IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Polana na zachód od obozu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Polana na zachód od obozu   Sob 21 Lut 2015 - 14:30

Niewielka polana, którą można znaleźć na zachód od miejsca lądowania Exodusa. Oddalona od obozu o 200 metrów. Znajduje się na niej wiele powalonych drzew i ciężko się po niej poruszać, ale można na niej znaleźć fluorescencyjne motyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Pią 6 Mar 2015 - 21:49

Pojawienie się Exodusa na Ziemi zdecydowanie nie było wydarzeniem, które mogło umknąć uwadze kogokolwiek znajdującego się w bliższej lub dalszej okolicy jego lądowania. Sam Laertes był prawdopodobnie jedną z pierwszych osób, które wypatrzyły mały, ciemny punkt na niebie i od tamtej pory nie spuszczał z niego wzroku. Przyglądał się, jak nieznany mu, wielki, metalowy przedmiot zbliża się do ziemi, by po wielkim huku, jaki towarzyszył zetknięciu się statku z podłożem skierować się w tamtą stronę. Nie spieszył się, nie zależało mu na tym, by jak najszybciej zapoznać się z tym, co ów przedmiot w sobie skrywał. Nie raz, nie dwa słyszał w dzieciństwie opowieści o Ludziach Nieba. O tym, że kiedyś powrócą z kosmosu. Jego matka od małego starała się przepełnić go niechęcią do legendarnych postaci, ten jednak, jak w każdym innym przypadku, wyrobił sobie własne zdanie na ten temat. Był szczerze przekonany, że cała ta historia jest bzdurą. A jeśli nawet istnienie Arki było faktem, a nie zmyśloną bajeczką? Marne szanse, żeby po niemal stu latach jej mieszkańcy nadal żyli. I tego właśnie się trzymał przez cały czas - przeświadczenia, że albo ich nigdy nie było, albo wszyscy zginęli. Na jedno wychodziło, prawda? Aktualna sytuacja mogła jednak diametralnie zmienić jego poglądy. Wiedziony czystą ciekawością oraz chęcią oderwania się od codziennej monotonii pokonał odległość, jaka dzieliła go od miejsca lądowania Exodusa i wspiął się na jedno z drzew rosnących na znajdującej się nieopodal polanie. Nie chciał na razie podchodzić bliżej, wolał przyjrzeć się temu wszystkiemu z daleka. Usiadł więc wygodnie na jednej z wyższych gałęzi i oparł się bokiem o pień, krzyżując ze sobą kostki. Zabawa zaraz miała się zacząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Pią 6 Mar 2015 - 22:12

Lądowanie nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń, jakie udało zebrać się Hazel podczas jej zamkniętego życia na Arce. Przez każdą sekundę trwania lotu miała ochotę wymiotować tak jak wtedy, gdy miała siedem lat i zjadła, znaleziony na metalowej ziemi, kawałek zgniłego jabłka. Czuła, że żołądek podchodzi jej do gardła i była pewna, że za chwilę cała jego zawartość znajdzie się na osobie zajmującej fotel obok. Może więc lot był jednak gorszy od samego lądowania?
Przez pierwsze minuty siedziała i w ciszy obserwowała jak kolejne osoby odpinają pasy i rozbiegają się po Exodusie, a niektóre z nich wychodzą na zewnątrz. Spojrzała na swoje dłonie i dopiero wówczas zorientowała się, jak mocno drżą. Była podekscytowana. Wydostali się. Uciekli z więzienia, z którego nie ma wyjścia, a ona zamiast dołączyć do reszty wciąż siedziała na swoim miejscu, nie mogąc zdecydować się na rozpięcie pasów bezpieczeństwa. Bała się rozczarowania. Tyle razy wyobrażała sobie Ziemię, planetę, która zainicjowała ludzką egzystencję, a teraz, kiedy miała ją na wyciągnięcie ręki siedziała, bojąc się poruszyć palcem.
Na statku panował zamęt. Głosy towarzyszy mieszały się w jej głowie sprawiając, że nie mogła zebrać własnych myśli i nagle… nagle to poczuła! Delikatny powiew wiatru muskający jej policzek. Nerwowo zaczęła szarpać za pas, aż w końcu uwolniła się i wybiegła z Exodusa wyłączając wszystkie zahamowania, które starały się ostrzec ją przed nieznanym.
To co zobaczyła było o wiele lepsze niż senne marzenia przychodzące do niej w zimnej celi na Arce. Na swoich dłoniach poczuła ciepło, jakie daje słońce. Do jej nozdrzy dotarł niesamowity zapach czystego powietrza, drzew i traw. Tego pragnęła przez całe życie. Wolności.

Nie zważając na setkę zapuściła się w głąb lasu. Nie wiedziała dokąd idzie, nie wiedziała gdzie się właściwie znajduje, więc starała się nie odchodzić zbyt daleko. Wprawdzie nie ufała żadnej z osób znajdującej się w Exodusie, ale obecnie to właśnie oni stwarzali możliwość przeżycia.
Gdy dotarła na polanę uśmiechnęła się szeroko, niczym bezmyślne dziecko i bez chwili zastanowienia położyła się na zielonej trawie. Nie miała pojęcia, że ten kolor może być aż tak soczysty!
- Ziemia – mruknęła pod nosem i roześmiała się głośno, będąc przekonaną, że nie ma obok niej nikogo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 7 Mar 2015 - 13:32

Nie spodziewał się tego, co zobaczył. Zgodnie z legendami Ludzie Nieba mieli być przerażający i bezwzględni, ale zamiast tego na polanie pojawiła się drobna dziewczyna, sprawiająca wrażenie wyjątkowo bezbronnej. Z wyraźnym zdziwieniem uniósł brwi, uważnie śledząc każdy jej ruch i zmiany w mimice twarzy, kiedy rozglądała się po okolicy. Na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić, że do ostrożnych to ona nie należy; kompletnie nie zważała na to, czy nie ma nikogo w okolicy, a i jego przeoczyła, choć w gruncie rzeczy nawet nie starał się pozostać niewidocznym. Jej zachwyt przyrodą sprawił, że uśmiechnął się głupio, z lekkim rozbawieniem stwierdzając, że zachowuje się jak dziecko, które po raz pierwszy ma kontakt z lasem. Jeszcze chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że trafił w samo sedno. Starając się pozostać w ukryciu - co trudne nie było, bo dziewczę zdawało się być pogrążone we własnych myślach - zaczął schodzić na coraz niższe gałęzie, nadal nie odrywając wzroku od nieznajomej. Nie miał pojęcia, jak zareaguje na jego widok, co tylko sprawiało, że cała sytuacja zdawała się być ciekawsza i tylko pchało go to ku temu, żeby nawiązać z nią jakikolwiek kontakt. Miękko opadł na trawę i przykucnął, wyglądając zza pnia i sięgnął po sztylet. Może i nie sprawiała wrażenia groźnej, ale życie na Ziemi zdążyło go już nauczyć, że pozory mylą. Poza tym przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? Niespiesznie wstał z kucek i wyprostował się, robiąc kilka kroków w jej kierunku. Teraz już nawet nie próbował być cicho. W końcu chciał, żeby go zauważyła.
- Co tu robisz, dziewczyno z Ludzi Nieba? - spytał z krzywym uśmiechem rozciągającym usta i zacisnął palce na sztylecie, przyglądając się jej z nieskrywaną ciekawością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 7 Mar 2015 - 14:09

Ufność była cechą, która niejednokrotnie sprawiała, że ludzie wpadali w okropne tarapaty. Hazel, kiedy była małą dziewczynką, całkowicie wierzyła we wszystko, co Rada Arki miała do przekazania swoim mieszkańcom. Właściwie nigdy nie podważała słów żadnego z dorosłych, mając wrażenie, że oni zawsze wiedzą najlepiej. Właśnie dlatego z pełną swobodą położyła się na miękkiej, pachnącej trawie i powoli przesuwała opuszkami palców po zielonych źdźbłach, których dotyk delikatnie ją łaskotał. Jej czujność, zdolność obserwacji i logicznego myślenia całkowicie się wyłączyły. Przyjemność całkowicie nią zawładnęła, a strach zniknął zastąpiony przez błogą, dziecinną radość, której nie miała przyjemności doznać od wielu lat. Wsłuchiwała się w szum liści poruszanych przez wiatr, niczym w najpiękniejszą melodię. Melodię, która nagle została przerwana.
Hazel zerwała się na równe nogi, widząc chłopaka oddalonego od niej o kilka metrów. Zrobiła kilka kroków do tyłu, jednak była na tyle nieostrożna, że potknęła się o wystający konar i przewróciła, ponownie znajdując się na ziemi. Wówczas jej umysł zaczął pracować na wyższych obrotach. Przecież to nie możliwe – powtarzała sobie. Wszyscy naukowcy żyjący na Arce zapewniali, że życie na Ziemi jest wykluczone, że ludzie nie mieli prawa przeżyć eksplozji nuklearnych, które zatruły środowisko. Więc kim on był? Szybko dostrzegła niewielki sztylet, który ściskał w dłoni. Zaczęła odpychać się nogami, by oddalić się na większą odległość.
- Nie zbliżaj się do mnie – wydusiła z siebie. Miała nierówny oddech, a jej serce diametralnie przyspieszyło. Żałowała, że oddzieliła się od reszty, że opanowana bezmyślną ciekawością oddaliła się na własne życzenie. Nie spuszczała jednak wzroku z chłopaka. Zaczęła baczniej mu się przyglądać, czekając na jakiś ruch. Musiał być niewiele od niej starszy, ale jego krzywy uśmiech sprawiał, że nie wyglądał na nastolatka przechadzającego się po lesie dla przyjemności.
- Zaraz przybędzie tutaj reszta. Lepiej uciekaj nim stanie ci się krzywda – ostrzegła, mając nadzieje, że jej głos zabrzmiał choć odrobinę przekonywająco. Exodus był oddalony o niespełna trzysta metrów od polany, ale to nie sprawiło, że Hazel poczuła się bezpieczniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 7 Mar 2015 - 15:03

Widząc jej przerażenie nie był w stanie zrobić nic innego, tylko się roześmiać.
- Uspokój się, nie zrobię ci krzywdy - mówiąc to puścił sztylet i uniósł dłonie w geście poddania. Teraz, kiedy miał pewność, że dziewczyna nie stwarza dla niego nawet najmniejszego zagrożenia nie miał powodu, żeby dodatkowo straszyć ją bronią. Sama jego obecność zdawała się przysparzać jej pewne problemy z uspokojeniem oddechu i bicia serca. - W każdym razie nie planuję - dodał zaraz, opuszczając ręce i usiadł na trawie, wbijając w nią spojrzenie ciemnych oczu. Zgodnie z jej słowami nie była jedyną, która zjawiła się na Ziemi, co go zastanowiło. Puścili ja samą, bez żadnej broni czy towarzyszy w głąb kompletnie nieznanego jej lasu? Było to raczej nieodpowiedzialne zachowanie. Tym bardziej, że po jej reakcji widać było, że nie spodziewała się natknąć tu na nic żywego, ludzi w szczególności.
- Jeśli reszta jest tak samo waleczna jak ty, to szczerze wątpię, żebym miał ucierpieć - rzucił rozbawiony, przekrzywiając głowę. Cała ta sytuacja byłą dla niego zupełnie nowa i nie był pewien, jak powinien się wobec niej zachowywać. Z jednej strony była kompletnie bezbronna i w gruncie rzeczy to on tu miał przewagę, ale jeśli jej towarzysze mieli okazać się niebezpieczniejsi, najlepszym wyjściem było oddalenie się z miejsca zdarzenia w trybie natychmiastowym. Na chwilę obecną jednak ani drgnął i ten stan rzeczy miał utrzymać się, dopóki pozostaną tylko we dwójkę. - Nie powinnaś sama zapuszczać się w las, skoro nie wiesz, co cię tu czeka - zauważył, a w jego głosie dało się usłyszeć karcącą nutę. Zupełnie, jakby właśnie beształ dziecko za nieodpowiednie zachowanie. - Przynajmniej nie bez broni - mówiąc to omiótł ją spojrzeniem, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że nie ma przy sobie niczego ostrego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 7 Mar 2015 - 15:37

Widząc, jak sztylet leci ku ziemi poczuła się nieco pewniej, choć nadal miała wrażenie, że nawet bez ostrza w dłoni, nieznajomy miał nad nią olbrzymią przewagę. Po chwili przestała się cofać i usiadła na trawie, która nagle utraciła całe swoje wcześniejsze piękno. I tak już pewnie zdarła skórę z dłoni, choć owładnięta strachem nie czuła choćby najmniejszego pieczenia.
- Nie mam powodów by ci wierzyć – powiedziała, starając się uspokoić oddech. Jego zapewnienia nie sprawiły, że poczuła się bezpieczniej. Nie posiadała nic, co mogłoby jej posłużyć jako broń. W dodatku nawet gdyby w jej dłoniach znalazł się nóż, miecz czy pistolet, nie miałaby pojęcia jak ich użyć. Nie była strażnikiem, nie była wojownikiem, nie była nawet złodziejką! Postanowiła wiec, że pozostanie przy groźbach słownych, mając nadzieję, że chłopak nie ma pojęcia o ilości osób, jakiej udało się wylądować na Ziemi. Mogła przecież skłamać i powiedzieć, że wraz z nią przybyła tutaj cała armia, a nie jedynie garstka nieświadomych, niewyszkolonych dzieciaków lubiących kraść i buntować się przeciwko systemowi.
Przysłuchiwała się jego kolejnym słowom jednocześnie obserwując okolicę. Może, gdyby bardzo się postarała, udałoby jej się uciec, nim chłopak zerwałby się z miejsca? Podczas pobytu w zamkniętej celi od czasu do czasu wykonywała podstawowe ćwiczenia takie jak brzuszki czy przysiady. Krótki bieg nie powinien stanowić dla niej wyzwania, chyba. Starała się znaleźć jakaś drogę ucieczki, opracować plan, ale każdy ruch wydawał się jej głupi.
- Owszem, nie wiem. Ale jak mam się tego dowiedzieć bez wchodzenia do niego po raz pierwszy? – spytała, celowo nie odpowiadając na jego wcześniejsze słowa. Nie mogła powiedzieć niczego o Exodusie, póki nie upewni się, że chłopak jest niegroźny. W dodatku wyskoczenie z informacją o tym, że w statku z pewnością wszyscy właśnie kłócą się między sobą o to, kto zostanie liderem, również nie należało do najlepszych pomysłów. Przemilczała więc całą tę kwestię o reszcie załogi.
- Bawi cię to? – rzuciła, a jej głos mimowolnie nabrał sarkastycznego tonu. Nie lubiła go ktoś podchodził do niej z widoczną wyższością. W końcu była takim samym człowiekiem jak on! Hazel kochała myśl o realnej równości między ludźmi, czego ani Kanclerz, ani cała Rada nie potrafili zapewnić na Arce. Tutaj rozpoczynało się nowe życie i jej zdaniem była to idealna okazja do wprowadzenia zmian, zmian na lepsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 7 Mar 2015 - 20:08

- To fakt - mówiąc to uśmiechnął się wesoło. Przynajmniej nie była naiwna, co choć w małym stopniu ratowało jej tyłek. - I tego się trzymaj - mówiąc to skrzyżował ze sobą nogi, ręce opierając na ziemi i uniósł brodę, by spojrzeć w niebo. Zaczynało przybierać ciemniejszy odcień błękitu, co wskazywało na to, że jest późne popołudnie. Chmury sunęły przed siebie leniwie, słońce rzucało ciepłe promienie na całą okolicę... Jednym słowem wszystko zdawało się być takie zwyczajne, spokojne, nienaruszone przez nic ani nikogo. Zupełnie, jakby ten dzień nie był wydarzeniem przełomowym i dla Ludzi Nieba, i dla Ziemian. Odetchnął głęboko i wrócił spojrzeniem do dziewczyny. Z jej spojrzenia łatwo było wyczytać, że nadal się boi i jest niesamowicie zestresowana. Laertesa nieszczególnie to dziwiło i dodatkowo utwierdzało go w fakcie, że jej towarzysze albo są równi jej bezbronnością, albo wątpliwym jest nawet dla niej, żeby pofatygowali się jej śladem w las. Nawet, jeśli nie oddaliła się za bardzo i jeśli ktoś się uparł mógł dojrzeć z polany Exodusa.
- Nie mówię, że masz do niego nie wchodzić - mruknął, wywracając oczami. - Wiem, że może ci się to wydać nieprawdopodobne, ale ja tu akurat jestem tym miłym. Powinnaś się cieszyć, że twój samotny spacerek nie skończył się utratą którejś z kończyn, tylko miłą rozmową - rozłożył ręce, z wciąż rosnącym rozbawieniem unosząc brwi i szczerząc zęby w wesołym uśmiechu. Naprawdę czuł się, jakby tłumaczył najprostsze rzeczy dwulatkowi. Nie potrafił przyswoić myśli, że życie na Arce diametralnie różniło się od tego, które sam prowadził i tam nie trzeba było planować każdego kolejnego kroku z rozwagą, bo nikt nie planował nikomu wbijać noża w plecy. Ah, właśnie, przy nożach będąc! Niemalże automatycznie sięgnął po jeden z nich, w zamyśleniu przyglądając się ostrzu.
- Owszem - odpowiedział, nie unosząc spojrzenia. Po krótkiej chwili parsknął cicho, chyba nie do końca wierząc w to co robi i podał nóż dziewczynie. Rzecz jasna skierował go do niej stroną, którą nie mogła sobie pokaleczyć palców. - To przyda ci się tu bardziej niż cięty język - powiedział, przyglądając się jej badawczo.

_________________
Laertes
I will be here when you think you’re all alone, seeping through the cracks, I’m the poison in your bones, my love is your disease, I won't let it set you free 'till I break you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 7 Mar 2015 - 20:44

Nie miał racji. Hazel zazwyczaj była bardzo naiwna. Ufała ludziom, ale nie ufała jemu. Być może był jakąś anomalią? W końcu na Arce nie bez przyczyny powtarzano im, że na Ziemi nie ma życia, że zachowanie istnienia było niemożliwe przy tak wielkiej skali zniszczeń atomowych. Dlaczego więc widziała chłopaka, który z pewnością nie był jednym z Setki? Mogła go przecież dotknąć. Chyba, że śniła. Nie, to nie możliwe, inaczej nie doznawałaby w tak namacalny sposób piękna ziemskiej natury. Wiele rzeczy można sobie wyobrazić, ale nie smak, nie dotyk – tego trzeba doświadczyć.
Jego słowa nie podziałały na nią kojąco.
- To znaczy, że są tu inni? – spytała, analizując jego wypowiedź. - Inni, którzy lubią urywać kończyny – stwierdziła, jakby mówiła sama do siebie, jakby bała się, że nie do końca pojęła znaczenie tej informacji. Jeśli wcześniej czuła się bezbronna, teraz było jeszcze gorzej. Po raz drugi tego dnia żołądek podszedł jej do gardła i miała wrażenie, że zacznie wymiotować, choć nie miała w ustach niczego już od wielu godzin. Nikt z Exodusa nie był na to przygotowany. Mieli proste zadanie. Wylądować, przeżyć i udać się do Mount Weather. Powiadomić Arkę o swoich odkryciach i czekać, aż reszta do nich dołączy. Nikt im nie powiedział, że będą musieli zmierzyć się dodatkowo z tubylcami, którzy najwidoczniej nie byli przyjaźnie nastawieni do obcych. Obcych? Przecież to Ziemia jest naszym domem, nie kosmos, nie Arka. Setka wcale nie jest obca. Hazel nie mogła znieść tego głupkowatego uśmiechu, który ponownie pojawił się na jego twarzy. Zacisnęła pięć, ale prócz tego nie wykonała żadnego innego ruchu. Była za słaba żeby rzucić się na niego z pięściami, a jej poirytowanie nie było jeszcze aż tak wysokie, by nie mogła się kontrolować.
- Kim ty właściwie jesteś? – rzuciła, przyglądając mu się. Wówczas nieznajomy gwałtownie się poruszył i chwycił za nóż. Hazel bezwiednie zaczęła się cofać. Miała go za niepoczytalnego, nieobliczalnego, co w połączeniu z jego szyderczym uśmiechem wydawało jej się całkiem trafną hipotezą.
Widząc nóż skierowany rękojeścią w jej stronę, zamarła. Tak, udało mu się zaskoczyć ją po raz kolejny. Miliony myśli krążyło po jej głowie, przez chwilę była pewna, że ją zabije. Zupełnie bezwiednie zaczęła podnosić się z chłodnej ziemi. Skupiła badawczy wzrok na chłopaku i bardzo powoli do niego podeszła. Oszalałam – pomyślała, ale nim zdążyła się ocknąć, stała tuż przed nim. To mogła być jej jedyna szansa. Powoli wyciągnęła rękę i chwyciła za nóż. Niestety nie poczuła się lepiej. To po prostu zabójcze narzędzie w niedoświadczonych dłoniach.
- Mogę tym co najwyżej przekroić jabłko – mruknęła na chwilę spuszczając wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Nie 8 Mar 2015 - 21:02

Nazwanie go anomalią w gruncie rzeczy daleko się z prawdą nie mijało. Jego obecność tutaj była swego rodzaju nieprawidłowością, która mieszkańcom Arki jak widać nawet przez myśl nie przeszła, kiedy wysyłali tu setkę bezbronnych dzieciaków. Musieli kurczowo uczepić się nadziei, że po powrocie znów staną na szczycie hierarchii i nic nie będzie ich zatrzymywało przed odbudowywaniem świata, który sami zniszczyli dziewięćdziesiąt siedem lat wcześniej. A tu proszę! Tutaj grzecznie czekała na nich armia Ziemian i wiele innych niespodzianek, w większości niezbyt miłych, choć i takie mogły się zdarzyć.
Przyglądał się jej w milczeniu przez dłuższą chwilę.
- - mruknął w końcu, nie będąc do końca pewnym, jakiej odpowiedzi się spodziewała. Po tym, co powiedział chwilę wcześniej kwestia ta chyba stała się jasna jak pod słońcem, prawda? Skoro on był tym dobrym, to musieli tu być też ci źli. A co do urywania kończyn, cóż... Zdarzały się gorsze rzeczy, o których jednak nie planował opowiadać dziewczynie, bo ta już teraz wyglądała, jakby zaraz miała zwrócić całą zawartość żołądka. - I obawiam się, że całkiem niedługo ty i twoi koledzy będziecie zmuszeni ich poznać - jeden z kącików ust powędrował mu do góry, kiedy to mówił. Nie życzył jej źle, ba, nawet cień sympatii do niej poczuł! Ale nutki ironii, która mu od małego towarzyszyła nie potrafił się wyzbyć, a przez nią w większym lub mniejszym stopniu mógł w oczach Hazel wyglądać, jakby jej wyraźnie niekorzystna sytuacja go bawiła. Ziarnko prawdy w tym co prawda być mogło, ale hej, oddawał jej właśnie swój nóż, także nic mu zarzucić nie mogła! Zachowywał się jak aniołek najprawdziwszy, przynajmniej na razie. Dopóki dokładniej się w tym wszystkim nie zorientuje lepiej będzie dla niego, jeśli mieszać nie zacznie, bo jeszcze sobie samemu zaszkodzi, co było na szarym końcu listy pożądanych przez niego rzeczy. To, że lubił wszystkim wokół szkodzić to jedno, ale podobało mu się również nie bycie martwym, więc musiał rozsądnie planować swoje działania. Ryzyko i impuls bardzo rzadko widniały u niego jako jedna z opcji.
- To raczej mało istotne - wątpliwym było, żeby miała z niego konkretniejszą odpowiedź uzyskać. Kiedy znów zaczęła się cofać prychnął cicho i wywrócił oczami, rękę z nożem nadal trzymając wyprostowaną. Czekał, aż dziewczyna go weźmie, chociaż widział, że jakoś się do tego nie paliła. - Daj spokój. Mówiłem już, że nie zrobię ci krzywdy - pokręcił głową. Laertes może i nie był niewiniątkiem, ale do morderców również się nie zaliczał. Skinął zachęcająco głową, widząc, że rudowłosa w końcu się przemogła i zdecydowała się podejść bliżej, sam z kolei siedział w tej samej pozycji co wcześniej. Zdążył już zauważyć, że gwałtowne ruchy ją płoszą, jakby była dzikim zwierzęciem. Dopiero gdy wzięła nóż podniósł się z trawy, jednocześnie chwytając za sztylet, który wcześniej upuścił i wsunął go za pasek. Na jej słowa roześmiał się cicho.
- Nie potrafisz nawet posługiwać się nożem? - spytał, dość rozbawiony, ale i zaskoczony tą informacją. Czy Ludzie Nieba naprawdę mieli okazać się całkiem bezbronni? W takim wypadku szanse na przeżycie mieli raczej marne. - Wystarczy, że będziesz celowała w szyję - poradził, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Oczywiście, najlepszym wyjściem dla niej była ucieczka, ale ona nie zawsze była możliwa, niestety.

_________________
Laertes
I will be here when you think you’re all alone, seeping through the cracks, I’m the poison in your bones, my love is your disease, I won't let it set you free 'till I break you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Pon 9 Mar 2015 - 13:50

Jako jednostka nie czuła się odpowiedzialna za wojnę, która zniszczyła Ziemię prawie sto lat temu. Nie mogła czuć się winna, przecież nie miała z tym nic wspólnego. To gatunek, do którego przyszło jej należeć, zaprzepaścił szansę na normalne życie nie tylko samej Hazel, ale również chłopakowi stojącemu obok niej. A przecież on także był człowiekiem! Owszem, już na pierwszy rzut oka widać było jak bardzo różni się od przeciętnego mieszkańca Arki, jednak dalej posiadał takie same geny. To zaskakujące, że otoczenie w jakim żyjemy, ma aż tak wielki wpływ na to, jacy się stajemy. Może w innych okolicznościach siedzieliby właśnie przed telewizorem i dopingowali swoje ulubione drużyny sportowe. Ciekawe czy on w ogóle wie czym jest sport – przeszło jej przez myśl, ale pozostawiła to dla siebie. Nawet w tak skrajnych sytuacjach często przychodziły jej do głowy tak irracjonalne rzeczy.
- Muszę ich ostrzec – wykrztusiła, nim zdążyła ugryźć się w język. Powinna użyć innego słowa, na przykład powiadomić. Wówczas nie brzmiałoby to jakby się bała, jakby czuła zagrożenie i oddechy jemu podobnych na własnym karku. A może wcale nie powinna się obawiać? W końcu stojący tuż obok chłopak nie wyglądał jak barbarzyńca. Była dla niej czymś nowym, ale musiała sobie uświadomić, że dla niego ona również jest anomalią, w dodatku kosmiczną.
- Ja także mówiłam już, że ci nie ufam – mruknęła nieco oschle. Przeniosła spojrzenie z noża, który mocno ściskała w dłoni, na jego twarz. Posiadała broń. Czy to oznacza, że będzie zmuszona jej użyć? Zaczęła żałować, że nie zapisała się na zajęcia dodatkowe z samoobrony, kiedy jeszcze była na Arce. Wtedy wydawało się to stratą czasu, ale w obecnej sytuacji znajomość kilku chwytów mogła okazać się niezwykle przydatna. Śmiał się, a ona nie widziała niczego zabawnego w swojej bezużyteczności. Nie była przygotowana. Arka powinna była zaopatrzyć ich w broń, zapas amunicji i inne rzeczy, których można użyć do walki z wrogiem. Tylko czy mieszkańcy Ziemi byli ich wrogami?
- To chyba nie będzie konieczne – odparła, na wzmiankę o celowaniu w szyję. Miałaby kogoś zabić? Pozwolić sobie na odebrania komuś życia? To niedorzeczne. Nigdy nie zrobiłaby czegoś podobnego. Nie jest morderczynią. Nie jest zła. Tylko czasami miała ochotę zrobić coś zakazanego, ale z pewnością nie miała wtedy na myśli rzucania się na kogoś z nożem.
Powinna odejść. Uciec i zapomnieć o tym spotkaniu. Ale jaką miała pewność, że chłopak nie podąży jej śladem? Nie chciała narazić lokalizacji Exodusa na ujawnienie. Choć nie zagrzeją tam długo miejsca, wolałaby aby żaden, lubiący urywać kończyny, człowiek nie wiedział gdzie on się znajduje. Pragnęła by móc jak najszybciej znaleźć się w Mount Weather.
- Muszę wracać – oznajmiła nagle. - Reszta z pewnością już mnie szuka – dodała, choć była pewna, że nikt nawet nie zauważył jej nieobecności. Mówiąc to zrobiła kilka kroków do tyłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Pon 9 Mar 2015 - 18:22

Ludzie, jeśli ich uogólnić, jedyne, co po sobie zostawiali to śmierć i zniszczenia. Byli, są i będą gatunkiem, który choć potrafi robić wiele dobrego, uparcie pokazuje się tylko od negatywnej strony, szkodząc przy tym nie tylko innym mieszkańcom Ziemi, ale i sobie samym. Aż dziw, że udało im się przetrwać do tej pory! Nie dało się ukryć, że między Hazel i Laertesem była przepaść, wywołana innymi warunkami, w jakich się wychowywali. On w tym duecie odgrywał rolę dzikiego wilka, a ona małego, potykającego się o własne łapy szczeniaka chihuahua, który ma nie lada problem ze wspięciem się na kanapę. Sam Lae, jako, że o tychże pieskach w życiu nie słyszał, widział w nieznajomej płochliwą wiewiórkę będącą łatwym celem dla drapieżników. Bardzo prawdopodobne, że właśnie to skłoniło go do podarowania jej noża. Litość? Tak, coś w tym guście. Jaka będzie dla niego frajda z tego wszystkiego, jeśli szanse Ludzi Nieba i Ziemian nie będą wyrównane? Ci pierwsi zostaną wyrżnięci w pień pierwszego dnia, a to ani zabawne, ani ciekawe by nie było.
Na jej słowa skinął jedynie głową. Nawet, gdyby próbowała zgrywać przed nim odważną wątpliwe, żeby go przekonała. Odpowiedni dobór słów nie sprawi, że przerażenie zniknie z jej spojrzenia, a jej kolana przestaną drżeć.
- Też fakt - przytaknął, mrużąc z rozbawieniem oczy. Sposób, w jaki obchodziła z nożem był dla niego dość niecodzienny. Ewidentnie nie wiedziała, jak się nim posługiwać i choć wywnioskował to już z jednej z jej poprzednich wypowiedzi, nadal go szokowało. Tutaj, na Ziemi używanie tego typu broni i podstawy samoobrony wpajane były już w pierwszych latach życia. Były czynnościami przychodzącymi tak samo naturalnie, jak nauka chodzenia i mowy. To była jedna z tych rzeczy, która pomogła im wszystkim przetrwać, ale z czasem przerodziła się też w umiejętność, która pozwalała im wyżynać się nawzajem. Jak widać niektórych nawyków nawet apokalipsa nuklearna nie jest w stanie wytępić.
- Miejmy nadzieję - rzucił i posłał jej uśmiech, który tym razem ironią wcale nie ociekał, a wręcz przyjazny był! Na jej kolejne słowa parsknął cicho, jednak nie skomentował nijak kwestii poszukiwań. Oboje doskonale wiedzieli, że jej towarzysze prawdopodobnie nawet nie zauważyli, że jej nie ma. - Idź - przechylił nieznacznie głowę, przyglądając się jej bacznie. - I dopilnuj, żeby twoi koledzy nie zapuszczali się na samotne spacery do lasu - dodał, po czym obrócił się na pięcie i powolnym krokiem oddalił się od polany, gwiżdżąc pod nosem tylko jemu znaną melodię.

/zt

_________________
Laertes
I will be here when you think you’re all alone, seeping through the cracks, I’m the poison in your bones, my love is your disease, I won't let it set you free 'till I break you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Pon 9 Mar 2015 - 20:32

Dokładnie taka była. Płochliwa, choć jedynie w stosunku do nowości. Na Arce nie miała możliwości poznania niczego nowego. Wciąż te same, metalowe ściany i niezmieniająca się ilość twarzy. Zasady wiążące kreatywność, tłamszące myślenie. Tutaj było inaczej. Tutaj mogła podejmować własne decyzje, stworzyć własny kodeks i postępować wedle niego. Czy to oznaczało, że czuła się wolna i nieograniczona? Nie. Wciąż miała na nadgarstku paskudną, ciążącą jej bransoletę, która przypominała o wszystkim, co dzieje się na Arce. O bezdusznych zasadach i bezwzględnym ich egzekwowaniu.
- Hej – zawołała, widząc, jak powoli zaczął się oddalać. Przez chwilę nawet zastanawiała się czy jeszcze kiedyś będzie mogła go zobaczyć. Jego pokrzepiający uśmiech sprawił, że poczuła się bezpieczna w jego towarzystwie, szkoda, że zdecydował się na ten gest dopiero teraz, kiedy nogi same zaczynały ciągnąć ją do Exodusa.
- Dziękuję – mruknęła, kiedy spojrzał w jej stronę i po raz pierwszy podczas tego spotkania, uniosła kąciki ust w delikatnym, szczerym uśmiechu. Była mu wdzięczna. Mógł odejść, nie zostawić jej żadnych informacji, nie wspominając o nożu, broni, która miała pomóc jej obronić się przed tymi złymi, o których jej opowiedział. Czy była mu coś winna? Nie wiem, nie miała mu nic do zaoferowania.
Obróciła się na pięcie i zrobiła kilka kroków w stronę Setki. Myślała o tym, co powie reszcie, kiedy wróci do obozu. Nagle jednak zatrzymała się.
- Tak w ogóle jestem… – zaczęła, ale zamknęła usta, kiedy w pobliżu nie zauważyła chłopaka. Jestem Hazel – skończyła, mrucząc pod nosem swoje imię. Wywróciła oczyma w geście rezygnacji i skierowała się prosto do Exodusa.

Zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Wto 17 Mar 2015 - 15:20

Radość Abigail z powodu znalezienia się na Ziemi była przeogromna. Dziewczyna nie mogła nacieszyć oczu różnorodnością barw, które ją otaczały ze wszystkich stron. Chciała dotknąć każdego drzewa, każdej trawki, powąchać każdy kwiat, podnieść każdy liść. Nigdy, nawet w najbardziej szalonych marzeniach, nie spodziewała się, że trafi do grunt. Że trafi do domu. Nic więc dziwnego, że obecnie jakoś mało przejmowała się otaczającymi ją ludźmi, zachwycając się widokami, które zapierały jej dech w piersiach. Chodziła jak zaczarowana i nawet nie zauważyła, kiedy oddaliła się od obozu. Te piękne niebieskie motyle! Patrzyła na wszystko jak zaczarowana. Nie przejęła się tym, że motyle odleciały, a ona została sama na polanie. Położyła się na ziemi, rozkoszując się świeżym powietrzem, które pachniało milionem zapachów. Była w tej chwili tak bardzo szczęśliwa, że nie obchodziło ją naprawdę nic. Mogłaby całymi godzinami leżeć na tej polanie i po prostu oddychać. Nigdy, w całym swoim życiu nie czuła się tak szczęśliwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Wto 17 Mar 2015 - 15:30

Abigail nie interesowała się tym, co się dzieje dookoła niej, myśląc, że jest tu całkowicie bezpieczna. Gdyby zachowała chociaż trochę czujności, być może uratowałoby to jej życie. Wystarczyłoby, gdyby otworzyła oczy parę sekund wcześniej. Jednak teraz było już za późno. Kiedy dziewczyna rozkoszowała się powietrzem, mgła coraz bardziej się do niej zbliżała. Najpierw Abigail poczuła pieczenie. Wtedy właśnie otworzyła oczy i zobaczyła, że znajduje się w kłębie mgły. Zerwała się na nogi, ale to niczego nie zmieniło. Jej skóra bardzo szybko zaczęła się pokrywać ranami, jak u osoby, która została poddana silnemu promieniowaniu. Dziewczyna dosłownie zaczęła się topić. Brakowało jej powietrza w płucach, a same płuca zaczęły płonąć przy każdym oddechu. Abigail padła na ziemię, nie będą w stanie wydobyć z siebie nawet najcichszego dźwięku. Patrzyła jak jej ręce pokrywają się bąblami. Po jej policzkach spływały łzy, ale nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. W jej głowie była tylko jedna myśl - to takie niesprawiedliwe. Niesprawiedliwe, że ledwo znalazła się na ziemi, to już jej przygoda się kończyła. Niesprawiedliwe, że przez chęć nawdychania się świeżego powietrza spotkało ją coś takiego. Abi z każdą sekundą coraz bardziej opadała z sił. Wszystko ją bolało, oczy zaszły jej mgłą. Przewróciła się na plecy, modląc się, żeby ten koszmar się jak najszybciej zakończył. Żeby było po wszystkim, żeby nie musiała czuć już dłużej tego palącego bólu. Jej prośby się spełniły i jej agonia po paru minutach się zakończyła. Dziewczyna leżała martwa, z szeroko otwartymi, zakrwawionymi, pustymi oczami. Ziemia nie tylko daje radość. Ziemia zabija.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Wto 7 Kwi 2015 - 23:47

W trakcie ustalania szczegółów wyprawy oraz dzielenia na grupy kręciła się zniecierpliwiona, sama nie biorąc jednak udziału w dyskusjach. Zarówno kierunek, jak i to, kim będą towarzyszące jej osoby, były jej obojętne; protestowałaby jedynie w wypadku, gdyby przydzielono jej dziewczynę, z którą wdała się w sprzeczkę przy ognisku, ale na szczęście nie było to konieczne. Widząc Pho obok siebie, uśmiechnęła się blado, ale nieznajomą szatynkę pozdrowiła jedynie skinieniem głowy, nie czując potrzeby ani chęci do szerzej zakrojonej integracji. Gdyby miała wybór, pewnie wybrałaby się na poszukiwania pożywienia samotnie, choć z drugiej strony musiała przyznać, że w obecnych okolicznościach (trójka nastolatków nie rozpłynęła się przecież w powietrzu) podróżowanie w grupie, nawet trzyosobowej, znajdowało logiczne uzasadnienie.
Kiedy w końcu ruszyły w wyznaczonym kierunku, odetchnęła z ulgą. Zostawienie obozu za sobą, choćby na kilka godzin, wydawało jej się szczytem marzeń, poza tym - nie mogła się doczekać, żeby zobaczyć więcej. Wiedziała, czy może raczej podejrzewała, że Ziemia ma do zaoferowania rzeczy, o których jej się nie śniło, więc pozostawanie w miejscu lądowania dłużej niż było to konieczne uważała za niewybaczalne marnotrawstwo. Postawa lekkomyślna i nie mająca wiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, ale trudno było spodziewać się po niej czegoś innego; jej wyobraźnia, przez szesnaście lat ograniczana szczelnymi ścianami Arki, nie miała szans rozwinąć się na tyle, żeby ostrzec ją przed ewentualnymi niebezpieczeństwami. Procesy myślowe rzadko kiedy nadążały u niej za działaniem, a wnioski wyciągała jedynie na podstawie tego, co widziała na własne oczy. W las ruszyła więc raźno, niemal optymistycznie, być może nawet gubiąc po drodze charakterystyczny dla siebie sarkazm i wieczne niezadowolenie. Te same przestrzenie, które dzień wcześniej ją przerażały, dzisiaj sprawiały, że zaczynała czuć się jak królowa świata i ani przez chwilę nie przypuszczała, że cokolwiek może stanąć jej na drodze.
Cóż, a przynajmniej nie spodziewała się, że zaledwie kilkaset metrów od startu, nieomal potknie się o trupa.
Zatrzymała się w ostatniej chwili, zauważając wystającą zza zarośli rękę jedynie dzięki ślepemu przypadkowi i odruchowo łapiąc za łokieć idącą obok niej Claire. Serce podeszło jej do gardła zanim jeszcze zrozumiała, na co tak naprawdę patrzy, ale im dłużej spoglądała w dół - a oderwanie wzroku od ciała dziewczyny leżało poza zasięgiem jej silnej woli - tym więcej makabrycznych szczegółów dostrzegała. Wyglądało na to, że co najmniej jedna osoba z setki mimo wszystko rozpłynęła się w powietrzu, bo stan, w jakim znajdowały się odsłonięte fragmenty skóry, przypominał efekty długiej kąpieli w kwasie. Najgorsze były jednak oczy szatynki: szeroko otwarte, przekrwione, wytrzeszczone w niemym przerażeniu.
Jeżeli na lekcjach dotyczących umiejętności ziemskich kiedykolwiek poruszono kwestię zachowania się w wypadku odnalezienia zwłok, to Laurel musiała opuścić te zajęcia, bo nie miała zielonego pojęcia, co powinna teraz zrobić. Puste spojrzenie dziewczyny w ułamku sekundy wycisnęło z jej płuc całą pewność siebie, odbierając jej jednocześnie zdolność mówienia, choć i tak jedynym komentarzem, który przychodził jej do głowy, było mało błyskotliwe o, kurwa. Błyskotliwość również padła zresztą ofiarą pierwszego szoku, a myśli wędrowały chyba w tylko sobie znanych kierunkach, bo zamiast rozważać ewentualne przyczyny zgonu, przez dobrych kilka sekund zastanawiała się, jak smakuje bakłażan. O tym, że z całej siły ściska rękę Claire też zupełnie zapomniała.
Wciągnęła powietrze w płuca, mając zamiar powiedzieć w końcu coś sensownego, ale unoszący się dookoła kwaśny zapach wywołał u niej natychmiastowy odruch wymiotny, więc jedynym dźwiękiem, który udało się jej wydobyć, był przeciągły jęk.
Oto dzielna i odważna Laurel Mason, klękajcie narody!

_________________


Ostatnio zmieniony przez Laurel Mason dnia Sob 18 Kwi 2015 - 16:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sro 8 Kwi 2015 - 0:14

Claire naprawdę bardzo chciała miło spędzić to popołudnie.
No, chciała. Chciała, ale zamiast tego wybrała się na poszukiwania trojga jakichś nastolatków, którzy najwyraźniej uważali się za łowców dżungli, a stali się parą okularów lub długopisem lub jakąkolwiek inną rzeczą, która jest na wyciągnięcie ręki, a jednak nie możesz jej znaleźć. No chyba, że oni naprawdę zostali nowymi Tarzanami i teraz szkolą swoją armię dzikich małp. Wszystko jest możliwe, a zwłaszcza tutaj, czyli w miejscu, gdzie aktualnie szła Claire obok jakichś dwóch milczących dziewczyn. Trudno, nie odzywają się, więc ona też nie będzie.
W końcu może sobie poradzić sama, bez niepotrzebnych słów. Nie no, po co w ogóle się odzywać. Lepiej iść tak w ciemnym lesie w nieznane, aż w końcu nikt nie usłyszy twojego ostatniego krzyku w agonii przed twoją śmiercią.
Jak widać, tego dnia Claire była w wyśmienitym humorze. Och, czy mogło być gorzej?
Mogło.
Przekonała się o tym jakieś pięć minut później, kiedy prawie dosłownie wlazła w ciało dziewczyny. Ale nie byle jakie ciało. R o z p u s z c z o n e.
Claire chciałaby powiedzieć, że w tamtym momencie zachowała zimną krew, sprawdziła czy dziewczyna na pewno nie żyje i delikatnie poprosiła, by dziewczyna wbijająca jej paznokcie w łokieć uspokoiła się.
Ale nie. Claire wolała zwymiotować.
No tak, mogła się tego spodziewać. Zawsze wielce opanowana, jednak zawodzi w najważniejszych momentach. Cała ona.
Oprzytomniała dopiero po dziesięciu minutach wpatrywania się w martwą dziewczynę. Najpierw postanowiła jakoś pomóc tej dziewczynie z długimi paznokciami.
- Ogólnie to niefajna sprawa, ale nie przejmuj się jest okej. W sumie to jest ciemno i trochę mrocznie, ale jest okej. Kiedyś na Arce nie było prądu i było gorzej. Tak przy okazji, jestem Claire. - Meminger wpadła w słowotok, jednak tamta dziewczyna wyglądała mimo wszystko na nieco spokojniejszą. Na jej twarzy pojawił się nawet blady uśmiech.
No, pocieszycielko świata. Nazywasz się Claire Meminger.

_________________
Claire Meminger
And breathe, and breathe, and learn, and live.

▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sro 8 Kwi 2015 - 0:57

Nie zwymiotuj, przykazała sobie w myślach stanowczo, odnajdując w tych dwóch wyrazach swego rodzaju punkt zaczepienia. Kiepski to materiał na mantrę, ale lepszy taki niż żaden, a przekaz w sumie był szczytny. Albo przynajmniej logiczny. Nie zwymiotuj. Nie zwymiotuj. Nie zw... Och.
Oderwała wzrok od nienaturalnie rozszerzonych białek nieznajomej dziewczyny, przenosząc spojrzenie na jej towarzyszkę niedoli, na którą najwidoczniej jej milczące zaklęcia nie działały, bo pochylała się właśnie nad nietkniętą od nuklearnej wojny roślinnością, nawożąc ją resztkami wczorajszej kolacji i powodując, że żołądek Laurel podchodził jej do gardła. Bardziej nawet niż przed sekundą, co wydawało jej się niemożliwe, ale wyglądało na to, że Ziemia rządziła się swoimi własnymi prawami. Wstrzymała oddech, wracając do swojej nowej modlitwy i na moment zapominając nawet o jej pierwotnym powodzie. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek zatęskni za obozową bezczynnością, ale w tamtej chwili niczego nie pragnęła bardziej niż pobiec z powrotem do exodusa i wcisnąć się w któryś z ciemnych kątów. Właściwie w jakikolwiek, byle nie było w nim wpatrzonych w nią trupów.
Do rzeczywistości ponownie przywróciła ją jej towarzyszka, mówiąc coś o... prądzie. I Arce. Otworzyła oczy, chociaż nie zarejestrowała nawet momentu, w którym je zamknęła i spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na twarz dziewczyny. Tej żywej. I mówiącej. Chociaż chwilami różnice jej się zacierały i zamiast Claire widziała tamtą. Stopioną jak wosk świeczki, pokrytą wielkimi bąblami, wypełnionymi jakąś cieczą. - Claire - powtórzyła za nią jak echo. Kręciło jej się w głowie, ale zdrowy rozsądek powoli wracał, rozjaśniając poplątane myśli i pomagając jej zebrać je do kupy. Wdech. Wypadałoby się odezwać. Wydech.
- Jestem Laurel - odpowiedziała głucho. Coś jej mówiło, że nie powinna wdawać się w wesołe pogawędki, ale nie mogła sobie przypomnieć, dlaczego. Zresztą przypomnienie sobie własnego imienia również nie należało do najłatwiejszych rzeczy.
Spojrzenie znów uciekło jej w kierunku zarośli. Być może miała nadzieję, że zwłok już tam nie będzie, ale nic z tego - nie miały zamiaru znikać. W palcach lewej ręki poczuła lekkie mrowienie i dopiero wtedy zorientowała się ze zdziwieniem, że zacisnęła je na ramieniu dziewczyny. - Och. - Zwolniła uścisk, cofając dłoń. - Przepraszam - wymamrotała niewyraźnie, cofając się o krok. - Powinnyśmy coś z tym zrobić? - rzuciła w przestrzeń, wskazując na trupa. Zdolności myślowe co prawda już wróciły na swoje miejsce, ale te odpowiadające za podejmowanie decyzji wciąż gubiły się gdzieś na wysokości leśnych zarośli.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Czw 9 Kwi 2015 - 0:20

Claire nie mogła powiedzieć, że przyglądanie się napotkanym trupom należało do jej ulubionych czynności zaraz po jedzeniu i spaniu, więc od razu odparła:
- Tak, chyba powinniśmy je gdzieś przenieść, czy coś.
Mimo, że sama to zaproponowała to na myśl o dotknięciu tego ciała żołądek znów podchodził jej do gardła. Tamtej dziewczynie najwyraźniej też, ale Meminger mogłaby się założyć, że aktualnie prezentuje się dużo gorzej od tej nieco już opanowanej partnerki tej okropnej wyprawy.
A propo gardeł i żołądków, Claire naprawdę była już głodna i osłabiona. Najchętniej wróciłaby do obozu, ale wiedziała, że muszą coś zrobić z tym trupem.
Nie chciała myśleć w ten sposób o tej biednej martwej dziewczynie, ale to skojarzenie nasuwało się same, zwłaszcza gdy spoglądała kątem oka na białe gałki oczne wywrócone do góry i na wpół roztopioną, na wpół poparzoną skórę.
- Możemy zanieść ją do obozu. - rzucam od niechcenia. Z braku laku, każdy pomysł jest dobry, a tych Claire miała naprawdę niewiele. W dodatku przed oczami pojawiały się jej jakieś dziwne plamki.
Tamte dwie dziewczęta nie wyglądały na przekonane, ale też najwyraźniej nie miały innych pomysłów, więc ostatecznie mogłyby przenieść to ciało bliżej Exodusa, czy gdzieś. W każdym razie trzeba je zakopać zanim zaczną zlatywać się tu okoliczne zmutowane muchy na Eat Meat Party Festival.
- Pomożesz mi? - zapytała tej, której przed chwilą gadała jakieś pierdoły o prądzie.
Dziewczyna powoli kiwnęła głową i podeszła z Meminger do ciała.
- Złapię za ręce, a ty za nogi. Będzie dobrze. - Swoimi słowami Claire chciała dodać otuchy, ale nie była pewna, czy nie osiągnęła odwrotnego skutku. Mimo wszystko tamta dziewczyna nie uciekła z krzykiem, więc jak na razie ich relację możnaby uznać za pozytywną.
Nagle zanim złapała za kościste ramiona tej martwej biedulki, coś sobie przypomniała.
- Nie znam twojego imienia. - wyszeptała powoli.
Słysząc odpowiedź dziewczyny uśmiechnęła się lekko, ale po chwili na jej twarzy pojawił się dziwny grymas. Przed oczami już tańczyły jej tylko kolorowe plamki i traciła czucie w nogach. No nie, cholera, nie teraz. Przecież nie może teraz zemdleć!
Cóż, a jednak mogła, bo po chwili ogarnęła ją czerń i po prostu straciła świadomość.
Co za miłe ukoronowanie miłego wieczoru.

_________________
Claire Meminger
And breathe, and breathe, and learn, and live.

▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Pią 10 Kwi 2015 - 17:20

Dziewczyny były tak bardzo zajęte zwłokami, które się przed nimi znajdowały, że prawdopodobnie nie zajmowały się zbyt dokładnym przyglądaniem się polanie. Wielką szkodą byłoby jednak, jakby tak przegapiły wielki orzech, który znajdował się jakieś dwadzieścia metrów od ich obecnego położenia. Drzewo to było o tyle interesujące, ponieważ było na nim naprawdę pełno orzechów! Znajdowały się nie tylko na gałęziach, ale też leżały pod samym drzewem, jakby tylko czekał aż ktoś je pozbiera, wyłupie ze skorupki i skonsumuje. Może więc dziewczyny powinny przestać panikować, bo Abi to już i tak nie uratuje i skupiły się na swoim zdaniu, skoro miały pożywienie na wyciągnięcie ręki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Pią 10 Kwi 2015 - 22:27

Przepraszamprzepraszamprzepraszam! Studia mnie przygniotły, ale już się ogarniam i piszę ładnie! c:

Mijały kolejne minuty i komórki mózgowe Laurel zaczynały - na szczęście - odzyskiwać pierwotną sprawność. Przewody łączące ośrodki zadaniowe z obszarem oznaczonym migającą lampką zdrowy rozsądek, przepalone przez pierwszy szok, ponownie działały, rozjaśniając obraz sytuacji i pozwalając właścicielce myśleć o czymś więcej niż bezładnym zlepku przypadkowych informacji. Dlaczego właściwie zareagowała tak głupio? Patrzyła tylko na ciało; zbiór komórek, teraz już obumierających, pozbawionych życia i niezdolnych do zrobienia jej jakiejkolwiek krzywdy. To, co właściwie je uśmierciło, stanowiło co prawda temat do przemyśleń, ale nie na teraz - teraz miały przed sobą konkretne zadanie i nie polegało ono bynajmniej na przenoszeniu i zakopywaniu trupów. Co więc robiły jej współtowarzyszki?
Nie ruszyła się z miejsca, przez chwilę po prostu obserwując ich wysiłki. Obóz faktycznie był niedaleko, ale czy utrata energii na pochówek, który nie mógł w tamtej chwili pomóc już nikomu, rzeczywiście była logiczna?
- Nie, nie, czekajcie - powiedziała głośno, budząc się z chwilowego otępienia i machając rękami, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie czuła się najlepiej jako samozwańczy lider grupy, a tym bardziej jako ktoś, kto mówi innym, co mają robić, ale jej żołądek znów zaczął upominać się o swoje, w niezbyt przyjemny sposób przypominając jej o prawdziwym celu wyprawy. Podeszła szybkim krokiem do niosących zwłoki dziewczyn (z cichą ulgą przyjmując fakt, że nie rozpadły im się w rękach, co na pierwszy rzut oka stanowiło dosyć realny scenariusz) i chwytając za Phoenix za ramię. - Nie pomożemy jej teraz, powinnyśmy ją przeszukać, sprawdzić, czy ma przy sobie coś wartościowego i iść dalej. Możemy zabrać ją do obozu w drodze powrotnej. - Za dużo słów, za dużo słów, Laurel. Przewróciła oczami. - Po prostu ją zost... - zaczęła. Ale urwała, bo oto górna część trupa poleciała w stronę ziemi. Rozległo się nieprzyjemne łupnięcie, kiedy czaszka martwej dziewczyny uderzyła o korzeń, kamień, czy cokolwiek innego. Przeniosła spojrzenie w tamtym kierunku, w pierwszym momencie myśląc, że Claire po prostu upuściła zwłoki, ale jak się okazało, sama zainteresowana leżała na trawie, znajdując się w stanie... cóż, nieprzytomności.
Laurel wciągnęła gwałtownie powietrze, z trudem powstrzymując się od uderzenia głową o pień najbliższego drzewa. Całe szczęście, że nikt ich nie obserwował, bo przestawiały sobą widok co najmniej żałosny.
- Szlag by to - mruknęła z kapitulacją, pochodząc do jedynej pozostałej w świecie żywych jednostki w promieniu kilkuset metrów. - Zostaw to - rzuciła, wyciągając nogi martwej dziewczyny spomiędzy palców tej całkiem żywej, tak że ciało z powrotem znalazło się w pozycji horyzontalnej na ziemi. Z plecaka wyciągnęła świeżo napełnioną manierkę i podała ją towarzyszce. - Spróbuj ją ocucić i daj jej się napić - poleciła, uznając, że precyzowanie, o kogo dokładnie jej chodzi, jest zbędne. Sama odeszła kawałek dalej, szukając czegokolwiek, czym mogłaby tymczasowo zakryć zwłoki - gałęzi, paproci, liści. Pochylając się nisko i przeszukując podszycie, natknęła się na... orzechy. A przynajmniej tak jej się wydawało, jako że wcześniej widziała je jedynie na rysunkach w podręcznikach. Wzięła do ręki jedną z twardych kuleczek i podrzuciła ją do góry, uśmiechając się pod nosem. Będą mogły nazbierać tego sporo, jak już uporają się z... problemami natury technicznej.
Wróciła do ciała z naręczem paproci i gałęzi, ale zanim zabrała się za robienie z nich użytku, nachyliła się nad dziewczyną i, starając się oddychać przez usta, sprawdziła, co miała przy sobie.*
- Co ze Śpiącą Królewną? - rzuciła w stronę swoich współtowarzyszek, mając szczerą nadzieję, że Claire nie postanowiła uciąć sobie długiej drzemki. Ani tym bardziej - zapaść w sen wieczny.

*Nie chcę czynić samowolki, więc mam pytanie do Mistrza - w co ubrana jest Abi? Czy ma coś w kieszeniach?

_________________


Ostatnio zmieniony przez Laurel Mason dnia Sob 18 Kwi 2015 - 16:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 11 Kwi 2015 - 19:53

Abigail nie posiadała przy sobie zbyt wielu wartościowych rzeczy, a jedyne co mogło się komuś z wciąż żyjących setkowiczów przydać były jej buty, może nie nowe, ale za to naprawdę solidne, kurtka, spodnie i bluzka, a także niewielki kawałek metalu z Exodusa, który mógł służyć za nożyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 11 Kwi 2015 - 20:22

- Co ze Śpiącą Królewną?
To były pierwsze słowa, jakie Claire usłyszała po odzyskaniu przytomności. Chociaż średnio kontaktowała, zdołała domyślić się, że tamta dziewczyna, Laurel czy jak jej tam, mówiła o niej. Taki był z niej Sherlock Holmes.
- Śpiąca Królewna wciąż żyje i wyobraź sobie, że leżąc na ziemii zauważyła ogromne drzewo z niezebranymi orzechami. - powiedziałam, wskazując spore owocowe drzewo niedaleko od miejsca, w którym stały.
Postanowiła zignorować ripostę, którą właśnie mówiła tamta dziewczyna i od razu udać się do drzewa. Co jak co, ale orzechy aktualnie bardzo by się jej przydały, zanim z głodu zemdleje po raz drugi.
Kiedy już dotarła do tamtego miejsca, zauważyła coś niepokojącego.
Cholera, to drzewo jest naprawdę spore. - pomyślała.
Ale w końcu co to dla nie. Była dosyć chuda i gibka, więc wejście na górę nie powinno jej sprawić większych problemów.
No, nie powinno. Ale sprawiło.
Już po minucie Claire odczuła to bardzo boleśnie, spadając z drzewa, prosto na orzechy leżące na ziemi. Z cichym jękiem pozbierała owoce na kupkę i rozpoczęła próbę numer dwa.
Wszystko szło całkiem dobrze, mniej więcej do połowy wysokości drzewa. Później dziewczyna znów złapała się jednej słabszej gałązki i po raz drugi spadła na ziemię. Ten wypadek różnił się tylko tyle od pierwszego, że w locie Claire krzyknęła zrozpaczone "NIE!"
Wtedy usłyszała stłumiony chichot za plecami. Nawet nie musiała odwracać się, by wiedzieć, że to Laurel.
Wtedy już było tego za wiele. Meminger przysięgła sobie, że tym razem wlezie na to cholerne drzewo, choćby miała tam zostać do końca swojego życia. I ku własnemu zdziwieniu, jak pomyślała, tak zrobiła, bo już po chwili na ściółka leśna pokryła się większymi i mniejszymi orzechami. Kiedy już dziewczyna zrzuciła na ziemię większość dostępnych jej rękom owoców, postanowiła z góry rozejrzeć się trochę po okolicy. Na północy widziała ogromną górę, najprawdopodobniej Mount Weather, czyli miejsce, w którym teorytycznie już powinniśmy być. Na wschodzie spośród drzew wyłaniał się mini-obóz Setki. A na zachodzie...
Nie. To niemożliwe.
Claire zdawało się, że widzi ognisko, ale wiedziała też, że to nie może być prawda, chyba że któreś z ich ludzi tam zawędrowało, jednak było to mało prawdopodobne, zważywszy na przypuszczalną odległość ich obozu od miejsca ogniska. Cóż, może to po prostu smuga światła.
Po zejściu z drzewa zauważyła, że buty i kurtkę tej zmarłej dziewczyny trzyma teraz Laurel.
- Jej i tak już się nie przyda. - zauważyła Claire, zupełnie jakby nie było to oczywiste. - A teraz nie wiem jak wy, ale ja wracam do obozu. Mamy jedzenie, więc chyba możemy już stąd iść. No i jej widok mnie przeraża. - Wskazała na ciało.
Po chwili podeszłam do Laurel i wyszeptałam jej jeszcze do ucha:
- Laurel... Czy to możliwe, że na Ziemii jest ktoś oprócz nas?
Doskonale zdawała sobie sprawę jak kretyńskie było to pytanie, ale zawsze warto zapytać, jeśli któregoś dnia nie chce się obudzić z nożem na gardle.

_________________
Claire Meminger
And breathe, and breathe, and learn, and live.

▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼▼
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Sob 11 Kwi 2015 - 21:21

Wracała do siebie, wszelkie histeryczno - paniczne myśli spychając na bok i wysokim murem odseparowując emocje od działań. Jej osobisty sposób na przetrwanie, wypracowany przez lata mieszkania na Arce, świetnie sprawdzał się i tutaj, pozwalając jej myśleć w miarę logicznie. Nawet biorąc pod uwagę nietypowe okoliczności, jak po cichu nazywała ściąganie butów i kurtki martwej dziewczynie, która jeszcze dwadzieścia cztery godziny wcześniej była całkiem żywa i oddychająca.
Nie użalała się nad sobą, doskonale zdając sobie sprawę, że tutaj nikt nie pogłaska jej po głowie i nie powie, że wszystko będzie dobrze. Plany na przyszłość ograniczyła czasowo do najbliższych kilku minut; sięganie dalej nie miało najmniejszego sensu, skoro nie wiedziała, co czaiło się za pobliskimi drzewami, ani czy za moment ziemskie powietrze nie zrobi z nią tego samego, co zrobiło z poprzednią posiadaczką jej nowej kurtki, którą mechanicznymi ruchami składała właśnie w kostkę i upychała do własnego plecaka. Wszystkie jej ruchy miały zresztą w sobie coś z tej mechaniczności; zachowywała się jak zaprogramowana maszyna, i tylko lekkie drżenie dłoni zdradzało, że w rzeczywistości była czymś więcej.
- Brawo - mruknęła w reakcji na słowa Claire, która na szczęście zdecydowała się powstać z martwych i właśnie raźnym krokiem zmierzała w stronę drzewa, spod którego przed sekundą przyszła Laurel. Pokręciła głową, uśmiechając się pod nosem i decydując, że nie będzie niszczyć dziewczynie perspektywy dokonania tego odkrycia; wolała, żeby zajęła się zbieraniem orzechów niż wymiotowaniem czy mdleniem, zwłaszcza że sama toczyła właśnie wewnętrzną, cichą bitwę, zmagając się z moralnym dylematem. Kiedy już związała ze sobą sznurowadła butów bezimiennej dziewczyny i przymocowała je do własnego plecaka, jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę koszulki i spodni, wciąż dobrych i nadających się do użytku, ale niestety - nadal tkwiących na bezwładnym ciele. Zawahała się na moment; dokładnie tyle, żeby usłyszeć głuche łupnięcie, kiedy Claire zleciała z drzewa, wpadając w szeleszczące podszycie. Spojrzała na nią, zamierając na ułamek sekundy i po chwili oddychając z ulgą, gdy jej towarzyszka podniosła się o własnych siłach, najwyraźniej pozbawiona złamań i krwotoków. Widząc, jak raźno zmierza z powrotem w stronę drzewa, nie mogła powstrzymać parsknięcia; ta dziewczyna musiała mieć jakieś skryte skłonności samobójcze.
Czując się już nieco mniej spięta, wróciła do przerwanego zajęcia i już bez wahania zabrała się za pozbawianie zwłok reszty ubrań, pozostawiając ją w samej bieliźnie. Jej jasna, poznaczona oparzelinami niewiadomego pochodzenia skóra, wydawała się drastycznie wręcz odkryta, ale nie na tyle, żeby Laurel poczuła jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Na Ziemi nie było miejsca na niepotrzebny wstyd, ale przez chwilę wydawało jej się - irracjonalnie - że wciąż otwarte szeroko oczy dziewczyny wpatrują się w nią z wyrzutem. Wyciągnęła rękę, natychmiast zamykając jej rozwarte powieki; nie miała zamiaru obawiać się umarłych, wystarczyło, że żywi przerażali ją śmiertelnie.
Kilka minut później ciało zostało przykryte przyniesionymi wcześniej gałęziami i paprociami, a koszulka i spodnie znalazły się w plecaku Laurel, złożone w schludną kostkę. Możliwość rozdzielenia ubrań na nie trzy jakoś nie przeszła jej przez myśl; nie czuła się w nastroju do działalności charytatywnej, poza tym - tylko ona miała plecak.
Odwróciła się do Claire, kręcąc odruchowo głową w reakcji na jej słowa.
- Kilka garści orzechów może co najwyżej robić za przekąskę. Niech jedna z nas wraca i weźmie kilka osób do pomocy przy zbieraniu, możemy zacząć gromadzić zapasy. Przy okazji może znajdą się chętni do zakopania tej tutaj. - Wskazała głową w stronę martwej dziewczyny, teraz prowizorycznie przykrytej. Nie miała pojęcia, w którym momencie zamieniła mogę na możemy i zaczęła myśleć zbiorowo, ale nie miała zamiaru rozważać tego w tamtej chwili. Przeniosła wzrok z Claire na Phoenix, jakby szukała u niej cichego potwierdzenia. - Reszta powinna iść dalej, takich drzew może być więcej w pobliżu - dodała, choć chyba było to zbędne.
Słysząc przejęty szept w swoim uchu, wzdrygnęła się odruchowo, nie tyle ze względu na samą treść wypowiedzi, co przez nagłą bliskość drugiej istoty ludzkiej. Do której nie przywykła; ponieważ od zawsze trzymała wszystkich na dystans, naruszanie jej prywatnej przestrzeni wywoływało w niej uczucie dyskomfortu. Dlatego odsunęła się niemal natychmiast, rzucając dziewczynie zaskoczone spojrzenie. - Co masz na myśli? - zapytała, marszcząc brwi. Oczywiście, że na Ziemi nikogo nie było - a przynajmniej, jeśli setkę nastolatków można było określić w ten sposób.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Laurel Mason dnia Sob 18 Kwi 2015 - 16:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   Nie 12 Kwi 2015 - 14:20

esej to nie będzie...ale zawsze coś... Very Happy

Phoenix zgłosiła się sama, bo wiedziała, że może być użyteczna dla grupy. Nie mówiła wszystkim jak bardzo może być użyteczna, nie chciałaby wszyscy nagle zaczęliby ją zaciągać do lasu by pomogła im znaleźć jadalne pożywienie. Ziemia w tych rejonach była zalesiona, co oznaczać musiało dużo zielska, które mogło być jadalne, co i zabójcze. Część jej cieszyła się, że Laurel jest z nią. W końcu się znały nie od dziś. Pho uważała ją trochę jak za siostrę, której nigdy nie miała, co prawda był Conley. Jej jedyna rodzina poza rodzicami, i miała też jeszcze wujków. Mogłaby uważać się za szczęściarę, którą poniekąd była. Ale nie czuła się ponad innych. Drugiej dziewczyny nie znała w ogóle, wyglądała młodo. Pho milczała przez cały czas będąc bardziej zainteresowaną otoczeniem niżeli pogaduszkami do chwili, gdy natknęły się na coś przypominające trupa. Widząc, że to jedna z setki Pho jedynie przełknęła cicho ślinę nadal milcząc, pozwalając tym samym pozostałej dwójce na wymianę zdań. Sama przeszła się kawałek za trupa badając rośliny wokół martwej dziewczyny. Nie to żeby widok martwego ciała jej nie przerażał, Oh nie, to robiło swoje. Brunetka była przerażona widząc efekty czegokolwiek, co spowodowało jej śmierć.
- To nie wina tych roślin. – Mruknęła do swoich towarzyszek nadal przypatrując się roślinom. Miała nadzieję, że się nie myliła. Te tu wyglądały na zwykłe paprocie, jakie widywała hodowane na Arce, jak i starych encyklopediach w bibliotece.
Gdy dziewczyny nie reagowały zbyt długo na jej jakkolwiek nazwać ‘ekspertyzę’ sama podniosła głowę widząc, że Claire zemdlała a Laurel właśnie kończyła przywiązywać buty Abigail do swojego plecaka.
Pho uśmiechnęła się, gdy najmłodsza z grupy odzyskała przytomność przy okazji zauważając drzewo z orzechami.
- Dobra robota. – szepnęła do niej wspinając się na drzewo z drugiej strony, jednak w przeciwieństwie do Claire, Phoenix nie spadła tylko kontynuowała wspinanie się na górę. Kładąc ciężar swojego ciała na silne i stabilne gałęzie.
- Widzę następne! Wcale nie mniejsze niż to! – zawołała do Laurel wskazując na swoje lewo. Nie widziało jej się powrót do obozu po resztę. Nie zanim ona sprawdzi, co to są za orzechy. Skorupa wygląda znajomo, jak ziemne. Fakt, że wygląda podobnie nie znaczy, że takie jest.
- Najpierw wypadałoby sprawdzić czy są to orzechy, które my znamy. Z zewnątrz mogą wyglądać jak te z Arki, a co jeśli to tylko iluzja a w środku czeka na nas coś innego? - dodała strzepując jak najwięcej orzechów na ziemię ile była w stanie. Zerwała kilka z gałęzi chowając je w swojej chuście. Zawiązała przy pasie i zaczęła bezpieczne schodzenie na dół.
Znalazła pobliski kamień i bez namysłu rozłupała skorupę orzecha. Powąchała go, nie chcąc jeszcze próbować. Tekstura wyglądała tak samo, zapach sugerował identycznie. Postanowiła zaryzykować i nagryzła minimalnie orzech w oczekiwaniu na najgorsze.
- Teraz możemy wołać resztę. Te orzechy są 100% jadalne. – powiedziała z przekonaniem do reszty. Przynajmniej starała się tak brzmieć. Nie chciała uchodzić za eksperta, ale poniekąd właśnie takim była. Praca z roślinami, i tworzenie mutacji na Arce dawało jej jakąś przewagę w tej dziedzinie. Czy jej się to podobało czy nie. A że dzięki niej mają szanse na dłuższy pobyt na ziemi tym lepiej dla nich wszystkich prawda?

_________________
Phoenix of love.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Polana na zachód od obozu   

Powrót do góry Go down
 

Polana na zachód od obozu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.