IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sima & Quinn (2 lata temu)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Sima & Quinn (2 lata temu)   Pon 5 Paź 2015 - 9:41

Nastał ten dzień. Sima Guthrie jako jedna z lepszych uczennic, pozornie grzeczna i ułożona, spokojna piętnastolatka, córka medyczki i naukowca odpowiedzialnego za hodowlę roślin została odprowadzona do miejsca, które od teraz do dnia osiemnastych urodzin miało być jej nowym domem. Więzienie.
To słowo było jednym z najczęściej przez nią słyszanych podczas ostatnim 24 godzin. To i konsekwencje, nieodpowiedzialność i głupota. Sim jednak zdawała się mniejszą uwagę zwracać na to, że zasili poczet Arkowych więźniów. W zasadzie większą reakcje zauważono u niej gdy zabrano jej wszystko to, co stworzyła. Zabrano, by zniszczyć, niż gdy powiedziano jej, co ją teraz czeka.
Więzienie.
To musiało się tak skończyć i dobrze o tym wiedziała. Liczyła się z tą możliwością, że w końcu ktoś coś powie za głośno lub pochwali się nie tej osobie i jej mały interes. Ba, jej dzieło życia zostanie unicestwione w jednej chwili a ją ześlą do najmniej przyjemnej części Arki. Z drugiej strony, nie było tak źle. Miała tutaj kilku klientów. Nawet nieco więcej. Na pewno też plotka o jej zatrzymaniu i o tym czym się zajmowała się rozeszły już i dotarły też tutaj. Głównie tutaj. Pytaniem tylko było, jak jej, byli już, klienci zareagują na jej widok. Nawet Ci, których nigdy na oczy nie widziała- czyli większość. Cóż, już niedługo miała poznać odpowiedź na to pytanie.
Jej rodzice odprowadzili ją wraz ze strażnikami. Jej pochód wstydu. Nie było tak źle, godzina była już późna, większość właśnie jadła kolację więc mało kto ją widział. tylko czy to miało jakieś znaczenie? Nie, raczej nie.
Matka płakała, ojciec nie uronił ani jednej łzy. Nie musiał, widziała w jego oczach wystarczająco dużo emocjo. Złość, smutek, poczucie winy i coś jeszcze... coś nieodgadnionego. To jednak też już miało nie mieć większego znaczenia. Pożegnanie było krótkie. W końcu dla strażników to był kolejny dzień w pracy, część pewnie kończyła za chwilę służbę i miało nadzieję zdążyć zjeść ciepły posiłek. Nie mogła ich za to winić. W końcu dla nich była kolejnym bachorem, który zszedł z dobrej ścieżki, który złamał prawo i którego trzeba zamknąć w klatce.
A mogła hodować kwiatki, albo normalne grzyby albo cokolwiek innego, przydatnego i nie zakazanego.
No cóż, nie cofnie już czasu. Wypięła dumnie pierś, przybrała na usta swój uroczy uśmiech mieszający ze sobą niewinność, urok i coś, co można by nazwać drobną drapieżnością i ruszyła za strażnikami na teren stacji więziennej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Sima & Quinn (2 lata temu)   Pon 5 Paź 2015 - 20:55

Życie w więzieniu można było określić wieloma słowami, a jednym z nim z pewnością była rutyna. Dokładne godziny wydawania posiłków i snu, wyznaczony czas zamykania cel. Poza kilkoma jednostkowymi przypadkami więźniowie nie byli zamknięci cały czas - poza godzinami nocnymi cele były otwarte, co dawało pewną ułudę jakiejś wolności. Rzecz jasna nie zawsze strażnicy byli w stanie ocenić, kto powinien być zamknięty, ale cóż, coś za coś.
Wbrew pozorom wcale nie tak często pojawiał się w tej części Arki ktoś nowy. Albo inaczej - nieczęsto pojawiał się ktoś, kogo można się było spodziewać, kto był znany. Prawdopodobnie jeszcze władze nie dowiedziały się o wpadce Guthrie, kiedy dotarło to do Quinna i spółki. Wywiad więzienny działał lepiej niż kanały informacyjne Arki. Organizacja więzienia była lepsza niż całej Arki - no, przynajmniej w kwestiach istotnych dla osób, które nie miały tak zakutych łbów jak podejrzewało się u przestępców i tworzyły swoistą elitę. Nie ma co się oszukiwać, część dzieciaków znajdujących się w więzieniu nie grzeszyła przesadną inteligencją, ale zdarzały się przecież wyjątki. Szczęśliwie Henderson na początku swej kariery dostał się do grupy przewodzącej i dzięki temu uważany był teraz milcząco za pewnego rodzaju przywódcę. O ile można było mówić o autorytecie w takim miejscu, to on go posiadał zdecydowanie. Ale nie o tym teraz mowa.
Wiedział, że przyprowadzą Simę. Czasami w jego ręce trafiał jej towar, ale już parę lat temu Quinn postanowił dość ostrożnie podchodzić do używek. Uzależnionymi łatwiej przecież manipulować.
Nowy więzień mógł oznaczać kilka rzeczy. Słabe ogniwo, które żyło gdzieś na resztkach z racji żywnościowych i wciskało się w kąt, by tylko nie dostać po głowie. Łącznik ze światem, posiadający rozległe znajomości (lub krewnych) wśród strażników. Buntownik, którego trzeba będzie postawić do pionu. Spryciarz, który będzie udawał cwanego będąc zawsze w tej silniejszej grupie, ale ostatecznie odbije mu się to czkawką. Beksa, która będzie wyć zawsze po zamknięciu celi. Szarak, który będzie starał się po prostu jakoś to przetrwać. I chyba ostatnia kategoria - tych z olejem w głowie, którzy wyrabiali sobie pozycję jakimiś umiejętnościami albo znajdowali sobie protektora.
Rzecz jasna Sima nie miała tak rozległego wyboru. Była pewna niepisana zasada mówiąca, że ci z zewnątrz, którzy jakoś wspomagali więźniów mieli na starcie większe możliwości. Oczywiście dziewczyna mogła to odrzucić lub utracić własną głupotą, niemniej jednak Quinn zamierzał zastosować się do tej tradycji.
Dlatego kiedy Ruda dotarła wreszcie do sali stanowiącej salon więzienny i pozbawiona została jedynej ochrony przed złowrogo-ciekawskimi spojrzeniami, czyli strażników, Henderson obserwował ją przez moment z niewielkiej odległości, nie zdradzając początkowo ani swojej pozycji, ani wiedzy, jaką na jej temat posiadał. Dopiero po krótkiej chwili obserwacji, która w innych warunkach byłaby może nieco zbyt wnikliwa, ruszył swój tyłek z ławki i stanął przed dziewczyną. Różnica była kolosalna. Płeć, wzrost, budowa ciała. Niby rok różnicy. I jego uśmiech daleki był od niewinności.
- Guthrie. - Zmrużył oczy w ten niebezpiecznie seksowny sposób, z którego nie zdawał sobie do końca sprawy. - Witamy w naszych skromnych progach. - Nie mógł odmówić sobie tej drobnej złośliwości, ale cóż, nie było co liczyć na "misia".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Sima & Quinn (2 lata temu)   Pon 5 Paź 2015 - 22:02

Gdy w końcu strażnicy zostawili ją samej sobie Sim miała już kilka cennych notek w głowie na temat tego, co myśli na temat więzienia. Jego mieszkańcy w sposób naturalny i dla niej jakże zauważalny podzieleni byli na grupki. Już kilka spojrzeń pozwoliło jej wybrać najbardziej oczywistych osobników typu "trzymaj się z daleka". Zarówno dlatego, że mogli stanowić zagrożenie, jak i dlatego, że byli totalnie... cóż, nieprzydatni. Co gorsza, mogli ją wciągnąć w swój świat bycia nikim lub, o zgrozo, bycia popychadłem. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie uważała siebie za jakąś lepszą czy coś w tym stylu ale wolała, by inni ją za taką uważali. To znacznie ułatwiało życie. A tutaj mogło ułatwić przeżycie wręcz. W swoich obserwacjach zrobiła podstawowy błąd. Zatraciła się w myślach i ocenach, analizach i notkach, więc Quinna usłyszała dopiero wtedy, gdy się do niej odezwał. Zganiła się za to w myślach, jak mogła nie zauważyć, że do niej podchodzi! Cóż, teraz już było za późno na to, by to naprawić. Uraczyła go dość leniwym, przeciągłym spojrzeniem oceniając, kim też w tej układance mógł być. Przystojniak. Dla niej aż zbytni, ale z całą pewnością musiał mieć powodzenie wśród panien. Jego postawa, uśmiech, ton głosu wskazywały na to, że nie był takim sobie ot przeciętniaczkiem. Oj, nie, był kimś wysoko w tutejszej... hierarchii? Tak, to dobre słowo, hierarchii. Uśmiechnęła się do niego zalotnie. Tak, z nim warto mieć dobre relacje.
- Nie ładnie tak po nazwisko, zwłaszcza, gdy ja Twojego nie znam.
Odparła zadziornie. Nie wystraszy się, nawet nie będzie zgrywać szarej, nieśmiałej myszki. Nie tutaj. Nie przed nim. Rozejrzała się po pomieszczeniu, kilka osób już nie kryło zainteresowania ją nawet w najmniejszym stopniu. Mogło to sprawić jego zjawienie się w jej pobliżu, to tylko potwierdzało jej domysły. Był tutaj kimś. Tylko kim konkretnie?
- Dziękuję za powitanie, reszta jest chyba dość... nieśmiała, a może jesteś kimś w stylu orszaku powitalnego?
Znowu uśmiech. Lubiła flirtować, choć nigdy nie miała zapędów na poważniejsze związki. Czy w ogóle związki. Roślinki były dla niej o niebo ciekawsze.
- Skoro tak, to nie może tu być aż tak źle.
Dodała niby zamyślona. Westchnęła cicho zastanawiając się nad tym, co słyszała od swojego kolegi na temat więzienia. Jego ojciec był strażnikiem, więc znał kilka nowinek. Uważniej przyjrzała się obserwującemu ich chłopakowi, którego spojrzenie w żadnym razie nie było uprzejme. No cóż, nie mogła wymagać, że wszyscy tutaj jej zrobią powitalną fetę.
- Co teraz w planie? Dzika impreza, tort i mini przedstawienie? Wspólne odczytanie regulaminu czy też audiencja u tutejszego pana i władcy by wskazał mi moje miejsce?
Spytała ponownie obdarzając chłopaka spojrzeniem błękitnych oczu, tak kontrastujących z rudymi, długimi włosami. Teraz związanymi w wysoką kitkę, dodającą jeszcze dodatkowych centymetrów i tak już dość wysokiej dziewczynie. Sim rozejrzała się niemal teatralnie, zbliżyła o krok do niego i nachyliła w jego stronę tak, jakby chciała mu zdradzić jakiś sekret.
- Chyba musimy nieźle razem wyglądać, bo wszyscy się na nas patrzą.
Dodała niby szeptem.
- Albo tak komicznie.
Dodała prostując się i puściła do niego oczko z rozbawionym uśmiechem. A trzeba było przyznać, uśmiech miała niczego sobie.
Taaak, albo napyta sobie biedy, albo zdobędzie sojusznika. Raz się żyje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Sima & Quinn (2 lata temu)   Wto 6 Paź 2015 - 21:43

Prawdę mówiąc nie spodziewał się po niej takiego zachowania. Zazwyczaj nowi więźniowie drżąc ze strachu usiłowali zrobić wszystko, by po sobie tego nie pokazać i ostatecznie albo zachowywali się jak znerwicowani histerycy, albo udawali wielkich buntowników, robiąc sobie więcej problemów. Rzecz jasna nie wszystkie postawy były tak skrajne, czasami trudno też było rozpoznać do kogo jest im bliżej, ale mniej więcej do tego się cała sytuacja sprowadzała. W przypadku Simy było jednak inaczej - Quinn nie miał najmniejszych wątpliwości, że gdzieś tam w środku się bała i wahała, ale najwyraźniej bardzo dobrze to ukrywała lub nie zdawała sobie z tego do końca sprawy. Ciekawe. A może to adrenalina? Może do niej nie dotarło? Nie był znawcą kobiecej mimiki, jednak zachowanie dziewczyny go zaintrygowało. I rozbawiło, też. Może dobrze ukrywała strach, ale wyczuwał jakieś wymuszone, nieco nerwowe cwaniactwo.
- Poznasz w swoim czasie. - poinformował ją ze spokojem. Droczył się z nią, fakt, poznanie jego danych nie było specjalnie trudne, ale miał chyba dziś dramatyczne zapędy i dlatego zgrywał takiego tajemniczego.
- Może jestem. - Doskonale wiedział, że nie udzielając dziewczynie żadnych informacji wprawia ją w jeszcze większe zakłopotanie, ale - nieco złośliwie - chciał sprawdzić, jak wiele zniesie i kiedy zacznie się łamać. A może była jedną z tych niewielu osób, które potrafiły sobie poradzić w stresujących warunkach? Po chwili zastanowienia stwierdził jednak, że biorąc pod uwagę jej wcześniejsze zasługi i kolor włosów mógłby jednak się nad nią zlitować. Nie, żeby litość była w jego życiu jakimś bardzo znaczącym uczuciem...
Nim odpowiedział na jej pytanie, dziewczyna odstawiła swoje małe przedstawienie, wprawiając go w jeszcze większe rozbawienie. Miała potencjał. Wprawdzie igrała z ogniem - szansa na to, że przypadnie mu do gustu jej styl była mniej więcej pół na pół - ale widać miał dziś dobry dzień, bo pozwolił sobie na odwzajemnienie uśmiechu, choć w jego wersji był nieco bardziej niebezpieczny i drwiący. Do takiego już się przyzwyczaił.
- Zwykle zaczyna się od uświadomienia nowemu, że jest... nowy - zauważył, wskazując głową pustą ławkę w pobliżu, by zachęcić dziewczynę do zajęcia miejsca. Nie miał ochoty stać niemal pod samym wejściem. Nie sprecyzował, że zwykle nowy leczył się przez najbliższy tydzień. Takie przyjacielskie powitanie. - Ale w twoim wypadku chyba się bez tego obejdzie. - zdecydował, puszczając jej oczko. Teraz dopiero obserwatorzy mieli czym się interesować.
Swoją drogą ciekawe, że Quinn nigdy nie wykorzystywał swojej pozycji w więziennej hierarchii w celach damsko-męskich. Może dlatego, że i bez tego nie cierpiał na brak zainteresowania płci przeciwnej, może ze względu na jakieś opory moralne, a może po prostu nie kręciło go wykorzystywanie podporządkowanych mu dziewczyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Delinquents
avatar



PisanieTemat: Re: Sima & Quinn (2 lata temu)   Wto 6 Paź 2015 - 22:59

Czy się bała? Jasne, że tak! W końcu wylądowała w więzieniu. Trudno by tu było się nie bać. A przynajmniej nie odczuwać niepokoju. Ale Sim nie miała zamiaru by te uczucia wzięły nad nią górę, ba! W ogóle uznała, że najlepiej będzie się nimi nie przejmować. No chyba, że zagrożenie stanie się realnym, wtedy strach może być całkiem pożyteczny. Ale nie teraz. Strata czasu i energii.
Można uznać, że Sim taka po prostu była.
- No dobrze, Panie Tajemniczy.
Westchnęła z uśmiechem.
- Muszę Cię jednak ostrzec, że jestem niezwykle ciekawską istotką, a tajemnice działają na mnie dość... pobudzająco.
Tak, zabrzmiało to dwuznacznie. Sim miała problem z dwuznacznością wypowiedzi. Niezamierzoną zazwyczaj. Co na początku znajomości mogło rodzić pewne nieporozumienia. Pewnym, jak to ona, krokiem, wyprostowana niczym struna i z wysoko uniesioną głową ruszyła przed siebie. Jednak coś było takiego w jej postawie, lekkość, mimo wszystko, wskazująca na to, że nie była to wymuszona sztywność a jedynie naturalna dla niej postawa ciała. Usiadła na ławeczce spoglądając na niego niczym uczennica na nauczyciela, słuchająca jakiegoś ważnego wykładu.
- Okej... tak, z całą pewnością mogę uznać, iż czuję się uświadomiona o mojej nowości.
Odparła z rozbrajającym uśmiechem. Oparła się plecami o ścianę przy której ławeczka stała i rozejrzała raz jeszcze po sali. Założyła nogę na nogę wesoło stópką kołysząc jakby w rytm jakiejś muzyki.
- Wiesz, że istnieją rośliny, które potrafią przystosować się do nowego środowiska w zaledwie trzydzieści sekund?
Spytała nagle, tym razem nawet na niego nie spoglądając. Tak, jakby wraz z nową perspektywą otwarły się przed nią nowe widoki na rzeczywistość. Uśmiechnęła się sama do siebie.
- Można powiedzieć, że jestem jedną z nich.
Dodała ponownie tracąc zainteresowanie salą i zerkając na niego. Póki rozmawiali, miała spokój od reszty... ok, gapili się w jej stronę, ale to ni ją ziębiło ni parzyło. Nikt natomiast nie kwapił się, by podejść bliżej. A to jej póki co odpowiadało. Wolała ich sobie na początek poobserwować z daleka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sima & Quinn (2 lata temu)   

Powrót do góry Go down
 

Sima & Quinn (2 lata temu)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dzień, wspomnienie lata...
» Kultura lat siedemdziesiątych
» Wcale nie tak dawno temu, pewien hipochondryk, który akurat nie udawał...
» Pożegnanie Lata z Radiem - SZACHOWY BOKS
» Festiwal lata '55 - 01.08.1955

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Postacie :: Retrospekcje-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.