IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Zagajnik   Sob 21 Lut 2015 - 14:22

Zagajnik, na południowy zachód od obozowiska setki. Tak jak większa część lasu jest bardzo zarośnięty i można w nim znaleźć pełno połamanych drzew oraz gałęzi. Żeby do niego dojść z miejsca w którym wylądował statek Exodus, należy iść przez co najmniej dwie godziny, gdyż jest on oddalony o 10 kilometrów.
Pomiędzy drzewami znajduje się głęboki dół, który obecnie jest odsłonięty, więc raczej ciężko jest go przegapić, jednak trzeba uważać, żeby do niego nie wpaść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro 8 Kwi 2015 - 18:50

/teren przy Exodusie//

Gdy tylko zostali podzieleni, Alyssa z uśmiechem dołączyła i przywitała się z osobami, z którymi miała być. Cieszyła się nie tracili zbyt wiele czasu, zanim wyruszyli przed siebie w las. Ally wręcz paliła się aby tam pójść, ciekawość wręcz skręcała ją od wewnątrz. Jednak szła równo z grupą, no a przynajmniej większość czasu. Gdy coś przykuwało jej uwagę zatrzymywała się na chwilę, aby po chwili przyśpieszonym marszem dogonić resztę. Oczywiście rozglądała się też za czymś jadalnym bądź którąś z zaginionych osób, mimo że nie miała pojęcia jak wyglądają. Mówiąc szczerze, Ally nie miała też jakiegoś większego pojęcia o roślinach. Jedyna wiedzą była ta wyciągnięta z lekcji, jednak nie przypominała sobie lekcji o tym jak rozpoznać jadalną roślinę na planecie, która przetrwała promieniowanie. Tak naprawdę nie mogli być pewni niczego, więc Alyssa zanotowała w pamięci że znalezienie jakiejkolwiek owocopodobnej rzeczy należy uznać za sukces.
-Mam nadzieję że macie większe pojęcie o roślinach niż ja.- Przyznała szczerze, odwracając wzrok od kolejnego krzaku który mijali, by spojrzeć na dziewczyny i chłopaka z przepraszającym uśmiechem pocierając lekko kark.
Ogólnie Ally miała ochotę mówienia, jednak kiedyś w książce wyczytała że hałas wypłasza zwierzęta, a ona mimo wszystko chciała jakieś przynajmniej zobaczyć. Nie chciała też być zbyt natrętna, więc zajęła się ponownym obserwowaniem okolicy. Coraz swobodniej i zwinniej udałało jej się poruszać pomiędzy korzeniami, drzewami i gałęziami.
Szli już przez dłuższy czas, ale nie przeszkadzało jej to. Nawet jeśli krajobraz w większości pozostawał taki sam. Las, drzewa, korzenie i krzaki. Niby do znudzenia, a jednak Ally nie narzekała. Zachwycał ją niejako fakt że nie zależnie jak daleko dojdzie, ziemia i krajobraz ciągną się dalej. Na Arce zapewne natrafiła by już na jakąś ścianę, bądź ślepy zaułek. Ziemia była tak rozległa, że też potrafiła przerażać. Mimo całej ekscytacji i radości Ally zdała sobie sprawę, że wcale nie tak trudno byłoby się tutaj zgubić przez nieuwagę. Dlatego też, co jakiś znajdywała sobie jakiś charakterystyczny punkt, aby w razie przeszłych wycieczek znaleźć drogę do obozu.

_________________

Ally

Be an encourager. The world has plenty of critics already.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro 8 Kwi 2015 - 20:00

/ z terenów przy Exodusie!

- Co nie znaczy, że nie powinniśmy chociaż... - Savannah próbowała jeszcze przekonać Bellamy'ego do swojego pomysłu znalezienia Mount Weather (lub przynajmniej zorientowania się, gdzie takowe w ogóle się znajduję), ale szybko stłumiły ją głosy innych, rozdzielających się na grupy. Westchnęła więc tylko i darowała sobie kolejne próby. Może chociaż jej grupa podzieli jej pomysł? Albo któraś z innych zdecyduje się na krok, o którym wspominała?
Nim dołączyła do swojej grupy, wróciła jeszcze szybko do Exodusa po swoją manierkę oraz kawałek jakiejś rury, która musiała odłamać się podczas ciężkiego lądowania. Początkowo nie była przekonana do pomysłu, by każdy z nich coś podobnego ze sobą zabrał, bo jakoś nie wyobrażała sobie siebie uderzająca czymś takim w cokolwiek... wymyśliła jednak inny sposób jej wykorzystania. W końcu będzie miała czym się podeprzeć w razie trudniejszego przejścia czy drogi!
Alyssy nie znała w ogóle, ale przywitała się z nią z leciutkim uśmiechem. Obecność Pyxis pomagała jej pozostać nieco bardziej pozytywną, niż dotychczas na Ziemi. Trzeci partner ich wycieczki jednak wyruszył przodem, nim zdołała mu się lepiej przyjrzeć. Mogłaby jednak przysiąc, że go zna. To nie było możliwe... David w końcu nie mógł tutaj być, bo do żadnego więzienia nie trafił. Wyparła jakoś w tej chwili z myśli to, że mógł... przez ten ostatni rok przecież mógł zostać Odizolowany. Nie docierało to teraz do niej. A jednak chłopak był tak do Davida podobny, że przez całą drogę Savannah praktycznie nie mogła oderwać wzroku od jego pleców. Cierpiała na tym nieco ich misja, bo dziewczyna nie była w stanie skupić się na tym, by poszukiwać czegoś do jedzenia, picia, czy wypatrywać zaginionych... Nie mogła jednak nic poradzić na to, w jakim kierunku podążały teraz jej myśli.
Zastanawiała się, jak sobie radzą - David i jej matka - tam na górze, na Arce. Czy wciąż jej nienawidzą? Czy kiedykolwiek w ogóle byliby w stanie jej wybaczyć? Czy zdawali sobie w ogóle sprawę z tego, że od wczoraj już jej na Arce nie ma? Mimowolnie zaciskała mocniej dłonie na rurze i manierce, czując coraz większy ból w sercu. Nie czuła go już tak długo... Na tak długo udało jej się od niego odseparować, że zapomniała, jak nieprzyjemne uczucia i bolesne wspomnienia ze sobą niósł.
I pomyśleć, że wywoływał to wszystko zupełnie nieznajomy jej chłopak...

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pią 10 Kwi 2015 - 22:51

Strasznie Was dziewczyny przepraszam za zwłokę, przygniotły mnie studia, ale już jestem i obiecuję poprawę! <3

Ruszył niemal bez słowa, swoim tymczasowym towarzyszkom krótko kiwając głową na powitanie i zostawiając je kilka metrów w tyle. Odruchowy sprzeciw wywołany przydzieleniem go do tej samej grupy, w której znalazły się Savannah i Pyxis, stłumił szybko; wystarczyło kilka sekund logicznego toku myślowego, żeby odnaleźć w teoretycznie beznadziejnej sytuacji kilka plusów. Mając siostrę za plecami, mógł przynajmniej mieć na nią oko, nawet jeśli nie czuł jeszcze sił ani chęci na rozjaśnienie sytuacji. Prawdę mówiąc nie był nawet pewien, czy w razie ewentualnego niebezpieczeństwa rzuciłby się na ratunek, czy wprost przeciwnie - dobiłby ją jeszcze, raz na zawsze pozbywając się problemów. Nic więc dziwnego, że póki co odcinał się od podobnych dylematów, milcząco skupiając się na wykonaniu zadania i z radością przyjmując fakt, że Savy również nie próbowała drążyć tematu. Nie mógł oczywiście wiedzieć, że go nie rozpoznała; oglądając się w lustrze codziennie, nie dostrzegał, jak bardzo zmienił go ostatni rok na Arce. Feralne wydarzenia i podążające za nimi konsekwencje nie mogły i nie pozostały bez echa, piętnując Crossa nie tylko psychicznie, ale też fizycznie, tak, że z energicznego i żywego niegdyś chłopaka nie pozostało wiele. Wyrobione na treningach mięśnie co prawda nie zniknęły, ale sama sylwetka przygarbiła się znacznie, powodując, że wydawał się niższy, niż dawniej. Policzki zapadły się lekko do środka, a bezsenne noce pozostawiły pod oczami sine cienie, na stałe już chyba wpisane w jego nową twarz. Dłonie zaciskały się w pięści znacznie częściej, a ton głosu stał się szorstki i nieprzyjemny, przez co jego rozmówcy zawsze mieli wrażenie, że David po prostu ich nie lubi.
Sam owych zmian nie był świadomy, a nawet jeśli był - nie miał zamiaru nic z nimi robić, bo nowa pozycja samotnika i osoby, którą zwyczajnie zostawia się w spokoju, po prostu mu pasowała. Teraz również nie robił nic w kierunku ewentualnej integracji, jedynie co jakiś czas zerkając za siebie i sprawdzając, czy grupa wciąż liczyła cztery osoby. Marsz go uspokajał i nie wydawał się stanowić zagrożenia sam w sobie, ale mimo wszystko oczy pozostawiał szeroko otwarte, uważnie śledząc zarośla w poszukiwaniu ewentualnego ruchu (może na Ziemi ostała się jakaś zwierzyna?). Od czasu do czasu zatrzymywał się też przy losowo wybranym drzewie, przy pomocy niewielkiego nożyka wycinając na nim krzyżyk - nie wiedział, jak daleko przyjdzie im iść, a droga powrotna mogła okazać się trudniejsza do odnalezienia, niż mu się pierwotnie wydawało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie 12 Kwi 2015 - 16:55

no problemo! ja przepraszam, że tak trochę bez zachowania kolejki, ale wen mnie złapał ;_;

Dla Savannah to nie była łatwa wędrówka. Nie tylko dlatego, że z każdym razem, gdy nieznajomy chłopak odwracał się w jej stronę chociażby profilem, coraz mniej wierzyła w to, że rzeczywiście taki nieznajomy jej był... Również dlatego, że ze zwiększającym się przebytym dystansem jej ciało zaczynało odmawiać jej posłuszeństwa. Do tej pory skrzętnie ukrywane zmęczenie, nieprzespana noc (właściwie nie pierwsza), niedożywienie i być może nawet odwodnienie dawały o sobie znać najwyraźniej nie tylko złudzeniem obecności Davida, ale również wycieńczeniem organizmu. Gdyby nie to, że praktycznie przez całą drogę podpierała się na zabranej z Exodusa rurze, pewnie już dawno leżałaby plackiem na jakiejś większej skarpie, na którą sama nie miałaby szans się wdrapać.
W końcu jednak nawet rura przestawała wystarczać... Gdy po raz trzeci już musiała podnosić się z kolan, miała wrażenie, że nie da rady ruszyć się nawet o milimetr, a co dopiero mówić o kolejnych kilometrach. Może to nie był jednak taki dobry pomysł, by dołączać do poszukiwań?
- Halo! Możemy zrobić przerwę? - odezwała się nieco podniesionym głosem, bo wyraźnie została w tyle za swoją grupą. - Tylko chwilę - dodała, jakby własne ciało chciała przekonać, że więcej niż chwila przerwy nie jest mu potrzebne. W tym momencie nienawidziła tego zdrajcy - swojego ciała właśnie - chyba bardziej, niż kiedykolwiek. Drobnego. Słabego. Mało wytrzymałego. Nie ona jedna była głodna, spragniona i niewyspana, więc dlaczego tylko jej musiało brakować sił? Dlaczego musiała zaraz cała blednąć i dostawać chwilowych zawrotów głowy? Dlaczego jej zmęczony umysł musiał jej podsuwać obraz osoby, której tutaj być nie powinno? Dlaczego nogi uginały się pod nią, jakby właśnie przebyła co najmniej kilka razy dłuższy dystans... i to truchtem?
No cóż, Savannah, może dlatego, że w pewnym sensie twoje ciało nie było na ten moment tylko i wyłącznie twoje? I że po bardzo kiepskim więziennym odżywianiu, zwróceniu połowy wnętrzności tuż po lądowaniu i nie spożyciu niczego od tamtego czasu, wyruszenie na piesze wędrówki n a p r a w d ę nie było najlepszym pomysłem? Może dlatego.
Ale tylko może.

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie 12 Kwi 2015 - 23:39

Nie szkodzi <3 A ja nie wiedziałam czy czekać na Pyxis, ale mam nadzieje że się nie obrazi, że wstawię już posta Wink

Alyssa mimo odczuwanego i wymalowanego na twarzy podziwu i ekscytacji związanej z przemierzaniem terenów, o których wcześniej mogła tylko marzyć albo dowiadywać się z książek czy innych materiałów, znalazła chwilę na przyjrzenie się reszcie grupy.
Możliwe że na Arce minęli się z kilka razy, ale tak naprawdę Ally ich nie znała. Oprócz Pyxis, z którą rozmawiała na ognisku i w Exodusie i której kolor włosów nie może zostać niezauważony.
Niestety Savannah ani David'a, mimo że ten bardzo szybko wyprzedził je i szedł na czele grupy, nie znała. Nie była szczególnie świadoma że trafiła na trójkę bardzo dobrze znających się osób z własną historią. Nie trudno było jednak zorientować się że Pyxis i Savannah się znają. Patrząc na dwie dziewczyny Ally uśmiechała się, nawet gdy jej myśli były daleko stąd. Zastanawiała się nad własnymi znajomymi z Arki. Alyssy od zawsze wszędzie było pełno. Jednak podobnie jak tornado szybko przychodziła i szybko znikała, często nie nawiązując głębszych relacji. A jednak miała kilku bliższych znajomych, których choć ciężko jej się do tego przyznać trochę zaniedbała, od kiedy jej matka zachorowała. No a potem trafiła do więzienia. Raczej nie była przyjaciółką roku.
Tutaj za to nie spotkała nikogo z nich. I nie była do końca pewna czy powinna się bym smucić, czy cieszyć. Tak naprawdę nie wiedziała co dzieje się na Arce, albo co czeka ich na Ziemi.
Z jej myśli wyrwał ją głos dziewczyny. Ally odwróciła się, nie zauważając wcześniej że Savannah została w tyle. Podeszła w jej stronę wolnym krokiem. Pierwszym odruchem chciała zapytać czy coś się stało, jednak wstrzymała się. Wydawało jej się że to pytanie nie poprawiło by nastroju dziewczyny. No a przynajmniej Ally będąc na jej miejscu nie chciałaby nadmiernej pomocy, panna Fox jakoś zawsze bardziej poświęcała uwagę innym niż samej sobie.
Usiadła za to na ściółce opierając się o drzewo.
- Przerwa to nawet całkiem dobry pomysł.- Odparła spoglądając na resztę z uśmiechem. Wyciągnęła przed siebie nogi. Nawet pełna energii nie mogła powiedzieć że się w ogóle nie zmęczyła. Może nie miała aż takich problemów jak Savannah, jednak jej nogi nie przywykły do aż tak długich ziemskich wędrówek. Spojrzała w górę, patrząc na kołyszące się korony drzew, przez które przedostawały się promienie słońca. Może i było to zwykłe zjawisko, jednak dla Alyssy było zapierające dech w piersiach. Po chwili jednak wróciła wzrokiem do nieznanej jej dziewczyny. Nawet mimo wcześniejszych myśli nie potrafiła nie patrzeć na Savannah z niejakim zmartwieniem z oczach. Taka już była i nic nie mogła na to poradzić.

_________________

Ally

Be an encourager. The world has plenty of critics already.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro 15 Kwi 2015 - 16:24

Margot naprawdę chciała być pomocna. Przez całe życie na Arce była niezauważana, a teraz miała szansę zacząć od nowa. Miała czystą kartę, którą mogła zapisać tak, jak tylko chciała. To co było przestało się liczyć, a dziewczyna miała teraz okazję, żeby w końcu stać się kimś. Zyskać szacunek, nowych przyjaciół, być przydatną. Dlatego też wyruszyła na poszukiwania z jedną z grupek. Nie odzywała się podczas drogi, przeszukując każdy skrawek powierzchni, który miała w zasięgu wzroku. Parę razy wydawało jej się, że coś dojrzała, jednak zazwyczaj okazywało się to kawałkiem kory, albo stertą patyków. Margot jednak się nie poddawała, wciąż uparcie idąc na przód, z nadzieją, że zaraz coś znajdzie, cokolwiek by to nie było. Może jakieś owoce, może grzyby, albo korzonki. Dobrze wiedziała, że w ich rękach spoczywał obowiązek znalezienia pożywienia dla całej grupy, a przecież trochę ich jednak było. Dlatego przeszukiwała zarośla, rozglądała się po drzewach, sprawdzała każdy krzaczek, każdy centymetr ziemi. Naprawdę się starała i wciąż sobie powtarzała, że się nie podda, że będzie szukać, dopóki czegoś nie znajdzie. Kiedy jedna z dziewczyn zaproponowała postój, Margot posłała jej uśmiech. Nie miała nic przeciwko chwili odpoczynku, chociaż ona sama nie była zbytnio zmęczona. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie wszyscy na Arce mieli możliwość dbania o kondycję, a przecież niektórzy spędzili w sky boxie dużo więcej czasu niż ona. Kiedy więc grupka się zatrzymała, ona postanowiła rozejrzeć się po zaroślach, które znajdowały się w pobliżu. Być może jej poszukiwania okażą się bezowocne, ale nikt jej nie będzie mógł zarzucić, że się nie starała. Skoro miała jeszcze energię, to powinna ją jakoś wykorzystać na korzyść na wszystkich. Zaczęła więc powoli oddalać się od grupki, pamiętając, żeby mieć ich ciągle gdzieś na widoku. Nie chciała się zgubić. Co chwilę sprawdzała, czy reszta wciąż jest na miejscu, a potem wracała do przeszukiwania zarośli.
Nawet nie zauważyła kiedy to się stało. W jednej chwili przyglądała się krzakowi, na którym miała nadzieję znaleźć jagody, a już w następnej chwili spadała w dół. Z jej gardła wydobył się krótki okrzyk, który był bardziej okrzykiem zdumienia, czy też zaskoczenia, niż strachu. Jednak kiedy już wylądowała na dnie dołu, krzyknęła tym razem z bólu. Do jej oczu momentalnie naszły łzy, a kiedy spojrzała na swoje nogi zaczęła wpadła w panikę i zaczęła płakać. Nie przejmowała się tym, że być może ktoś uznałby jej zachowania za żałosne, albo dziecinne. Była jednak pewna, że gdyby ktoś inny był na jej miejscu zachowałby się tak samo. Wylądowała w prawie dwumetrowym dole, przez co jedna z jej nóg była obecnie pod bardzo dziwnym kątem. Dodatkowo wystawało z niej coś dziwnego i, mimo paniki i łez, które zalewały jej oczy, Margot wiedziała, że to kość. Zdawała sobie też sprawę z tego, że jest w tragicznej sytuacji. Nawet jeżeli udałoby się jej wydostać z dołu (oczywiście przy pomocy reszty), to co dalej? Nie mieli lekarza, a nikt z Setki nie znał się raczej na medycynie aż tak dobrze, żeby nastawić jej nogę. Nie mieli lekarstw, nie mieli nic. Krew Margot przesiąkła przez jej spodnie i bardzo szybko zaczęła mieszać się z ziemią na dnie dołu. Dziewczyna dobrze wiedziała, że to jej koniec, jednak czy to musiało aż tak bardzo boleć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sob 18 Kwi 2015 - 18:19

Od jakiegoś czasu już widział, że Savannah zostaje w tyle, ale chociaż jedna część jego osobowości krzyczała, żeby się zatrzymać, to ta druga, aktualnie pozostająca u władzy, celowo nie zwalniała tempa. Starał się ją ukarać? Być może; wiedział oczywiście, że nie miało to żadnego sensu, zdrowy rozsądek w postaci cichego głosiku z tyłu głowy nieustannie powtarzał mu, że chyba należałoby już odpuścić, ale ośli upór i wciąż niewykrzyczany żal robiły swoje. Pruł więc przed siebie głupio i irracjonalnie, powstrzymując odruch podbiegnięcia do niej, gdy po raz kolejny osuwała się na ziemię, aż w końcu sam już nie wiedział, na kogo był bardziej zły - na siebie, za pozostawanie takim samym idiotą jak zawsze, czy na nią, za okazywanie tej durnej słabości, która przecież w żadnym wypadku nie była jej winą.
Zatrzymał się dopiero, kiedy dobiegł do niego jej głos. Odwrócił się, dopiero wtedy zauważając, jak daleko tak naprawdę się znajdowała, w pierwszej chwili mając ochotę zaprotestować, ale w końcu tylko kiwając głową. Nie podszedł do niej jednak, zamiast tego znacząc kolejny krzyżyk na pobliskim drzewie i obserwując, jak zatrzymuje się przy niej nieznajoma mu blondynka. - Od siadania stygną mięśnie - rzucił w ich stronę, przypominając sobie wszystkie lekcje, jakie odebrał na Arce. - Za dziesięć minut nie ruszycie się z miejsca - dodał, samemu opierając się o szorstką korę i wyciągając z plecaka manierkę. Zdążył jednak zaledwie upić łyk wody, gdy powietrze przeszył krótki okrzyk, dobiegający z niedalekich zarośli.
Nie poruszył się od razu, w pierwszym momencie odruchowo obejmując wzrokiem grupę i orientując się, że brakowało wśród nich jednej osoby. Dziewczyny, z tego co pamiętał - rudowłosej i piegowatej, która nie odzywała się przez całą drogę, a teraz najwidoczniej postanowiła wykorzystać postój na samotne spacery. Zaklął w myślach, szybko chowając naczynie z powrotem i przyspieszonym krokiem - prawie truchtem - ruszając w kierunku, z którego dobiegł krzyk. Instynkt samozachowawczy protestował, każąc mu trzymać się jak najdalej od niebezpieczeństwa, ale nigdy nie potrafił tak po prostu pozostawać w cieniu. Poczucie odpowiedzialności za całą grupę pchało go do przodu i o mały włos nie okazało się zgubne, bo zauważył potężny dół dosłownie w ostatniej chwili, zatrzymując się o centymetry od stromej krawędzi. Jedno spojrzenie w głąb rozjaśniło całą sytuację chociaż nie poprawiło mu nastroju. - Kurwa - zaklął pod nosem, pochylając się nieco i próbując dostrzec jakiś sposób wydostania dziewczyny z pułapki, ale ściany wyrwy były gładkie - bez wystających korzeni czy choćby łagodniejszych fragmentów. Wystarczył też rzut oka żeby stwierdzić, że zwyczajne podanie ręki nie miało sensu.
Sporo wysiłku kosztowało go stłumienie złośliwego komentarza, ale rudowłosa nie wyglądała, jakby była w nastroju do żartów i wyzywanie jej od idiotek (co zrobiłby w normalnych okolicznościach) nie mogło raczej przynieść niczego dobrego. Policzył więc w myślach do dziesięciu, decydując, że zorientuje się najpierw, jak bardzo beznadziejna była ich sytuacja. - Żyjesz tam? - zapytał, starając się zwrócić na siebie uwagę zapłakanej dziewczyny. - Zrobiłaś sobie coś? - dorzucił po chwili; z tej odległości i w panującym w dole półmroku nie dostrzegał jeszcze, w jakim stanie była jej noga.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie 19 Kwi 2015 - 21:50

Urojenia Savannah z chwili na chwilę stawały się coraz bardziej uciążliwe. Nieznajomy chłopak nie tylko wyglądał, jak David. Również jego głos, a nawet jego ton brzmiały davidowo. Dokładnie tak, jak je zapamiętała. O dziwo zapamiętała... Młody Cross bowiem już od dawna nie gościł w jej głowie. Nie na tak długo. A już z pewnością nie tak intensywnie. Z każdym kolejnym miesiącem przebytym w zamkniętej celi coraz bardziej odcinała się od dawnych wspomnień, uczuć i myśli - dotyczących właśnie jego, jej matki i ojca, jego ojca, a w którymś momencie nawet Pyxis. Aż w końcu zupełnie na to wszystko zobojętniała... a przynajmniej tak jej się zdawało. Do dzisiejszego dnia. Do momentu, kiedy los podsunął jej pod nos jej najlepszą przyjaciółkę... a teraz również jego.
- Wystarczą nam trzy - odparowała chłodno na słowa chłopaka, mając oczywiście na myśli trzy minuty. - Prawda? - dodała, zwracając się do Alyssy, chociaż znów to prędzej własne ciało chciała przekonać, że więcej mu nie potrzeba, niż blondynkę.  Nie wytrzymała też zbyt długo kontaktu wzrokowego z dziewczyną. Odwróciła więc spojrzenie z jej widocznie zmartwionych oczu i przeniosła je na ich, znajdującego się wciąż w pewnym oddaleniu towarzysza. Z dwojga złego wolała chyba tą jego obojętność, niż troskę Alyssy. Ostatnim, czego w tej chwili potrzebowała było przypomnienie, że jest słaba. Najsłabsza. I że musiała przy tym wyglądać gorzej, niż źle, skoro nawet nieznajoma jej dziewczyna nie potrafiła się powstrzymać przed spoglądaniem w jej stronę właśnie w TAKI sposób.
- Ktoś z was wie w ogóle za kim powinniśmy się... - rozglądać, chciała powiedzieć, mając nadzieję, że może takie rozpoczęcie rozmowy odciągnie jej myśli od jej wycieńczenia. I myśli Alyssy przy okazji również. Przerwała jednak, widząc jak ich towarzysz zerwał się nagle z miejsca i ruszył gdzieś dalej, w zarośla. Wcześniej do uszu Sav nie dobiegł żaden krzyk, czy jęk - pewnie dlatego, że znajdowała się w pewnym oddaleniu - a i nieobecność jednej z dziewczyn z ich grupy zupełnie umknęła jej uwadze. To nagłe poruszenie ze strony chłopaka jednak ją zaniepokoiło.
Spróbowała wstać. Najpierw o własnych siłach, potem z pomocą sąsiadującego drzewa i rury z Exodusa. - Nic mi nie jest, poradzę sobie - rzuciła też w pewnym momencie trochę w przestrzeń, trochę do samej siebie, przede wszystkim jednak do Alyssy, chcąc tym samym ubiec jej ewentualną chęć pomocy. Nie chciała jej, mimo że prawdę mówiąc rzeczywiście jej potrzebowała... i mimo że przynajmniej jeszcze ten rok temu sama rzuciłaby się pierwsza pomagać komuś w podobnej do niej sytuacji.
Podniesienie się z ziemi zajęło jej dłużej, niż powinno, ale w końcu się udało. Kolejną chwilę przeczekała z zaciśniętymi powiekami, oparta ręką o korę drzewa i starając się odpędzić kolejny atak zawrotów głowy. W końcu jednak - sama, opierając się tylko na rurze i paru mijanych drzewach -  ruszyła do przodu w stronę zarośli, za którymi dobry moment wcześniej zniknął chłopak.
Zatrzymała się mały kawałek przed dołem, nawet nie próbując spoglądać w jego wnętrze. Z kierowanych w jego stronę słów towarzysza wywnioskowała jednak, co musiało się stać. A przynajmniej to, w jakiej sytuacji obecnie się znajdowali. Zacisnęła zęby, w duchu każąc własnemu ciału pobudzić się do życia jeszcze przez parę chwil. Bo przecież nie mogli zostawić dziewczyny tam na dole. Przynajmniej Savannah nie brała tego nawet pod uwagę. Tylko, co mogli zrobić?
Trochę bezradnie i z całej siły próbując się skupić, rozejrzała się po wszystkich obecnych, szukając wzrokiem czegoś, czego mogli użyć. Ciężko jej było stwierdzić, jak głęboki był dół, ani tym bardziej w jakim stanie była rudowłosa, ale i tak jedynym, co w jakiś sposób wydało jej się teraz przydatne była ta jej nieszczęsna rura.
- David? - odezwała się nagle jakoś cicho - nie na tyle jednak, by jej towarzysze jej nie usłyszeli - kierując swoje słowa do chłopaka i odwracając się znów w jego stronę. Sama nie wierzyła z jaką łatwością to imię opuściło jej usta, prawie samoczynnie, chociaż jeszcze przed paroma minutami tak usilnie próbowała przekonać samą siebie, że to na pewno nie mógł być on. - Przyda się? - dodała, wyciągając do niego rurę z Exodusa. Może mogli przy jej pomocy wyciągnąć z dołu dziewczynę? Albo... zrobić cokolwiek?

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro 22 Kwi 2015 - 22:10

Alyssa nigdy nie była dobra w zachowywaniu pokerowej twarzy. Zazwyczaj od razu można było domyślić się jak się czuje. Jednak gdyby bliżej się temu przyjrzeć, nigdy nie musiała nabywać się tej umiejętności. Jej życie na Arce nie było jakieś nadzwyczajne czy pełne adrenaliny. Oprócz swoich poczynań przez które trafiła do więzienia, nie sprawiała większych problemów i nikt się nie interesował nią aż tak aby musiała nauczyć się ukrywania prawdziwych odczuć. Jedynie od czasu do czasu przy będąc z matką, zachowywała pozory beztroskiej, nawet gdy miała jakieś problemy nie chcąc jej zrobić przykrości. Jednak jej matki już nie było, więc i to odstępstwo poszło w niebyt.
Dlatego też początkowo nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak spogląda na Savannah. Nie uważała jednak dziewczyny za słabą czy coś podobnego. Po prostu, każdy czasem może potrzebować małej pomocy. Jednak Ally zapewne też nie chciałaby czyjejś pomocy, chyba przywykła do przeświadczenia że powinna sama rozwiązywać własne problemy.
Spojrzała na chłopaka, który wcześniej przodował w ich grupie. Rozważając krótko spojrzała na swoje nogi, a potem drugą siedzącą dziewczynę, która się odezwała. Na Arce wolała własną wyobraźnię niżeli książki aby poznawać Ziemię. Po co jak co ale nawet taka Ally nigdy nie podejrzewała że postawi nogę na dawno opuszczonej planecie. Nie ćwiczyła też zbyt ciężko na Arce, ale nie wierzyła że nie będzie wstanie wstać. A co, należy patrzeć pozytywnie.
-Prawda, po co mielibyśmy tu siedzieć zbyt długo. Szczególnie, że nadal nie ma nic do jedzenia.- Odpowiedziała z uśmiechem, przenosząc po chwili swój wzrok w głąb lasu. Nie wiedziała tam nic szczególnego, jednak chyba w końcu zorientowała się, że jej wyraz twarzy nie zbyt przypada do gustu Savannah.
Nie powiedziała sobie długo po tym gdy nagle usłyszała krzyk. Szlag, całkowicie zapomniała o rudowłosej dziewczynie, która także im towarzyszyła. Musiała oddalić się od nich, gdy się zatrzymali. Szybko wstała z Ziemi, spoglądając przez chwilę na brunetkę. Słysząc jej słowa  kiwnęła jedynie głową i tak jak reszta udała się w kierunku dołu. Stanęła tak blisko jak mogła i spróbowała dojrzeć coś w środku. Zobaczyła sylwetkę dziewczyny wewnątrz, jednak nie udało jej się bliżej przyjrzeć.
-Jakieś pomysły jak ją wyciągniemy?- Zapytała przenosząc swój wzrok na resztę ich grupy. Uwięziona dziewczyna płakała, co wcale nie poprawiało sytuacji. Teraz najważniejsze było wydostanie Margot.
- Jakoś ci pomożemy.- Powiedziała do niej z przekonaniem. Nie miała pojęcie w jakim stanie była noga rudowłosej.

_________________

Ally

Be an encourager. The world has plenty of critics already.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro 22 Kwi 2015 - 22:43

Margot nie chciała nikomu sprawić żadnego kłopotu, a wyszło na to, że stała się największym kłopotem, jaki tylko towarzysząca jej trójka mogła sobie wyobrazić. Być może, jakby była uważniejsza, bardziej przyglądała się gruntowi, po którym stąpa, niż rozglądała się po drzewach, udałoby się jej dojrzeć zamaskowany dól, zanim by do niego wpadła. Teraz jednak już nic na to nie mogła poradzić. Nie była w stanie się podnieść, a dół był zdecydowanie zbyt głęboki, żeby mogli ją z niego wyciągnąć, bez wchodzenia do niego. Dodatkowo ból, który odczuwała był wręcz porażający, a Margot, mimo że chciała być silna, wciąż płakała. Była pewna, że ją zostawią. W końcu tyle się mówiło o tym, że wszyscy, którzy siedzieli w więzieniu byli takimi kryminalistami, więc niby czemu mieliby chcieć pomagać dziewczynie, która przez własną głupotę wpadła do dołu? Być może Margot trochę zbyt ostro osądzała resztę, ale tak właśnie myślała. Dlatego, kiedy to usłyszała nad sobą głos chłopaka, na chwilę zapomniała o bólu. Jej ciało zalała fala wdzięczności dla tej trójki osób, których nawet imion nie znała. Chwila zapomnienia jednak trwała krótko, a Margot wciąż była w opłakanej sytuacji (żeby nie mówić, że beznadziejnej). - Ch..chy...chyba mam z-z-złamaną nogę - odpowiedziała na pytanie chłopak, bardziej rozpaczliwie niżby tego chciała. Po jej policzkach wciąż spływały łzy, bez względu na to ile razy sobie mówiła, że nie powinna płakać, że już wystarczy, żeby wzięła się w garść i przestała zachowywać jak dziecko. To nie pomagało - I... i chyba coś sobie zrobiłam w rękę - dodała po chwili. Właściwie to prawie nie czuła ręki, ale wolała nie patrzeć w jej stronę. Chwilę wcześniej popełniła ten błąd i spojrzała na to w jakim stanie jest jej noga, przez co od razu wzięło jej się na wymioty. Już i tak pokazała jak bardzo jest słaba, więc nie chciała się jeszcze bardziej pogrążać. To zabawne, że w takiej sytuacji bardziej przejmowała się tym, jak ją odbierze pozostała trójka, niż tym, jak się wydostanie z dołu. Być może było tak dlatego, że jakaś mała cząstka Margot pogodziła się z tym, że żywa z dołu nie wyjdzie...

/sorka, że tak krótko, ale ciężko pisać dziewczynką, która umiera w dole ;c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Czw 23 Kwi 2015 - 0:32

Starał się zachować jasność myślenia, ograniczając całkowicie inne bodźce i skupiając się na rozwiązaniu problemu - dokładnie tak, jak go uczono - ale póki co Ziemia okazywała się stokrotnie bardziej rozpraszająca niż jakiekolwiek testy na Arce. Jego zmysły, wyjątkowo dziś czujne i wyostrzone, nieustannie podsuwały mu coraz to nowe szczegóły, których nie mógł nie zauważyć, nawet jeśli na chwilę obecną uparcie odmawiał przyjęcia ich do wiadomości. Jak na przykład kwestia samego dołu, który zdecydowanie nie wyglądał na naturalne dzieło przyrody, nawet biorąc pod uwagę mocno ograniczoną wiedzę Davida. Chociaż wierzchnia warstwa roślinności została zerwana przez rudowłosą dziewczynę, oczywiste wydawało mu się, że ktoś wcześniej ją tam umieścił, celowo ukrywając obecność wyrwy i czyniąc z niej idealną pułapkę. Idealną i skuteczną; Cross nie wiedział co prawda, CO miała zamiar złapać tajemnicza osoba (ani, co bardziej niepokojące, kim była, skoro ludzkość została zmieciona z powierzchni Ziemi niemal sto lat temu), ale samo jej istnienie nie dawało mu spokoju.
Podobnie zresztą jak obecność Savannah; słysząc swoje imię, padające z jej ust, odwrócił się automatycznie, natychmiastowo, niemal mimowolnie. Jego wzrok natrafił wreszcie na jej twarz i na dłuższą chwilę tam pozostał, zaskoczony tym, jak blisko się znajdowała. Do tej pory starał się jej unikać; dosyć bezsensownie, biorąc pod uwagę, że to ona była głównym powodem, dla którego w ogóle znalazł się na pokładzie exodusa. Nie wiedział, co sobie wtedy myślał - podejrzewał, że po prostu tego nie robił - ale wszelkie teoretyczne rozważania blakły w porównaniu z ziemską rzeczywistością. Gdyby był mniej butny, przyznałby zapewne, że po prostu się bał; jego relacja z przyszywaną siostrą należała do tych zbyt skomplikowanych, żeby chociaż próbować objąć je myślami, a wszelkie wyjaśnienia - które przecież musiały w końcu nadejść - nieodzownie wiązały się z rozdrapaniem przeszłości. A do tej wracać nie chciał, spędziwszy cały ostatni rok na grzebaniu jej głęboko pod warstwą zaprzeczenia i obojętności.
- Tak - odpowiedział lekko nieprzytomnie, sam nie do końca pewny, czy odpowiada na pierwszą, czy drugą część jej wypowiedzi. Odchrząknął, przenosząc spojrzenie na metalowy pręt, który dziewczyna trzymała w ręce. Idealnym rozwiązaniem byłaby lina, ale na jej magiczne pojawienie się raczej nie mieli co liczyć, więc musieli poradzić sobie inaczej. - Tak, chyba tak - dodał już głośniej, biorąc od niej rurę i ponownie nachylając się nad skarpą.
Kiedy usłyszał o złamanej nodze i uszkodzonej ręce, z trudem stłumił przekleństwo. Wyciągnięcie dziewczyny przy pomocy kawałka metalu byłoby trudne nawet gdyby była w pełni sprawna. Jej obrażenia czyniły sytuację co najmniej niepokojącą, żeby nie powiedzieć - beznadziejną. Zacisnął jednak szczękę, za wszelką cenę starając się zrobić dobrą minę do złej gry, chociaż na pytanie blondynki o to, jak wydostaną z dołu ich towarzyszkę, póki co nie znał odpowiedzi. - Okej, posłuchaj - powiedział do niej, starając się dostrzec cokolwiek na dnie głębokiej wyrwy. - Jak masz na imię? - zapytał; z jakiegoś powodu wydawało mu się, że zwracanie się do dziewczyny po imieniu chociaż minimalnie ją uspokoi. - Wyciągniemy cię, ale musisz nam trochę pomóc. Dasz radę się tego złapać? - Wyciągnął metalową rurę w jej stronę. Nie liczył na całkowite powodzenie, ale gdyby udało im się podciągnąć ją chociaż w pole zasięgu ramion... Odwrócił się do swoich towarzyszek. - Jak tylko będziecie w stanie jej dosięgnąć, musicie ją złapać - powiedział, starając się sprawiać wrażenie, że wie, co robi i postanawiając, że w ostateczności sam zejdzie do rudowłosej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sob 25 Kwi 2015 - 1:20

Nie mogła dłużej sama przed sobą zaprzeczać - David był tutaj. Nie na górze, nie na Arce, nie tam, gdzie - jak sądziła - być powinien, tylko tutaj. Zdanie sobie w pełni z tego sprawy i możliwość zobaczenia go z tak bliska... wywoływały u niej co najmniej mieszane uczucia. Z jednej strony podobne do tych, które odczuwała, widząc po raz pierwszy od roku Pyxis, z drugiej jednak - zupełnie różne. I mimo starań nie była w stanie tego ukryć przed resztą świata. Nie potrafiła spojrzeć na niego zupełnie obojętnym wzrokiem i udawać, że go nie pamięta, nie zna, czy że jego obecność tutaj w jakikolwiek sposób na nią nie oddziałuje. Szczerze mówiąc - nigdy nawet nie zastanawiała się, jak zareaguje, gdy znów go zobaczy. Nie wierzyła, że w ogóle kiedykolwiek to się stanie. Przed sobą miała przecież jeszcze ponad rok do spędzenia w więzieniu, a potem czekało ją już tylko jedno. W końcu nigdy nie sądziła, że ją wypuszczą. Do niedawna myślała, że pogodziła się z nadchodzącą śmiercią, że ta nie będzie nawet tak bolesna, skoro udało jej się skutecznie odciąć od przeszłości i osób, które odcisnęły na niej i w jej życiu jakikolwiek ślad. Teraz zdawała sobie sprawę, że sama siebie okłamywała przez te wszystkie miesiące. Być może siedzenie w zamknięciu sprzyjało zobojętnieniu, ale tutaj... na Ziemi... wśród tylu różnych osób... przy Pyxis... przy nim...? Nie było już tak łatwo nie czuć niczego. Ani nawet udawać, że zupełnie nic się nie czuje.
Szczęście w (okropnym) nieszczęściu, że nie był to odpowiedni moment na rozmowy między tą dwójką, bo Savannah nie wiedziałaby chyba, od czego zacząć. Już nie mówiąc o tym, czy David w ogóle chciałby zamienić z nią chociaż słowo, gdyby nie obecna sytuacja. Tak więc, mimo że po głowie krążyło jej multum myśli i pytań, na które sama sobie odpowiedzieć nie potrafiła, wróciła do rzeczywistości i chwili obecnej w tym samym momencie, kiedy Cross znów obrócił się w stronę dołu.
- Dobrze - mruknęła jeszcze ciszej, teraz jeszcze bardziej zadowolona z faktu, że jednak postanowiła po ten kawałek żelastwa do Exodusa się wrócić. Mimo że wciąż nie zbliżyła się, tak jak pozostała dwójka, do krańca dołu, w którym znajdowała się Margot, słyszała dobiegający z niego głos dziewczyny. Nie brzmiało to zbyt dobrze. Wyglądało jednak na to, że nikt z ich grupy nie zamierzał się w tym momencie poddawać. I dobrze, bo Savannah z pewnością nie potrafiłaby zostawić tak kogokolwiek.
Na słowa Davida, kiwnęła lekko głową i w końcu zbliżyła się do dołu, klękając na jego brzegu i w końcu zerkając w jego głąb. Od razu poczuła lekkie zawroty. Zacisnęła jednak dłonie na kępkach trawy i spróbowała się skupić. Zapomnieć o zmęczeniu. Gdzieś w tyle jej głowy pojawiło się pytanie, jak zamierzała później przejść całą tę trasę z powrotem do obozu, skoro najprawdopodobniej będą musieli przetransportować również Margot, ale szybko je uciszyła. Nad tym będzie myślała później, z pewnością nie w tej chwili.
- Na Arce zamierzałam zostać lekarzem, mam za sobą trochę praktyki, więc postaram ci się pomóc - odezwała się, kierując swoje słowa oczywiście w stronę rudowłosej. Nie była jednak do końca szczera... Oczywiście, prawdą było, że takie było jej marzenie i że dzięki ojcu Davida rzeczywiście trochę tej praktyki zdążyła nabrać, ale... właśnie, trochę. Poza tym przez ostatni rok siedziała w zamknięciu, nie wierząc w to, że kiedykolwiek jeszcze będzie w stanie swoje marzenie spełnić. Ale czy na prawdę tego powinna teraz słuchać Margot? Savannah chciała tylko chociaż trochę podnieść ją na duchu. Zmotywować, by postarała się tą odrobinkę mocniej, kiedy już będą ją próbować wydostać z dołu. A potem... potem już Sav będzie musiała się zmierzyć z ewentualną porażką. - Tylko najpierw musisz nam pomóc cię wydostać, okej? - dorzuciła jeszcze, zerkając pierw na Alyssę, a potem - nieco dłużej - na Davida. I raz jeszcze w duchu poprosiła własne ciało, by wytrzymało jeszcze trochę... by znów jej nie zdradziło.

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon 27 Kwi 2015 - 18:46

Alyssie nawet nie przeszło przez myśl, że będzie pomagać wydostać się komuś z dołu. Był to jeden ze scenariuszy którego nie przewidziała. Z resztą była zbyt zajęta zachwycaniem się Ziemią, by rozwodzić się nad gorszymi sprawami. A jednak już samo przybycie tu na planetę kwalifikowało się do najbardziej niemożliwych rzeczy, więc chyba nie powinna aż tak się dziwić, że ktoś wpadł do dołu?
W czasie gdy jej towarzysze zajmowali się wypytywaniem i rozmową z uwięzioną dziewczyną, blondynka pozostała cicho. Dwójka całkiem dobrze sobie radziła, a Ally stwierdziła że gdyby jeszcze ona zaczęła gadać, stworzyłby się niepotrzebny harmider. Jak to się mówi dwoje to para, troje to już tłok. Wykorzystując tą chwilę przyjrzała się dokładniej dziurze do której wpadła dziewczyna. Nawet z tak mała wiedzą na temat Ziemi, mogła dojść do wniosku że z dołem było coś  nie tak. To znaczy, nie widziała w swoim życiu zbyt wiele takich rzeczy, ani nie miała okazji pokopać sobie w ziemi, ale widziała kiedyś uprawy na Arce i miała w szkole coś tam o botanice. Dół wydawał się być zbyt perfekcyjny. Nie dosyć że był głęboki, to jeszcze z jego ścian nie wystawały korzenie, czy miejsca po których można było się wspiąć. Inną sprawą było to że nie wierzyła że dziewczyna mogłaby nie zauważyć tego nagłego spadu.
Alyssa kucnęła i przesunęła dłonią przy krawędzi dołu w geście zamyślenia.
-Dziwne...- Mruknęła do siebie. I przez jej głowę przeszła myśl, że dół wydawał się zbyt perfekcyjny zarówno dla zjawisk natury jak i dla zwierzęcia. A jednak nie było przecież innego wyjaśnienia, prawda? Mimo to, przez skórę Alyssy przeszedł drobny dreszcz, więc szybko zwróciła swoje ku ważniejszym sprawom.
Miała nadzieje, że uda im się wyciągnąć dziewczynę za pomocą rury. Co prawdą, gdzieś tliła się pesymistyczna myśl że w takim stanie uwięziona może nie dać rady. Jednak nie roztrząsała tego bardziej. Z resztą Ally nie była by sobą, gdyby nie wierzyła że się uda. Dlatego też była gotowa aby pomóc ją wyciągnąć. Gdy czarnowłosa wspomniała o zostaniu lekarzem, Alyssa spojrzała na nią z ciekawością. Też kiedyś chciała zostać lekarzem. Jednak ona nigdy nie miała możliwości do praktyki. Jej matka, pomimo inteligentnego umysłu była tylko woźną, do tego z rozchwianą psychiką. A o mężczyźnie który przyczynił się do jej istnienia, lepiej nie wspominać. Alyssie musiały wystarczyć książki i przyglądanie się pracy lekarzy. Tego drugiego doświadczyła całkiem sporo przesiadując z chorą matką. Jednak jej wiedza medyczna była mocno ograniczona. Baa, już lepiej znała się na pracy woźnej, przecież pomagała czasem matce.
Inną sprawą było że Alyssa obawiałaby się powierzyć sobie swoje zdrowie, a co dopiero kogoś innego. Wolała aby ktoś lepszy od niej się tym zajmowała.
Uśmiechnęła się lekko do towarzyszy i zwróciła w stronę dołu.
-Widzisz? Mamy tu lekarza i mężczyznę, więc jakoś damy radę. - Powiedziała, jak to ona, z przekonaniem i nutką optymizmu.

_________________

Ally

Be an encourager. The world has plenty of critics already.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon 27 Kwi 2015 - 21:46

Obecnie Margot nie zastanawiała się skąd ten wielki dół znalazł się tam, gdzie się znalazł, chociaż jakby nie była w tak opłakanym stanie, to pewnie by ją to zaciekawiło. Jednak obecnie dół był dla niej bardziej grobem, niż ciekawą formą, która nie mogła zostać stworzona przez siły natury. Kiedy zobaczyła pojawiające się nad krawędzią twarze trochę jej ulżyło. Nie chciała sprawiać kłopotu, nie chciała, żeby ktoś ryzykował dla niej, jednak ciężar spadł jej z serca, kiedy się okazało, że jej towarzysze nie zostawią jej na pastwę losu, żeby umarła w samotności. Pomyśleć by można było, że tacy 'kryminaliści' nie będą się przejmować jakąś idiotką, która była na tyle głupia, żeby wlecieć do wielkiego dołu na środku lasu. Szczerze mówiąc Margot była wręcz pewna, że spotka się prędzej z wyśmianiem, niż z chęcią pomagania jej. Dobrze wiedziała, że może jej się nie udać stąd wydostać, jednak była naprawdę wdzięczna za słowa otuchy i chęć pomocy. Dlatego też sobie postawiła, że bez względu na ból, który przeszywał ją od stóp do głów, zrobi wszystko, żeby się stąd wydostać. Może i będzie to ostatnie, czego w życiu dokona, ale będzie dzielna. - M-margot. Mam na imię Margot - odpowiedziała chłopakowi, zaciskając zęby i zamykając oczy. Policzyła w głowie do pięciu, starając się odciąć od bólu. To było niemożliwe, jednak samo myślenie, że chociaż trochę przestało boleć pomagało. No przynajmniej tak właśnie sobie Margot wmawiała. Nie miała pojęcia, czy dziewczyna, której głos usłyszała mówi prawdę o chęci zostania lekarką, ale słysząc jej głos poczuła się lepiej. Niby nic, ale parę pocieszających słów potrafiło naprawdę zdziałać cuda. Beznadziejna sytuacja wydawała się trochę mniej beznadziejna, mimo że noga Margot wciąż była złamana, mimo że dziewczyna straciła mnóstwo krwi. Popatrzyła w górę, w momencie kiedy chłopak wyciągnął w jej stronę rurę - Postaram się - powiedziała, cichszym, trochę słabnącym głosem. Zacisnęła mocno zęby, próbując podnieść się trochę nad ziemią. Jej nogę przeszył porażający ból, przez który o mało nie straciła przytomności, jednak Margot nie miała zamiaru się poddawać. Jej ręce odnalazły ściany dołu i powoli, opierając się na nich, dziewczyna zaczęła się podnosić. Nie miała pojęcia ile to trwało: może parę sekund, może parę minut, a może pół godziny. Centymetr po centymetrze unosiła się do góry. Starała się odciąć od bólu, chciała przestać myśleć o czymkolwiek, skupiając się na podnoszeniu z ziemi. Jej ciałem wstrząsały dreszcze, a noga była wykrzywiona pod nienaturalnym kątem, jednak Margot nie zwracała na to uwagi, podnosiła się w górę, żeby w pewnym momencie stanąć, opierając się o ścianę dołu. Ostatkiem sił uniosła do góry ręce, łapiąc się metalowego pręta. Był bardzo zimny w dotyku, a dodatkowo bardzo śliski. Na chwilę Margot zwątpiła: była pewna, że jak tylko jej stopy oderwą się nawet na centymetr od ziemi to od razu się ześlizgnie w dół i spadnie. Szybko jednak odgoniła od siebie te myśli, a w jej oczach pojawił się upór. Nie umrze w tym dole. Będzie walczyć do samego końca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Czw 30 Kwi 2015 - 11:34

Sam nie wiedział, jakim cudem zachowywał jeszcze spokój, osaczony oczywistą beznadziejnością sytuacji. Margot ledwie się ruszała; dostrzegał to mimo półmroku, obserwując, wbijając w nią intensywne spojrzenie jasnych tęczówek, gdy z trudem wspinała się po stromej krawędzi dołu. Niebywale długo; poruszała się ślimaczo, dziwnie spowolnionymi ruchami podciągając się o kolejne centymetry, a on miał wrażenie, że ogląda - klatka po klatce - powolną agonię uwięzionego w pułapce zwierzątka. Zaciskał zęby, w oczach mając dziwną obojętność, niewzruszoną nawet, gdy do jego nozdrzy dotarł metaliczny i jakby rdzawy zapach krwi. Nie wyciągał pochopnych wniosków, ale tych jasnych i logicznych też nie potrafił powstrzymać, nawet jeżeli układały się właśnie w dosyć mroczne scenariusze, które pewnie nazwałby pesymistycznymi, gdyby nie wydawały się aż tak realne.
- Okej, Margot. Złap się mocno, najmocniej jak potrafisz - powiedział z zaskakującym opanowaniem, zerkając jeszcze na obie strony i sprawdzając, czy dziewczyny są gotowe do ewentualnej pomocy. Nie rzucił w przestrzeń pustych słów otuchy, nie miał serca zapewnić, że wszystko będzie dobrze; w jego wyobraźni takie słowa aż za bardzo brzmiały jak uspokajanie ofiary, którą zamierza się dobić, a tej myśli wciąż jeszcze do siebie nie dopuszczał, nieco naiwnie licząc na to, że obrażenia rudowłosej dziewczyny okażą się mniej poważne, niż mu się wydawało. Nie wiedział, czy byłby w ogóle w stanie to zrobić, wciąż nie ufając sobie na tyle. Choć młodość go nie oszczędzała, nigdy jeszcze nie obserwował uchodzącego z człowieka życia; widział trupy, owszem, pamiętał puste spojrzenie ojca, gdy pozwolono zobaczyć mu go po raz ostatni, ale sam moment śmierci stanowił dla niego niewiadomą i niespecjalnie miał ochotę zmieniać ten stan rzeczy. Ściskał więc metalowy pręt z całej siły, trzymając się go tak kurczowo, jakby ściskał w dłoniach umykające mu życie i mając nadzieję, że Savannah uważnie uczyła się zasad pierwszej pomocy.
Wstrzymał oddech, czując nieznaczne zwiększenie ciężaru, gdy Margot chwyciła prowizoryczną namiastkę liny, najwidoczniej sama nie mając zamiaru jeszcze umierać. - Świetnie, a teraz nie puszczaj, za moment będziesz na powierzchni - powiedział, zapierając się kolanami o miękką ziemię i z całej siły ciągnąc pręt w górę. Co wcale nie było takie proste; śliski metal w każdej chwili groził wysunięciem się spomiędzy jego palców, co jakiś czas uciekając kilka centymetrów niżej. Nie poddawał się jednak, mimo że mięśnie przedramion paliły go żywym ogniem, a na skroniach pojawiły się kropelki chłodnego potu. Cofał się metodycznie, o kilkanaście centymetrów przy okazji każdego, nerwowego oddechu, aż w końcu ramiona rudowłosej znalazły się w ich zasięgu - a przynajmniej tak mu się wydawało. - Teraz! - krzyknął w kierunku swoich towarzyszek, mając wrażenie, że za moment się podda, że nie da rady, a jednocześnie klnąc na samego siebie i swoje słabości. Jego ojciec miał rację, nie nadawał się do niczego, nie potrafił nawet ochronić własnej grupy, a przecież odeszli zaledwie kilka kilometrów od obozu - jak mieli przeżyć na Ziemi tygodnie, miesiące... lata?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pią 1 Maj 2015 - 17:45

Savannah nie zauważyła nic dziwnego w tym nieszczęsnym dole. Co więcej - nie próbowała nawet jakkolwiek go analizować. Była zbyt skupiona na Margot i na tym, by zmusić własne ciało do dalszej pracy, by dostrzec cokolwiek innego. Być może to nawet lepiej... jako że dalsze wnioski ciągnące się za nienaturalnością dziury w ziemi mogłyby wywołać u niej tylko jeszcze bardziej szkodliwe w tym momencie uczucia. Takie, które mogłyby tylko pogorszyć jej obecny stan.
Słowa wypowiedziane przez Alyssę sprawiły, że tym bardziej zaczęła wątpić w to, że uda jej się pomóc rudowłosej. Wiedziała, że nie była lekarzem. Tak samo, jak wiedziała, że pewnie nikt z grupy nie wymagał od niej cudów, skoro nie miała nawet ukończonych 18 lat. Zdawała też sobie oczywiście sprawę z tego, że blondynka użyła tego słowa tylko jako coś w rodzaju skrótu myślowego. Nie przeszkodziło to jednak jej wrodzonym - kiedyś tak docenianym, w chwili obecnej zdradliwym - ambicjom oraz cholernie niskiemu poczuciu własnej wartości i przydatności, pokierować jej myśli w te zdecydowanie czarniejsze rejony. Nagle zaczęła dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziała i które nawet nie były prawdziwe. Przyglądając się, jak Margot powoli podnosi się do pionu, wydawało jej się, że nie tylko jedna noga nastolatki jest poważnie uszkodzona, ale i że druga nie była w najlepszym stanie. Wymieszana z ziemią krew, która pokrywała nie tylko dno dołu, ale również ciało i ubrania rudowłosej, w oczach Sav rozrastała się i coraz bardziej czerniała. Kolejne sekundy, minuty dłużyły jej się do nieskończonych rozmiarów i dawały jej wrażenie, że Margot za chwile znów wyląduje na samym dnie i że tym razem już nie będzie w stanie się ruszyć. Gdzieś w tyle jej głowy tkwiła myśl, że to wszystko nieprawda, że jej mózg tylko sobie pogrywa z jej zmysłem wzroku, ale zupełnie nie potrafiła tego zatrzymać.
Dopiero nagły krzyk Davida wybudził ją z tego - miała wrażenie trwającego godzinami - letargu. Mimo że zareagowała z lekkim opóźnieniem, udało jej się złapać obiema dłońmi jedną rękę Margot i z klęczek zmienić pozycję na leżącą. Ciągnąc w górę dziewczynę, Savannah nie tylko wykorzystywała resztę swoich sił. Więcej - przekraczała granicę, której w swoim stanie przekraczać nie powinna. Sama nie chciała o tym myśleć, wypierając z głowy już nie tylko obrazy umierającej rudowłosej, ale również te o tym. Te o ciąży, której jako przyszła matka nie powinna zaniedbywać... I która w końcu sama o sobie zdecydowała dać wyraźnie znać.
Silny ból brzucha zaatakował ją tak nagle, że praktycznie odruchowo jęknęła, przekręciła się w jednej chwili nieco na bok i wypuściła z jednej dłoni ramię Margot, by na wpół świadomie przycisnąć ją do bolącego miejsca. Jednocześnie jej druga, teraz jeszcze bardziej obciążona ręka zaczęła powoli zwalniać uścisk... Savannah jednak zacisnęła ją ponownie, tym razem na obraniu dziewczyny, nim nastolatka zupełnie uciekłaby z jej zasięgu. Mimo że ból brzucha nie mijał, wręcz przeciwnie nawet - zaostrzał się, ona nie zamierzała się poddać. Zaciskając mocno zęby, znów pociągnęła w górę, błagając tylko w myślach o to, by Margot jak najszybciej już się poza dołem znalazła...

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon 4 Maj 2015 - 23:50

Każda sekunda była dla niej jednym wielkim cierpieniem. Mimo to, starała się robić to, co mówili, że ma robić. Podnieść się. Złapać rurę. Trzymać się rury mocno. Nie miała wiele siły, a przynajmniej tak właśnie się jej wydawało. Jednak ludzkie ciało czasami zdolne jest do nadnaturalnego wysiłku, a chyba to była sytuacja, w której ciało Margot postanowiło dać sobie przyszłość. Być może to było ostatnie, co zrobi, jednak perspektywa śmierci w dole pośrodku lasu, nie była ani pokrzepiająca, ani zbyt miła. Nie, żeby w ogóle perspektywa śmierci była miła, ale Margot po prostu nie chciała tak skończyć. Zawsze wyobrażała sobie siebie, siedzącą na fotelu, a w koło niej gromadka wnucząt. Tak właśnie chciała odejść z tego świata - otoczona rodziną, ludźmi, którzy ją kochają, po przeżyciu długiego i pięknego życia. Niestety nie zawsze dostajemy to, co byśmy chcieli. Jednak pomimo bólu, rozgoryczenia i obezwładniającej bezsilności Margot dawała z siebie wszystko, starając się wydostać z tego przeklętego dołu, który okazał się jej końcem. Nie miała złudzeń, że z tego wyjdzie. Mimo wszystko widziała krew, która przesiąkła jej ubranie, która mieszała się z ziemią. Tutaj nie mogli przeprowadzić transfuzji, nie byli nawet w stanie połatać jej nogi. Margot doceniała zapewnienia jednej z dziewczyn, że zna się trochę na medycynie. Nawet jakby była lekarzem, to w obecnych warunkach nie byłaby pewnie w stanie zdziałać żadnego cudu, co najwyżej przeciągnęłaby życie rudowłosej o parę godzin, albo może dni, ale na pewno nie uratowałoby to jej życia. Z takimi myślami przez cały czas zmagała się Margot. Nie miała nawet pojęcia ile czasu minęło, od momentu kiedy się zaczęła podnosić, aż do momentu kiedy złapała rurę. Wiedziała tylko, że to zrobiła i starała się trzymać jej ze wszystkich sił. To wszystko zupełnie do niej nie docierało, a przed oczami pojawiały się czarne plamki. Nie miała jednak zamiaru puszczać rury, mimo że palce jej powoli zaczęły zjeżdżać w dół. Margot z uporem maniaka zaciskała pobielałe knykcie, przymykając oczy, żeby pozbyć się mroczków. Nawet nie zdając sobie z tego, ile czasu minęło, Margot poczuła powiew wiatru na twarzy. Otwierając powoli oczy zobaczyła, że nie jest już w dole, ale znajduje się 'na zewnątrz'. Nabrała gwałtownie powietrza w płuca i położyła się na ziemi, unosząc swe oczy ku niebu. Plamy przed jej oczami zaczęły robić się coraz większe, ale ból powoli ustępował. Dziewczyna zacisnęła rękę na ziemi, zgniatając suche liście między palcami. Jej oddech stawał się coraz płytszy, ale mimo to starała się wpuścić go płuc jak najwięcej tego świeżego, tak cudownie smakującego powietrza. Przymknęła oczy, chcąc się uchronić w ten sposób przed mroczkami. Oddychała coraz wolniej, ciszej. Nic już nie miało znaczenia. Ból powoli ustępował, aż w końcu całkiem odszedł. Jednak Margot nawet nie była tego świadoma, bo miała już nigdy więcej nie otworzyć oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Wto 5 Maj 2015 - 0:30

Z każdą chwilą beznadziejność sytuacji docierała do niego coraz intensywniej, a zdrowy rozsądek podsuwał mu oczywiste wnioski, które wbrew wszelkiej logice odgradzał od siebie z rosnącym zaangażowaniem. Mimo to nie poczuł ulgi, gdy ciało Margot - dziwnie ciężkie i bezwładne - znalazło się wreszcie na krawędzi wyrwy, a sama dziewczyna przymknęła oczy, co prawda nie podskakując z radości, ale przynajmniej oddychając. Teraz, w jasnym oświetleniu, bez ogarniającego dno dołu półmroku i z bliższej odległości, widział ją dokładniej; dostrzegał przesiąkniętą krwią nogawkę, czerwone plamy na przedramieniu, czuł w powietrzu metaliczny zapach, prawie czuł go też w ustach, które jakby wyschły i stały się dziwnie szorstkie. Nie znał się co prawda na medycynie, ale wiedział jedno - za dużo, krwi było stanowczo za dużo.
- Margot? - rzucił w przestrzeń, potrząsając lekko dziewczynę za ramię, jakby chciał odgonić od niej ten wiszący nad nią cień, który przyciskał jej klatkę piersiową i sprawiał, że unosiła się z każdym oddechem coraz wolniej. Czuł, jak robiło mu się niedobrze z bezsilności, ale potrafił tylko obserwować jej blednącą twarz, z jakąś chorą fascynacją przyglądając się - po raz pierwszy - uchodzącemu z człowieka życiu. Może powinien był coś zrobić - próbować reanimacji, tamować krwawienie? - ale jakkolwiek starał się poruszyć, jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Czas zawiesił się gdzieś w czasoprzestrzeni, zaginając się na... właściwie nie wiedział, na jak długo. Wiedział jedynie, że w jednej sekundzie wsłuchiwał się w cztery nierówne oddechy, a w następnej był w stanie wychwycić już tylko trzy.
I tyle; tym byli na tym świecie, podmuchem powietrza, które nagle przestawało się poruszać.
Ocknął się z letargu chwilę później (wciąż nie był w stanie określić, po jakim czasie), kiedy rzeczywistość zaczęła powracać do niego odłupanymi od większej całości fragmentami. Pamiętał, że w którymś momencie Savannah krzyknęła, czy wszystko było z nią w porządku? Przetarł oczy dłonią, dopiero wtedy orientując się, że miał na sobie krew Margot, czerwone smugi na jasnej skórze, a teraz zapewne również i na twarzy. Znów poczuł nawracającą falę mdłości, stłumił je jednak, nakazując sobie spokój i zaczynając wydawać samemu sobie milczące, mechaniczne polecenia. Mechaniczne były zresztą też jego ruchy, wyprane z emocji, pozbawione sensu.
Podnieś się, powiedział do siebie w myślach. Przykucnął na ściółce, kolana zdawały się utrzymywać jego ciężar z trudem. Sprawdź, co z Savannah. Odnalazł ją wzrokiem, pobladłą, z resztkami bólu wymalowanymi w tęczówkach i w jednej sekundzie poczuł się jeszcze gorzej, tknięty jakąś irracjonalną i pozbawioną podstaw obawą, że i ona za chwilę podzieli los rudowłosej dziewczyny. Może to była jego wina, może był przeklęty, może to, że wokół niego wszyscy umierali, nie było wcale przypadkowe? - W porządku? - zapytał (chociaż przecież znał odpowiedź, nic nie było w porządku), dotykając delikatnie jej łokcia, bo na więcej zdobyć się nie był w stanie. Skupił się na niej, dzięki temu nie musiał skupiać się na Margot. Martwej Margot, boże, ona naprawdę była martwa; miał do wykonania jedno zadanie, utrzymać grupę przy życiu, i nawet to mu się nie udało, nawet w tym był beznadziejny. Będą musieli ją pochować, jak ją przeniosą? Jak...
Potrząsnął głową, odwracając się przez ramię i już odruchowo sprawdzając, co z drugą dziewczyną, blondynką. Do niej co prawda się nie odezwał, ale odnalazł jej spojrzenie, posyłając jej nieme pytanie i nie odwracając wzroku, dopóki nie uzyskał potwierdzenia. Że nie miała zamiaru umierać, że nie miał mieć już więcej krwi na rękach.
- Dasz radę dojść do obozu? - zapytał Savannah, cicho, jakby prosząco. Miał się do niej nie odzywać, miał jej unikać, przecież zabiła jego ojca; w tamtym momencie zapominał jednak o tym wszystkim, bo liczyło się tylko to, żeby nikt mu już więcej nie umarł, żeby nie musiał już więcej nikogo chować. Mógł spróbować wybaczyć jej wszystko, mógł zostać przykładnym bratem; niech mu tylko nie każą odprowadzać wzrokiem kolejnych ciał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Wto 5 Maj 2015 - 2:15

Savannah ledwo zarejestrowała to, że Margot dotarła dzięki nim na krawędź dołu. Mimo że zdążyła już puścić ubranie dziewczyny, a nawet docisnąć zwolniąną rękę do wciąż bolącego brzucha, wciąż czuła jej ciężar. W tamtej chwili ciążyło jej właściwie wszystko. Nie mogła się ruszyć, chociaż jej wciąż świadomy umysł próbował zmusić jej ciało do podniesienia się z ziemi. Nic z tego. Nie chciało słuchać. Jakby już zdążyło się poddać.
Miała wrażenie, że minęła cała wieczność, nim w końcu usłyszała nieco zagłuszony głos Davida. Margot? Margot! Przecież obiecała jej, że spróbuje jej pomóc. Nie po to wyciągali jej całą trójką z dołu, by miała teraz leżeć na ziemi i czekać na cud. Nie po to przecież Savannah przekraczała swoje limity, by poddać się teraz... kiedy sporo zależało właśnie od niej. Bardzo powoli i nie bez trudu podniosła się z pozycji leżącej. Jeszcze wolniej przysunęła się bliżej ciała rudowłosej. Jej nieco podniesione przed sekundą nadzieje i zawziętość znów spadły do zera w chwili, gdy na nią spojrzała, a im dłużej utrzymywała na niej wzrok, tym te małały jeszcze bardziej... o ile było to jeszcze możliwe. Noga dziewczyny wyglądała o wiele gorzej, niż było to widać wcześniej z góry. Gorzej nawet od tego, co widziała w swoich czarnych wizjach. W życiu nie miała do czynienia z czymś takim... jak miała tak złamaną i wykręconą nogę wstawić na swoje miejsce? Ręka Margot może nie była w aż takim złym stanie, ale w tym momencie już nawet z tym Sav nie była pewna, jak sobie poradzić. I ta krew... tak dużo krwi. Zapomniała już zupełnie o bólu brzucha, czy ogólnym wycieńczeniu, gdy przed jej oczami obraz powoli zaczął się zmieniać.
Już nie była w środku lasu. Nie była nawet na Ziemi. Od razu rozpoznała surowe ściany ich kwatery na Arce. Jedynym czynnikiem, który łączył obraz prawdziwy z tym, który podsuwał jej własny umysł, była krew. We wspomnieniu wręcz duże ilości krwi. Jacob, w przeciwieństwie do Margot, miał szeroko otwarte oczy. Mimo że resztki życia zdążyły już z niego ulecieć wraz z ostatnim oddechem, Savannah miała wrażenie, że patrzy wprost na nią. A ona nie potrafiła uciec od jego wzroku. Wciąż w zbyt wielkim szoku, by się ruszyć. By chociaż zapłakać. By uświadomić sobie tak w stu procentach, co się przed chwilą wydarzyło... co zrobiła. Jedyne, o czym była w stanie myśleć to to, że Alaska, jej matka, będzie wściekła widząc ten cały bałagan... że David nie będzie zadowolony z konieczności odwołania treningów z ojcem... że Pyxis nie będzie szczęśliwa, gdy Sav przeniesie się z powrotem do jakiejś mniejszej, bardziej oddalonej kwatery... i w końcu - że wcale nie chciała, by w jej życiu pojawił się jakiś nowy, trzeci już tatuś...
Delikatny dotyk w okolicy jej łokcia sprawił, że w końcu odwróciła wzrok z oczu ojczyma i przeniosła go w bok. David tak bardzo przypominał jej w tamtym momencie swojego ojca, że w pierwszej sekundzie pomyślała, że to on. Że wstał z wielkiej kałuży własnej krwi i mimo tego, co się przed chwilą stało, wciąż oczekiwał na więcej. Mimowolnie zacisnęła dłoń na jego nożu - w rzeczywistości na kępce trawy. Z każdą chwilą jednak obraz wspomnienia zanikał, ukazując jej to, co rzeczywiście miała przed oczami. Zniknęła Arka, a wraz z nią Jacob. Została Ziemia. David. Alyssa. I wciąż leżąca Margot...
- Potrzebuję tamtej rury - odezwała się nagle, jakby pytanie chłopaka o to, czy da radę dojść do obozu zupełnie do niej nie dotarło. - Musimy nastawić nogę Margot. A potem ją usztywnić. I użyjemy na razie jej bluzy, jako temblaka dla złamanej ręki. Niech ktoś da jej wody, bo na pewno jest spragniona. I musimy z nią rozmawiać, żeby nie straciła przytomności, okej? - przeniosła w pewnym momencie wzrok na Alyssę i właściwie co zdanie spoglądała na zmianę to na nią to na chłopaka. Mówiła... po prostu mówiła, zapominając o wciąż obecnym, choć już nie tak ostrym bólu brzucha, o tym, że tak naprawdę nie miała siły na to wszystko i w końcu nie dopuszczając do siebie faktu, o którym gdzieś z tyłu głowy już sobie zdawała sprawę. Że było za późno.

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sro 6 Maj 2015 - 23:19

Chociaż przerażająca odpowiedzialność spoczywała na jego barkach jak niewidzialny ciężar, ciągnąc go nieustannie w stronę ziemi, to - paradoksalnie - była też jedyną rzeczą, która zmuszała go do utrzymywania pionu. Gdyby nie musiał walczyć, gdyby nie mógł myśleć o kimś innym, oprócz własnego siebie, już dawno by zwariował, położył się w trawie i poddał, czekając na kogokolwiek, kto wykopał ten przeklęty dół. Wiedział jednak, że na to nie mógł sobie pozwolić; grupa wciąż liczyła cztery osoby, i zdawało się, że tylko ta świadomość ratowała go przed upadkiem, kiedy kręcił powoli głową na słowa Savannah. Nie chciał być tym, który przekaże jej, że nie będzie w stanie już nikomu pomóc, że nastawienie nogi dziewczynie na niewiele się zda; ale po raz kolejny - musiał zacisnąć zęby. To pomagało; skupianie się na innych, unikanie obijania się o wnętrze własnej czaszki, odciąganie w czasie chwili, w której dookoła zrobi się cicho i pusto, a on zostanie ze wspomnieniami sam na sam.
- Savy - powiedział cicho, przerywając jej monolog i kładąc obie dłonie na jej ramionach, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. Zdawała się jakaś odległa, jakby tak naprawdę myślami wędrowała zupełnie gdzieś indziej, podczas gdy w zagajniku pozostawało jedynie jej ciało. Potrząsnął nią delikatnie, starając się oddychać przez usta, żeby nie czuć już rdzawego zapachu krwi, którym przesiąkło otaczające ich powietrze. A przynajmniej tak mu się wydawało; odwrócił się przez ramię, jeszcze raz spoglądając w stronę Margot. Miał wrażenie, że dopóki przerażające stwierdzenie nie zostanie wypowiedziane na głos, dziewczynę w jakiś magiczny sposób da się jeszcze uratować - ale była to nieprawda. Rzeczywistości nie dało się odwrócić, czasu nie dało się cofnąć. Musieli zmierzyć się z tragicznym tu i teraz, a David miał przeczucie, że dzisiejsza wyprawa stanowiła jedynie preludium do tego, co czekało ich na Ziemi.
I to o tym marzyły kolejne, dorastające na Arce pokolenia? Miał ochotę się roześmiać. Stacja kosmiczna, razem ze swoimi drakońskimi prawami i będącymi na porządku dziennym egzekucjami, na tle ziemskich realiów wypadała całkiem przyjaźnie i bezpiecznie.
- Savy - powtórzył, upewniając się, że na niego patrzy. Już dawno nie była tak blisko; zdążył zapomnieć, jak to było - mieć ją przy sobie. Potrzeba otoczenia jej opieką powracała do niego falami, kiedy przypominał sobie o tych wszystkich powodach, dla których w ogóle znalazł się na exodusie. - Już jej nie pomożemy - powiedział w końcu przez ściśnięte gardło, ale jednocześnie spokojnie i stanowczo. Nie wiedział, że ma w sobie tyle pokładów cierpliwości; na co dzień raczej porywczy i gwałtowny, nie był przyzwyczajony do uspokajania innych ludzi. Ani przekazywania takich informacji.
Podniósł się do pozycji stojącej, wyciągając rękę do Savannah, żeby pomóc jej wstać. Nie chciał za bardzo jej forsować, już i tak zdawała się być w kiepskim stanie, ale jednocześnie podskórnie czuł, że nie powinni tutaj zostawać dłużej niż było to konieczne. Opłakiwanie Margot i ewentualnie załamania musiały poczekać, aż znajdą się z powrotem w obozie, bo czegokolwiek nie wmawialiby im na Arce, on jedno wiedział już na pewno - Ziemia miała więcej mieszkańców, niż pierwotnie sądzili. To, kim (bądź czym) byli, pozostawało wciąż tajemnicą do odkrycia, ale dzisiaj nie był najlepszy dzień na poznawanie takich sekretów. - Wracamy - powiedział nieco głośniej, żeby wszystkie go usłyszały. Nie było to pytanie; nie pozostawiał pola do dyskusji, odruchowo przejmując dowodzenie nad grupą. Mechaniczne polecenia, które jeszcze przed chwilą wydawał sam sobie, zaczęły obejmować też resztę i były kolejną rzeczą, która aktualnie kazała mu utrzymywać emocje w całości. - Musimy zrobić jakieś prowizoryczne nosze, będziemy nieść Margot do obozu po dwie osoby, na zmianę. - Właściwie to miał zamiar nieść ją przez całą drogę, ale to miało wyjść w praniu. - I patrzymy pod nogi. Takich pułapek może być więcej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sob 9 Maj 2015 - 1:17

Savannah kontynuowałaby pewnie dalej, a nawet ruszyła do wprowadzania w życie wypowiedzianych właśnie przez nią słów, gdyby nie to, że David jej przerwał. Mimo uciszenia jej, wciąż nie do końca sprowadził ją jednak na Ziemie. Nie zwracając większej uwagi ani na niego, ani na to, że najwyraźniej chciał powiedzieć jej coś więcej, odwróciła twarz w stronę Margot i jeszcze raz szybko przeskanowała ją spojrzeniem od stóp do głów, zastanawiając się, czy o czymś może zapomniała. Noga, ręka, woda, rozmowa... co jeszcze mogło jej umykać? Tylko na wpół świadomym ruchem ręki sięgnęła po to, by poprawić kawałek bluzy rudowłosej, który musiał się jej podwinąć jeszcze podczas wyciągania jej z dołu. Nie, to wciąż nie było to... Co jeszcze?
Powtórzenie Davida i odrobinę większy ucisk jego rąk na jej ramionach zmusił ją do tego, by znów na niego spojrzała. Chociaż tak naprawdę nie zmienił właściwie swojej pozycji, jej zdawało się, że znajdował się teraz znacznie bliżej niej, niż przed paroma sekundami. Zirytowało ją to... Na Arce niejednokrotnie - czy to świadomie, czy nie świadomie - odciągał jej uwagę od szkoły, nauki, czy nawet zwyczajnego, spokojnego posiłku. Teraz umyślnie próbował ją odciągnąć od ratowania ich współtowarzyszki. Już miała otworzyć usta i powiedzieć mu parę słów, a nawet złapała jego nadgarstki, by raz a porządnie zrzucić jego ręce ze swoich barków... gdy usłyszała kolejne wypowiedziane przez niego zdanie. Już jej nie pomożemy.
I tak zamarła, z lekko rozchylonymi ustami, z szeroko otwartymi oczami i z dłońmi na jego nadgarstkach, gdy nawiedziła ją kolejna fala wspomnień.
Savy... Hej, Savy! Musimy coś z tym zrobić, słyszysz? Już mu nie pomożesz. Słowa Pyxis docierały do niej jakby zza grubej, szklanej szyby. Nie chciała tego słuchać. Gdy pobiegła po przyjaciółkę, a potem wróciła już razem z nią do swojej kwatery, dopiero wtedy dotarło do niej w pełni to, co się stało. Mimo że wokół Jacoba utworzyła się duża kałuża krwi, bez namysłu znów w niej przyklęknęła. Tym razem jednak zamiast zastanawiać się nad w ogóle już ją nie interesującymi kwestiami, nie zastanawiała się nad niczym. W ogóle wyłączyła myślenie, tylko podświadomie licząc kolejne uciski w masażu serca, które zaczęła na ojczymie przeprowadzać. Raz. Dwa. Trzy. Cztery... A potem znów od nowa, gdy już wyrwała się z rąk odciągającej ją od ciała Pyxis. Raz. Dwa. Trzy...
Wspomnienie zniknęło tak szybko, jak się pojawiło. Do tej pory wyprostowana i gotowa do działania Savannah w jednej chwili spuściła nisko głowę i zgarbiła się, jeszcze raz w myślach powtarzając dopiero co wypowiedziane przez Davida słowa. Już jej nie pomoże. Zdaje się, jakby już nigdy nikomu miała nie pomóc. Skoro nawet sama sobie nie potrafiła przez ostatni rok...
Wyciągniętą do niej rękę zauważyła z małym opóźnieniem i też z lekkim ociąganiem w końcu po nią sięgnęła, by korzystając z pomocy chłopaka znów stanąć na dwóch nogach. I na szczęście, mimo lekkiego na początku zachwiania, już na nich pozostała.
- Tak - odpowiedziała cicho i jakoś głucho na davidowe "wracajmy". Nie miała nic przeciwko temu, że postanowił objąć dowodzenie nad całą grupą. Wręcz przeciwnie... Takie prawie automatyczne odpowiadanie i wykonywanie wychodzących od niego poleceń skutecznie odciągało jej myśli między innymi od nawiedzających ją pierwszy raz od bardzo dawna wspomnień. Wiedziała dobrze, że nie był to najlepszy moment na poddawanie im się.
- Możemy przewiązać parę ubrań między dwoma mocnymi gałęziami... albo gałęzią i rurą... i położyć na nich Margot - rzuciła po krótkiej chwili swoją propozycję odnośnie prowizorycznych noszy. Jako przyszła pani lekarz zaznajamiała się na Arce nie tylko z możliwościami pomocy innym w przypadku bycia w pełni zaopatrzoną w potrzebne przybory i leki, ale również w zupełnie przeciwnym przypadku. Tworzenie opatrunków "z niczego", unieruchomienie kończyny bez szyny czy gipsu, a w końcu również prowizoryczne nosze... Nawet na statku mogły się zdarzyć sytuacje, gdy nie sposób było od razu przetransportować pacjenta do stacji medycznej, a pomoc była konieczna od zaraz. Savannah co prawda nigdy nie sądziła, że kiedykolwiek w podobnej sytuacji się znajdzie, ale studiowała wszystko uważnie. Tak, jak zwykle. Dlatego też teraz (i trochę też dlatego, że nad tym samym myślała wcześniej, gdy jeszcze w głowie miała rzeczywistą pomoc Margot) zaproponowała to praktycznie automatycznie. Dopiero chwilę później przyszły wątpliwości... - Bluza Margot i wasze powinny wystarczyć - dodała więc, niby obojętnie i ramiona ciasno krzyżując na klatce piersiowej, szybko przeszła do poszukiwań potrzebnej im jeszcze gałęzi. Zdecydowanie nie chciała zdejmować jeszcze swojej bluzy i pokazywać światu tego. Jeszcze nie teraz. Nie w takim momencie. Nie przy Davidzie.

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Sob 9 Maj 2015 - 10:09

Chyba po raz pierwszy w życiu prawdziwie cieszył się, że była tuż obok, skutecznie odciągając jego myśli od kiełkujących gdzieś na ścianach żołądka wyrzutów sumienia. Dopóki miał się kim zająć, zachowywał zdrowe zmysły, nie pozwalając samemu sobie na zatonięcie w zdradliwych korytarzach własnego umysłu. A irracjonalny strach o Savannah faktycznie przesączał się systematycznie przez wszystkie pory w jego skórze - początkowo powoli i niezauważalnie, wreszcie w sposób całkiem widoczny, sprawiając, że przyglądał się jej coraz uważniej, a jego spojrzenie coraz częściej uskakiwało na boki, odruchowo szukając jej sylwetki, twarzy, oczu. I wyłapując coraz więcej szczegółów; jakąś nieznaną wcześniej słabość w głosie, zbyt częste ucieczki we własne wspomnienia, kroki stawiane jakby z wahaniem i niepewnie. Nie pytał jednak o nic, pilnując po prostu, żeby w każdej chwili znajdować się wystarczająco blisko, żeby ją złapać - zanim osunie się na ziemię, zanim wpadnie do kolejnego, ukrytego przed ich wzrokiem dołu, zanim podzieli los Margot, którego przecież dałoby się uniknąć. Któremu on mógłby zapobiec, gdyby tylko bardziej pilnował swojej grupy, a mniej własnego ego.
Skinął głową, bez słowa przyjmując pomysł Savannah odnośnie sklecenia prowizorycznych noszy i pozwalając jej poszukać odpowiednich gałęzi, podczas gdy sam przeniósł wzrok na leżącą bez życia dziewczynę. Wiedział, że to do niego należało to zadanie, ale owa świadomość wcale nie czyniła go prostszym, a mimo że wiedział, że było to jedyne słuszne rozwiązanie, to nic nie mógł poradzić na fakt, że gdzieś w głębi duszy wydawało mu się po prostu złe.
Przykucnął przy rudowłosej i jednym ruchem rozsunął suwak jej bluzy, usilnie starając się nie patrzeć w jej pustą twarz, jeszcze kilkanaście minut wcześniej żywą i przejętą światem dookoła. Mechanicznymi ruchami wyciągnął z materiału najpierw jedną, a później drugą jej rękę (wciąż wykręconą pod dziwnym kątem), przez cały czas z irracjonalną wręcz starannością unikając zbędnego szarpania i gwałtownych ruchów. Zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, że jego wysiłki niczego już nie zmieniały - przypominała mu o tym uparcie nieruchoma klatka piersiowa i coraz chłodniejsza skóra - ale i tak nie potrafił pozbyć się wrażenia, że Margot po prostu spała.
Żałował, że w ogóle zapytał o jej imię. Gdyby pozostała anonimowa, bezimienna, bez tożsamości, być może byłoby mu łatwiej.
Uniósł jej bezwładne ciało do góry, wyciągając spod pleców ściągniętą bluzę. Czy tak samo rozebrano jego ojca, zanim wyczyszczono jego ubranie i oddano komuś innemu, kto potrzebował go bardziej? Potrząsnął głową, bo na samą myśl zrobiło mu się niedobrze i nagle ucieszył się, że nie musiał chodzić już korytarzami Arki, przyglądając się uważnie każdemu mijanemu mężczyźnie, w pełnej gotowości do zaatakowania go, gdyby tylko zauważył na nim coś, co należało wcześniej do Jacoba. Zachowanie głupie i infantylne, ale nikt przecież nie nauczył go nigdy pokojowego egzystowania z ludźmi. Potrafił słuchać poleceń, potrafił biegać, strzelać, obezwładniać i wymierzać sprawiedliwość. Dobrze radził sobie tam, gdzie można było odpowiedzieć tylko tak bądź nie, gdzie możliwości zamykały się w z góry ustalonych regułach, gdzie mógł poruszać się po dawno temu wyżłobionych koleinach. W gruncie rzeczy był bardziej maszyną niż człowiekiem, zaprogramowaną i w odpowiednich warunkach działającą bez zarzutu; problem pojawiał się, gdy procedury przestawały pasować do protokołu, a wybór możliwych opcji rozszerzał się w zbiór nieskończony. Problem pojawiał się, gdy myśli zaczynały zaciemniać emocje.
Problem pojawiał się na Ziemi.
Wrócił do Savannah, po drodze biorąc okrycia również od Pyxis i towarzyszącej im blondynki, a wreszcie ściągając i własne. O tym, że pod koniec dnia będzie zapewne musiał wyczyścić je z krwi rudowłosej jeszcze nie myślał; przyklęknął za to milcząco na ziemi, rozkładając materiał między znalezionymi przez siostrę (zabawne, to słowo nadal brzmiało niewłaściwie, nawet we wnętrzu jego czaszki) gałęziami i podnosząc na nią pytające spojrzenie. Spośród ich dwójki to ona wiedziała, co robić, czekał więc na coś w rodzaju instrukcji. Gdyby miał działać sam, zapewne po prostu przywiązałby bluzy za rękawy, ale być może wcale nie była to najlepsza opcja.
- Dziękuję - powiedział do niej, gdy nachylali się nad prowizorycznymi noszami, i było to jedyne słowo, które przez dłuższy czas opuściło jego usta. Dziękował jej za pomoc - nie wiedział, czy w pojedynkę poradziłby sobie z tym wszystkim, a pozostałe dwie dziewczyny nie wykazywały specjalnej inicjatywy. We dwójkę stanowili już coś na kształt drużyny, nawet jeśli była to najbardziej pokręcona i emocjonalnie wypaczona drużyna, jaką można było sobie wyobrazić.
Gdy nosze były gotowe, wrócił jeszcze raz do ciała Margot i już bez większego ociągania się, podniósł ją z ziemi, by po chwili ułożyć ją na rozciągniętym między gałęziami materiale.
- Będziemy nieść ją jako pierwsi - rzucił w stronę piegowatej blondynki, unosząc w górę gałęzie po jednej stronie i czekając, aż dziewczyna do niego dołączy. - Reszta niech ma oczy szeroko otwarte - dodał, w ostatniej chwili rezygnując z cisnącego mu się na usta: możemy mieć towarzystwo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Setkowicz
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Nie 10 Maj 2015 - 20:10

Savannah była wdzięczna reszcie grupy, że nikt z nich nie wyszedł z propozycją, by i ona użyczyła swojej bluzy, tylko po prostu przytaknęli na jej słowa. Wiedziała, że pewnie wzbudziła jakieś podejrzenia, przynajmniej u swojej najlepszej przyjaciółki, ale to naprawdę nie był najlepszy moment na wyciąganie tego w rozmowie. Poza tym ona sama nie była na to gotowa. Na rozmowę, na spojrzenia, na konieczność tłumaczenia się wszystkim z tego, jak to się stało... i co zamierzała z tym zrobić. Nie była gotowa zmierzyć się też z tym, co oni będą chcieli zrobić z nią. To nie tak, że podejrzewała Setkę o najgorsze... Wręcz przeciwnie nawet - to w samej sobie widziała w tej chwili największy problem. Nie potrafiła powstrzymać myśli, że jest zupełnie bezużyteczna, że jakiekolwiek jej umiejętności, które myślała że posiada, teraz nijak się nie przydadzą i że z pewnością nie będzie w stanie dać jakiegokolwiek swojego wkładu w to ich nowe życie na Ziemi. Bo co z tego, że chciała Margot pomóc, skoro już nie mogła? Co z tego, że wiedziała, jak stworzyć prowizoryczne nosze, skoro przenosić nimi mieli już nieżywą dziewczynę? Teraz jeszcze dochodziło do niej przekonanie, że wraz z tym będzie tylko tworzyć dodatkowe kłopoty wszystkim dookoła. Że już teraz je tworzyła, mimo że była jedyną póki co, która o tym wiedziała... Bo może Margot wciąż by żyła, gdyby ona nie zaczęła mieć dość podróży i nie zaproponowała postoju?
Kolejne powody, by nawet przed samą sobą nie nazywać tego po imieniu. By nawet nie próbować...
Parę razy złapała Davida na tym, że spoglądał w jej stronę. Ona za to starała się raczej wzrokiem uciekać. Od niego, od Pyxis, od Alyssy, od Margot... przede wszystkim od Margot. Kolejne wspomnienia już jej na szczęście nie nawiedzały, jednak nie była w stanie nic poradzić na to, że przed jej oczami na miejscu dziewczyny pojawiało się czasem ciało Jacoba. Albo morze krwi rozlewające się wokół jej sylwetki. I chociaż łatwiej było jej sobie z tym poradzić, łatwiej było jej odwrócić się i ponownie skupić na poszukiwaniach gałęzi, niż wcześniej odrzucić podsuwane jej przez umysł PEŁNE obrazy, to wciąż nie było to nic przyjemnego. I wywoływało jeszcze większe wyrzuty sumienia... Bo mimo że Margot tak właściwie w ogóle nie znała, to nie usprawiedliwiało to przerzucania własnej uwagi ze zmarłej na samą siebie. Z tego, że dziewczyna nie żyje na to, że to ONA, Savannah jej nie pomogła, a może nawet przyczyniła się do jej śmierci. Czy na Jacoba. Czy nawet na to, jak się czuła... z tym.
Ze znalezionymi, mogącymi się nadać gałęziami wróciła więc do reszty z lekkim ociąganiem. Mimo że udało jej się nie spojrzeć na Margot, już sam widok jej bluzy rzuconej na trawę wydał jej się taki... nieodpowiedni. Mimo to, to właśnie po nią sięgnęła, gdy wraz z Davidem zabrali się już do składania "noszy" - dwóch gałęzi ułożonych do siebie równolegle na odległość mniej więcej szerokości ciała rudowłosej i przywiązanych do nich za rękawy bluz, tworzących razem coś na kształt drabiny. Ona z zawiązywaniem bluzy Margot nieco się ociągała, znów uciekając gdzieś myślami, podczas gdy David podążył za jej ruchami i w tym samym czasie zawiązał wszystkie trzy pozostałe bluzy. W pierwszej chwili jego "dziękuję" nie do końca więc do niej dotarło... dopiero po paru sekundach zdała sobie sprawę, że to właśnie do niej je kierował.
Za co?, chciała zapytać. Przecież ledwo w czymkolwiek mu pomogła. Podczas wyciągania Margot z dołu, to na pewno on użył najwięcej siły i gdyby nie on, w życiu by jej stamtąd nie wyciągnęli. Bez niej poradziliby sobie może nawet lepiej, zważając na ten moment, kiedy prawie ją puściła. Później nie była w stanie dziewczynie jakkolwiek pomóc, a teraz - na pomysł na takie nosze mógł wpaść dosłownie każdy. Na dodatek to przez jej propozycję musiał zdejmować ze zmarłej ubranie... a mogłaby przecież ściągnąć swoją bluzę. Przede wszystkim jednak - być może nigdy nie znaleźliby się w takiej pozycji, jak teraz, gdyby nie ona... Pozwalała myślom płynąć właśnie w ten sposób i w końcu nijak nie odpowiadając na podziękowania. Według niej na nie nie zasłużyła.
I najwyraźniej David mimo wszystko o tym wiedział, skoro nawet nie zaproponował, żeby to ona pomogła mu nieść ciało Margot jako pierwsza...
Gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że sama przed sobą brzmi co najmniej śmiesznie. I przykro. Niby zdawała tam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie była w stanie zrobić dla dziewczyny nic więcej, tym bardziej zważając na jej też raczej kiepski stan. Wiedziała też tam, że David nie był wcale przeciwko niej, a nawet wręcz przeciwnie - martwił się o nią. Był to jednak tak odległy tył głowy... tak cichutki głosik, który skutecznie zostawał zagłuszany przez miliony innych, tych wywołujących wyrzuty sumienia i brak jakiejkolwiek pewności siebie oraz poczucia własnej wartości. A ona nie miała nawt siły walczyć o to, by zamiast milionów dopuścić do głosu tylko ten jeden, najważniejszy.
Do obozu wracała więc na tyłach grupy... przygarbiona, z nisko spuszczoną głową. Czując się zupełnie przegrana...

_________________

    I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all. The higher I get, the lower I'll sink. I can't drown my demons, they know how to swim.(c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Zagajnik   Pon 22 Cze 2015 - 23:15

| Po grze z Laurel

Uniosła się i to stanowczo zbyt mocno. Była poirytowana tą całą sytuacją, ale to samo przeżywała cała reszta. Każdy miał jakąś swoją historię z przykrymi zdarzeniami w przeszłości. Jednak tutaj nie mogli pozwolić sobie, żeby emocje z tym związane brały nad nimi górę. Musieli się dostosować do obowiązujących warunków i nie pozwalać sobie na wyskoki, które okazywałyby ich słabości. Bo tak właśnie rysowała się ta cała sytuacja. Ona nie stawiała Cosimy na wygranej pozycji, pokazywała jak delikatnym tematem jest sprawa jej ojca. O której wiedzieli teraz wszyscy, choć pewnie zdecydowana większość miała to gdzieś. Jednak by nie popełnić ponownie tego samego błędu Cos postanowiła się odsunąć. Musiała jakoś poprawić swój wizerunek, więc zaproponowała udanie się do lasu w celu poszukiwania jakiś jadalnych owoców czy chociaż części roślin. Nie liczyła na znalezienie truskawek, ale może chociaż dałoby się trafić na jakieś orzechy albo grzyby? Cokolwiek, co byłoby jadalne i pochodziło stąd. Miałoby prawdziwy smak, a nie było modyfikowane i wytwarzane w sztucznych warunkach.
Odgarniała kolejne zarośla i w ciszy oraz samotności szła dalej, poszukując jakiś skarbów. Chwilę później usłyszała za sobą jakiś szelest i odwróciła się na moment. W tej chwili przypomniała sobie, że dostała małą pomocnicę do tej pracy. Przecież nie mogli wysłać dziewczynki na polowanie, mogła przydać się chociaż do tego. Cos zwolniła kroku, chociaż nie powinna. Wszyscy powinni być traktowani tak samo, bez żadnych ulg. Takie prawo obowiązywało na Arce. Po chwili uświadomiła sobie, że już nie są na niej i nigdy nie będą.
- Jak coś znajdziesz to niczego nie jedz. Chyba, że życie ci nie miłe – ostrzegła. Nawet nie wiedziała, jak dziewczyna ma na imię. Pewnie i tak by nie zapamiętała, w końcu było ich tu całkiem sporo. Miała mieć z nią do czynienia tylko ten jeden raz i nigdy więcej. Mimo to zaczęła mówić dalej, jakby chciała nawiązać jakiś kontakt.
- Może uda nam się znaleźć jakieś orzechy, nie licz na nic więcej. Choć lepsze to niż jagody, zawsze boli mnie po nich brzuch – dodała po chwili, dzieląc się pewnym wydarzeniem ze swojego życiorysu. Uwielbiała owoce, warzywa, wszystkie rośliny. Ale tak jak jej ojciec nie potrafiła strawić jagód. Na samą myśl robiło się jej niedobrze. Co prawda ziemskie jagody mogły być naprawdę dobre, ale po jej niemiłych wspomnieniem wolała nie ryzykować.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zagajnik   

Powrót do góry Go down
 

Zagajnik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Zagajnik Tytanów
» Zagajnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: east-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.