IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar



PisanieTemat: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Sob 21 Lut 2015 - 19:21

Korytarz między jedną sekcją a drugą. Znajduje się tutaj również winda, którą można przemieszczać się po wszystkich poziomach Mount Weather, jednak żeby móc z niej korzystać, trzeba mieć przepustkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Dead
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Pią 19 Cze 2015 - 21:55

Parę dni temu Maeve poczuła się trochę gorzej. Nic wielkiego i ani trochę jej to nie zaniepokoiło, gdyż wśród mieszkańców Mount Weather, którzy nie posiadali odporności na promieniowanie, było to zupełną normalnością. Zgłosiła się więc do szpitala i po transfuzji krwi czuła się jak nowonarodzona. Oczywiście niezbyt jej odpowiadało to, że ktoś musiał jej tą krew oddać, ale czy naprawdę coś by zmieniło, jakby odmówiła transfuzji i doprowadziła się do śmierci? Lepiej było zacisnąć zęby i zmienić coś poprzez swoje działania, niż skazywać się na zniknięcie z tego świata bez pozostawienia po sobie żadnego znaku. Maeve nie wiedziała jednak, że krew, która została jej podana nie pochodziła jedynie od ludzi, którzy mieszkali na powierzchni. Jeden z medyków, postanowił przeprowadzić test i podał kobiecie krew, która została pobrana od znalezionej w lesie dziewczyny. Nie była to zbyt duża dawka, jednak nikt nie zgodziłby się, żeby spuścić z nastolatki więcej krwi. Rzecz jasna o całej sprawie wiedział ów lekarz oraz syn prezydenta, Dante. Maeve była zupełnie nieświadoma tego, że została poddana temu eksperymentowi, który miał się dla niej skończyć tak tragicznie. Szła, tak jak to zawsze bywało po przeprowadzonej transfuzji, na badanie, żeby można było orzec, czy potrzebuje dalszego leczenia, czy też może przez jakiś czas obejdzie się bez niego. Nie było więc to dla niej nic niezwykłego. Wsiadła w windę i udała się na poziom trzeci, gdzie znajdowały się kwarantanny oraz sala szpitalna. Niczego nie podejrzewała wysiadając z windy, ani nawet wtedy, kiedy winda się zamknęła i odjechała. Wolnym krokiem skierowała się w stronę laboratorium, będąc święcie przekonaną, że nie dzieje się nic podejrzanego. Aktualnie zastanawiała się nad tym jaką książkę poleci swoim uczniom do przeczytania, a także nad tym, czy będzie na deser dzisiaj szarlotka. Nagłe pieczenie dłoni wyrwało ją z myśli. Machinalnie podrapała się po ręce i wtedy zobaczyła, że jej skóra zaczyna pokrywać się bąblami, takimi samymi, jakie często można było zobaczyć u ludzi, którzy zostają poddani szkodliwemu promieniowaniu. Zdezorientowana kobieta podbiegła pod drzwi laboratorium, ciągnąc za klamkę, jednak nic to nie dało. Zaczęła walić w nie pięściami, ale wciąż jej wysiłki pozostawały bez odzewu. Krzyczała i płakała, lecz nikt nie zareagował na jej błagania. Pobiegła w stronę windy, mając nadzieję, że zdąży uciec, nim promieniowanie całkowicie ją zabije. Nacisnęła przycisk, lecz nic się nie stało. Winda nie otworzyła drzwi, ani też nie było słychać odgłosu, który zawsze wydawała, kiedy się zbliżała. Maeve czuła coraz większe pieczenie, jakby cała płonęła. Coraz ciężej jej się oddychało. W końcu opadła, prawie całkowicie pozbawiona sił, przy windzie. Nie rozumiała co się dzieje, nie wiedziała dlaczego nikt jej nie wpuścił do laboratorium, ani dlaczego winda nie przyjechała. Nie potrafiła zrozumieć jak to możliwe, że korytarz tak nagle został napromieniowany. Była cała pokryta bąblami, a jej płuca powoli przestawały funkcjonować. Nie minęła nawet minuta i Maeve była martwa.

_________________

Maeve Grant
That if you give love and live love, then you'll never be alone. If you give love and live love, then you'll always have a home.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Wto 11 Sie 2015 - 10:54

Dzień nie różnił się znacząco od innych w życiu Jarvisa. Baaardzo wczesna pobudka (o ile można było nazwać tak przerwanie trzygodzinnego snu), szybkie odwiedziny wielkiej Jarvisowej miłości, czyli kuchni, trochę czasu spędzonego nad notatkami i książkami w swoim pokoju, pochłonięcie kolejnej porcji jedzenia. Potem nadeszła mniej więcej godzina, o jakiej Vandenberghe zwykle wychodził do swojej pracy, więc ruszył na poziom 3. Pojawił się tam nieco wcześniej, więc postanowił mimo braku pacjentów i tak wziąć się do roboty. Na obchód było jednak zbyt wcześnie, dlatego postanowił sprawdzić badania jednej ze przemiłych staruszek, które ostatnio zatruły się upieczonym przez siebie ciastem. Bo, wbrew pozorom, medycyna w Mount Weather miała też inne problemy niż tylko chorobę popromienną, na przykład właśnie takie zatrucie pokarmowe. Biorąc pod uwagę, że praktycznie wszyscy korzystali z tej samej kuchni i żywności, trzeba było bardzo uważnie przyglądać się wszelkim problemom w tej kwestii, by nie rozpętała się epidemia. Dlatego warto było jeszcze raz przejrzeć wyniki starszej pani, a także skład szarlotki, by znaleźć felerny produkt. A może po prostu nie umyła rąk przed wyrabianiem ciasta? Któż to wie.
Tak czy inaczej Jarvis rozrysowywał sobie właśnie w głowie plan aktywnego spożytkowania tych kilkunastu minut, które przypadkiem pojawiły się w jego grafiku nie na tym piętrze, na którym zwykle z nich korzystał. Był tak bardzo skupiony na swoim zadaniu, że nieco zbyt energicznie opuścił windę, którą tu przyjechał. Na tyle energicznie, że wpadł na osobę, która najwyraźniej również lubiła ponadprogramową pracę i kręciła się tuż obok windy. Zgodnie z prawami fizyki, a w szczególności zachowania pędu, Jarvis wraz z bliżej niezidentyfikowaną osóbką o znacznie mniejszej masie wylądował na podłodze, co było bez wątpienia sytuacją bardzo kłopotliwą i zawstydzającą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Góral
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Wto 11 Sie 2015 - 21:36

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Jewels była trochę bardziej roztargniona i jej skupienie gdzieś uleciało. Przez badania przechodziła z milczeniem i wzrokiem skierowanym w jakiś bliżej nieokreślony punkt. Ostatecznie i tak nic nie czuła, a lata praktyki sprawiły, że czasem potrafiła po prostu nie myśleć i jakoś te godziny przeboleć. Ot, jak taki wyłącznik w głowie. I w tym roztargnieniu robiła różne rzeczy, których nie powinna. Na przykład ostatnio wyszła wcześniej niż powinna nie zauważając, że efekty promieniowania nie zdążyły cofnąć się z ręki i jakiś medyczny szybko ją wracał żeby przypadkiem nie musieć później wyjaśniać tego jakiemuś mieszkańcowi.
Dzisiejsze, małoinwazyjne badania trwały dość krótko, a Jewls głównie myślała o tym co się działo w bunkrze. Bo nie miała wątpliwości, że to co działo się na powierzchni jest znaczące. W końcu nie na co dzień na ziemię spada statek kosmiczny. Plotki też na co dzień nie rozchodzą się w takim tempie z jakim każdy mieszkaniec Mount Weather zaznajomił się z tą sytuacją.
Obciągając podwinięte rękawy swetra dreptała dookoła przy drzwiach i czekała na windę. Przed nią było kilka dni przerwy, więc nawet miała powód do uśmiechu. Będzie mogła wyjść do biblioteki, spędzić trochę czasu z bratem… Zanim jednak zdołała się zorientować, że piknięcie oznacza przybycie windy i dostrzec, że w środku ktoś jest – ten ktoś zdążył na oślep z niej wypaść i spowodować upadek ich obojga.
Uderzenie o podłogę ogłuszyło ją na kilka sekund, ale już po tej krótkiej chwili otworzyła oczy żeby zobaczyć nad sobą twarz Jarvisa, którego ostatnio próbowała zagadać w stołówce. Nie, w kuchni. Rozespana i z tym swoim ironiczno-zmęczonym poczuciem humoru.
- Hej... – Mruknęła i momentalnie zrobiło jej się gorąco, ale i tak pierwszą myślą jaka pojawiła jej się w głowie było to żeby sprawdzić czy przypadkiem nie ma jakiegoś zranienia. Ach, no i przydałoby się jakoś zasygnalizować ból. Syknęła krótko i na chwilkę odwróciła od niego spojrzenie, bo chyba zaczynała się robić speszona.

_________________

Yeah, let's be clear, I'll trust no one
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Czw 13 Sie 2015 - 14:06

W pierwszej chwili kompletnie nie ogarnął co się wydarzyło. Szeroko otworzył oczy i usta, przez moment wyglądając jak ryba wyrzucona z wody. Przez kolejny przypominał trochę żuka wywróconego na plecy, usiłując się podnieść, jednak co chwilę trafiał na jakąś kończynę należącą do Jewels. Okej, nie zawsze pod rękę nawijała mu się akurat ręka czy noga, zahaczył chyba też o coś bardziej miękkiego... W końcu jakoś się wyplątał i chwiejnie wstał, dopiero wtedy rejestrując, że wpadł akurat na Whiffleleaf. - Je-ewels, ja naprawdę cię przepraszam.. - zaczął, usiłując złapać równowagę i po krótkim zawahaniu, czy jednak nie powinien uciec, zdecydował się wyciągnąć do niej rękę. - Nie sądziłem, że to ty. To znaczy, nawet gdybyś to nie była ty, nie chciałbym na kogoś wpaść. - plątał się, nie wiedząc gdzie podziać oczy. Trochę nieporadnie pomógł jej wstać i zakaszlał nerwowo, zastanawiając się, czy mogła przydarzyć się im bardziej niezręczna sytuacja. - Ni-ic ci nie jest? - trochę się zająknął, bo to było naprawdę torturą dla jego biednych nerwów. Choć oczywiście to Jewels tutaj ucierpiała i to jeszcze z jego winy, jak on mógł! Z tego wszystkiego zaczął ją otrzepywać (chociaż podłoga na poziomie 3 nigdy nie była na tyle brudna, by został na kimkolwiek jakiś pyłek). Trochę mu padło na mózg, kiedy upadł na dziewczynę, trzeba przyznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Góral
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Nie 16 Sie 2015 - 18:38

Jewels była z natury ostrożna, ale chyba nie każdy tak miał… Przez chwilę kiedy leżała oszołomiona na podłodze z zakłopotanym wzrokiem rozglądała się dookoła, a już zwłaszcza wtedy kiedy Jarvis próbował się podnieść i trochę na oślep opierał się dłońmi. Na zmianę o podłogę i o nią. Fala gorąca uderzyła, choć ciężko określić jedną przyczynę jej czerwonej od rumieńców twarzy.
Zawzięcie milczała po krótkim „hej” kiedy Jarvis już wstał i zaczął trochę nerwowo ją przepraszać. Zakłopotanie nie było jednostronne. Od dłuższej chwili już na niego nie patrzyła, ale kiedy podał jej dłoń żeby pomóc w podniesieniu się z podłogi – starała się to zrobić jak najzgrabniej – w końcu spojrzała i wymamrotała coś niezrozumiale. Spojrzała na swoje buty i poprawiła zmierzwione włosy zastanawiając się nad wieloma sprawami na raz.
- W porządku. Nie przejmuj się, takie rzeczy się zdarzają. – Powiedziała w końcu słysząc jego zestresowany głos. Podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się zakłopotana. Zupełnie inna niż wtedy w kuchni. Dziwny narwaniec. – Chyba, nie wiem. – Zaśmiała się i zaczęła się oglądać, bo faktycznie miałaby problem gdyby coś było… - Najwyżej rozdarłam sobie spodnie, albo coś… - Mruknęła w końcu nie zauważając nic niepokojącego i unosząc wzrok na winnego tego upadku.
- A ty? Ok? – Zapytała orientując się nagle, że przecież nie jest jedyną osobą, która wylądowała na podłodze. Wtedy też zauważyła, że nie zdążyła obciągnąć jednego, wysoko podwiniętego rękawa swetra. Jeśli był uważny, zauważył białawe krótsze i dłuższe blizny ciągnące się od łokcia w górę, ale Jewels spokojnie spuszczając rękaw miała nadzieję, że jednak nie. A jeśli, to że nie poruszy tematu. Na jej ustach automatycznie wykwitł delikatny uśmiech. – Idziesz na dyżur?

_________________

Yeah, let's be clear, I'll trust no one
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Nie 16 Sie 2015 - 18:59

Jego twarz na zmianę bladła i przybierała kolor dojrzałych pomidorów, kiedy usiłował zebrać myśli. Właściwie... nikomu nic się nie stało, prawda? Wypadek jak wypadek, ale nikt szczególnie nie ucierpiał, więc nie powinien tak tego przeżywać. Już od dłuższego czasu Jarvis usiłował poprawić swoje reakcje na stresujące wydarzenia oraz nieco się uspołecznić, ale kiepsko mu to szło niestety. Próbował tłumaczyć sobie wszystko rozsądnie, ale cóż, był po prostu Jarvisem Vandenberghe, nieco odizolowanym dziwakiem. A sytuacji wcale nie poprawiał fakt, że wpadł akurat na Jewels. Po pierwsze, była dziewczyną. A po drugie... po drugie była Jewels. Tego zdecydowanie nie mógł przetłumaczyć sobie na normalne zachowanie i dlatego wyglądał jakby zaraz miał paść trupem na zawał.
- Ja, hmm, naprawdę... - plątał się trochę, na słowa o rozdarciu spodni automatycznie przenosząc na nie swoje spojrzenie. Trochę zbyt uważne, choć przecież był lekarzem, prawda? Przyglądał się jej z taką uwagą ze względu na to, że mogła sobie coś zrobić, a on przecież był lekarzem. Naprawdę. Lekarz ma zupełnie inny stosunek do ciała niż ktokolwiek inny i dlatego podejrzewanie, że patrzył z innego względu niż próba pomocy...
- Nie, chyba nie. - zauważył w końcu z nieszczęśliwą miną. Nie dlatego, że chciał, by rozdarły jej się spodnie, albo żeby coś sobie obtarła i musiał, na przykład, opatrywać jej udo albo pośladek... Nie, minę miał nieszczęśliwą, bo kompletnie nie wiedział co czynić. Po prostu był zestresowany całą sytuacją i to wyraźnie objawiało się w całej jego, nerwowo drgającej, sylwetce. - Nic mi nie jest, naprawdę cię przepraszam. - powtórzył raz jeszcze, natrafiając spojrzeniem na jej ramię tuż przed tym jak je zasłoniła. Mogło mu się przewidzieć, na pewno mu się przewidziało. A może była chora? Powinien spytać? Ale gdyby chciała, sama by powiedziała, w końcu wiedziała, że jest lekarzem... Dlatego profilaktycznie znów poczerwieniał i odwrócił wzrok, wlepiając go w czubki swoich butów.
- Tak, zaraz mam dyżur. - odpowiedział pełnym zdaniem jak pierwszoklasista i natychmiast poczuł z tego powodu, a jakże, zawstydzenie. Tym razem na szczęście już nie poczerwieniał, chyba brakowało już krwi. - A ty co tu robisz? Organizują zajęcia tak wcześnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Jelonek Góral
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Nie 16 Sie 2015 - 22:51

Trochę się rozluźniła kiedy Jarvis na jej wzmiankę o rozdartych spodniach zaczął się im przyglądać. Może nie powinna się śmiać, ale po prostu nie mogła powstrzymać się przed uśmiechem. Kiedy podniósł na nią wzrok zagryzła lekko wargi i pokiwała głową.
- Tak myślałam. – Stwierdziła w końcu żeby przerwać ciszę, która mogła być odrobinę niezręczna. Była trochę zestresowana, ale Vandenberghe wyglądał jakby za chwilę miał zemdleć i w sumie to nie wiedziała dlaczego. Chyba nie była taka straszna? Stresująca? Zmarszczyła brwi i przestąpiła z nogi na nog. Przeszkadzało jej to bo… Lubiła go. Właściwie to podczas przetaczania krwi tej nocy zastanawiała się czy przypadkiem nie jest może gdzieś w pobliżu. Dobrze by było mieć kogoś kto nie myślał o niej jak o długoterminowym obiekcie eksperymentalnym… Tylko jako dziewczynie, dziwnej młodszej siostrze kolegi, która brudzi jasne kafelki w kuchni krwią i burczy na kogoś kto zwraca jej na to uwagę. Uśmiechnęła się do tej myśli i pewnie przez chwilę wyglądała na rozkojarzoną.
- Nie przepraszaj, nie zrobiłeś tego celowo. – Uspokoiła go i profilaktycznie zaciągnęła rękawy swetra na dłonie. Kiedy spojrzał na podłogę cicho westchnęła i obróciła się lekko na bok zastanawiając się czy nie byłoby lepiej żeby już poszła. Jego skrępowanie jej obecnością było aż nazbyt widoczne, ale odpowiedział na jej pytanie, więc okręciła się z powrotem i położyła dłoń na szyi nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Zacięła się na chwilę i z półotwartymi ustami patrzyła ponad jego ramieniem.
- Hmm, to zznaczy tak, muszę się szykować na to, że będę też spędzała tu nocki. – Powiedziała po chwili. – Na to też muszę się przygotować. Czy ja cię krępuję? – Ostatnie dwa zdania wypowiedziała dwa razy szybciej i chyba zabrakło przerwy między odpowiedzią na jego pytanie i zadaniem swojego. Przez chwilę patrzyła jeszcze na ścianę za nim, ale w końcu przesunęła wzrok na niego.
- Ugh, nie powinnam była o to pytać. - Stwierdziła jeszcze zanim Jarvis doszedł do głosu. Skrzywiła się lekko i rozejrzała dookoła. - To było dziwne. Nie odpowiadaj, przepraszam. W końcu sytuacja, upadek, to wszystko. Logiczne, że jesteś skrępowany, ja w końcu też byłam. Hmm. - Wypowiedziała to wszystko na jednym wydechu i natrafiając na jego wzrok umilkła robiąc przepraszający grymas twarzy.

_________________

Yeah, let's be clear, I'll trust no one
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mountain Men
avatar



PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   Pon 24 Sie 2015 - 19:43

Naprawdę chciał jakoś się ogarnąć, ale chwilowo po prostu nie był w stanie. Jego puls był przyspieszony, oddech nierówny, on sam zestresowany, więc dodatkowo zrobiło mu się gorąco i nie był nawet w stanie zebrać myśli, co dopiero mówiąc o uspokojeniu się i wyglądaniu jakby nic się nie stało. Pewnie to biedny przeżywał przez najbliższy tydzień... o ile nie zdarzy się coś mocniejszego, co będzie przeżywał przez miesiąc.
- Mo-że będziemy mieć razem dyżur? - nie spodziewał się, że wypowie na głos tę myśl, ale cóż, wypowiedział. Więc znów się... nie, już i tak był czerwony. W końcu stażyści często asystowali lekarzom, bo w ten sposób najłatwiej było nabrać praktyki, nie byłoby więc nic dziwnego w tym, gdyby pewnego dnia Jarvis miał wprowadzić Jewels w arkana sztuki medycznej. Pewnie skończyłoby się to zaszyciem komuś zegarka w brzuchu albo stwierdzeniem astmy zamiast alergii na kurz, ale kto by się tam przejmował.
Otworzył usta z nieszczęśliwą miną, ale na całe szczęście nie oczekiwała odpowiedzi. W jego wydaniu nie byłaby zbyt interesująca, znając życie - Nie. Tak. Nie wiem..
Sądził, że dziewczyna się na niego obrazi albo zwieje, ale ona zaczęła mówić całkiem do rzeczy, co przyjął z pewną ulgą. W gruncie rzeczy nie chciał, żeby sobie szła. A może chciał? Strasznie go stresowała, ale... nie tylko dlatego, że na nią wpadł. I nie tylko dlatego, że był trochę aspołeczny. I że była dziewczyną. Była Jewels.
Problem był w tym, że nie wiedział co powiedzieć i bał się, że sobie jednak pójdzie, czego w sumie nie chciał. Naprawdę. Zrobiło mu się sucho w gardle i odkaszlnął nerwowo, usiłując przedłużyć sobie czas zanim zrobi się niezręcznie... chociaż już było.
- Więc... - zaczął, "nieco" spięty, ale się zaciął. Normalnie nie wiedział co powiedzieć! Tylko patrzył się na Jewels zagubionym wzrokiem i naprawdę chciał, żeby została.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz prowadzący z wind do laboratorium medycznego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Stare laboratorium Hydry
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
What's wrong with a little chaos? :: Ziemia :: north :: Mount Weather :: Poziom 3-

Forum stworzone na podstawie serialu The 100. Styl, ogłoszenie, wszystkie kody oraz grafika znajdujące się na forum zostały stworzone przez administrację.