IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ścieżka między budynkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Ścieżka między budynkami   Pon 23 Lut 2015 - 17:35


Błotnista ścieżka między budynkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka między budynkami   Sob 28 Mar 2015 - 20:42

/ z jaskini Lincolna!

Lincoln tylko chwilę pozostał przy wejściu do swojej jaskini, rozglądając się, nasłuchując i oczekując ewentualnego wyjścia z niej nieznajomej. To ostatnie jednak nie nastąpiło, więc trochę uspokojony tym, że dziewczyna jednak chętna do szybkiego umierania nie jest, zamaskował wejście i ruszył w stronę TonDC. Jeżeli miał się czegoś dowiedzieć o działaniach, jakie powzięła (lub nie) Lexa, to właśnie tam.
Niestety - już od chwili wkroczenia do osady dawało się wyczuć nerwową atmosferę. Z tego, co Lincoln zaobserwował, granice musiały być obstawione bardziej, niż zwykle. Również samo TonDC było niezwykle żywe, szczególnie jak na tak późną porę - środek nocy właściwie. Domyślał się, co oznaczają te noszone przez wszystkich blisko siebie łuki, miecze i inne rodzaje broni. Miał tylko nadzieję, że póki co to tylko działania zapobiegawcze... I że nikt jeszcze nie szykował się do żadnego ataku.
W końcu wypatrzył wśród tych kobiet i mężczyzn kogoś, z kim - jak sądził - mógł porozmawiać. Większość z mijanych przez niego Trigedakru miało na twarzach zacięte miny i całą swoją postawą wskazywali na to, że byli gotowi do walki w każdym momencie - czekali tylko na rozkazy. Lincoln jednak nie z nimi chciał się rozmówić. Szukał konkretów, nie opinii. A martwił się, że właśnie tylko te drugie usłyszy od ludzi gotujących się do bitki.
- Balthazar - przywitał się głębokim skinieniem głowy z mężczyzną, z którym to właśnie miał nadzieję porozmawiać. A raczej - od którego miał nadzieję dowiedzieć się, co zostało na ten moment postanowione w związku z wylądowaniem Skaikru. Czy w ogóle zdawali sobie sprawę, że to oni? Zdążyli się już upewnić?
- Chyba nie widziałem takiego ożywienia od czasu, gdy podejrzewaliśmy atak ze strony jednego z wrogich nam klanów - zagadnął, niby tak zupełnie neutralnie. Chociaż oczekiwał wyciągnąć z tej rozmowy konkretne odpowiedzi, nie uważał za słuszne rozpoczynanie jej od konkretnych pytań. Prawda była taka, że nie mógł być pewien tego, w jaki sposób do obecnej sytuacji ustosunkowywał się Balthazar. Jako uzdrowiciel wojowników był on dosyć rozpoznawaną osobą, szczególnie wśród właśnie wojowników, ale Lincoln nie znał go aż tak dobrze. Jakkolwiek by na to nie patrzeć - mieszkanie i spędzanie większości czasu poza osadą raczej nie sprzyjało zacieśnianiu zbyt bliskich więzi.

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka między budynkami   Pon 6 Kwi 2015 - 19:49

Anya nie pamiętała ostatniego razu, kiedy działo się coś tak niezwykłego, żeby postawić całe TonDC w stan gotowości.
Owszem, zdarzały się ataki Żniwiarzy, czasem nawet posuwały się dalej niż zwykle – ale żeby wszyscy byli praktycznie cały czas pod bronią i w stanie nerwowego napięcia? Nie, coś takiego nie zdarzało się codziennie.
Co oznaczało, że trzeba było coś z tym zrobić.
Jako generał i dawna mentorka Lexy była dość dobrze poinformowana; w końcu uczestniczyła we wszystkich zebraniach i zgromadzeniach, których ostatnio robiło się coraz więcej. Jednak mimo to wciąż nie wiedziała – zresztą tak samo jak inni – z czym dokładnie mają do czynienia. Ale nie ulegało wątpliwości, że to coś, co spadło z nieba, było na ich terenie. I prawdopodobnie było zagrożeniem, a w takim wypadku nie można było tego tolerować.
Ona sama była zdania, że trzeba się było tym zająć jak najszybciej. W końcu z każdą minutą niebezpieczeństwo rosło, a nie mogła przecież pozwolić, żeby jej lud był w niebezpieczeństwie. Było jedno, bardzo proste rozwiązanie i wiązało się z ruszeniem całej armii w stronę dziwnego obiektu – ale co, jeśli obiekt ten był jakimś podstępem ludzi z Mount Weather? Nie, nie mogli ryzykować aż tak. Dlatego zgadzała się z opinią Lexy. Dyskretny zwiad był chyba najlepszym wyjściem.
Pogrążona w takich rozmyślaniach, nawet nie wiedząc kiedy znalazła się na jednej ze ścieżek wiodących między niskimi budynkami TonDC. Chociaż pewnie nie wyglądała, jakby znalazła się tu przypadkiem – w końcu kiedy wszędzie chodziło się pewnym, szybkim krokiem, zawsze sprawiało się wrażenie, jakby się wiedziało, co się robi. A nie była to pora na bezsensowne spacery, więc skoro już tu była, mogła z tego zrobić jakiś użytek. Uważnie przeskanowała obecnych tu ludzi wzrokiem, w myślach oceniając użyteczność każdego z nich do zadania, jakie miała wykonać. W końcu jej wzrok zatrzymał się na jednym z wojowników.
Rozmawiał z ich uzdrowicielem, ale nie stanowiło to najmniejszego problemu. Anya skierowała się w ich stronę.
- Lincoln – przywitała mężczyznę. Nie było czasu na żadne grzeczności ani konwenanse; zresztą i tak nie była do nich przyzwyczajona. Skinęła mu głową, dając do zrozumienia, by odeszli kawałek. Wprawdzie to, co miała mu do powiedzenia, nie było w jakiś sposób tajne, ale i tak wolała rozmawiać na osobności. Ruszyła przed siebie, rozpryskując błoto na wszystkie strony, czekając, aż mężczyzna podąży za nią.
- Heda wydała rozkazy. Mamy sprawdzić, co spadło z nieba – oznajmiła. Po czym dodała, już zupełnie od siebie – i jak szybko zacznie zabijać.
Bo że zacznie, była niemal pewna. W końcu już było na ich terenie. A Anya nie miała zamiaru czekać, aż będzie za późno.

_________________
g r o u n d e r     p r i n c e s s
you go your way, i'll go mine.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka między budynkami   Sro 8 Kwi 2015 - 19:47

Lincoln miał nadzieję, że jego wypad do TonDC wcale nie zajmie tak dużo czasu. Że dowie się tego, czego potrzebuje i wróci do swojej jaskini jeszcze tej samej nocy, na kilka godzin przed świtem. Nie tylko po to, by w razie potrzeby podążyć za plan kom skai, która przecież w każdej chwili mogła zdecydować się opuścić jego schronienie... ale też po to, by samemu mógł chociaż na chwilę przysnąć przed ponowną podróżą w stronę ludzi dziewczyny. Mógł się jednak spodziewać, że coś po drodze pójdzie nie tak, jak zaplanował. Powinien mieć jakiś plan awaryjny... albo w ogóle powinien zdecydować się na odrobinę inne kroki, które zorientowałyby go w obecnej sytuacji. Zrobił jednak, co zrobił. A teraz stał przed jednym z generałów.
- Anya - podobnie jak wcześniej przed Balthazarem, tak teraz przed nią skinął głęboko głową i bez słowa podążył za nią nieco na bok. Spodziewał się tego, co od niej usłyszy od chwili, gdy tylko zauważył jej zbliżającą się sylwetkę, więc teraz z kamienną twarzą, przytaknął jej ruchem głowy. Już pomijając to, że właściwie nie powinien, ale również nie chciał jej jakkolwiek odmawiać, czy się jej sprzeciwiać. To byli jego ludzie. Trigedakru. Nawet jeśli się czasem gdzieś wyłamywał, w jakieś działania nie włączał, to wciąż należał do wojowników... A obowiązkiem wojownika było chronić swój klan. Zresztą po części rozumiał ich obawy. Nie podzielał może tej ich silnej chęci pozbycia się zagrożenia, ale rozumiał, skąd ta się brała.
Odrzucił więc póki co myśli o nieznajomej w jego jaskini... Jeśli uciekła, nic nie mógł z tym już zrobić. Liczył jednak na to, że została na swoim miejscu.
- Ktoś jeszcze do nas dołączy? - zapytał. Postanowił nie przyznawać się do tego, że już widział, co spadło z nieba. Przemilczał też fakt, że Skaikru zdawali się jeszcze nie wiedzieć nawet o istnieniu innych ludzi na ziemi poza nimi (z małym wyjątkiem, oczywiście). Jego wycieczka na wschód była kompletną samowolką, więc nie chciał się narażać.

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka między budynkami   Czw 9 Kwi 2015 - 15:57

Rzeczywiście, gdyby ktoś się dowiedział o wycieczce Lincolna - zwłaszcza ktoś z dowódców - mężczyzna mógłby mieć kłopoty. Na szczęście Anya nie miała o niczym takim pojęcia. Wprawdzie nie była głupia i zwykle większości rzeczy można się było łatwo domyślić - ale w przypadku Lincolna nawet jego dłuższa nieobecność w wiosce nie wzbudzała w niej żadnych podejrzeń. W końcu mieszkał poza wioską, więc nie było nic dziwnego w tym, gdy znikał na jakiś czas.
I oczywiście zupełnie nie wątpiła w jego uczciwość - co więcej, była pewna, że wojownik zawsze był szczery. Nie dopuszczała też do siebie żadnej myśli o możliwej zdradzie - w zasadzie to zdawało jej się nawet, że w ich klanie coś takiego jak zdrada nie było możliwe. Byli tak wychowani, na tym opierały się ich podstawowe wartości i tak dalej.
Właśnie dlatego, mając w pamięci to wszystko, uznała, że Lincoln nada się do ich zadania najlepiej. Mieszkał poza wioską, więc była możliwość, że widział i słyszał więcej niż ci, którzy pozostawali w TonDC.
- Nie - odparła po prostu, słysząc jego pytanie. - Musimy się poruszać w jak najmniejszych grupach. Niezauważenie. Dowiedzieć się, o co chodzi, i wrócić po dalsze rozkazy.
Bo w sumie to głównie robiła - wykonywała rozkazy Hedy.
Poczekała, aż będą poza zasięgiem słuchu kogokolwiek, po czym spojrzała uważnie na Lincolna.
- Mieszkasz poza wioską - zaczęła, w zasadzie powtarzając na głos swoje poprzednie rozważania. Zamilkła na chwilę. - Widziałeś coś... niecodziennego? Masz jakieś podejrzenia, co to może być?
Odnosiła się nie tylko do dziwnego obiektu, który spadł z nieba, ale też ogólnie do tego, co mogło ich czekać. Bo mimo swojego doświadczenia wciąż nie wiedziała, czego ma się spodziewać na miejscu.

_________________
g r o u n d e r     p r i n c e s s
you go your way, i'll go mine.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka między budynkami   Sob 11 Kwi 2015 - 17:38

przepraszam za to opóźnienie

Lincoln nie nazwałby swoich poczynań "zdradą", ale zdawał sobie sprawę, że niektóre z jego działań mogłyby być uznane przez jego klan za właśnie coś takiego. Może samowolne zwiady i nieco odmienne zdanie dotyczące Skaikru nie zostałyby ocenione aż tak surowo, ale sprowadzanie jednego - a dokładniej rzecz ujmując, jedną - z nich tak blisko wioski, a także niekonsultowane ujawnianie istnienia Trigedakru...? To już była zupełnie inna sprawa. Jakby nie patrzeć, wiele ryzykował w imię własnych przekonań. Uważał jednak, że było warto. Nawet jeśli mu się nie uda... warto próbować.
Kiwnął tylko głową na słowa generał. Poruszanie się w niedużych grupach, niezauważenie, było mądrym posunięciem. Poza tym budziło w Lincolnie nadzieję na to, że mimo widocznych zbrojeń w stolicy, nikt nikogo jeszcze atakować nie zamierzał.
- Nie sądzę, żebym widział więcej, niż wszyscy. Blaszana puszka slip daun kom  skai* - odpowiedział krótko na pierwsze pytanie Anyi. Właściwie mówił prawdę... Dopóki nie wybrał się w stronę powyżej wspomnianej puszki, rzeczywiście nie dostrzegł niczego więcej. Nad drugim pytaniem udał, że chwilę się zastanawia. W końcu WIEDZIAŁ już, co to mogło być... ale nie chciał się przecież zdradzić. Zdecydował się jednak jakoś naprowadzić generał na to, co ujrzy, kiedy już znajdą się w okolicach statku Skaikru... jednocześnie jednak nie mówiąc wprost, że sam już to widział. Pytała w końcu o jego podejrzenia... a w samych podejrzeniach nie było przecież nic podejrzanego. - Słyszałem, że niektórzy ludzie w wiosce podejrzewają Maunon**, ale nie sądzę, by puszka pochodziła od nich. Wydaje mi się, że naprawdę przyleciała kom skai, nou kom maun***... i że raczej nie stanowi takiego zagrożenia, jakiego wszyscy się obawiamy - dodania tych ostatnich słów nie był do końca pewien, ale nie był to w końcu pierwszy raz, kiedy przedstawiał swoje nieco odmienne zdanie na jakiś temat. Zresztą - jak pisałam - cały czas przedstawiał Anyi tylko swoje przemyślenia, nie dzieląc się nijak tym, że już je zdążył sam przed sobą potwierdzić. Przynajmniej częściowo potwierdzić.
- Co sądzi heda? - zapytał po krótkiej chwili, dalej mając w pamięci to, po co właściwie do TonDC tej nocy zawitał. Chciał się dowiedzieć na czym stoi. A właściwie - na czym stoją nieświadomi niczego Ludzie Nieba. Podejrzenia Lexy mogły być sporym tego wyznacznikiem, jako że to w końcu ona podejmowała ewentualne decyzje o atakach. - I co ty o tym myślisz? - dodał jeszcze. Zdanie generał też było istotne. Tym bardziej, że jako wojownik liczył się z jej zdaniem. Tym bardziej, że to przed nią bezpośrednio odpowiadał... i w razie takiej konieczności, to wydane przez nią rozkazy będzie musiał wykonać... lub się im sprzeciwić.

* fell from the sky
** Mountain Man
*** from sky, not from mountain

_________________


    Go your way. I'll take the long way 'round.
    I'll find my own way down. As I should.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Grounders
avatar



PisanieTemat: Re: Ścieżka między budynkami   Nie 12 Kwi 2015 - 20:34

Odmienne zdanie było właśnie czymś, czego Anya szukała. Odmienne zdania sugerowały mniej oczywiste rozwiązania, które w dłuższej perspektywie mogły się okazać lepsze od tych oczywistych. Tak jak teraz - gdyby zapytała kogokolwiek w TonDC, co powinni zrobić, zapewne usłyszałaby, że powinni iść i walczyć, cokolwiek by to nie było. Ale Anya nie pytała nikogo o zdanie.
Oczywiście nie wiedziała o dziewczynie z nieba, którą Lincoln sprowadził do jaskini. I raczej bardzo dobrze, bowiem byłaby zmuszona powiedzieć o niej Hedzie. A co Lexa by z nią zrobiła, tego już nie była w stanie przewidzieć. Chociaż, z drugiej strony - Heda nie podejmowała prostych i oczywistych decyzji. Miała swoje zdanie i nie bała się ryzykować.
Anya lubiła myśleć, że jest w tym choć trochę jej własnej zasługi. Że wszystko to, czego nauczyła Lexę, nie idzie na marne, tylko przeciwnie - czyni z niej taką przywódczynię, jakiej potrzebowali.
Z niejaką obawą pomyślała, że niedługo umiejętności ich dowódcy mogą zostać wystawione na próbę. W końcu nie wiedzieli jeszcze, co spadło z nieba. Ale Anya była przekonana, że Lexa podejmie właściwe decyzje.
Skinęła głową na słowa Lincolna. Rzeczywiście, mówił mądrze. Jego podejrzenia zapewne były słuszne. Po co ludzie z Mount Weather mieliby robić coś takiego? Zresztą, skąd wzięliby coś takich rozmiarów, i jak mogliby to niepostrzeżenie wystrzelić? Nie, to musiało pochodzić z nieba. A to oznaczało... ludzi z nieba? Czy to w ogóle było możliwe?
Obawiała się, że tak.
Na naradzie Lexa wspominała już o takiej możliwości; nie mówili jednak o tym głośno, pewnie dlatego, żeby nie wzbudzać niepokoju w wiosce. Chociaż na to i tak było za późno.
- Heda uważa, że to rzeczywiście... skaikru - odparła. Słowo dziwnie zabrzmiało w jej ustach, nie była do niego przyzwyczajona. Tak rzadko mówili o ludziach nieba, że już pewnie zapomnieli, że w ogóle mogli istnieć. - Obawiam się, że może mieć rację.
Zwykle miała rację, i to właśnie martwiło Anyę. Gdyby to był tylko wielki obiekt z nieba, nie byłoby problemu. Przeorałby tylko kawałek ziemi albo zniszczył upadkiem kawał lasu. Ale jeśli w środku byli ludzie, to sprawa była już inna. Robiła się dużo bardziej... skomplikowana.
- Myślę, że musimy być przygotowani na wszystko. Nie wiadomo, z czym mamy do czynienia - odparła. Oczywiście mogłaby powiedzieć coś o swoich wątpliwościach; o tym, czy tych ludzi należy zabić, czy może żyć z nimi w pokoju; że nawet jako generał nie jest niczego do końca pewna, bo pierwszy raz spotyka się z taką sytuacją. Nie powiedziała jednak nic z tego na głos. To brzmiało jak wątpliwości, a wątpliwości brzmiały jak słabość. A to było coś, na co Anya nie mogła sobie pozwolić.
Ruszyła więc przed siebie, w kierunku wyjścia z wioski.
- Broń w pogotowiu - rzuciła tylko. Oczywiście, w jej ustach wszystko brzmiało jak rozkaz.

[zt]

_________________
g r o u n d e r     p r i n c e s s
you go your way, i'll go mine.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ścieżka między budynkami   

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka między budynkami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ścieżka górska
» Julius Nott
» Ścieżka z polanki do statku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: west :: TonDC-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.