IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zarośla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Zarośla   Sob 21 Lut 2015 - 15:21


Zwyczajne zarośla, które pełne są paproci i małych drzewek, które mogą znacznie utrudniać dalsze przejście. Przykryta warstwą mchu i połamanych gałęzi, w ziemi spoczywała 'pamiątka' czasów sprzed zakłady ziemi: stary samochód, który właściwie do niczego się nie nadawał, był w całości zakopany w ziemi, ale za to było można do niego spokojnie wejść i zobaczyć, co też skrywa jego środek! Co prawda, środek nie skrywa skarbów, ale zawsze można się trochę rozerwać i popatrzeć jak wyglądały samochody...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Wto 7 Kwi 2015 - 22:12

/z terenu przy Exodusie

Na szczęście całe zgromadzenie przy Exodusie nie trwało zbyt długo i mogli w końcu ruszyć w drogę. W sumie Bellamy'ego naprawdę irytowały te ich całe wymądrzanie się, próby buntów, czy co tam próbowali robić. On tutaj był jedyną osobą, która wychodziła z inicjatywą, a ramach podziękowań został nazwany 'królem'. Nie, nie podobało mu się takie określenie i pewnie ktoś by za to oberwał, gdyby nie to, że pojawiła się Penny, która swoim przypomnieniem przypomniała mu o Octavii, a to sprowadziło Bellamy'ego na ziemię. Murphy powinien podziękować dziewczynie za to, że wciąż ma jeszcze prosty nos! Nie było jednak czasu do tracenia i, jeżeli mieli zamiar coś znaleźć przed zapadnięciem zmroku, musieli ruszać. Wszyscy byli głodni, ale być może to była odpowiednia motywacja do dokładnych poszukiwań. Bellamy'emu bardziej na znalezieniu czegoś, co można byłoby spożyć zależało na znalezieniu siostry. Poza tym, z niego jakiś super obeznany rolnik nie był, więc miał taką cichą nadzieję, że panie, w towarzystwie których przyszło mu przebywać, znają się na korzonka, roślinkach, owockach i warzywach lepiej. Nie, żeby uważał, że kobiety powinny zajmować się żywnością, bo Bellamy był totalnie za równouprawnieniem i tego typu rzeczami, ale on się po prostu nie znał na roślinach. Życie. Tak czy inaczej, znaleźli się na bardzo zalesionym, a wręcz zachwaszczonym terenie. Wszędzie było pełno paproci i małych drzewek, która jak na złość rosły nisko przy ziemi i człowiek ciągle się o nie potykał. Czemu, ach czemu Arka nie mogła ich nakierować na jakieś przyjaźniejsze tereny? Nawet tej jednej rzeczy nie potrafili zrobić porządnie.
- Mam nadzieję, że znacie na roślinach - mruknął do dziewczyn, bo nie było sensu ukrywać, że on jakąkolwiek wiedzę na ten temat posiada. - O ile jest tutaj coś więcej niż te przeklęte paprocie - dodał, trochę zirytowany, zrywając liścia paproci i rzucając go na ziemię. Wcześniej był zupełnie obojętny na paprocie, ale teraz ich szczerze nienawidził. Pewnie przez to, że biedny był śpiąc, zirytowany i smutny, bo jego kochanej siostrzyczki nigdzie nie było, a jak jej nie znajdzie... czarno jego przyszłość w tym momencie wyglądała, naprawdę czarno.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Wto 7 Kwi 2015 - 22:44

Ona na szczęście nic nie słyszała, a właściwie nie chciała słuchać. Od kiedy Max wyszedł z inicjatywą łuków starała się nie marnować energii na innych jego pokroju, przynajmniej nikogo nie spisywała na straty jako że tych głupot nie musiała słuchać. Jedyne osoby, które wysłuchiwała ze szczególną uwagą to Bell i Conley, którzy zasłużyli na miano inteligencji setki. Dlatego też polubiła tak bardzo tę dwójkę, chociaż trzeba przyznać, że jeden z nich wywoływał silne napięcie pod jej brzuchem, które niemalże ją rozsadzało. Trzeba jednak przyznać, że Bellamy zaczynał wywoływać podobne odczucia z niewiadomych jej powodów, tłumiła to jednak w sobie próbując pozostać w przyjacielskich stosunkach z chłopakiem. Wszystkie emocje kłębiły się w niej, nieustannie doprowadzając ją do zachwianych emocji. Z tych myśli wyrwał ją głos Bellamy'ego na którego momentalnie spojrzała, rozwierając delikatnie usta.
- Niby się znam, ale nie jestem pewna co do wartości mojej wiedzy, która najwyraźniej nijak się ma do ziemskich roślinności. - stwierdziła, rozglądając się po okolicy. W końcu na ich nieszczęście dużo roślin się zmieniło, zmutowało i zapewne straciło swą truciznę bądź ją nabyło. Nie była pewna czy chce zaryzykować otrucie swych ludzi poprzez swoją pychę. Widząc jednak smutek, a raczej utrapienie Bellamy'ego położyła mu rękę na ramieniu, mocniej je ściskając. - Znajdziemy ją. - powiedziała ciszej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Wto 7 Kwi 2015 - 23:38

Trochę nie na rękę dziewczynie było to, że w przydziale dostała spacer z całkowicie obcą jej dziewczyną, która zdecydowała się robić maślane oczka do samozwańczego króla. Tak, czy inaczej nie buntowała się, bo zwyczajnie nie było w tym jakiegokolwiek sensu. Zdawać by się mogło, że żadna z grupek konkretniej dziewczyny nie zadowoli, bo całkowicie obcy byli jej ci wszyscy ludzie. Wcisnęła jednak do kieszeni swój nożyk i pokierowała się za tą konkretną dwójką, co i rusz rozglądając się jedynie dookoła. Nie znała się kompletnie na roślinach, bo i skąd? Jak dotąd pozostawała zamknięta w klaustrofobicznej Arce, gdzie wiedza na podobne tematy była silnie ograniczona. Sama Leslie się też niczym takim dotychczas nie interesowała. Dlatego też stąpając na nimi, zerkała na wszystko to nieco niepewnie, bo wszystkie te zielone rośliny, w które się potykała wyglądały jak dla niej identycznie. Nie była więc w tej kwestii szczególnie przydatna. Zatrzymała się jednak kilka kroków od niego i ręce na piersi zaplotła przyglądając mu się.
- W tej kwestii nie pomogę - odpowiedziała od razu, bo nie było sensu ukrywać tego, że nijak się na roślinkach nie znała. Była przydatna, co do tego wątpliwości najmniejszych nie miała, to jednak zdecydowanie nie w tego typu kwestiach. Musieli liczyć na kogoś innego, zorientowanego. Chociaż wątpliwe, by to do końca wybawieniem się dla nich okazało, bo nawet jeśli coś wyglądało tak jak powinno, to za sprawą promieniowania mogło już niestety drobnym zmianom ulec. Zdaje się więc, że Leslie w tej kwestii nie udałaby nikomu. Podążała jednak krok w krok za tamtą dwójką, która w międzyczasie szeptała sobie coś najwidoczniej w sekrecie, co jedynie uniesieniem brwi skomentowała panna Cartwright. - Powinniśmy teraz odbić nieco na zachód, inaczej zaraz wpadniemy na inną grupkę - poinformowała ich zwalniając nieco. Jak będą tak dalej zmierzać wpadną na siebie nawzajem, co raczej nijak pomocne nie będzie. O, w tej kwestii wydawała się już być zdecydowanie pewniej. Trochę kłamała, no przecież, ale co tam, nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Sro 8 Kwi 2015 - 0:20

Dobrze, że Bellamy nie umiał czytać w myślach, bo jakby wiedział, co obie niewiasty teraz sobie myślą, pewnie by załkał. Umiejętność czytania w myślach, chyba nie była wcale takim darem, jakby się mogło wydawać, bo naprawdę... Rozdarta Penka i hejtująca Leslie to naprawdę połączenie, którego Bellamy nie chciał doświadczać na własnej skórze. Szczerze mówiąc miała nadzieję, że dziewczyny znają się na roślinach. Chociaż trochę, małą odrobinkę. Kiedy usłyszał ich odpowiedzi stanął w miejscu. Można to było uznać za oznakę załamania, ale to było bardziej... chyba rozczarowanie. Przejechał sobie dłonią po twarzy, starając się zachować czystość umysłu. Jakby ich trójka zabrała się za zbieranie roślinek, to bardzo prawdopodobne było to, że wszystkich by tylko otruli i na tym ich przygoda na ziemi by się skończyła. Smutny to byłby koniec, więc nie można było do niego doprowadzić. Dobra rada na przyszłość dla Bellamy'ego - tworzyć grupy w której przynajmniej jedna osoba będzie biegła w sztuce rozpoznawania roślin. Nie, żeby miał coś do dziewczyn, bo w końcu obie były takie urocze: kochana Penka i naburmuszona Leslie, ale no... jacyś eksperci by się im przydali jednak. Nie było jednak co płakać nad rozlanym wywarem, bo i tak nic nie poradzą na swoje braki, niby tak bardzo elementarnej wiedzy!
- W takim razie jedyne co nam pozostaje to mieć nadzieję, że natkniemy się na jakieś bardzo duże i nie mordercze zwierzę, które będzie można zabić i zjeść - powiedział z lekkim zrezygnowaniem. To chyba było jednak zbyt piękne, żeby było prawdziwe niestety. - Albo znajdziemy coś, co nawet osoby o tak bardzo ograniczonej wiedzy na temat roślin jak my, będą mogły spokojnie uznać za jadalne - dodał. W sumie chyba jakieś orzechy, albo jakieś takie typowe owoce, jak jabłka, czy gruszki, nie powinny być trujące, prawda? Zawsze można było też jakiegoś królika doświadczalnego wybrać, który by próbował jako pierwszy i jakby umarł, to wtedy wszyscy by wiedzieli, że jeść tego nie powinni. Teraz jednak to było naprawdę ostatnie zmartwienie Bellamy'ego, bo wolał jednak zająć się najpierw znalezieniem siostry, a potem będzie się o jedzenie martwił.
Kiedy poczuł rękę Penny na ramieniu, odwrócił głowę w jej stronę. To naprawdę miłe, że tak szczerze martwiła się o Octavię i Bellamy to doceniał. Może i nie miał zamiaru obsypywać za to dziewczyny brokatem, ale doceniał. Na jej słowa kiwnął jedynie krótko głową, bo jego wnętrzności za bardzo ściskał strach o siostrę, żeby mógł cokolwiek o niej teraz powiedzieć. Dlatego też z ulgą powitał słowa drugiej dziewczyny na temat zmiany kierunku. - Słuszna uwaga - zgodził się z nią, co miało być oczywiście prawdziwą pochwałą, a nie żadną podłą uwagą. - Może w końcu znajdziemy coś więcej niż same paprocie i mech. Dlaczego paprocie nie mogą być jadalne? Wtedy na pewno byśmy nie umarli z głodu - powiedział, unosząc głowę ku niebu. Czarno ich przyszłość się malowała, och czarno.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Sro 8 Kwi 2015 - 1:12

Gdyby wiedziała jakie myśli przechodzą przez głowę Leslie na pewno automatycznie odsunęłaby się na kilka kilometrów od Bellamy'ego. W jej głowie wyglądało to zupełnie inaczej, na pewno nie określiłaby tego jako maślane oczy, na pewno nie! Nie, nie i nie! To niczym obraza by było, chociaż z drugiej strony wiedziała, że jej zachowanie jest dwuznaczne i może zostać różnie odebrane, chociaż tego w ogóle nie chciała. Bądź co bądź próbowała skrywać wszelkie emocje, jednak przy Conleyu to nie zadziałało. To zachowanie było jednak haniebne i zapewne gdyby mogła cofnąć czas postąpiłaby całkowicie inaczej. Urażona mogłaby się poczuć, gdy Bellamy pomyślał, że nie znają się kompletnie na roślinach. Znała się i to całkiem dobrze, po prostu wolałaby nie skazywać setki ludzi na śmierć gdyby to wskazała owoc za jadalny, a okazałby się wręcz przeciwnie - trujący!
- Może to być kłopotliwe. - stwierdziła, zerkając na otaczające ich krajobrazy. Paprocie, paprocie i paprocie, nic poza tym. Na zwierzynę raczej nie mogą liczyć, chociaż nigdy nie wiadomo. Nie myślała aż tak pesymistycznie, starała się jednak pozostać realistką w tej kwestii.
Gdy zwrócił się w jej stronę uśmiechnęła się wesoło, chociaż do śmiechu jej nie było. Próbowała jakoś załagodzić jego strach na wszelakie powody, było to jednak trudne zadanie, jako że nigdy wcześniej nie musiała nikogo pocieszać. Szczerze jednak chciała znaleźć Octavię, była z niej taka wesoła dziewuszka hasająca za motylami. Całkiem możliwe, że mogłyby być dobrymi przyjaciółkami, więc naprawdę wielką szkodą by było gdyby coś jej się stało. Na słowa Leslie uśmiechnęła się, zmieniając kierunek razem z nimi.
- Niestety, Bellamy, paprocie są niejadalne, na nasze nieszczęście. - powiedziała cicho, rozglądając się bacznie po okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Sro 8 Kwi 2015 - 17:03

Leslie nie była naburmuszona. Była jedynie chodzącym sceptykiem, nieco uprzedzonym do tego wszystkiego. Bo chociaż samo zesłanie na Ziemię okazywało się poniekąd zbawienne, a nawet otwierające jej nowe szanse, to nie sposób było pominąć jednego, tak istotnego aspektu - pozostawali bandą dzieciaków, która stara się przetrwać. Nie wiedziała, czy uporają się z tym lepiej, czy gorzej; ważne było, że póki co nic zdawało się nie iść po ich myśli. Ludzie urządzali sobie spacerki z których nie wracali, stąd ewentualne śmiałki na głowie mieli zarówno ich osoby, jak i ewentualne jedzenie dla pozostałych ludzi. Z tym że jak widać nie szło im specjalnie dobrze, bo wszystko to zdawało się wyglądać niemal identycznie. Nie dostrzegała niczego, co jakkolwiek wyróżniałoby się spośród jednolitej zieleni, a nawet jeśli to najpewniej i tak pojęcia by nie miała, czy jest to jadalne, czy też nie. Gdyby rzeczywiście udało im się natknąć na coś, co dane im pewnie było oglądać na kartkach jakiejś książki jeszcze w Arce, to wtedy owszem mogliby się poczuć poniekąd uratowani. Wątpliwe, by jakieś orzechy okazałyby się śmiertelne. Taką przynajmniej nadzieję miała Cartwright, bo w końcu nieszczególnie miło by było, gdyby okazało się, że poumierają z głodu nie znajdując niczego, co nijak by im nie zaszkodziło. Nawet i takie myśli nawiedzały dziewczynę, bo w końcu to prawdziwy, chodzący sceptyk. Do tego też nieco krzywo zerkała na plecy tej dwójki, oczywiście w czasie, gdy jej wzrok utkwiony nie pozostawał w otoczeniu. Zachowywała czujność, nadal nie do końca ufając tutejszym rejonom.
- Może rzeczywiście powinniśmy się udać do Mount Weather? W sensie, jak już znajdziemy swoich - rzuciła, podążając za nimi. Nie od razu, to jednak jakoś przygotować się i wyruszyć. Gdy już zaspokoją pierwszy głód, bo nawet jeśli uda im się teraz załatwić coś zjadliwego, to nie wiadomo jak długo pociągną. Muszą to jakoś zaplanować, a skoro Bellamy został okrzyknięty z jakiegoś powodu królem,niech podobne propozycje weźmie pod uwagę. Jeśli Arka nie kłamała, to dopiero wówczas zwiększą oni swoje własne szanse na przeżycie tutaj. Chyba, że rzeczywiście gdzieś w obozie kryje się ktoś, kto wspaniale orientuje się w ziemskiej roślinności. Prawda była jednak taka, że Leslie chciała mieć jakikolwiek znaczący głos, nie mogła siedzieć cicho, w pełni akceptując fakt, że ktoś jej coś narzuca, a ona nie mogła wówczas wyrazić własnej opinii. To zdecydowanie nie ten typ człowieka. Całkowicie asekuracyjnie zacisnęła dłoń na rękojeści nożyka, który wykonała z metalu Exodusa. W końcu zaczęli stopniowo coraz bardziej oddalać się od początkowego miejsca. - Kto zaginął? - zapytała wreszcie, zainteresowana tym.W końcu jak dotąd żadne imię nie padło głośno. Nie zmieniało to co prawda nic, to jednak wolałaby się orientować w tym, kogo poszukują.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Sro 8 Kwi 2015 - 17:34

Naprawdę Bellamy nie chciał i nie miał zamiaru zastanawiać nad zachowaniem i dwuznacznością Penki, ani szukać powodów naburmuszenia, czy też sceptycyzmu Leslie. Takie rozmyślania pozostawi sobie na jakiś odpowiedniejszy moment, kiedy wszyscy będą już najedzeni i szczęśliwi, a zguby wrócą do obozu. Teraz to właściwie tak średnio interesował się przebywającymi z nimi niewiastami, chociaż trzeba zaznaczyć, że zauważył, że obie są ładne. Takie małe i osobiste spostrzeżenie, którym się dzielić nie zamierzał. Ogólnie rzecz biorąc, to on tak bardzo się na to wszystko nie pisał. Jego zadaniem, które sobie postawił w momencie kiedy dostał szansę dostania się na Exodusa, było pilnowanie Octavii, a teraz wszystko szło zupełnie na opak. Zgubił siostrę, połowa nastolatków chciała, żeby nimi przewodził, mimo że tego w planach zupełnie nie miał, a dodatkowo wszyscy byli głodni, większa część zziębnięta, a oni byli jakieś oddaleni od Mount Weather o jakieś 30 kilometrów, które można było pokonać jedynie przemieszczając się po napromieniowanym lesie. Lepiej już być naprawdę nie mogło. Nie ma się co dziwić, że obecnie nie był zbyt szczęśliwym człowiekiem. Może i wszyscy jeszcze żyli, ale jak tak dalej będzie im szła walka o przetrwania, to nie dożyją Dnia Jedności, który przecież miał być za niecałe dwa tygodnie. W sumie to Bellamy im obecnie dawał góra tydzień, ale był w bardzo paskudnym nastroju. Tak więc przy dobrych wiatrach przetrwają dwa tygodnie, może garstka trzy.
- Jesteśmy w lesie, więc znalezienie żywego zwierzęcia nie powinno być kłopotliwe. Zwłaszcza, że skoro my żyjemy, to i zwierzęta żyć powinny - odpowiedział, wywracając oczami. Naprawdę, on tutaj próbuje się trzymać jakiegoś ostatniego promyczka nadziei, a Penny go łapie, depcze i rzuca na ziemię. Miło było, że próbowała go pocieszyć, ale tak naprawdę to on nie potrzebował ani pocieszenia, ani współczucia. Jedyne czego potrzebował, to zobaczenie Octavii całej i zdrowej. Naprawdę nie przejmował się niczym innym, nawet samym sobą, byleby tylko z O. nic się nie stało.
Słysząc kolejne słowa Penny zacisnął szczęki - Wiem, że paprocie nie są jadalne, nie jestem głupi - burknął, może trochę niezbyt miło, ale trzeba było mu to wybaczyć! Był głodny, zmęczony i zestresowany, a taka mieszanka to nigdy niczego dobrego nie przynosi i też zdecydowanie nie sprawia, że człowiek robi się szczęśliwy, wesoły i super miły. Dodatkowo on naprawdę głupi nie był i nawet jak się nie znał zbytnio na roślinach, to podstawy jakieś w tym temacie miał. Wiedział, że paproci się nie je, bo to przecież chyba każdy wiedział. Jednak nie miał zamiaru burczeć na Penny, tak wyszło.
- Najpierw powinniśmy zabezpieczyć jakoś obóz, bo raczej całą gromadą się tam nie da rady wybrać, a ci, którzy by zostali, muszą mieć jakąś ochronę - odpowiedział Leslie. Nie jego wina, że go zaczęli traktować jak króla, bo on się o to nie prosił. Po prostu sugerował im to, co jemu było na rękę, a że się zgadzali... cóż, tym lepiej dla niego. Zresztą powinni się cieszyć, że to na niego trafiło, a nie jakiegoś tyrana, który by wszystkim rozkazywał. Bellamy na razie sugerował, więc chyba nie było na co narzekać - Pozostaje jeszcze problem dostania się do tej przeklętej góry. Jeżeli cały teren jest tak uroczo zarośnięty jak tutaj, to może się okazać ciężkim i bardzo czasochłonnym zajęciem - dodał. Właściwie to jemu za bardzo do Mount Weather iść nie chciało, ale jak już będą zmuszeni tam się udać, to pójdą. Na rozmyślanie na ten temat będą mieli jakiś czas, bo obecnie chyba ich priorytetem było znalezienie jakiegoś pożywienia, a potem dopiero snucie planów o przyszłości i dalszych wędrówkach. - Chłopak, który chciał iść w las i budować łuki. Nie wiem jak się nazywał, ale był wkurzający - odpowiedział, bo skoro już temat został poruszony, to wypadałoby odpowiedzieć - I moja siostra - dodał - Więc przygotujcie się na to, że będziemy szukać, aż ją znajdziemy - taką zachętą na koniec rzucił, żeby wiedziały, że czeka ich dłuuugie szukanie, które potrwa do czasu, aż w końcu Octavia zostanie znaleziona. O resztę zagubionych nie dbał, bo nawet nie wiedział jak się nazywają, czy też jak wyglądają. Dla Bellamy'ego liczyła się tylko i wyłącznie Octavia.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Czw 9 Kwi 2015 - 1:24

Przedzierała się więc prze haszcze, które nieraz obwiązywały jej nogi przez co musiała mocniej szaprnąć. Nie podobała jej się ta wędrówka, o nie, jednak starała się ujrzeć jakieś pozytywy, które trudno było dostrzec w tej sytuacji - pomimo usilnych starań. Prawda była taka, że brneli w las ku nieznanemu bez jakiejś specjalnej wiedzy. Z drugiej strony nie robiąc nic nigdy nie nabędą ów wiedzy i też nic nie poczną. Każda z opcji była totalnie... zła i nie na rękę, ale cóż innego mogli zrobić? Zostali zesłani przez tą cholerną Arkę w nieznane. Mogli chociaż dać im jakieś lekcje survivalu przed wysłaniem, przynajmniej mieliby większe szanse. Rozmyślając tak rozglądała się po okolicznych roślinach czasem podchodząc do niektórych, które wyglądały inaczej niż wszechobecne paprocie. Niestety nic ciekawego nie znajdywała (dopóki MG nie zainterweniuje) więc po prostu znów ruszała w stronę swojej grupki, którą szybko nadganiała. Oczywiście, na ich nieszczęście, po zaginionych śladu tutaj również nie było. Pech to pech. Penka na ogół była niszczycielką marzeń i nadziei, więc Bellamy powinien tym bardziej cieszyć się, że nie chodzi w kółko i nie nawija o tym, że Octavia jest martwa. Chociaż właściwie tak nie sądziła, jednak bacząc na realizm, którym się kieruje zapewne tak by to wyglądało. Poznając jednak powoli Bellamy'ego jak i widząc zachowanie jego siostry mogła z ręką na sercu powiedzieć, że wierzy, iż ciemnowłosej nic nie jest. [W końcu miały zostać best friends 4ever. Sad]
Myśli przerwały jej słowa Leslie do której serdecznie się uśmiechnęła.
- Wiesz, nie wiemy zbytnio gdzie ono jest. Podobno Clarke miała szukać mapy, nie wiem czy ją znalazła, jednak sądzę, że tak jak mówi Bellamy, powinniśmy najpierw zająć się obozem i wtedy wysłać grupkę. Przemieszczanie się takim stadem byłoby kłopotliwe i czasochłonne a nawet nie wiemy czego możemy oczekiwać. Przynajmniej takie moje zdanie, ale co uczynimy zależy od większości. - odpowiedziała na zadane pytanie i zboczyła z kursu, gdy wydawało jej się, że ujrząła grzyby. Powoli idąc rozglądała się po bokach, jednak miała kawałek do przejścia, pomimo to starała się iść niedaleko nich. Słysząc zaś odpowiedź Bellamy'ego na temat zaginionych nie omieszkała także się wypowiedzieć.
- Maximilian nazywał się ten od łuków, bodajże się nam przedstawiał podczas historii łucznictwa. - napomniała, w końcu po imieniu mogła Leslie jakoś skojarzyć chłopaka, bo jeśli nie było jej przy opowiastkach o broniach i wędrówkach dziesięcio kilometrowych to raczej trudno by było jej coś o tym powiedzieć. - Nie widziałam też pyskatego Aidana z rana, po ognisku po prostu zniknął. - na wspomnienie o jego siostrze nic nie powiedziała, jedynie brnęła ku jej wyimaginowanym grzybkom, które zapewne okażą się tylko kolorową iluzją. Co do poszukiwań była gotowe by szukać Octavii do skutku, w końcu solidarność jajników. [Laughing] No i przy okazji lubiła Bellamy'ego co samo z siebie mówiło - pomóż mu. Tak więc próbowała tak uczynić, nawet gdy chłopak burczał i syczał. Wszystko rozumiała, ta sytuacja nie była dla niego komfortowa i starała się nie trzymać urazy nawet gdy padły jakieś ostrzejsze wypowiedzi. Tak samo starała się jakoś utrzymać kontakt z Leslie, która wydawała się być sympatyczną dziewczyną, dlatego też na każde jej pytanie odpowiadała dość chętnie. []
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Czw 9 Kwi 2015 - 12:18

Przeszukując las należy zawsze patrzeć pod nogi. Nie tylko dlatego, że w każdej chwili można natrafić na jakiś wystający korzeń, który może spowodować wywrócenie się na ziemię, a przy okazji połamanie jakiejś kończyny, albo w najlepszym przypadku boleśnie się obije, czy też skaleczy. Tym jednak razem na drodze fantastycznej trójki nie stanął żaden wystający korzeń, połamane drzewo, czy też krzaki jeżyn, na których nie ma żadnych owoców, ale za to kolce wciąż są ostre. Nie, nie. Przykryta warstwą mchu i połamanych gałęzi, w ziemi spoczywała 'pamiątka' czasów sprzed zakłady ziemi: stary samochód, który właściwie do niczego się nie nadawał, był w całości zakopany w ziemi, ale za to było można do niego spokojnie wejść i zobaczyć, co też skrywa jego środek! Oczywiście o ile uda się otworzyć drzwi, którymi będzie można dostać się do środka. Kto wie, może we wnętrzu samochodu uda się naszym małym odkrywcą znaleźć coś ciekawego?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Pią 10 Kwi 2015 - 17:49

Prawda była taka, że mieli naprawdę nikłe szanse. Chociaż stwierdzenie to nie padło głośno, najpewniej większość osób w duchu zgodziłaby się z podobnym przeświadczeniem. Nie było co ukrywać - sytuacja zdecydowanie nie prezentowała się jakkolwiek kolorowo, szczególnie, że naprawdę beznadziejnie szło im ze znalezieniem czegokolwiek, co można by z odpowiednią dozą pewności uznać za jadalne. W przeciwnym razie rzeczywiście zginą dość szybko, na wpół za sprawą głodówki, na wpół z winy innych z setki. Założyć się mogła, że wówczas rozpoczęłoby się prawdziwe piekło, bo wszyscy nie dość, że byliby głodni to zwyczajnie źli, za sprawą czego kolejne spory wybuchałyby co krok niemal. Mieli ich nauczyć? Leslie pewna była, że w założeniu Arki nastoletni kryminaliści dadzą sobie radę jak nikt inny. Problem jednak tkwił w tym, że nie wszyscy są tutaj z powodu wielkich zbrodni, bo często sprowadza się jedynie do drobnych przewinień. Fakt, że dość dobrze szło jej wykradanie i sprzedawanie poszczególnych przedmiotów, nijak jej przetrwania nie zapewniał. Zdana więc po części była na grupę, stąd nie dziwne, że mimo wszyscy w planach miała zintegrowanie się z nimi. Głupia by była, gdyby zdecydowała się jakkolwiek odsunąć; naiwna na szczęście nie była, nie wierzyła, że samemu da sobie radę. Dlatego też, nadzwyczaj jak na nią potulnie rozglądała się jedynie po otoczeniu, starając się wzrokiem odszukać czegokolwiek. Pewna już tak do końca nie była, czego tak właściwie szuka. Poniekąd uszczęśliwiłoby ją cokolwiek, co różni się chociaż odrobinę, bo jak na razie rzeczywiście przedzierała się jedynie przez te nieszczęsne paprocie i inne rośliny, które nijak użyteczne by się chcąc nie chcąc nie okazały. W kwestii zwierząt nijak się nie odezwała, bo nieco inne zdanie na ten temat miała. Nie wydawało jej się, że uda się cokolwiek znaleźć, a przynajmniej takiego, czego upolowanie nie sprawi im większych problemów. Zastanawiała się też jaki wpływ miało promieniowanie na zwierzęta. Bo logika Bellamy'ego wydawała jej się poniekąd pokrętna w końcu oni i owszem przeżyli, to jednak zamknięci byli w Arce przez cały ten czas. Nie pozostawali aż tak bezpośrednio narażeni. Zatrzymała się na chwilę, mając wrażenie, że coś znalazła, to jednak po dość szybkim wyprowadzeniu się z błędu dogoniła Bellamy'ego i Penkę.
- No tak, wypadałoby rozeznać się kto jest w czym dobry, żeby wiedzieć, jak to wszystko podzielić - może pojęcia nie mają nawet, że w ich grupie ukryty jest jakiś zawodowy nożownik? Albo ktoś inny, kto nieco zwiększy ich szanse na przetrwanie. Głową najpewniej kiwnęła do chłopaka, gdy wspomniał o swojej siostrze. Nie miała nic przeciwko by się poddawać, w końcu nie po to się za tę wędrówkę pisała, by niedługo potem do obozu uciekać. Z ich wyjaśnień wynikało co prawda, że nikogo z zaginionych nie kojarzyła to jednak specjalnie z tym problemu nie miała. Trochę bardziej otwarta o dziwo się robiła. Najpewniej, gdyby warunki były nieco inne całkowicie zignorowałaby fakt, że ktoś tam gdzieś zaginął, to jednak na Ziemi, nie bardzo mogła sobie na całkowity egoizm pozwolić, by samemu ostatecznie nie pozostać. I w sumie narzekać nie miała na co, bo okazało się, że ta konkretna dwójka jakoś szczególnie działająca na nerwy nie była, toteż nawet uśmiech posłała dziewczynie w ramach rewanżu, by zaraz potem wzrok na stopy spuścić. Musiała kontrolować wszystko, by przypadkiem nie potknąć się o coś, czego nie zauważy, bo się na dziewczynę gapi, prawda? Obiła nieco bardziej w lewo, by nie deptać chłopakowi po nogach. Takie posunięcie nic by im przecież nie dało. I w sumie to trochę słabo, bo wyjdzie, że chcę z Leslie jakąś super zrobić, ale wcale nie, zwyczajnie przypadkiem na ten samochód wpadła. Pewnie nawet go nie zauważyła rozglądając się i potknęła się, a dopiero, gdy na ziemi wylądowała ogarnęła, że to jednak żaden kamień. - Co jest? - zapytała w sumie bardziej siebie, bo trochę początkowo pojęcia nie miała co też takiego to właściwie jest. Dziewczyną była! Wychowaną na Arce dodatkowo, to nie dziwne, że jakieś samochody całkowicie jej obce były. Podniosła się zaraz, by dłużej na tyłku nie siedzieć i stanęła nad nim, czekając, aż reszta dołączy, bo to chyba najciekawsze co dotychczas znaleźli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Pią 10 Kwi 2015 - 18:46

Na chwilę obecną Bellamy był przekonany, że wszyscy niebawem zginą śmiercią głodową, albo jeszcze jakąś gorszą i z takimi właśnie czarnymi myślami, przedzierał się przez chaszcze. Nie, żeby był jakimś pesymistą, po prostu obecnie nie miał nastroju do szukania jakiś pozytywnych stron ich sytuacji. Zwłaszcza, że ich nie było. Jednak pewnie za jakiś czas mu przejdzie i zacznie widzieć los całej setki w bardziej kolorowych barwach. Niech tylko odnajdzie siostrę, a wtedy to na pewno wszystko będzie bardziej radosne i świat stanie się piękniejszy. Jednak niestety to jeszcze nie był ten moment, ale to chyba nikomu z zebranego tutaj towarzystwo nie przeszkadzało, bo żadne z nich jakiś wielkich nadziei dla siebie nie widzieli, ani też nie snuli planów na przyszłość. A wszystko to było winą tej piekielnej Arki, Rady i Kanclerza, którzy to wysłali ich na ziemię bez niczego. Mogli im chociaż po kocyku dać, albo jakieś narzędzia, cokolwiek. Niby nikt nie zmuszał Bellamy'ego, żeby też do Exodusa się zapakował, jednak nie zmieniało to faktu, że pewnie zginie śmiercią męczeńską, tak jak i cała reszta. Ich przyszłość była naprawdę piękna. Bellamy i tak prezentował większy optymizm niż jego urocze koleżanki, bo jako jedyny chyba wierzył, że jakieś zwierzęta w lesie się znajdują. Pewnie dlatego w to wierzył, bo miał pistolet i w razie czego zastrzelenie jakiegoś zwierzaczka nie byłoby dla niego żadnym trudnym zadaniem. Dlatego też wręcz wyczekiwał, aż spod jakiegoś krzaczka wyskoczy zając, albo jakieś inne leśne zwierzątko. Najlepiej jakiś wielki, zmutowany i nie groźny zając, który ich nie zaatakuje, ale który będzie wystarczająco wielki, żeby wykarmić przynajmniej większość ich gromadki. Myśl o zabijaniu i zjadaniu zwierząt tak bardzo zaczęła zaprzątać jego myśli, że nawet na chwilę zapomniał o tym, że powinien w każdej sekundzie tego dnia zamartwiać się o Octavię. Dajcie chłopcu pistolet i zwierzątko do którego może strzelać, a od razu stanie się weselszy.
- Clarke znalazła mapę, ale raczej zbyt użyteczna nie będzie. To po prostu kartka, która jest cała pokryta zielenią, a w samym środku jest kropka z napisem Mount Weather. Jeżeli będziemy się nią kierować czeka nas wycieczka życia - odpowiedział, bo chyba wypadało, żeby się podzielił swoją wiedzą na temat znaleziska - Zależy od większości? - aż się odwrócił, żeby spojrzeć na Penkę. - Tłum nigdy nie podejmuje dobrych decyzji - powiedział, odwracając się w kierunku drogi. Niestety tą chwilę przez którą był odwrócony w stronę Penki, opłacił oberwaniem w twarz z gałęzi. Dobra rada na przyszłość - nigdy nie odwracaj się do tyłu, kiedy idziesz po lesie. - Jeżeli chcemy jakoś przeżyć, to chyba nie ma innego wyjścia i każdy będzie musiał się przyznać, co potrafi robić. Gorzej będzie, jak ktoś nic nie będzie umiał - stwierdził. Oczywiście nie miał zamiaru wykluczać kogoś tylko dlatego, że nic nie potrafi, bo niby zawsze może się nauczyć, ale takiej osobie to pewnie będzie przykro, że nie ma żadnej roboty. Bellamy'emu byłoby przykro, jakby był totalnym beztalenciem.
- Być może. Gadał takie głupoty, że go nie słuchałem - odpowiedział dziewczynie. Mógł się nazywać Maximilian, mógł się nazywać inaczej. Nawet jakby go Bellamy słuchał, to pewnie i tak by nie pamiętał jak miał na imię. Zresztą on dalej nie wiedział jak ma na imię Penny, także nie można było oczekiwać, że będzie znał imię kogoś, komu chciał przywalić przy pierwszym spotkaniu. Nie mniej jednak, teraz mu się ciut głupio zrobiło, że tyle razy z brunetką rozmawiał, a dalej nie wiedział jak brzmi jej imię. Zapytać jednak nie wypadało, bo możliwe, że się przedstawiała, a on jej po prostu nie słuchał. Trochę niezręcznie, ale może jakoś uda mu się zdobyć informacje o imieniu panny de Guise. - Och, kolejny odważny rycerz, który zaginął w lesie. Jak szkoda - wywrócił oczami, bo Aidan był kolejną osobą, której chętnie by przyłożył. Ale teraz to przynajmniej miał pewność, że miał rację mówiąc, że łażenie po lesie samemu to durny pomysł. Punkt dla Bellamy'ego. Może to i było podłe, ale w tym momencie poczuł się naprawdę z siebie dumny, że on miał rację, a oni nie. To tak trochę podbudowało jego ego, że aż sam się do siebie uśmiechnął. Proszę, jak mu mało do szczęścia było potrzebne! Pewnie tak dalej by szedł, zadowolony z siebie, gdyby nie to, że Leslie zaliczyła mały upadek, a dodatkowo zadała pytanie, które sugerowało, że coś znalazła. Dlatego też zawrócił i podszedł do dziewczyny, bo kto wie, może coś fajnego znalazła?
- Jesteś cała? - zapytał Leslie, bo mimo, że udawał takiego, którego nie interesuje nic, to jednak nie chciał, żeby mu tutaj zaraz padła na ziemię i zalała się krwią. To byłby bardzo nieprzyjemny widok, a w dodatku Bellamy nie miałby pojęcia co robić, bo lekarz to raczej z niego był marny. Trzeba było jednak sprawdzić na co się natknęli, więc nie pozostawało nic innego, jak odgarnąć mech i gałęzie, żeby po chwili ich oczom ukazała się szyba. Dobrze, że w przeciwieństwie do Leslie Bellamy był chłopcem i nawet, jeżeli na Arce samochodów nie posiadali, to jednak w książkach można było zdjęciom pojazdów się przyjrzeć a Bellamy był trochę nerdem książkowym, ale o tym głośno mówić nie będziemy. Odkrycie samego okna jednak nic im nie dawało, dlatego też Bellamy wziął się do roboty i odgarnął resztę śmieci leżących na znalezisku Leslie. W końcu można było dostrzec klamkę, która mogła im umożliwić otworzenie drzwi i zajrzenie do środka. Niestety łatwiej było o tym pomyśleć, niż wykonać, bo jednak samochód trochę już w tej ziemi leżał i niektóre rzeczy trochę przyrdzewiały. Dziewczęta miały jednak szczęście, że był z nimi Bellamy, bo w końcu, po mocowaniu się przez jakiś czas z klamką, drzwi samochodowe stanęły otworem, a ich oczom ukazało się ciemne wnętrze samochodu - Mogliśmy wziąć latarkę - stwierdził, bo przyjemniej by jednak było najpierw zobaczyć z góry, co takiego znajduje się w środku, a dopiero potem samemu tam wejść.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Nie 12 Kwi 2015 - 16:58

/ Przepraszam, że taki krótki, ale mam bezwenie aktualnie. Sad /

I tak mijały kolejne minuty, w których nikt nic nie znalazł przez co Penelope zaczynała powoli tracić nadzieję na jakiś wartościowy łup, który pomógłby im przetrwać. Obserwowała każdy zakamarek, który ogarniał jej wzrok schludnie omijając większość przeszkód, chociaż zdarzało się, że uderzyła mocniej butem o jakiś kamień, przez co z jej ust ulatywał syk. Szczerze jednak powiedziawszy uradowało jej wnętrze, gdy Leslie również się uśmiechnęła. Z niewiadomych jej powodów ciągnęło ją do dziewczyny, byłaby wstanie ślepo jej zaufać. Właściwie to tak samo jak Bellamy'emu. Mimo jego dystansu jakoś od razu obdarzyła go zaufaniem, chociaż wiedziała, że nie jest to najlepszy pomysł. Czasem jednak serce przejmuje kontrolę nad rozumem, a tak właśnie było względem Leslie jak i ich towarzysza.
Na słowa Belki dotyczące większości burknęła ciche "masz rację" i znów oddaliła się na niewielką odległość od grupy. W końcu będąc blisko przeszukają mniej terenu aniżeli rozdzielając się na małą, jednak odpowiednią odległość. Mimo wszystko zerkała regularnie w ich stronę aby czasem nie zgubić ów dwójki, która tak spacerowała po lesie. Jej wędrówka nie trwała długo, ponieważ usłyszała upadek Leslie i w trybie natychmiastowym także do niej podbiegła, zadając to samo pytanie co Bellamy właściwie w tym samym czasie co on. O ile dziewczyna oczywiście pozwoliła to pomogła jej wstać by po chwili przyglądać się znalezisku, które dodatkowo odsłonił Belek. Gdy drzwi stanęły otworem zerkała do środka, chociaż nie wiedziała czy na pewno chce tam wchodzić, więc próbowała coś spostrzec przecierając szyby rękawem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Nie 12 Kwi 2015 - 18:26

/ z Jaskini Lincolna!

Lincoln działał ostrożnie. Dla niektórych jego poczynania mogłyby się wydać nawet z b y t ostrożne, ale kiedy już i tak ryzykowało się dość sporo, właściwie nie powinno to dziwić. Dlatego też trasę do obozu Skaikru wybrał nieco inną, niż dnia poprzedniego. Niestety nadłożyli przez to dość sporo drogi, ale według niego tak było po prostu bezpieczniej. Nie chciał natknąć się po drodze ani na swoich, ani na jej ludzi. Co prawda gdyby był sam, dałby pewnie radę przemknąć obok przynajmniej tych drugich niezauważenie, ale sam przecież nie był. A dziewczyna - nawet jeśli bardzo starała się zachowywać względnie cicho - nie była w ogóle wprawiona w spacerach po lesie. Przez to co jakiś czas łamała stopą jakąś gałązkę, czy z cichym plaskiem wdeptywała w bardziej błotnisty grunt. Z pozoru może nie było to aż tak głośne, ale jego wyczulone na takie dźwięki zmysły wyłapywały każdy z nich. (Z drugiej, tej bardziej pozytywnej strony - przynajmniej wiedział, że cały czas idzie za nim.)
Droga nie było krótka, ani najprostsza, dlatego zatrzymali się po drodze parę razy na krótką przerwę, podczas których on zazwyczaj patrolował szybko najbliższe okolice, chcąc się zorientować, czy bezpiecznie było iść dalej, czy raczej zboczyć nieco z kursu. Prawda jednak była taka, że i na niego ta wędrówka oddziaływała. Oczywiście bardzo daleko mu było do padnięcia ze zmęczenia, ale wczorajsze zwiady - dwa (jeden samotny, drugi z Anyą), nieprzespana noc, raczej mizerny posiłek, którym podzielił się z nieznajomą oraz ten obecny, dłużący się spacer wyraźnie się na nim odbijały - głównie przytępionymi zmysłami i lekko opóźnionymi odruchami.
Właśnie dlatego zdał sobie sprawę, że nie są w okolicy sami później, niż powinien. Może nie na tyle późno, by tamci - wyraźnie czymś zajęci - zauważyli ich zza drzew i zarośli, ale na tyle, by zrobiła to jego towarzyszka.
Mając nadzieję, że wciąż jeszcze mieli szansę przemknąć bokiem i nie zostać przyuważeni, Lincoln złapał w pół dziewczynę i pociągnął ją bardziej w cień, przykucając i zakrywając jej ciasno dłonią usta.
Nie wiem tylko, czy to ostatnie zdążył zrobić wystarczająco szybko, nim znów wykrzyczała to samo imię, które słyszał z jej ust wcześniej, w jego jaskini...

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Nie 12 Kwi 2015 - 21:34

Octavia czuła, że sytuacja stała się dość napięta odkąd Ziemianin wrócił do jaskini i zbudził ją ze snu. Przy tym również widziała jego zdenerwowanie i niepewność, dlatego już nic nie mówiła, i chociaż było jej trudno się nie przeciwstawić (bo jak wiadomo, Octavia nie była kimś, kto lubił wykonywać czyjeś polecenia) to bez słowa zrobiła wszystko tak, jak chciał. O dziwo znowu dostała od niego jedzenie i wodę, to chociaż chciała powiedzieć nie, to tego nie zrobiła, bo nie chciała go rozzłościć jeszcze bardziej, a kto wie, może wtedy przeszłaby mu chęć na ratowanie jej i zrobiłby coś zupełnie innego? Albo to wszystko to była tylko gra pozorów?
Nie miała pojęcia, co chce z nią zrobić. To wrażenie wzbudzało to, że chyba sam był zdezorientowany, a przynajmniej na takiego wyglądał zdaniem O. Nie miała pojęcia, czy nadal chce ją tu trzymać, ale w chwili, kiedy podsunął jej jedzenie i wodę pod nos, wyglądało na to, że znowu zaczął się zbierać i jak podejrzewała, tym razem miała iść wraz z nim. Tym razem naprawdę się przeraziła, bo nie miała pojęcia, gdzie chce ją zaprowadzić. Do swojej wioski? Do swoich ludzi? Miał zamiar im pokazać, kogoś, kto spadł z nieba i to oni mieli się z nią ostatecznie rozprawić, a on tylko ją do tego przygotowywał? Tylko wtedy jego akcja ratunkowa byłaby zupełnie bez sensu... skoro oddał jej maść, dał jej jedzenie i wodę, a wszystko byłoby po to, żeby przygotować ją na śmierć? Coś się tu nie zgadzało. Te i różne inne myśli kłębiły się w jej głowie w chwili, kiedy szarpnął ją za ramię i to na tyle mocno, by mogła stanąć na nogi i zaprowadził ją do wyjścia z jaskini. [...] O. oczywiście nawet nie miała pojęcia, dokąd Lincoln ją prowadzi. Nie znała przecież lasu, a tym samym nie wiedziała też, że prowadzi ją w kierunku jej pobratymców, którzy mogli przecież mu zagrozić. Starała się iść za nim cicho i bezszelestnie, to niestety niezbyt jej to wychodziło, bo Octavia nie należała do najcichszych osób (chociaż połowę życia spędziła ukrywając się pod podłogą), ale przecież dopiero pierwszy raz w życiu była na Ziemi, w lesie, pośród tych wszystkich krzewów i drzew, więc to było normalne, że zachowywała się tak, a nie inaczej. Wiedziała jednak, że musi iść za nim i wydawać przy tym jak najmniej dźwięków, chociaż te wszystkie liście, krzaki i gałązki, które łamały się jej pod stopami temu nie sprzyjały.. Nawet kilkukrotnie poprosiła go o przerwę, na co się zgadzał, a to przyjęła z niemałym zdziwieniem. Ciągle wypatrywała jakiś rzeczy, które mogłyby posłużyć jej jako wskazówki, w którą stronę idą, aż wreszcie po tej długiej wędrówce przed oczami zamajaczyło coś, co sprawiło, że serce zabiło jej mocniej. - Bellam... - niemal udało się jej wykrzyczeć, ale Lincoln zareagował szybciej i odciągnął ją na bok za jakieś zarośla i zakrył usta swoją wielką dłonią. Teraz nie miała pojęcia, o co mogło chodzić; czy naprawdę chciał ją przyprowadzić z powrotem do swoich? Ale dlaczego?, pomyślała, nie wydając z siebie już żadnego dźwięku. Kolana się jej trzęsły ze strachu, bo była niemal pewna, że to właśnie Bellamy'ego widziała między drzewami, ale też nie miała tej pewności, czy to właśnie był on.

_________________

Octavia Blake
there is something of the warrior in me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Wto 14 Kwi 2015 - 15:20

Zdawała się robić coraz bardziej rozdrażniona - zarówno z powodu tego, że wszelkie poszukiwania czegokolwiek okazywały się powoli bezsensowne niemal, jak i z powodu faktu, że wychodziło na jaw stopniowo jak wiele rzeczy zatajali przed resztą. Nieco jej to nie pasowało, bo chociaż średnio zaangażowana się wydawała, to jednak zdaje się,że nic przeciwko by nie miała, gdyby Bellamy się podobnymi rewelacjami dzielił - listą zaginionych, czy faktem,że coś znaleźli. Pewnie nawet zdecydowałaby się te temat poruszyć, gdyby jej uwaga nie została rozproszona znaleziskiem. Poniekąd dobrze, że tego nie zrobiła, bo najpewniej zakończyłoby się to małym spięciem, a przecież nie mogła ot tak zniweczyć tego, jak dobrze radziła sobie na tej wyprawie z pozostałymi. Dodatkowo Bellamy miał rację - tłum nigdy nie podejmował dobrych decyzji, stąd naturalny wniosek, że potrzebowali kogoś, kto by przewodził nimi. Leslie więc była na tyle próżna by założyć, że sympatia Bellamy'ego przyda jej się nieco, zważając na fakt, że jej samej najpewniej nikt by nie słuchał. Zapewniła więc grzecznie pozostałą dwójką, że nic jej się nie stało i zaraz potem wyczyściła pobieżnie swoje spodnie. W międzyczasie chłopakowi udało się otworzyć samochód, a całkowita ciemność panująca wewnątrz sprawiła, że ta nachyliła się jeszcze bardziej. Rzeczywiście nie pomyśleli. Teraz było już niestety za późno, więc zmuszeni byli sobie jakoś poradzić. Szczególnie, że to ich chyba pierwsze, ciekawe znalezisko. Nawet na chwilę zapomniała o tym, że nadal nie udało im się natrafić na nic, co nadawałoby się do jedzenia.
- Mogłabym tam wskoczyć i pogrzebać, może coś znajdę - zaoferowała się, bo w sumie czemu nie? Nic przecież jej się nie stanie. Wątpliwe przecież, by na tylnych siedzeniach drzemał sobie Ziemianin - morderca. Była drobna toteż wygodniej by jej się było tam w środku, niż chłopakowi, a przecież nie mogą sobie odpuścić takiego znaleziska. Może natrafią na coś, co uznać można było za jakkolwiek użyteczne. Z drugiej strony mogli wrócić tutaj innym razem, z latarką, ale było to naprawdę słabym pomysłem. Szczególnie, że przedzierając się tutaj nie znaleźli nic użytecznego, więc nawet droga nie byłaby nijak owocna. Rozejrzała się dookoła zaraz po wypowiedzeniu tych słów. Miała zamiar tam wejść, do czego już przyszykowana była, gdy jej uwagę odwrócił jakiś hałas. Zdaje się, że dziewczyna nie bardzo wyłapała treści. Jej uszu dobiegł jedynie swego rodzaju jęk, na tyle głośny, by jednak usłyszała go pozostała dwójka. - Słyszeliście? - upewniła się jeszcze marszcząc brwi, kiedy wzrok przesunęła z Bellamy'ego na Penkę. Wzrok wlepiła w jakieś krzaki pewna niemal, że stamtąd ten dźwięk doszedł. W rzeczywistości nieco się pomyliła, jednak co to za różnica, nie? Mogła też mieć omamy z głodu, bo tak się chyba dzieje, co? Miała jednak nadzieję, że potwierdzą, że coś tam jej w krzakach jęknęło, a najlepiej to ktoś kogo poszukują, albo jakieś ładne zwierzątko, co to się nim ładnie podzielić można. Nie pogniewałaby się ani trochę. Tak, czy inaczej uwagi już na to nie zwracała szczególnej, bo weszła do tego samochodu i opadła tyłkiem na dziwne coś. Na chwilę przed tym, jak zaczęła tam grzebać, nie?


Ostatnio zmieniony przez Leslie Cartwright dnia Wto 14 Kwi 2015 - 19:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Wto 14 Kwi 2015 - 17:00

Niby mogli powiedzieć wszystkim co znaleźli w Exodusie, ale kto by ich poprzedniego wieczoru słuchał? Teraz też raczej większości by nie interesowała odnaleziona mapa, bo wszyscy byli głodni, a przecież papierem to się raczej nie najedzą. Może i były osoby, które by się ucieszyły i chciały od razu ruszać na podbój Mount Weather, ale Bellamy tej mapy nie miał, więc za bardzo chyba nie miał po co się wypowiadać na ten temat. Listę zaginionych mogli podać, ale chyba nikt nie miał stu procentowej pewności, kto tymi zaginionymi był. Na pewno Octavii nie było w obozie i Maxa - co do reszty to Bellamy pewności mógł nie mieć, a nie miał zamiaru liczyć wszystkich, żeby zobaczyć kogo brakuje. Chociaż chyba będą zmuszeni, żeby się policzyć, bo inaczej nigdy nie dojdą do tego ilu zaginionych teraz mają. Najpierw musieli się zająć bardziej naglącymi problemami, czy może raczej jednym problemem, którym było nakarmienie całej grupy. Tłum podejmował złe decyzje, ale tłum też potrzebował jedzenia, więc wyboru za bardzo nie było i trzeba było mu to zapewnić. Nie, żeby Bellamy miał zamiar wyrosnąć na króla jakiegoś, co mu niektórzy zarzucali. Jednak z drugiej strony, jak nie on, to kto? Jakby mieli słuchać takiego Maxa, to już dawno wszyscy by byli martwi. Bellamy był w tym momencie mniejszym złem, więc chyba powinni się cieszyć, a jak się nie cieszyli, to chociaż powinni współpracować. Tak jak teraz współpracowali i, chociaż na razie nie znaleźli nic nadzwyczajnego, to jednak na coś natrafili. Co prawda w takim samochodzie jedzenia nie było, ale może coś tam jednak będzie!
Słysząc propozycję Leslie, Bellamy popatrzył do wnętrza samochodu. Nie wydawał się zbyt głęboki, a dodatkowo raczej będzie łatwo ją wyciągnąć, bo zbyt duża, czy też zbyt ciężka się nie wydawała - Dobry pomysł - przytaknął. Skoro sama chciała to zrobić, to chyba nie było sensu się z nią sprzeczać. Latarki by się im teraz naprawdę przydały, ale wracać do obozu, tylko po to, żeby znowu tutaj przyjść, byłoby bezsensowną stratą czasu. Leslie będzie musiała sobie poradzić jakoś po ciemku. Bellamy już się odsuwał od wejścia samochodu, żeby zrobić dziewczynie miejsce, kiedy nagle do ich uszu dobiegł jakiś stłumiony dźwięk. Pewnie by go całkowicie zignorował, będąc pewnym, że mu się przesłyszało, jednak okazało się, że nie był jedyny. Mogło im się przesłyszeć, ale chyba zbiorowa halucynacja nie wchodziła tutaj w grę. Teoretycznie ten dźwięk mógł wydać ktoś z ich grupy, jednak gdyby tak było, to czemu ten ktoś by po prostu nie podszedł? Mogło to być też zupełnie coś innego, więc ignorowanie tego w tym momencie nie wchodziło w grę. Wychodząc z założenia, że dziewczęta będą dobrze wiedzieć, że w tym momencie powinny zachowywać ciszę, odwrócił się do nich tyłem i powoli zaczął się podnosić. Wyciągnął pistolet zza paska spodni, od razu go odbezpieczając. Lepiej było być gotowym na wszystko, zwłaszcza, że tak naprawdę nikt z ich grupy nie miał pojęcia co może ich spotkać na Ziemi. Jednak przyglądając się otoczeniu Bellamy nie był w stanie zauważyć nic nadzwyczajnego. Krzaki wyglądały tak samo jak chwilę temu, nic się nie poruszało, nie licząc oczywiście liści i gałązek, które poddawały się wiatrowi. Mogli się teraz spokojnie wycofać, jednak ucieczka nie wchodziła w grę. Skoro już tutaj dotarli, znaleźli coś, nie powinni tak po prostu odchodzić. - Nie mamy całego dnia, rozejrzyj się szybko w środku i ruszamy dalej - powiedział do Leslie wciąż przyglądając się otoczeniu i trzymając pistolet w pogotowiu. Zawsze mogło się okazać, że nikogo, ani niczego w pobliżu nie ma, albo że zaraz wyskoczy na nich jakieś zwierzę (co by było im bardzo na rękę, bo by mieli coś do jedzenia), jednak lepiej było od tej pory zachować większą czujność niż dotychczas. W końcu żadne z nich nie miało pojęcia co się mogło czaić w krzakach.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Pią 17 Kwi 2015 - 15:40

We wnętrzu samochodu było trochę ciemno, ale po chwili oczy mogły się spokojnie przyzwyczaić do panującego w środku półmroku. Samochód był zardzewiały i nie było w nim nic, co mogłoby się nadawać do jedzenia, zresztą nawet jakby jakieś pożywienie zostało w środku, to pewnie przez te 97 lat już dawno by się zepsuło. Nie oznacza to jednak, że nic nie można było w nim znaleźć. Na podłodze leżały stare gazety, które były zniszczone i dawno już pożółkły. W jednej ze skrytek, od strony kierowcy można było znaleźć okulary przeciwsłoneczne, mnóstwo starych papierów, a także piersiówkę w której środku był bursztynowy płyn, który to mógł być whisky. W stacyjce wciąż znajdowały się kluczyki od pojazdu, ale raczej nikomu one potrzebne nie będą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Pią 17 Kwi 2015 - 22:02

Lincoln, nie odwracając wzroku od trzyosobowej grupy Skaikru i nie zdejmując dłoni z ust gady (dziewczyny), wolną prawą ręką powoli wyciągnął jeden ze swoich noży, który dotąd znajdował się przy jego pasie. Nie zamierzał co prawda atakować, ale wolał być przygotowany już zawczasu na wszelką ewentualność. Tym bardziej, że skaihef (sky-man) zdążył już wyciągnąć swoją broń. Podobną, chociaż zdecydowanie mniejszą od tej, której używali Maunon.
Lincoln wiedział, że nie jest w łatwej sytuacji. Mógł pozostać w ukryciu i czekać, aż tamci odejdą, ale nie było to najlepsze rozwiązanie. Będąc cały czas w jednym miejscu narażał się na odkrycie kryjówki - przez nich lub przez kogokolwiek, kto mógłby do nich dołączyć. Okrążenie ich i dostanie się bliżej statku, gdzie mógłby pozostawić dziewczynę i odejść inną drogą również nie było najbezpieczniejsze. Gdyby był sam, może i udałoby mu się bezszelestnie ominąć nieznajomych, ale sam nie był. Istniała też możliwość puszczenia skaigady (sky-girl) tutaj, teraz, ale nadal nie opuszczała go ta usilna chęć chronienia jej. A według niego nie było bezpiecznie... Jakkolwiek otwarty by nie był na możliwość współistnienia na Ziemi jego ludzi i Ludzi Nieba, to jednak nie ufał im tak w stu procentach. A już szczególnie nie ufał temu trzymającemu w dłoni broń. Z jednej strony byli to jej ludzie... z drugiej skąd mógł wiedzieć, jak się między sobą traktowali...
W końcu podjął jeszcze inną od wszystkich powyższych decyzję. Wciąż pozostając nisko, trzymając rękę na ustach dziewczyny i drugą zaciskając na rękojeści noża, powoli zaczął się wycofywać. Przodem do grupy nieznajomych, chcąc chociaż częściowo mieć ich na oku, dopóki nie zniknie (dopóki oboje z dziewczyną nie znikną) z ich pola słyszenia. Co przy tym mogło pójść nie tak?

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Nie 19 Kwi 2015 - 18:35

Pojawienie się tylu osób w okolicy (bo piątka to już całkiem spora impreza, prawda?) spowodowało, że nawet okoliczne zwierzęta postanowiły się dołączyć do zabawy! Chociaż 'zwierzęta' to zdecydowanie zbyt wiele powiedziane, jako że przez zarośla przedzierało się jedno stworzenie, które do agresywnych i morderczych raczej nie należało. Tak czy inaczej, zamieszanie, które wszyscy tutaj obecni stwarzali (chociaż im pewnie wydawało się, że są super cichutko, to jednak tacy wcale nie byli), wywabiło niezbyt duże, czarne stworzonko, które zapragnęło sprawdzić, co to za hałasy. Nieświadoma niczego świnka maszerowała na swoich krótkich nóżkach w stronę wraku samochodu, nawet nie zauważając z początku ludzi, którzy tam się znajdowali. Natomiast reszta towarzystwa mogła spokojne spostrzec zbliżające się stworzenie i, jakby się tylko komuś chciało postarać, zgotować sobie całkiem pożywny posiłek. W końcu mieli pistolet, więc chyba teraz był czas, żeby go użyć, prawda? Takie mięsko pewnie całej grupie by smakowało. Ale... czy jesteście gotowi zabić świnkę?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Pon 20 Kwi 2015 - 0:02

Kiedy Lincoln zaczął wyciągać nóż, Octavia poczuła niepokój; zaczęła się zastanawiać, czy to po to to wszystko? Uratował ją, dał jej jedzenie, a teraz chciał ją zabić na oczach jej własnego brata? To było bez sensu. Zaczęła się wiercić, ale trzymał ją mocno, więc nie było szansy na ucieczkę. Odczekała chwilę i obserwowała przez ten cały czas kątem oka, ale nic takiego się jednak nie stało. Z jednej strony naprawdę chciała mu się wyrwać i pobiec do Bellamy'ego i innych, ale z drugiej... on uratował jej życie, tak? Nie wiadomo, co by się stało, jakby go zauważyli. Na pewno by jej nie wysłuchali i zabili go od razu, a tego... Octavia nie chciała. Była mu coś winna, przecież uratował jej życie, tak? Przyprowadził ją do obozu i zaryzykował własnym życiem, po raz kolejny. Dlatego nie mogła go wydać. A inni na pewno by tego nie zrozumieli.
Starała się być cicho i czekała na decyzję, jaką podejmie Ziemianin. Raczej wątpiła, by oddał im ją tak po prostu - byłoby to zbyt głupie i niemądre, nawet absurdalne, można by rzec. Tym bardziej nie podejrzewała tego, że sam im się najzwyczajniej w świecie wystawi. Dlatego czekała, aż w końcu powoli i zaczęli się wycofywać. O. tym razem starała się nie narobić hałasu, żeby ich nie zdradzić, chociaż naprawdę trudno jej było utrzymać emocje na wodzy i nie podbiec do Bellamy'ego... ale z drugiej strony był Ziemianin, który nie dość, że uratował jej życie, to właśnie dla niej ryzykował swoje własne. Czy to nie było nieco dziwne? Dla Octavii owszem. Nie miała pojęcia, co ma o tym myśleć, chociaż teraz nawet nie miała czasu na to, ani to miejsce nie nadawało się do takich rozterek. Nagle usłyszała hałas dobiegający z niedaleka i zaczęła się zastanawiać, czy czasem ktoś jeszcze nie czai się w zaroślach... ale wtedy usłyszała donośne chrumkanie. Znieruchomiała i uniosła wysoko brwi ze zdziwienia. Tego to się nie spodziewała.

_________________

Octavia Blake
there is something of the warrior in me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Wto 21 Kwi 2015 - 19:06

W momencie, kiedy Leslie zniknęła we wnętrzu samochodu, Bellamy stwierdził, że jednak nie był to taki dobry pomysł. Jeżeli by się okazało, że zostali zaatakowani, dziewczyna utknęłaby w środku, nie mając ani żadnej możliwości ucieczki, ani tym bardziej obrony. Teraz już nie było jednak sensu, żeby ją wyciągać, bo jakby ktoś chciał ich zaatakować, to chybaby to zrobił. Nie byli wcześniej zbyt ostrożni, przez co byli naprawdę łatwym celem, więc skoro do tej pory nikt na nich nie wyskoczył, można było uznać, że są w miarę bezpieczni. Oczywiście istniała opcja, że są obserwowani i ktoś (kimkolwiek ten 'ktoś' miałby być) czeka aż wrócą do obozu, żeby dowiedzieć się gdzie znajduje się reszta ich grupy. Kolejna dodatkowo troska dla Bellamy'ego. Jeszcze jakieś 48 godzin temu by nie pomyślał, że jest w stanie martwić się o tak wiele rzeczy na raz, a tutaj proszę. Obecnie jednak nie pozostało mu nic innego, jak rozglądać się i czekać, czy źródło dziwnego dźwięku postanowi ponownie się odezwać, czy też okaże się, że to był zwyczajny odgłos lasu, albo że mieli grupowe halucynacje. Zwłaszcza w przypadku Bellamy'ego halucynacje były najbardziej prawdopodobną opcją, gdyż był naprawdę piekielnie zmęczony i nawet zaczął się zastanawiać, jak to możliwe, że w ogóle jeszcze trzyma się na nogach i całkiem sprawnie funkcjonuje. Oczywiście, te wszystkie rozmyślania i troski, które zaprzątały umysł Blake'a nie pozbawiły go czujności. Wciąż rozglądał się po okolicy, trzymając broń w rękach. Być może okaże się, że nie będzie musiał jej w tym momencie używać, ale lepiej było dmuchać na zimne. Znajdowali się dosyć spory kawałek od obozu, w lesie o którym nic nie wiedzieli i w którym mogło mieszkać dosłownie wszystko. Nie spodziewał się jednak, że jego oczom ukaże się świnia. Najpierw usłyszał dziwaczne chrumknięcie, a w momencie, w którym przeniósł wzrok w jego kierunku, zobaczył też i stworzenie, które owo chrumknięcie wydało. Świnia. Czarna świnia. To był pierwszy raz, kiedy Bellamy miał szansę zobaczyć na żywo świnię, gdyż na Arce ich nie mieli. Właściwie to akurat niczym dziwnym nie było, bo niby skąd mogliby mieć świnie w kosmosie? Jednak, nawet pomimo tego, że Bellamy nigdy wcześniej nie widział stworzenia na własne oczy, to doskonale sobie zdawał sprawę z tego, co oznacza - jedzenie. Być może jedną świnią cała Setka się nie naje do syta, ale lepszy był chyba niewielki kawałek mięsa, niż żaden. Dlatego też, nawet się nie zastanawiając nad tym co robi, wycelował w głowę zwierzęcia. Gdyby nie był głodny, mogłoby mu się zrobić szkoda tej uroczej, czarniutkiej świnki, ale wolał żeby ona zginęła, a nie oni. Prosta kalkulacja. Nie spuszczając swojego przyszłego posiłku z oczu pociągnął za spust, co spowodowało, że kula pomknęła do przodu, a wszyscy zgromadzeni dookoła (zarówno ci, którzy byli przy samochodzie, jak i ci, którzy wciąż chowali się gdzieś w krzakach) usłyszeli donośny huk*.


*Polowanie uczciwe być musi, więc o losie świnki zdecydują kostki. Jeżeli wypadnie 1, 2, 4 lub 6** świnka zakończy swój żywot, a Setka będzie miała trochę mięska do zjedzenia. Jak wypadnie 3 albo 5, świnka ucieknie, a wszyscy, którzy chcieli ją skonsumować, będą się musieli obejść smakiem.
**Z racji tego, że Bellamy potrafi strzelać, jego szanse są większe (jakby się ktoś zastanawiał, dlaczego mamy tutaj do czynienia z większymi szansami niż 50/50).

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Wto 21 Kwi 2015 - 19:06

The member 'Bellamy Blake' has done the following action : Rzut kostką

'Liczba oczek' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Sob 25 Kwi 2015 - 2:53

Lincoln zatrzymał się w miejscu wraz z dziewczyną, kiedy i do jego uszu dobiegło chrumkanie. Z tego, co się zorientował po dźwiękach, świnia musiała nieświadomie obejść ich nieco większym łukiem i skierować się w stronę, z której dobiegało więcej jakichkolwiek głosów - tam, gdzie znajdowała się trójka Ludzi Nieba. Ziemianin nie był do końca pewien, czy to dobry znak, dopóki przez zarośla nie przedarł się huk wystrzału. Chociaż nie był już w stanie dojrzeć ani uzbrojonego skaihef ani jego towarzyszek, domyślił się, że to z jego broni poniósł się strzał. I że najpewniej był skierowany w świnię... albo w niego. Chociaż ta druga możliwość była mniej prawdopodobna, wciąż była możliwa. W końcu mogli usłyszeć głos wciąż przez niego trzymanej dziewczyny, zanim skutecznie zasłonił jej usta. Czegoś takiego nie przewidział, kiedy zdecydował się odeskortować skaigadę do jej ludzi. Dzień wcześniej, podczas swojego zwiadu, nie zauważył, by skaikru byli uzbrojeni. Założył więc, że nie byli. Może się pomylił? Może ta broń, którą widział w rękach tamtego chłopaka nie była jedyną? Może właśnie pakował sam siebie w jeszcze większe kłopoty? I na koniec - może ta jego niezrozumiała chęć chronienia dziewczyny przed jej własnymi ludźmi, była zupełnie niewymagana? Może to właśnie wśród nich będzie nawet bezpieczniejsza?
Korzystając z zamieszania związanego z wystrzałem i świnią, Lincoln wycofał się szybko jeszcze trochę wgłąb zarośli i ponownie się zatrzymał. Wtedy też powoli zaczął wypuszczać z uścisku nieznajomą. Najpierw, nie spuszczając z niej wzroku i obserwując jej reakcję, ściągnął z jej ust swoją dłoń, a zaraz potem puścił ją całą. Wciąż się nie odzywając, wycofał się już sam, posyłając jej jeszcze ostatnie spojrzenie. I zaraz potem zniknął w zaroślach, czym prędzej kierując się jak najdalej stąd. Na zachód, z powrotem do swojej jaskini. Zostawił ją samą, nie tak jednak daleko od osób, które chyba znała.
Rzecz w tym, że nie zamierzał jej mimo wszystko zostawiać tak całkowicie. Zamierzał wracać. Upewniać się, że wszystko z nią będzie w porządku. Oczywiście zależało mu na obserwacjach całej grupy przybyłych z Nieba... na poznaniu jej jednak zależało mu o dziwo bardziej, niż na poznaniu reszty.

/ zt!

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zarośla   Sro 6 Maj 2015 - 23:21

Octavia wzdrygnęła się słysząc wystrzał ze strzelby. Chrumkanie nagle ustało, a ona powoli odetchnęła z ulgą, bo nie miała pojęcia, czy czasem Bellamy właśnie nie strzelał w ich stronę, tylko w biedną świnkę, która miała napełnić burczące brzuchy pobratymców dziewczyny. Ona z kolei nie potrzebowała tak bardzo jedzenia tak jak oni, o co zadbał... nieznajomy Ziemianin, który z przyczyn naturalnych powinien być jej wrogiem, a nie sprzymierzeńcem o czym mówiło jego dotychczasowe zachowanie. Wycofali się jeszcze trochę wgłąb lasu, aż w końcu poczuła jak Ziemianin rozluźnia uścisk i spojrzała na niego na poły wystraszona, na poły zagubiona. Przez cały czas nie spuszczała z niego wzroku, kiedy zsuwał dłoń z jej ust, aż końcem końców oddalił się całkowicie i zniknął z jej pola widzenia. Została sama, czując uścisk w klatce piersiowej, bo przecież nawet mu nie podziękowała. Przecież uratował jej życie.
Ale Ziemianin zniknął, a O. mogła teraz tylko liczyć na to, że ponownie się na niego natknie i będzie miała tą możliwość, by się jakoś odwdzięczyć... albo cokolwiek innego, bo naprawdę miała nadzieję, że wróci. A na pewno bardzo tego chciała. Siedziała chwilę ukryta w zaroślach, wpatrując się przed siebie i w punkt, w którym widziała go ostatni raz - ale wystarczyła dosłownie jedna sekunda, by się ocknęła z tego całego letargu, bo przecież wszystko wróciło na swoje miejsce, Bellamy tu był, znowu byli razem, więc czego chcieć więcej? Bez namysłu wstała i dała znać o swojej obecności, bo po co dalej się ukrywać? Ziemianin odstawił ją do jej ludzi, ale także nie zamierzała go zdradzić. Nie mogłaby. Zbyt dużo dla niej zrobił, a ona była mu coś winna i możliwe, że to był jedyny sposób na to, by ochronić jego, tak samo jak on ochronił ją.
- BELLAMY?! - wydarła się najgłośniej jak umiała, biegnąc w stronę swojego brata.

_________________

Octavia Blake
there is something of the warrior in me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zarośla   

Powrót do góry Go down
 

Zarośla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.