavii, ale w tym momencie uważał, że zasłużyła sobie na przynajmniej parę wyrzutów - Mam nadzieję, że jest gdzieś w pobliżu i zbiera kwiatki, albo ogląda motyle... - dodał. Nie miał zamiaru dopuścić do siebie myśli, że jego mała siostrzyczka gdzieś przepadła. Stracenia jej po raz drugi by nie przeżył, zwłaszcza teraz. Reszta, mimo że to może mało sympatycznie brzmieć, za bardzo go nie interesowała.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 3 Kwi 2015 - 16:22

Podejście Bellamy'ego do Arki było tak naprawdę jak najbardziej na miejscu. W końcu gdyby nie władze na stacji i zasady, których tak sztywno się trzymali nie musiałby się posuwać do tego wszystkiego, żeby zapewnić siostrze bezpieczeństwo, prawda? To oni powinni o to zadbać, a nie karać kogokolwiek z ich rodziny za posiadanie drugiego dziecka. Sama Clarke ograniczenie do liczby potomstwa potępiała, jednak starała się nie robić tego otwarcie, głównie ze względu na matkę. Wystarczyło już, że za wspieranie ojca została skazana, nie musiała sobie dodatkowo grabić. Nie ukrywajmy, prawo ustalone przez Radę miało wiele luk i wymagało natychmiastowego dopracowania, jednak do tego nikt się nie kwapił. A szkoda. Może wtedy to wszystko wyglądałoby inaczej, a setka dzieciaków nie trafiła bez większych szans na przeżycie tutaj, na Ziemię.
Na jego słowa z trudem powstrzymała głośny wybuch śmiechu, ograniczając się jedynie do rozbawionego parsknięcia.
- Spokojnie, jak się przeziębisz, będziesz mógł liczyć na moje medyczne coś - zapewniła go z poważną miną, choć ewidentnie określenie, jakiego użył ją rozśmieszyło. Fakt faktem, bez lekarstw czy chociażby właśnie ciepłego koca zwalczenie nawet kataru mogło okazać się tutaj trudne, co automatycznie wprawiło dziewczynę w pewien niepokój. Jasne, matka zdążyła nauczyć ją wielu rzeczy i z całą pewnością będzie w stanie poradzić sobie z tego typu drobnostkami, nawet bez odpowiednich do tego narzędzi... Ale co się stanie, kiedy przyjdzie im się zmierzyć z poważniejszymi chorobami? Co, jeśli u kogoś wystąpią jakieś powikłania? Nie mówiąc już o tym, że ciężko będzie cokolwiek u kogokolwiek zdiagnozować, przez co ignorowane dolegliwości mogą nieźle w organizmie narozrabiać. Głośno nabrała powietrza, zaciskają palce na kurtce. Może jednak zdjęcie bransolety nie było takim dobrym pomysłem? Spuściła wzrok na dół; teraz zamiast świeżej trawy widziała jedynie tonącą w błocie zieleń,  wśród której wyróżniały się jedynie połyskujące szczątki metalu. Po cichu zaczęła liczyć, że jednak znalazł się ktoś, kto oparł się pokusie i nie pozbył się pamiątki pozostawionej przez Arkę. Chcieli czy nie, mogli później potrzebować ludzi, którzy tam zostali.
- Też na to liczę. Byłoby kiepsko, gdyby odeszła gdzieś dalej - mruknęła, wracając myślami do Octavii. Jeszcze będzie miała czas pomartwić się o przyszłość, na razie musiała skupić się na problemach, które dotyczyły ich bezpośrednio w tym momencie. - Wypadałoby sprawdzić, czy nikt poza nią nie zapadł się pod ziemię - tu urwała krzywiąc się nieznacznie. - Cholera. Czemu moje cieszenie się wolnością sprowadza się do matkowania setce dzieciaków? - rzuciła bardziej do siebie, niż do Blake'a i pokręciła z niedowierzaniem głową. Poczucie odpowiedzialności za całe to stadko samo do niej przyszło i prawdopodobnie miało z nią już zostać, peszek.

_________________

to live is to suffer, to survive is to find some meaning in the suffering.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sob 4 Kwi 2015 - 1:15

Ciężko w sumie byłoby tutaj znaleźć kogoś, kto popierałby prawo obowiązujące na Arce. W końcu cała ferajna została uznana za kryminalistów i skazana za swoje zbrodnie, które czasami były wręcz komiczne. Tylko Bellamy był tutaj ze swojej własnej woli, ale pewnie gdyby został na Arce to też by go skazali i poleciałby w kosmos, ale raczej nie Exodusem. Nie mniej uważał, że większość zasad na stacji jest po prostu śmieszna, bo niby wiadomo - jakoś trzeba utrzymać się przy życiu, ale czy naprawdę trzeba odbierać dzieciom rodziców? Albo rodzicom dzieci? Gdyby tylko Rada chciała to na pewno by wymyśliła jakieś lepsze rozwiązanie, ale tak najwyraźniej było im wygodniej. Lepiej więc będzie dla Setki, jak Arka nigdy nie wyląduje na Ziemi i zostaną pozostawieni sami sobie. Chociaż nikt ich nie będzie oskarżał o bycie kryminalistom, ani nie będzie chciał ich zabijać. No przynajmniej Bellamy miał nadzieję, że nie będą mieć tutaj żadnych szaleńców, którzy zaczną jakieś kiling spree. Naprawdę miło by było jeszcze trochę pożyć.
Mogła się spokojnie śmiać! Bellamy doskonale zdawał sobie sprawę, że w medycynie, czy też wszystkich ścisłych przedmiotach mistrzem nie jest. Dlatego, jak przyjdzie co do czego i ktoś będzie potrzebował fachowej rady prawie lekarza, to pozostawi to wszystko w rękach Clarke.
- Dziękuję. Naprawdę to doceniam i w razie czego się przypomnę - pokiwał głową z uśmieszkiem na twarzy. Żarty żartami, ale gdzieś tam w głębi duszy, to Bellamy naprawdę liczył na pomoc Clarke w razie jakiejś nagłej sytuacji. Leków niby nie mieli, właściwie to nic nie mieli, ale jakoś sobie poradzą. Muszą. Dla niego rozpaczanie za Arką nawet nie wchodziło w grę, nawet jeżeli to by oznaczało, że naprawdę będzie musiał się zajmować setką lubiących się buntować nastolatków. Bellamy był gotowy zrobić wszystko, żeby tylko nie mieć więcej do czynienia ze stacją i Radą na niej panującą. Nigdy. Już pomijając to, że pewnie jakby się pojawili, to by zażądali jego głowy, a całą resztę zaczęliby powtórnie traktować jak bandytów. Wysłali ich tutaj na pewno śmierć, więc niech teraz dadzą im święty spokój.
- To byłoby naprawdę problematyczne. Zwłaszcza, że mogła pójść wszędzie, więc ciężko byłoby zgadnąć gdzie zacząć szukać - zmarszczył brwi, bo to go w sumie martwiło najbardziej. Jeżeli Octavia naprawdę odeszła gdzieś dalej, to jak ma ją znaleźć? Gdzie szukać? Las był olbrzymi, a szukanie w nim dziewczyny byłoby naprawdę trudne. Zwłaszcza, że ostatni raz widziana była przy Exodusie, a od tamtego czasu mogła pójść dosłownie wszędzie - Nie byłbym zdziwiony, gdyby się okazało, że brakuje sporej grupy - odpowiedział. Nie, Bellamy nie był pesymistą. On po prostu wiedział, że te smarkacze rozejdą się na wszystkie strony świata, żeby zgrywać wielkich bohaterów i udowodnić, że niczego się nie boją. Potem taki Bellamy będzie musiał łazić po krzakach i ich szukać. Gdzie tutaj sprawiedliwość? Słysząc słowa blondynki zaśmiał się krótko - Pewnie to dlatego, że zachowują się jak małe dzieci, chcą budować łuki i myślą, że mają noktowizory w oczach - odpowiedział. On w sumie trochę czuł się jak ich wszystkich ojciec, co go zaczynało coraz bardziej irytować. - Teraz tylko czekać, aż rozpoczną się nastoletnie dramaty - pokręcił głową. Na to się zdecydowanie nie pisał i nie chciał przez to przechodzić. Teraz jednak nie było czasu płakać nad swym losem, bo trzeba było znaleźć Octavię! W Bellamym wciąż tlił się płomyk nadziei, że jego siostra łapie teraz motyle, albo hasa między drzewami udając jakąś nimfę. Och, jak bardzo się mylił! - Idź spać, ja się rozejrzę i sprawdzę, czy reszta trzódki przebywa gdzieś w pobliżu, czy też może wybrali się na 15 kilometrowy spacer, który im zajmie tylko dwie trzy godzinki w jedną stronę - zwrócił się w stronę Clarke. Nie, żeby ją przeganiał czy coś, miał naprawdę dobre intencje. On i tak musi poszukać O., więc przy okazji rozejrzy się za resztą. Księżniczka powinna się wyspać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy jej zdolności się przydadzą! I w sumie, to miałam tutaj zakończyć, więc ładnie zakończę i tak założę, że Clarke posłuchała dobrej rady Bellamy'ego i postanowiła zwinąć się do Exodusa. On pewnie jej trochę towarzyszył w tej drodze powrotnej, bo i tak miał się za zgubami rozejrzeć, więc miał po drodze. Ogólnie to też zostawił jej swoją kurtkę, bo jemu to teraz już potrzebna nie była, skoro był mokry, heh. Tylko by ją sobie całą od środka wymoczył i by był dopiero problem! I się rozeszli ładnie - Clarke żeby grzecznie pospać, a Bellamy, żeby odnaleźć swoją zgubę.

/zt

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Czw 30 Kwi 2015 - 0:09

Charlie szybko dotarł z El na polanę, mimo, iż żadne z nich zbytnio się nie spieszyło. Może po prostu podświadomie chcieli znaleźć się jak najdalej od reszty. Chłopak przeczuwał, że Elisif tak jak i on, nie lubi zbytniego tłoku. To było zabawne, że Charles znajdował coraz więcej cech łączących go z tą dziewczyną, ale podobało mu się to. No, ona ogólnie mu się podobała.
Była ładna, jak na razie sprawiała wrażenie inteligentnej. Charlie nie rozumiał tylko czemu tak stroniła od ludzi. Nie wyobrażał sobie, by mogła tak robić, by zrobiła coś strasznego tak jak on. Miała na to zbyt ładny uśmiech, zbyt wesołe, pełne ciepła oczy. Nie, ona na pewno popełniła jakiś szlachetniejszy czyn, o ile w ogóle jakiekolwiek przestępstwo można takim nazwać.
Charles pociągnął nieco mocniej rękę El, tym samym sadzając ją na ziemii obok drzewa. Sam po chwili także usiadł z cichym westchnięciem.
- No, to teraz możesz opowiedzieć mi coś o sobie. - wyszeptał, samemu właściwie nie wiedząc czemu. Może chciał tym dodać El odwagi, pokazując, że nikt oprócz niego nigdy nie usłyszy tego, co mu opowie.
Zresztą, Charlie i tak za bardzo bał się co usłyszy, by jeszce dodatkowo podzielić się z kimś tymi informacjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Czw 30 Kwi 2015 - 0:41

Przez całą drogę dziewczyna trzymała dłoń chłopaka. Wydawało jej się jakby jego ciepło wynikało w nią przepływa jąć właśnie przez ich splecione dłonie. Czuła się przy nim bezpiecznie i wyjątkowo komfortowo. Na polanie na którą dotarli wyjątkowo szybko było jeszcze piękniej niż mogłoby się wydawać. Zielona, nietknieta ludzka stopą od lat trawa wyglądała tak... żywo. Do tego było o wiele ciszej niż przy Exodusie. Jedynie szum drzew. Z zamyślenia wyrwalo ja pociągnięcie za rękę. Osunela się na trawę i spojrzała na Charlesa. Miała wrażenie jakby znała go od zawsze, jakby wiedziała o nim wszystko i wszystko mogła powiedzieć. Pytanie chłopaka wprowadzilo ja w kolejne zamyślenie. Co miałaby mu powiedzieć? Jej życie bylo puste, a jedyną wartość jakiej w życiu doznała były pieniądze. Jej życie było po prostu nudne i pozbawione emocji dlatego też tak się zachowywała.
Odgarnela kosmyk włosów który wypadł z jeszcze perfekcyjnie zrobionej fryzury.
- Zależy o czym chcesz usłysze -powiedziała choć doskonale wiedziała że chodziło mu to jak tu trafiła. Oczy, zazwyczaj tak suche i zimne zaszkliły się od zebranych emocji. Wspomnienia które sobie przywołala dały o sobie znać. Wszystko przecież zaczęło się od jej matki.
Spuściła głowę i spojrzała w Ziemie próbując z powrotem uporządkować emocje. W tamtej chwili marzyła aby jej przestępstwem było morderstwo albo szlachetne poświęcenie. A nie tylko...
-Uciekalam od rzeczywistości - powiedziała i przełknEla ślinę - kradlam potrzebne ludziom leki aby samej poczuć się lepiej - spojrzała w górę i znów prosto w oczy Charlesa. Kosmyk jej włosów znów opadł jej na twarz
-twoja kolej - rzuciła z smutkiem w oczach.

_________________
Ellisif Fosher
The fairytale ends When the princess dies.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Pią 1 Maj 2015 - 0:19

Charlie sam nie wiedział jak powinien zareagować na słowa dziewczyny. Czyn, którego dokonała, niewątpliwie nie zasługiwał na poprawę, ale chłopak nie mógł sprawiedliwie go ocenić, nie znając całej sytuacji. Jedyne więc co w
tamtym momencie przyszło mu do głowy to objęcie dziewczyny ramionami. W sumie nie wiedział do końca czy może pozwolić sobie na tak zuchwały gest, ale Ellisif najwyraźniej nie miała nic przeciwko temu, a przynajmniej tak mu się jak na razie wydawało.
Dopiero chwilę później, kiedy oswoił się już z tym ciepłym, gładkim dotykiem, Charles przypomniał sobie, że miał jej opowiedzieć jak się tu znalazł. Nie wypuszczając El ze swych objęć, zaczął:
- Wiesz doskonale jakie bywa życie na Arce. Raz jest lepiej, raz gorzej, a przypadki chodzą po ludziach.
Charles mógł długo utrzymywać to wprowadzenie, ale wiedział, że to i tak nic nie da. W końcu będzie musiał jej powiedzieć, co takiego robi na Exodusie, w końcu nie trafiało się tu za niewinność.
- Pewnej nocy poszedłem ukradkiem do tego korytarza koło czwartego piętra, wiesz, tam gdzie są panele kontrolne. Chowałem tam książki. Wtedy skończyłem jedną z nich i chciałem odnieść ją na miejsce. Wiedziałem od dawna, że o tej porze nie będzie tam żadnego ze strażników.
W tym momencie Charlie głośno wciągnął powietrze. Zbliżał się już niestety do końca swej opowieści.
- Podszedłem do panelu, sam nie wiem czemu. Zazwyczaj tego nie robiłem i wtedy też nie powinienem, jednak coś mnie podkusiło. Nagle po prostu potknąłem się, i to o jedną z moich książek. Odruchowo pociągnąłem za jedną z dźwigni, by zamortyzować upadek, ale i tak bolało. Wstałem po chwili i wtedy zorientowałem się, co zrobiłem.
Kiedy Charlie opowiadał o tych wydarzeniach wszystko powracało ze zdwojoną siłą. Chłopak zamknął oczy, ale tylko na moment, po czym powrócił do kulminacyjnego punktu swej opowieści.
- Zabiłem ich. Połowę ludzi z czwartego piętra. Dźwignia odpowiadała za dopływ tlenu. Ja ich zabiłe, El. Zabiłem ich.
Chłopak poczekał aż Ellisif zacznie się od niego odsuwać z obrzydzeniem, bo dokładnie tego się spodziewał. Zasłużył sobie na to. On o tym wiedział, Ellisif chyba też. Czekał na jej reakcję, która mogła zmienić wszystko. Na lepsze lub na gorsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Wto 5 Maj 2015 - 0:59

Kiedy dziewczyna opowiedziała swoją historię myślała ze poczuje wstyd lecz kiedy jej opowieść dobiegła końca nie poczuła  nic podobnego. Gdy chłopak ją objął nie odtracila go. Spojrzała tylko na jego zamyślone oczy. Zaczął opowiadać jak znalazł się na Ziemi. Ellisif nie wiedziała co usłyszy. Nie wiedziała czy jego czyn był bohaterski,  czy może był to mały występek związany z wandalizmem. Dlatego siedziała tylko i wpatrywała się w jego usta które z coraz większym trudem wypowiadały kolejne zdania.
Charlie mówił o tym wszystkim jakby czytał książkę. Opowiadał jej historię przestępstwa jakby była tylko legenda. Gdy chłopak zamknął oczy a następnie znów je otworzył wypowiadając ostateczny czyn jakiego się dopuścił Ell zaniemowila. Byla po części zszokowana tym co zrobił Charlie. Kto by nie był? Z innej zaś strony, była pod wrażeniem ze podzielił się z nią swoją historią chociaż prawie jej nie znał. Teraz jednak Ellisif miała wrażenie ze wie o nim dużo więcej. Gdyby chłopak nie zrobił tego co zrobił nie trafiłby ma ziemię. Nie siedzieli by ty teraz. Wciąż nic nie mówiąc dziewczyna objęła chłopaka i przytuliła do siebie. Ciepło jego ciała przeniklo przez nią a ona znów wróciła do wpatrywanią się w jego oczy.
- Rzeczy które zrobiliśmy należą do przeszłości -powiedziała i zamyslila się w poszukiwaniu właściwych slow- ... i niech w niej zostaną. Teraz jesteśmy na ziemi i tylko to ma jakiekolwiek znaczenie.

_________________
Ellisif Fosher
The fairytale ends When the princess dies.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   Sro 6 Maj 2015 - 22:49

Ell była niewątpliwie najdziwniejszą, ale też najciekawszą i najbardziej fab osobą wśród ludzi z Setki, których poznał Charlie. Tak po prostu wybaczyła mu zabicie kilkunastu osób. Nie to, żeby chłopak się nie cieszył, było to po prostu dosyć.... niespodziewane. Charles spoglądał dłuższą chwilę na piękną dziewczynę siedzącą obok niego. Czym sobie na to zasłużył? Jak wywalczył ten cudny uśmiech i spojrzenie świecących jak małe iskierki oczu?
Nie był najlepszym człowiekiem. Wychodził z domu po zmroku, wracał nad ranem, nabawając przy tym matkę niemal zawału. Dużo czytał, mało pracował. Był co prawda inteligentny i radził sobie ze szkołą, ale nie potrafił zbyt długo skupić się na czynnościach, które wymagały czegoś więcej niż wodzenie oczami po literach i przewracanie kartek.
A może Ellisif faktycznie miała rację. Ma czystą kartę, jak pusta, nienapisana książka. Teraz Charlie mógł ją napisać od nowa.
- A więc teraz każdy zaczyną swoją historię.... - wyszeptał a dziewczyna pokiwała lekko głową.
Charles zmierzwił lekko włosy, po czym lekko musnął ręką policzek Ell.
W takim razie, ja tak chcę zacząć moją. - powiedział.
A potem po prostu ją pocałował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Polana na wschód od obozu   

Powrót do góry Go down
 

Polana na wschód od obozu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Jasna Polana
» Polana za rzeczką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.