IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

Delinquents
avatar



PisanieTemat: kostka   Czw 9 Kwi 2015 - 23:59

Cała sytuacja wydawała się być prosta ale Tris mogło się tylko tak wydawać. Wszystkie te wypatroszone ryby wyglądały jakby ktoś to zrobił dość niedawno. Osoba która to zrobiła musiała się znać na tym. Dziewczyna zastanawiała się czy przypadkiem nie żyję jeszcze ktoś prócz nich. Może była to dobra myśl ale z drugiej strony raczej  nie. Na odpowiedź Ricky tylko spojrzała w jej stronę i posłała lekki uśmiech. Zastanawiała się czy będą mieli takie szczęście i coś znajdą. Nie chciała wracać z niczym chciała chociaż znaleźć coś niewielkiego i jadalnego albo przydatnego. Dziewczyna ani trochę nie odnajdywała się w tym miejscu a jeszcze miała nadzieję, że przed zmierzchem wrócą do obozu. Nie była pewna czy gdzieś za krzakami nie czai się jakiś psychopata który będzie chciał ich zabić.
- Może będziemy mieli szczęście - odpowiedziała dość szybko dziewczynie po niedługim czasie. Po tych słowach usłyszała jakiś szelest. Od tego momentu Tris zaczęła być czujna jeszcze bardziej niż wcześniej by czegoś nie przeoczyć albo i kogoś. Odwróciła się w stronę lasu by się rozglądnąć lecz nic nie zobaczyła jedynie co to ponowne szelesty od strony zieleni. Zastanowiło ją to bo powtarzało się to co jakiś czas a na dodatek Maddon odczuwała jakby ktoś ją obserwował. Po niedługim czasie ujrzała zbliżającą się postać nawet nie wiedziała kiedy to nastąpiło była w szoku i zaniemówiła na ten moment. Nie wiedziała co miała robić. Po prostu się przestraszyła. Co do diabła?! pomyślała. Przez ten niedługi czas przez jej myśli roiło się od przedziwnych przypuszczeń lecz zrobiła kilka kroków w przód i stanęła wpatrując się w zbliżającą się dość szybko postać. Nie sądziła, że ktoś na Ziemi żyję. Jednak jej początkowe myśli się sprawdziły i jednak nie byli sami. Przypuszczała, że przeżyli promieniowanie ale zastanawiała się dlaczego. Na twarzy Tris zniknął uśmiech wpatrywała się w dziewczynę która biegła w ich stronę nie wiedziała czy ma uciekać czy nie ale nie chciała zostawiać swoich towarzyszy na pastwę losu.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me


Ostatnio zmieniony przez Tris Maddon dnia Pią 10 Kwi 2015 - 0:37, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: kostka   Czw 9 Kwi 2015 - 23:59

The member 'Tris Maddon' has done the following action : Rzut kostką

'Liczba oczek' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Sob 11 Kwi 2015 - 21:56

Nim zdążyła zrobić choćby jeden krok do przodu, poczuła ból, promieniujący na całe ciało. Zmarszczyła brwi, zatrzymując wzrok na dziewczynie od której oberwała włócznią. Takie sytuacje nie były jej obce. Miała okazję wdać się w kilka bójek, przyjść czasami do domu z zakrwawionym nosem, czy z siniakami na rękach. Poczuła jak nagle zaczyna jej brakować powietrza. Włócznia przejechała dotkliwie po żebrach. Rozcięła kurtkę? Przebiła się przez materiał? Nie miała czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Uderzenie sprawiło, że nogi automatycznie odmówiły jej posłuszeństwa. Upadła na kamienie, raniąc przy tym dotkliwie rękę. Czy mogło być jeszcze gorzej? Pierwsze spotkanie z ewentualnymi ludźmi wyobrażała sobie zupełnie inaczej. Z drugiej strony rozumiała ich reakcję. Wkroczyli na nieznany teren, który ewidentnie do nich nie należał. Nie byli stąd. Wychowali się w kosmosie. Zacisnęła mocno zęby, próbując nabrać do płuc odrobinę powietrza. Czuła jak serce bije jej szybko w klatce piersiowej. Zatrzymała na żebrach zdrową dłoń. Chyba były całe, nie połamane. Dłoń zaczęła piec niemiłosiernie. Czuła się cholernie obolała. Nie mogła tak leżeć. Przecież byli z nią John i Tris. Skierowała twarz w ich stronę, próbując dźwignąć się z ostrych, nieprzyjemnych kamieni. Ciało nadal się buntowało a każda, ostra krawędź kamienia drażniła swoim jestestwem.
Co do kurwy?
Zacisnęła zakrwawioną dłoń, dźwigając się powoli na kolana. Starała się ignorować dokuczliwy ból. Przynajmniej czuła, że żyje. Nadal mogła coś zrobić.
- Stój do cholery! - warknęła na Ziemiankę. Miała gdzieś, czy rozumie angielski, czy nie. Mogły to załatwić na spokojnie, bez próby zabicia kogokolwiek. Niestety, narwana panna miała inne plany. Będzie musiała liczyć się z ich konsekwencjami.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Nie 12 Kwi 2015 - 19:43

Jego wzrok nieprzerwanie tkwił w nieznajomej. Z szoku nie mógł się poruszyć. Kiedy jednak zobaczył jak dziewczyna wyrzuca ostrą włócznie prosto w stronę Ricky jego myśli nie były już sponiewierane przez szok lecz wypełniły się wściekłością. Chciał ruszyć na napastnika lecz wraz z pierwszym krokiem lewej nogi poczuł silny, piekący ból w udzie. Jego wzrok i nóż przeciwniczki utkwiły w nodze. Momentalnie upadł na kamienie i zgiął nogę. Obraz zaczął się rozmazywać, a cała sytuacja była rejestrowana przez Johna jak przez mgłę. Krew zaczęła wypływać, a jego spodnie przybrały kolor ciemnej zieleni. Potrzeba zemsty jednak nie zmalała, wręcz przeciwnie. Oderwał kawałek materiału z dołu szarej koszulki i zawiązał go nad wbitym nożem. Zacisnął oczy i chwycił prawą ręką rękojeść noża. Przeklął pod nosem i przegryzł wargę, dość mocno pociągnął do góry nóż. Oczy zacisnęły się jeszcze mocniej, a gdy je otworzył zobaczył zakrwawiony nóż i przecięty materiał spodni i skórę. Nie wyglądało za ładnie ale krew nie tryskała. Dobre i tyle. Rozejrzał się i zauważył dość spory kamień na wyciągnięcie ręki. Chwycił go, podparł się na kolanie i z trudem wstał. Noga piekła niemiłosiernie ale chęć zemsty skutecznie tuszowała ból. Kiedy Ricky zawołała do Ziemianki miał nadzieje że ta się odwróci bo szedł do niej snując za sobą lewą nogę. Już sam jego wzrok mógłby wtedy zabić. Cała sytuacja była głośna więc Murphy podszedł nieznajomą prawie bezszelestnie. W mocno zaciśniętej dłoni trzymał zakrwawiony nóż, a w drugiej kamień. Przełknął ślinę i skupił się na napastniku stojącym jak na razie do niego tyłem.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Pon 13 Kwi 2015 - 22:01

Wszystko zaczęło układać się w jedną całość gdy tylko dotarło do niej do się dzieje ocknęła się i spojrzała na dwójkę jej towarzyszy. Kątem oka zobaczyła jak Ziemianka rzuca włócznią w Ricky a po chwili usłyszała jej słowa. Na dodatek zaatakowała John'a który upadł Tris miała nadzieję, że nic im nie będzie. Nie minęło wiele czasu aż w stronę Maddon leciała włócznia która ją raniła. Dziewczyna chciała jakoś tego uniknąć lecz nie było takiej możliwości. Włócznia trafiła ją prosto w twarz a dokładniej zaostrzonym ostrzem dostała w policzek rozcinając go. Przetarła i przytrzymała rękę na policzku próbując jakoś zatamować krwawienie. Ręce jej drżały nawet nie sądziła, że aż tak bardzo jest zraniona. Rana była dość paskudna i głęboka, krew spływała jej na ubranie przy czym krople krwi kapały na jej buty. Wiedziała, że zostanie jej ślad po zaatakowaniu przez Ziemiankę. Ból który odczuwała lekko ją oszołomił trwało to jakiś czas. Chciała coś zrobić lecz nie wiedziała co. Nie miała czasu zajęcia się krwawieniem i właśnie wtedy krzyknęła do nieznajomej która ich zaatakowała!
- Kim Ty jesteś! słowa padły do dziewczyny w złości i bólu który odczuwała. Bolało ją jak nie wiem co. Nie podaruję! pomyślała. Miała różne myśli a przede wszystkim, że zaraz wszyscy będą martwi i to całe lądowanie na Ziemi było tylko zwykłym nieporozumieniem. Przez chwilę nie mogła się ruszczyć, nie miała dużo czasu na przemyślenie co mogłaby zrobić. Jeśli stałaby w miejscu to Ziemianka mogłaby ją zabić a nie miała zamiaru tak szybko umierać jeszcze nie teraz bo miała wiele jeszcze do zrobienia. Może jakby była bardziej czujna a nie podziwiała widoków plaży to nie zostaliby zaatakowania. Oczywiście była to tylko jej sugestia do samej siebie. Serce biło jej szybko jakby miało zaraz jej wyskoczyć z piersi i właśnie wtedy dotarło do niej, że w prawej dłoni trzyma scyzoryk który miała już od samego początku lecz w tym całym szoku o nim tak po prostu zapomniała. Zastanawiała się co mogłaby zrobić? Niewiele myśląc szybko skierowała się w stronę Ziemianki unosząc lekko rękę w górę. Nie myślała co robi chciała jakoś odpłacić się  za ranę zadaną jej w twarz. Była wściekła. Zamachnęła się ostrzem scyzoryka trafiła w jej obojczyk po czym wyjęła go i dźgnęła ją jeszcze raz. Nie wiedziała czy tym coś wskóra i chwilę się z nią szarpała.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Pon 13 Kwi 2015 - 23:49

Sytuacja była dosyć... napięta. Afrah była przekonana, że musi się pozbyć 'napastników', bo w tym świecie istniała jedna zasada i było nią przeżycie za wszelką cenę. Dziewczyna była sama, nie miała nikogo do obrony i sama musiała o siebie dbać, być może jakby zostawiła w wodzie swoje sieci i gdzieś uciekła, to byłoby mądrzej, ale nie miała zamiaru tego robić. Poczuła się zagrożona, więc ostatnie co by zrobiła, to ucieczka do jakiejś dziury. Dlatego też zaatakowała te trzy osoby, mimo że ona była sama i wiedziała dobrze, że nikt nie przybędzie jej pomóc. Niektórzy by pomyśleli, że z góry jest skazana na porażkę, ale już po pierwszych minutach od ataku wiedziała, że może dać sobie radę z nimi wszystkimi. Byli totalnie nie zorganizowani i zaskoczeni jej obecnością, więc szybko wyszła na prowadzenie. Każdemu z trójki zadała cios i miała nadzieję, że były to ciosy na tyle silne, że przynajmniej przez jakiś czas ich spowolnią, co da jej większe szanse na... no właśnie na co? Czy Afrah miała zamiar ich zabić? Sama chyba tego nie wiedziała. Nie wiedziała co zrobi, ale wiedziała, że musi przetrwać. Musi żyć. Nie zrozumiała słów, które jedna z dziewczyn wykrzyczała. Odwróciła się szybko w jej stronę, ale zanim zdążyła wykonać chociaż jeden ruch, to druga dziewczyna ją zaatakowała. Wbity w obojczyk scyzoryk nie był zbyt miłą rzeczą, ale Afrah, tylko się skrzywiła i szybkim ciosem uderzyła dziewczynę tępym końcem włóczni w głowę, tym samym ją oszałamiając. Kiedy już to zrobiła, odwróciła się w stronę brunetki, która uprzednio coś mówiła, przymierzając się tym samym do ataku. Nie pomyślała nawet, że staje tyłem do chłopaka, jednak była pewna, że jej nóż znacząco go spowolni. Czyżby popełniła pierwszy tego dnia pomyłkę?

Podsumowując: Tris jest nieprzytomna, a Ricky grozi obecnie śmiertelne niebezpieczeństwo. Szansę na poprawienie sytuacji grupy ma Murphy, który wszedł w posiadanie noża, a także ma swój nożyk. Teraz tylko pytanie, czy zdecyduje się na atak, czy też woli pozostać bierny? Jeżeli postanowi zaatakować i wyrzuci 1, 3, 4 lub 6 atak się powiedzie i... cóż, już od niego będzie zależało co się stanie z Afrah. Jednak jeżeli wypadną 2 oczka lub 5, wtedy Ziemianka w porę się odwróci i to z Murphym może być trochę kiepsko... To naprawdę ciężki orzech do zgryzienia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 14 Kwi 2015 - 16:29

Skrzywiła się widząc jak Tris i John również obrywają od Ziemianki. Powinni ją jakoś zatrzymać. W końcu ich była trójka a ona jedna. Nie zanosiło się na to, żeby na plażę miało przybiec więcej jej podobnych. Być może zaliczała się do wyrzutków. Ricky nie miała teraz czasu, żeby nad tym rozmyślać. Dłoń paliła i pulsowała bólem, a niebezpieczna dziewczyna wymachiwała im włócznią przed oczami.
Uklękła, sięgając dłonią do nożyka, który przy sobie miała. Nadal nadawał się do użytku, chociaż zdejmowała za jego pomocą bransoletkę Astrid. W razie czego będzie mogła się obronić, albo przynajmniej spróbować. Nie, nie miała zamiaru robić za ofiarę. Wyruszyła tutaj z zamiarem znalezienia czegoś przydatnego. Nadal trzeba było znaleźć zaginione dzieciaki. Jedna Ziemianka nie może im pokrzyżować planów.
Uniosła brew widząc jak Tris atakuje dziewczynę. Szybko została jednak zneutralizowana przez dzikuskę.
- Tris! - ruszyła gwałtownie butem, jakby próbowała dostać się w pobliże nieprzytomnej koleżanki. Utkwiła jednak wzrok w Ziemiance. Jeśli spróbuje podejść do Tris, zostanie zaatakowana. A wtedy już na nic się nie przyda. Był jeszcze Murphy. Nie patrzyła w jego stronę, nie chciała go zdradzić. Jeśli uda mu się podejść odpowiednio blisko, szybko uporają się z problematyczną dziewczyną. Przygryzła wargę.
- No, na co czekasz, tutaj jestem - uśmiechnęła się kpiąco, rozkładając ręce. Chociaż wewnątrz cała drżała nie chciała dać po sobie poznać, że się boi. Ścisnęła mocno nóż, przesuwając się nieznacznie w prawo, utrzymując tym samym kontakt wzrokowy z Ziemianką. Niech ją obserwuje, niech nie zacznie nasłuchiwać a wszystko będzie szło zgodnie z planem. Oby tyko John wykorzystał szansę.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 14 Kwi 2015 - 18:54

//Wybaczcie ze tak krotko ale trzeba rzucic kostka a nie moge pisac nie wiadomo ile o tym ze John stoi xd i sorki za bledy

Mocno zaciskajac przedmioty ktore mialy sluzyc za bron powoli zblizal sie do pleców napastniczki. Kiedy powalila Tris, narosla w nim jescze wieksza zlosc. Najchetniej rzucilby sie na nia z dzikimi okrzykami i przelenstwami lecz wiedzial ze musi wykorzystac sytuacje najlepiej jak sie da. Dlatego robil male kroki, czujac narastajace w nim cieplo i drzace dlonie. Sam nie wiedzial czy od strachu czy moze checi zrobienia z nich pozytku. John nie nalezal do najsilniejszych, nie byl miesniakiem ale dzieki temu byl cichy i sprytny cow tym momencie najbardziej mu sie przydalo. Spojrzal na Ricky ktora mierzyla sie z Ziemianka wzrokiem. Nie patrzyla na niego. Nie wiedzial czy dlatego ze go nie widzi czy dlatego ze nie chce go zdradzic. Zza tej delikatnej i drobniutkiej morderczyni malo kto by go nie zauwazyl. Towarzyszka wołala dzikuske aby narobic jak najwiecej halasu. Murphy wykorzystal to robiac kilka kolejnych krokow i przymierzajac sie do ataku.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 14 Kwi 2015 - 18:54

The member 'John Murphy' has done the following action : Rzut kostką

'Liczba oczek' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 14 Kwi 2015 - 19:10

Wybaczcie, że takie krótkie ale nie wiem co napisać jak już straciła przytomność Smile

Wszystko zaczęło się psuć ten cały atak na Ziemiankę nie był przemyślany do końca i po prostu w pewnym stopniu nie powiódł się. Nie mogła zrozumieć jak jedna dziewczyna poradziła sobie z trójka osób ot tak. Maddon widziała twarz Ziemianki którą zaatakowała spojrzała jej w oczy co nią kierowało dlaczego ich zaatakowała. Ich grupa była ranna nie chciała tak skończyć bo mieli jeszcze wiele do zrobienie zresztą inne osoby z setki mogłyby zacząć ich szukać. W pewnym momencie nieznajoma zamachnęła się i uderzyła Tris tępym końcem włóczni w głowę. Nie spodziewała się tego przed straceniem przytomności jedynie co usłyszała jak ktoś wykrzyczał jej imię. Nic już nie pamiętała. Nie wiadomo ile była nieprzytomna i czy jeszcze się obudzi. Możliwe było, że może zostać zabita przez Ziemiankę ale nie było to jeszcze takie pewne. Cały czas leżała nie wiedząc co się dzieje obok niej. Nie wiedziała co jest z Ricky i John'em.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 14 Kwi 2015 - 21:09

Tak naprawdę John Murphy nigdy nie zabił człowieka. Kiedyś próbował lecz go odciągnięto. Teraz miał kolejną szanse której nie miał zamiaru zmarnować. Stał za Ziemianką która zapewne cieszyła się już, że choć jest drobniutka to udało jej się pokonać trójkę niezdających sobie sprawy z zagrożenia dzieciaków. O nie, każdy popełnia błędy lecz naszym zadaniem jest także przyjmowanie ich konsekwencji. Konsekwencje zaatakowania Murphiego nie mogły być małe. To człowiek mściwy i głodny zemsty, którą może zaspokoić tylko jedno. Oko za oko, życie za nóż w udzie... czy jakoś tak.

Cała ta sytuacja była błyskawiczna ale teraz wydawałoby się, że każda sekunda trwa przynajmniej minutę. John w końcu dał upust emocjom i złości. Czuł jak się w nim gotuje. Rzucił kamień, który trzymał w lewej dłoni na ziemię dając już głośny znak o jego obecności. Nie dał jednak obrócić się dzikusce. Chwycił jej wolno puszczone długie ciemne włosy i przyciągnął do siebie mocno i szybko. Drugą rękę w której dzierżył nóż przesunął prostą, głęboką linią po delikatnym jej gardle. Jego atak był tak szybki jak jej tyle że skuteczniejszy. Nie zawahał się ani przez chwilę wykonując ten ruch. Krew trysnęła plamiąc prawy rękaw Johna.

Ciało dziewczyny zaczęło osuwać się na niego. Odsunął się i pozwolił mu upaść na kamienie. Nie mógł go złapać, nie tylko dlatego że po prostu nie chciał ale nie dało się nie czuć kującego bólu w udzie. Spojrzał na Ziemiankę, na jej twarz, odpływającą gdzieś daleko, już nie tak władczą i śmiertelnie przerażającą. Oczy puste, jeszcze przed chwilą pałające nienawiścią. Zupełnie jak jego. Krew jeszcze przez chwilę płynęła między kamieniami aż w końcu zaczęła wsiąkać w głąb ziemi. Stał przez chwilę w milczeniu, patrząc na Ziemiankę z góry. W końcu przebudził się, podniósł jej włócznie i odwrócił się w stronę towarzyszek.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 14 Kwi 2015 - 21:58

Nie spodziewała się tego. Jednak tak to właśnie jest, jeżeli zbyt długo przebywasz w tym świecie samemu - zaczynasz myśleć, że wszystko masz pod kontrolą, że potrafisz sam o siebie zadbać i jesteś nieomylny. To właśnie zgubiła Afrah, która nie spodziewała się, że chłopak zajdzie ją od tyłu i potraktuje w ten sposób. Z jej ciała powoli ulatywało życie, a oczy stały się puste, martwe. Usta otworzyły się w niemym krzyku, który już nigdy nie miał się z nich wydostać. Umarła tak jak żyła - samotna, bez rodziny i przyjaciół. Nikt za nią nie będzie płakał, nawet nikt nie zastanowi się, dlaczego spotkał ją taki, a nie inny koniec...
Mimo, że duch Afrah opuścił już jej ciało, to rzeczy, które z sobą miała wciąż znajdowały się w pobliżu. Przy sobie miała nie tylko włócznię, ale też i parę innych, bardzo użytecznych rzeczy. W wodzie nieopodal znajdowała się nieduża sieć, w której było już parę ryb. Wystarczyło wyciągnąć ją z wody, żeby je wyłowić. Może i nie było ich wystarczająco dużo, żeby nakarmić tak wielką grupę, jaką była Setka, ale parę osób będzie mogło się nimi spokojnie najeść. Zawsze też można raz jeszcze zarzucić sieci i czekać na kolejne ryby. Dodatkowo Afrah miała przy sobie parę fiolek o nieznanej Setce zawartości, a także nieduży tobołek wypełniony jagodami, orzechami oraz korzonkami. Nieopodal leżała również skóra, którą dziewczyna okrywała się w chłodniejsze noce. Teraz cały jej dobytek pozostał bez właściciela... a może właśnie go znalazł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 14 Kwi 2015 - 22:31

Przez czas w którym Tris była nieprzytomna sporo się wydarzyło nawet nie spodziewała się, że aż tak wiele. Po pewnym czasie ocknęła się. Zobaczyła przebłyski światła, oczy otwierała dość powoli a słońce ją lekko oślepiało. Przykryła oczy dłońmi przecierając je. Poczuła pod swoimi palcami głęboką ranę na policzku. Wydawało jej się jakby to był zwyczajny koszmar z którego chciała się jak najszybciej obudzić. W pewnym momencie poczuła okropny ból z tyłu głowy i wtedy zaczęła sobie wszystko powoli przypominać co się tak naprawdę stało. Ziemianka pomyślała i ranna Ricky jak i John. Starała się wstać podpierając się rękami. Dziwiła się, że było spokojnie żadnych krzyków tylko lekki szum wiatru który kołysał drzewami. Gdy wstała o własnych siłach rozglądała się za swoimi towarzyszami a także ich napastniczką. Odczuwała ból który starała się w jakiś sposób znieść a gdy zrobiła kilka kroków w przód lekko zakręciło jej się w głowie. Wtedy spojrzała w dół i zobaczyła ciało. Była przestraszona ale to tylko miała taki odruch a gdy już się uspokoiła ujrzała martwą Ziemiankę. Jej oczy wydawały się być takie puste. O matko! pomyślała ponownie patrząc w stronę zwłok. Ponownie sobie pomyślała, że mają ją z głowy i problem który im sprawiła. Odczuwała duży ból głowy wzięła dwa głębokie wydechy.
- Nie spodziewałam się tego ale dzięki Tobie nie jesteśmy martwi - słowa skierowała w stronę John'a. Była mu wdzięczna i miała u niego dług za uratowanie jej życia i nie tylko jej. Tris nie była w złym stanie tylko od czasu do czasu odczuwała ból głowy ale powinien przejść za jakiś czas i miała taką nadzieję. Zastanawiała się co jest z dziewczyną i z udem chłopaka? Te wszystkie ich rany teraz nie miały znaczenia ważne, że przeżyli. Maddon starała się jakoś pozbierać po tym wszystkim przecież mieli jeszcze poszukać czegoś do obozu i zaginionych nastolatków. Chciała jak najszybciej mieć to wszystko za sobą i wziąć się w garść i zacząć robić coś pożytecznego. Niedługo potem Tris zobaczyła, że coś leży koło martwej Ziemianki zastanawiała się czy podejść czy jednak nie i poczekać.
- Jest tutaj coś! - powiedziała do John'a i Ricky. Postanowiła podejść i zobaczyć co to jest. Chciała się przyjrzeć ale pierwsze co zauważyła, że Ziemianka ma poderżnięte gardło wcześniej nie chciała tego wiedzieć. Kucnęła koło niej podnosząc z Ziemi włócznię poczuła wtedy jakąś ulgę jakby nie musiała się już martwić. Było jeszcze kilka rzeczy lecz chciała poczekać na resztę grupy. Wstała. Spojrzała w stronę Ricky.
- Potrzebuje ktoś jakiejś pomocy? - zapytała spoglądając w ich stronę. Widziała, że jej rana nie była czymś wielkim krew nie leciała bardzo lecz tylko trochę i od czasu do czasu.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Sro 15 Kwi 2015 - 14:54

Wszystko działo się w ekspresowym tempie. Nieprzytomna Tris, John z raną w udzie. Udało się za to odwrócić uwagę Ziemianki. Chłopak zdążył ją zatrzymać. Ricky cisnęła nożykiem o kamienie. Miała dosyć zbyt wiele atrakcji jak na jeden dzień... a właściwie poranek. Nie tak dawno wszyscy wychodzili z Exodusa. Być może następne dni będą coraz lepsze. Pochyliła się do przodu, opierając dłonie na kolanach. Wzięła kilka głębokich wdechów.
- Gdyby był tu jakiś bar postawiłabym ci całą szklankę piwa - powiedziała do Johna, uśmiechając się lekko. Mieli ogromne szczęście, że nie skończyli jako ofiary Ziemianki. Pokręciła głową. Musieli się jakoś wziąć w garść. Podniosła swój nożyk, który wcześniej wylądował na kamieniach.
Ruszyła się w miejsca, zmierzając w stronę Tris. Teraz chyba już nic im nie zagrażało. Zatrzymała się metr od dziewczyny, akurat w momencie, kiedy otworzyła oczy. Nie było tak źle. Jakoś żyli. Spojrzała przelotnie na ciało napastniczki. Atakowanie ich zdecydowanie nie było najlepszą decyzją. O wiele lepiej zrobiła by, gdyby po prostu ich zignorowała. Teraz to już jej zmartwienie.
Szkoda, że nie odziedziczyła po mamie zamiłowania do medycyny. Wtedy wiedziałaby co zrobić z ich ranami. Najlepiej byłoby przemyć je wodą.
- Jakoś dam radę - mruknęła, przyglądając się dłoni. - Ziemianka miała coś ciekawego?
Podeszła z wolna do wody, żeby po chwili zanurzyć w niej zranioną dłoń. Od razu poczuła przyjemy chłód. Zauważyła przy okazji coś, przypominające sieć. Nigdy nie widziała czegoś podobnego, ale słyszała o różnych metodach polowań, podczas zajęć w szkole. Wystarczyło wyciągnąć sieć, za co też się zabrała.
-  Tutaj też coś jest - powiedziała, podnosząc zdrową ręką sieć z rybami. - Przynajmniej tyle dobrego.
Niestety, nie znaleźli zaginionych dzieciaków, ale szpargały, które weszły w ich posiadanie również mogły do czegoś się przydać. Setka nie była zupełnie bezbronna. Podeszła do Tris i Johna, zarzucając na plecy sieć z rybami. W razie czego będą mogli tutaj wracać i łowić jeszcze więcej sztuk.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Sro 15 Kwi 2015 - 22:47

Kiedy jego tętno wróciło do normy, rozejrzał się w około sprawdzając czy nie ma w pobliżu już nikogo pokroju leżącej pod jego nogami dziewczyny. Las wyglądał spokojnie. Świetny początek dnia, trzeba to kiedyś powtórzyć. Na razie było około południe, a on najchętniej spocząłby na laurach na swoim prowizorycznym hamaku w Exodusie. Jak na razie nie było na to jednak szans. Trzeba było przeszukać okolice, Ziemiankę, wodę.
Nie myślał, że towarzyszki zareagują na to co zrobił tak pozytywnie.  Spodziewał się bardziej miny przerażenia i wyzwisk od psychopatów. Kilka pochwał nie zraziło go jednak za bardzo. Pokiwał głową dając znać Tris, że raczej przeżyje i nie ma się co o niego martwić. Delikatnie uśmiechnął się na słowa Ricky i rozejrzał się chcąc przypomnieć sobie skąd nadbiegła nieznajoma.
-Wygląda na to, że…- urwał w połowie zdania bo uświadomił sobie, że nawet nie zna imienia dzikuski- …że nasza koleżanka wyręczyła nas w poszukiwaniu jedzenia. – dokończył patrząc na trupa a następnie na Ricky, która znalazła sieć. Mimo dość dotkliwych obrażeń, i żadnych śladów po zaginionych, ich wyprawę można by było uznać za udaną.
-Przeszukaj ją, może ma coś co się przyda.- rzucił w stronę Tris i poszedł w stronę z której zaatakowała Ziemianka. Murphiego najbardziej na Ziemi ciekawił fakt że im bliżej lasu był tym powietrze było coraz chłodniejsze. Wszedł do lasu i rozejrzał się. Trudno było nie zauważyć  wielkiej skóry. Można by powiedzieć futra. John widział kiedyś podobne na targu na Arce. Bogacze, zazwyczaj członkowie Rady mogli sobie pozwolić na rzeczy „Z Ziemi”. Były to obrazy, ubrania, dekoracje które kiedyś, wiele lat temu „ostatni” ludzie na Ziemi wnieśli na statki aby uratować choć fragment swojego domu. Podniósł je  i otrzepał z piachu. Było dosyć ciężkie i bardzo ciepłe. Kiedyś należało chyba do pumy lub czegoś co kiedyś nią było. Przełożył odzienie przez ramię i wrócił do dziewczyn.

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Czw 16 Kwi 2015 - 15:44

Wszystkie te wydarzenia dały Tris do zrozumienia, że powinna być  bardziej uważna. Ten atak na pewno zapamięta do końca życia w końcu zostanie jej ślad na policzku. John i Ricky także nie będą mieli dobrym wspomnieć z tej wędrówki może i inaczej to zapamiętają niż dziewczyna. Stała przy zwłokach spoglądając na nie od czasu do czasu. Zastanawiała się czy Ricky jest bardzo zraniona i wielka szkoda, że Maddon nie zna się na leczeniu dla niej jest to czarna magia.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebowała daj znać - odpowiedziała dziewczynie po chwili. Spojrzała ponownie na Ziemiankę zastanawiając się czy ma jeszcze coś obok siebie lub przy sobie. Od martwej dziewczyny oderwały ją słowa Ricky która najwyraźniej znalazła coś pożytecznego. Była to sieć z kilkoma rybami w środku. Dziewczyna wiedziała, że szczęście im aktualnie dopisuję więc nie powinna się martwić. Na wiele czasu im ich nie wystarczy ale nie powinna wybrzydzać i cieszyć się z tego co jest. Właśnie tak zrobiła na twarzy pojawił się uśmiech. Niedługo potem usłyszała John'a który zaczął do niej coś mówić spojrzała w jego stronę i go wysłuchała.
- No ok już patrzę - odpowiedziała po czym kucnęła tuż obok zwłok Ziemianki. Spoglądała na nią od czasu do czasu odwracając wzrok. Kiedy wzięła się w garść przeszukała ją czy nie ma czegoś przy sobie. Miała schowane jakieś fiolki. Tris zastanawiała się do czego ona są i jakie mają działanie. Może była to jakaś trucizna albo wręcz przeciwnie i było to jakieś lekarstwo. Małe fiolki zatkane była tylko jakimś koreczkiem oczywiście dziewczyna ciekawości otworzyła jedną. Nie czuła żadnego zapachu więc zamknęła ją szybko by nic się nie stało. Po chwili wróciła do szukania. Obok zwłok była torba a raczej jakiś tobołek. Otworzyła go. W środku znajdowały się orzechy, jagody a także jakieś korzonki. Włożyła z powrotem wszystko do tobołka złapała do ręki włócznię która także tak była i odeszła od ciała. Nie chciała już patrzeć na martwą dziewczynę bo wiedziała, że jeszcze jakiś czas będzie miała ja przed oczami.
- Ricky, John znalazłam coś na pewno jest to jadalne ale także jakieś fiolki które nie wiem jakie mają znaczenie - odpowiedziała po chwili. Niewiele się zastanawiając podeszła do brzegu gdzie była dziewczyna i spojrzała na nią. Tobołek trzymała w lewej ręce a włócznię w prawej.
- Przyznam, że jakoś teraz dopisuje nam szczęście - wypowiedziane słowa skierowała do John'a i Ricky.
- Mam pytanie nie wygląda aż tak źle ta rana na policzku? -dopowiedziała po chwili do dziewczyny.

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Sob 18 Kwi 2015 - 11:45

Pokiwała głową, posyłając Tris niewielki uśmiech. Ręka wkrótce się zagoi, nie była w stanie krytycznym. Chociaż mogła. Te starcie, chociaż zakończyło się z korzyścią dla nich, pokazało również, że powinni być bardziej ostrożni. Założenie, że byli na planecie sami już od początku było błędem. Tutaj mogli spodziewać się wszystkiego. W końcu nikt nie wykluczał jakichś dinozaurów bądź erupcji wulkanicznych. Zdążyli zbadać teren mniejszy od główki szpilki, w porównaniu do terenów całej planety. To był dopiero początek.
Uklękła przy Ziemiance żeby po chwili odciąć nożykiem dolną część materiału, który miała na sobie. Ponownie podeszła do wody, żeby zanurzyć część odzienia. Przecięła go na dwie części, jedną użyła jako opatrunek na zranioną dłoń. Miała o tyle lepiej, że była to lewa ręka, mniej używana przez większość czasu.
Zmarszczyła brwi. Fiolki mogły być podejrzane. Jakieś trucizny, odtrutki, zioła lecznicze? Pomyłka mogła być fatalna w skutkach. Najlepiej byłoby schwytać jakiegoś Ziemianina i dokładnie go przesłuchać. To jednak trzeba będzie uzgodnić z resztą setki, o ile ktokolwiek będzie chętny do udziału w takim procesie. Nadal byli na słabszej pozycji. Broń palna mogłaby załatwić sprawę. Niestety, wszelkie materiały składowe były w Mount Weather. A musieli się tam jeszcze dostać.
Słysząc słowa Tris, podeszła do niej, przyglądając się z bliska ranie na policzku. Nie wyglądała tak źle, powinna zagoić się z upływem czasu. Jasne, nie wiedzieli jak ziemski klimat wpływał na regenerację organizmu. Ricky miała nadzieję, że wszystko będzie przebiegać normalnie.
- Będziesz miała sporo szczęścia, jeśli rana zupełnie się zagoi - powiedziała. - Może zostać blizna.
Co nieco na temat medycyny zdążyła się już nasłuchać. Matka była dosyć rozpoznawalną specjalistką od składania ludzi. Nie zapamiętała zbyt wiele z jej opowieści, może dlatego, że nadal była dzieckiem, gdy wyrzucono ją w próżnię. Nie miała pewności, czy setka kojarzyła jej matkę. Teraz nie miało to większego znaczenia.
- Trzymaj - podała dziewczynie drugi, ciężki kawałek materiału nasiąkniętego wodą. - Jeśli wda się zakażenie będzie ciężko, woda powinna pomóc.
Nadal nie mieli podstawowych zasobów, w tym lekarstw, czy nawet zwykłych bandaży, które mogłyby zwiększyć szanse ich przetrwania. Cholerna rada... wysłali ich z niczym.
- Wracamy? - skierowała słowa zarówno do Johna jak i Tris. Mieli trochę ryb, sieć, jakieś rzeczy należące do Ziemianki. Przynajmniej nie pokażą się w obozie z pustymi rękoma.

_________________


Let's cancell the apocalypse together,
Let's try to stay alive togehter,
untill the end...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Sob 18 Kwi 2015 - 12:52

Cały ten piękny poranek zakończył się dla nich korzystnie. Mimo zaatakowania przez Ziemiankę, John, Tris i Ricky wypełnili swoje zadanie i zdobyli jedzenie. Czy to było szczęście? Biorąc pod uwagę raczej mierne (na razie) umiejętności w walce, można by powiedzieć że los im sprzyjał. Przecież to wszystko mogło potoczyć się inaczej. Ricky mogła zostać przebita włócznią na wylot, Nóż który trafił w nogę Johna mógł przebić tętnice, a Tris mogła uderzyć głową w duży kamień kiedy upadała tracąc przytomność. Wtedy z żadnego z nich nie byłoby pożytku. Nie mogą jednak przez całe życie liczyć na szczęście.
  Muszą być bardziej ostrożni, przygotować się, że spotkania z Ziemianami będą coraz częstsze i coraz mniej przyjemne. Większość mogłaby się spodziewać że jeśli istnieją tu jacyś ludzie to przywitają spadającą puszkę z kosmosu wielkim napisem "Witajcie w domu!". Po tej sytuacji Murphy wątpił żeby którekolwiek z zaginionych dzieciaków jeszcze żyło.
  Chyba nie ma co czekać aż zjawią się jej kumple- powiedział siadając przy rzece i przemywając zranione udo wyjątkowo czystą wodą w strumieniu. Nie znał się zbytnio na medycynie, szczerze mówiąc John wolał ranić niż leczyć. W tym jednak przypadku postanowił pójść śladami Ricky. Chwycił nóż którym jeszcze tak nie dawno poderżnął gardło Nieznajomej, opłukał ostrze w rzece i wyciął kolejny kawałek swojej koszulki. Jeszcze kilka takich akcji, a będę pomykał z gołym brzuchem pomyślał i zamoczył materiał w zimnej wodzie. Zawiązał na ranie dosyć ścisło i odwiązał stary, przekrwiony już kawałek koszulki.
  Stracił już trochę krwi więc wyjął z prowizorycznego plecaka manierkę i wypił niewielką resztę tego co pozostało z deszczówki. Oby dzisiaj też padało.
  Podniósł się znad rzeki i spojrzał na dziewczyny. Kiwnął głową w stronę z której przyszli dając znak, że pora ruszać i tak też zrobił. Przed nimi tak samo długa droga jak nad ranem, oby też tak nudna.
z/t chyba Very Happy

_________________
John Murphy
I'm nobody's son. You made sure of that.


Ostatnio zmieniony przez John Murphy dnia Sob 18 Kwi 2015 - 15:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Sob 18 Kwi 2015 - 15:56

Wszystko co się działo przez ten czas dziewczyna zaczęła powoli zapominać. Za bardzo nie chciała pamiętać tego zdarzenia lecz na jej nieszczęście będzie pamiętała i to do końca. Nie wiedziała jak mogłaby im pomóc nie znała się na zszywaniu ran jedynie mogła zrobić tak by nie wdało się zakażenie i przemyć rozcięcia. Stała nadal przy brzegu nadal trzymając te znaleziska w rękach po chwili położyła je przed sobą tak by się nie zamoczyły. Rozglądała się od czasu do czasu patrząc w stronę lasku. Jakoś nie mogła oderwać wzroku do niego oczywiście był ładny ale zawsze mogło się tak czaić coś na nich a Tris nie miała zamiaru być ponownie zaatakowaną w tym samym dniu. Gdy Wysłuchała co dziewczyna do niej mówiła i można było uznać, że Maddon się lekko zmartwiła.
- To mnie pocieszyłaś ale nie jestem martwa więc dam radę - odpowiedziała. Nie widziała jak jej policzek wyglądał więc nie mogła ocenić czy jest źle czy raczej dobrze. Jeśli będzie miała bliznę no to będzie musiała z nią żyć i nic z tym nie mogłaby zrobić.
- Może będzie mi z nią do twarzy - ponownie dodała uśmiechnęła się i zażartował sobie z samej siebie. Nie mogła popłakać się z takiego powodu jej życie na tym przecież się nie skończy. Gdy Ricky podeszła do niej i dała jej kawałek materiału do przemycia rany Tris wzięła ją od niej i przyłożyła do policzka po czym lekko przetarła zrobiła to jeszcze kilkakrotnie. Nie było to przyjemne więc zacisnęła zęby. Po chwili usłyszała ponowne słowa dziewczyny chwilę się nad nimi zastanowiła.
- Też tak sądzę i nie wiem czy jest sens nadal tutaj być - powiedziała w stronę John'a przy czym zgadzając się z Ricky. Może i mieli poszukać zaginionych dzieciaków lecz nie było szans na dalszą wędrówkę. Mieli kilka znalezionych rzeczy ale na wiele im się nie przydadzą. Czekała na reakcję chłopaka i mieli szczęście, że także chciał wracać do obozu. Mogli tam spokojnie opatrzyć swoje rany a dziewczyna nie chciała już zostawać na tym pustkowiu.
- No to idziemy - słowa skierowała w stronę dwójki nastolatków.



prawdopodobnie zt.//

_________________
Tris Maddon

I won't go without a fight You can't stop me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 9 Cze 2015 - 22:49

//po poszukiwaniu orzechów

Phoenix od dłuższego czasu próbowała wyrzucić z siebie negatywną energię jaka kumulowała się w niej od dawna. Szukała sposobu by nie wrzeszczeć na innych, by przypadkiem nie zrobić sobie wrogów których w setce zdecydowanie nie potrzebowała mając tak niewielu sojuszników. W końcu znalazła odpowiednie miejsce i czas. Teraz. Przyleciała na ziemię mając dwie gumki we włosach, obecnie nie miała żadnej tylko dlatego że nosiła je w kieszeni spodni na wypadek kiedy zmieniłaby zdanie. Wyjęła jedną związując nią włosy w prosty kucyk, tak by włosy nie przeszkadzały jej w tym co miała zamiar zrobić za chwilę. Nie chciała tego robić w lesie, za mało przestrzeni choć zdecydowanie mogłaby użyć drzewa do treningu. Od kiedy była mała ojciec trenował ją by potrafiła się sama obronić, nigdy nie było wiadomo co się może stać, nawet na Arce. Uwielbiała tę część dnia gdy ojciec zabierał ją do pustego, nieużywanego pomieszczenia i spędzali ten czas razem na treningach, których jej teraz brakuje. Mimowolnie spojrzała w niebo zastanawiając się co może teraz robić, o matce nawet nie chciała myśleć. Jej wspomnienie wywołało grymas na twarzy brunetki.
Zdjęła swoją koszulę z długim rękawem przewieszając ją sobie w pasie, pod spodem miała granatową koszulkę na ramiączkach, tak pod komplet. Phoenix była osobą która uwielbiała dobierać rzeczy pod siebie, niezależnie od sytuacji. To poprawiało jej nastrój.
- Dobra Biccieri. Skup się. – mruknęła sama do siebie zaczynając gimnastykę, na pierwszy ogień poszło rozciąganie rąk i nóg. Gdy poczuła że jest gotowa, zdecydowała się na mały jogging po plaży, nie za daleko wciąż pozostając w bezpiecznej odległości od wody.

_________________
Phoenix of love.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Wto 9 Cze 2015 - 23:28

/po tam tym wszystkim

Teoretycznie takie łażenie samemu po lesie, zwłaszcza teraz, jak już wiedzieli, że nie są sami na Ziemi, nie było zbyt mądre. Teoretycznie. Tak bardziej praktycznie, to Bellamy miał już trochę dosyć Setki, która to już właściwie setką nie była, ale mniejsza o to. Oczywiście, to nie było tak, że teraz miał zamiar ich zostawić na pastwę losu i przyglądać się jak tak giną z głodu, czy czegoś podobnego. Po prostu potrzebował takiej chwili wytchnienia, gdzie to nikt nie będzie mu gadał nad uchem, marudził, albo próbował się kłócić z jakiegoś błahego powodu. Bellamy był tylko człowiekiem, a i tak wszyscy mieli jeszcze na tyle szczęścia, że wciąż pozostawał w miarę miły. W końcu mógł zacząć rozstawiać ich po kątach i nic by do gadania nie mieli. Niestety zamiast doceniać jego dobroć, woleli marudzić, toteż nie ma co się dziwić, że miał ich dosyć. Pod pretekstem szukania jakiegoś pożywienia, którego to wciąż im brakowało, wybrał się na wycieczkę po lesie. W ciągu tych ostatnich dni trochę lepiej rozejrzeli się po okolicy i niej więcej wiedzieli co i gdzie się znajduje. Może i jakiś super dalekich wypadów nie robili, ale chociaż wiedzieli gdzie mogą znaleźć źródło wody, a gdzie rosną drzewa z orzechami. Z pragnienia chociaż nie padną, bo akurat strumyków to nie brakowało.
Przedzierając się przez las, Bellamy na swoje szczęście nie spotkał na drodze żadnej przeszkody. Nie spotkał również żadnego zwierzęcia, ale to mu jakoś specjalnie nie przeszkadzało. Gdyby coś znalazł to by musiał wrócić do obozu, a akurat to nie było mu zbytnio na rękę. Dlatego też, kiedy po dłuższej chwili znalazł się przy plaży, z dala od tego całego chaosu panującego pod Exodusem, poczuł ulgę. Chociaż naprawdę mu schlebiało, że niektórzy tak automatycznie uznali go za przywódcę, to równocześnie irytowali go ci, którzy chcieli każde jego słowo, bez względu na to czy mądre, czy głupie, kwestionować. Tutaj nie było tych wszystkich marud i człowiek mógł chociaż trochę wypocząć i przestać się przejmować problemami dnia codziennego. Jednak szybko się okazało, że Bellamy na plaży sam nie był. Właściwie wychodziło na to, że był tym, który to zakłócał spokój przebywającej tutaj Phoenix, ale hej, jego towarzystwo było o wiele lepszym towarzystwem, niż większości przebywających na Ziemi osób, więc dziewczyna raczej nie powinna narzekać.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mówienie do siebie może być oznaką początków problemów ze zdrowiem psychicznym? - zapytał, bo tak się składało, że usłyszał wypowiedziane przez nią słowa. Oczywiście powiedział to w formie żartu, gdyż nie uważał, żeby było coś nie tak z psychiką Pho. Miał taką małą nadzieję, że dziewczyna zrozumie żarcik i nie skończy się to tym, że zostanie okrzyczany przez kolejną nastolatkę. W ciągu tych ostatnich paru dni musiał już wystarczająco dużo razy użerać się z pyskatymi małoletnimi niewiastami i jak jeszcze raz będzie musiał to zrobić... to prawdopodobnie przestanie proponować ludziom rzeczy, a zacznie wydawać rozkazy. Wolność się skończy i będą dopiero mieli!

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Nie 14 Cze 2015 - 19:16

Brunetka starała się otworzyć w swoim umyśle piosenkę, którą zawsze nuciła z Conley’em, kiedy się widzieli i mieli „fun time”. Dawno tego nie robili, jeszcze ani razu na ziemi, co wydawało się być wielkim nieporozumieniem, które trzeba naprawić. To był kolejny punkt na jej liście. Była tak skoncentrowana na zadaniu jak i bieganiu, że dopiero usłyszenie czyjegoś głosu zatrzymało jej wprawione w samoczynny bieg nogi.
- Hahahahahhahah, żeby to była tylko prawda. Może to wybawiłoby mnie od Ziemskich problemów. – odpowiedziała roześmiana od ucha do ucha. Przystanęła na chwilę by złapać oddech i podeszła do niego bliżej.
- Długo cię nie widziałam. Wszystko w porządku? – zapytała patrząc na niego sokolim wzrokiem. Takim, który szukał dziury w całym zwykle tę dziurę znajdując. Wystarczyło popatrzeć wystarczająco długo. Bellamy był jedną z nielicznych osób poza Conley’em i Laurel, którym ufała i których znała. Mimo przeszłości, która uderzała ją za każdym razem jak go widziała, wiedziała, że nie może tego trzymać przeciwko niemu, choć nie raz korciło ją by go zapytać…to nie był ten czas. Nie w tej chwili. Teraz była w sytuacji, która wymagała więcej uwagi, a był to jej trening.
- No i skoro tu już jesteś….możesz mi pomóc. – Powiedziała oddalając się na krok, przy którym odwróciła się do niego nieznacznie plecami, tylko po to by móc go zaatakować pięścią. Wiedziała że Bell znajdzie siłę jak i sposób żeby tego uniknąć (lub nie Very Happy). Był znacznie bardziej doświadczony od niej w tej dziedzinie. Ona się znała tylko na roślinach i podstawowej chemii, której nauczył ją ojciec.
- Pokaż, na co cię stać, panie strażniku. – zaśmiała się wytykając mu język, przy czym ostatnie dwa zaakcentowała bardzo poważnie, dodając do tego nieznaczny ukłon w jego stronę, jako formę żartu. Po wszystkim spojrzała na niego i wybuchła dodatkową salwą śmiechu, która ucichła nagle a Pho stała się bardziej poważna i skupiona. Teraz czekała na ruch Bellamy’ego. Jej jednoosobowy trening stał się właśnie highlightem jej dnia jak na razie.

_________________
Phoenix of love.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Nie 14 Cze 2015 - 23:05

Chyba można śmiało powiedzieć, że Phoenix była trochę za bardzo na tym swoim zadaniu skoncentrowana. Była sama, dosyć spory kawałek od obozu. Dzisiaj spotkał ją Bellamy, jutro to może być jakiś żądny krwi Ziemiani, który nie będzie miał tak przyjaznych zamiarów jak Blake. Powinna więc nie tylko ćwiczyć bieganie, czy też atakowanie czegoś, ale również i uwagę. Koniec końców dostrzeżenie potencjalnego zagrożenia i refleks mogłyby jej uratować skórkę, bo raczej tężyzną fizyczną za dużo by nie zdziałała.
- To na pewno. Byłabyś szczęśliwa rozmawiając z drzewami, a inni by się martwili o całą resztę - pokiwał głową. Zawsze to jakieś rozwiązanie sytuacji! Chociaż nie ma co ukrywać, że nie byłoby smutno, gdyby tak nagle Pho postradała rozum. Słysząc jej pytanie, uniósł lekko brwi.
- Nie dziwi mnie, że nie widziałaś. Ostatnio byłem naprawdę zajęty, głównie kłóceniem się z nastolatkami i byciem królem. Bardzo czasochłonne zajęcie - rozłożył bezradnie ręce. Zdecydowanie bardziej wolałby spędzać czas z ludźmi, których lubił, niż z tymi, co chcą mu tylko marudzić nad uchem. Niestety tak się najwyraźniej nie dało. - I zgaduję, że Ty również byłaś zajęta... bieganiem i tego typu zabawami - dodał. Nie tylko ona nie widziała ostatnio jego, on jej również, heh. Jednak jakby tak się zastanowić, to nie było ani trochę dziwne - może i była ich tylko setka, ale ciągle coś się działo, ludzie się rozłazili, więc koniec końców większość się po prostu mijała. Rzecz jasna Bellamy wcale w żaden sposób nie unikał Pho, chociaż starał się niektórych unikać, ale to głównie dlatego, że go irytowali. Dziewczyna jednak nie należała to tej grupy.
- Teoretycznie mogę, pytanie tylko, czy chcę - odpowiedział z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Totalnie nie zareagował na jej 'atak', co zaowocowało tym, że oberwał z pięści. Nie, żeby jakoś specjalnie go to zabolało, bo w końcu Pho nie była żadną siłaczką, a on nie należał do jakiś chucherek, ale jednak poczuł jej cios. Skrzywił się więc lekko - Jak będę miał siniaki, to będzie to Twoja wina - powiedział z powagą. Pewnie ich nie będzie miał, ale jakby stało się inaczej, to pewnie by jej to wypominał, albo zażądał jakiegoś masażu, coby przestało boleć.
- Pokazałbym, ale byłem woźnym, a nie strażnikiem - wzruszył ramionami. Właściwie to Bellamy miał trochę opory przed takimi zabawami z Pho, bo po prostu nie chciał jej zrobić żadnej krzywdy. Gdyby ona mu nabiła kilka siniaków, to nic strasznego by się nie stało, ale jakby stało się na odwrót, to już nie byłoby tak fajnie.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Czw 2 Lip 2015 - 22:25

Zastanawiała się czasem czy ma zazdrościć Bellamy’emu czy wręcz przeciwnie. Był tu najstarszy z nich wszystkich i tak jakby wszystko stanęło na jego głowie. Prawdopodobnie nie było to jego pierwszą myślą po wylądowaniu, jednak ktoś musiał być liderem grupki prawie dorosłych ludzi. Fakt, że popełnili swoje ‘złe uczynki’ w różnych etapach życia to jednak nie zmieniało faktu, że teraz mieli (a przynajmniej większość) po 17 lat. Wiedziała za to jedno, Bell mógłby użyć jak największej liczby sojuszników do trzymania porządku. Pho nie była typem osoby, która aprobowała totalny chaos i samowolkę, skoro byli tu razem, powinni dbać o siebie. Może i nie było tu zasad ani warunków jak na Arce, to nie oznaczało, że wszystko powinno być dozwolone. Ziemia, jaką ją przedstawiali im na Arce nie była tą obecną, po której chodzili. Gdyby ktoś zapytał Phoenix, co szczerze sobie myśli teraz…powiedziałaby, że jest bardziej przerażona niż odważna. Mimo to robi dobrą minę do złej gry, bo inaczej się nie da.
- Próbowałam znaleźć jakieś użyteczne rośliny…na jakieś otarcia czy coś..- mruknęła w odpowiedzi. Nie chciała się oddalać zbyt daleko od obozu, szczególnie sama, ale ciężko było cokolwiek znaleźć użytecznego dla niej tak blisko obozu. Nie chciała siedzieć i nic nie robić, nie po to studiowała rośliny przez większość jej czasu żeby teraz być bezużyteczną.
Zupełnie nie przewidziała jednak, że Bellamy nie przewidzi jej ataku i jednak oberwie. Jak tylko się skrzywił i ona to zrobiła. Nie myślała, że oberwie, w końcu to nie o byle, kim mowa.
- Wszystko w porządku? Myślałam, że się obronisz w czas…- szepnęła cicho drapiąc się po głowie. Po chwili wyprostowała się i spojrzała na niego poważnie.
- Wiem, że nie jestem siłaczem i prawdopodobnie gdybyś chciał mógłbyś złamać mnie w pół …wiem też, że ty wiesz, kiedy jestem poważna i kiedy naprawdę czegoś chcę. – zaczęła swój mały monolog.
- więc powinieneś wiedzieć że gdyby mi nie zależało, to bym nie pytała. – dodała, po czym ponownie stanęła w bojowej pozycji.
- Nie bądź ślimakiem, wyjdź ze skorupki i pokaż rogi. – zakończyła poetycko posyłając mu jednocześnie cheeky uśmiech. Gdyby nie fakt, że mieli taką a nie inną przeszłość i znali się trochę to może nie czułaby się w jego towarzystwie tak swobodnie i mu tak nie ufała. Ale to był Bell. Poszłaby za nim wszędzie.

_________________
Phoenix of love.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Plaża   Pią 3 Lip 2015 - 22:12

Gdyby go zapytała, to z pewnością odpowiedziałby, że nie ma tutaj czego zazdrościć. Jasne, fajnie jest sobie porządzić przez dzień, może dwa, ale obecnie znaleźli się w sytuacji, kiedy decyzja, którą podjąłby Bellamy mogłaby się skończyć źle dla całej grupy. To było brzemię, na które się nie pisał, bo w założeniu jedyną osobą, którą tak naprawdę chciał pilnować i bronić była Octavia. Teraz, zamiast jednej, młodszej siostry na głowie, miał (już nie całą) setkę nastolatków, z czego jedni byli bardziej skłonni do współpracy, natomiast inni woleli się buntować, tak dla zasady chyba. Lepiej by sobie radzili, jakby każdy odłożył na bok swoją dumę i przyłączył się do pracy grupowej, ale co począć. Najwyżej Bellamy wszystkich krnąbrnych nastolatków siłą nakłoni do współpracy i gotowe. Właściwie to było trochę smutne, że niektórzy wciąż próbowali 'kozaczyć', mimo iż doskonale zdawali sobie sprawę w jak trudnej sytuacji się znajdują. Jedyne co mogło ich utrzymać przy życiu to współpraca, bo jak wszyscy usiądą na tyłkach i będą czekać aż inni podstawią im jedzenie pod nos, to długo raczej na Ziemi nie pożyją.
Pokiwał głową słysząc jej słowa - Może i dobrze, że nic nie znalazłaś. Jak będą mieć otarcia i rany, to może niektórym dzięki temu coś się do głowy wbije - stwierdził. Nie, żeby był otwarcie za przemocą, ale każda rana, czy każde skaleczenie, jakiego tutaj doznają, może się okazać cenną lekcją. Łapy chociaż nie będą wszędzie pchać i może w końcu sobie uświadomią, że to nie zabawa i naprawdę należy na siebie uważać. Gorzej by było, jakby rana doprowadziła do jakiegoś zakażenia, a potem do śmierci, ale Bellamy pod tym względem był optymistą. Zresztą, co nas nie zabije, to nas wzmocni, prawda?
Teoretycznie mógł zareagować, ale dobrze wiedział, że Phoenix mu nic tak naprawdę nie zrobi. W końcu nie była profesjonalną maszynką do zabijania, tylko niedużą nastolatką. Właściwie to jej 'atak' ani trochę go nie zabolał, dlatego też, widząc jej zakłopotanie, lekko się roześmiał. - Jestem prawie pewien, że wszystko w porządku. Nawet moja męska duma nie ucierpiała - odpowiedział jej z uśmiechem na ustach. Och, przecież on sobie tak tylko żartował! Ostatnio wszyscy chodzili naburmuszeni, albo pyskowali, więc miło było spędzić chociaż chwilę z kimś, kto nie był nastawiony do niego negatywnie.
W czasie jej monologu uniósł głowę w górę, modląc się o spokój - Byłbym naprawdę zdziwiony, jakbyś się okazała siłaczem. Ale żeby nie było! - powiedział szybko, coby Pho się obrażona nie poczuła - Jesteś małą i zwinna, więc masz niewielką przewagę nad takimi jak ja. Proponowałbym więc się skupić nad nauką posługiwania się jakąś bronią, bo to bardziej Ci się przyda - stwierdził, teraz już całkiem poważnie. Wątpił, żeby Pho dała radę pokonać jakiegoś tubylca gołymi rękoma, zwłaszcza, kiedy sobie przypominał jak jedna z Ziemianek załatwiła Murphy'ego i dwie dziewczyny, które mu towarzyszyły. Jeżeli już więc Phoenix chciała trenować, to powinna nauczyć się posługiwania bronią... Szkoda jednak, że nie mieli nic oprócz metalu z Exodusa.
- No i nie chcę, żebyś przez mnie miała siniaki - dodał, tak delikatnie ją szturchając pięścią w ramię. Mogliby zawsze stworzyć jakiś worek treningowy, czy coś w tym stylu, ale jeżeli mieszkańcy Ziemi mieli noże i włócznie, to raczej pięście i kopy z półobrotu Setki na nic się zdadzą i prędzej wszyscy zostaną wybici, niż sami kogoś wybiją.

_________________

down here, weakness is death,
fear is death
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plaża   

Powrót do góry Go down
 

Plaża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Dzika plaża.
» Plaża
» Plaża niestrzeożona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.