IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Korytarz   Nie 22 Lut 2015 - 18:24

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Góral
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 7 Mar 2015 - 17:00

// nowhere

Mało kto wiedział o przypadłości Jewels. Było to raczej utrzymywane w tajemnicy głównie ze względu na nią samą. Tyle razy prosiła i błagała o to by być traktowana normalnie, że w końcu rodzice ulegali, a władze i tak nie miały by pożytku z rozprzestrzeniania tej informacji. Ludzie szybko by się domyślili, że Jewls jest wykorzystywana do różnych testów. Tylko, że utrzymywanie choroby w tajemnicy wiązało się z tym, że musiała być tysiąc razy ostrożniejsza. Raczej nie pchać się w duże grupy, zostawać gdzieś na uboczu… Tylko tak była w stanie panować nad… nie byciem zranioną. Raz się tylko zdarzyło, że opierając się o komodę biblioteczną nadziała swoje ramię na gwóźdź. Całe szczęście ktoś w porę zauważył, że po jej ręce cieknie strużka krwi, a ona mogła się wymówić tym, że w tak to już jest, że dopóki się czegoś nie zauważy – nie czujesz. Krzywienie min wychodziło jej już idealnie.
Wczorajszego popołudnia był właśnie dzień testów. Ostatnio po wielkiej awanturze z jej udziałem i tak te wypady się ograniczyły. Podejrzewała, że nie będzie trwało to długo. Zakończy się z momentem kiedy znajdą na nią sposób. Na razie – tak to wyglądało – chcieli by stawiała się dobrowolnie. Po przykrywką uczenia się na medyka. Znaczy to też robiła, choć niekoniecznie chciała. Ale posiadła jakieś umiejętności.
Ale wczorajsze popołudnie nie było takie jak zwykle. Jewels wyszła na zewnątrz, przyglądała się otoczeniu. Nawet odeszła kawałek do momentu, w którym usłyszała w słuchawce w uchu żeby nie szła dalej. Z ciężkim westchnieniem cofnęła się kilka kroków i starała się nie patrzeć na swoje ręce, które powoli zmieniały kolor. Teraz to i tak działo się ze znacznym opóźnieniem. Wyglądało na to, że testy mają jakieś przełożenie na jej stan. W końcu spojrzała w górę i kiedy przysłoniła ramieniem oczy chroniąc się przed światłem ujrzała jak w oddali coś leci w dół. Przez chwilę stała tak zapatrzona w zjawisko kiedy nagle usłyszała krzyknięcie w uchu. Musiała się zamyślić, a jej opiekunowie nie przepadali za jej ryzykanctwem.
Przespała kawałek nocy i kiedy obudziła się rano na jej skórze nie było śladu po oparzeniu, choć wieczorem słyszała głosy, że przesadziła i leczenie trwało dłużej niż normalnie. Nie chciała się zastanawiać nad tym co się działo za przykrywką leczniczej aparatury. W każdym razie na ten moment nie mogła sobie pozwolić na rebelianctwo.
Korytarzem szła widocznie zamyślona, bo nie mogło jej dać spokoju pytanie co się działo tam na zewnątrz?

_________________

Yeah, let's be clear, I'll trust no one
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 7 Mar 2015 - 20:53

Jedną z zalet posiadania ojca na pozycji strażnika było to, że Ariel bardzo szybko dowiadywał się o rzeczach, które często gęsto miały w ogóle nie dotrzeć do uszu reszty mieszkańców Mount Weather. Potrafił podczas zupełnie niepozornej rozmowy wyciągnąć ze starszego Finchera różne szczegóły, czasem istotne, czasem mniej i choć ten za każdym razem uparcie powtarzał, że niczego mu nie zdradzi, nieświadomie zawsze to robił. Nawet, jeśli nie przedstawiał mu wszystkiego bezpośrednio i nie podawał opisu aktualnej sytuacji jak na tacy, to ten tak czy inaczej potrafił wszystko ładnie poskładać i samodzielnie wyciągnąć odpowiednie wnioski. Był prawdopodobnie jedną z najlepiej doinformowanych osób; oczywiście jeśli liczyć te, które wcale doinformowane być nie powinny. Nic dziwnego, że o Exodusie usłyszał niedługo po jego lądowaniu. Akurat ta informacja obiła mu się o uszy całkiem przypadkiem i nie padła ona z ust jego ojca, a przypadkowego strażnika, którego fragment rozmowy z synem prezydenta zdołał usłyszeć, idąc w kierunku stołówki. Minął ich bez słowa, sprawiając wrażenie kompletnie niezainteresowanego tą dwójką, choć w głębi duszy już wtedy poczuł ukłucie podekscytowania. Niezidentyfikowany przedmiot spadający z nieba zwiastował pewne urozmaicenie w dość nudnym życiu przeciętnego mechanika, jakim był. Jego praca co prawda dawała mu satysfakcję, jednak częste powtarzanie tych samych czynności stawało się wyjątkowo nużące, tym bardziej, że, nie oszukujmy się, zawód, który wykonywał sam w sobie już nie należał do tych szczególnie pasjonujących. Jeśli kogoś to interesowało mógł czerpać z tego przyjemność, ale ona szybko mijała, co dość boleśnie dawało się Arielowi we znaki. Po krótkim czasie spędzonym na stołówce skierował się do windy, którą zjechał na poziom czwarty. Miał tam niewielką robotę do wykonania i choć nie było to nic istotnego, wolał mieć to już za sobą i cieszyć się wolnym dniem. Albo raczej dowiedzieć się czegoś więcej o niecodziennym wydarzeniu, o czym jednak nikt wiedzieć nie musiał. Idąc korytarzem już z daleka dostrzegł znajomą sylwetkę, na widok której uśmiechnął się nieznacznie.
- Jewels - odezwał się, chcąc wyrwać ją z zamyślenia. - Wszystko w porządku? - spytał, unosząc nieznacznie brwi. Sprawiała wrażenie zdenerwowanej.

_________________

and if the last thing that I do is bring you down, I'll bleed out for you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Góral
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 7 Mar 2015 - 21:11

Przeciętni mieszkańcy Mount Weather zazwyczaj albo nie dowiadywali się o takich sprawach w ogóle albo dopiero wtedy kiedy Prezydent uznał to za słuszne. Można było się tylko zastanawiać ilu rzeczy „Górnicy” nie wiedzieli z jakiś wyższych pobudek osób siedzących na stołkach. Ci, którzy pracowali bliżej systemu widzieli i słyszeli więcej… Mieli też jaśniejszy pogląd na sprawę. Taka, na przykład, Jewels po latach przesiadywania w laboratoriach i na salach, wsłuchując się w rozmowy medyków i Prezydenta i wszystkich innych wiedziała, że najlepszym wyjściem byłaby ucieczka z tego miejsca. To jednak oznaczało śmierć. Choć kto wie czy to nie było lepsze rozwiązanie, w końcu za ich życie ciągle płacił ktoś inny.
Szła dość wolno, nawet nie dlatego, że była zamyślona – po prostu nauczyła się już nie biegać. Z rozmyślań wyrwał ją dopiero głos z naprzeciwka.
- Oh, Ariel. – W pierwszym momencie wydawała się zaskoczona, ale zaraz na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Pokręciła głową i chwilę później zatrzymała się przed nim. - Tak, tylko mam za sobą męczącą noc. To wszystko. – Wyjaśniła spokojnie i założyła kosmyk włosów za ucho. Już nauczyła się panować nad swoimi reakcjami i tym co mówiła. Starła się być jak najbardziej naturalna, bo przecież nie chciała się wydać. Pamiętała jak na samym początku reagowali na nią jej rodzice kiedy choroba się ujawniła. Nie chciała by znowu ktoś obnosił się z nią jak z jajkiem. – Doszkalania są naprawdę żmudne… - Dodała i teatralnie wywróciła oczami wciąż jednak mając przed oczami spadający na ziemię statek. Po prostu nie wiedziała czy mówić o tym na głos, bo mogłoby to zrodzić pytanie – skąd wie? Z kolei nie mogła powiedzieć, że regularnie wychodzi na zewnątrz.
- Gdzie idziesz? - zainteresowała się chwilę później.

_________________

Yeah, let's be clear, I'll trust no one
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie 8 Mar 2015 - 22:42

Ariel co prawda potępiał taki stan rzeczy, ale z drugiej strony potrafił zrozumieć, czemu władze zatajają przed resztą niektóre sprawy. Wywoływanie paniki, które mogły prowadzić do buntów i podziałów między ludźmi w tak niewielkiej społeczności było niewskazane, tym bardziej, że wszyscy byli tutaj uwięzieni. Nikt nie miał opcji, żeby wyjść, trzasnąć drzwiami i więcej nie wrócić. Chcieli czy nie, byli jedną wielką rodziną i musieli utrzymywać przyjazną atmosferę. Rozprzestrzenianie pewnych informacji na szerszą skalę mogło najzwyczajniej w świecie zaburzyć ich porządek, a spokojne, wręcz ociekające rutyną dni zamienić w jeden wielki chaos. Było to może nie tyle niepokojącym, co zwyczajnie niewygodnym dla wszystkich scenariuszem, oczywistym więc było, że uniknięcie go było jednym z priorytetów Prezydenta.
Zatrzymawszy się wsunął dłonie do kieszeni spodni i pokiwał ze zrozumieniem głową, słysząc jej odpowiedź. Spokojne przesypianie nocy w jednym wielkim bunkrze mogło czasem sprawiać trudności, tym bardziej, kiedy wiesz, że parę poziomów wyżej z niewinnych ludzi uprowadzana jest krew. A uprowadzana jest po to, żebyś ty mógł żyć. Taka forma przetrwania była zwyczajnie żałosna, jednak mało kto miał odwagę głośno to powiedzieć.
- Całe szczęście, że ja mam ten okres już dawno za sobą - roześmiał się, kręcąc głową. Lata nauki i niemalże mechanicznego kiwania głową, kiedy po raz kolejny musiał wysłuchiwać podstaw swojego przyszłego zawodu nie należały do najciekawszych. I choć teraz również na nadmiar ekscytujących wydarzeń nie mógł narzekać, na samą myśl o powrocie do wcześniejszego stanu rzeczy tylko mu się ciężko na żołądku robiło. Na pytanie wzruszył nieznacznie ramionami i westchnął, krzywiąc się z lekkim niezadowoleniem.
- Drobna usterka w laboratorium, prosili, żebym się tym zajął - wyjaśnił i przeczesał palcami jasne włosy, odgarniając je przy tym do tyłu, żeby nie wpadały mu do oczu. Co do kwestii statku, jego również korciło, żeby ten temat poruszyć. Zdawał sobie sprawę, że nie powinien o tym wiedzieć i obnoszenie się z faktem, że jest inaczej nie było rozsądne, ale kogo jak kogo, Jewels uznawał za osobę godną zaufania.
- Słyszałaś historie o ludziach mieszkających w kosmosie, prawda? O tym, że kiedyś wrócą na Ziemię... - rzucił, siląc się na beznamiętny ton.

_________________

and if the last thing that I do is bring you down, I'll bleed out for you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Góral
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie 8 Mar 2015 - 23:33

Możliwe, że nie chodziło o sam fakt zatajenia czegoś przed ludźmi żyjącymi w Mount Weather, chodziło raczej o to kto to zatajał. Już i tak żyli z ogromnym ciężarem na swoim sumieniu. Część z nich się buntowała, część nauczyła się z tym żyć, inni udawali, że nie wiedzą nic o tym co się dzieje w innych częściach góry. Gdyby Jewels dbała tylko o siebie i nie miała nikogo bliskiego, też by się zbuntowała. Na razie tylko zaciskała zęby myśląc, że zużywa zdecydowanie więcej krwi niż inni, bo władze przeprowadzają na niej testy… No nic. Nic nie mogła teraz na to poradzić tak aby nie zaszkodzić bliskim. A szkoda.
A nauki faktycznie były męczące, choć miała je w dość ograniczonym czasie to i tak czasem chciała już po prostu wyjść z zajęć, które przeciągały się w nieskończoność. W szczególności uciekała od tych szkoleń podczas których ona sama mogłaby bezpośrednio… poplamić swoje dłonie. A tego nie chciała. Chociaż tyle mogła zrobić w swojej sytuacji.
- Zazdroszczę, przede mną jeszcze dłuższa chwila. – Uśmiechnęła się lekko i przestąpiła z nogi na nogę. Gdyby mogła najchętniej przestała by się pojawiać w laboratoriach. Zwłaszcza, że to wcale nie było coś czym chciała się w swojej teoretycznej przyszłości zająć. – No tak, mogłam się domyślić. – Wywróciła zabawnie oczami i spojrzała a niego.
Niby błahostka do naprawy, ale tez wydawał się być poruszony bardziej niż jego odpowiedź na to wskazywała, dlatego kiedy zapytał ją o historię związaną z ludźmi z nieba uśmiechnęła się blado i odruchowo rozejrzała na boki. Wyglądało na to, że wieści rozchodziły się szybciej niż można się było spodziewać.
- Widzia.. to znaczy słyszałam. – Zająknęła się i możliwe, że trochę się zaczerwieniła, bo automatycznie poczuła jak robi jej się gorąco kiedy pomyliła słowa. – Kto nie słyszał… Jedna z ulubionych bajek na dobranoc. Więc co z nimi? – Przekrzywiła głowę na bok kiedy zadała pytanie i spojrzała na niego z delikatnie przymrużonymi oczami.

_________________

Yeah, let's be clear, I'll trust no one
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon 9 Mar 2015 - 13:43

Bawienie się w rebelianta zdecydowanie nie było opcją, którą Ariel brał pod uwagę. Już raz się wygłupił i stanął władzom niczym ość w gardle, co przypłacił utratą całkowitej swobody, która przecież i bez tego była ograniczona przez cztery otaczające go ściany. Bycie stale kontrolowanym w miejscu pozbawionym szans na ucieczkę, w każdym razie taką, która nie oznaczałaby jego śmierci nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy. Jewels prawdopodobnie potrafiłaby go w tej kwestii zrozumieć jak nikt inny. Sama przecież była pod stałą opieką, a ludzie, którzy wiedzieli o jej przypadłości traktowali ją jak cenny eksponat, który nie może znaleźć się poza zasięgiem ich wzroku, bo jeszcze się uszkodzi. Tak na dobrą sprawę wszyscy mieszkańcy tej góry byli zabawkami w rękach Prezydenta, który mógł robić z nimi co mu się żywnie podobało, a oni nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Wybór był prosty - żyją, tak jak się im każe, albo giną. Mało kto miał w sobie na tyle odwagi, żeby w imię swoich przekonań odebrać sobie życie, a ci, którym się to udało szybko stawali się jedynie echem w głowach swoich bliskich. Tutaj nie było tragicznych historii i bohaterów, tu było głuche milczenie i podążanie za tymi, którzy znajdowali się wyżej rangą niczym stado posłusznych owieczek.
- Trochę cierpliwości, a potem będzie już z górki - stwierdził, choć w głębi duszy nie był pewien, czy zawód medyka faktycznie stanie się dla dziewczyny lżejszy po tym, jak skończy naukę. Jego ściskało w gardle na samą myśl o przebywaniu w jednym pomieszczeniu z Ziemianami i zajmowaniu się sprzętem; ona z kolei będzie prawdopodobnie zmuszona do bezpośrednich kontaktów z nimi. Niezbyt kusząca wizja, która wywoływała na plecach Ariela nieprzyjemne ciarki rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa. Z zaciekawieniem uniósł brwi, kiedy Jewels zaczęła się jąkać, a jej twarz pokryła się czerwonym rumieńcem, jednak nic na ten temat nie powiedział. Kiedy otwierał usta, żeby jej odpowiedzieć z laboratorium dr Tsing, więc momentalnie je zamknął i posłał kobiecie z lekka wymuszony uśmiech, kiedy ich mijała. Ciężko powiedzieć, czemu tak było, ale czuł do niej swojego rodzaju niechęć. Odprowadził ją spojrzeniem do windy i dopiero kiedy zniknęła za jej drzwiami, a wprawiony w ruch mechanizm utwierdził stojącą tu dwójkę w przekonaniu, że zostali sami odwrócił się na powrót do dziewczęcia.
- Zawsze się zastanawiałem, czy te historie nie mają w sobie ziarnka prawdy - mruknął cicho, przyglądając się jej badawczo. - Dzisiaj podobno spadł na Ziemię statek - rzucił, celowo powstrzymując się od dodania "kosmiczny", bo uznał, że to słowo brzmiało zwyczajnie śmiesznie. - Myślisz, że to mogli być oni? - spytał, unosząc nieznacznie brwi. Sam nie mógł być tego do końca pewien, w końcu usłyszał jedynie, że coś, gdzieś wylądowało. Co to było konkretnie i czy miało pasażerów? Ciężko powiedzieć.

_________________

and if the last thing that I do is bring you down, I'll bleed out for you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Góral
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 14 Mar 2015 - 17:56

Największym marzeniem Jewels było powiedzenie w końcu nie systemowi. I była całkowicie świadoma czym by się to skończyło. Pewnie sytuacja zmieniłaby się w momencie kiedy by tego doświadczyła. W końcu nie była w stanie przewidzieć swoich reakcji pomimo tego jak dobrze wyuczyła się kontrolować swoje zachowanie. Wymuszony uśmiech, drganie kiedy powinna czuć ból, odruchowe „ał”, albo dotykanie dłonią miejsca, w którym ktoś niechcący cię popchnął.
- Mam nadzieję. – Na jego słowa otuchy odparła całkowicie nieszczerze, bo wiedziała jak to będzie wyglądało. Teraz jest uczniem i może nim pobyć dłuższą chwilę, kiedy ten okres się zakończy pewnie będzie musiała odbywać jakieś „praktyki”, potem w końcu przekona się, że nagle została medykiem, ale nie takim, który faktycznie będzie leczył ludzi, ale może jakąś… laborantką? Nic co byłoby zdumiewające dla mieszkańców MW. Ot procedura jak przy każdym innym młodym człowieku wkraczającym w dorosłe życie.
Obróciła głowę kiedy zauważyła minę Ariela i powiodła wzrokiem za panią doktor, z którą miała styczność, aż nazbyt często. Niechętnie kiwnęła jej głową i pomyślała o tym, że nie ma ochoty jej widzieć najchętniej do końca świata. Nie miała z nią przyjemnych wspomnień, była to chyba jedna z tych osób, które przyglądały się testom przeprowadzanym na Jewels z jakąś szaleńczą manią. Obróciła głowę w drugą stronę i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, a zanim Ariel znów na nią spojrzał przybrała – miała nadzieję – spokojniejszy wyraz twarzy i kiedy powiedział jej o statku pokiwała głową. Spoważniała kiedy tak uważnie się jej przyglądał i podrapała się po nosie.
- Też o tym słyszałam. W laboratorium… Przepraszam, po prostu nie wiedziałam czy powinnam mówić o tym głośno. – Przyznała się częściowo. To było lepsze niż udawanie, że nic nie wie, albo, że ją to nie obchodzi. Gdyby powiedziała, że owszem, widziała statek w momencie, w którym spadał i w sumie było to raczej niedaleko od Mount Weather – wywołałoby to zdecydowanie niepotrzebne pytania. A tak, mogła porozmawiać o tym co się stało, bo sama była niesamowicie ciekawa o co z tym wszystkim chodzi. – Tak sobie myślę… - Zmarszczył brwi zastanawiając się jak wyrazić swoje myśli w odpowiedni sposób. – Jeśli spadli, o ile w ogóle to byli Ludzie z Nieba, to czy przeżyli? Jednak ten statek spadł. Nie wylądował….

_________________

Yeah, let's be clear, I'll trust no one
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto 24 Mar 2015 - 23:41

Mount Weather było spokojnym, bezpiecznym miejsce. Mieszkańcy nie musieli się obawiać o swoje życie, właściwie o nic nie musieli się obawiać. Mieli dach nad głową, wyżywienie, ubrania, a co najważniejsze panowała tutaj naprawdę sielankowa atmosfera. Niektórzy powiedzieliby, że to miejsce jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, ale jednak istniało naprawdę! Prawdziwy raj, na tej ziemi, która była przecież tak zniszczona przez tą niepotrzebną wojnę! Niestety nawet czasami w tym miejscu bywało niebezpiecznie i można było zginąć. Jak? Przez awarie! Tak, to właśnie awarie były największą zmorą mieszkańców MW. Nie, żeby zdarzały się jakoś często, ale jak już do nich dochodziło życie wielu ludzi mogło być poważnie zagrożone. Dzisiaj ślepy los wybrał sobie na swoje ofiary Jewels i Ariela. To był zupełny przypadek, pewnie niewielkie przewinienie jednego z elektryków. Jedno małe przeoczenie, które spowodowało, że właśnie w tym momencie cały korytarz ulegał powolnemu napromieniowaniu. Teoretycznie takie coś jak promieniowanie nie powinno nikogo dziwić, w końcu Ziemia była cała napromieniowana i pewnie szybko taka nie przestanie być, jednak dla mieszkańców Mount Weather było to niezmiernie niebezpieczne. Wystarczyła więc chwila, żeby poczuć niezbyt przyjemne palenie, które oznaczało tylko jedno - zarówno Jewels, jak i Ariel będą chyba musieli jak najszybciej opuścić to miejsce i udać się w stronę szpitala, bo bez transfuzji może być z nimi naprawdę kiepsko!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 25 Mar 2015 - 10:22

Roześmiał się cicho.
- Nie powinnaś, tak na dobrą sprawę. Ja tym bardziej - stwierdził. Zachowywał się wyjątkowo nieostrożnie w tym momencie, co było do niego niepodobne i szczerze mówiąc sam się szczerze dziwił, że nadal się nie przymknął. W końcu to, że uważał Jewels za godną zaufania wcale nie musiało oznaczać, że taka była. Cała społeczność zamieszkująca Mount Weather należała do dość specyficznych i choć pozornie panowała tu rodzinna atmosfera, to w gruncie rzeczy wszystkiego się można było po mieszkańcach spodziewać. To wciąż byli tylko ludzie, których dzieliły poglądy i odmienne priorytety. Na jej kolejne słowa nieprzyjemny dreszcz rozszedł się mu wzdłuż kręgosłupa. Faktycznie, ze słów strażnika spokojnie można było wywnioskować, że lądowanie statku było gwałtowne i do przyjemnych zdecydowanie nie należało. - Szybko się tego raczej nie dowiemy - mruknął w końcu, bo szczerze wątpił, żeby ktokolwiek miał im tę sytuację przynajmniej trochę w najbliższym czasie rozjaśnić. Nurtowała go jeszcze jedna kwestia. Jeśli to faktycznie byli Ludzie Nieba i jeśli dotarli na Ziemię żywi... To czy ten stan rzeczy długo się utrzyma? Arielowi bynajmniej nie chodziło o zagrożenie ze strony Ziemian, zupełnie, jakby zapomniał, że oni potrafią agresywnie podchodzić do rzeczy im nieznanych. Czy to możliwe, żeby po latach spędzonych w kosmosie ich organizmy okazały się odporne na promieniowanie? Ciężko powiedzieć, czy był w tym chociażby cień logiki. Fincher był już bliski podzielenia się swoimi przemyśleniami (albo obawami?) na głos, ale wtedy znajomie pieczenie zaczęło mu parzyć skórę. Najpierw na twarzy, później rękach, aż w końcu rozeszło się po całym ciele. Kompletnie go to zaskoczyło. Nikt przecież nie wspomniał nawet słowem, że usterka, którą miał się zająć mogła powodować tego typu awarie. Gdyby było inaczej, nawet na moment nie zatrzymałby się, żeby porozmawiać z dziewczyną. Głośny, rozdzierający mu gardło krzyk przerwał panującą od dłuższej chwili ciszę. Nawet nie zauważył, że Jewels zareagowała na efekt promieniowania z pewnym opóźnieniem. Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę windy. Tutaj liczyła się każda sekunda i choć dodatkowa transfuzja krwi ani trochę mu się nie uśmiechała, bardziej martwiło go teraz to, że drzwi tej cholernej puszki zamykały się tak powoli.

/zt?

_________________

and if the last thing that I do is bring you down, I'll bleed out for you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Korytarz
» Korytarz
» Podziemny korytarz
» Czerwony korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: north :: Mount Weather :: Poziom 4-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.